Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

The band is back together.


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  1 459
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  22.09.2005
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Gdzie jesteśmy? W ciemnej dupie…a przynajmniej Wy, bo Ruthless powrócił i ma się świetnie, jak nigdy.

 

1 DZIEŃ POWROTU

 

Nazywam się Kayle…i jestem (chwila zawahania) alkoholikiem…

 

(oklaski)

 

Moja historia nie jest ani wyjątkowa, ani oryginalna. Kurwa, ona nie jest nawet ciekawa. Po prostu pewnego dnia zacząłem chlać i chleję do dzisiaj. Niby miałem jakieś przerwy, detoksy i inne tego typu pierdolone atrakcje, które jednak nijak miały się do polepszenia mojego komfortu życia, bo zawsze, kiedy nie piłem i byłem niby zdrowszy, szybszy, silniejszy i lepszy, doskwierał mi jeden podstawowy problem. Po prostu chciało mi się cały czas chlać. Dzisiaj jestem tutaj z Wami, ponieważ raz na zawsze chcę to zmienić!

 

(oklaski)

 

Niedawno wyszedłem z więzienia…Czy było mi źle? Tak, było mi kurewsko smutno, mimo, że nawet naczelnik naskakiwał mi z każdej strony i dbał o to, żebym czuł się, jak w pieprzonym domu. Jednak nie czułem się, jak w domu. Byłem zamknięty i nie miałem możliwości zwiedzenia Japonii na przykład. Nie mogłem odwiedzić starych przyjaciół w Gruzji. Nie mogłem umówić się z Sandmanem na partyjkę kręgli. Nie mogłem zamówić najbardziej ekskluzywnych dupeczek, jakie istnieją na tej planecie i spędzić z nimi miłego wieczoru…(gładząc się po brodzie)…No dobra, to akurat mogłem, ale nie zmienia to faktu, że byłem zamknięty, jak zwierze, nie popełniając żadnego przestępstwa. Mówiąc prościej, siedziałem za damski człon. W końcu wróciłem. Czy czuję się, jak w domu? Czy korzystam z wolności po dwóch latach odosobnienia? Nie, bo nie mam już ani domu, ani wolności. Istoty, które dodawały mi energii i motywacji przepadły. Dlatego chcę zmian. Dlatego tutaj jestem. W życiu trzeba sobie zadać jedno podstawowe pytanie. Co chcesz robić? A potem zacząć to robić. Ja chcę wpierdolić wszystkim. Możecie mi wierzyć, byłem w tym dobry, bo kiedy naprawdę kochasz to, co robisz, na całej tej brzydkiej planecie nie znajdziesz ani jednej osoby, która zrobi to lepiej od Ciebie. Kiedyś tak było, więc dlaczego nie może tak być teraz? Otóż może i właśnie tak będzie. Dlaczego o tym mówię? Bo miałem dziś sen! Sen o wpierdolu, którego ten świat jeszcze nie widział! SEN (wstając z krzesła dostojnie niczym Napoleon) O TOTALNEJ DESTRUKCJI!

 

(oklaski)

 

Wystarczyła jedna kartka papieru, żeby wzniecić dawny ogień. (Scy siada z powrotem na krześle i wyciąga z kieszeni spodni jakiś pognieciony papierek). Cytuję: „Twoja następna walka to niemałe wyzwanie, zważając na fakt, że dopiero co wyszedłeś z więzienia, masz oponę zamiast kaloryfera na brzuchu, a w dodatku znowu pijesz. Walczysz w tagu z Psycho i Vaclavem przeciwko Jazzowskiemu, Szakalowi i Toolowi, a to wszystko na jakichś dziwnych zasadach, których sam do końca nie rozumiem. Musimy się spotkać i obgadać temat.” Podpisano Tuan. Swoją drogą, z oponą mogłeś sobie podarować Tee. Przygadał kocioł talerzowi (chwila konsternacji)…czy jakoś tak. Nieważne. Spytacie, co w tym takiego wyjątkowego? Serio? To jeszcze kurwa wymaga legendy? Tool, Szakal, Jazzowski, a może i Vaclav, jak się poszczęści. Wszyscy zebrani w jeden worek, zawiązani i gotowi do transportu, a Rudolf już do mnie pędzi. Druga randka po powrocie, a już podstawiają mi najlepsze dziwki, jakie ten ekskluzywny burdel ma do zaoferowania? Nie wierzę, nie wierzę…TO REWOLUCJA!!

 

(oklaski)

(oklaski)

 

Właściwie sam nie wiem, co miałem kurwa na myśli. Teraz wszystko wydaje się już jasne, jak sweter Vaclava. Wróć, kurrrrrwa, wróć! Jasne i świecące, jak moja dziecina numer 2, którą Vaclav ma czelność dotykać i nazywać swoją. Wszystko jest jasne, jak moja dziecina numer 1, którą Tool sobie przywłaszczył, nie mając nawet garstki dostatecznych umiejętności, żeby osobiście mi ją zabrać, kiedy miał okazję. Wszystko jest jasne, bo wydaje się Wam, że właśnie po to tu jestem. Chcę wrócić do formy, przestać zatruwać organizm alkoholem, bla bla bla żeby odebrać to, co moje, bla bla. Czy Wam czasem Wąski, sufit na łeb się nie spadł? Mógłbym być tak najebany, że na halę przywieźliby mnie razem z moim łóżkiem, bo nie byłem w stanie się z niego podnieść. Mógłbym być tak najebany, że na arenę wczołgałbym się, niczym szeregowy Ryan podczas ćwiczeń na poligonie. Mógłbym być tak najebany, że z początku myślałbym, że Kowalski to Esmeralda, Shaman to Szakal, swoją drogą, ich mógłbym pomylić nawet na trzeźwo, ale to akurat rozmowa na inny wieczór. Wracając do tematu, mógłbym być tak najebany, że uznałbym, że jesteśmy w Zoo, a na ringu stoi banda tak wyjątkowo tępych i nierozumnych bażantów, których nie widzisz na co dzień, że kilkanaście tysięcy ludzi zapłaciło za wejściówki, żeby zobaczyć ten cyrk na własne oczy. Pieprzyć to, mógłbym nawet wejść do biura Szakala i zerżnąć jego paprotkę, a na koniec odlać się w doniczkę i dać ją w prezencie Jazzowskiemu, żeby miał gdzie chować swoje papierosy, w razie gdybym się pomylił i odliczył właśnie jego, zamiast Foola, albo Śmietnikowego. W najgorszym wypadku mógłbym nawet pomylić ring ze stołem komentatorskim i z nadzieją w oczach szukać na nim narożników przez kolejne 20 minut. To nie ma znaczenia, bo WCIĄŻ ZMIÓTŁBYM WAS MIĘKKIE CIOŁKI Z POWIERZCHNI ZIEMI I ODSZEDŁ Z MOIMI PASAMI, KTÓRE PODKREŚLAM JESZCZE RAZ, SĄ MOJE!

 

(oklaski)

 

To wszystko nie zmienia faktu, że jednak chcę przestać pić. Ale nie po to, żeby być w stanie pokonać kolesia, który od 10 lat jest we wrestlingowym grobie, a gdyby nie był tak tępym pajacem, że aż staje się przez to zabawny, to zapewne nikt by już nie pamiętał o tym łysym, połyskującym od czasu do czasu na słońcu, pustym i niekształtnym dyniogłowym skurwielu, który do dzisiaj uważa, że jebany kwiat darzy go jakimkolwiek uczuciem, dopóki śmierć ich nie rozłączy, lub, w bardziej racjonalnej wersji, dopóki mu nie zwiędnie. A uwierz, senatorze lampart, że zwiędnie, tylko teraz nie jestem pewien, czy czasami Ty nie zwiędniesz pierwszy, bo Brudny Harry zamierza powyrywać Ci wszystkie listki, jakie zostały jeszcze z tej marnej pseudo-legendy EWF, a na koniec wyrwać korzeń i dać do zjedzenia Vaclavowi, które popije go Perłą i wysra gdzieś w publicznym kiblu punkowej dziury, która ma czelność nazywać się klubem. Trochę to wszystko pokręciłem, ale generalizując, wetknę Ci ten Twój świecący łeb prosto w Twoją własną dupę, zakręcę, jak kołem fortuny, żeby Jazzowski miał jeszcze okazję wygrać wycieczkę do Disneylandu przed wpierdolem życia, a na końcu pomaluje to, co z Ciebie wyrzeźbiłem na pomarańczowo i zrobię z Ciebie koło ratunkowe dla tych dwóch klaunów, którzy na samą myśl przebywania w jednym ringu z pierdolonym Rampage’em zaczną tonąć we własnych szczynach i to jeszcze przed komendą do uderzenia w gong nadaną przez sędziego Pędzla, czy jak mu tam było. I nigdy nie zapominaj, nieokiełzany buraku, kto kilka lat temu wypieprzył Ciebie i Twoją paprotkę z EWF.. Wtedy dotknęła Cię eksmisja, teraz czeka Cię eksterminacja!

 

(oklaski)

 

Chcę przestać pić, ale nie po to, żeby być w stanie pokonać jakiegoś brudnego bezdomnego śmieciarza, którego pokonałem już tyle razy, że na samą myśl pokonania go po raz kolejny, chce mi się rzygać prosto do jego leśnych butów, wziąć ten jego pierdolony łuk, napiąć cięciwę tak mocno, że Jazzowski aż pomyśli, że to jego była dziewczyna, bo od tamtej pory już nigdy nie widział tak rozciągniętego elementu wyposażenia przy tak cienkim kawałku kija, a następnie wepchnąć mu tą całą strzałę tak głęboko w gardło, że wyjdzie dupą w jednym kawałku, zbierając na sobie po drodze wszystkie grzyby, które Dobromir upolował w tym tygodniu biegając z dzidą po lesie. Na samą myśl oglądania Twojej wieśniackiej mordy mam ochotę zawinąć Cię we wszystkie Twoje komiksy, zmumifikować i wyrzucić do Wisły, żebyś płynął z prądem rzeki. Nie wiem, czy myślisz, że jesteś Zielonym Szerszeniem, czy Różową Pszczołą, bo podobno leśnym skrzatem już nie, ale musisz wiedzieć, że kimkolwiek byś nie był i obojętnie, w jakim stroju uszytym przez mamę nie wystąpił, dla mnie zawsze będziesz tą samą niezmienną, rzadką, parującą sraczką, która niezręcznie próbuje podklejać się do mojej podeszwy, ale wystarczy jeden spokojny szuuuuur o wycieraczkę i znikasz, śmierdzielu. Może w innych okolicznościach moglibyśmy się nawet polubić i wyskoczyć razem coś wypić ale…chwila, brudasie, chwila. Myślisz, że pieprzony Jack Daniels, król królów w rękach króla, stuknie się z Twoimi rzygowinami, które nazywasz alkoholem i zniży się do poziomu szczochów, którymi dzień w dzień trujesz swój owrzodziały żołądek? Serio? Nie po to ktoś kiedyś wymyślił system zwany hierarchią, żeby obszczymury Twojego pokroju wychodziły przed szereg i próbowały się zbratać z pieprzonym władcą ringu proponując mu toast czymś, co nadaje się jedynie do odkażania toalety Szakala. I te Twoje komiksy. Co Ty jesteś, dziecko specjalnej troski? Gumę Donald tez do dzisiaj żujesz? Jak siałem tu terror ostatnim razem, zawsze wiedziałem kiedy idziesz, bo ciężko było nozdrzami „przeoczyć” ten specyficzny odór. Przypominałeś mi Robin Hooda, a momentami kojarzyłeś się z Włóczykijem, który zgwałcił wszystkie muminki i teraz ukrywa się w kontenerach ze śmieciami, bo stał się największym zbiegiem w całej dolinie, ale to wszystko było jeszcze w miarę normalne. A teraz…komiksy?? Serio? Vaclav, co jest? Czy dalej ktoś tu myśli, że właśnie po to chcę przestać pić?? To niech pomyśli dwa razy, bo to kurwa jego żydowska mać nie jest powód, żeby przestać pić! Robię to tylko i wyłącznie dla siebie!!!

 

(oklaski)

 

Mógłbym przestać pić dla Gayzzowskiego, ale z drugiej strony, po co, skoro sam zaczął tankować? W dodatku nie z byle kim, bo z samym Grabarzem, a jakby tego było mało, znalazł sobie nową pasję. Teraz lubi oglądać majtki. Kurwa…Czy kiedyś bywało tu trochę normalniej, czy to jednak ja się zestarzałem? Wracając do Ciebie, śmieciu. Jest takie stare porzekadło, pewnie nawet Ty je słyszałeś. Co Cię nie zabiję, to Cię wzmocni…Krzesła, pasy, kastety, noże, miecze, topory, młoty, wyrzutnia rakiet, czołgi, King Kong, Godzilla, wkurwiony Tatuś Muminka ścigający Vaclava, koledzy Szakala z zaocznego liceum, cała pieprzona Drużyna A i na czele Green Hornet, chociaż tutaj znowu nie jestem pewien, czy to nie był tylko przebrany Vaclav. W każdym razie, dałeś z siebie wszystko, chociaż stać Cię na niewiele kurduplowaty ciołku, rzuciłeś na mnie całą ciężką artylerię i postawiłeś wszystko na jedną kartę. Jak widzisz, gówno ugrałeś, synu. Jedyne, czego udało Ci się dokonać, to zapewnić sobie w nadchodzącym spotkaniu najbardziej wkurwionego Scythera wszechczasów stojącego naprzeciwko Ciebie, patrzącego głęboko w Twoje chłopięce oczy i mówiącego Ci samym wyrazem twarzy: „Spierdalaj, póki możesz, chociaż kupa w Twoich obcisłych szortach do aerobiku właśnie wysłała Ci wiadomość, że już jednak nie możesz”. Co dalej? Wcale nie weselej, a wręcz przeciwnie. Horror rozpoczyna się w momencie, kiedy zdajesz sobie sprawę, że jesteś w ringu, jak nieporadna zwierzyna, która wpadła w kłusownicze sidła, a myśliwy jest coraz bliżej. Słyszysz jego kroki próbując się wyrwać z uścisku, ale w podświadomości wiesz, że to niemożliwe, a Twoja marna egzystencja niedoszłej gwiazdy wrestlingu zbliża się do końca z każdą sekundą i każdym kolejnym krokiem skurwiela, który zmierza w Twoją stronę ze szczerym uśmiechem na twarzy. Ja już nie chcę Cię tylko pokonać…ja chcę Cię zabić, spalić i zalegalizować. Podejrzewam, że przy okazji zarobię na tym haśle trochę hajsu, więc wilk syty i owca cała, chociaż może niekoniecznie, bo z Ciebie zostanie tylko krew, pot i łzy. Nie jesteś ani młodym gniewnym, ani doświadczonym weteranem. Jesteś czymś pomiędzy, taką ciepłą kluchą, która gimnastykuje się z całych sił, żeby jakoś położyć łapy na tym pieprzonym World Title, ale za każdym razem okazujesz się za krótki. To ma mi zaimponować? A może to, że zacząłeś pić? Vaclav też zaczął pić. Teraz nagle kurwa każdy zaczął pić? Co to jest? Realisty show pod tytułem „Wszyscy chcą być, jak Scyther”? Gdzie Twoja pieprzona oryginalność, bo oprócz totalnie debilnej ksywki, której znaczenia do dzisiaj nie zrozumiałem, nie masz nic, co mogłoby wznieść Cię na wyżyny i na nich utrzymać. To samo zresztą tyczy się śmieciarza, ale on przynajmniej od początku do końca jest konsekwentny w swoich działaniach i nie przestaje śmierdzieć. Kiedy odchodziłem z powodu kontuzji, byłeś nikim. Teraz powracam i widzę Ciebie dotykającego mojej dzieciny, w dodatku roszczącego sobie jakiekolwiek prawa do jej posiadania. Nie wiem, co jest bardziej niewiarygodne. Szakal jako senator, czy Ty jako contender? Prędzej dałbym title shota tej pieprzonej paprotce, bo nawet ona ma więcej fame’u i charyzmy od Ciebie, Nossowski. No ale ja już tutaj shotów nie rozdaje, więc nie ma o czym gadać. Pozostaje mi odesłać Cię z powrotem na koniec tej żałosnej kolejki buraków, którzy wyrywają się do walki z jedynym prawdziwym mistrzem EWF, jak banda gimbusów do odpowiedzi na pytanie o dwa razy dwa. Każdy zna odpowiedź i myśli, że to kurwa finał, ale potem przychodzi cztery razy osiem, dwanaście razy siedemdziesiąt pięć, sto osiemdziesiąt osiem razy trzysta czternaście, a potem jestem JA. Większość z tych urodzonych nieudaczników potyka się już na jakichś Vaclavach i Aerach, ale kilku zawsze uda się doczłapać na sam wierzchołek góry i kiedy już palcami wiszą na szczycie, wystarczy jedno, ostatnie podciągnięcie wymagające wykrzesania z siebie resztek sił…Nagle widzą but. Mój kurwa but. But, który delikatnie i z gracją spycha ich chude paluszki z krawędzi i funduje im powrót do miejsca, które jest im przeznaczone. Na samo DNO. I Ty, Jazgot, jesteś jednym z tych kilku nielicznych, którzy dostępują tego pierdolonego zaszczytu spotkania z moim butem. Nawet, jeśli to tylko ułamek sekundy i jedno, drobne muśnięcie, to wciąż zaszczyt dla takich obsrańców, jak Ty. Robiłem to wcześniej z takimi, jak Jupiter, Chris Attitude, nie mówiąc już o wielkim mistrzu Toolu, który w końcu został mistrzem, jak odpuściłem sobie ten cyrk na jakiś czas, bo co to za wyzwania…wygrywać, wygrywać, wygrywać, wygrywać. Nie zrozum mnie źle, Czaderski, bo nie ma nic złego w wygrywaniu. Problem rodzi się wtedy, kiedy w federacji zostają same leszcze Twojego pokroju i zwycięstwa zaczynają Cię w końcu nudzić, bo nie stanowią już żadnego wyzwania. Nie chce Ci się trenować, bo wiesz, że walczysz z pajacem, który może wnieść do ringu nawet pieprzoną bazookę, a i tak nie stanowi zagrożenia. Nie chce Ci się trzymać diety, bo wiesz, że walczysz z clownem, który zamiast pokazać charakter, żali się, że musi walczyć w EWF, bo żaden prawdziwy gracz nie chciał babrać się w trzecioligowych burdelach, w których on był w stanie coś ugrać. Nie chce Ci się skupiać na przeciwniku, który płacze, zamiast podnieść rękawicę i stanąć do pieprzonego pojedynku z najgroźniejszą wojenną maszyną, której nie powstydziłby się sam pentagon. Akurat to mogę zrozumieć, bo sam nie chciałbym ze sobą walczyć, ale chyba wiedziałeś, w co się pakujesz, podpisując ten zaniżony kontrakt dla drugoligowych szmat z federacją? Czy może nikt Ci tego dobrze nie wyłożył? Może nikt nie wspomniał, że w końcu trzeba będzie opuścić ciepły kurwidołek miernot z dolnej części karty i godnie przyjąć wpierdol od szefa szefów? Jeśli nikt Cię o tym nie poinformował, to pozwól, że Rampage Ci nakreśli sytuację. 27 stycznia w Białymstoku wybiorę sobie, czy chcę z powrotem Fucky, czy najpierw odzyskam moją królową z rąk samozwańczego mistrza, ale zanim to zrobię, mój celownik będzie przyklejony do Twojej miernej cipy, fundując Ci ringowy gang bang wszechczasów, po którym nie będziesz mógł chodzić przez najbliższe 3 tygodnie, a znajomi będą pewni, że odwiedziła Cię Gosia Maier, bo każdy będzie się pytać: „Kto Cię tak urządził?”.

 

(oklaski)

(oklaski)

 

Tool. Tool, Tool, Tool…Tool……TOOL! Mój stary, dobry przyjacielu…Widząc go po drugiej stronie vs’a cisną mi się na usta tylko dwa słowa i z góry przepraszam, bo o nim miało być bardziej inteligentnie. JA PIERDOLE! Przecież mi się już nawet nie chce o Tobie gadać. Mógłbym znowu zacząć wymieniać wszystkie walki, w których Cię zgnoiłem, mógłbym znowu zacząć wspominać pamiętny pojedynek o Polish Title z 2003 roku, kiedy wygrałeś kantem i uciekłeś z pasem, jak niedołężny szczur. Mógłbym powiedzieć kilka słów o ostatnim spotkaniu na Kwietniowej Anarchii IV, podczas którego przypieczętowałem swoją dominację nad Tobą i udowodniłem Ci, że mój poziom jest dla Ciebie tak nieosiągalny, jak mój telefon dla wszystkich szmat, które próbują wyłudzać ode mnie alimenty. Mógłbym gadać godzinami o tym pieprzonym turnieju, w którym zwycięzca był z góry przesądzony, a tacy jak Ty, robili tam za dobre tło dla takiego, jak ja. Mógłbym wspomnieć o pamiętnej walce o FTW Title, w której Ty i Bubba wyglądaliście przy mnie, jak Stick i Brian przy Mind Mowerze. Świeć Panie nad duszą Sticka, był z niego poczciwy uliczny nieudacznik. Właściwie, jeśli już miałbym Cię przyrównać do kogoś z ekipy Mowera, to zdecydowanie najbliżej Ci do Queen Double M, ale nawet nie chcę wiedzieć, czy tez miałeś romans z Brianem. Nie moja sprawa, jestem tolerancyjny, temat zamknięty. Mógłbym znowu pieprzyć o tym, że gdyby nie Marco, czy Bubba, byłbyś nikim. Właściwie jesteś nikim, tyle, że ludzie mają świadomość, że jednak istniejesz. Gdyby nie te kilka osób, byłbyś jakimś następnym El Matadorem, albo Kid Novą, o których już nikt nie pamięta. Może nawet byłbyś kolejnym kartonowym przyjacielem, chociaż nie wiem, czy to akurat nie za wysokie loty dla takiego fleta, jak Ty. Mógłbym również powspominać czasy Twojego 10-sekundowego runu z World Title, z którego do dzisiaj śmieje się pewnie nawet Monk, bo choćby nie wiem jakim był zerem, to był na tyle mądry, żeby nie pozbywać się pasa, który jest szczytem jego możliwości. Ty przecież wyrzuciłeś Konstantynopol Title, a tak Ci było z nim kurwa do twarzy. Jednak to wszystko to przeszłość. Liczy się tu i teraz, a tu i teraz, generalnie miałbym Cię w dupie, bo strasznie mi się już przejadłeś, gdyby nie dwa, malutkie szkopuły, którymi jednak ponownie przyciągnąłeś na siebie moją uwagę. Raz, uderzyłeś mnie moją dzieciną na ostatniej gali w momencie, kiedy już praktycznie nie pamiętałem, jak wyglądasz. Dwa, no właśnie…czym mnie uderzyłeś? MOJĄ DZIECINĄ, którą z niewiadomych mi do końca przyczyn, uważasz za swoją. Muszę nadrobić zaległości, wrzucić jakieś stare taśmy, dvd i inne tego typu nagrania archiwalne, żeby wyjaśnić samemu sobie, jakim pierdolonym cudem taka łajza, życiowa niedorajda i przegraniec wszechczasów nosi na swoim ramieniu moją królową, moje złotko, mój malutki i niezastąpiony skarb – EWF World Title. Kurwa…zabrzmiałem, jak Tanatos?

 

(oklaski)

 

Czyli, że nie? Wracając do Ciebie, wato-nogi przyjacielu mojej zdechłej pszczoły. Możemy to zrobić szybko, łatwo i przyjemnie, lub możesz wybrać trudniejszą wersję. Szybka, łatwa i przyjemna, jak się domyślasz, jest dla Ciebie prostsza i mniej bolesna. Przychodzisz, kłaniasz się w pas, oddajesz mi to, co moje, dostajesz kopa w dupę na pożegnanie i nasze drogi się rozchodzą w umiarkowanie pokojowym stylu. Trudniejsza wersja jest już trochę bardziej skomplikowana. Załóżmy, że jednak nie oddasz mi mojego pasa dobrowolnie. Masz świadomość, że lekko, bo lekko, ale jednak mogę się wkurwić? Pamiętasz, kim staje się Rampage, kiedy jest zły? Pytanie retoryczne Fool, jakbyś mógł nie pamiętać. W każdym bądź razie, przechodziliśmy już przez to setki tysięcy razy. Czasami mam wrażenie, że Ty po prostu nie możesz się odczepić, jak taki mały super-komar, który wbił ta swoją trąbkę, nie może jej wyciągnąć, a za każdym razem, kiedy go pacnę w ten tępy łeb, on wstaje, macha wesoło skrzydełkami i dalej próbuje się nakarmić świetnością prawdziwego mistrza. Jeśli nie pomaga na Ciebie łapka-packa, to może po prostu czas wyrwać Ci jebane skrzydełka i poczekać, aż zdechniesz? A wiesz, co jest najgorsze? Że to dopiero początek, bo prawdziwy terror nadejdzie w momencie, kiedy te wszystkie bałwany otaczające Cię w ringu znikną i zostaniesz sam na sam z predatorem, którego jedynym celem będzie zniszczyć, zgładzić, pogrzebać, zapomnieć, zapalić świeczkę, a potem ją zdmuchnąć. Chcę z powrotem mój pas i wezmę go sobie tym, lub innym sposobem, a wybór, jak zamierzasz mi go oddać, Ty przereklamowany i nieudolny obsrańcu…pozostawiam Tobie.

 

(oklaski)

(oklaski)

(oklaski)

 

Teraz baw się, póki możesz…Kayle…to ponownie nadchodzi…i tym razem już nie odejdzie…

 

2 GODZINY WCZEŚNIEJ

25 dzień stycznia 2013 roku

Gdańsk

20:49

 

 

Okolica wydawałaby się nawet przyjazna, gdyby nie fakt, że jakoś strasznie tu ciemno. 4 latarnie mające za zadanie oświetlać teren przed sporych rozmiarów domem, najwyraźniej nie działają. Wyjścia są dwa. Albo ktoś przestał płacić za prąd i najzwyczajniej w świecie dostawca energii wyłożył na to miejsce laskę, albo po prostu nastąpiła mała awaria w okolicy. Druga opcja chyba odpada, zważając na to, że ogród przed domem jest jedynym nieoświetlonym miejscem na całej dzielnicy. Najwyraźniej ktoś jednak przestał płacić za prąd. Jednak fakt, że ciemno tu, jak w dupie, niespecjalnie przeszkadza Scytherowi, który chwiejnym krokiem z pustą do połowy butelką Jacka Danielsa w prawej dłoni zmierza ku frontalnym drzwiom swojej posiadłości. Ubrany w szerokie spodnie moro, oraz czarną skórzaną kurtkę, były World Champion potyka się co kilka sekund o jakieś dziwne ozdobne kamienie ogrodowe, które najwyraźniej kiedyś miały dodawać temu miejscu uroku, a po czasie okazały się jedynie zbędną przeszkodą na drodze Ruthlessa. Scy przez dłuższą chwilę próbuje nieudolnie trafić kluczami w zamek, co po kilkunastu próbach (oraz 3-krotnym upuszczeniu kluczy na ziemie w międzyczasie) w końcu mu się udaje. Vanilla Killah po wejściu do swojej posiadłości z odruchu uderza butelką o włącznik światła, jednak jak łatwo można się domyślić, światło nie ma zamiaru się zapalić. Scyther jakby kompletnie nie wzruszony faktem, że nie ma prądu, wchodzi do głównego salonu i rozsiada się na czarnej, skórzanej, zakurzonej sofie i chwyta za pilota, próbując włączyć TV. Po dłuższej chwili zauważa jednak, że coś jest nie tak.

 

Scy (patrząc ze zdziwieniem na pilota) – Znowu padły baterie?

 

Kolejne 20 sekund spoglądania dziwnym wzrokiem na pilota przerywa energiczne pukanie do drzwi. Scy z trudem podnosi się ze swojej sofy i z Jackiem Danielsem oraz pilotem w rękach rusza sprawdzić, kto jest tajemniczym gościem. Po otwarciu drzwi na twarzy Scythera pojawia się szeroki uśmiech, gdyż jego oczom ukazuje się Tuan, który jednak nie podziela entuzjazmu Rampage’a. Scy jakby olśniony wysuwa przed twarz Tee rękę z pilotem.

 

Scy (śmiertelnie poważnym głosem) – Tee, dobrze, że jesteś! Baterie w pilocie mi padły, skoczyłbyś do ruchu? 2 cienkie paluszki, z tego, co dobrze pamiętam.

 

Tuan (odtrącając rękę Scythera sprzed swojej twarzy) – Nie masz prądu idioto.

 

Scy (wciąż z pełną powagą) – To może kupiłbyś te dwa paluszki…i trochę prądu?

 

Tuan (zrezygnowanym głosem) – Ja pierdole…co się z Wami dzieje?

 

Scy – Herbaty?

 

Tee kręcąc głową wchodzi do salonu i spokojnie siada na czarnym, skórzanym, również zakurzonym fotelu. Ruthless w tym czasie nalewa wody do czajnika elektrycznego, po czym ustawia go na swoim miejscu i włącza…a przynajmniej tak mu się wydaje. Scy wraca na swoją sofę i rozsiada się wygodnie, popijając whiskey.

 

Scy – No to opowiadaj, co tam u Ciebie?

 

Tee (zażenowany) – Nic kurwa ciekawego.

 

Scy (z przejęciem w głosie) – Aż tak słabo? Wal jak w dym. Zawsze Ci pomogę, wiesz o tym morda!

 

Tee (rozglądając się po zaniedbanym, ciemnym salonie) – Taa…

 

Scy – No więc, co Cię do mnie sprowadza? Problemy finansowe? Trzeba komuś obić mordę, czy po prostu wpadłeś na szybką partyjkę pokera? Mam chyba nawet jakieś bułki w kuchni, tyle, że kupiłem je, zanim mnie jeszcze zamknęli, no ale zęby masz chyba zdrowe, co?

 

Tee – 6-Man Tag Team Match.

 

Scy – Kurwa, przepraszam Tee, ale nie było mnie jakieś 2 lata, chyba trochę wypadłem z obiegu, jeśli chodzi o ten cały slang.

 

Tee (podniesionym głosem) – Chodzi o Twoją najbliższą walkę!

 

Scy (oświecony) – Aaaaaa….nie no, tym to się kurwa nie przejmuj. Plan jest taki, jak zawsze. Napić się, wejść, rozpierdolić w pył, wyjść, napić się i wyjść. Czy jakoś tak to szło. W każdym razie bez obaw, nie ma o czym gadać. Wszystko mam obmyślone. Zresztą dużo czytałem w więzieniu. Jestem już innym człowiekiem.

 

Tee – No właśnie kurwa widzę. To nie są pieprzone żarty. Albo zaczniecie brać to wszystko na poważnie, albo nie ma sensu się dalej w to bawić.

 

W tym momencie ponownie słychać pukanie do domu, jednak jest to bardziej spokojne i rytmiczne pukanie, jakby ktoś wybijał na drzwiach hymn Polski. Rampage znowu ledwo co wstaje z sofy i rusza otworzyć swojemu następnemu gościowi. Tym razem radość na twarzy Ruthlessa zostaje odwzajemniona, bo oto na progu pojawia się Biały z szerokim uśmiechem na twarzy, trzymając na rękach małego szczeniaka. Po wstępnej analizie można z pewnością stwierdzić, że jest to owczarek niemiecki.

 

Psycho – Ty, brat, chyba baterie Ci padły w latarniach, bo kurewsko tu ciemno.

 

Scy – Nie uwierzysz! W pilocie to samo!

 

Psycho (wypuszczając dym, starając się jednocześnie nie zadymić szczeniaka) – Jak pech, to pech.

 

Biały wbija do salonu i rozsiada się na drugim, zakurzonym fotelu tuż obok Tuana.

 

Psycho (odkładając szczeniaka na ziemię) – Siema Tee. Co dobrego?

 

Tuan – Nic.

 

Psycho ( z przejęciem w głosie) – Aż tak słabo? Wal, jak w dym. Zawsze Ci pomogę, wiesz o tym morda.

 

Nagle do salonu wpada Scyther z czajnikiem elektrycznym w ręku.

 

Scy – Tee, nie uwierzysz. Zapomnieliśmy o herbacie i woda już wystygła.

 

Psycho – Chuj z herbatą, trudno. Siadaj wielkoludzie. Mam dla Ciebie prezent.

 

Rampage wraca na swoje miejsce na sofie i w tym momencie dopiero zauważa szczeniaka, którego przyniósł Psycho.

 

Scy (podejrzliwym głosem) – A to co to jest?

 

Psycho (dumnie) – To jest…pies!

 

Scy – No to to ja kurwa widzę. Ale co on robi w moim domu?

 

Psycho – Wiem, jak bardzo kochasz te niemieckie stwory, więc kupiłem Ci nowego, żebyś miał do kogo mordę otworzyć.

 

Scy (spoglądając na szczeniaka) – Daj głos!

 

Zero reakcji.

 

Scy – No daj głos!

 

Zero reakcji.

 

Scy – Biały, ten pies nie działa.

 

Psycho – Jeszcze się młody nauczy.

 

Scy (podejrzliwym głosem) – A może jemu też się skończyły baterie? Tee, sprawdzisz, jakie tam do niego pasują?

 

Tuan (wstając z sofy) – Dosyć kurwa!

 

Psycho (akcentując każda sylabę) – A coś Ty ta-ki ner-Wooo-Wyyy? Bo woda na herbatę wystygła?

 

Tuan – Macie za dwa dni pierdoloną walkę, a zachowujecie się, jak banda idiotów, którzy pierwszy raz wypili 3 piwa na wagarach. Tool, Szakal, Jazzowski, pewnie Vaclav, bo składy mają być mieszane co 10 minut, czy coś w tym stylu. Czy to brzmi kurwa chociaż trochę poważnie?

 

Psycho (pociągając soczystego bucha) – No właśnie, to jest kurwa niesprawdliwe!

 

Tuan – Więc chcę o tym porozmawiać.

 

Psycho – Nie rozumiem, skąd pomysł na tak bezczelny handicap. Przecież to będzie rzeźnia. Kto bookuje te walki?

 

Scy – Też się nad tym trochę zastanawiałem w więzieniu. Ja rozumiem, Scyther vs Tool, Szakal, Jazzowski i Vaclav, albo Psycho vs Reszta Świata, ale wrzucić ich w tak kurewsko chamski handicap match?

 

Psycho (wypuszczając dym, z pełną powagą) – Dokładnie.

 

Tuan – To jest 6-Man Tag Team Match, a Vaclav jest z Wami w drużynie. Przynajmniej na starcie…

 

Scy – Vaclav? Ten brudny, zapijaczony i brzydki matkojebca w dziurawym, jak sito płaszczu z centrum dowodzenia dla pcheł w swojej dupie?

 

PsychoGET HIM!!

 

Scy – Ten pseudo gwiazdor-żebrak dla ubogich i bezdomnych, który pachnie co najmniej tak samo przyjemnie, jak jego pieprzony kibel, w którym nie spuszcza wody, żeby oszczędzać na opłatach?

 

PsychoGET HIM!!

 

Scy – Ten śmieciożerca, przez którego głodują koty, bo codziennie uprowadza im resztki starej wątróbki i niedojedzone udka z kurczaka, które ktoś wypierdolił za okno, bo stwierdził, że inny jeszcze może się tym najeść?

 

PsychoGET HIM!!

 

Scy – A może Nossowski? Ten pieprzony instruktor fitness w obcisłych niebieskich getrach trenujący swoje 90-letnie fanki na łóżku wodnym po godzinach?

 

PsychoGET HIM!!

 

Scy – Ten nadęty skurwiel w stylu „co to nie ja”, z wyrazem twarzy, jakby siostra właśnie mu powiedziała, że też może zmienić płeć, żeby było mu raźniej?

 

PsychoGET HIM!!

 

Scy – Ten wieczny NIE-World Champion, który zaczyna każdy pieprzony dzień od monologów przed lustrem, zadając sobie w kółko jedno i to samo pytanie: Dlaczego jestem taką łajzą?

 

PsychoGET HIM!!

 

Scy – A moooże Tool? Samozwaniec obsraniec, który wygrywa pasy tylko wtedy, kiedy każdy wyłoży lachę na wrestling?

 

PsychoGET HIM!!

 

Scy – Ta życiowa niedorajda nie potrafiąca zaakceptować faktu, że zawsze będzie numerem dwa, nawet, jeśli w rosterze oprócz niego będzie figurował jedynie Dark Avenger.

 

PsychoGET HIM!!

 

Scy – Ta tchórzliwa mała puta, która najpierw mnie atakuje, a potem spierdala na rampę w takim tempie, że potrzebowałbym noktowizor, żeby dostrzec tego ciecia w tych tumanach kurzu, które pozostawił po nim jego sprint?

 

PsychoGET HIM!!

 

Scy – A moooże Szakal, który jest jak pieprzony gepard bez cętek? Jak zebra bez pasków!

 

PsychoGET HIM!!

 

Scy – Jak wielki matkojebca lew, tyle, że bez czupryny. Jak Oprah Winfrey pozbawiona swojego pieprzonego talk-show.

 

PsychoGET HIM!!

 

Scy – Jak wielki, głupi i niedorozwinięty zwierz, któremu zawsze czegoś brakuje, w jego przypadku dwóch rzeczy. Włosów i jaj.

 

PsychoGET HIM!!

 

Scy – Jak…

 

W tym momencie Scytherowi przerywa dzwonek telefonu komórkowego dobiegający z drugiego pokoju.

 

Scy – Cii! Cicho, cicho... Kurwa, to chyba mój!

 

Psycho (wyciągając swój telefon z kieszeni) – Mój nie dzwoni.

 

Scy - No, chociaż coś tu ma działające baterie. Nokia to jednak Nokia.

 

Tuan (załamany po niedawnym „przedstawieniu”) – Nie odbierzesz?

 

Scy – Daj spokój. To pewnie znowu jakieś pierdoły związane z pozwem o ustalenie ojcostwa. Trzeba się zająć tą pieprzoną walką, bo jeszcze nie wygramy…w minutę.

 

Psycho – Może najpierw paczka dla Esme? Nie wiedziałem, czy masz co wysłać, więc przyniosłem jeszcze to.

 

Biały z wyszczerzonymi zębami wyciąga w tym momencie strój pielęgniarki spod swojej bluzy i kładzie całość dumnie na stoliku przed fotelami i sofą.

 

Scy – Nie, żeby Ci to groziło, bo prędzej Tool utrzyma World Title podczas mojej obecności w EWF, ale czy czasami to nie jest jedna z nagród dla tego, który miałby Cię odliczyć?

 

Psycho (ponownie zaciągając się spliffem) – Raz, że nie ma kurwa takiej opcji. Dwa (eyebrow style)…mam tego więcej.

 

Scy bierze pierwszy karton, który ma pod ręką, a tych akurat obecnie pod dostatkiem w jego rezydencji, po czym wrzuca do niego strój pielęgniarki.

 

Scy (spoglądając na Tuana) – Tee, dorzucisz coś? Bo trochę tu pusto.

 

Tuan bez słowa wyciąga z kieszeni bułkę i w koszykarskim stylu wrzuca ją do kartonika ustawionego na stoliku.

 

Psycho (z poważną miną) – Dalej pusto.

 

Scy – To może wyślemy jej tego psa?

 

Psycho (oburzony) – Prezentów się nie prezentuje innym!

 

Scy – Coś jeszcze trzeba dorzucić, może skoczę do sklepu? Przy okazji kupię jakieś baterie.

 

Tuan – Obyś się streszczał, bo jeszcze nawet nie zaczęliśmy.

 

Scy – Wyluzuj się, Tee. Za 2 minuty jestem.

 

Vanilla Killah rusza do drugiego pokoju i chwyta swój telefon komórkowy, po czym chowa go do kieszeni i z uśmiechem na twarzy, wciąż ostro chwiejnym krokiem, opuszcza swoją posiadłość. Ruthless po zaliczeniu kolejnych kilkunastu potknięć o swoje ozdobne kamienie ogrodowe w końcu dociera do ulicy.

 

Scy (pijackim bełkotem do samego siebie) – Może się kurde cofnę? 2 minuty już chyba minęły.

 

Rampage wyciąga telefon komórkowy, by sprawdzić godzinę, lecz jego oczom ukazuje się napis na wyświetlaczu.

 

 

MASZ 1 NOWĄ WIADOMOŚĆ GŁOSOWĄ

 

 

Scy nieudolnie wklepuje krótki numer na klawiaturze i po 3 próbie w końcu udaje mu się połączyć z pocztą. Nagle po odsłuchaniu wiadomości Ruthless wpada w szał i ciska z całych sił telefonem o ulicę.

 

Może w końcu zaczniesz mnie słuchać?

Może w końcu dostrzeżesz, że to alkohol jest Twoim wrogiem?

Może w końcu zrozumiesz, że jestem Ci potrzebny?

Teraz pójdziesz tam ze mną i zrobimy to, co zrobić trzeba…

 

 

2 GODZINY PÓŹNIEJ

W CIEMNEJ DUPIE

 

Teraz baw się, póki możesz…Kayle…to ponownie nadchodzi…i tym razem już nie odejdzie…

 

Głos przebijający się jakby przez czaszkę Scythera nie chce dać mu spokoju i wciąż powtarza to samo…

 

Teraz baw się, póki możesz…Kayle…to ponownie nadchodzi…i tym razem już nie odejdzie…

 

Ruthless rozgląda się dookoła, wyglądając na kogoś, kto raczej nie ma pojęcia, jakim cudem znalazł się w tym dziwnym miejscu. Odpadający tynk ze starych, zniszczonych ścian, oraz wybite szyby w oknach sugerują, że to prawdopodobnie jakiś opuszczony budynek, o którym służby remontowe raczej zapomniały. Vanilla Killah podnosi się z krzesła i ze zdziwieniem spogląda na 10 pozostałych pustych krzesełek tworzących krąg, podobnie, jak na spotkaniach AA. Rampage otrzepuje swoją czarną skórę i bez strachu w oczach, aczkolwiek mocno zaskoczony zaistniałą sytuacją opuszcza stary budynek zadając sobie w głowie jedno kluczowe pytanie…

 

Co jest, kurwa?

 

25 dzień stycznia 2013 roku

Gdańsk

Rezydencja Scythera

22:49

 

 

Scy (otwierając z hukiem drzwi od swojej posiadłości) – Shotgun!

 

Tuan (wstając z fotela) – Wiesz, ile to jest 2 minuty? 2 pieprzone minuty, jak 1 + 1, jak 4 – 2, jak kurwa 8 podzielone przez 4! DWA!

 

Scy (ze zdziwieniem) – Spóźniłem się?

 

Tuan – Nie było Cię przez 2 godziny!

 

Psycho (już ostro porobiony) – Nie chcę się wtrącać Tee, ale jeśli mamy być totalnie obiektywni, to jednak wciąż dwa.

 

Scy – Shotgun!

 

Tuan – O czym Ty człowieku znowu pieprzysz?

 

Scy – Psa nazwę Shotgun! Psa tak nazwę, rozumiesz?

 

Psycho (popijając Jacka Danielsa) – Ja już go do kartonu wpakowałem.

 

Scy – Wyciągamy. Shotgun zostaje.

 

Psycho – A baterie kupiłeś?

 

Scy (wyciągając zza progu drzwi sześć 8-paków browaru i 4 pełne butelki whiskey) – Najlepsze!

 

Psycho – Tee, możemy pogadać o tych Twoich pierdołach jutro?

 

Tuan – Jutro, bez alkoholu, bez pieprzonych spliffów, tylko świeże bułki i woda.

 

Psycho – Ma się rozumieć szefie. Ale dzisiaj chyba się z nami napijesz mordo moja Ty kochana?

 

Tuan (odpuszczając złowrogi ton) – Na to wygląda…

 

Scy (otwierając nową butelkę whiskey) – The band is back together…again!

 

 

 

TWOJA JEDNA NOWA WIADOMOŚĆ GŁOSOWA

 

Biiiiiiiiiiip

 

„Kayle? Dzwonię, ponieważ chciałam się pożegnać. Słyszałam, że wyszedłeś z więzienia. Mam nadzieję, że jakoś sobie radzisz. Za 15 minut mam samolot. Nie miej mi za złe, że nie żegnam się z Tobą na żywo w cztery oczy, ale nie mogę dłużej patrzeć na to, jak niszczysz samego siebie, a tym samym mnie. Wydaje mi się, że to już naprawdę koniec. Zrób coś ze swoim życiem, póki jeszcze możesz. Naszego już nie da się naprawić. Zbyt wiele kolejnych szans, zbyt wiele rozczarowań, chociaż w moim sercu pozostaniesz na zawsze. Do zobaczenia...nigdy nie mów nigdy..."

 

Biiiiiiiiiip

 

Trzaaaaaask

 

Do It Like A BOSS !

52212044855de371531fdf.jpg

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Scythe

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 3 Data: 28.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Tsugaru, Aomori, Japan Arena: Ito Mining Arena Tsugaru Publiczność: 987 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • GGGGG9707
      Tak też mi niespodzianki, Belair, AJ Lee, Lesnar, LA Knight, Dom, pewnie ten nowy arab saudyjski którego wzięli.  Ja zawsze na Royal Rumble przyjmuję sobie że chcę co najmniej jedną niespodziankę ale taką której się nie spodziewam. Te wymienione się nie liczą bo i tak prawie pewne że będą i to żadna niespodzianka. Choćby to był nie wiem Hornswoggle to i tak dam na plus bo będę zdziwiony a o to chodzi w Royal Rumble. Chyba na 60 wrestlerów da się zarezerwować 1 miejsce dla kogoś kogo si
    • MattDevitto
      Myślałem, że ona skończyła z wrs
×
×
  • Dodaj nową pozycję...