Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

List ze złomowiska na temat kurzej hodowli.


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  40
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  01.04.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

^&^&^&^&^&^&^&^&^&^&^&^

 

 

Droga panno, mogę tak się do Ciebie zwracać? Nie znam w końcu stanu cywilnego, a na lekcjach polskiego dla cudzoziemców uczono nas grzeczności. A zatem jeszcze raz:

 

 

Droga panno!

 

Nie masz pojęcia jak blacha samochodowa w lutym może być chłodna. Doprawdy wierzę, że tego nie wiesz. Stoczyłem dziś bardzo interesującą walkę, która może być początkiem mego upadku w czas lub w otchłań. To była moja pierwsza porażka w EWF. Pierwsza, tak, pierwsza. Po dziesięciu wspaniałych zwycięstwach z rzędu przyszedł czas by poznać smak i gorycz porażki. Jak zatem smakuje porażka w EWF? Na pewno nie jak moje ulubione kurczaki. Teraz już zawsze kojarzyć mi się będzie z chłodem blachy. Polizałem ją nawet, bo chciałem sprawdzić czy to ciepło, które czułem pod nosem to była moja krew. Odpowiedź okazała się pozytywna, tak, to była moja krew. Nie jest mądrze lizać blachę w mrozie, pamiętałem o tym w Korei Północnej, tutaj jakoś zapomniałem. Mojemu językowi się to nie spodobało i poprosił bym tego więcej nie robił, będę pamiętał, chociaż kontakt był krótki. Na temat naszych kontaktów pamiętam natomiast niewiele, ufam, że nie okazałem się fajtłapą. Wiem że rozstaliśmy się w niezbyt dobrej atmosferze, ale wszystko można naprawić, prawda? Panna wie jak to trudno jest przyjąć do wiadomości porażkę? Bardzo trudno, bo od samego początku mojej przygody w EWF wszystko mi się udawało! Dosłownie wszystko. Same zwycięstwa, splendor, zaklasyfikowanie jako wielki talent, wywiady, nawet jakieś pieniądze wpadły. Teraz przychodzi porażka i nie wiem co zrobić. Jak sobie z tym poradzić? Jest to uczucie nowe dla mnie, ale uczucie jakże obezwładniające. Skończyły się czasy dziecka szczęścia, skończyła się seria, a zaczęło się coś nowego. Nie lubię nowości tak w sumie. Mam chyba w sobie duszę konserwatysty, bo lubię jak wszystko jest jak jest, jak nic się nie dzieje, nic się nie zmienia, a tylko kurczaki wpadają do mojego brzucha. Chciałbym się teraz uśmiechnąć sam do siebie i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Nawet Szakal pocieszył mnie po walce, o przepraszam, senator Szakal. Szacunek wobec urzędu obowiązuje. I oto piszę do panny w kilkanaście minut po zakończeniu walki. Jestem w jakiejś budce stróża chyba, a może w baraku dla pracowników, kto to tam wie. Znalazłem jakieś kartki, wprawdzie trochę poplamione, ale zawsze. Niech się panna nimi nie przejmuje, to znaczy tymi plamami, to nie ja zrobiłem. Chciałbym by panna przejęła się mym losem, ale nie chcę kłamać. To czerwone to nie krew, nie moja krew, to keczup. Wiem, bo polizałem. Smakował jak keczup. Nawet widać ślad mojego języka, o tutaj, zakreślę i zrobię strzałkę (---->) by panna mogła sama zobaczyć. Proszę nie lizać, bo to chyba mało higieniczne jest. Na szczęście mają w tym baraku światło, bo choć mam wiele talentów, to po ciemku pisać nie potrafię. Boli mnie ręka, mam nadzieję, że nie złamana. Wie panna, że przeżyłem dziś swój pierwszy w życiu wypadek samochodowy? Może oglądałaś Wrestlepaloozę to widziałaś. To była brawura! Poszliśmy z senatorem na czołowe, ale mną zarzuciło. Wiem już jak czują się sardynki w swych puszkach. Już ich nigdy nie zjem, z szacunku. Zresztą nigdy nie lubiłem sardynek. Akcja była wyborna, ale co z tego? Co z tego skoro przegrałem? To Szakal zebrał jej owoce, a nie ja. Szakal jest zdecydowanie świetnym wrestlerem, nawet po dziesięciu latach, to była przyjemność z nim walczyć. Ale znowu. Co mi po przyjemnościach skoro przegrałem? Nawet Skipper, Somalijski Pirat, walczył niedawno z Szakalem. I co? I przegrał. Czy to sprawia, że jestem taki jak Skipper? Czy to stawia znak równości między nami? Wszak wobec porażek i śmierci wszyscy jesteśmy równi. Jeśli tak to obawiam się, że na najbliższej gali mogę zostać uprowadzony do Somalii. Pierwsza porażka, a tyle cierpienia. Nawet pal licho fizyczne cierpienie, jestem przyzwyczajony do bólu, ale psychiczne! Psychiczne! To wykańcza, to mnie spala, to mnie niszczy. Nie chcę przegrywać. Nigdy więcej. To okropne uczucie. Jak inni sobie z nim radzą? Ja nie wiem, ja naprawdę nie wiem jak sobie z tym poradzić. Czy zanudzam pannę? Panna wybaczy, ale przeżywam chwile zwątpienia i chcę po prostu się komuś wygadać. Wprawdzie nie gadam, ale piszę, ale to chyba to samo? Przynosi to pewną ulgę, pewne ukojenie. Jest ktoś kto chce mnie wysłuchać, a panna jest w tym świetna. Naprawdę. Wielki talent masz, nie zmarnuj go. Blacha, blacha, blacha. Czuję tę blachę i nie daje mi ona o sobie zapomnieć. Złomowisko, złomowisko, złomowisko. Będzie mi się śniło po nocach.

 

Mogłem mieć wszystko, a nie mam nic. Walczyłem o FTW Title, byłem blisko, mogłem mieć ten pas, mogłem pokonać Szakala. Mogłem, ale nie udało się. Mogłem, ale zawiodłem. Mogłem, ale dałem dupy, bez obrazy, nie nawiązuje do w żaden sposób do naszej ostatniej przygody w szafie. Będąc dzieckiem miałem raczej marne marzenia. Chciałem chodzić spać najedzony. Musi panna wiedzieć, że nie działo się to często. Może kilka razy w roku. Byłem dzieckiem, myślałem jak dziecko, ale z tamtych czasów została mi chęć objadania się. Podświadomie chyba obawiam się głodu, dlatego jem, zjadam, pożeram. Głównie kurczaki, bo są najsmaczniejsze. Teraz jednak poznałem zupełnie nowy głód. To całkowicie inne uczucie. Głód sukcesów, głód trofeów, głód pasów. Tak, byłem już wcześniej EWF Daemusin Champem, ale nie trwało to długo. To ważny pas, ale to tylko malutki szczebelek w drabinie. Niedawno najadłem się do syta. Razem z Franko zostaliśmy Tag Team Champami. To było wspaniałe uczucie. Mam świetnego partnera, mam pasy, mamy nawet drużynę złożoną z ciekawej azjatyckiej bandy. Muszę się spytać Franko czy czuje się rasowo zmarginalizowany. Choć wydaje mi się, że polubił Joshuę Wellingtona. Panna też by go polubiła, bo to całkiem sympatyczny człowiek. Pasy Tag Team jednak nie zaspokajają głodu, one rozbudziły apetyt na nowe trofea. Wydaje mi się, że Franko czuje podobnie. Choć nie sądzę by w dzieciństwie musiał głodować i był zamknięty w cholernym obozie koncentracyjnym, więc pewnie odczuwa to inaczej niż ja. Spytam go później jak. Jeśli panna będzie zainteresowana to dowiem się wszystkiego i odpowiem. Taki jestem obrotny. Głód został rozbudzony i naprawdę myślałem, że mam szansę by się znowu najeść, by ucztować. FTW Title było blisko, zwycięstwo nad Szakalem było na wyciągnięcie ręki, a co mi pozostało? Chłód blachy, tylko to, tylko tyle. No i przeżyłem wypadek samochodowy, wspomniałem już o tym? Przepraszam za powtórzenia, ale nie jestem biegły w sztuce pisania listów. Nie mam żadnego wykształcenia prawie, no, ale jestem obrotny. To ciekawe, że nie mam nawet prawa jazdy. To znaczy prawo jazdy mam, polskie, mongolskie, rosyjskie, koreańskie, chińskie, japońskie, amerykańskie - od wyboru do koloru flagi na plastiku! Sęk w tym, że to dobre podróbki, a żadnego egzaminu w życiu nie zdawałem. I po co mi to było? Teraz zapłaciłem. Nie było egzaminu, to i walkę przegrałem. Gdybym tylko miał legalne prawko, gdybym chodził na kurs, to może to czołowe zderzenie rozwiązałbym jakoś lepiej. To był chyba klucz do tej walki, a ja nie umiałem go wykorzystać.

 

EWF pracuje szybko, bo właśnie dostałem smsa. Ale się sprężyli, jest już karta. Interesuje pannę z kim walczę? Tak? No dobrze, powiem. Nie ma co trzymać tego w tajemnicy. Bart Wieri i Aero. To chyba rodzaj upadku. Jednego dnia walczysz o FTW Title, a na następnej gali dostajesz gościa, który przegrał wszystkie swoje walki i pyszałka, który notabene też wszystko przegrywa, ale dużo gada i robi wrażenie lepszego niż jest. Mogło być inaczej, a tak to wracam do kurwiego dołka - przepraszam za wulgaryzm i znowu, nie jest to nawiązanie do naszej ostatniej i jedynej jak dotąd konwersacji. Swoją drogą mam problem językowy, by nie rzec frazeologiczny. Powinienem napisać "wracam do kurwiego dołka" czy do "kurwidołka"? A może do "kurwi dołka"? I co to w ogóle znaczy? Skąd się ten zwrot wziął? Nauczyłem się go na stadionie dziesięciolecia, gdy handlowałem tam nielegalnym białoruskim porno. Dziewczyny na Białorusi są bardzo utalentowane, ale panna lepsza do nich zdecydowanie. To rodzaj pochwały, ale nie wiem czy mi to dobrze wyszło. Czasem gubię się w meandrach polszczyzny, choć udaję, że wszystko jest w porządku. Udawanie dobrze mi wychodzi. Na kłamstwie zbudowałem swoje życie, bo prawdziwego nigdy nie miałem. Zabrali mi je, zabili, zamordowali, zniszczyli, spalili. Nic nie miałem i nic nie mam. Nie wiem też czy kiedykolwiek cokolwiek będę miał. A może "będę mieć"? Jak to napisać poprawnie? Przyszedł czas porażki, a ja już wątpię we wszystko. Nawet w siebie. Choć spoglądając na najbliższą kartę, nie mam chyba co wątpić specjalnie. Bart Wieri i Aero. Ale mi się udało. Może to specjalna polityka władz? Po porażce odbij sobie zwycięstwem? To dobre dla zachowania dobrego samopoczucia. Jak się ciągle przegrywa to można się zdenerwować. Ja po jednej porażce chodzę wściekły, a co ma powiedzieć taki Aero? Wszystko przegrał. A taki Bart Wieri? Też wszystko przegrał. Statystyki są po mojej stronie.

 

Bart Wieri. Panna go zna? Widziała w telewizji? To taki duży człowiek, co lubi ubierać się w pomarańcze. To znaczy nie chodzi mi o to, że ubiera się w skórki po pomarańczach albo lepiej w bikini z jędrnych pomarańczy. To byłaby chyba jakaś forma zboczenia, takich do EWF nie wpuszczają. Choć wydaje mi się, że jak Felipe Castro dojdzie do władzy to nastanie czas jakiejś tolerancji. Może nawet geje się trafią w EWF i nasza wersja tego faceta z polskiego sejmu, co ubiera się w spódniczki i udaje babę. Tak przy okazji. Czy panna jako kobieta traktuje takiego osobnika też jak kobietę? Czy to może jakiś żart? Sam nie wiem co o tym myśleć, bo w Korei takich rzeczy nie mieliśmy, a w Mongolii to panna wie, stepy, stepy, stepy, nie widuję zbyt wielu ludzi, gdy tam jestem. Panna kiedyś przyjedzie to oprowadzę, mam tam ładny kawał hektarów. Uroczy zakątek. Jestem dziś bardzo dygresyjny, to wpływ tej porażki. No i ten Bart Wieri ubiera się na pomarańczowo. To amerykańska więzienna moda. To ciekawe dlaczego on tak po amerykańsku. A w jakim on więzieniu w ogóle siedzi? Polskim czy obcym? Bo jak polskim to chyba miejscowy krój więziennego uniformu powinien dostać. A jak obcym to co? Podróż transkontynentalna co galę? Zagadkowy człowiek z tego Barta. No i nie wiem czy panna słyszała. On podobno wygrał 462 walki gdzieś tam. No i co? Przyszedł do EWF i łubu-dubu, wszystko przegrał. Jak on się może czuć? To niewiadoma dla mnie. Co czuję tacy ludzie, którzy w sumie przegrali swoje życie? Czy jest zadowolony? Wścieka się co galę? A może ma to gdzieś, bo się przyzwyczaił. Czy oni nie mają ambicji? Nic? Zero? Tak przegrywać, przegrywać, przegrywać i jeszcze raz przegrywać. Przecież to można się zdenerwować, nie raz, nie dwa i nie trzy razy. Niech rzucą to w cholerę, bo wygląda na to, że do EWF to się po prostu nie nadają. Bart Wieri, już samo imię i nazwisko brzmi jak porażka. Imię Bart gwarantuje klęskę. Czekam tylko aż zza krzaka wyskoczy Homer Inzaghi i zacznie go dusić. Bo Wieri kojarzy mi się jedynie z niepoprawnie napisanym nazwiskiem takiego piłkarza. No i panna patrzy, jest z tego wrestler. Wrestler jak się patrzy. Wielki i wszechmocny Bart. Bart Wieri. Wszechmocny? Dlaczego ja to napisałem? On nie jest wszechmocny, może sam się za takiego uważa, ale nie nie oszukujmy się. Konflikt z SeBą to maksimum jego możliwości. I wie panna co? Feldmarszałek zjada go na śniadanie, obiad i kolację i po prusku wydala - być może rogiem swego hełmu, to było takie nieszablonowe! - bo SeBa jest nie tylko lepszym wrestlerem, ale ma charyzmę i umiejętności różnego typu. A co ma Bart Wieri? Jedno wielkie nic. Niczego nie ma. Czasem mnie ciekawi, co takie osobniki myślą sobie zapisując się do EWF. Że będą mieć tu szansę na sukces? Że będzie łatwo? Że trzeba się pokazać, a zwycięstwa w końcu przyjdą? Nie, nie przyjdą i biedny Bart chyba wreszcie zaczyna to rozumieć. Jest wielki, bo ma wzrost i masę, ale jego kariera wrestlerska nie istnieje. Już mnisi z Buriacji mieli w sobie więcej siły, werwy i talentu niż to coś. Bart przegrywa wszystko jak leci, więc niby dlaczego teraz miałoby być inaczej? Panna pewnie myśli sobie, że to buta z mojej strony, zarozumiałość i paskudna pewność siebie. Tak, wiem co potrafię i na co mnie stać. Nie jestem już debiutantem, który grzecznie wyraża się z szacunkiem o każdym. Czy panna sobie wyobraża, że taki Szakal, Nas Jazzowski albo Tool na moim miejscu udawaliby, że Bart coś potrafi? Że trzeba go szanować, bo wynik może być różny? Nawet grzeczny SR-Crazy by go wyśmiał. Dlaczego ja miałbym być inny? Czuję, że z gali na galę jestem coraz lepszy. Fakt, przegrałem z Szakalem, ale to Szakal, chodząca legenda wszechświatowego wrestlingu i senator Rzeczypospolitej Polskiej! W Mongolii nie mamy senatorów, a gdybyśmy mieli, to chciałbym by byli tacy jak Szakal. No i dlaczego ja mam udawać, że Homer Inzaghi zasługuje na szacunek? To człowiek-porażka, on na nic nie zasługuje, a na szacunek już najmniej. SeBa zasługuje na szacunek i gdybym walczył z nim to wyrażałbym się o alkoholowym feldmarszałku z szacunkiem. A tu mamy Barta Wieriego. Jaki szacunek? Ja się panny pytam, jaki szacunek? Odpowiesz mi? Szacunku nie będzie, bo Bart nie zasługuje. Może to okrutne, że oceniam go przez pryzmat klęsk i porażek. Może Bart jest tak naprawdę wspaniałym człowiekiem. Może dokarmia koty, uprawia wolną miłość z wykluczonymi, śpiewa dla sierot, przytula trędowatych, tańczy z bezdomnymi i wspiera bezrobotnych, a w wolnych chwilach hoduje pomarańcze. Może i tak jest, ale to nie jest wybór nowej Matki Teresy. To EWF. To wrestling. Jak ja mam go oceniać jeśli nie przez pryzmat jego klęsk? Inaczej się nie da, droga panno, po prostu się nie da. Bart Wieri to człowiek porażka. To chodząca klęska. Nie spodziewam się z jego strony żadnego zagrożenia. Żadnego. Żadnego. Żadnego.

 

Ładne się zaciąłem? Tak dramatycznie nawet. Żadnego. Żadnego. Żadnego. Ma to swój urok, prawda? Coraz lepiej zaczynam rozumieć sztukę pisania listów. Panna wie, że to całkiem przyjemne? Choć jestem zmęczony, kości mnie napierdalają - przepraszam za wulgaryzm - krwawię i do tego nie w sposób miesięczny, ale taki czysto ludzki. Niech panna mnie źle nie zrozumie, nie odmawiam ci człowieczeństwa, to nie tak, nie oto chodzi. Mam nadzieję, że tym listem się pogrążam, ale czuję, że znalazłem w pannie bratnią duszę. A może powinienem napisać siostrzaną? Jak to jest jeśli jedna dusza jest męska, a druga żeńska? Bratnią czy siostrzaną? A może duszę rodzonego rodzeństwa? A nie, to powtórzenie. No to niech będzie dusza rodzeństwa. Nie wiem czy panna rodziła, tak mnie właśnie naszło, że słowo rodzeństwo pochodzi chyba od rodzenia? Jeśli tak to absolutnie nie dyskryminuję. To nawet całkiem miłe, a jeśli nie to wierzę, że kiedyś się uda. Mam nadzieję, że to nie było seksistowskie. Dużo nadziei przelewam na papier. Może mam wstrząs mózgu? Może nie myślę zbyt klarownie. Może, może, może, może pojadę nad morzę. Bo do Koszalina jedziemy z następną Wrestlepaloozą. To prawie morze, prawda? Załatwię pannie bilet, pogodzimy się, zakopiemy topór wojenny. Nie chciałem panny obrazić, naprawdę. Ale znów pisze o głupotach, a powinienem o EWF. Tak mi się wydaje, że ten list powinien być o EWF, a nasze nieporozumienia wyjaśnimy sobie w cztery oczy. Dobry układ? Dobry? Myślę, że tak. Dużo myślę ogólnie. To chyba zdrowe, to dobry znak.

 

Natenczas przyszło mi rzec o Aero. Natenczas to ładne słowo. Nie wiem dokładnie jak go prawidłowo użyć, ale bardzo chciałem, bo to wspaniałe słowo. Chcę pannie zaimponować, że wcale nie jestem durniem. Nie jestem jakimś mongolskim idiotą, o nie. Nie mam może wykształcenia, ale jestem całkiem inteligentnym chłopakiem. Tak o mnie mówią. Niech panna spyta Franko, ostatnio się z nim zakolegowałem. Pozwala mi nawet spać w szafie w swoim domostwie. To bardzo miłe z jego strony. Tak trudno spotkać w dzisiejszych czasach człowieka. Panna Helenka też zawsze jest dla mnie bardzo miła. Sympatyczna osoba, pomoże, porozmawia, pocieszy, powie coś ciekawego. Natenczas ten Aero przywiódł mnie by o nim napisać w moim dziele epistolarnym. Ten Aero to jest dopiero gagatek. Lubię go nazywać krzykaczem albo awanturnikiem. Jest w EWF już długo. Debiutował dawno temu, chyba z dwa lata przede mną. Nie szło mu najlepiej w początkach kariery, ale nie poddawał się. To bardzo ważne w EWF. EWF to nie jest sympatyczne miejsce, bo na samym początku ma cię w dupie. Dostajesz kontrakt, wspólną szatnię i tyle. Żadnej troski, żadnej opieki, żadnego wsparcia socjalnego. Ciężki świat, ale to hartuje. To sprawia, że człowiek staje się lepszym. I gdy dochodzimy do jakichś sukcesów daje to dużą satysfakcję. Oto pokonaliśmy nasze słabości, oto pokonaliśmy naszą bylejakość i tandeciarstwo z początków kariery i jesteśmy już kimś. Jesteśmy lepsi, a możemy być najlepsi. Trzeba być cierpliwym, bo nic samo nie przychodzi. Ładnie to brzmi, ale co ja kurwa o tym wiem? Przepraszam pannę za przekleństwo, ale musiałem, to zabrzmiało tak wymownie i tak po szakalowsku. Zabrzmiało, bo musi panna wiedzieć, że powiedziałem to sobie na głos by spotęgować efekt zajebistości. Co ja mogę wiedzieć o tych cierpieniach młodych wrestlerów, bo ja przecież do ostatniej gali wygrałem wszystkie swoje walki. No tak, nie zaznałem porażki fizycznej, ale mentalne już tak. Brak troski, brak zainteresowania ze strony zarządu, brak dodatków do pensji, biletów lotnicznych. Co to ja w tym Peru nie przeżyłem! System nie chciał zaakceptować biedaka, ale nieważne, nie ma co wspominać. Aero wie więcej na ten temat, bo był nieudacznikiem. Tak to trzeba nazwać, był nieudacznikiem, wrestlingowym zerem. Nawet nie umiał się porządnie nazwać. Wiem, że to proste wyśmiewać się z jego problemów z liczbą pojedynczą i mnogą, ale nie mogę się powstrzymać. Koniec żartów. Aero był zerem, ale już nim nie jest. Tu imponuje mi chłopak, bo powoli, metodycznie, cierpliwie, ale z pasją zaczął piąć się w górę. Pracował nad sobą i stał się lepszy. Spotkaliśmy się nawet na ringu w 2010 roku i odebrałem mu jego EWF Daemusin Title. Wtedy dopiero zaczynał swą metamorfozę, a ja byłem na początku mej ścieżki. Wygrałem, ale to nic nie znaczy. To był rok 2010, teraz jest 2013. Co panna robiła w 2010 roku? Czy byłaś w ogóle pełnoletnia? Mam nadzieję, że się tego dowiem, bo jestem ciekawski z natury. Ciekawski Bidam, tak mogą na mnie mówić, a jeśli odpowiadają pannie klimaty bardziej swojskie to Ciekawski Bidamowski albo Ciekawski Bidamczyk. Mamy rok 2013 i Aero zaczął go imponująco. Te mowy o tym, że wrestling ma znaczenie, że nadchodzą zmiany, a on będzie im symbolem. Naprawdę, słuchałem ich na zapleczu i byłem zachwycony. Cóż za rezolutny młody człowiek! I jakże mądrze opowiada. Wspaniale rzekł bym nawet. To chwytało za serce, to chwyciło mnie też serce. To była gala w Szczecinie. Później przyszedł Białystok i Bytom. Coś chyba w planie Aero poszło nie tak i wywołało u niego pewien rodzaj stresu. Bo oto chłopak mówi mądrze, z sensem, wzbudza uznanie swymi wizjami, ale nie wygrywa walk. Co więcej przegrywa trzy walki z rzędu. Uchodzić miał za faworyta w pojedynku o Evolution Title. Miał, miał, miał. Wyszło na to, że jest wrestlingowym kotem, co tylko miauczy.

 

Dużo gadał ten nasz Aero, ładnie prawił, ale jakże szybko zdradził swoje ideały. Już po przegranej walce o Evolution Title zaatakował Znajdę. Już narzekał na pracę sędziów, że to ich wina, a nie jego. Zrobił wszystko by zniszczyć, to co zbudował swymi chwytającymi za serce mowami. To nie porażki go zniszczyły, porażki się zdarzają, nawet u najlepszych. Aero sam zrujnował swój dorobek. Jakie to łatwe do zniszczenia. Chcąc zapomnieć o przeszłości Aero zbudował nową wizję siebie. Wizję męską, profesjonalną, techniczną, charyzmatyczną. Wszyscy zaczęli zapominać o jego dawnych przygodach z Hendrixonem. I w jednej chwili ten kunsztownie budowany projekt zawalił się. Jak już pannie napisałem, tu nie chodzi o porażki, bo one po prostu się zdarzają - choć u mnie tylko raz. Nie, tu chodzi o coś więcej. O zasady, o moralność. Tak, moralność. Nie chcę tu zabrzmieć jak SR-Crazy', który jest głównym szermierzem dobra w EWF, ale świat potrzebuje pewnej dawki dobra, moralności i piękna. Porażki trzeba przyjmować po męsku, twardo, normalnie. Można trochę dramatyzować, tak jak ja zrobiłem to w liście do panny, ale to tylko użalanie się nad sobą. To nie boli, to nie jest niesmaczne. Aero okazał się być niesmaczną czekoladą. Połączę to z jego serią klęsk, nawet nie czekoladą, ale wyrobem czekoladopodobnym. Mógł przyjąć swą słabszą formę jak mężczyzna. Pójść na siłownie, trenować, biegać - pewnie to robił, bo to ambitny chłopak, ale po szirakowsku stracił okazję by siedzieć cicho. Mógł zamknąć swą paszczę i przełknąć czekoladę, którą wyprodukował. Ale nie, nie zrobił tego. Zamiast być honorowym i moralnym mężczyzną zdecydował się na jakiejś podstępne ataki na Znajdę na zapleczu. Do tego zaserwował nam pogadankę, że i tak jest najlepszy, a to wszystko to wina sędziowania. To nie jest nawet niesmaczne, to jest dość żałosne. Widzi panna, ja się na nim po prostu zawiodłem. Mógł być kimś, mógł naprawdę wnieść nowego i ożywczego ducha do EWF, ale wybrał ścieżkę pogardy. Nie dlatego, że on gardzi innymi, ale dlatego, że inni będą gardzić nim. Stał się płaczką, beksą, marudą bredzącą jak to w niesprawiedliwy sposób przegrywa. Aż przykro było na niego patrzeć. Z Aero nie będzie żadnych fajerwerków jeśli się nie poprawi. Nie wyzwoli się z okowów ciasnoty swego płaczliwego umysłu, jeśli nie zmieni swego postępowania. Ja mu daję dobrą radę. Co z nią zrobi to jego sprawa, ale sądząc po ostatnim zachowaniu naszej czekoladki, żadnych rad nie przyjmie. Będziemy słuchać festiwalu miauczenia, kwilenia, narzekania i płaczu. To aż ohydne w pewien sposób, aż mi się niedobrze zrobiło. Panna wybaczy na momencik...

 

Chyba shaftowałem się komuś do hełmu. I nie, nie chodzi mi o słynny pruski hełm. Wie panna, oni noszą tu takie hełmy ochronne, takie robotnicze. Zacząłem myśleć o tym Aero, o tym jakim okazał się czortem. Ha! Jakie ładne słowo, nie sądzi panna? Czort! Tam do czorta! Tam do Aero! Myślałem tak jak rozmienił swe piękne porywy serca na drobne. Myślałem i aż mi się niedobrze zrobiło. Dosłownie. Niedobrze. Chwyciłem za hełm i zrobiłem swoje. Te plamy to nie moje dzieło, niech panna się przypatrzy, nie są świeże i nie pachną kurczakiem. To nie moja wina, to miejscowy lud robotniczy, z którym rzecz jasna się solidaryzuje, bo sam jestem człowiekiem pracy. Widzi panna do czego mnie ten Aero doprowadził? Przyprawił mnie o mdłości. Poczułem się prawie jak mongolska Ania z Zielonego Wzgórza. Będzie panna moim Gilbertem? Proszę wybaczyć tą śmiałość, ale czuję, że nie mam nic do stracenia. Taki już jest ten nasz Aero, powoduje u mnie odruchy wymiotne. Taka to persona, godna pogardy, a przecież zasługuje na więcej. Nie na pogardę, ale na podziw. Wyciągnął się z bagna walk z Hendrixonami i został nawet doceniony. Tylko co z tego jak wszystko przegrał. Czy się powtarzam? Być może. To chyba skutek walki. Miewam też ostatnio migreny. A jeśli to guz mózgu? Może powinienem iść się przebadać, tylko za co? Pieniądze posyłam do Buriacji, a jak się zapiszę na NFZ to chyba mi to badanie zrobią za dwa lata. W międzyczasie mogę paść martwym w czasie jakiejś walki. Może EWF coś doradzi. A panna jakiej jest profesji? Może medycznej? Na co wskazują moje objawy? Ale dość o mnie, wracajmy do Aero, bo jeszcze nie rozwinąłem wszystkich swych myśli. Po pierwszej gali uznałbym walkę z Aero za ważne wydarzenie. Za sprawdzian rzekłbym nawet. Bo oto ja, ex-wielki talent z roku 2010 i Aero nowy wielki talent z roku 2013. Jednakże talent to innego typu, bo rozkwitł on poprzez ciężką pracę, podczas gdy ja, no cóż... ja od samego początku byłem w świetnej dyspozycji i wygrywałem walki jak leci, a leciało niczym z wodospadu Niagara. To taki znany wodospad, są pewnie i bardziej znane. Na przykład Szklarka albo Kamieńczyk, ale nie wiem czy z nich dobrze leci, bo dawno tam nie byłem. Ja jestem jak Niagara, a Aero to właśnie Szklarka. Ładnie mi się napisało, prawda? Po pierwszej gali przejąłbym się tą walką, ale teraz? Niech panna sama spojrzy. Aero przegrywa wszystko, frustruje się, wścieka, narzeka na sędziów, atakuje z zaułków i z ukrycia. Nie wytrzymał presji. Tak przynajmniej uważam, taka jest moja opinia. To nadmierna presja go zniszczyła.

 

Musi panna wiedzieć, że w polskim wrestlingu przychodzi zawsze taki czas, gdy następuje zmiana pokoleń. Może nie nie całkowita zmiana, która niszczy stare i tworzy nowe, ale swego rodzaju transfuzja. Dopływa do EWF świeża krew. Tak jak w 2001 roku mieliśmy wielkich main-eventerów, którzy w kolejnych latach zaczęli się powoli wykruszać. Szakal przetrwał do dzisiaj, ale to wyjątek. Pojawiły się nowe gwiazdy, Bubba, Tool, Dark Avenger, SR-Crazy. Ja o tym niewiele wiem, ale oglądałem archiwalne gale. Stare odpadało i dochodziło nowe, Scyther, Vaclav, Nas Jazzowski, Yoshihito Nabeshima. W nowej odsłonie EWF pewnym było, że też dojdzie do transfuzji. Wymieniano Aero jako tego, który może zajść daleko. To miał być jego czas, jego marsz po sukcesy. Marsza nikt mu nie zagrał, a on sam nigdzie nie pomaszerował. Ta odpowiedzialność okazała się zbyt wielka. Aero stanął w miejscu po gali szczecińskiej. Stanął niejako w przerażeniu, bo świat stanął przed nim otworem, a on... widzi panna, wydaje mi się, że on się przestraszył. Nagle zdał sobie sprawę, że wkrótce będzie musiał walczyć z najlepszymi. Nie z żadnymi Hendrixonami, Lunatickami i innymi idiotami z przeszłości. Nie, na horyzoncie pojawiła się perspektywa walk z gwiazdami. A to oznacza koniec czasu łatwych zwycięstw i czas porażek. Sam to wiem, bo przeżyłem to dziś, przegrywając z Szakalem. Ja jednak się nie boję, mnie porażki nie straszne, bolą jasne, ale nie przerażają. Aero się przeraził. Zaczął przegrywać, szukać winnych wszędzie tylko nie u siebie i wpadł w błędne koło. Żal mi go w pewien sposób, bo ma niewątpliwy talent. Imponuje mi, że wyszedł z ciemnej dupy - przepraszam za to sformułowanie - i zaczął liczyć się na wrestlingowej mapie EWF. Jednak czas w którym mi imponował chyba się skończył, bo Aero okazał się jednym wielkim zawodem. Klęską. Tragedią. Porażką. Zawiódł nadzieje wszystkich ekspertów, którzy typowali go na przyszłą gwiazdę. Teraz stoją przed nim dwie drogi - skończyć użalać się nad sobą, wziąć się do ciężkiej pracy i wrócić na drogę ku szczytowi. Łączy się to rzecz jasna z wyzwoleniem od strachu walki z najlepszymi. Druga droga to kontynuowanie jego najnowszej polityki, czyli miauczenie, ataki na zapleczu, obwinianie wszystkich na około o swe klęski. Ta druga droga to kiepskie wyjścia. Fakt, może mu się uda wygrać kilka walk, ale co jeśli nie? Co jeśli utrzyma się w błędnym kole porażek? Czekoladowy wygląda mi na personę o słabym umyśle. On dużo gada, dużo robi, ale ostatnie tygodnie wskazują, że nie umie sobie radzić ze stresem. Porażki go zniszczą, od wewnątrz i od zewnątrz. Nie jest mi nawet przykro, że już na najbliższej gali wybiję mu z głowy marzenia o wielkości. To są tylko marzenia, bo swym zachowaniem nie będzie w stanie ich zrealizować. To tylko nadzieje, które są złudne. Ja je rozwieję i wyrządzę mu tym samym przysługę. Widzi panna jakim dobrym człowiekiem jestem?

 

Chciałbym żeby Aero i Bart Wieri nauczyli się czegoś w naszej zbliżającej się walce. Jej stawką nie będą żadne trofea, żadne title shoty, to po prostu czysta walka. Wrestling dla wrestlingu. Panna wie, że mi ostatnio z wrestlingiem najlepiej nie idzie. Franko próbuje mnie coś podszkolić, ale jak buriackich mnichów kocham i szanuje, nie pamiętam, po prostu nie pamiętam! Obawiam się, że rywala zaczynają mnie przez to lekceważyć. Ja się im nie dziwię, bo nic nie potrafią. No może nie nic, ale niewiele. Muszę więc stosować różne kunktatorskie sztuczki by odwracać ich uwagę od siebie. Nie ukrywam tego, więc jasno napiszę pannie, a później ogłoszę światu, że planuje napuścić Aero na Barta Wieriego i spokojnie się przyglądać. To najlepsze wyjście dla kogoś, kto nie potrafi walczyć. Chłopaki się zmęczą, a ja załatwię ich jak kurczaki. Panna wie jak trudno złapać kurę? To nie takie łatwe, bo one potrafią szybko biegać. Dlatego na kury trzeba mieć sposób. Trzeba je zmęczyć. Rzucić im ziarno, odwrócić uwagę, dać się wyszumieć i wybiegać. Bart Wieri i Aero będą moimi kurami. Gotowe na rzeź, przygotowane, być może nawet smaczne. Kury... taki właśnie jest ich los. Taka jest ich przyszłość. Będą kurami, bo na więcej nie zasługują. Są ślepi, nic nie widzą, nie dysponują wielkim rozumem, kiepsko u nich z planowaniem i taktyką. Przykro mi to mówić, zwłaszcza o Aero, bo zapowiadał się przecież na coś lepszego niż kura, a tu co? Ewolucja płata figle. Wspomniałem Franko o mojej kurzej taktyce, ale nie wiem czy przyjął ją ze zrozumieniem. Za to Wellingtonowi Chanowi się spodobało, jego zdaniem to będzie "real good action". Tak też uważam. To będzie miła akcja. Sympatyczna wręcz. Niech panna ogląda Wrestlepaloozę. Zobaczy panna jak Bidamczyk traktuje kury na wybiegu, jak je łapie, jak je szkoli, a co najlepsze - one nawet o tym nie wiedzą!

 

Kurczaki są smaczne, panna o tym wie, często wspominałem. Ta walka też będzie smakowita, mimo że bez żadnej stawki i żadnego znaczenia. Miło będzie odpocząć i wrócić na drogę zwycięstw. Lubię wygrywać, nawet z kurami. Nigdy nie byłem w Koszalinie. Panna przyjedzie? Zapraszam serdecznie. Podobno zbliża się Kwietniowa Anarchia. Mam nadzieję, że trafi mi się tam jakaś ciekawa walka. Oddaje się do dyspozycji zarządu. Całkowicie. Gorąco pannę pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam za wydarzenia po białostockiej gali. To nie tak miało wyjść. To nie tak miało wyglądać. Ja naprawdę nie chciałem panny urazić. Liczę, że się jeszcze spotkamy.

 

Z mongolskimi pozdrowieniami,

Bidam

 

PS-1: Przesyłam błogosławieństwo od mnichów buriackich - zapewniają o swych modłach. Mam nadzieję, że pannie nie przeszkadza, że oni są prawosławni. To mili ludzie i są w potrzebie.

PS-2: Liczę na spotkanie.

PS-3: To obok "PS-1" to akurat jest moja krew, proszę się nie przejmować, nic mi nie jest.

 

 

 

^&^&^&^&^&^&^&^&^&^&^&^^&^&^&^&^&^&^&^&^&^&^&^

 

List został opublikowany na stronie EWF.

 

Wyjaśnienie: Poprzez ten list Bidam poszukuje kontaktu z bohaterką jego poprzedniego eRPa.

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Bidam

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Słyszałem plotkę o kolejnym tajnym spotkaniu w Orlando T. Khana z niejakim Shanem McMahonem, który od marca ma zostać pierwszym w historii GM AEW.
    • Jeffrey Nero
      Nigdy nie mów nigdy w wrestlingu...
    • IIL
      AJ'a czeka co najwyżej transfer do TNA. Byłby to generalnie genialny pomysł - przegrana z Guntherem na Rumble i "odejście" od WWE, ale za to definitywne zakończenie kariery w ich rozwojówce. Styles mógłby zdobyć tam w poetycki sposób jeszcze raz główny pas, itd i pojawić się kilka razy w tym roku, co bardzo wywindowałoby ten brand do góry.  Na AEW i walkę z Omegą oraz reunion z Bucksami nie ma szans.  
    • Jeffrey Nero
      Tak tylko to wrzucę   
    • GGGGG9707
      Mi się właśnie wydaje że to doprowadzi do odejścia Balora. Od kontuzji Doma było mówione że do RR zdąży wrócić więc jego wejście w walce jest niemal pewne (co nie będzie jakąś dużą niespodzianką bo wszystkie informacje podawały że na Rumble wróci). Balor nie przypadkowo dowiedział się na RAW że nie ma dla niego miejsca w RR Matchu a do tego te promo Liv do Balora. Typuję że albo Dom będzie w RR Matchu i go koncertowo przegra co zdenerwuje Finna że znowu Dom dostaje szansę mimo że ma już pas albo
×
×
  • Dodaj nową pozycję...