Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Mogę być wszystkim, choć teraz jestem niczym (RP Znajdy)


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  1 867
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  26.03.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Jeżeli szeleszczę kartkami zbyt głośno - przepraszam.

 

Pamiętacie jak beztrosko, z dzisiejszej perspektywy, mijały dni, gdy byliście trochę młodsi niż dziś? Te problemy, wówczas napompowane do niebotycznych rozmiarów, błahostka w porównaniu z zagwozdkami życia pełnoletniego.

Ja nie pamiętam.

Podobno dzieciństwo to najpiękniejszy okres. Podobno, no właśnie! Podobno. Nie jest, a może nigdy nie będzie mi dane zweryfikować, czy to stwierdzenie jest prawdą.

 

Obudziłem się, chłodne zimowe powietrze poklepywało mnie po twarzy. Rozejrzałem się trochę obolały. Przespałem się jak kloszard – na stercie poszarpanych kartonów, przytulony do ceglanej ściany, chroniony przed wzrokiem przechodniów kontenerem na śmieci. Wstałem, otrzepałem się z drobin kurzu i zacząłem iść. Kierowałem się w stronę odgłosów ulicy, ludzkich rozmów, dźwięków silnika. Byłem tak bardzo blisko wydostania się z zaułka. Pozostało tylko wybrać drogę – iść w lewo lub w prawo. Naturalnym zdało mi się wówczas obranie drogi prowadzącej do domu. I bum. Stanąłem. Zapewne z totalnie idiotycznym wyrazem twarzy. Uporządkowywałem pośpiesznie natłok myśli, kumulujący się w mojej głowie, przybywający niczym lawina. Niczym kilkadziesiąt SMS’ów od zazdrosnej żony, przychodzących jeden po drugim, gdy wyłączysz na jakiś czas komórkę.

 

Szczerze mówiąc nie musiałem wtedy stać pośród trzech ceglanych ścian. Może znajdowałem się gdzieś pośrodku pustej przestrzeni. Wpatrzony w ogromną górę, której podnóże znajdowało się tuż przed moją twarzą. Ze szczytu tej góry zwisał łańcuch. Nie żelazny, nie choinkowy. Jego ogniwami były moje myśli. Kto wie, może z ciekawości złapałem jego koniec i pociągnąłem. Zaczął spadać, dźwięk ogniw obijających się o podłoże wydobywał się tuż sprzed moich stóp. Myśl ciągnęła za sobą kolejną. Nie minęło kilka sekund, a moje ciało zostało zmiażdżone. Olbrzymie kowadło spadło na mnie. Ta najcięższa, najmniej przyswajalna myśl. Świadomość…

 

…że nie wiem kim jestem…

 

Wstyd rósł we mnie, chociaż byłem tam sam. Nikt na mnie nie patrzył, nikt ze mnie nie drwił, nie śmiał się. Cóż z tego, skoro ze wstydu byłem gotowy skryć się w tym kontenerze. Sam kpiłem z tego, że odkryłem swoje położenie tak późno. Zdążyłem wstać, przejść kilkanaście kroków. Jakby pobudka w otoczeniu brudu i śmieci była dla mnie czymś najzwyczajniejszym. Może była, może to moje dawne ja nie znalazło żadnych odstępstw od swoich zwyczajów. Może po prostu byłem kloszardem.

 

Albo nieudanym eksperymentem, efektem żartu, ofiarą postaci nadprzyrodzonych. Pojedyncze wspomnienie, mogące przekazać mi klucz do rozwiązania zagadki? Nie istniało. Wyparowało wszystko. Mogłem Ci opisać polski system szkolnictwa. Ale czy skończyłem chociaż liceum? Nie mam bladego pojęcia. I zrobiło mi się wtedy okropnie żal. Siebie żal.

 

Utonąłbym tak w mieszaninie żalu i kpiny, gdyby nie huk drzwi wypadających z zawiasów. Wcześniej ich nie dostrzegłem. Teraz musiałem, gdyż spadły tuż za moimi plecami. Jak w tym wierszyku, chociaż nie mam bladego pojęcia skąd go znam, dziadek za rzepkę, babcia za dziadka, tak tu, drzwi na ośnieżone, betonowe podłoże, mężczyzna na drzwi. Gość złapał za maskę, która zdołała mu w locie spaść. Pozłorzeczył na cały świat i zniknął za zakrętem. Ale ja nie pozostałem sam, bo w pustej futrynie wciąż znajdował się jakiś wąsaty jegomość, ubrany w poplamione polo i jakieś tanie spodnie dresowe.

 

Przejęty, rozdygotany, ale i zarazem niesamowicie zirytowany zaciągał się papierosem. Wzrok miał niezdecydowany, jego oczy mogłyby zarazem zalać się łzami, jak i wyszukać idealnej ofiary do natychmiastowego rozszarpania. Drżącym, chrypiącym głosem wykrzyczał wszystkie swoje żale. To, że ‘wszyscy wrestlerzy to kurwy’, to, że od dawna żaden z jego adeptów nie przestąpił progu EWF. Martwił go brak premii za sukcesy zawodowe.

 

Nie chciałem być jego mimowolnym słuchaczem, zwłaszcza nie chciałem stać się adresatem jego słów, ale moje chęci najwyraźniej nie zostały zaakceptowane. Wąsacz zwrócił wzrok ku mnie, po czym krótkim ‘wypalasz albo wypierdalasz’ werbalnie zaciągnął mnie do środka. Że też ja po prostu się go posłuchałem. Ale w sumie do domu wracać nie musiałem. Posłusznie podążyłem za mężczyzną, który mógł być seryjnym mordercą, stręczycielem albo guru sekty. Na moje szczęście był trenerem. Dotarliśmy do ringu.

 

Kazał mi wejść na narożnik, skoczyć i zrobić w międzyczasie salto. Zrobiłem to. Kazał wrócić na narożnik i zrobić salto do tyłu na ring. Zrobiłem to.

 

A potem on gromkim ‘Kurwa mamy to’ wyraził swoją aprobatę, pobiegł na zaplecze. Najprawdopodobniej to właśnie wtedy zaklepał mi występ na gali. W międzyczasie nauczył mnie kilku podstawowych ruchów. W porównaniu z tym czego wymagał ode mnie na samym początku, ruchy te były bardzo podstawowe.

 

Następne co pamiętam to małe deja vu. Nie był to żaden przebłysk nieznanej przeszłości, żaden odłamek wspomnień, który wypłynął na wierzch. Po prostu przypomniała mi się sytuacja sprzed tygodnia. Znów leżałem, choć kurz zastąpiono czyjąś krwią zmieszaną z odłamkami szkła. Ale tym razem nie towarzyszyła mi żadna chwila otępienia, sekundy pozornej prawidłowości otaczającego mnie świata. To mnie opuściło. A kto został? Nie Psycho, bo poszedł w kierunku rampy. Została świadomość…

 

…że nadal nie wiem kim jestem…

 

Drugi raz nie brzmi to już tak dramatycznie, prawda? Bardziej żałośnie, słabo się chyba starałem skoro nadal nie odkryłem takiej prostej rzeczy. Na pewno nie byłem wrestlerem. Nie po tak banalnej, żałosnej porażce. I skoro w sumie mało kto odnotował obecność czwartej osoby w tamtej walce, nie odczułbym jakiejś pustki, gdybym nie wrócił już więcej pomiędzy cztery narożniki. A na pewno nie większej pustki niż ta, która kłębi się w mej pamięci.

 

Ale wróciłem. Upokorzony, pełen złych wspomnień, jakkolwiek idiotycznie by to w moim przypadku nie brzmiało. Stanąłem w ringu, jak się później dowiedziałem, kupionym za kieszonkowe przez grupkę gimnazjalistów na użytek ich podwórkowej federacji, przewiezionym którejś wrześniowej nocy do szkółki, kiedy to chłopcy spali po męczącym dniu w szkole. Nie był więc to ten sam ‘kwadratowy pierścień’ w którym rozbiłem się z prędkością światła. Ale poczucie wstydu jakoś nie topniało, czułem się równie żałośnie. Stałem oparty o liny, wpatrując się w materiał, którym pokryto ring. Był może zwyczajny, ale stopniowo zaczął mnie odrzucać. No bo po co marnować życie na to, by regularnie uderzyć całym swoim ciałem o tą powierzchnię. Co zmusza, co zachęca wrestlerów do przeciskania się pomiędzy linami, czasami nie raz, nawet nie dwa, a trzy razy w ciągu jednego wieczora. Czy to wszystko kręci się wokół tytułu? Każdy o tym mówi, każdy podaje to w kwestionariuszu wśród swoich największych, najskrytszych pragnień. Ale to jedynie kawałek metalu. Ładnie wytłoczony, przyozdobiony, zadbany, ogólnie pierwsza klasa, ale wciąż wśród kawałków metalu. Sprzedasz to lub przetopisz, ale pozostanie Ci po tym jedynie kilka banknotów więcej. Materialność, nic niezbędnego Ci do życia. Przynajmniej mi się tak wydaje, wydawało, żyłem z pustką w kieszeniach, nawet bez kieszeni, bo mój dres tego nie przewidział. Chociaż życie to marne, bo bez głupiego dowodu osobistego nieprzyjemna pani z pobliskiego sklepu nie sprzeda mi browara. Albo sześciu. Żeby efektywniej stłumić swój smutek i żal. Może jeszcze irytację, która rosła i rosła, a której przyrostowi ciężko mi było zapobiec. Bo ja, albo ktoś kogo identyfikuję jako siebie, byłem jej przyczyną. Tak mocno irytował mnie we mnie fakt, że krążę i zadaję idiotyczne pytania o to, co leży tuż przede mną. Człowieku, spójrz i popatrz na to, czego szukają inni, a czego zwłaszcza Ty potrzebujesz. To znajduje się za tym pasem. Pamięć. Abstrakcyjna, niedotykalna pamięć. Bo najwięcej znaczysz w oczach innych. Możesz pompować swoje ego, ale robisz to sam. Nie masz tysiąca gardeł wzdychających na Twój widok. I to ważne, by Cię zapamiętano. Każdy tego pragnie, chociaż Ty za tysiąc umysłów oddałbyś jeden. Swój. Własny. By to on najlepiej zapamiętał samego siebie. Nie zaszkodzi jednak nigdy zdobyć powszechnego poklasku. Tysiąc gardeł jest w stanie uczynić Cię gwiazdą, nieodłącznym czynnikiem tego wszystkiego. Oni mogą nadać Ci tożsamość. Czy nie tego pragniesz? Powiedz „tak”, to i ja będę tego chciał. Bo jednak jestem Tobą. Tamten ból był zbyt prawdziwy, zbyt dotkliwy, musiał pochodzić prosto z mojego wnętrza. Czyli może warto, może trzeba wejść do tej rzeki trzy razy.

 

Stałem tak zadumany nad wszystkim poza kolejną galą. A czas do niej odliczano już bardziej godzinami niż nawet dniami. Na siłowni nie byłem… nie pamiętam od kiedy. Zresztą nawet przez myśl mi nie przyszło, żeby tam zajrzeć. Po co? Bo wrestlerzy tak robią? A czy ja nim byłem?

 

I znowu on, znowu niespodziewanie wyszedł z ciemnego korytarza. W końcu zima, mrok szybko zapadał, tak zresztą jak szkółka, chociaż ona bardziej upadała, na prąd nie starczyło. Starczyło za to na alkohol, czego nawet bez podliczeń świadom był mój sensej. Oparty o drzwi prowadzące z jego perspektywy na największe pomieszczenie w budynku – to z ringiem – zaczął smętnie snuć różne opowieści. Że trzeba walczyć, nawet gdy wywołujesz śmiech każdą kolejną porażką. Przynajmniej kogokolwiek obchodzi Twój los. Śmieją się – czyli Cię oglądają. Bo najgorsze jest, gdy znajdują Cię zesztywniałego od grudniowych mrozów, przytulonego do garażów, kilkadziesiąt metrów od Twojego bloku. I bez cienia emocji sięgają po Twoje dokumenty. A Twoje dane nie wzbudzają w nich niczego. Nawet litości. I skoro wszedłeś na ring to już jesteś wrestlerem. Chujowym, bo chujowym, ale zawsze wrestlerem. Opowiadał mi historię o tym, jak kiedyś miał w swej szkółce murzyna z Ghany, który uczył się chopsa dwa tygodnie. Został zgodnie z tradycją wyrzucony za drzwi, na ‘zbity murzyński ryj’. A teraz podobno robi światową karierę. Nie mam pojęcia jaka krzta prawdy kryje się w tej pijackiej legendzie. Mój mistrz na końcu, choć kończyć nie zamierzał, dodał, że ‘najgorszy chuj może kiedyś założyć maskę na ryj i robić forsę’. I się zaśmiał szyderczo, trochę samokrytycznie z siebie, z tego ‘co on pierdoli’. Osunął się na ziemię i zasnął.

 

Podobno za dwa dni się obudził. Nic nie pamiętał.

 

A ja nie spałem. I coraz więcej pamiętałem. Wparowałem do holu areny trochę jak licealista spóźniony na pierwszą lekcję. Też wzrokiem wypatrywałem szatni, licząc, że błyskawicznie skryję się w jej wnętrzu i powoli, dokładnie, systematycznie, niczym Małgorzata Rozenek, będę układał i uporządkowywał wszystko to czego zdążyłem doświadczyć. Otoczony tłumem poruszającym się po holu, gwarem ich rozmów, szedłem przed siebie, nie chcąc, ale i też nie potrafiąc zaangażować się w to co dotyczy ich, ale nie dotyczy mnie. Przy wąskim wejściu do dalszych pomieszczeń zebrała się mała, acz kolorowa grupka ludzi. W jej centrum wykręcał się jakiś nieznany mi mężczyzna, w okularach z czerwonymi oprawkami i . Apelował o przesyłanie upominków, skromnych datków potrzebującej kobiecie, Esmeraldzie. Kojarzyłem ją głównie z racji jej egzotycznego imienia i jej nóg.

 

Ostatnimi czasy rzadko mi się coś przypominało, bo w sumie nie miało co. Wtedy byłem smutny, bo przypomniało mi się, że nie jestem w stanie podarować Esmeraldzie nawet małej symbolicznej rzeczy. Gdzieś w tym smutku odezwała się we mnie jakaś infantylność, podpowiadająca, by wysłać jej najzwyklejszą kartkę z życzeniami. I zanim zdążyłem zmartwić się brakiem księgarni w okolicy, podbił do mnie Shaman. Z początku oferował mi Lecha, grzecznie odmówiłem, a on, upewniwszy się, że nie jest Sebą zaoferował mi pożądaną przeze mnie kartkę. Zaskoczony jego shamańskimi zdolnościami czytania w myślach nieśmiało przystałem na tę propozycję. Na skutek pięknego, bezinteresownego gestu otrzymałem wspaniałą kartkę, wzbogaconą o zdjęcie pochodzące z wyspy Curacao. Zanim zapewniłem go, że z całą pewnością jest Shamanem, podziękowałem mu w prostych słowach. Pozostało mi jedynie podnieść duchową wartość tego prezentu, pisząc parę słów od siebie.

 

Chyba życzyłem jej tam rychłego powrotu do EWF. Wymęczyłem tam jeszcze jedno głębsze zdanie, ale jego sensu, ani formy już nie pamiętam. Zarejestrowałem jednak w pamięci, że wtedy pierwszy raz zaakceptowałem siebie jako Znajdę. Tak bowiem podpisałem się pod życzeniami.

 

Rychłe osiągnięcie szatni przerwał mi mikrofon podsunięty pod moje usta. Dziennikarz z raczej ćwiczonym uśmiechem poprosił mnie o kilka słów do moich rywali. Słabo obyty byłem w tym rzemiośle, ale podbudowywano moją odwagę twierdząc, że to nic trudnego, to tylko „wygryzanie innym wrestlerom”.

 

„Co mogłem Ci powiedzieć, Bane? W końcu powiedziano o Tobie dużo, może nawet wszystko. Twoje imię nie pozwala o sobie zapomnieć, wwierca się w mózg i osiada w nim na długo. Ciągniesz za sobą kontrowersje. Ze zwykłego napisu na rozpisce walk stałeś się elementem, który coraz to istotniejszym w funkcjonowaniu EWF. Ale dlaczego jesteś kontrowersyjny? Najprawdopodobniej jesteś skończonym palantem, ale budzisz podziw. Zazdrość. I chyba też temu uległem.

 

Póki co nie mam bladego pojęcia czym jest wrestling. Jak ślepiec błądzę w ciemności, z wyciągniętymi przed siebie rękoma, dotykiem odkrywając prawidła tego świata, natrafiam niekiedy na pułapki, boleśnie przycinające moje palce. Jak najłatwiej odnaleźć się w tym? Chyba poprzez naśladownictwo. Rejestrowanie i odtwarzanie. Nie wiem co tak naprawdę powinni robić wrestlerzy, ale wiem, że Ty robisz to na przykład tak.”

 

Akurat wtedy obok mnie przechodził jakiś realizator z kawą w ręku. Próbując odtworzyć bestialskość dostrzeżoną w czasie oglądania ostatniej Wrestlepaloozy, wytrąciłem mu ją z ręki.

 

„To chyba nienajgorsza droga, skoro prowadzi Cię do Twojego celu, przynosi Ci efekt. Skoro znajdujesz się na językach, skoro w cudzych oczach tli się podziw, chociaż tych złych się nie podziwia, a raczej obawia. W tym szaleństwie musi być metoda. Może powinienem naśladować Twoje ruchy?

 

Przez ostatni miesiąc w mej głowie zrodziły się miliardy pytań, ta mnogość uniemożliwia mi znalezienie odpowiedzi na wszystkie. Ale na to chciałbym znaleźć już teraz: czy tylko Ty jesteś godzien rozważenia? Czy inny efekt przyniosłaby mi inspiracja chociażby Psycho? Byłem mimowolnym świadkiem zetknięcia się Waszych światów i tak naprawdę nie ma w nich dużej różnicy. Chcesz być najlepszy - jesteś zobowiązany do wyeliminowania dotychczasowych królów EWF. Przejmujesz schedę po tym starym najlepszym. I wtedy Ty rządzisz. Czyli jesteś tym, kim był on wcześniej. A co czynią obecni hegemoni? Chcą wypadać jak najlepiej, pięknie prezentować się na szczycie, by jak najdłużej tam pozostać. Stają na głowie by zebrać poklask tych, którzy mogą wywindować Cię na najwyższe piętro, albo zepchnąć na wieki do podziemnych lochów.

 

A Ty trochę ich naśladujesz, albowiem drogi ku głównemu mistrzostwu, które ma, z tego co pamiętam, Tool nie utorujesz bez najmniejszego wsparcia tych u góry. Władzy. Tak rozumiem ten biznes, te mechanizmy. Pewnie się mylę, pewnie mijam się z esencją tego wszystkiego. Jeżeli tak – przepraszam. Ale wygląda na to, jakbyś walczył z sobą Bane. Jakby miecz w Twojej dłoni był obosieczny – zabawne, że znam to słowo. Wyrzucasz ciasto z formy, w którą sam byś się dopasował.

 

Czy na pewno o to chodzi? By burzyć przeszłość, krzycząc donośnie zatykać uszy i udawać, że tego co było nie było? Może mówię jak potłuczony, ale nigdy w Twoje buty nie wejdę, Bane. Nie zburzę przeszłości. Nie znam jej. Na Twoim miejscu zastanowiłbym się dokładnie gdzie mogę należeć, gdzie pasuję. Nie robiłbym z federacji autobusu w którym możesz się rozpychać i kazać ustąpić miejsca.

 

Ale czy zdanie nieznanego hipokryty w ogóle się liczy? W końcu sam wybrałem wrestling, chociaż chyba mogłem poczekać i zająć się czymś innym. Jeżeli przyjęto by mnie bez dowodu, kwalifikacji, życiorysu.

 

No więc właśnie Bane. Czy będziesz miał motywację by rozbić moją czaszkę, pomimo iż nie posiadam za sobą żadnej historii, którą można by było zszargać? Czy mój niewart pięciu groszy pseudonim zabierze

 

Dopóki w mym wnętrzu nie obijają się żelazne mechanizmy, dopóki dostrzegam na moim brzuchu pępek, dopóty mogę zagwarantować, że kiedyś moja skóra pęknie w którymś miejscu, co zapoczątkuje rozlew krwi. Będzie to oznaczało, że jestem po prostu człowiekiem. Będę mógł w końcu, nie łamiąc głosu, chociaż odrobinę siebie zdefiniować. Nie muszę znać swojej przeszłości, nie muszę wiedzieć, czy zwykłem bywać ofiarą, czy katem, by stwierdzić, że rodzaj ludzki nie jest mi obcy. I dlatego mam w zwyczaju się bronić. Czy obawiam się Twojego gniewu, wyładowywanego na mnie? Jasne, że odczuwam strach. To ludzki odruch. Ale sam lęk nigdzie mnie nie poprowadzi. Z jednym wyjątkiem. To lęk przed przekonaniem się o swojej realnej wartości. Albo jej braku. Wierzę, że pobudzi mnie do działania, stanie się bodźcem. A może nawet plastrem, który profilaktycznie zatamuje każdy mój krwotok?

 

Wow, chyba zagalopowałem się niczym prawdziwy wrestler. Zapomniałem zupełnie, że to wszystko pewnie jest na nic, bo nie z Tobą pierwszym walczę.

 

Śpiewano chyba kiedyś, że najtrudniejszym pierwszy krok. To stwierdzenie jest banalne, ale tym samym bardzo prawdziwe. Całe moje życie… odkąd pamiętam… pełne jest takich pierwszych trudnych kroków. Zostałem porzucony u progu EWF, jak niechciane niemowlę upchnięte w koszyk, pozostawione na ganku z nadzieją na to, że ktoś obejmie je opieką. Ale ten kosz nie był wiklinowy, wyłożony kocykiem. To raczej zwykły kubeł na śmieci. I w takich okolicznościach uczę się chodzić. Pierwszy krok wykonałem 6 stycznia próbując wdrapać się na schodek, ale moje nogi były zbyt krótkie, a upadek zbyt bolesny. Dziś atakuję ponownie, ale chyba jestem szalony. Skąd mam przecież wiedzieć czy moja próba przyniesie jakiś inny rezultat?

 

Ja, który samego siebie zna od miesiąca, wrestling parę chwil krócej, wciskam się pomiędzy młot a kowadło. Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Ale ja nie jestem do końca świadom jak skorzystać.

 

Może to Ty Bateman, wyjdziesz zwycięsko. Może totalnie Cię to nie obejdzie, ale widzę w Tobie namiastkę mojej bratniej duszy. Przewrotnie, bo ja błagam o tożsamość, a Ty zmagasz się z jej nadmiarem. Ale może pozornie dotyka Cię problem bogactwa? Złudzenie, że masz różnorodne życie, gdy tak naprawdę dzień do dnia jest całkiem zupełnie identycznie podobny. Bo to chyba tak jest, że gdy jesteś dwiema osobami naraz, stajesz nikim. Choć może się mylę, bo ja jestem nikim bez dylematu kim mam być. Zazdroszczę Ci i współczuję. Zazdroszczę tego, że widzisz światło w tunelach, dwóch tunelach. Nie rozerwiesz się, ale to nie będzie konieczne, po prostu odrzucisz jeden z wyborów, wymskniesz się alternatywie. Chciałbym mieć taki tunel. Chciałbym nie musieć stać w okrągłym, zamkniętym pomieszczeniu. Nie musieć wybijać dziury w przypadkowym miejscu, licząc że tam jest może moja szansa na sukces. I współczuję Ci, bo kryzys tożsamości uprzykrza żywot. Ale wywiniesz się z tego Bateman, będąc rozerwany pomiędzy brutalem, a mężczyzną w garniturze, rozdrabniasz się. Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, bo nigdy… chyba… nie żyłem na takich dwóch frontach. I może tu jest gdzieś ta moja furtka do sukcesu. Cały ja chcę osiągnąć swój cel. A co, jeżeli tego będzie chcieć tylko Twoja połowa?

 

Nie mogę też wykluczyć, że wygrasz Ty Max. Choć uległeś SeBie, nie przestałeś przecież podlegać prawu drugiej szansy, jak ja. Jeżeli z lubością łamiesz zasady, to i szufladę, w którą niektórzy już Cię upchnęli – notorycznego dawcy wygranych – rozniesiesz w pył. Bawi Cię rujnowanie autorytetów – niestety nie masz czego u mnie szukać.

 

Nazwijcie mnie idiotą i szaleńcem, ale czy nie da się w najzwyczajniejszej, szeregowej postaci znaleźć rzeczy godnej naśladowania? Określenie „autorytet” to przesada, ale…

 

Choćby taki SeBa, którego postać okrzyknięto niemalże kultową i legendarną? Chociaż otrzymuje tyle respektu co i kpin, to nie wyobrażam sobie, by kiedyś skończył oparty o ceglaną ścianę, w stanie moralnego dogorywania, nierozpoznawany przez innych, albo przez siebie w lustrze.

 

A Bart, z przeszłością kryminalną, która wzbudza w przeciwnikach pewne zakłopotanie? Te kajdany, dźwięk łańcucha, szufladkują go, ale z tej przegrody, zarezerwowanej dla niebezpiecznych typów, łatwiej wspinać się na szczyt. Choćby i wpadł za kratki przez przypadek, to ten właśnie zbieg okoliczności działa na jego korzyść. Bart, choć nie w takim stopniu jak te raczej najgłośniejsze nazwiska, przejawia coś, czego nigdy w nadmiarze u potencjalnej gwiazdy EWF.

 

Ale to akurat ja jestem wywołany do tablicy. Wiem jak bardzo zależy Ci na tryumfie. Wiem, bo też tego pragnę, potrzebuję tego, to konieczność, przykro mi Graves, ale nie odpuszczę, nie zlęknę się. Teraz nie mogę. Przepraszam Max, pocieszę Cię, nie jestem Kościołem Katolickim, jestem zwykłym przybłędą. Może to słabiej zaboli, gdy przegrasz.

 

Jest jeszcze Aero. Dlaczego obserwując ludzkie reakcje na Twoje przemówienie na ogół odnajdowałem wyrazy podziwu? Pewnie dlatego, że zrobiłeś świetnie to co do Ciebie należało. Jesteś widziany jako człowiek o masie potencjału, który przekuł i przekuwa go w swoją potęgę. I nie zdziwię się, jeśli drugi raz znajdziemy się w tym samym ringu i drugi raz to Ty będziesz ponad mną. Uraduje Cię kolejny pas. A ja pokornie Ci pogratuluję, bo Tobie też zazdroszczę. Chciałbym Twojej pasji, zacięcia, które demonstrujesz, wprowadzając wrestling na wyższy level.

 

Czy ja będę w stanie odkryć w sobie, tym kufrze pełnym niespodzianek, tyle samo zacięcia i determinacji? A nawet więcej, by wprowadzić w życie szalony plan. By ten szczypiorek, tak różny od Was, ale zarazem tak niepozorny i niezauważalny od Was, stał się wrestlerem? I to nie jakimkolwiek wrestlerem. Dobrym, świetnym , najlepszym wrestlerem! Bo jakikolwiek może być równie dobrze złym, miernym. To chyba zbyt tanie. Zbyt tandetne, by mi pomogło. Równie dobrze mogę być ścierwem, gumą roztartą na podeszwie buta. W końcu rozłożę się, jak nie dziś, to za 1000 lat. I gdy każde pokolenie odejdzie cień, ja zniknę wraz z nimi. Chociaż ‘zniknę’ jest w tym wypadku złym stwierdzeniem. Bo mnie nigdy nie było. Dostałem teraz szansę pojawić się. I nie traktujcie tego jako obelgę, Bane’ie, Aero, reszto z szóstki, która stanie do walki o pas. Nie myślcie, że obrażam Was, wiedząc o tym co robię tak mało i biegając między Waszymi nogami, gdy Wy kroczycie ku światłu odbitemu od powierzchni Evolution Title. Że zabieram komuś miejsce, chociaż nie zależy mi tym. Ale ja muszę tu być. Żadne z wydarzeń, które mogło zajść w moim dotychczasowym żywocie nie gryzłoby mojego sumienia tak mocno jak fakt poddania się. I nie zawalczenia o podstawowe prawo każdej istoty. O tożsamość. A skoro mój umysł nie jest w stanie pomóc mi odnaleźć tej dawnej. Jeżeli była, jeżeli istniała. Muszę zatem zrobić nową. I choćbym był największą niedorajdą. Zwykłą Znajdą. To teraz mogę być zwycięzcą. Po to by było co wspominać. Po to by otrzymać serdeczne klepnięcie w plecy i usłyszeć…

 

…jesteś kimś, stary, jesteś kimś…

 

I przestać się wstydzić.’’

 

I pewnie w takie słowa ubrałbym moje nieważne przesłanie do każdego z Was. Zrobiłbym tak, ale wówczas zabrakło mi języka w gębie. Myśli ładnie, grzecznie układały mi się w zdania. Ale te zdania wydały mi się tak nieważne w ustach byle znajdy, że jedyne co wydukałem to zwykłe „nie wiem”. Wsparłem to zapewne moim tępym wzrokiem. I chociaż zrobiłem z siebie idiotę na oczach tysięcy telewidzów...

 

...brakło mi już czasu na wstyd.

 

A teraz poczekajcie, pójdę do sklepu, bo już prawie zapisałem mój 16-kartkowy zeszyt.

 

 

_________________________________________________________________________

 

Mój RP jest bardzo opóźniony, ale to nie powód, by się z niego śmiać, albo wyszydzać.

Jeśli zmęczyłeś się tym co napisałem - nie dziwię się.

Jeśli spodziewałeś się po mnie 16-stronnicowej epopei trzymającej za jajca od pierwszego do ostatniego akapitu - dziękuje nass za podpromowanie mnie :)

Jeśli myślisz, że całe te gierki są na nic, bo i tak to Crash w przebraniu - to dalej tak myśl.

Jeśli uważasz Znajdę za pizdę - macie rację, trochę nią (jeszcze) jest.

Pozdrawiam

k-pel

  • Odpowiedzi 2
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Camp

    1

  • nasjazz

    1

  • K-PEL-K

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  2 298
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  08.11.2007
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Jeśli spodziewałeś się po mnie 16-stronnicowej epopei trzymającej za jajca od pierwszego do ostatniego akapitu - dziękuje nass za podpromowanie mnie :)

Jeśli myślisz, że całe te gierki są na nic, bo i tak to Crash w przebraniu - to dalej tak myśl.

 

Miałem nie komentować, ale cóż począć, skoro jest się w tak zuchwały sposób wywoływanym do tablicy ?

 

Nie oczekiwałem 16-stronnicowej, bo nigdy u Ciebie takiej nie zauważyłem, ale cóż... swoje osiągnąłeś tym co pisałeś w długości standardowej i ze smutkiem jednak spoglądam na fakt, że wracasz tylko po to aby Evo title przejąć innym zawodnikiem. Przy obecnym poziomie umiejętności Crash mógłby walić do ME, a co najmniej walczyć o FTW. Z powodzeniem. :)

 

Naprawdę, mimo że nie jestem fanem tego gimmicku to bardzo mocno doceniam to jak się z nim utożsamiłeś. Strasznie ogranicza możliwość jakichkolwiek mocniejszych pojazdów po oponentach, ale powiedzmy iż jakoś z tego wybrnąłeś. Przede wszystkim jednak, jestem pod wrażeniem bogactwa językowego. I nie chodzi mi bynajmniej o jakieś wykwintne metafory, ale zwykłą płynność z jaką się to czyta. Nie czuć rwania wątków, wszystko jest spójne, jeden motyw bez zgrzytów przemienia się w drugi. Dlatego też z taką nostalgią wspominam owego Crasha, gdyż był oryginalnym skurwielem, z pewnymi psychicznymi problemami, który w BGW nabrał ludzkiej twarzy, dwuznaczności i był pierwszym contenderem do WT (będę teraz sobie wspominał o tych zamierzchłych planach :P). Przy Twoim obecnym rozwoju osobistym, mógłby sobie w EWF walczyć o najwyższe laury. A tak... Masz bardzo ładną erpozę, stosunkowo wyrazisty gimmicki i musisz ponownie się wspinać szczebel po szczeblu, co bez wątpienia stanowi jakąś degradację.

 

Tak czy inaczej, to co napisałem pod erpozą Bane'a nadal pozostaje aktualne. Chociaż oczywiście się nie znam, to moje odczucia i blablablabla..

Nie płakałem po CM Punku

18909757064dbdb1458cbe1.jpg


  • Posty:  283
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  13.01.2005
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Bardzo oryginalny styl. Niby chaotyczny , ale to wszystko się jakoś trzyma kupy. Zero upiększania - takie oldskulowe jebut. Doszlifować gimmick i będzie bardzo dobrze :)

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 3 Data: 28.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Tsugaru, Aomori, Japan Arena: Ito Mining Arena Tsugaru Publiczność: 987 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • GGGGG9707
      Tak też mi niespodzianki, Belair, AJ Lee, Lesnar, LA Knight, Dom, pewnie ten nowy arab saudyjski którego wzięli.  Ja zawsze na Royal Rumble przyjmuję sobie że chcę co najmniej jedną niespodziankę ale taką której się nie spodziewam. Te wymienione się nie liczą bo i tak prawie pewne że będą i to żadna niespodzianka. Choćby to był nie wiem Hornswoggle to i tak dam na plus bo będę zdziwiony a o to chodzi w Royal Rumble. Chyba na 60 wrestlerów da się zarezerwować 1 miejsce dla kogoś kogo si
    • MattDevitto
      Myślałem, że ona skończyła z wrs
×
×
  • Dodaj nową pozycję...