Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Czarna Maska i Człowiek z Plastiku


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  502
  • Reputacja:   14
  • Dołączył:  17.08.2010
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

Na ekranie pojawia się korytarz, który odegrał niepoślednią rolę w trakcie białostockiej „Paloozy”. W tej chwili przetacza się przez niego barwna gromada, której przewodzi Bidam z szampanem w jednej, i pasem w drugiej dłoni. Tuż za nim podąża rozradowana Helenka, za którą tanecznym krokiem suną Elegance Choi i Velvet Lee – wszyscy ze swoimi butelkami. Za Azjatami majaczy masywna sylwetka Franko – on też ma swoją flaszkę, no i swój pas. Wokół biega Joshua Chan, który stara się uchwycić to radosne zamieszanie i uwiecznić je na taśmie filmowej. Salwy nieposkromionego śmiechu wstrząsają okolicą. Wygląda na to, że tylko Butcher nie oddał się w pełni celebracji swojego sukcesu. Cieszy się, pociąga z butelki, nawet uśmiecha do poklepującego go po ramieniu Bidama. Ale jego śmiech nie jest nieskrępowany. Ruchy nie tracą sprężystości. Spojrzenie ani na chwilę nie przestaje być czujne. Czego wypatruje nasz bohater? Dyszącego rządzą zemsty księcia Nabeshimy? Super Crazy’ego, który właśnie odzyskał zmysły? Może Bane’a, który za punkt honoru postawił sobie narażenie się całemu światu? A może Somalijskiego Pirata, któremu znudziły się gwałty na tankowcach? Izzy’ego Nilsena, który przybył wyrównać rachunki i przekazać wiadomość? Psycho, który wpadł właśnie w jeden ze swoich „hokejowych” nastrojów? Tego nie wiemy. Franko powiedział kiedyś, że istotą wrestlingu jest wieczna czujność. Wygląda na to, że naprawdę w to wierzy.

 

Obraz zwalnia, a dźwięk staje się stłumiony. Nadaje to całej scenie trochę onirycznego klimatu. Przez chwilę obserwujemy ciąg dalszy celebracji, tym razem w zwolnionym tempie. Później słyszymy głos Rzeźnika - jak zwykle spokojny i chrapliwy:

 

- Coś się zmieniło. Coś istotnego. Coś, co uświadomiłem sobie dopiero następnego dnia.

 

Kamera omija towarzyszy Franko i koncentruje się na postaci w czarnej masce. Szampan, lekki uśmiech na twarzy, pas na ramieniu. Zimne, czujne spojrzenie.

 

- Kiedy jesteś wrestlerem, twoje życie ma określony rytm. Toczy się swoim tempem, wyznaczanym przez kolejne gale. Do tej pory po każdej z nich udawałem się do domu, albo do hotelu. Tam czekało na mnie parę piw, którymi oblewałem zwycięstwo, albo zalewałem przegraną. Nie myślałem o niczym. Kompletnie. To była taka czarna dziura, pustka w mojej w głowie. Liczyło się tylko dotrwanie do momentu, w którym poznam kolejnego przeciwnika. Kiedy ten moment nadchodził, wiedziałem już, co robić. Miałem cel, na którym mogłem się skoncentrować.

 

Zbliżenie na pas trzymany przez Rzeźnika.

 

- Tym razem wrażenie pustki mnie ominęło. Nie wiem do końca, dlaczego. Może chodzi o to, że teraz to ja jestem mistrzem? Że jeżeli chodzi o dywizję tag teamów, to ja i Bidam jesteśmy na szczycie? Może to ta świadomość, że teraz ktoś inny musi się wspinać i wyciągać dłonie po to, co należy do nas? A może to ten tytuł uzupełnił mnie jakoś? Może uczynił mnie w pewien sposób kompletnym? Ale czy wtedy nadal czułbym ten głód, który mnie ciągle napędza? Czy to po prostu ta cholerna, ludzka natura, która każe nam zawsze krzyczeć: „więcej!”

 

Teraz musimy zmierzyć się z lodowatym wzrokiem Butchera.

 

- Trudno mi to osądzić, więc nawet nie będę próbował. To co wiem, wystarczy mi w zupełności. Udało mi się zapisać w historii Extreme Wrestling Federation. Nikt mi już tego nie odbierze.

 

Trzeba przyznać, że Franko ma nieprzyjemne spojrzenie.

 

- Jestem mistrzem. I będę nim po raz kolejny. Los daje mi szansę na zdobycie drugiego trofeum – EWF Evolution Title. A ja klnę się na swoje pięści i na siłę, którą posiadam. Na ból który potrafię zadać, i ten który potrafię znieść. Na pot, którym ociekam w czasie walk i treningów. Na kości, które łamałem i na te, które dopiero połamię. Na krew którą rozlewałem, i którą jeszcze rozleję. Na wszystko, czego dotąd dokonałem i na to, czego dopiero dokonam. Na wszystkie przeciwności, które pokonałem i na te, z którymi dopiero przyjdzie mi się zmierzyć. Na niebiosa i na wszystkie kręgi piekieł. Przysięgam, że ten pas będzie mój. Niezależnie od ceny, jaką przyjdzie mi za niego zapłacić - spocznie na moim ramieniu.

 

Głos Rzeźnika cichnie. Obraz i dźwięk powoli wracają do normalnego poziomu. Przez chwilę oglądamy dalszy ciąg celebracji, a później... materiał filmowy kończy się.

 

 

 

 

 

Przez chwilę występują jakieś zakłócenia, ale w końcu obraz stabilizuje się. Pogoda nie jest najlepsza – grube płatki śniegu padają na obiektyw kamery i roztapiają się, zostawiając mokre zacieki. Mimo wszystko widzimy jednak odśnieżoną alejkę, która biegnie pomiędzy białymi, pracowicie usypanymi hałdami, prowadząc do schodów na ganek, który z kolei jest częścią majaczącego w zawiei budynku. Na ganku stoi ubrana w zimową kurtkę, okutana szalikiem postać. Po dłuższej chwili rozpoznajemy w niej Mariusza Maxa Kolanko. Reporter trzęsie się z zimna i po raz kolejny dzwoni do drzwi, co wygląda dosyć rozpaczliwie. Kamerzysta rusza przed siebie, a my razem z nim. Przez chwilę trwamy tak w niepewności, aż w końcu drzwi otwierają się i staje w nich Helenka – prawdziwy anioł miłosierdzia, który natychmiast zaprasza zmarzniętych pracowników EWF do środka. Ci skwapliwie korzystają z gościny.

 

 

Obraz na chwilę gaśnie.

 

 

Kiedy powraca, znajdujemy się w przyjemnie urządzonym salonie. Drewniana boazeria, niebrzydki dywan, poroże jelenia na ścianie, jakieś obrazy, rozpalony kominek... przytulnie tu. Kolanko rozsiadł się w fotelu i chyba mu tam dobrze. Naprzeciwko siedzi Helenka, która zajęła miękko wyglądającą sofę. Od razu dostrzegamy, jak bardzo się zmieniła – Helenka, nie sofa – i jak bardzo posłużyły jej ostatnie sukcesy Butchera. Lśniący uśmiech, wypielęgnowane paznokcie, dyskretna biżuteria, sukienka odsłaniająca to i owo (ale nie do końca). „Piękna” zawsze była nieoszlifowanym diamentem, który teraz przeobraził się w brylant.

 

Max wygląda na trochę oszołomionego. On również dostrzegł tą zmianę. Próbuje się odezwać, ale Helena uprzedza go zwracając się wprost do kamery:

 

- Strasznie pana przepraszam, że was nie ostrzegłam! Przez chwilę myślałam, że dostał pan zawału!

 

- Nic się nie stało – słyszymy stłumiony głos należący zapewne do kamerzysty – w EWF nie takie rzeczy mnie spotykały.

 

- No nie wiem, gadający schowek na buty to jednak niecodzienna sytuacja! Ja mówiłam Bidamowiczowi, żeby wziął szafę w sypialni albo przespał się w garderobie, ale on normalnie uparł się na przedsionek! Najwęższa szafa w całym domu, ledwie się chłopisko w niej zmieściło, półki musiał przy tym powyciągać, ale jak już powiedział, to koniec! Jak on się przyzwyczai, to gdzie ja buty będę trzymała? No gdzie?

 

- Widzę, że współpraca z Bidamem układa się państwu całkiem dobrze... często u was sypia? – Max chyba przypomniał sobie, po co tutaj jest.

 

- Bidamowicz? Nie, nie za często. Raz przekimał u nas w hotelu, jak go jacyś Ukraińcy szukali, ale poza tym to nie widujemy się zbyt często.

 

- Ukraińcy? – Reporter nawet zainteresował się tematem.

 

- No, chyba Ukraińcy. Straszne kafary z nich były, z takich co to żrą pustaki i popijają spirytusem. Po hotelu łazili, szafy przeszukiwali... w końcu spotkali kilku chłopaków z GRU i zrozumieli, że o tej porze to jednak nieuprzejmie tak ludziom kipisz w pokojach robić. Pogadali, popytali o Bidamowicza, i poszli. Ciekawa byłam, co za jedni, ale nie powiedział. Może Frankowi by powiedział, bo go chyba lubi, ale wyobraża pan go sobie wypytującego o cokolwiek? Znaczy, Franko? Wyobraża pan sobie? Ja już do niego siły pod względem nie mam – żadnej ciekawości świata w tym człowieku nie ma. Wie, co musi wiedzieć, i nic innego go nie interesuje. Jak tak można? Jak? Przecież to kiedyś może jakieś kłopoty na nas sprowadzić! Ale wytłumacz tutaj coś takiemu...

 

- Skoro mowa o pani szefie... nie zamierza do nas zajrzeć?

 

- Ostrzegałam pana, że jak przyjedziecie wcześniej, to trzeba będzie poczekać. On teraz film ogląda.

 

- Hmm... nie mógłby przerwać na czas wywiadu? Przyznam, że trochę goni nas czas...

 

- No, jak pan chce – Helena wzrusza ramionami – ale ja lojalnie ostrzegam: kiedy mu się przerywa, robi się nie do zniesienia. Zabić, nie zabije. Krzyczał też nie będzie. Ale będzie dwa razy wredniejszy, niż zwykle.

 

Kolanko drapie się po głowie, zafrasowany.

 

- Skoro tak stawia pani sprawę, to może jednak poczekam. Nie wiedziałem, że Franko jest kinomanem.

 

- Eee tam, zaraz kinoman. W kółko ogląda to samo, dosłownie parę tytułów na krzyż. Ja już na to patrzyć nie mogę, a on ogląda i ogląda. Ile tak można?

 

Blond piękność wzdycha ciężko i uroczo przewraca oczami. Chwilę później coś sobie przypomina, i energicznie wstaje.

 

- Rety, kompletnie zapomniałam! Kawy? Herbaty? Coś z lodówki? A może coś mocniejszego? Przy okazji zajrzę do Franko i sprawdzę, co ogląda. Jeżeli „Sin City”, to dobra nasza! W innym wypadku trzeba będzie czekać.

 

Max spogląda pytająco.

 

- W „Sin City” ogląda tylko historię tego typa z kwadratową szczęką. Tylko ona go interesuje w tym filmie. To jak będzie z tymi zamówieniami? A, i jeszcze coś: nie widzieli panowie Joshuy tam na zewnątrz? Wyszedł chyba z godzinę temu, strasznie tą naszą pogodą podniecony – znaczy, że zawieja, że „real action”. No i jeszcze nie wrócił. Na pewno go gdzieś tam nie było? Szczupła postać? Ubrana, jakby tu była Syberia? Z kamerą? Wrzeszcząca coś po ichniemu?

 

- Obawiam się, że nikogo takiego nie spotkaliśmy. Skoro jednak porusza pani ten temat: widzę, że pan Chan jest u państwa częstym gościem?

 

- Częstym? On tutaj praktycznie zamieszkał! Wszędzie go pełno, ciągle coś robi, no i non stop szuka tej swojej „prawdziwej akcji”. Ale jak zaczął mi się kręcić w okolicach prysznica, to już dostał po gębie! Akcja akcją, pieniądze pieniędzmi, ale co za dużo, to niezdrowo! Wyłapał dwa liście, to od razu zrozumiał, że ma do czynienia z uczciwą dziewczyną! W takich sprawach to ja jestem ze stali! Poza tym czy on jest redaktorem naczelnym „Playboya”, żeby mi składać takie propozycje?!

 

Helenka spogląda groźnie, po czym uspakaja się i uśmiecha ładnie.

 

- No ale poza tym, to on nawet jest całkiem pocieszny. Tak słodko się cieszył, kiedy udało mu się zarejestrować tą akcję ze złodziejem damskich torebek...

 

- Chyba o tym nie słyszałem... opowie nam pani?

 

Menadżerka naszego bohatera chyba kompletnie zapomniała p napojach – nie daje się długo prosić i opowiada, całą sobą przeżywając relacjonowaną historię:

 

- Idziemy sobie ulicą, jeszcze w Białymstoku. Franko w masce, bo Joshua był ciągle w pobliżu. No i słyszymy nagle: „Złodziej! Złodziej!” i widzimy, jak jakiś koleś w kapturze spiernicza z torebką w rękach. Akurat przebiegał niedaleko, to Franko mu sprzedał Lariata. Coś tam chrupnęło i złodziej leży. Franko nawet nie zwolnił kroku – idzie dalej. Josh cały w skowronkach, bo zarejestrował ten motyw, jakaś starowinka kłusem biegnie po swoją torebkę, ludzie zachwyceni, ktoś bije brawo, a ten zachowuje się, jakby tego nie zauważył! Świetne to było, nawet w gazecie o nas napisali! Lokalna bo lokalna, ale zawsze to coś. Najpierw zrobili z Franko bohatera, ale teraz już nie jest tak różowo.

 

- Nie?

 

- Nie za bardzo. Ten gość grozi, że pozwie nas do sądu. Bo wie pan, Franko mu kark uszkodził czy coś w tym rodzaju. Pewnie będziemy się procesować, bo o jakiejkolwiek ugodzie nie ma tutaj mowy.

 

- Przykro mi to słyszeć.

 

- A... kij mu w oko. Jakoś sobie poradzimy, jak zwykle. Przynajmniej Joshua ma świetny materiał. Ten to potrafi się cieszyć! No i dobrze nam płacą za znoszenie go.

 

- Właśnie widzę. To ogromny... postęp. Wręcz skok jakościowy. Ten dom należy do Franko?

 

- Skądże znowu – śmieje się Helenka – właścicielem jest mój znajomy. Wyjechał do Francji i nie chciał, żeby chałupa stała odłogiem, więc dał nam klucze. Zresztą, miał wobec nas dług wdzięczności – założył się o spore pieniądze, że Franko i Bidam wygrają pasy tag teamów. Dobrze zrobił, nie?

 

Kolanko może tylko przytaknąć. Jego rozmówczyni jest z tego bardzo zadowolona. W końcu po raz kolejny przypomina sobie o obowiązkach gospodyni.

 

- To czego się w końcu napijecie?

 

Reporter daje znak kamerzyście i mamy kolejną przerwę.

 

 

 

Kiedy powracamy do salonu, herbata Maxa jest już prawie wypita, Helenka sączy jakiegoś drinka, a w pomieszczeniu pojawia się potężnie zbudowana postać w czarnej masce. Franko – bo to oczywiście on – w jednej ręce niesie talerzyk z paroma kromkami chleba, słoiczkiem masła orzechowego i nożem, a w drugiej karton mleka. Kładzie to wszystko na stoliku i przysuwa sobie fotel. Później siada, obrzucając spojrzeniem przyszłego rozmówcę.

 

- Ma pan jakąś umowę z Mleczarzem? – Zagaja Kolanko.

 

- Chcę się napić mleka. Po prostu. Coś nie tak?

 

- Hmm...

 

- Aha. Łapię. Za dużo wywiadów z Main Eventerami. Oni tak mają, nie? Joint na śniadanie, Jack Daniels na obiad i może jakaś wódeczka na kolację? Gratuluję zdrowia, chociaż nie do końca rozumiem tą modę. Wychodzi na to, że w EWF trzeba mieć ze dwa załamania nerwowe i poważny problem z używkami, żeby jakoś udźwignąć brzemię sławy. A że później w czasie walki wieczoru z ringu wali jak z gorzelni... kogo to kurwa obchodzi?

 

Helenka chrząka, w swoim mniemaniu dyskretnie.

 

- A, tak. Przepraszam, Hela. Teraz już nawet kurwami sypać nie można, bo od razu zaczną mówić, że małpuje się Szakala. Małpuje Szakala... ładne, muszę to sobie zapisać. Sprytny człowiek z Pana Senatora – opatentował sobie jako catchprase słowo, bez którego dziewięćdziesiąt procent rodaków nie wyobraża sobie konwersacji. Przebłysk geniuszu, jak to się mawia. Podziwiam, a nawet zazdroszczę. Ciekawie będzie zobaczyć, jak naparzają się z Bidamem. No ale pewnie nie o jego walce będziemy rozmawiać, co nie?

 

- Zgadza się. Pana przeciwnikiem ma być Aero. Wydaje mi się, że już spotkaliście się na ringu w BGW...

 

- To ktoś o tym jeszcze pamięta? Ano, spotkaliśmy się w Rozpierdol Matchu. Taki mu wtedy rozpierdol zgotowałem, że ostatecznie dojrzała w nim decyzja o poświęceniu się technicznemu wrestlingowi. No bo taka ekstrema to wiadomo - i nieprzewidywalna, i bolesna, i skaleczyć się można. To nie dla niego.

 

- To było dwa lata temu. Od tamtego czasu Aero pięknie się rozwinął, dużo trenował... dojrzał. Teraz będzie zupełnie inaczej - chyba się pan ze mną zgodzi?

 

- A ja to niby co robiłem? Rzodkiewkę hodowałem? Wpierdoliłem mu w BGW kiedy był u szczytu swoich możliwości, posiadał dwa pasy i myślał, że świat leży u jego stóp. Wpierdolę mu i teraz, kiedy sam jestem mistrzem. Zresztą... widzi pan to?

 

Rzeźnik podnosi kromkę chleba.

 

- To jest Aero – Franko bierze nóż i smaruje pieczywo masłem orzechowym – ze swoim czekoladowym uśmiechem.

 

Zamaskowany pożera kanapkę w dwóch kęsach, po czym popija ją mlekiem.

 

- Imponujące – mówi Kolanko, nie bez wyczuwalnej ironii.

 

- Żebyś pan wiedział, że imponujące. To jest dokładna wizualizacja tego, co zrobię z tym chłoptysiem w ringu. Pokonanie go nie będzie dużo trudniejsze. Niech pan przy tym zauważy, że nie zjadłem całej kanapki od razu, chociaż mogłem to zrobić. Ale po co się popisywać? Jeszcze się człowiek udławi. Tak samo w czasie walki nie zlekceważę tej kanapki – tfu! Znaczy się: Aero – i zachowam niezbędną ostrożność. Tu nie ma miejsca na sytuację, w której jakiś okruch wpada nie tam, gdzie trzeba. Co to, to nie. Spokój, ostrożność, pewność siebie, zdecydowanie – oto recepta na pokonanie Czekoladowego. Mam zamiar ją zrealizować i poskładać go jak cholerne origami.

 

- O, czyżby jakieś echo walki z księciem Nabeshimą?

 

- Co? Nie, tak mi się tylko powiedziało. Wracając do Aero: słyszę wszędzie wokół, jaki to z niego talent, jaki on pracowity, zmotywowany i wiedzący, czego chce. Prawdziwy klejnot, który powoli nabiera blasku. Częściowo mogę się z tym zgodzić. Ale tylko częściowo. Bo widzicie, dla mnie Aero rzeczywiście jest perłą wśród młodych zawodników EWF. Ale są różne rodzaje pereł. Poczytałem trochę, to wiem o czym mówię. Wiecie, jak hoduje się perły? Umieszcza się ciało obce we wnętrzu perłopława. Następuje reakcja obronna organizmu, żyjątko zaczyna wytwarzać masę perłową, no i wokół tego ciała obcego zaczynają odkładać się warstwy. Powstaje perła. Starożytni Chińczycy używali do tego celu ziarenek piasku, teraz wszczepia się kawałeczki masy perłowej... nadąża pan, redaktorze?

 

Max Kolanko kiwa głową na znak, że nadąża.

 

- EWF to taki perłopław, a Aero jest sztucznie wyhodowaną perłą. W jego przypadku nie użyto piasku, ani masy perłowej, tylko zwykłego plastiku. Bynajmniej nie jest też klejnotem w pełni wykształconym – w jego przypadku warstwy dopiero się odkładają i ciągle coś może pójść nie tak. No i wciąż widać przez nie materiał wyjściowy. Plastik. Zwykły plastik.

 

Franko przerywa na chwilę, żeby zjeść następną kanapkę.

 

- Pewnie zadaje pan sobie pytanie, skąd porównanie ze sztuczną hodowlą? Prosta sprawa. EWF od lat dmuchało i chuchało na Aero, podsuwając mu odpowiednich przeciwników. Odpowiednich czyli słabych, żeby nie było wątpliwości. Takich w jego zasięgu. No i Aero pokonywał ich na pęczki – wszystkie te Lunaticki i Hendrixony – i powolutku piął się w górę. Walczył i zdobywał trofea. Uśmiechał się ładnie, udzielał wywiadów, grał w reklamach... odniósł sukces. W końcu jednak zrozumiał, że coś tutaj jest nie tak. Ze ten sukces jakoś dziwnie smakuje. Ale o co chodziło? Trochę mu to zajęło, ale w końcu się zorientował. Zrozumiał, że w tej federacji po prostu nikt go nie szanuje.

 

Nasz bohater nalewa sobie następną szklankę mleka.

 

- Fani niby go lubili, ale nie mógł się nazwać ich ulubieńcem. Wystarczyło, że pojawił się taki Seba i od razu było widać, kto tutaj posiada naturalną charyzmę. Latał niby wysoko, ale i tak byli tacy, którzy latali wyżej. Izzy i SR-Crazy na przykład, żeby nie być gołosłownym. Trofea niby zdobywał, ale tylko te z dolnej półki – co zresztą każdy bardziej doświadczony zapaśnik od razu mu wypominał. Nie do końca słusznie, bo jednak każde trofeum ma jakąś wartość, ale to w tej chwili nie jest ważne. W końcu zrozumiał, że nikt go nie szanuje i zafrasował się chłopina. No bo jakże to tak – nie szanować mistrza? Kiedy on tak wysoko lata? Kiedy tak ładnie wygrywa? Nie godzi się, Skandal. Każdy szanujący się człowiek zrozumiałby, że nie można być tak kurewsko nieautentycznym i nie zapłacić za to. Spora część fanów to idioci, ale nawet oni w końcu wyczuwają bullshit. Bo ten cholerny plastik ciągle przez Aero wyzierał. Kurde, pamiętam to aż do dzisiaj – ta fryzurka jak z żurnala, te ciuszki dobrane pewnie przez sztab specjalistów, no i te plastikowe i sztuczne do zrzygu przemowy, po których obowiązkowo następował wierszyk. Ludzie napierdalali się z niego aż miło, najczęściej przełączali kanał kiedy widzieli, że „to” będzie gadać, i jednak jakoś tam kibicowali mu w czasie walk. No bo on taki milutki. Taka maskotka, którą głupio nie wesprzeć dobrym słowem, bo się jej zrobi smutno. Taki wtedy był, ale to było przed jego Wielką i Straszliwą Przemianą.

 

Franko upija kolejny łyk mleka (Mleczarz na pewno ucieszy się oglądając ten materiał).

 

- Pytanie: jaka jest najbardziej przewidywalna, banalna i plastikowa reakcja na świadomość bycia czyimś pośmiewiskiem? Odpowiedź: najbardziej przewidywalną, banalną i plastikową reakcją na coś takiego jest tupnięcie nogą, obrażenie się na cały świat i stwierdzenie: „no to jak tacy jesteście, to ja wam wszystkim pokażę! Nie lubicie dobrego Aero?! To ja wam pokażę tego złego! O, jaki ja będę zły! Zły do szpiku gości! Widzicie już, jaki ze mnie badass?! I skoro nie podoba się wam mój styl i to wszystko, co dla was robiłem, to ja go wezmę i zmienię! Powalę was głębią mojego technicznego wrestlingu, ciemna maso! Albowiem od teraz jestem TECHNICAL!” Pieprzony geniusz, nie? Całe życie napierdala te swoje salta i przewroty, a później ot tak z tego rezygnuje. Nie mogłem i nie mogę wyjść z podziwu i zdziwienia. W końcu taka głupota jednak nie zdarza się często. No i tak zamiast przylizanego highflyera dostaliśmy przylizanego pseudo – technicznego wrestlera, który uważał, że jest zły. W BGW nawet zdobył parę pasów – jeden jako partner Crasha, który praktycznie zrobił sobie z niego swoją dziwkę, a drugi, o ile się nie mylę, dzięki czemuś na kształt wyłudzenia – i chyba zaczął uważać się za gwiazdę. Połaził trochę za Psycho, Scytherem i Tuanem – oni chyba lubią takich młodych chłopaczków – i uznał to za skok jakościowy. Zaczęło mu się wydawać, że coś w tej federacji znaczy. Gość żyje w swoim własnym świecie, nie? I nawet nie zauważył wtedy, że tak naprawdę nic się nie zmieniło. Że ciągle jest cholerną maskotką. I że wyziera z niego plastik.

 

Butcher krzywi się lekko i odkłada szklankę. Splata dłonie na podbródku i spogląda prosto w kamerę. Kamerzysta chyba rozumie i daje zbliżenie, dzięki czemu możemy zmierzyć się z zimnym spojrzeniem Rzeźnika.

 

- Pora przejść do sedna, więc zwrócę się bezpośrednio do mojego przeciwnika. Ta lekcja historii miała pewien cel, Aero. Ma za zadanie uświadomić ci, jak żałosnym człowieczkiem w gruncie rzeczy jesteś. Bo widzisz, ta cała twoja przemiana, to że dojrzałeś i że zaczynasz objawiać światu prawdziwą skalę swojego talentu: to wszystko jebana bzdura. Kiedy słyszę twoje drętwe przemowy, to chce mi się rzygać. A przecież wiesz, że trudno mnie poruszyć. Uznajesz się za ożywczy powiew w tej federacji? Jesteś tak ożywczy i odświeżający jak gacie bacy spod Zakopanego, który od miesiąca pasie owce na halach bez kontaktu z cywilizacją. Chcesz zastąpić obecnych Main Eventerów? Brawo, może rzeczywiście robisz postępy. Przynajmniej jeśli chodzi o poczucie humoru. No ale ono ci nie pomoże w konfrontacji ze mną. Bo tak naprawdę wcale się nie zmieniłeś. Ta akcja ze Znajdą to był stary, niedobry Aero. Tupnięcie nogą i zanegowanie rzeczywistości. Atak wściekłości z gatunku tych, które ostatnio oglądałem w piaskownicy, dosyć dawno temu. Zabolało, co? Przyszedł taki przybłęda i odebrał ci pas, który już prawie uznawałeś za swój. Więc trzeba go zniszczyć, zdeptać. Prawidłowa reakcja, ale wiesz co? Całkiem żałosna w twoim wykonaniu. Oczywiście rozumiem twój gniew. W końcu Znajda to takie twoje krzywe odbicie. On jeszcze nie ma osobowości – zupełnie jak ty. Ale różnica pomiędzy wami jest taka, że Znajda zdaje sobie sprawę ze swojej ułomności i szuka, odkrywa na nowo. Chyba musiałeś to zobaczyć, Aero – tą okrutną prawdę. Znajda się odnajdzie, wykuje swoją osobowość, stanie się kimś... kimś prawdziwym. A ty dalej będziesz nudnym, przewidywalnym, plastikowym tworem – bez tożsamości, stylu, charyzmy i, co najważniejsze, bez umiejętności. Możesz pocieszać się swoimi tak zwanymi „sukcesami”, możesz z mozołem próbować stworzyć siebie podczepiając się pod tych, którzy coś znaczą i kradnąc trochę ich blasku, możesz wreszcie nieudolnie kopiować ich styl i przyzwyczajenia – dalej palisz Lucky Strike’i, zgadza się? – ale tak naprawdę jesteś komicznie wręcz słaby. No i ten plastik... ten cholerny plastik. To nie jest towar dobrego gatunku. To tandeta, prosta do uszkodzenia, rozbicia, złamania. I właśnie taki los czeka cię przy okazji naszego kolejnego pojedynku. Czeka nas Submission Match, co mnie bardzo cieszy. Dobry rodzaj walki, nie pozostawiający zbyt dużo wątpliwości. Żadnych frajerskich roll – upów, minimalna rola czynnika losowego. Tylko umiejętności, wytrzymałość i siła. Jak myślisz, który z nas ma wyższy próg tolerancji na ból? Który z nas jest po prostu silniejszy od drugiego? Masz rację: nie za dobrze to dla ciebie wygląda, i nie masz powodów do optymizmu. Wiesz, zwinność to nie wszystko. Zapasy przez lata były moim stylem bazowym. Naprawdę myślisz, że zdołasz mnie zaskoczyć? Przegrasz, „piewco techniki”, ale nie martw się. Wszystko ma swoje dobre strony. Przynajmniej nauczysz się paru sztuczek, co uczyni cię lepszym w przyszłości. No, chyba że nie odpuścisz na czas i zniosą cię z ringu jako kalekę. Ale to już zależy od ciebie. Ja będę robił swoje, dopóki się nie poddasz. To nic osobistego. Skopię ci dupsko, a później cię połamię. Poddasz się, a ból ustąpi. I to już naprawdę wszystko, co powinieneś wiedzieć. Do zobaczenia w Bytomiu.

 

Zamaskowany wykonuje dłonią gest oznaczający cięcie i materiał filmowy się kończy.

 

 

 

 

To tyle – staram się skracać swoje erpy ;)

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Grishan

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Tak tylko to wrzucę   
    • GGGGG9707
      Mi się właśnie wydaje że to doprowadzi do odejścia Balora. Od kontuzji Doma było mówione że do RR zdąży wrócić więc jego wejście w walce jest niemal pewne (co nie będzie jakąś dużą niespodzianką bo wszystkie informacje podawały że na Rumble wróci). Balor nie przypadkowo dowiedział się na RAW że nie ma dla niego miejsca w RR Matchu a do tego te promo Liv do Balora. Typuję że albo Dom będzie w RR Matchu i go koncertowo przegra co zdenerwuje Finna że znowu Dom dostaje szansę mimo że ma już pas albo
    • Bastian
      Czyżby to było ostatnie RAW w karierze AJ Stylesa? Nadrabiamy!  Było kilkanaście miesięcy na to, aby ogarnąć pierwszą w historii WWE walkę CM Punk - AJ Styles. Jedyne, na co było stać federację to walka na RAW niemal na koniec kariery AJ'a, którą przerwał w dodatku Finn Balor  Irlandczyk będzie chyba takim przyjemnym przystankiem dla Punka aż do WM42. Na Royal Rumble walki Phil nie dostał, Elimination Chamber w Chicago, więc trzeba coś ogarnąć.   Swoją drogą, szkoda, że po tym, jak odebrano
    • IIL
      Ciampa is All Elite 🙂
    • Attitude
      Nazwa gali: AEW Dynamite #330 Data: 28.01.2026 Federacja: All Elite Wrestling Typ: TV-Show Lokalizacja: Cedar Park, Texas, USA Arena: H-E-B Center At Cedar Park Format: Live Platforma: TBS Komentarz: Excalibur, Taz, Tony Schiavone, Don Callis & Stokely Karta: Wyniki: Powiązane tematy: All Elite Wrestling - dyskusja ogólna AEW Dynamite - dyskusje, spoilery, wrażenia AEW Saturday Collision - ogólne dyskusj
×
×
  • Dodaj nową pozycję...