Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Noc w szafie.


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  40
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  01.04.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Byliśmy w raju. Cóż to był za kraj, ile szampana się wylało, tak jakbyśmy zdobyli EWF World Title! Ja i Franko! Franko i ja! Bidam i Franko! Franko i Bidam! Nowi EWF Tag Team Champions! Mała rzecz a cieszy. Tak, możecie się śmiać. Cieszą się, że wygrali jakiś EWF Tag Team Titles. Kto w ogóle pamięta, że mamy takie pasy w EWF? Nikt. No cóż, wielcy main-eventerzy, gwiazdy telewizji, gotujący na śniadanie w kawie czy dzień dobry z Polsatem i ich paszportami. Was radość może śmieszyć. Ostentacyjna radość tym bardziej. Ale jest to szczera radość, prawdziwa radość. Wy już się tak nie umiecie cieszyć. Wy tego nie potraficie. Kamienne posągi o kamienny sercach. Bo to tylko EWF Tag Team Titles... gdy wy szczacie w portki z powodu World title, my, my maluczcy, mamy inne cele do zdobycia, inne pasy do posiadania, inne trofea do wygrania. Dlatego będziemy się cieszyć! Będzie tańczyć! Będziemy się radować! Będziemy ucztować na trupach naszych wrogów! Nawet jeśli z higieną ma to mało wspólnego!

 

***

 

Bidam obudził się w szafie. Co w tym dziwnego? On zawsze budzi się w szafie. Tymczasem poczuł jednak, że nie jest sam. Był tam ktoś jeszcze, to go trochę przeraziło. Niby powiedział do Franko, że go kocha, tak dla żartów, ale czyżby? Nie! Oby nie! Albo jeśli to jeden z tych zboczonych stylistów? Jeszcze gorzej! Bidam wyciągnął dłoń w poszukiwaniu oparcia. Trafił na coś miękkiego i przyjemnego w dotyku. I co to za fajny element po środku? Wyciągnął drugą dłoń... i cud! Znów coś przyjemnego. Ścisnął...

 

- Puścisz wreszcie moje cycki?

 

No tak, wiedział że to znajome uczucie. No i co za ulga! Cycki! Jedynym poważnym zagrożeniem była teraz posłanka Grodzka. Bidam puścił bo jest w gruncie rzeczy porządnym człowiekiem. Postanowił otworzyć drzwi od szafy i wpuścić trochę światła. Nic z tego... nie dało rady... tak jakby... ktoś je czymś zablokował.

 

- Zacięły się chyba - mruknął pod nosem.

 

- Byłeś dość energiczny wczoraj w nocy, to może dlatego... - odpowiedział głos. Głos był kobiecy, nawet ładnie brzmiący i chyba dość młody.

 

- Byłem?

 

- Byłeś.

 

- A ty? Kim? - Zaczął niepewnie. Bo jak do cholery rozpocząć taką rozmowę? Niewiele pamiętał. Jakieś świętowanie, kąpiele w szampanie, pojawił się też inny alkohol. To w końcu EWF, tutaj wszyscy piją, a była okazja, więc dlaczego nie? Zresztą co tak nagle wszyscy robią aferę, że w EWF jest tylu pijących. Statystycznie rzecz biorąc każdy w tym kraju pije, a tu komentatorzy zdziwieni, inni wrestlerzy zdziwieni, dziennikarze zaskoczeni. Czym się tu podniecać?

 

- Kim jestem? - Głos przerwał bidamowskie rozmyślania. No... nie pamiętał kim ta, bądźmy optymistami, młoda dama była. Nie pamiętał nawet by takową spotkał. Głowa trochę bolała, pamięć już nie ta. To niedobrze, w tym środowisku trzeba mieć mocną głowę. Jeśli chce się daleko zajść to trzeba poznać odpowiednich ludzi, a oni z reguły piją, kieliszek tu, kieliszek tam, butelka, skrzynka, tak to leci. Jak mam cholera osiągnąć sukces jeśli będę abstynentem? Z drugiej strony, po co robić z tego taką aferę.

 

- Głośno dyszysz.

 

- Naprawdę?

 

- Mam na myśli teraz. Teraz dyszy i to dość głośno. Nieprzyjemne powietrze uderza mnie w twarz. Mógłbyś przestać?

 

- Wybacz, ale nic nie pamiętam. Dlaczego jesteśmy w szafie?

 

- Twierdziłeś, że możesz spać tylko w szafach.

 

- Aha, to faktycznie brzmi jak ja - Bidam podrapał się po głowie. Lubił od czasu do czasu dobre drapanie, nazywał je "drapankiem", szczególnie lubił po plecach, a to nie jest łatwe zadanie, jeśli nie ma się innej osoby do pomocy.

 

- Jakiś twój żółty kumpel, bez urazy oczywiście, nas tu zamknął. Powiedział, że tak będzie zabawnie i wypuści nas rano. Za co mnie to spotyka?

 

- Który z nich? Było ich trzech. Elegance Choi, Velvet Lee i Joshua z Hongkongu - Jak tylko Bidam się dowie, który idiota go tak potraktował to on już im pokaże "real fashionable action".

 

- Nie przedstawił się. Myślisz, że nas wypuści? Zresztą mówił, że wypuści. Po co miałby nas tu trzymać? Nie masz czasem telefonu?

 

- Nie. To nie moja szafa.

 

- A może ten włochaty kumpel twój w masce nas uwolni.

 

- Nie jesteśmy aż tak zaprzyjaźnieni. Przykro mi. Nie ma dla nas ratunku. Zginiemy! Zginiemy! Zginę tak młodo! I do tego w szafie!

 

- Żartujesz sobie? - W jej głosie była pewna wątpliwość.

 

- Tak, żartuję. Co innego mi pozostało? Coś jeszcze możesz mi powiedzieć? Bo ja naprawdę, ale to naprawdę, niczego nie pamiętam - Taka była brutalna prawda. Zapomniał wszystko, co się działo ostatniego wieczora. Zresztą, od czasu upadku z dzwonnicy w Buriacji, to o wszystkim zapominał. W Białymstoku zapomniał pewnego razu założyć spodni. Zorientował się dopiero, gdy ktoś krzyknął. To był listonosz.

 

- Jesteś wrestlerem? Z EWF?

 

- Znasz EWF? - O! Jest kontakt, myślowy oczywiście, bo wygląda na to, że inny był wcześniej. Będzie dyfuzja intelektów! Konwersacja! Zawsze można sobie porozmawiać. Jest taki koleś w polskiej telewizji, co twierdzi, że warto rozmawiać. Może i warto. Czas jakoś zleci.

 

- Oglądałam w dzieciństwie. Za czasów Feliksa Castro, później w 2002 roku, 2003, a później to jakoś nie. Wyrosłam z tego, dojrzałam do innych zajęć. Wrestling okazał się tylko marną fascynacją z dzieciństwa. Kiedyś był ciekawy, to prawda, ale żeby oglądać to ponad dekadę? Bez przesady. Są ciekawsze i ważniejsze rzeczy w życiu. Choć miło wspominam. Kraven był przystojny, nawet ten Hangman na swój sposób też, i był też Game, Gangsta, młody Szakal. Znasz któregoś z nich?

 

- Poznałem przelotnie Szakala na ostatniej gali. Jest senatorem, bardzo czarująca persona.

 

- A właśnie. Mówiłeś, że z nim będziesz walczyć.

 

- Co? - Ta informacja stanowiła swego rodzaju szok. - Walczyć? Ja? Z Szakalem? Dobry żart. To nie moja liga. EWF może wspiera młodzież, ale tylko w sensie pokazywania nas, młodych, w segmentach razem ze starymi. Do walk nie trafiamy.

 

- Jestem pewna, że wspominałeś coś o walce z Szakalem. Na następnej gali - Jej głos był bardzo przekonywujący. Może faktycznie? Szakal?

 

- Z Szakalem? Jesteś tego w stu procentach pewna? Nie pomyliło ci się z jakimś Znajdą, Aero, od biedy Yoshihito Nabeshimą. Szakal to poważna persona, legenda polskiego wrestlingu, senator, były mistrz świata, aktualny EWF World Champion. To ikona!

 

- To był na pewno Szakal. Pamiętam, nie jestem głupia. Walczyć miałeś w jakimś Złomowisko matchu, już na najbliższej gali. Nie wiem co to dokładnie znaczy. Że niby na prawdziwym złomowisku? Z wrakami samochodów?

 

- Myślisz, że to ma jakiś głębszy filozoficzny sens? - Spytał zaciekawiony Bidam. Złomowisko match, no, no, to brzmi ciekawie.

 

- Nie wiem, co ja głupia wiem o wrestlingu? Zatrzymałam się na epoce Kravena, Hangmana, no i Szakala. Jak widać Szakal jest wiecznie żywy - W jej głosie było słychać autentyczną szczerość.

 

- Szakal jest takim naszym Leninem. Tylko nie musimy go mumifikować i wsadzać do mauzoleum. On jest żywą mumią, który chodzi, dużo krzyczy, czasem sobie pożartuje, bywa wredny, przeklina, pije kawę, bije obcych i podejrzanych, przeklina, podlewa paprotkę, przeklina, rządzi, dzieli, wydaje rozkazy i polecenia, a od niedawna znów walczy. Nie zrozum mnie źle. Szakal nie jest mumią w negatywnym sensie, on jest mumią w sensie absolutnie pozytywnym.

 

- Pozytywna mumia? - Dziewczę wyraźnie nie mogło powstrzymać się od śmiechu.

 

- Tak, to pozytywna mumia. Przyjęło się mówić, w naszym wrestlingowym świecie, że jak ktoś jest mumią to jest stary, zgrzybiały i zużyty, a to nieprawda! Nie w przypadku Szakala. On jest mumią, bo jest w EWF od 2001 roku. Od drugiej gali, w sumie pierwszej jeśli licząc Wrestlepaloozę I: edycję specjalną wyedytowaną z polecenia Szakala, od drugiej gali! A teraz mieliśmy sto dziesiątą. Nie ma nikogo innego o takim autorytecie, o takiej charyzmie, o takim doświadczeniu. Szakal jest mostem, pomiędzy starym a nowym, jest przeszłością, ale jednocześnie jest teraźniejszością i przyszłością. Szakal jest zawsze, istniał zawsze, taki wielki przedwieczny polskiego wrestlingu epoki nowoczesnej. Jest jak kiedyś Jan Paweł II, gdy wydawało się że on będzie zawsze w tym Watykanie. Jest jak obecnie Elżbieta II, jak Fidel Castro na Kubie. Jest postacią, która trwa i to wystarczy. On jest tu z nami, i chodź nie powie tego głośno, to on lubi być z nami. Szakal ma duszę romantyka...

 

- Szakal romantykiem? - Przerwała mu i znów wybuchła śmiechem. Wprawdzie lekkim śmiechem, ale zawsze był to śmiech.

 

- Wszak pisał wiersze - odpowiedział Bidam błyskawicznie.

 

- Fakt, pisał. Pamiętam "Halogen", to było dzieło.

 

- Chcę powiedzieć, że w głębi duszy, Szakal ma naturę romantyka, bo jest wciąż w EWF. Czasem odchodzi, czasem wraca, czasem walczy, czasem jest na kierowniczym stanowisku, ale jest! I tylko to się liczy. Inni? Gdzie są inni wielcy sprzed lat? Kraven? Hangman? Juice? Game? Gangsta? Bubba? Tanatos? Nie ma ich, nie ma. Znudziło im się może, może im to obrzydło, może poczuli się staro. Może, może, może, nie znam odpowiedzi na te pytania. Ale co sprawia, że Szakal nie odchodzi? Dlaczego trwa? Dlaczego jest z nami? Bo jest, choć sam się do tego nie przyzna, romantykiem! Jest sentymentalny. Ma dobrą naturę. Choć ukrywa to pod powłoką tępego brutala, przeklinającego i troszczącego się tylko o swój los.

 

- I Ojczyzny... jest senatorem... to chyba dobro Polski leży mu na sercu, prawda? - Wtrąciło się przemądrzałe dziewczę. A chuj wie czy Szakal dba o dobro Polski. W parlamentach z reguły nie ma takich ludzi. No, ale może Szakal jest wyjątkiem. On byłby do tego zdolny.

 

- Szakal to król szlachetnej prostoty. Pod postacią łysego przygłupa, no bo trzeba przyznać, że jego rozumowanie czasem odbiega od normy...

 

- To nie powód by go zaraz nazywać przygłupem - Znów się wtrąca! Dlaczego ona się wtrąca? Może ją chwycę za cycka to się uspokoi. - Tylko dlatego, że myśli inaczej, ma inne wartości, inne kanony piękna, to nie znaczy, że jest przygłupi.

 

- Fakt, masz rację - Miała rację, trzeba to przyznać. - Źle się wyraziłem. Szakal nie jest przygłupem, bo jego akcje często temu przeczą, mimo pozorów. On jest wielkim oryginałem, a przede wszystkim był wielkim wrestlerem. Jednym z najlepszych i największych. Myśląc o legendach EWF nie sposób o nim nie wspomnieć. Myśląc o EWF w ogóle, nie sposób zapomnieć o Szakalu. On jest tak samo ważny dla tej federacji jak Tony Hogański, Jan Kowalski czy Esmeralda Martinez. Jest ikoną, jest twarzą, on przeciera nowe ścieżki, spogląda tam gdzie wzrok nie sięga. Jest naszym Stalinem. Mądrość Szakala jak rzeka!

 

- To nie tak leciało. Ważyk inaczej pisał.

 

- Faktycznie, znowu masz rację. Jak to leciało? Ach. Już wiem:

 

Mądrość Szakala,

rzeka szeroka,

w ciężkich turbinach

przetacza wody,

płynąc wysiewa

pszenicę w tundrach,

zalesia stepy,

stawia ogrody.

 

W gmachu imperium

strop się ugina:

pękła kolumna.

Wstępuje z głębin

mądrość Szakala,

rzeka podskórna.

Góry wysokie

w kraju poety

Nabeshimy -

zgryzła opokę,

panów zwaliła

i nawodniła

biedniackie grunta.

 

Ludzie zbudzeni

na ziemi swojej,

łamią się chlebem,

dzielą pokojem.

Ty ich opływasz,

rzeko rozumna,

ty wiejesz zdrowiem,

wiatrem urody;

przebijasz góry

rzeko podskórna,

łączysz narody.

 

- Cały Szakal. Widzę go przed oczyma duszy mojej z czasów młodości. Był taki dorodny, taki łysy, taki męski - Tylko niech się biedaczka tam nie rozochoci, bo trzeba będzie gasić pożar, a nie z tym bólem głowy. Tak sobie pomyślał Bidam.

 

- Teraz rozumiesz? Jeśli mam walczyć z Szakalem, to jest jak walka z całym światem. To jak walka z historią. To jak pojedynek z niszczycielem legend, z człowiekiem-legendą, z człowiekiem który sam jeden może zmienić oblicze federacji. Teraz, gdy jest senatorem, to zmienia też oblicze Polski. I? Ja jeden, sam jeden, mały Bidam, z pieprzonego kurwidołka zwanego Azją Wschodnią, ja mam walczyć z tym...hegemonem polskiego wrestlingu?

 

- Na to wygląda. Złomowisko match do tego. Ah! - Co znaczy to nagłe "ah", czyżby? - Zapomniałam. Walka będzie o ten pas, no, FTW Title.

 

- Złomowisko match z Szakalem o FTW Title. Cudownie, po prostu cudownie!

 

- Boisz się? - Spytała i z drżeniem chwyciła go za rękę. Jej dłoń była bardzo przyjemna w dotyku. Taka delikatna.

 

- Nie boję się, bo to jest jeden wielki, ogromny, gigantyczny, bombowy krok w mojej karierze. Rozumiesz? Koniec pierdolenia się z dzikimi ludami z dolnej części karty? Szakal to jest ktoś, to mąż stanu, to wódz, legenda. I ja z nim będę walczył. Ja, Bidam Bidamowski Bidamczyk, będę z nim walczył. Z Szakalem. I nie przegram.

 

- Nie? - Kontakt dłoni z dłonią właśnie się skończył.

 

- Cała moja opowieść o Szakalu nie miałaby sensu, jeśli miałbym dostać z nim po dupie. Tak się nie robi, to nie wypada, to nie jest dobry zwyczaj. Poza tym, ja w EWF nie jestem przyzwyczajony do przegrywania. Nie jestem i kropka. Szakal jest legendą, jest legendą legend, najwspanialszą i najświetniejszą legendą, ale jest tylko człowiekiem. Dużo w nim pychy, oj dużo. Brak mu Pana Józefa, który w chwilach jego triumfu stałby za jego plecami i szeptał "Pamiętaj, że jesteś tylko człowiekiem". Wszyscy umrzemy, to pewne, Szakal też umrze, chociaż sam nazwałem go pozytywną mumią. Cieszymy się, że wrócił na ring, bo to cudna postać i chcemy by na tym ringu został jak najdłużej. Tylko Szakal, ten Szakal, on się nie spodziewa, że jego powrót wywołał w ludziach wiele pozytywnej motywacji. Tylko chyba powrót Kravena na ring mógłby znaczyć tyle samo. Inne walki? Niby mówimy, że dajemy z siebie wszystko, ale czasem nam się nie chce, czasem tej motywacji brak. Szakal wrócił i jest w dupie. Dla niego nie będzie łatwych walk. Każdy będzie sto razy bardziej zmotywowany niż zwykle. Nikt nie odpuści, będziemy gryźć ring, będziemy krwawić, będziemy robić wszystko, byle tylko nie przegrać. Byle wygrać. Bo zwycięstwo na Szakalem. To wiele znaczy, bardzo wiele. Wygrać z Szakalem to jest to, co każdy chce osiągnąć. Zwycięstwo nad Szakalem to nie będzie moje marzenie, o tym sobie marzyć mogą leszcze pokroju Bane'a, swymi marnymi atakami na zapleczu i gadaniną pokazują, że są zaledwie marzycielami. Marzyciele walk kurwa nie wygrywają i kawy zwycięzców nie piją. Wygrywają romantyczni realiści. Tacy jak ja. Lubię o sobie myśleć, że jestem romantykiem. W tym blisko mi do Szakala. Lubię być sentymentalny. Kolejne podobieństwo do Szakala. Lubię też krzywdzić innych, bić, kpić, żartować, być po prostu swojski. Tak jak Szakal. Wiele nas łączy, lecz jednocześnie wiele dzieli. Chciałbym o sobie myśleć, że mógłbym być nową gwiazdą EWF. Gwiazdą, tak, nie pseudo-gwiazdą jakich wiele, ale prawdziwą gwiazdą. Taką właśnie jak niegdyś był i obecnie jest Szakal. Bo nie oszukujmy się. Szakal znaczy więcej niż nasze obecne pokolenie gwiazd. To ktoś więcej niż Psycho, niż Tool, niż Nas Jazzowski, nawet ktoś więcej niż Scyther. Walcząc z nim mogę się poczuć jak w EWF w 2001 roku. Walcząc z nich, nie staję do walki z jednym tylko Szakalem. On jest bramą, więc walczę równocześnie z Kravenem, z Game'm, z Hangmanem, z Gangstą i z Juice'm. Walczę z nim, bo oni są legendami, bo Szakal jest legendą. Ich dusze oddziaływały na siebie i nadal oddziałują. Dlatego dziękuję Bogu za tą walkę! Dziękuję prawosławnemu Bogu, katolickiemu i każdemu innemu, razem i z osobna. Spadłem z dzwonnicy i przeżyłem! Wygrałem EWF Tag Team Titles! Razem z moim druhem, nazwę go w ten sposób, bo to pozytywny człowiek, Franko, jesteśmy mistrzami. Razem zmienimy EWF i wkrótce będziemy rządzić tą federacją. Razem. A teraz, teraz, tyle szczęścia na raz, znowu szczęście mnie spotyka, walka z Szakalem! Złomowisko match o EWF FTW Title! Walka w stylu starego polskiego wrestlingu, gdy takie stypulacje były na porządku dziennym. Cóż to będzie za walka! To jest okazja, to jest wielka okazja, by pokazać się. Niektórzy mogli mnie kojarzyć jak dotąd. Ot, jakiś zabawny Mongoł, wpierdalający kurczaczki, żyjący w szafie, mający trudne dzieciństwo, był Daemusin Champem, wygrał kilka walk, wziął udział w Rewolucji Kulturalnej roku 2010 i został Hunwejbinem. Był taki, no był, ale tak jakby go nie było. Bo takich Bidamów jak ja były już tutaj dziesiątki, dziesiątki! Coś osiągnęli, ale znowu nie aż tyle, by zostać zapamiętanym. A ja chcę być zapamiętanym. Ja chcę odcisnąć swe piętno, swe jadowite i diabelskie znamię, na EWF. Chce hołdów, chce triumfów, chce pochwał, chce stanąć na szczycie i pluć gęstą śliną na wszystkich, którzy nie dorastają mi do stóp i którzy są niegodni. Mogę to tylko osiągnąć walcząc z najlepszymi. A któż lepszy niż Szakal? Co za okazja! Co za pieprzona okazja by pokazać tym wszystkim niedowiarkom, że jestem kimś lepszym niż jakiś talent. Nie chcę być wiecznym talentem, bo taki status, choć przyjemny, nie może trwać wiecznie. Czas na kolejny krok w karierze, a będzie on tylko skuteczny, jeśli, jeśli tylko pokonam Szakala. Czy się go boję? Nie, nie boję się. Bo on jest tylko człowiekiem. Choć jest w pewien sposób nadczłowiekiem, nadwrestlerem, nadsenatorem, to jednak jest śmiertelny. Walka na złomowisku? Dlaczego nie? Stypulacja ta nawet okaże się przydatna i korzystna, zarówno dla mnie jak i dla Szakala. Nie wiem w jakiej formie jest Szakal, wygrał FTW Title, dobra, ale to mógł być przypadek. W ostatnim main-evencie wiele się działo, Vaclav zachorował na trąd umysłu, oby tylko nie rozniósł go na innych, no i Szakal przejął pas. Brawo, gratulacje. Ale w jakiej jest formie? Dwie walki nie mogą nam odpowiedzieć na to pytanie. Trzecia też nie odpowie. Bo Złomowisko match to walka, chyba wybrana została w taki sposób, by zatuszować moje i Szakala słabości. Szakal nie walczył wiele, wiele, wiele lat. Może już nie pamięta jak to się robi? Może nie jest w stanie stworzyć dobrej walki 1 vs 1 na ringu? Może nie jest, może jest, któż to wie. Ja... no cóż. Spadłem z dzwonnicy i zapomniałem większości ciosów. Nie stawia mnie to w najlepszej sytuacji, to nawet dość marna sytuacja, ale uczę się, trenuję, walczę, staram się, by sobie przypomnieć. By wszystko powróciło i aby wrestling i ja byliśmy znów jednością. Może więc i dobrze, że to taka walka będzie. Zamaskuje słabości i braki Szakala. Zamaskuje też moje braki i obaj będziemy szczęśliwi. Problem w tym, że taka hardcorowa walka wprowadza do niej trochę nieprzewidywalności. Bo co się może stać? Mogę chwilowo dominować pod względem czysto wrestlingowym, aż nagle dostanę wpierdol jakimś hardcorowym przedmiotem i wszystko się skończy. Braki w koncentracji będą kosztować. Mnie, Szakala, sędziego, kogokolwiek. To taka walka, taki to styl. Mogę się starać, a jeden błąd rozpierdoli wszystko. Mogę teraz gadać, opowiadać o mumiach, marzeniach, byciu romantykiem, pluciu nad przepaścią, a jeden błąd wszystko zniszczy. I co mi będzie po tej mojej gadaninie? No co?

 

- Ładnie mówisz, ale trochę zaczynasz już przynudzać - Bidam prawie zapomniał o swojej nieznajomej z szafy. - Zauważyłeś, że robi się zimno? Gdzie nasze ubrania? Chyba stoisz na moim staniku, mógłbyś, z łaski swojej...

 

- Nie, nie mógłbym! - To było jak uderzenie krwi do mózgu. Nagłe, że aż zrobiło mu się jasno przed oczami. - Nic nie mogę, bo walczę z cholernym Szakalem. To wielka odpowiedzialność, to wielkie brzemię. To nie jest walka z jakimś pokraką, nawet walką ze Scytherem bym się tak nie przejął, ot zrobiłbym swoje po prostu.

 

- To zrób i teraz po prostu swoje - Cóż za mądra odpowiedź.

 

- Po prostu? Tak po prostu? - Zdziwił się Bidam.

 

- Nie traktuj Szakala jak pół-boga, jak jakiegoś Heraklesa, którego spłodził dziki zboczeniec Zeus, lecz jak zwykłą pokrakę.

 

- Szakal pokraką?

 

- Potraktuj go jak pokrakę. Walczyłeś kiedyś z idiotami, prawda? Potraktuj go tak samo. Bez pietyzmu, bez romantyzmu, bez wzruszania się, bez rozwodzenia nad tym czy jest optymistyczną mumią czy nie jest i co to w ogóle znaczy. Nie zaprzątaj sobie głowy takim głupim gadaniem, bo po prostu przegrasz. Czy myślisz, że Szakal o tym rozmyśla? Czy myślisz, że on się tym przejmuje? On ma jedną politykę: niszczyć, miażdżyć, niszczyć, miażdżyć. On cię rozdepcze jak małego robaka, nim zdążysz się zorientować. To jest Szakal. On wymaga tylko walki i zaangażowania. On wie, że jest legendą, dlatego wie też, że innym aż drżą kostki, gdy myślą o takiej walce. Tak jak tobie.

 

- Drżą mi kostki? - Zdziwił się trochę, bo wcale tego nie czuł.

 

- Jeszcze jak. Gadasz o Szakalu jakby był twoją pierwszą miłością, a umawialibyście się właśnie na romantyczne Walentynki. Ty masz go traktować jak wroga, jak każdego innego wroga.

 

- Ale to Szakal!

 

- To jest Szakal, dlatego nie możesz traktować go jak Szakala. Rozumiesz? On tylko na to czeka. Nie wiem co się roi pod tą jego łysą czaszką, nie wiem czy w ogóle tam są przeprowadzane jakieś skomplikowane procesy myślowe, ale wiem jedno. On ma cię w dupie i nie będzie traktował cię w żaden specjalny sposób. Dla niego jesteś nikim. Jeśli się do niego odezwiesz to się zdziwi, zmarszczy brwi po senatorsku i powie "to gada". Tyle od niego dostaniesz, żadnego romantyzmu.

 

- Masz rację, masz rację. Masz cholerną rację! To jest to! To jest taktyka! To jest moja strategia. Mieć Szakala w dupie. Ignorować go. Nie przejmować się nim. Udawać, że nie jest senatorską osobistością, ale zwykłym, podrzędnym rezydentem dolnej części karty. Oto kim jest Szakal! Oto człowiek! Oto nikt! To jest to, pocałowałbym cię, gdybym wiedział jak wyglądasz, to nic osobistego swoją drogą, w każdym razie, oto jest nikt czyli Szakal. Rzecz dzieje się nigdzie, czyli w Polsce, czyli w EWF. To jest to, dziękuję za olśnienie. Main-eventerzy walcząc ze sobą nie padają na kolana przed sobą i nie podniecają się jak bardzo są wspaniali, ile pasów wygrał przeciwnik, nie, dla nich to normalne. Tak jak dla mnie normalką były pojedynki z Vitorami Hernandezami, Ieshige czy innym Izzy'm Nilsenem, tak dla nich, taki main-event to jak nic, to zwyczajna rzecz. I to odróżnia porządnego main-eventera od takich main-eventerów-wannabe jak ja. Podczas gdy ja starałem się okazać jak wspaniały jest Szakala, ile dla mnie znaczy i ile on dla EWF znaczy, to powinienem raczej oddać, że to będzie najzwyklejsza walka na złomowisku. Po prostu walka, dzień jak co dzień. Szakal wie jaki on jest zajebisty, wszyscy to wiedzą, do tego ma mnie w dupie. Podejrzewam nawet, że na ostatniej gali widział mnie pierwszy, maksymalnie drugi raz w życiu. Czy on się tym przejmuje? Nie, on zdaje sobie sprawę kim jest, co wygrał i co znaczy dla polskiego wrestlingu. On to wszystko wie, dlatego nie muszę niczego powtarzać. Jest też droga tego nowego, Bane'a. Podkreślać, że jest się najlepszy, ma się wszystkich w dupie i zje się każdego, nawet takiego Psycho, byłego mistrza świata, na śniadanko. Droga totalnego podniecania się i droga totalnego ignorowania to dwie błędne ścieżki. Przez chwilę byłem na tej pierwszej, Bane jest na tej drugiej, Aero chyba też tam wkroczył. To z pozoru proste ścieżki, bo to tak łatwo, pokazać że rywal jest chujem i nazwać go w brzydki sposób, nawet jeśli to gwiazda. Gadania o tym, że wrestling ma znaczenie... cóż... to akcja na strusia. Wpierdalanie głowy w beton i udawania, że tylko jeden element cyrku zwanego EWF jest tym prawdziwym. A odpowiedź jest taka prosta! Trzeba mieć wszystko w dupie i mieć zęby w dupie. Trzeba wszystko traktować normalnie. Jak pieprzoną pracę w korporacji. Tym jest EWF. Bezduszną korporacją, a reprezentantami tej korporacyjnej drogi są nasze największe gwiazdy... Scyther, Nas Jazzowski, Szakal, Tool, Vaclav, SR-Crazy, Psycho. Rozsiedli się na swoich tronach jak jacyś bogowie olimpijscy. Tak przynajmniej pewnie o sobie myślą. Podczas, gdy tak naprawdę siedzą tam jak kury na grzędzie. I wiecie co? Przychodzi czas zbierania jajek, a ja będę jajkozbieraczem.

 

- Brawo! Brawo! Może jeszcze coś z ciebie będzie. Może będzie sukces - Jak miło, pomyślał sobie Bidam, ktoś we mnie wierzy. - Co z moją garderobą?

 

Przekręcenie klucza w zamku szafy przerwało rozważania na temat garderoby. W szafie pojawiła się odrobina światła. Po drugiej stronie szafy stał znany koreański stylista, Elegance Choi. Bidam miał natomiast na pewno obnażony tors, reszty nie było widać, i dobrze. Jego koleżanka z szafy była natomiast słabo widoczna, jakieś gołe plecy i blond włosy.

 

- Oh! Bidam! Tu jesteś! Charmant! Pięknie wyglądasz! Oh! Breasts! - Koreańczyk z Południa był wyraźnie rozochocony. Bidam nie lubił swoich południowych rodaków. Mieli kurwa wszystko, a my na północy nic. Tylko biedę, głód i śmierć.

 

- Co to ma znaczyć? Dlaczego zamknąłeś mnie... - Zawahał się, ale szybko poprawił. - ... nas w szafie.

 

- Co? - Elegance Choi był wyraźnie zaskoczony. - Przecież sam tego chciałeś. Kazałeś mi zamknąć was w szafie i pod żadnym pozorem nie przeszkadzać przez najbliższe 10 godzin, które właśnie minęły, więc jestem. Pięknie wyglądasz, boy!

 

- Ja? Ja kazałem?

 

- Tak, ty. Nie miałem przeszkadzać, więc nie przeszkadzałem. Byłeś taki radosny. Szczęśliwy nawet! Ty słonko też, nie chowaj się tam tak w tej szafie. Pięknym paniom jest we wszystkim pięknie, nawet w niczym.

 

- Czy to prawda, że walczę z Szakalem? - Postanowił się upewnić. Gdyby to była pomyłka, to cała jego mowa poszłaby na pieprzone marne.

 

- Tak, ogłoszono to tuż po gali. Byłeś szczęśliwy. Powiedziałeś, że rozpierdolisz łysego o maskę każdego Dużego Fiata, bo to chujowy samochód, a Szakal jest chujowym senatorem i niczego nie zrobi dla Polski, no może oprócz obniżki ceł na kawę - Tu zwrócił się do młodej damy - Przepraszam za mój język, wiem, aż uszy więdną, ale cytowałem.

 

- Nic nie szkodzi - Odpowiedziała młoda dama.

 

- Czyli to wszystko prawda. Walczę z Szakalem - Bidam był wyraźnie zmotywowany. - Jestem EWF Tag Team Champem, mam dobrego partnera w drużynie, a teraz walczyć będę z Szakalem o EWF FTW Title. Idzie całkiem nieźle, prawda?

 

- Superb! - Podniecił się dyktator koreańskiej mody w swoim typowym stylu.

 

- Do boju! - Zachęciła młoda dama. Jak się okazało znalazła jakieś przyodzienie. Co ciekawe był to jeden z popularnych ostatnio t-shirtów Nasa Jazzowskiego. Skąd się tutaj wziął? Był akurat wystarczająco długi by zasłonić braki w odzieży, która z reguły znajduje się na nogach - Będę już leciała. Było miło. Zadzwoń do mnie, zdążyłam wczoraj zapisać mój numer na jakiejś kartce i wrzucić ci do kieszeni.

 

- Czy coś.... - Nie bardzo wiedział jak zadać to pytanie. Dopiero teraz zaczął zastanawiać się nad statusem swojej nowej znajomej.

 

- Co? - Ta natomiast nie wiedziała o co mu chodzi.

 

- Czy muszę... nie wiem... uregulować coś? - Głos Bidamczyka był bardzo niepewny.

 

Odpowiedzią był siarczysty policzek.

 

- Myślałeś, że jestem kurwą? - Oj, trochę się zdenerwowała. - Nie, nic nie musisz płacić, nie ma rachunku, bo nie mam kasy fiskalnej.

 

W ten sposób wybiegła z szatni. Była całkiem młoda, miała niezłe nogi, fajną dupę, i ogólnie wydawała się być sympatyczna. Niestety znajomość chyba się skończy tak szybko jak się zaczęła.

 

- Nie umiesz postępować z kobietami - Wtrącił się Elegance Choi.

 

- Spierdalaj - Odpowiedział krótko i dobitnie Bidam. Taka też będzie walka z Szakalem. Krótka, dobitna i zwycięska.

 

 

***

 

 

Jak się później okazało w szafie znajdowała się kamera reżysera kina akcji z Hongkongu. Wprawdzie po ciemku nic i tak się nie nagrało, a wszystkie kompromitujące dźwięki zostały usunięte, ale zostało sporo materiału by złożyć z tego zgrabny materiał promocyjny dla Bidama. Bo ładnej obróbce, poprawieniu dźwięku, dodaniu archiwalnych walk Bidama, ot żeby nie było nudno na ekranie, wszystko wyglądało całkiem przyzwoicie. Materiał został wyemitowany w telewizji należącej do EWF i zamieszczony w Internecie.

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Bidam

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 3 Data: 28.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Tsugaru, Aomori, Japan Arena: Ito Mining Arena Tsugaru Publiczność: 987 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • GGGGG9707
      Tak też mi niespodzianki, Belair, AJ Lee, Lesnar, LA Knight, Dom, pewnie ten nowy arab saudyjski którego wzięli.  Ja zawsze na Royal Rumble przyjmuję sobie że chcę co najmniej jedną niespodziankę ale taką której się nie spodziewam. Te wymienione się nie liczą bo i tak prawie pewne że będą i to żadna niespodzianka. Choćby to był nie wiem Hornswoggle to i tak dam na plus bo będę zdziwiony a o to chodzi w Royal Rumble. Chyba na 60 wrestlerów da się zarezerwować 1 miejsce dla kogoś kogo si
    • MattDevitto
      Myślałem, że ona skończyła z wrs
×
×
  • Dodaj nową pozycję...