Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Dzwonnica w Buriacji


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  40
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  01.04.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Początek 2011 roku

Buriacja, Federacja Rosyjska

 

 

Już sam ten wstęp nasuwa pytanie, które trzeba sobie znowu zadać, bo tak to leciało w popularnej piosence. Z tego wszystkiego zapomniałem o pytaniu. Pytanie brzmi: gdzie do jasnej cholery jest Buriacja? Głupie pytanie, ale dla Polski i Polaków typowe. Buriacja leży w Rosji i zostało to już napisane, więc po co pytać? No, ale dobra, Rosja jest wielka. Gdzie dokładnie leży Buriacja? Koło Moskwy? Nad brzegami Morza Kaspijskiego? W obwodzie leningradzkim? Koło Smoleńska, tuż obok wraku Tupolewa? A może na Kamczatce? A zajrzyjcie do mapy, to przekonacie się sami. Jak początek roku, to musi być zimno, bo to przecież pieprzona przez Napoleona i Hitlera Matka Rosja, ale nigdy nie wydymana do końca, bo zawsze podnosiła się z opresji i urywała oprawcom jaja. I to w ilościach hurtowych. Początek roku, przyjmijmy styczeń, jak ktoś ma flamaster to może dopisać we wstępie, na przykład w cudnym nawiasiku, dajmy na to kwadratowym [bo one są stylowe], że to styczeń. Jest mroźno, zimno i kurwa wszędzie leży śnieg. Kurew nie widać, chyba że poginęły wśród śniegu i tylko im łepki wystają (albo cycki jeśli upadły na plecy i nie mają długich nosów). Nawiasem mówiąc, buriackie kurwy muszą być urocze, bo są z Buriacji. Jeśli mielibyście do wyboru zwykłą dyskotekową Polkę-kurewkę, Rumunkę z okolic A4, plastikową Amerykankę i Buriatkę, to kogo byście wybrali? Buriatka brzmi tak egzotycznie. Brzmi też jak nazwa czapki, ale to już dygresja.

 

Kopnięcie w dupę boli, zwłaszcza gdy jest potężne. W kreskówkach to zawsze widowiskowa scena. Ktoś zostaje kopnięty w dupę, leci w przestworza, zakreśla ładne półkole i spada gdzieś tam, hen dalej. Prawda jest jednak bolesna i arcyboleśnie prosta. To boli, zwłaszcza jeśli zostało poprzedzone dotkliwym obijaniem i kilkoma strzałami w mordę. Bidam właśnie został wyrzucony na zbity pysk z buddyjskiego klasztoru. Tak konkretniej to z dacanu, bo taką nazwę takie kompleksy architektoniczne tutaj noszą. Zawsze też ładnie się nazywają, na przykład taki dacan iwołgiński. Ładna nazwa, prawda? Bidam akurat nie został wykopany z tego konkretnego dacanu, ale jakiegoś innego. Nieważne już z którego. Odczuł to raczej kiepsko. Z obitej twarzy krew zaczęła kapać na śnieg. Trudno mu było wykrzesać z siebie siły, by w ogóle się ruszyć. Przecież leżeć na śniegu jest tak przyjemnie. Zwłaszcza jeśli ktoś został właśnie dotkliwie pobity. Nic tylko leżeć i dumać. Kontemplować wręcz. Bidam myślał sporo, głównie o swoim życiu. Jak je przeżył? Był jeszcze młody. Miał dopiero 29 lat, choć trzydziestka miała mu wkrótce stuknąć, co nigdy nikogo nie napawa optymizmem. Tatę zabili, mamę zabili, rodzinę zabili. Wszyscy zginęli. Wszystko, co kiedykolwiek miało jakieś znaczenie przepadło. Przydziałowa żona-towarzyszka w pieprzonej ojczyźnie. Co u niej? Czy jeszcze oddycha? A jeśli nie, to gdzie jest? Czy przerobili jej ciało na kosmetyki? A może Carla Bruni wtarła ją sobie w dupę, bo to super-azjatycki kosmetyk, o starej chińskiej recepturze? Kto by się przejmował detalami. Że dzieci gdzieś umierają? Chuj z nimi. Że są obozy i głód? Ale ropy nie ma, więc inwazji nie będzie. Że Chińczycy strzelają do biedaków na granicy? A niech strzelają, my otworzymy właśnie nową fabrykę pod Szanghajem! Może nawet Sarkozy przyjedzie! Bidam westchnął i splunął krwią. Co porabia jego keczuańska kochanka z czasów gali w Peru? Córka jednego z kacyków, tak ładnie się uśmiechała. Czy jeszcze go pamięta? A może ten krótki romans skutkował spłodzeniem potomka? Czy Tony Hogański będzie mógł wrócić do Polski? Czy Esmeralda się zestarzała? Czy Franko nadal jest mrukiem? Czy Kowalski przynudza? Odpowiedzi! Odpowiedzi! Gdzie są odpowiedzi? Dlaczego pieprzone EWF musiało upaść? I dlaczego jest tak zimno? Tak zajebiście przyjemnie, ale pieruńsko zimno. Nie, tak dalej być nie może. Trzeba wstać. Pierwszy krok najtrudniejszy, co tam krok, ruch! Najtrudniejszy jest pierwszy ruch. O! Poszło całkiem zgrabnie. Hop! I już stoimy. No to wleczemy się. Ze spuszczoną głową i powoli, idzie Bidam z buriackiej niewoli. A mówią, że buddyzm to pokojowy system religijno-filozoficzny. Że Dalej-lama, co to najpierw sprzedał kraj komunistom, a później uciekł i zgrywa bohatera, to świątobliwy człek! Jego kumple właśnie sprali Bidamowi dupę, więc chyba nie są tacy sympatyczni. Dobra, mieli powód. Spojrzał na zegarek. Na szczęście go nie okradli, cud. Pięć godzin do spotkania, pięć kilometrów do przejścia. Damy radę, co nie?

 

 

***

 

 

Jakiś czas później. Ładna polanka wśród buriackich lasów. Bidam, ubrany w ciepły strój, zjada właśnie pieczonego kurczaka. W tle, gdzieś tam niżej – bo to nie tylko polanka, ale polanka na skarpie – płynie sobie strumyk. Obok Bidama trzech łysych gości, ubranych w czarne skóry i wyraźnie śniadych. Wyglądają na czeczeńską mafię. Jest także człowiek o europejskich rysach twarzy. Ma ładne zielone oczy. Ubrany jest w kurtkę z logiem pewnego szwajcarskiego ubezpieczyciela, znajduje się tam też pies Bernardyn, tzn. na kurtce, a nie w rzeczywistości. Kto widział bernardyna w Buriacji? A jeśli widział to musiało to być przed rewolucją, a później go zjedli. Nie ma to tamto. Rozmowa prowadzona jest w języku angielskim.

 

– John, jesteś niezastąpiony - Tako rzecze człowiek o europejskich rysach twarzy. Nazwijmy go Szwajcarem, żeby było bardziej miło. John to najprawdopodobniej Bidam.

 

– Wiem – krótka i treściwa odpowiedź Bidamowskiego. To tylko potwierdza, że jest on rzeczonym Johnem.

 

– Już w Nowym Jorku wiedziałem, że ubijemy ten interes. Wprawdzie akcja w Republice Południowej Afryki nie była łatwa, bo przecież nie jesteś Murzynem. W Nepalu poszło świetnie, a teraz znowu sukces. Gratuluję. Gdzie towar?

 

Bidam uśmiecha się dziwacznie i wyciąga zza pazuchy jakieś zawiniątko. Szwajcar niemal wyrywa mu je z ręki, rozwija i okazuje się, że skrywało ono znacznej urody złoty wisiorek.

 

– Mnisi dobrze pilnowali? – Krótkie pytanie, ale bardzo przyjacielskie.

 

– Są ostrożni, to jasne. Uchowało się przed Stalinem, ale przed Bidamem nie. Ironia pieprzonego losu. Ile to jest właściwie warte?

 

– Dobrze ci płacimy byś nie zadawał takich pytań. Przelew już poszedł. Odezwiemy się, dobrze?

 

– Zostawicie mnie tak tutaj? – Bidam był nawet w pewnym sensie oburzony. Jak tak można? Przecież ledwo żył. Do tego był pociesznym Mongołem. Takich rzeczy się nie robi.

 

– Musisz dojść tylko do najbliższej stacji kolejowej. To będzie jakieś osiem kilometrów. W tamtą stronę, idź prosto, kieruj się gwiazdami. Wy w Azji posiadacie wielką wiedzę astrologiczną, prawda?

 

– Astronomiczną – Mruknął niczym włochaty Franko The Butcher. Nie lubił ignorantów. Sam nie miał żadnego wykształcenia, ale nie ma nic gorszego niż cwaniak-debil, a do tego ignorant.

 

– Co? – Poprawka. Cwaniak-debil-ignorant, który nie zdaje sobie sprawy z własnej ułomności jest jeszcze gorszy.

 

– Jesteś ignorantem jak większość dawnego rosteru EWF.

 

– Czego?

 

Dalsza konwersacja nie miała sensu. Czeczeni oraz Szwajcar szybko zwinęli swoje manatki. Bidam został sam na polanie. Popatrzył w niebo. Jaka kurwa astronomia i astrologia? Co on może o tym wiedzieć? Dla niego gwiazdy układają się w Naszą Szkapę. To nie amerykański film albo azjatycki, gdzie za pomocą gwiazd odczytam drogę do domu i jeszcze uratuję żonę przed gwałtem. Na szczęście nie był w rozpaczliwej sytuacji, bo chyba to wszystko zaplanował. Wstał, otrzepał się ze śniegu i odsunął kamień. Pod nim znalazł pancernej budowy telefon komórkowy (jakaś niezniszczalna Nokia). Wykonał krótki telefon. Tym razem język został zmieniony na polski.

 

– Halo? Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego? Mam to... – W jego dłoni błysnął dokładnie taki sam wisiorek, jaki przekazał swojemu wcześniejszemu „kontrahentowi”. – ... czego chcieliście. Henryk Pobożny, Batu-chan, najazd mongolski na Polskę, zrabowane piastowskie skarby, wydymane polskie białogłowy i dziewice? Tak, tak. No to po kilkuset latach chyba odzyskaliście jeden. Dziewic niestety odzyskać się nie udało. Co? To taki żart. No nic. Będziemy w kontakcie. Cześć!

 

– Nie tak szybko, skurwielu! – Na arenę znów wkracza język znów angielski, tym razem jest on pełen nienawiści.

 

Dalsza akcja potoczyła się niczym w filmach akcji. Bidam został trafiony metalową rurą w głowę, potężnie spałowany, okopany, coś mu się tam złamało, a następnie wrzucony do wspomnianego wcześniej strumienia. I szukaj Bidama w wodzie...

 

 

***

 

 

Wszystko bolało. Znowu. Nie było takiego miejsca na ciele, które nie bolało. W EWF nigdy aż tak nie bolało. Nigdy. Jak się okazuje EWF nie było prawdziwym życiem. Tam nie było bólu, wszyscy byli radośni, ok mieli swoje problemy, ale nie ocierali się o śmierć. Esmeralda była piękna, jej asystentki też, Hogański wspaniały i inspirujący masy, SR-Crazy trenował młodzież, Nabeshima szukał swego miejsca na ziemi, Franko był mrukiem, Tool World Champem, a Scyther pił. Tam zresztą wszyscy pili. Była Rewolucja Kulturalna, byli Hunwejbini, był Crash, był pan Sandman. Ale jakie to teraz miało kurwa znaczenie? Wszystko bolało. Każdy mięsień, co ja mówię, każda pieprzona komórka, każdy nerw, nawet pierdolone DNA bolało. Wtedy Bidam otworzył oczy. Pomieszczenie było ciemne i wyglądało jak jakaś cela. Na drewnianym stoliku paliła się świeczka. Ktoś opatrzył jego rany, ha, ktoś nawet pielęgnował go niczym doktor Burska z „N jak Na dobre i na Klan”.

 

– Jesteś Buriatem? – Pytanie zadane zostało w języku Puszkina. Jakby ktoś nie wiedział, Puszkin był Rosjaninem. Buriacja leży w Rosji, więc nic w tym dziwnego, że ktoś może tu mówić po rosyjsku. To w końcu nie przedmieście Paryża, gdzie głównym językiem jest arabski.

 

– Nie – Właściwie, dlaczego nie? Buriaci są rasy mongoidalnej, Bidam jest Koreańczykiem z bliskimi związkami z Mongolią. Dlaczego nie powiedział, że jest Buriatem? Bo nie zna akcentu buriackiego, zna natomiast inny. – Jestem Czukczem.

 

– Tak właśnie z igumenem myśleliśmy, choć w malignie oprócz rusko-czukczańskiego mówiłeś też w jakichś zagranicznych językach... chyba po chińsku i czesku.

 

– Polski... to musiał być polski...

 

– Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica.

 

– Gdzie jestem? – Głos Bidama był słaby, nawet bardzo słaby.

 

– W naszym buriackim monasterze Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny. Już myśleliśmy, że się nie obudzicie. Byliście w strasznym stanie, gdy rzeka wyrzuciła was na brzeg. Przestraszyliście biedną Marfuszę.

 

– To zakonnica? – Widząc prawosławną zakonnicę Bidamczyk też by się przestraszył. Zakonnice wprowadzały go w popłoch i zakłopotanie. Może dlatego, że w jakiś sposób nie pasowały do tego pieprzonego świata.

 

– Nie, krowa. Bardzo uczuciowa zresztą. To w zasadzie ona was uratowała – Dopiero teraz miał okazję przyjrzeć się swojemu rozmówcy. Był to mnich, chyba prawosławny, brodaty jak to oni, raczej średniego wzrostu, koło pięćdziesiątki. Wyraźnie łysiał, a resztki owłosienia przypruszone były siwizną.

 

– Jestem Bidam... – Bądź co bądź zawdzięczał życie mnichom. Nie ma co kłamać.

 

– Bidam?

 

– Bidam Bidamowicz Bidamowski.

 

– Oryginalnie, nawet jak na Czukcza – Uśmiechnął się mnich. Wydawał się być dobrodusznym człowiekiem.

 

 

***

 

 

Tak Bidam został niby-mnichem. Niby, bo nikt go nie pytał czy chce być. Nie pytano go o wiarę, czy chce wstąpić do monasteru, jakie ma plany. Nic z tych rzeczy. On sobie tu po prostu żył, a życie to było proste. Monaster nie był stary, założony został po 1989 roku, na fali przemian w postsowieckiej Rosji. Zgromadzenie liczyło około piętnastu mężczyzn, w połowie starców, w połowie młodych. Jeden jego wybawiciel, brat Afanasij był wieku średniego, ale nie średniowiecznego. Bidam pomagał w kuchni, czasem w remontach. Okazało się że umie ładnie kaligrafować, to nawet zdarzyło mu się przepisać fragmenty różnych ksiąg. Monaster nie był duży, ot kilkanaście zabudowań po dawnym, już opuszczonym kołchozie, oraz typowa drewniana cerkiew w stylu bizantyjsko-ruskim. Mieli tu też ładną i całkiem wysoką dzwonnicę. Bidam polubił bycie dzwonnikiem. Gdyby EWF nagle powróciło to nadałby sobie pseudonim „Dzwonnika z Buriacji” albo „Buriackiego Dzwonnika”. Inne fajne pseudonimy też wpadały mu do głowy, np. „Buriacki Łącznik”, „Buriacka Szkapa”, „Buriacki Fuhrer”, „Buriat, co się kulom nie kłaniał”, „Sławomir Buriat”, „Buriat Nowak”, „Buriackie Dziecko Kasi Tusk”, „Dolph Buriat”, „Under-Buriat”, „Pod-Buriat”, „Buriat w Butach”, „Triple Buriat”, „Biauy (mocno akcentowane) Buriat”, „BR-Uriat” i wiele, wiele innych. Do cerkwi Bidam akurat nie zaglądał, nie był nigdy człowiekiem wielkiej wiary. Uczestniczył w porannych modlitwach wspólnotowych, szybko nauczył się słów. Na niedzielną Służbę zaczął uczęszczać po dziewięciu miesiącach. To była taka jego ciąża, ale bez bólów porodowych i zapładniania, niekoniecznie w tej kolejności. Za EWF nie tęsknił, to był zamknięty rozdział. Żył spokojnie i bez stresów. Dawno nie był taki wypoczęty... i chyba szczęśliwy. Rok 2011 minął tak szybko jak się zaczął. W roku 2012 nic ciekawego się nie zdarzyło. Marfusza się ocieliła, Bidam przyjmował krowi poród. Było dużo mleka, ale nie było kurczaków. To go przerażało. Rok bez kurczaków. Poprosił brata Afanasija by sprowadził z Ułan-Ude kogucika i kurki. Tak też się stało. Szybko rozpoczęła się hodowla, a kurki mnożyły się jak dzikie. Były świeże jajka, świeże mleko (to od krów oczywiście, a nie od kur) oraz smaczne kurze mięsko. To był raj. Przyszedł grudzień 2012, tylko ponad miesiąc do prawosławnych świąt. Wydarzyła się tragedia.

 

 

***

 

 

– Pożar! Pożar!

 

Takie odgłosy obudziły Bidama. Poczuł chłód, a zarazem wielkie gorąco. Co to znaczy? Jakiś nietypowy stan ekscytacji? A nie, on po prostu zasnął na dzwonnicy. Było tu dość zimno, a temperatury ujemne. No i pożar. Jaki cholera pożar? Faktycznie czuć było gorąco, ale skąd? Jak się okazało dzwonnica płonęła. Zresztą nie tylko dzwonnica. Wszystkie zabudowania gospodarcze, budynki monasteru i cerkiew. Wszystko płonęło. Jeśli ktoś rozmyśla nad Dniem Sądu Ostatecznego, Bidam akurat nie rozmyślał, bo się na tym nie znał, zresztą w Korei było i tak piekło na ziemi. Ale! Jeśli ktoś rozmyślał nad Dniem Sądu, to musiało tam być dużo ognia. Bidam właśnie był świadkiem chwili, w której wyobrażenie, rodem z cholernego Memlinga, przeradzało się w rzeczywistość.

 

– Marfusza!!! Kurczaki moje!!! – Krzyknął w taki sposób, że chyba cała Buriacja słyszała.

 

Wtedy wszyscy zwrócili na niego uwagę, bo faktycznie mnóstwo mnichów biegało w panice, gdzieś tam na dole, i ratowało, co tylko się dało. To ciekawe, że nie pomyślał o nich, tylko o krowie Marfuszy i kurczakach. Czy czyniło go to złym człowiekiem?

 

– Bidam? Co tam robisz? – To ojciec Afanasij. Dobry człowiek, ale chyba trochę niekumaty. Jak to co robi? Siedzi na dzwonnicy, bo dzwonił wczoraj, a rano też ma dyżur, więc nie ma co wracać do celi, jak można się zdrzemnąć tutaj. Ładny widok, no i jest ciasno, to przypomina trochę szafę. No dobra, pobawmy się w głupków i odkrzyknijmy coś równie głupiego.

 

– Co się dzieje?

 

– Pożar! Wszystko płonie! – Płoń Rzymie, płoń, tak mógł śpiewać Neron, a on co ma śpiewać? Płoń Buriacjo, płoń? Przecież widać, słychać i czuć, że pożar. Wszędzie ogień i kupa dymu. – Musisz skoczyć, nie ma innego wyjścia! Tam jest kupka siana i śniegu. To zamortyzuje upadek! Skacz albo zginiesz! Dzwonnica płonie.

 

Skacz albo zginiesz? A jakie ma szanse? Ile to metrów? To wygląda na pewną śmierć. Co lepiej? Zginąć w pożarze czy połamać się w męczarniach? Może najpierw się zaczadzi i nie spłonie żywcem, to nie będzie bolało. No, ale jeśli jednak skoczy... to może przeżyje. Połamie sobie coś, ale będzie żył. Kości się zrosną i będzie wszystko dobrze. Za rok, a może nawet za kilka miesięcy. Będzie jadł kurczaki i śmiał się z tego. Haha-ha-ha-haha!

 

– Na co czekasz? Chcesz zginąć? – To znów ojciec Afanasij, jak on się wydziera. – Skacz! Miej wiarę! W imię Boże!

 

Dobra, niech się dzieje wola Nieba.

 

– Anielski orszak niech mą duszę przyjmieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee.....

 

Skoczył.

 

 

***

 

 

Przyjął? Czy Aniołowie powiedli go do Nieba? Co to za postać? To... SR-Crazy? Co kurwa? SR-Crazy? Ten z EWF? Bidam przetarłby oczy, gdyby mógł. Czy w zaświatach można przecierać oczy, czy to w ogóle konieczne? I co tu robi SR-Crazy? Dość! Za dużo tych pytań. Jedyne wytłumaczenie jest takie. Bidam umarł. SR-Crazy też. Jako, że SR był dobrym człowiekiem to poszedł do Nieba. Może nawet już go beatyfikowali. SR-Crazy świecił zawsze przykładem i moralnością. Także dobrocią. Dlatego jest w Niebie razem z Bidamem. To rozsądne. Tylko, że Bidam nie był moralny ani dobry. Walczył, kradł gdy było trzeba, zabijał też, niestety. Krew niewinnych jest na jego rękach i pali i piecze. Co dzień, co noc. SR-Crazy to natomiast dobro wcielone. Alleluja. Zaprawdę, zaprawdę powiadam, SR-Crazy to najlepsza postać w EWF. Wielu było miłych, to prawda. Wielu było uprzejmych, to też prawda. Esmeralda była dobra, ale w 2002 roku była suką. Ten grzech więc ma. John Hangman był pozytywny, ale był wrednym skurwielem. Tak przynajmniej wynika z archiwalnych gal. Nawet Kraven stał czasem po stronie sił dobra. To się zdarzało. Tylko SR-Crazy nie splamił się podłością. Od samego początku w EWF zawsze, ale to zawsze, był bohaterem, zawsze był porządnym człowiekiem. Sanctus, sanctus... nie, to bluźnierstwo. Bidam nie może sobie pozwolić na takie coś, nie tutaj, nie w Niebie. SR-Crazy jest klucznikiem bram niebieskich. Zastąpił świętego Piotra. Wszystko jasne. Ale znów ten problem, ten jeden, jedyny, maleńki problem. Bidam nie może pójść do nieba. On nawet nie jest chrześcijaninem. Piekło jest jego przeznaczeniem. Oj głupcze, dlaczego się nie ochrzciłeś! Mieszkałeś 3 metry od cerkwi, otoczony przez mnichów, a nie poprosiłeś ich o chrzest! Czas ucieka, wieczność czeka, a w twoim przypadku Bidamie, ta wieczność, to piekło. Kim w takim razie jest tu SR-Crazy? Personifikacja sił dobra. Najlepszy człowiek w EWF. Kim on jest? Ah tak! Jest sędzią. Zważy jego serce na specjalnej wadze. Jak jest pełne grzechu, to do piekła, won! Do Hitlera! Do Kim Ir-Sena! To Kim Dzong-Ila! Oh dajcie mi kociołek z nimi. Ugryzę ich w kostki! Dlaczego nagle narracja przeszła na pierwszą osobę. Stop, znowu pytanie. Oh proszę, Crazy, proszę. Zważ moją duszę, oszacuj ją. Jak ja chciałbym z tobą walczyć. Nie byłeś nigdy World Champem, ale na brodę Konfucjusza, jesteś jedną z ikon EWF. Od czasów Felka jeden i ten sam, niezmienny. Jak opoka niezniszczalny. Dajcie mi walkę z Crazy’m. Pozwólcie mi o święci aniołowie stoczyć z nim pojedynek. Niech się dzieje, co chce. Wyślijcie mnie do piekła, niech tak będzie, co mi tam. Proszę o jedno. O walkę z Crazy’m. Człowiekiem wielkiej moralności, człowiekiem niezwykłego stylu, wspaniałym wrestlerem, żywą historią federacji. EWF, dlaczego musiałaś upaść? Dlaczego nie dostałem walki z Crazy’m? A oto on, tu, martwy czy nie, sędzia czy nie, widzę go. Będzie sądzić mą duszę. Gdyby to była walka, oh gdyby to tylko była walka, to sądziłby moje umiejętności. Uchodzę za talent, to prawda, tak mi mówili w EWF. Jesteś talentem, rozkosznym talentem, pociesznym takim, daleko zajdziesz. No i gdzie jestem? Nie żyję! Nie oddycham! Jestem jednym z miliardów ludzi, którzy anonimowo zasiedlali ziemię, a teraz ich nie ma, nikt o nich nie pamięta. Po mnie zostanie tylko kilka nagrać z Wrestlepaloozy i wpis do historii pasów jako były EWF Daemusin Champion oraz zwycięzca śmiesznego turnieju. To wszystko? Crazy? Co ty na to? Jak mnie oceniasz? Jakie to ma znaczenie? Czy dobrze się spisałem? Czy wiele osiągnąłem? Nie, to wiem akurat, mało. Za mało. Czasu nie miałem. Ale miałem swoją chwilę, miałem swój moment. Wykorzystałem go, prawda? Crazy... odpowiedz. Jesteś tu by mnie sądzić. To prawie jak walka, to prawie jak pojedynek. Ja i ty, ty i ja. Nawet nie na krańcach świata, bo poza światem. W pieprzonej Otchłani, gdzie dusze przychodzą by poznać swój wyrok, ja też przyszedłem. Zstąpiłem do Otchłani! Skoczyłem do niej by zyskać odpowiedzi. Osądź mnie Crazy i daj mi odpowiedź. Jaki byłem? Jakim byłem wrestlerem? Perspektywicznym? Czy to prawda? Ty wszak jesteś jeden. Ty wszak jesteś sprawiedliwy. Twoje jest królestwo młodych talentów. Twoja jest chwała wśród nich. Ty stworzyłeś Wyspę i urzeczywistniłeś tam wielki program wspierania młodzieży. Kontynuujesz misję Dark Avengera. Ja go nie znałem, widziałem archiwalne gale, ale to przecież nie to samo. Crazy... SR.... Crazy... SR.... jesteś jedyny w swoim rodzaju. Jedyny. Wielu cię pewnie nie docenia. To głupcy. Jesteś w EWF od 2001 roku, a mimo to nie prosisz o sławę. Nie prosisz o zaszczyty. World Title? Co to dla ciebie. Mógłbyś je mieć, ale chyba nie chcesz. Jesteś człowiekiem z misją. Człowiekiem, który wie, co jest ważne. Jesteś człowiekiem, po prostu człowiekiem. Bo w tym pieprzonym EWF nie było ludzi. To były zwierzęta. Żądne krwi, żądne władzy, zaszczytów, pieniędzy, chwały, pasów, popularności, hardcoru, extreme’u, klasycznego wrestlingu, nieklasycznego wrestlingu i tak dalej. Ty jeden... ty jeden pochyliłeś się nad losem debiutanta. Ty wyciągnąłeś pomocną dłoń. Ty miałeś dla każdego uśmiech i dobre słowo. Potrafiłeś poklepać po plecach i powiedzieć „będzie lepiej”, ale też przypierdolić. Czy ktoś wyobraża sobie Psycho pomagającego młodym? Dla niego inni wrestlerzy to jak błoto na bucie. Czy Tool mógłby komuś pomóc? Nas Jazzowski? Vaclav? Nie, nikt. Żaden z nich nie ma w sobie tego „czegoś”. To Crazy jest gwiazdą EWF, bo jest człowiekiem. Znajdźcie mi człowieka! Pokażcie mi człowieka! I oto znalazłem! Ecce Homo! Oto i on! SR-Crazy. Osądź mnie teraz. Byle szybko. Miejmy to za sobą. Chciałbym, żeby to była walka, ale niestety nie jest. To sąd nad mą duszą, nad mymi uczynkami i ja właśnie zdaję z nich raport. Kradłem, zabijałem, gwałciłem, kłamałem, cało zło było we mnie, a złem byłem ja. A najgorsze jest to, że tego nie było po mnie widać. Bo potrafiłem się uśmiechnąć. Bo byłem pocieszny. Sądź mnie teraz! Walcz! Sądź! Walcz! Wszystko mi jedno... już mi wszystko jedno...

 

 

***

 

 

Przyśniły mi się włosy Franko. To był włochaty człowiek. Gdy pierwszy raz go ujrzałem, pomyślałem sobie w duszy: „Ale małpiszon”. Nie żebym miał coś do futrzaków. Lubię na przykład zwierzęta futerkowe. Franko nosił maskę, bo podobno dawała mu jakąś przewagę. Miał też Helenkę, która podobno była piękna. Nie w moim typie, ale dobrze, dla kogoś może i ona jest piękna. Ona na szczęście nie była włochata, przynajmniej w tych ogólnodostępnych miejscach. Franko był mrukiem. Takie odniosłem wrażenie. Trochę zagubionym, bo EWF to był wielki świat. Kojarzył mi się z prostym człowiekiem, weźmy jakiegoś reymontowskiego chłopa i przenieśmy go do pałacu. Będzie zagubiony jak nic. Franko na swojej pierwszej gali też był zagubiony. To wszystko przez te złote krany w niektórych kiblach. Kiedyś EWF było podobno bardziej bogate, to sobie zainwestowało w złote krany. Franko się ich wystraszył. Dobrze, że nie gadały, bo to by dopiero było. Franko był rzeźnikiem, taki nosił pseudonim. Głupi pseudonim jak na EWF, bo zarząd EWF jest nienormalny. Niech się Franciszek nie obrazi, ale oni mogą to wykorzystać przeciwko niemu. Wtedy naprawdę dostaniemy scenariusz w rzeźni i Franko zabijającego świniaki. To byłby nawet piękny obraz „Świniobicie i Franko”. Wzbudził on jednak moją sympatię, bo niby jest zły i mrukliwy, ale to porządny chłopina. Ma w sobie to „coś”, co może go zaprowadzić daleko. Jeśli tylko zechce. Szkoda tylko, że nie jest otwarty na ludzi. Tu trzeba coś rozgraniczyć. Można mieć ich w dupie (ludzi) i być otwartym. To nawet proste. Można to robić z uśmiechem, tak jak ja to robię. Można zabijać z uśmiechem. Można uciąć dziecku rękę, bo chciało więcej ryżu. Czy to wina dziecka, że chciało więcej ryżu? Nie, było głodne, to nie była wina dziecka. Ale co miałem zrobić... co ja miałem zrobić? Rozkaz to rozkaz, zasady to zasady. Uciąłem. Franko, nic się nie martw. Tobie nie utnę. Ja cię nawet lubię, choć jesteś ponurakiem. To nie jest wada. Ponure osoby robiły już kariery w EWF. Weźmy takiego Ponurego Grabarza, on jest ponury z definicji! Albo Tanatosa. On był World Champem! Franko, nic się nie martw. Ja wiem, że Franko ma w głębi duszy dobre serce. Nie oznacza to jednak, że ma dokarmiać gołębie i przeprowadzać dzieci przez ulice. Ludzie potrzebują swego rodzaju moralności. Franko ma dobre serce, bo ja wiem, że gdzieś tam, pod tą włochatą powłoką, bije dobre serce. Nie jakieś cukierkowe, ale po prostu serce porządnego człowieka. Jakbym kiedyś mógł zdobyć w EWF Tag Team Titles, gdybym chociaż dostał taką szansę, to chciałbym, naprawdę chciałbym, żeby moim partnerem był Franko. Przyśniły mi się włosy Franko...

 

 

***

 

 

SR-Crazy nie osądził. Zniknął. Pojawił się Yoshihito Nabeshima. Siedział na białym koniu, grał na biwie, strzelał z łuku, śpiewał koreańsko-japońskie pieśni, układał origami, haftował, kaligrafował, recytował wiersze, układał poezję, wspominał dawne dzieje japońskie, przypominał Nankin, uśmiechał się... uśmiechał się... tak po japońsku... i wzdychał... tak po koreańsku, ale z Południa. Był potworem. Miał siedemnaście głów i pazury. Wielkie pazury, a twarz... ta twarz... te oczy. Jakie on miał oczy. Był potworem, ale miał piękne oczy. Kryształowe, ale po policzku spływała łza. Tak jakby nie chciał być tym, czym był albo czym się stał. Chciał czy nie chciał? Chce czy nie chce? Będzie czy nie będzie? Niech się stanie! Piękne oczy Nabeshimy spoglądały na świat. Było w nich piękno, ale też nienawiść. Było też dobro, a dobro walczyło z nienawiścią. Zło walczyło z miłością. To był bój, szlachetny bój. Zło wygrało. Wyrwało serce miłości i złożyło je w ofierze dawnym bogom. Amaretasu, bogini słońca, ofiarę przyjęła. Bóg rodu Fujiwarów przyjął ofiarę i chciał więcej. Więcej, więcej, więcej. Krew, osocze, osocze i krew. Niech spłyną po stopniach świątyni. Nabeshima w stroju kapłana shinto radośnie klaszcze w dłoń, ale są z nim jego demony. Każdy z nich jest ślepy. Nabeshima nie jest ślepcem. Był, ale już nie jest. Jest w nim jakaś cząstka dobra. Skąd się wzięła? Czy to wpływ SR-Crazy’ego? SR-Crazy jest dobrym człowiekiem, Nabeshima był zły. Gdy jeszcze był Whipedem był zły, zły, zły. Te ścięgna, ta krew, to osocze, te kości, biodra, miednice, potylice. To wszystko tworzyło tron na którym siedział. Siedział, ale siedział niepewnie. Bo brakło mu wiary we własne umiejętności. Brakło mu wiary, że może być najlepszy. Zaczął imponująco w EWF. Miał świetny start, wszystko było możliwe, każdy pas mógł być jego. Wielu tak myślało, ale nie on. On jeden nie chciał byś sobą. I wszyscy go wyprzedzili. Nas Jazzowski, który był gorszy od niego, stał się ważniejszą postacią. Scyther z którym mógł walczyć jak równy z równym, został World Champem. Nawet Vaclav, który wył do księżyca, a później zaczął pić piwo, wyszedł poza jego zasięg. Z największego talentu, zrobiło się nieporozumienie. Sam tego chciał i sam to na siebie sprowadził. Teraz się zjaponizował, co było zaskakujące, ale dało mu jakieś wyjście. Spotkałbym się z nim na ringu, gdybym tylko mógł. Chcę zobaczyć czy jest w stanie się odrodzić. Bo chodź wkroczył na ścieżkę odnowy, to może wdepnąć w gówno marności. Marność przecież nad marnościami, tak mówią w każdym razie. On może wszystko. Być na szczycie i być tam gdzie szczają, czyli na dnie. Problem Nabeshimy leży w głowie. Tam nie jest wszystko najlepiej poukładane. Może być świetnym wrestlerem, ale wszystko spierdolić przez jakieś głupie zachowanie. Rozmienił swoją karierę na drobne, na zupełne drobniaki. Wypadł z obiegu, niczym waluty europejskie przed euro. Przeszedł metamorfozę. To było nawet całkiem ciekawe. Widzieliście to? Został Japończykiem. Wiele rzeczy można zobaczyć, ale to nie zdarza się często. Scott został Yoshihito. Ładne imię swoją drogą, takie imperialne. Problem w tym, że wpadł przy okazji w szambo. Nazwijmy je śmierdzącym szambem kultury. W EWF do tego szamba wpadało już wielu. Bo co ma wspólnego kultura z wrestlingiem? Co ma EWF wspólnego z kulturą? Są jakieś punkty styczne? Nie ma! Można sobie grać na biwie i recytować ładną poezję, ale po co? To nudzi publiczność. To ją usypia. Pierdolenie o poezji na nikogo nie działa. To nie są pojedynki Mickiewicza ze Słowackim, a sędziowane przez Yukio Mishimę. Biedny Nabeshima... chciał być kulturalny. Chciał nauczyć masę niedorozwojów kultury. Esmeralda też w pewnym momencie oszalała i zapoczątkowała Rewolucję Kulturalną. W jej przypadku to normalne, krew miesięczna uderzyła jej do mózgu i wymyśliła głupotę. Ale Nabeshima? On krwawi tylko jak się sam potnie. Mam nadzieję, że tego nie robi, bo to niezdrowe. Choć znając jego, to może nacina się raz na miesiąc, by poczuć jakiś pieprzony smutek. To nawet na swój sposób rodzaj feminizacji, jak w pieprzonej epoce Heian. Mogę tu kląć? Wiem, że ja nie żyję, sacrum i tak dalej, ale to bez różnicy, prawda? Na szczęście Rewolucja Kulturalna została skierowana na właściwe tory. Na drogę zniszczenia. Nie było kultury, była przemoc. Nie żebym popierał brutalność i bezsensowną przemoc, ale ona pasuje do EWF lepiej niż cholerna kultura. Oh Nabeshima, gdybym żył, gdybym tylko żył... To usłyszałbyś ode mnie, żebyś przestał wreszcie grać na tej biwie!! Nie masz talentu muzycznego! Twoja poezja jest do dupy, a jak śpiewasz to fałszujesz! Uffff.... ulżyło mi jak po zrzuceniu bomby na Hiroszimę. Oh Nabeshima, słodki japoński książę. Z oddali będę obserwował rozwój jego żywota. Niech biedaczysko podziękuje SR-Crazy’emu. On tchnął w niego nową cząstkę, nowego ducha, wsadził mu nowe żebra, gdzie ich nie było. Teraz japoński książę może odzyskać swoje miejsce. Niech wyjmie katanę i rozetnie ostatnie więzy, które go krępują. Niech spojrzy na świat, niech spojrzy na EWF i powie „To EWF, to EWF będzie moje”. A jak to zrobi, to niech walczy ze mną. Ale nie... ja już nie żyję... niech mnie chociaż wspomni w takim razie. Byłem talentem, miałem szanse by zajść daleko. Wspomnisz mnie, o książę? Gdyby chociaż raz, raz jeden, o wiele nie proszę. Jeden raz... tylko jeden... jedna walka, gdziekolwiek, kiedykolwiek. Boże, słyszysz? Prawosławny Boże? Katolicki? Którykolwiek? Jeśli spadłem, to dajcie mi żyć znowu. Wysiadam z anielskiego orszaku. Jeszcze nie teraz. Wrócę, na pewno kiedyś wrócę, ale nie teraz. Chcę walczyć. Chce do EWF. Mam się modlić? Proszę o wskrzeszenie EWF. Proszę o walkę z SR-Crazy’m. Proszę o walkę z Yoshihito Nabeshimą. Proszę, proszę, proszę. Co dam w zamian? To tak trzeba? Bądź Bogiem, a nie carem! W zamian oddam dobro. Postaram się. Jeden dobry uczynek za jedną walkę. Później mogę spaść do studzienki kanalizacyjnej i zginąć w durny sposób. To mi nie przeszkadza. Chciałbym znowu zobaczyć EWF. Poczuć ten klimat, usłyszeć ten zapach. Daj mi Crazy’ego, daj mi Nabeshimę. Ja jestem nudny, co ci po mnie? W piekle mogę gryźć po kostkach, ale to też nudne. Proszę. Proszę. Proszę. Przepraszam. Wybacz. Wybacz mi wszystko. Daj mi EWF... Daj mi SR-Crazy’ego... Daj mi Nabeshimę... Nabeshimę... Nabeshimę.......

 

 

***

 

 

– Nabeshimę! – Najpierw głośny krzyk, a później ciężki wdech, tak jakby Bidam tonął i właśnie uratowali go z Titanica i opróżnili jego płuca z wody.

 

– Co? Co takiego? – Ojciec Afanasij zaniepokoił się, ale jednocześnie ucieszył. Najgorsze minęło. Przeżył i obudził się.

 

– Żyję... ja... żyję... – Głos Bidama był słaby. Co ciekawe nie połamał się wcale. Przynajmniej na pierwszy rzut oka tak to wyglądało. Udzielono mu pomocy, opatrzono siniaki, no ale reznoansu magnetycznego mnisi nie mieli. Na razie wyglądało na to, że skok wiary okazał się sukcesem.

 

– Chwała Najwyższemu! Żyjesz! Żyjesz!

 

– Jak długo...

 

– Tydzień, ale dałeś radę! Jak nasi pod Stalingradem! – Ojciec Afanasij był autentycznie szczęśliwy. – Przyszedł list do ciebie. Z Polski.

 

– Później. Co z monasterem?

 

– Wszystko spłonęło. Nie mamy nic. Na szczęście bez strat w ludziach... – Tu zrobił smutną minę.

 

– Marfusza?

 

– Cała i zdrowa, ale.... twoje kurczaki... wszystkie spłonęły.

 

Nie czas na szlochy i lamenty. Zresztą kurczaki miały jedynie wartość użytkową. Służyły do jedzenia. Szkoda, że się zmarnowały. Zamknięto je w wielkim piecu, a mimo to się zmarnowały. Taka okazja, żeby je niezdrowo zjeść jeden po drugim. Bidam wyobraził sobie jak rozwiera swoje groźne szczęki, a kurczaki jeden po drugim wskakują mu do pyska. No cóż, nie udało się. Ironia losu... chyba. Bidam dostał w swe ręce kopertę. Nie mógł sam otworzyć, więc ojciec Afanasjij zrobił to za niego. Kartki nie mógł utrzymać w ręku, więc ojciec znów okazał się pomocny.

 

– EWF wraca... zapraszają mnie do powrotu. To szansa... zarobię pieniądze... i razem odbudujemy monaster. Mam też trochę oszczędności. Odpłacę się za opiekę.

 

– Nie trzeba – Autentyczna chrześcijańska skromność czasem poraża. W przypadku ojca Afanasija była ona naprawdę, ale to naprawdę autentyczna.

 

– Trzeba. Wracam do EWF.

 

– Nie chcesz się ochrzcić?

 

– In hoc signo vinces? Nie jestem świętym carem Konstantynem i nigdy nie będę. Jeszcze nie czas ojcze. Nie ten czas, nie to miejsce, być może nie to życie. Aha, i nie jestem Czukczem.

 

– Wiedzieliśmy o tym od samego początku.

 

 

EWF powraca. Bidam także. Tylko że... niewiele pamięta, ale tym już nie chciał nikogo martwić.

 

 

***

 

 

Bidam tak się przejął swoimi snami, upadkiem z wieży, że po powrocie do Polski odwiedził szpital. Jak się okazało kolejka była na 100 osób, a EWF nie załatwiło mu jeszcze ubezpieczenia w NFZecie. Może jest chory? Może połamany? Nie stać go na prywatną wizytę. Może umrze na ringu? Kto to wie... głowa go bolała i czasem zapominał różnych rzeczy. Może to Alzheimer, Parkinson lub inny stary Niemiec? Jego przeżycia w Buriacji tak go zainspirowały, że skontaktował się ze Slobodanem Persićiem, swoim bośniackim przyjacielem. Nakręcił on krótkometrażowy film o przeżyciach Bidama w Buriacji. Zagrał on tam samego siebie, a krowę Marfuszę krowa Mućka z Ciechanowa. Na II przeglądzie amatorskich filmów serbo-bośniackich w Sarajewie film zajął IV miejsce i otrzymał wyróżnienie sołtysa Bukovickiego Varu. Teraz natomiast wszyscy mogli go obejrzeć. Dziękujemy w imieniu Bidama oraz kinematografii Bośni i Hercegowiny.

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Bidam

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 3 Data: 28.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Tsugaru, Aomori, Japan Arena: Ito Mining Arena Tsugaru Publiczność: 987 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • GGGGG9707
      Tak też mi niespodzianki, Belair, AJ Lee, Lesnar, LA Knight, Dom, pewnie ten nowy arab saudyjski którego wzięli.  Ja zawsze na Royal Rumble przyjmuję sobie że chcę co najmniej jedną niespodziankę ale taką której się nie spodziewam. Te wymienione się nie liczą bo i tak prawie pewne że będą i to żadna niespodzianka. Choćby to był nie wiem Hornswoggle to i tak dam na plus bo będę zdziwiony a o to chodzi w Royal Rumble. Chyba na 60 wrestlerów da się zarezerwować 1 miejsce dla kogoś kogo si
    • MattDevitto
      Myślałem, że ona skończyła z wrs
×
×
  • Dodaj nową pozycję...