Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Apeluj - rzekł SR- choćby do Imperatora


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  117
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  19.09.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

------------------------------------

"Im więcej książek ktoś przeczyta, tym jest głupszy (...) Można trochę czytać – ale gdy ktoś czyta za dużo – to go niszczy, dosłownie rujnuje"

Mao Zdeong

------------------------------------

 

 

Białystok, 27.01.2013. Tak, Białystok. To tu aktualnie przebywa „rodzina” SR-Crazy’ego. Do dziś ich życie było wspaniałe i piękne. Jednak właśnie teraz przeżywają oni największy dramat w życiu. Mentor stracił tytuł, który posiadał, a do tego jeszcze rozum. Realizator transmisji pokazuje nam halę, w której odbywała się Wrestlepalooza. Pracownicy techniczni posprzątali już większość śladów po EWFowskiej gali. Został tylko jeden pokój, a w nim Trzódka. Smela i Miszka lamentują przy stole, natomiast SR-Crazy został przywiązany do łóżka.

 

Smela: Trzeba szybciej sprowadzić tego sanitariusza… Musimy uspokoić mentora… Melisy nie chcę pić, valerin mite wpieprzył i nic… jak ta Iza Małysz może być spokojna, jemu się nawet pogorszyło…

 

SR (zaczyna śpiewać): Wszystkie narody klaskajcie w dłonie…

 

Miszka: Znowu.

 

SR (kontynuując śpiew): Zaśpiewajcie Zhou nową pieśnią, bo Zhou najlepszym jest premierem na całej Ziemii!!! (zaczyna drzeć się niemiłosiernie) Śpiewajcie! Wszystkie narody śpiewajcie…

 

Pieśń została zakończona w sposób dziwny i niecodzienny, mianowicie Szaleniec zasnął.

 

Smela: Pakuj go do wozu zanim się obudzi.

 

 

------------------------------------

14 chwilek później

------------------------------------

 

 

Jesteśmy na parkingu, widzimy słynny już autobus Miszki, przed nimi stoi Smela i rozmawia z dziennikarzami.

 

Dziennikarz#1: Czy to prawda, że SR-Crazy przeszedł załamanie nerwowe? Podobno widzi różne fikcyjne osoby… (patrzy na jakąś kartkę)… Zhou Enlai… Hu Jintao?

 

Smela: Mieliśmy dzisiaj drobny wypadek, ale nic szczególnego się nie stało. Mentor walczył dziś całkiem przyzwoicie, co prawda przed walką doszło do drobnego incydentu, ale to nic poważnego.

 

Dziennikarz#1: Ucieczka z walki, z pieśnią na ustach… to nie jest poważne?

 

Smela: Nie było żadnej ucieczki, po prostu SR-Crazy chciał pokazać jak wiele go łączy z Chińską Partią Komunistyczną. Nie widziałbym w tym niczego nadzwyczajnego.

 

Dziennikarz#2: Porażka, to nic nadzwyczajnego?

 

Smela: Mentor podkreślał przed galą, że jego dzisiejsi przeciwnicy, to co prawda młodzi chłopcy, ale bardzo utalentowani. Porażka boli, ale nie niszczy, powoduje smutek, ale nie depresję, rani, ale nie odjebuje ręki… Rozumiecie o co chodzi?

 

Dziennikarz#3: Crazy’emu urwało rękę?

 

Smela: Nie… ech… to tyle… bez komentarza… do zobaczenia na następnej gali…

 

W tym momencie z autobusu wybiega SR-Crazy, jest on tylko w spodniach.

 

SR: Zhang Xueliang! Zhang Xueliang! Młody Marszałek na mnie czeka! Z drogi ludzie!

 

SR biegł dość szybko, niestety dla niego Smela był sprytniejszy i podłożył mu nogę. Dzięki temu (i pomocy kilku ochroniarzy) udało się uratować sytuację i zaciągnąć Szaleńca do autobusu, który następnie odjechał w siną dal.

 

 

------------------------------------

52357 chwil później

------------------------------------

 

Znajdujemy się w znanym i lubianym autobusie pana Miszki. Dla przypomnienia warto dodać, że jest to biało-niebieski autobus z gwiazdami Dawida i napisem "Heritage Tours", który organizuje wycieczki dla żydów/Żydów po kraju ich przodków. Pojazd prowadzi oczywiście właściciel, na przednich siedzeniach znajduje się Smela i SR-Crazy. Podwładny tłumaczy swojemu mentorowi, że nie spotka w najbliższym czasie żadnych Chińczyków, ani kolegów z tamtejszej Partii Komunistycznej, bądź kolegów z Kliki Zhili z Wu Peifu na czele. Szaleniec jest z tego powodu bardzo niezadowolony. Z tyłu autobusu jedzie razem z naszymi bohaterami grupka żydów. Trzech z nich jedzie przodem do kierunku jazdy i kamery i wpatruje się w czwartego towarzysza, którego nie widzimy. SR-Crazy mimo rozkazu milczenia daje znać swym ciałem, że już nie może. Smela próbował mu przerwać, ale SR dał mu znać, iż nie będzie mówił o Azjatach.

 

SR: Nie wmówisz mi, że ten ich czwarty towarzysz podróży nie jest podejrzany?

 

Smela: Kto znowu?

 

SR: No ten żyd.

 

Smela: Nie bądź antysemitą. Nie żyd, tylko wyznawca religii mojżeszowej.

 

SR: Zwał jak zwał, nie wygląda na jednego z nich… oni też to czują.

 

Smela: Przesadza Mentor, ja nic dziwnego w nim nie widzę.

 

SR: A twarz? Ręce? Domyślam się, że też reszta ciała?

 

Smela: No ma, wszystko na swoim miejscu.

 

SR: On jest czarnuchem kretynie!

 

Smela: Nie mów tak! To obraźliwe.

 

SR: Przepraszam, że cię tak nazwałem, ale to murzaj nad murzaje. No po prostu Murzyngaj! On jest bardziej czarny, niż nasz Sytcher!

 

Smela: Nie chodziło mi o kretyna, ale o to drugie słowo…

 

SR: Jakie? „On”?

 

Smela: O słowo na „c”, a później na „M”. Nie mów tak, tak się nie mówi.

 

SR: A jak mam na niego mówić? Afrożyd?

 

Smela: Najlepiej w ogóle nie mów.

 

Kamerzysta pokazuje nam z bliska wyznawców religii mojżeszowej. W szczególności skupia się on na omawianym wcześniej osobniku. Pozostali członkowie grupy, również patrzą na niego z nieukrywaną podejrzliwością.

 

Żyd#1: To mówisz, że skąd pochodzisz? Ty, twoi rodzice?

 

Czarny żyd: Jestem potomkiem żyda z Galicji, Erwina Szlagenbauma. Walczył w Legii Naddunajskiej w bitwie pod Hohenlinden, następnie został wysłany przez Napoleona wraz z innymi polskimi wojakami na Haiti i tam już został. Założył rodzinę i tak po kilku pokoleniach na świat przyszedł Avon Szlagenbaum.

 

Żyd#2: Wzruszająca historia dziecko, ale ty nie jesteś jednym z nas. Nie ma w tobie za grosz żyda! Aj waj! Musze cię przepytać, jak się nazywa Menora?

 

Avon: Menora?

 

Żyd#3: To za proste? O której godzinie rozpoczął Dawid Ben Gurion swe słynne przemówienie?

 

Avon: 16?

 

Żyd#1: Rodzice Goldy Meir?

 

Avon: Blume Naidicz i Mosze Mabowicz.

 

Żyd#2: Cwaniak się przygotował, ale on nie z naszych. Jak się go spytam ile lat miał Szymon Bar-Kochba lub kim był z zawodu Szammaj, to na pewno odpowie. Ja mu nie ufam, wysłali go by nas zinfiltrować!!! Już kraju przodków spokojnie nie można oglądać, zostaną nam mniejsze rozrywki, jak zoo lub safari. Aj waj!

 

 

------------------------------------

32 chwilki później

------------------------------------

 

 

Tym razem jesteśmy na jednym z polskich dworców kolejowych, a dokładniej na peronie. Niestety nie ma tu słupka znanego z poprzedniego miasta. Jest natomiast Miszka i Avon razem z rowerem oraz Szaleniec, który rozmawia z dziećmi w wieku około 11 lat. Szaleniec stoi przed nimi niczym dyrygent i zaczyna śpiewać.

 

SR: Raz, dwa, trzy… Wojownicy Mao!

 

Dzieci: Wojownicy Mao!

 

SR: Nie zabijają!

 

Dzieci: Nie zabijają!

 

SR: Biorą wrogów i swoich głodem!

 

Dzieci: Biorą swoich i wrogów głodem!

 

SR: Najlepszą amunicją!

 

Avon: Niech pan przestanie, niech pan przestanie. Miejscowe służby już idą i pana zgarną, nie można tak śpiewać pieśni pochwalnych na cześć zbrodniarzy.

 

Służba Ochrony Kolei mija Crazy’ego i jego chórek (kim kurde jest ten Mało?) i podchodzą do Avona i jego rowerka.

 

SOKIŚCI (chórem): Czy ma pan ważny bilet na pociąg?

 

Avon (zdziwiony): Nie… nie… a co? Nie wolno już na peronie stać?

 

SOKIŚCI (chórem): Wolno, niestety wolno, ale (uśmiech u obu) rowerzyście nie wolno. Za przybycie z rowerem na teren kolejowy bez wykupienia biletu będzie mandacik. Jak każdy wie, to wykroczenie, przyjmuje pan?

 

Avon: Słucham? Co?

 

SOKIŚCI (chórem): Zacytujemy naszego wspaniałego władcę: podróżny z rowerem może utrudniać akcje ratownicze w sytuacjach ewentualnych zagrożeń oraz ograniczać sprawność przeprowadzenia ewakuacji osób. Ponadto nie wolno zapominać o różnych zagrożeniach, w których rower lub rower z bagażem bądź inny pojazd może posłużyć do celów terrorystycznych. Niech pan się cieszy, że nie oskarżymy pana o terroryzm.

 

Avon: Ale jak to? Ja tylko do kraju przodków wrócić chciałem. Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem! Do tych pagórków leśnych! Ja tutejszy, ja Polak, nie wysadzacz, jak tak możecie mnie traktować, co na to świat.

 

SOKIŚCI (chórem): Europa Zachodnia jest pod wrażeniem naszego mądrego przywództwa i polityki, stoimy w hierarchii znacznie wyżej niż Wielka Brytania, wyprzedziliśmy Francję, jesteśmy w grze. Płać pan.

 

Niestety, ale w tym momencie podjechał pociąg i Szaleniec wraz z kamerzystą wpadli do niego, nie wiemy jak się potoczyła ta historia.

 

 

------------------------------------

4 chwilki później

------------------------------------

 

 

Pociąg jedzie jak to w Polsce. Trzęsie i kupa hałasu, trzeba będzie później się postarać w obróbce dźwiękowej, żeby to jakoś brzmiało. Jesteśmy w przedziale służbowym. W nim znajduje się dość sporo osób. Wyglądają oni dość podobnie: wąs, zarost i pobrudzone spodnie. To pierwsza zmiana wraca pociągiem do domu z pracy. Crazy znalazł nawet wśród nich miejsce siedzące. Został rozpoznany, a nawet okazuje się że cieszy się on dużym poparciem klas pracujących. Dlaczego? Nie wiadomo do końca, ważne, iż jest lubiany tak bardzo, że chciano go poczęstować: Wojakiem, LM oraz biletem miesięcznym. Szaleniec to skromny człowiek, więc odmówił.

 

Robotnik#1: Czułem, że dziś coś ciekawego zdarzy się w moim życiu. Proszę sam EWF TV Champ przede mną. Szkoda, że ostatnio w gorszej formie…

 

SR: Przypadkowa porażka, Franko i Bidam nawet zasłużyli na nią. Są zdolni i młodzi oraz żądni gry, dziś wygrali, później przegrają kilka walk. Ot życie wrestlera.

 

Robotnik#2: Dziś w tych naszych chłopcach nie ma takiej werwy. Kiedyś był Gangsta, który poszukiwał przysłowiowego guza. Za jego czasów żadni młodzieńce by się tak nie panoszyli. Jak to Bane może tak bić Psycho, byłego World Champa? Gdzie się podziało stare, dobre EWF, gdzie nowi wrestlerzy w pierwszych walkach dostawali tak po mordce, że nie mogli się podnieść potem przez miesiąc. Gdzie jest Dark Avnger?

 

SR: Był już i nie wróci. Czasy Justice League dobiegły końca. Zło prowadzi…

 

Robotnik: I nie ma już z kim stworzyć drużyny, która będzie godna by wygrywać walki. Umówmy się Yoshihitamto to słodki Azjata, ma nawet eleganckie ubranie i lubi gadać o bólach i pustkach, ale ostatnio też jest nie w formie.

 

SR: Pamiętam jak chciałem się z nim spotkać na herbatę. Tydzień w restauracji czekałem, co 8 godzin dostawałem od niego wiadomości, że zaraz będzie… nigdy nie przyszedł…

 

Robotnik: A teraz walczyć wspólnie z Nasem w main evencie, on jest taki trochę nasz, trochę nie. Nie ufam ludziom-żubrom.

 

SR: To mądry człowiek i kocha dzieci. Do tego dobry wrestler i młody… ale ma to co każdy wrestler mieć powinien… dobrą pracę nóg. Ty widziałeś jego umięśnione łydki? On dobrze na ringu nimi pracuje, jak ja oglądam jego walki, to patrze tylko na jego nogi. Niby Esmeralda ma powabniejsze, ale jednak nie nadają się do wrestlingu te jej dwa przeszczepy, całkiem piękne, ale nie do walk… oj nie nadają się. Tak by powiedział Dark Avnger. Nas dobrze pracuje na ringu i będą z niego ludzie. Już jest człowiekiem, ale może być tylko lepszy. Choć jak urwałoby mu nogi, to nie mógłby być lepszym. Jeśli mu nie urwie nóg, to każdego dnia będzie stawał się lepszy i dzięki temu ma szansę sięgnąć po złoto, bo on celuje wysoko.

 

Robotnik: Po to najwyższe złoto.

 

SR: Najwyższe, ale musi porzucić dobra doczesne, które go otaczają, wtedy, uwolniony od pokus, stworzy coś wielkiego. No dobra, może nie tak dużego jak Dark Avenger. To nie ta liga, nie ta Justice League. Jednak zawsze może gdzieś tam sięgnąć. Czarny Mściciel, to żywa lub martwa legenda, nawet nie wiadomo czy żyje. Wysłałem ostatnio 333 detektywów w świat i żaden nie powrócił poza jednym. Dwa rogi wbite w jego tors, czaisz to? Nie zatracił zdolności swoich. Pewnie wróci, a wtedy głowy polecą, oj polecą.

 

Robotnik: Miły człek z tego Nasa, ale czy ja wiem. Aż taki zdolny nie jest, Twoi chłopcy z Wyspy tez mieli być zdolni i co? Frank Deux, pamięta go kto? Xtreme Dragon?

 

SR: Seba daj radę, jeden starczy za wszystkich. Poza tym, to chyba jednak inna liga, ja dostałem tam młodych i nieopierzonych zapaśników. Trudno ich nawet nazwać wrestlerami, do tego byli dość nieposłuszni, przecież nie będę się uganiał za tym wielkim co tyle jadł. No bez przesady, zrobiłem co mogłem i wiem jedno: wycisnąłem z nich wszystko co mieli, więc tylko dzięki mnie, choć w tak ograniczonej formie, mogli zaistnieć w świecie polskiego i jednocześnie międzynarodowego wrestlingu. Nas nie jest może talentem na miarę Darka Avengera, ale coś sobą prezentuje, nie oszukujmy się czasy wielkich mistrzów i żywych legend się skończyły. Piła nożna po Diego Maradonie tez się skończyła, ale i tak nadal miernoty te walczą o najwyższe cele, nie wiedząc, że koleś na haju był lepszy od nich wszystkich razem wzięty. Nas dobrym wrestlerem jest i basta. Nie narzekajmy i liczmy na dobrą współprace. Szkoda, że walka ta odbywa się o pietruszkę lub nawet i mniej. Może przydałoby się coś, co dało by większa mobilizację. Nie wiem może zdjęcie Esmeraldy z więzienia z tej jej uśmiechem? Zawsze coś lepszego, albo ubranie po Great Barrim, to był dopiero wielki człowiek. Taki dobry gigant. Lubiłem go choć talentu nie miał za grosz.

 

Robotnik: Tool to jednak dobry przeciwnik. Nawet tego zdjęcia nie byłoby łatwo wygrać.

 

SR: Tool się skończył, gdy pobił Bubbę. Biedny Bubba, czym mu zawinił? Za dużo podjadał z ich wspólnej lodówki? Nie mogę tego przeżyć, taki dobry wrestler, a ten go wysłał na niezasłużoną emeryturę. Nasz wesoły grubasek, niech mu ziemia lekką będzie. Tool to champ, ale nie ma co się oszukiwać, dam radę z nim wygrać, bo jestem niepokonany…

 

Robotnik: Może ja znam inną definicję słowa niepokonany, ale ludzie niepokonani raczej nie przegrywają w poprzednich walkach.

 

SR: To od teraz jestem niepokonany. Od dziś i od wczoraj i będę niepokonany jutro, bom jest Super Crazy, a Tool to zwykły Mameluk!!!

 

Wszyscy w przedziale: Mameluk! Mameluk! Mameluk!

 

SR: Nie ma się co oszukiwać, z kim ja to w życiu nie walczyłem i z kim to ja nie wygrałem.By wygrać swój pas TV musiałem pokonać wielkiego Tanatosa, najciekawszego EWF World Champion w historii,. To był taki typowy człowiek: co ja tutaj robię. Jego kariera jak nagle skoczyła ku szczytom, tak później zniknął. Normalnie kamień w wodę i ja go pokonałem i ja mogę pokonać Toola i każdego innego ziomka. On nie jest niezniszczalny, więc nie ma problemu. Wybiegniemy z Nasem na ring, chwile się pobijemy, damy wielki show dla naszych kibiców…

 

Przedział cheeruje + show dla kibiców! Show dla kibiców!

 

SR: Kawał dobrego wrestlingu, a później każdy pójdzie w swoją stronę. Ja tam gdzie mnie wiatr poniesie, a Nas tam gdzie jego wiatr poniesie, czyli pewnie zaliczyć jakieś panienki i pić z Grabarzem. Albo odwrotnie. Tool pójdzie tam, gdzie go wyrzuty sumienia po Bubbie poniosą, czyli nie wiem gdzie. Może jeszcze chłopak się nawróci? Dla każdego jest w końcu nadzieja, ja zanim się nawróciłem na avengeryzm, stoczyłem setki walk z Darkim.

 

Cheer + oj steki! Głowy polecą! Oj polecą!

 

SR: Tool dla ciebie też jest nadzieja. Nie idź droga kserowaną przez innych! Nie bądź zły! Odrzuć pieczary uszczypliwości i kamieniołomy pogardy. Wróć na ścieżkę dobra. Możesz też wrócić na jakąkolwiek inną ścieżkę, ale pamiętaj młodzi i pokój idą razem przez świat! Nie bądź Mamelukiem!

 

Cheer + Mameluk! Nie bądź, nie!

 

SR: Wracając jednak do tematu. Cały problem z tym Toolem jest taki, że zrobił się strasznie drażliwy. Jest EWF World Champem, gratulacje, ale zamiast uspokoić się, odprężyć, bo w nim tak buzuje, że może zawału serca dostać. Kowalski zabrał mu segment i przekazał Scytherowi? No i co z tego? Dał, zabrał, jak to pan na włościach, znaczy komisarz EWF. A ten się tak przejął! Jejku! Wytarmosił Józefa, wytarmosił Janka, a żeby coś udowodnić światu, to wyrzucił mnie przez okno. Bo nie dostał segmentu? Wielka baletnica, primadonna. Zaraz założy białe rajstopki, fikuśną kieckę i odtańczy nam Jezioro Łabędzi. Coś mu się w głowie poprzewracało. To nie EWF jest dla niego, a on dla EWF, dla fanów wrestlingu. Dla takich ludzi jak wy!

 

Cheer + Takich jak my! Takich jak my!

 

SR: A on, wielki pan, myśli że cały świat powinien paść u jego stóp, bo jest World Champem. Bycie mistrzem świata to wielki zaszczyt, ale też wielka odpowiedzialność. World Champion nie może być frustratem, bo skończy jak Tanatos. Tool, chcesz być Tanatosem? Bo on też miał pierdolca i gadał o swoim ssssskarbie. Czy to było normalne? No i nie oszukujmy się, Tanatos to najgorszy World Champ w historii. Chcesz być na drugim miejscu, zaraz po nim? Bo wielka obraza, segment mówiony na ringu mu zabrali, zbrukali godność! Złej baletnicy przeszkadza nawet rąbek u spódnicy. Takim zachowaniem, frustrata, nie bójmy się tego słowa, Tool tylko daje argumentów swoim krytykom, że jest mistrzem z przypadku. Tanatos był mistrzem z przypadku, bo Krab dostał zaćmy mózgowej i wylądowaliśmy z takim amabarasem-ananasem-arrasem. Ale przecież Tool nie jest Tanatosem. Jest świetnym wrestlerem, ma charyzmę, osobowość, jest ciekawą personą. Prawdziwy World Champ nie uciekałby się do takich manifestacji swego niezadowolenia. Czy Kraven szalałby w ten sposób po zapleczu? Wątpię, Kraven miał styl, szyk, był emanacją mistrza świata. Nie zachowywałby się jak małe dziecko, rozkapryszony gruby prosiak, który musi mieć wszystko. Tak się właśnie zachował nasz drogi Tool. Rozumiem, że Tool nie jest dobrym człowiekiem, to się zdarza, ale więcej honoru. Nawet kurwy mają honor, przynajmniej niektóre, przepraszam za to słowo, ale czuję, że jestem wśród swojaków.

 

Robotnicy: Tylko tu spotkasz prawdziwego człowieka!

 

SR: Wiem to. Jako człowiek z ludu jestem z ludem. Tak jak Nas. Choć związałem się z Chinami, ale nie zapominajmy jakie to są Chiny. To Chiny Ludowe! Jestem jednym z was, a Tool nie jest. Tool okazał się panienką z dobrego domu, szlachcianką z Podola, na którą trzeba zwracać uwagę. World Champ obroni się sam, nie potrzebuje do tego przegadanych segmentów, nie musi też uciekać się do furii na zapleczu, bo chce udowodnić jakiemuś przeciętnemu Kowalskiemu, że popełnił błąd. Prawdziwi mistrzowie tak nie postępują. Gdzie w Toolu honor mistrza? Tak go irytuje, gdy ludzie nie mają go za poważnego World Champa. Wszyscy przypominają mu jak to na Kwietniowej Anarchii w Bhutanie został World Champem tylko na kilka minut. Ja taki nie jestem, bo pamiętam Toola z czasów Justice League. On zasługuje na ten pas. Swoimi umiejętnościami na ringu i przy mikrofonie, swoją charyzmą, swoją siłą - dla mnie jest on jednym z mistrzów, nawiązaniem do starej dobrej szkoły EWF. Tylko, że czasem nie umie się wyzbyć swojego wahania się: "A co jeśli faktycznie nie jestem prawdziwy?", no i zaczyna się pokaz irytacji jak w Białymstoku. To się nikomu nie podobało i mogę cię zapewnić Tool, że mimo niektórych opinii, prawdziwi mistrzowie świata tak nie postępują. Oni po prostu nie muszą już niczego udowadniać, bo udowodnili - mają najważniejszy pas w federacji. Tylko ci, którym grunt osuwa się pod nogami zachowują się tak jak drogi Tool na ostatniej gali. Są niepewni siebie, co w tym przypadku jest idiotyczne. W ten sposób dodaje tylko amunicji swoim krytykom. A przecież Tool to dobry i uznany wrestler! Przykro mi jednak rzec, przykro dla niego oczywiście, że ja i mój nowy znajomek go pokonamy i będziemy szczęśliwi. My uszczęśliwimy naszych wiernych fanów, a on… też ich uszczęśliwi i przegra… widzicie? Wszyscy szczęśliwi, nikt nie przegrywa, sama radość. Teraz jednak najtrudniejsza część tego planu… trzeba go wcielić w życie… czyli iść na galę, pokazać nie tylko kawałek dobrego wrestlingu, ale także wygrać tę walkę. Tool powiem to prosto i dosadnie, przegrasz ten mecz… wiesz dlaczego? Myślę, że wiesz, bo każdy kto walczy z Szaleńcem to wie… Przegrasz, bo jesteś Mamelukiem!!!

 

Cheer + Mameluk!

 

SR: I to by było po Toolu.

 

Robotnik: Ale tam jest tez ten drugi!!!

 

SR: A ten opalony.

 

Robotnik: Czerniawy.

 

SR: Sytcher, no tak. A wiesz, że dzisiaj widziałem czarnego żyda? Normalnie jak Ehud Olmert wyglądał, tylko utopiony w smołę. Żyd, czarny żyd, co się z tym światem stało.

 

Robotnik: Ja tam wiarę w ten świat utraciłem, gdy Syther wygrał EWF World Title. Na znak smutku opuściłem flagę przed moim domem i na dodatek opasałem ją kirem. Co jak co, ale by taki ktoś wygrywał? Wszystko fajnie, bądźmy sobie tolerancyjni, ściągajmy nawet tych gwałcących statki Somalijczyków, ściągajmy pedziów z Korei, Japonii i Chin, nawet murzajków sobie bierzmy z importu, no ale nie takie rzeczy. Panie, gdzie im do EWF World Title. Świat się normalnie zmienia, ten chłopak jest dobry, ma gaz w nogach…

 

SR: Gaz w nogach ma niezły, pracuje nimi nawet lepiej niż Nas, łydki to ma umięśnione perfekcyjnie. A te uda, te uda to są uda prawdziwego zapaśnika, który może zdobyć wszystko w tym biznesie, a nawet więcej…

 

Robotnik: Ale nie aż tyle. Świat się zmienia, my starzy wymieramy. Jak oglądałem ostatnią galę, ci młodzi chłopcy wygrali Tag Team Titles, niby się cieszyli, ale jaka była to mizerna radość. Zamiast pobiec w stronę kibiców i z nimi tam się pogrzmocić… to woleli sobie nagrywać jakieś realne akcje z jakimś Joshuą. Co to ma znaczyć? Gdzie ta doniosłość chwili? Gdzie radość? Ja pamiętam jak dziś, gdy wracając z pracy po raz pierwszy wpuścili mnie starsi do służbówki, 3 dni płakałem. A jak 8 lat później pozwoli usiąść mi tu? Do teraz jestem wzruszony… widzisz te przeszklone oczy? (zbliża się do Szaleńca i pokazuje mu swe oczy)… do teraz, a 30 lat minęło. Jak z bata strzelił? Może walnął? Nie znam już tego polskiego języka. Kiedyś tylko najlepsi mieli jaja i mogli rezygnować z pasa dla najlepszego wrestlera. A teraz? Co się dzieje z tą federacją? Przychodzi jakiś młody, przystojny i opalony koleś. Wmawia wszystkim, że jest jakimś mitycznym mulatem. Przecież każdy wie, że nie ma takich istot. Wierzysz w mulatów? Ja kurde nie wierze, tak jak nie wierze w Wielkanocnego Zająca rozdającego prezenty, w amerykańską Wróżkę Zębuszkę, w Dalaj lamę i jebanego dusiołka. Te stwory nie istnieją i nie istniały. No więc przychodzi taki młody i opalony Syther, walczy nawet całkiem ok i wygrywa pas. Już pominę, że wygrywa, ale nie mija nawet pół roku, a on z niego rezygnuje. A co on jest kurwa Kraven, żeby z pasa rezygnować? No ja pierdole, trochę szacunku dla Polski i polskiego pasa, a nie mi tu potwarz rodem z Gazety Wyborczej. Nie o taką Polskę walczyłem, a ty walczyłeś o takie EWF? Różnorodność w jedności, to nie nasze hasło, szanujemy sobie różnorodność, ale czy my tym wszystkim Azjatom i Ugom-Bugom pozwalaliśmy wygrywać nasz najpiękniejszy i najważniejszy pas? No nie, a czemu nie? Bo tu powinien być sufit dla tych odmieńców, jako ja mówię. Niech mnie teraz ukrzyżuje ten jebany w dupę łysy Pacewicz, ale musiałem to powiedzieć, bo mi już ściskało to wszystko serce i myślałem, że eksploduje.

 

SR(trochę zdziwiony): I tak to jest…

 

Cheer + i tak to jest! O jest!

 

Robotnik: A ty SR, co o tym myślisz.

 

SR: Każdy dostaje w EWF to na co zasługuje. Nowi wrestlerzy, co do zasady, zasługują na bycie pobitym przez starszyznę. Natomiast dobrze walczący wrestlerzy zasługują na wygrywanie pasów. Kolor skóry nie ma tu nic do rzeczy.

 

Robotnik: Kurwa parytety jeszcze wprowadź. EWF World Title musi mieć murzynka, a FTW Senatorka.

 

SR: Bez przesady, ale powiem jedno, Syther jakkolwiek dobrym zawodnikiem nie jest, to i tak ma problem. Musi polec na następnej EWF Wrestlepaloozie. To nic osobistego oczywiście, ja po prostu lubię wygrywać, a do tego muszę się zrehabilitować przed moimi fanami. Oni są wierni i dzielni. Nie znoszą porażek, tak samo jak ja, a może i bardziej. W końcu siadają przed tymi telewizorami, co jakiś czas i chcą wnieść powiew świeżości do swojego życia. Nic tak nie odświeża, jak wygrana ich ulubionego wrestlera. Porażki przeżywają fani tygodniami, bo i od razu w pracy smutniej, a trzeba robić. Wrestler to ma klawe życie. Pojedzie po porażce do willi swojej, urżnie się jak świnia, a później będzie leżał trzy tygodnie, czasami trenując. Dlatego ja zawsze walczę dla moich fanów, bo wiem, że dla nich moje zwycięstwa, to ważna sprawa. Dla kogo walczy taki Scyther? Tak sobie myślę czasem czy on w ogóle ma duszę. Bo pomyślmy, co robi Scyther?

 

Lud robotniczy: Pije!

 

SR: Scyther nie kaktus...

 

Lud robotniczy: Pić musi!

 

SR: Właśnie. On nie walczy dla siebie, nie walczy dla rodziny, nie walczy dla damy swego serca, która notabene jak się okazuje została mu zdmuchnięta, w przenośni i w realu, sprzed nosa przez Nasa. To dla kogo? Dla koncernów alkoholowych! Dla międzynarodowych korporacji!

 

Robotnicy: Dla żydów! Spisek! Spisek! Iluminaci! Masoni! Spisek!

 

SR: Scy jest sponsorowany i dotowany przez międzynarodowych producentów wyrafinowanych alkoholi. Zauważcie. Co on pija? Jakieś Johnnie Walkery, Jim Beamy... co to jest?

 

Jakiś robotnik: Szkoci? Irlandczycy? Amerykanie?

 

Inni robotnicy zaczynają spluwać na podłogę.

 

Inny robotnik: Nie biorę perfum do pyska! To co on pije śmierdzi moją starą!

 

SR: Scy to nowe wcielenie Dziecka Komercji w EWF, tamten sprzedawał się wszystkim i zrobił z tego swój styl, podczas gdy ten serwuje nam przekaz podprogowy. Zauważcie, co gale, co wystąpienie w TV, on musi pić. Jest żywą reklamą zachodnich marek alkoholowych. A gdzie miejsce dla Polaków? Gdzie dobro Polski? Jesteśmy w Polsce! Oni chcą nas stłamsić.

 

Robotnik: Nigdy nie porzucę Żytniej, to moja pierwsza miłość! Drugą była Wyborowa!

 

SR: Mamy swoje tradycje, mamy swoje zwyczaje, swoje stroje ludowe, a on nam wchodzi z butami do ogródka. To komandos, został wysłany w jednym celu - przekabacić Polaków by pili te zachodnie świństwa. Mój partner Nas, przynajmniej pije wódkę, polską wódkę.

 

Oklaski.

 

SR: Cała rzecz z alkoholizmem Scythera jest na pokaz, to tylko taka gra. Po każdej gali sprzedaż Walkerów i innych Jimów rośnie, a Scy może być zadowolony, bo on ma z tego dolę. Skąd to całe jego bogactwo? Pamiętajmy jakimi samochodami kiedyś jeździł, w jakich apartamentach żył i z kim się koleguje, z Psycho, temu to bieda nigdy do maski nie zajrzała. Teraz niby w więzieniu siedział, niby żyje skromniej, wszyscy go porzucili, ale to tylko taka gra. To wszystko pozory, nie wierzcie w to, nie kupujcie tego. Scy jest Dodą czy inną Frytką polskiego wrestlingu. O mój Boże, piję, jestem alkoholikiem, ile mam problemów. Czy pan Zdzisiek co pił całe życie i umarł w listopadzie, bo się zadusił swymi wymiotami robił z tego szopkę dla całego kraju? Nie, nie robił. Bo on miał swoją godność. Nie chciał pokazywać swoich problemów, wywlekać ich na światło dzienne, podczas gdy Scy jest typowym produktem polskiego show-biznesu. Cały świat musi widzieć jak on walczy z alkoholizmem, jak się stacza, jak upada, jak wstaje, nie pije, znowu się stacza. To jedno wielkie reality show pod nazwą "Życie Scythera", a my wszyscy mamy je oglądać. Później Scy pójdzie sobie na jakąś imprezkę dla VIPów, dostanie whiskey za darmo, napije się z doktorem Lubiczem, pożartuje z Ryśkiem z Klanu, puknie w kiblu Kaję Paschalską, bo akurat nic lepszego nie będzie pod ręką i tak będzie prowadził swoje celebryckie życie. On jest produktem, który usiłują wam sprzedać. Jego problemy nie są waszymi problemami, nie oglądajcie ich, nie przejmujcie się nimi, bo to są wszystko odgrzewane kotlety. Od ilu lat musimy zmagać się z telenowelą o tytule "Moda na Scythera: wspomnienia alkoholika"? No ile? Kiedy to się zaczęło? W 2005? 2006? W EWF? Czy innym AWF? To już było, to się znudziło, my to wszystko już dawno widzieliśmy. Ale nie, Scy jest jak Brook z Mody na Sukces, nieustannie daje nam to samo, swoje picie. Brook przespała się ze wszystkimi, a Scyther napił się już chyba wszystkiego co się da. Tylko to już nikogo nie bawi, nikogo nie interesuje. Tak, jest on świetnym wrestlerem, ale cała ta otoczka stworzona wokół niego. To okropieństwo, pożałowania godne okropieństwo. EWF to wrestling, a nie prywatne problemy wrestlerów. Chcecie oglądać wrestling, prawda?

 

Robotnicy: Chcemy!

 

SR: Ale u Scythera wrestlingu nie odnajdziemy, tylko kolejną butelką i problemami z damą jego serca. Ciężko musi być Scytherowi w życiu, tyle przeżył, ale to mentalny ekshibicjonista celebrycki, który musi podzielić się swoim cierpieniem. Musi, bo inaczej się udusi. On nie chce byście się nad nim użalali, byście mu współczuli, byście klepali go po plecach mówiąc "spoko stary, będzie dobrze", byście posyłali mu paczki do więzienia czy stawiali kolejkę w barze. On chce być oglądany. Niektórzy pokazują wacki - nie mylić z poczciwym Vaclavem - w parku, a on musi uczynić swoje prywatne życie, życiem publicznym. Inaczej nie umie. Bo jeśli straci zainteresowanie mediów i was, jeśli przestanie być zapraszany na bunga-bunga u Tomka Lisa, jeśli nie zaproszą go już do telewizji śniadaniowej, to co mu zostanie? Pusty pokój, brak rodziny i butelka. I wtedy naprawdę zostanie alkoholikiem, nie alkoholikiem na pokaz, alkoholikiem dla pieniędzy, ale prawdziwym. Będzie spał we własnych szczynach i wymiocinach pod jakimś mostem. Nie będzie EWF, nie będzie telewizji, nie będzie kumpli celebrytów, wszyscy oni zapomną. A jak umrze, bo prędzej czy później umrze, to na pogrzeb przyjdą tylko ci, którym kiedyś na nim zależało, ale musieli go opuścić. Ile będzie takich osób? Tego nie wiem. Przyjdą też fani wrestlingu, bo Scy mimo swojego pokazowego ekshibicjonizmu był kiedyś świetnym wrestlerem. Ja też przyjdę, bo jestem dobrym człowiekiem.

 

Robotnik: Ja nie przyjdę, bo mnie nie stać jak wieniec.

 

SR: Miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie, że Kayle się opamięta. Pamiętam jak debiutował w EWF w 2003 roku. Cóż to był za młodzieniec. Ile miał w sobie werwy! I ten epicki konflikt z Sandmanem. Gdzie teraz jest tamten Kayle? Wierzę, że gdzieś w głębi serca Scythera celebryty stary Kayle jeszcze żyje, a jeśli tak jest, to tli się pewna iskierka nadziei. Tool i Syther… jesteście moimi następnymi celami, muszę z wami wygrać. Mam nadzieję, że nie pogniewacie się za bardzo i będziecie umieli jakoś z tym żyć. Zwyciężę!!!

 

Cheer + zwycięży!!!

 

SR: A dlaczego?

 

Cheer + (zdziwienie) a dlaczego?

 

SR: Bo Tool i Syther to MAMELUKI!

 

Cheer + Mameluki!

 

SR: A ja i Nas?

 

Cheer + Mameluk i zaprzeczenie Mameluka!

 

SR(zaczyna śpiewać): Hurra, dalej wesoło niech popłynie gromki śmiech, bo Crazy zamierza wygrać mecz.

 

Cheer + Siallalalalallalalallala, w sercu radość się rozpala!!!

 

 

-------------------------------------------

Obraz i dźwięk zanikają w dymie papierosów

-------------------------------------------

 

 

Znajdujemy się znowu w autobusie "Heritage Tours" należącym do Miszki. Na przedzie widzimy SR-Crazy'ego, Miszkę oraz Smelę. Gdzieś z tyłu siedzi gromadka żydów, w tym czarny żyd, Avon. W tle pogrywa sobie znana pieśń "Hava Nagila".

 

 

Żyd#1: Aj waj, są przecież czarni żydzi w Etiopii. Felasze, może ty z nich?

 

Avon: Nie.

 

Żyd#2: A przestrzegacie tam Zakon na tym Haiti? Kto jest waszym rabbim?

 

Avon: Meir Ezofowicz Szechter.

 

Żyd#2: To podejrzane. Może kolejna rundka pytań. Kto zburzył pierwszą świątynię?

 

Avon: Ci co ją zburzyli.

 

Żyd#3: Talmudyczna odpowiedź, ale prawdziwa.

 

Żyd#1: Ile lat trwała czterdziestoletnia podróż narodu z Egiptu do Ziemi Obiecanej?

 

Avon: Czterdzieści.

 

Żyd#2: On jest mądrzejszy od nas. Może zabierzemy go do Jeruszalaim i zrobimy rabbim.

 

Żyd#3: Ostateczna próba. Ile jest 34324 razy 245235?

 

Avon: Co?

 

Żyd#2: Ha! Nie umie liczyć! Nie jest jednym z nas!

 

Avon: Ale panowie, aj waj!

 

Żyd#2: Zatrzymać autobus! Ukamieniujemy go!

 

Żyd#1: Ukamieniować goja! Oszusta! Chytrusa!

 

 

Miszka słysząc ten rwetes zatrzymał autobus iście po węgiersku. Żydzi wytargali Avona z autobusu i rzucili do jakiegoś rowu, po czym zabrali się za szukanie kamieni. Smela, Miszka i SR-Crazy obserwują zajście.

 

 

Smela: Mentorze. Może zainterweniujemy?

 

SR: Nie będziemy im przeszkadzać w Jom Kippur.

 

Smela: Ale to chyba nie jest Jom Kippur.

 

SR: Nie?

 

Miszka: To nie dzisiaj.

 

SR: To może chanuka? Może dzisiaj szabas?

 

Miszka: Nie, nie mentorze, to na pewno nie to. Oni się po prostu rozdrażnili jak ci kolesie co to na Radwańskie siostry krzyczeli w Izraelu ostatnio. Koszerna krew uderzyła im do mózgu, to dlatego. Musisz zainterweniować. Ratuj nieszczęśnika.

 

SR: To byłby antysemityzm. Nie mogę przeszkadzać im w ich zwyczajach.

 

Smela: Ale mentorze!

 

SR (krzyczy do żydów): Jak tam chłopaki?

 

Żyd#2: Zbieramy kamienie i za 5 minutek będzie kamieniowanko.

 

Smela: Mentorze!!! Nie godzi się!

 

SR: Ja umywam ręce.

 

Miszka: Mentor nie jest Piłatem.

 

SR: Zawsze chciałem by ludzie mówili do mnie Poncjuszu.

 

Miszka: Poncjuszu!!

 

SR: Słucham?

 

Miszka: Poncjuszu, ratuj nieszczęśnika! On nic nie rozumie. Zobacz tylko! Mały murzynek w polskim rowie. Będzie rasizm. Dopadną nas za to.

 

SR: Nie dopadną, bo mamy żydów po naszej stronie, a wiadomo że antysemityzm jest większą zbrodnią niż rasizm. Nie interweniuję w to. Nie mam inklinacji mesjańskich jak mój partner z drużyny Nas. On podobno jest nowym Machabeuszem. Nas Machabeusz, do tego z rodu Dawida. Tak mówili Ghul i Mleczarz na ostatniej gali. Fascynujące, prawda?

 

Smela: Mentorze Poncjuszu! Zrób to dla nas! Nie godzi się! Trzeba ratować niewinnych.

 

SR: Dobra. Niech wam będzie, ale robię to niechętnie i nadal jestem Poncjuszem dzisiaj. Umowa stoi?

 

Smela i Miszka: Stoi?

 

SR (do żydów): Ej chłopaki!

 

Żyd#3 (znalazł jakiś dorodny kamień): 3 minutki szefuńciu i kamieniujemy!

 

SR: Pozwólcie na słówko.

 

Żydzi pozwolili.

 

SR: Chcę wykupić nieszczęśnika. Sprzedajcie mi murzyna.

 

Żyd#2: Aj waj! Jest Zakon! Nie możemy!

 

Żyd#1: Aj waj!

 

SR: Mam darmowe wejściówki na najbliższą Wrestlepaloozę. 20 biletów, bo jestem wart więcej niż Błaszczykowski dla PZPNu.

 

Żyd#2: A możemy je odsprzedać?

 

SR: Możecie.

 

Żyd#2: To mamy richtig biznes zrobiony w naszym geszefcie.

 

Żyd#1: Fałszywy żyd jest twój, tylko nie sadzaj go z nami, bo to oszust.

 

 

Żydzi wrócili do autobusu, a Miszka i Smela dostarczyli Avona przed oblicze Crazy'ego.

 

 

SR: Co ja pocznę z niewolnikiem?

 

Miszka: Mentorze Poncjuszu. Teoretycznie niewolnictwo jest zakazane.

 

SR: Cicho tam. Dlaczego chciałeś oszukać naszych biednych starszych braci w wierze?

 

Avon: Ja naprawdę jestem potomkiem Polaków z Haiti!

 

SR: Ale chyba nie nazywasz się Szlagenbaum i nie jesteś żydem.

 

Avon: Nie. Są dopłaty do Heritage Tours od organizacji żydowskich, a ja chciałem zobaczyć kraj przodków!

 

SR: Dobra, dobra. Sprzedam cię Szakalowi, Kowalskiemu albo Esmeraldzie. Będziesz ich niewolnikiem, bo ja nie potrzebuję. Nie mogę płacić ZUSu za was wszystkich. Zabieram cię do Bytomia, zobaczysz sobie Wrestlepaloozę.

 

Avon: Dziękuję mentorze Poncjuszu!

 

SR (zmarszczył brwi): Nie spouchwalaj się. Nie jestem dla ciebie Poncjuszem, wystarczy zwykłe "mentorze", jeśli akceptujesz moje zasady moralne.

 

Avon: Mentorze!

 

 

Wszyscy zapakowali się do autobusu i ruszyli w kierunku Bytomia. Znowu zaczęła grać "Hava Nagila"

 

 

------------------------------------

Koniec transmisji!

Dark Avenger kiedyś powróci!

A wtedy polecą głowy!

Oj polecą!

------------------------------------

6886753384ab4cd8908084.jpg

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • SR

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

  • SR

    SR 1 odpowiedź

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 3 Data: 28.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Tsugaru, Aomori, Japan Arena: Ito Mining Arena Tsugaru Publiczność: 987 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • GGGGG9707
      Tak też mi niespodzianki, Belair, AJ Lee, Lesnar, LA Knight, Dom, pewnie ten nowy arab saudyjski którego wzięli.  Ja zawsze na Royal Rumble przyjmuję sobie że chcę co najmniej jedną niespodziankę ale taką której się nie spodziewam. Te wymienione się nie liczą bo i tak prawie pewne że będą i to żadna niespodzianka. Choćby to był nie wiem Hornswoggle to i tak dam na plus bo będę zdziwiony a o to chodzi w Royal Rumble. Chyba na 60 wrestlerów da się zarezerwować 1 miejsce dla kogoś kogo si
    • MattDevitto
      Myślałem, że ona skończyła z wrs
×
×
  • Dodaj nową pozycję...