Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Morele, czyli rp bez owocow


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  117
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  19.09.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Szczecin to piękne i wspaniałe miasto. Właśnie tu, przygnał nas dzisiaj wiatr historii, by przybliżyć nam kolejną barwną opowieść o losach trzech kamratów. Byli to przyjaciele z ringu: wrestler i trzódka. Realizator transmisji pokazuje nam Szczecin z lotu ptaka, możemy podziwiać jak to miasto rozwinęło się w ciągu ostatnich pięciu lat, powstały nowe piękne chodniki i orliki, a także infrastruktura, która została wybudowana po Euro. Wprawdzie Euro tu nie było, ale było blisko. To szczęście biło blaskiem na cały kraj. Tak, to był wielki sukces Polaków, nie tyle sportowy, co infrastrukturalny (nie mylić z organizacyjnym). Każdy mieszkaniec Szczecina to wiedział i w duchu się cieszył, że udało nam się. Polska jest fajna, jak to mówią. Wcześniej tego nie wiedzieli, nikt im nie powiedział. Dlatego dopiero teraz porzucili oni swoją gnuśność i uśmiechają się do siebie i do obcych. Tak, właśnie nastały piękne dni dla Polski i dla Szczecina. Jest późny wieczór, może nawet noc. Ulice są całkowicie puste i obsypane śniegiem, w niektórych domach palą się jeszcze światła, po niektórych ulicach jadą samochody. Tak proszę państwa, jest już noc. Twórca transmisji koncentruje swoją (i jednocześnie nasza uwagę) na jedynej osobie, która postanowiła opuścić swój ciepły dom. Ta osoba, jest niestety ubrana w długi płaszcz i na dodatek założyła czapeczkę. Nie mamy więc możliwości jej zidentyfikować. Idziemy więc zanim w naszą długą podróż do świata marzeń i radości, do świata triumfu i porażek… to jest świat Szaleńca.

 

-------------------------

3 chwilki później

-------------------------

 

Zakapturzona (zaczapcona?) postać, którą śledzimy od jakiegoś czasu wchodzi do pizzerii.

 

-------------------------

11 chwilek później

-------------------------

 

Postać, która śledziliśmy okazał się miejscowy pracownik pizzerii, wiezie on właśnie pizzę do klienta. Jedźmy zanim, to musi gdzieś prowadzić. To musi mieć sens

 

-------------------------

23 chwilki później

-------------------------

 

Jesteśmy w Hotelu Atrium, to tu właśnie zamówiono pizzę. Nasz kolega, próbuje pukać do drzwi, ale zanim to zrobił już otwierają się one, widzimy SR-Crazy'ego, który w ciągu trzech sekund (na ekranie pokazuje się stoper) zdążył nie tylko wyjąć portfel, ale i zapłacić za jedzonko, pokiwać dziękczynnie głową i zamknąć drzwi. Pokój hotelowy wygląda (niespodzianka), jak pokój hotelowy. Trzy łóżka, a na jednym z nich zdążył już się położyć Szaleniec, jeden stolik, przy którym w sposób węgierski siedzi Miszka i rozmawia z kimś przez telefon, nieopodal niego, przy tym samym stole siedzi Smela, który pije swój ulubiony drink (spirytus z wódką). To tutaj tak naprawdę zacznie się ta opowieść.

 

Smela: Przez ostatnie trzy godziny, leżałeś na tym łóżku rozwalony, jakbyś przed chwilą startował w maratonie, a gdy usłyszałeś o jedzeniu, to pobiegłeś do drzwi, jak kobra na sterydach. Mistrzu jak tak można?

 

SR: Haaa (słychać tylko odgłosy jedzenia)

 

Smela: Mistrzu tak nie powinno być. Dziś w trakcie akcji z motorówką już Miszka trzy razy chciał wzywać pogotowie, bo myślał, że ma Mentor stan przedzawałowy.

 

SR: Szaleniec nie może mieć zawału. To zawał może w swym życiu trafić na SR-Crazy’ego, a wtedy zrozumie, jaki popełnił błąd.

 

Smela: Mentorze, ale jak tak dalej będzie, to nie długo nie wejdziesz w swoje przyciasnawe porteczki. Już ledwo w nie się mieścisz. Niedługo już twój powrót do czynnych walk. Ja wiem, że rywal niezbyt wymagający, jakiś biedak, którym się podniecają niczym Snakiem w młodości i nic nie mówiący mi Franko, ale…

 

SR: Nie bój żaby, do walki schudnę.

 

Smela: Nie wydaje mi się. Munno nie byłby z panna zbyt zadowolony.

 

SR: Munno zawsze powtarzał: jedz dwa razy, ćwicz trzy razy.

 

Smela: Nie sadzę…

 

SR: Nie znałeś go, więc nie wiesz.

 

Szaleniec skończył jeść właśnie pizzę, popatrzył chwile na sufit, a następnie podniósł się i poszedł w stronę szafki. Po otwarciu jej wyciągnął z niej bombonierkę z napisem: od Marka, wielkiego fana pana Crejzola.

 

Smela: A on znowu je…

 

SR: Idę na masę.

 

---------------------------------------------

3 dni później

---------------------------------------------

 

Jesteśmy na lotnisku, nie jest ważne gdzie ono jest i jak ono wygląda. Ważne, że widzimy przed nim Pana Smelę i pana SR-Crazy'ego. Razem stoją i dyskutują o czymś przy autobusie Miszki. Dziś głównym bohaterem jest właśnie ten autobus, który dorobił się nowego wyglądu. Mianowicie na jego boku pojawiła się gwiazda Dawida i napis "Heritage Tours", cały pojazd pomalowany był na biało z niebieskimi wstawkami. Po jakieś chwili z budynku lotniska wychodzi Miszka, a wraz z nim nieznany bliżej nam pan. Na oko owa obca osoba miała 32 lata, 3 miesiące i pięć dni. Ubrana była w czarny płaszcz, szeroki, okrągły kapelusz, a na twarzy owego osobnika można było zobaczyć drobną czarną brodę i pejsy. Pan szybko przywitał się z zgromadzonymi osobami i wraz z nimi wszedł do autobusu.

 

---------------------------------------------

13 chwilek później

---------------------------------------------

 

Jesteśmy w autobusie Miszki. Możemy to stwierdzić z całą pewnością, gdyż widzimy siedzącego na swoich miejscach Szaleńca i pana Pejsa, a także prowadzącego autobus Miszkę. W tle gra i śpiewa znana żydowska pieśń "Hava Nagila".

 

Smela: Dziś ruszamy w świat razem z SR-Crazy’m i jego równie szaloną Trzódką!!! Ja będę waszym oprowadzaczem!!! Cieszmy się i radujmy! Hava Nagila! Dziś zobaczymy jak mój mistrz i mentor przygotowuje się do walki, a także poznamy nowego, chwilowego członka załogi!!! Jak ci na imię?

 

Pejs: Mordechaj.

 

SR: Dojebał do pieca.

 

Smela: Serio?

 

Mordechaj: A co w tym dziwnego?

 

Smela: Nic, nic… dobrze, dobrze, a czym się zajmujesz?

 

Mordechaj: Knuje spiski w celu przejęcia władzy nad światem. Rzucono mnie na obszar Europa Wschodnia, to dzięki temu umiem tak dobrze język polski.

 

Miszka: Widzicie!!! Zielona wyspa to prawda!!! Polska najlepsza!!! Yuhu!!! Euro!!! Euro!!!

 

Mordechaj: Nie, raczej to nie jest powodem mojej bytności. Jak to mawiał mój ojciec, gdzie człowiek w dużej finansowej dziurze, tam wyrasta żyd na dupie. A tak na poważnie to skorzystałem z oferty firmy pana Miszki, która trudni się oprowadzaniem żydów po miejscach życia ich przodków. A finansuje swoją wyprawę z pisania biografii sportowych, ostatnio nawet napisałem książkę o Mandżuria Pro Wrestling. Nie spodziewałem się, że spotkam żywą legendę tej federacji.

 

SR: To ja, żywa i ruchliwa legenda.

 

Miszka: Dobrze się złożyło, że chce pan jechać do Białegostoku, to akurat po drodze, bo jedziemy na tam właśnie na galę.

 

SR: Tam też kiedyś był jakiś Mordechaj…

 

Smela: A czemu nie do Warszawy?

 

Mordechaj: Gdybym chciał oglądać żydowskie miasta, to pojechał bym do Izraela.

 

Smela: Dobra, dobra dość tego wieczorka zapoznawczego. Pan Mordechaj do Miszki niech idzie, on panu poopowiada o naszym pięknym kraju. A my mamy robotę do wykonania.

 

SR: Jaką?

 

Smela: Mistrzu walczysz!!!

 

SR: A z Franko, z tym żebrakiem co pił perłę w bufecie. Biedny tak siedział, aż mi się go żal zrobiło. Tak mu smutno z oczu patrzyło. Jak ja mam z nim walczyć? On był taki słodki, najchętniej bym go adoptował i wyszkolił na dobrego wrestlera.

 

Smela: Perłę niestety zmuszeni byli pić wszyscy. Cierpiącym przy tym bardzo wrestlerem był Ghul, a żebrak sprzed bufetu, to Bidam. A poza tym to nie bufet, a kafeteria.

 

SR: Jaka to różnica?

 

Smela: Bufet… (Szaleniec nie pozwala mu dokończyć)

 

SR: Mówię o tym Franko i Bidamie. Przecież to na to samo wychodzi. Kto by mógł pokonać mnie i Yoshiego w równej walce? Nie ma na to szans. Jesteśmy na to za wspaniali. My mamy zdolności, tężyznę fizyczną i inteligencję. A oni? Bidama, którym wszyscy się podniecają, jakby nie wiadomo co osiągnął. Jak on pięknie mówi, jak on pięknie walczy, jak on pięknie kopie… ach co to będzie za wrestler w przyszłości. Ja wiem jedno: w przyszłości chłopak ma szansę na World Title, ale liczy się obecna chwila. Na dzień dzisiejszy nie mają niestety szans na pokonanie nas. To będzie dobra i miła walka, pokonamy ich po uczciwym pojedynku. Mam nadzieję, że wyciągną oni z tej walki odpowiednie wnioski i dzięki temu rozwiną się i staną się lepsi. Niech poczują rękę i spryt wielkiego nauczyciela SR-Crazy’ego! A kiedy kurz już na ringu opadnie, pójdziemy z Yoshim na herbatkę, wypijemy, pogadamy i coś zjemy i będzie miło. Rozmawiałeś już z nim?

 

Smela: Dzwoniłem i nawet chyba rozmawiałem…

 

SR: Chyba?

 

Smela: Jak mi zaczął coś gadać o pustkach i nicościach, to skończył po dwóch godzinach. A ja go się tylko spytałem, czy idziemy do naszego sekretnego miejsca, czy mam wynająć całą kawiarnię, by była pusta, bo by mu plebejusze przeszkadzali.

 

SR: Pamiętaj panie kolega, nigdy z nim nie używaj słów: pustka, cierpienie, nicość i jeszcze paru. Jak Yoshi wchodzi na te tematy, to robi się smętnie i nie wiem, co ze sobą zrobić. Dobra zrobimy tak mój drogi, spotkam się z nim na gali i oddamy się ceremoniałowi picia herbaty. Choć nie wiem, czy to dobry pomysł, ostatnio się Yoshi zdenerwował, bo nie mu mój chakin nie pasował. W sumie zawsze mówi, że pice ze mną herbaty, to jak gwałt na Nankinie. O tego słowa też z nim w rozmowie nie używaj, wtedy też robi się nieprzyjemnie.

 

Smela: O czymś jeszcze mam pamiętać?

 

SR: Nie wiem, nie wiem. Włączy mi może jakąś poprzednią walkę naszych przeciwników muszę się przygotować

 

Smela wyjął pilota i zaczął grzebać coś w nim, szukając pewnie jakiś walk archiwalnych. Udało mu się w końcu udało mu się włączyć ostatni pojedynek Franko z Bartem Wierim. W międzyczasie Szaleniec znalazł książkę "Szachy i Ty możesz wygrywać już dziś, ucz się razem z mistrzem", a także wyciągnął skądś kilka kartek papieru z narysowanym na każdej z nich ringiem.

 

Smela: Mistrzu… co robisz?

 

SR: Oglądam… cicho… muszę myśleć…

 

Smela: Po co cI ta książka?

 

SR: Jak to po co? To ty nie wiesz? Najważniejszą rzeczą, by wygrać jakikolwiek pojedynek w profesjonalnym wrestlingu, jest dobra taktyka. Kochany mój Smelko, zapasy amerykańskie są jak szachy. Ważniejsze jest to, co ma się w głowie, a nie to co ma się w bicepsie… lub na klacie, jak w przypadku tego gościa, co go Frankiem zwą… skąd on bierze tyle tych kłaków…

 

Smela: Nie wiem, czy szachy mogą mieć jakiekolwiek przełożenie na wrestling…

 

SR: Synu, od wojaczki jestem tutaj ja. Ja dobrze wiem co zrobić, by wygrać ten mecz. Trzeba się dobrać do tego od taktycznej strony. Dobra defensywa, wysoki pressing i gra na zwrotnego napastnika, o to podstawa mojego sukcesu. Zastosuje parę lub i więcej wskazówek z szachów i piłki nożnej i dowalimy tym Mamelukom, a później w spokoju wypiję herbatę z Yoshim. Popatrz mi tu dobrze (Szaleniec bierze marker i kartkę z narysowanym ringiem), będziemy stać z Japońcem tu, a oni będą stać tam (Szaleniec rysuje coś na kartce), później zrobimy tak (nadal rysuje)… a potem tak (rysuje) i na końcu zrobimy tak, ale tuż po chwili tak… i mecz wygrany.

 

Smela patrzy z uznaniem na kartkę, którą stworzył jego Mistrz. W sumie nic na niej nie było widać, gdyż SR zrobił wiele wywijasów i bohomazów. Smela kiwał z respektem głową i wierzył w geniusz swojego mentora.

 

SR: A teraz poczytam coś o szachowych strategiach i taktykach, może znajdę jakieś kolejne wskazówki i podpowiedzi, dzięki którym jeszcze łatwiej ich pokonamy!

 

Smela: A może powróćmy do treningów kondycyjnych, wiesz schody… bieganie… skakanka…

 

SR: To zostawmy dla młodych, teraz trener Szaleniec myśli.

 

-------------------------------------------

232 chwilek później

-------------------------------------------

 

SR: Wymyśliłem!!!

 

Smela: Co mój panie?

 

SR: Wyślemy naszej kochanej Esmeraldzie prezent?

 

Smela: A po kiego grzyba?

 

SR: Nie do grzyba, tylko do Esmeraldy. Tak wypada, wyślemy i już. Kwestionujesz moje dowództwo, moje zdolności mentorskie? Nawet wiem co jej wyślemy!!!

 

Smela: Już się boję

 

SR: Pralkę w której wyprano Salara. Pamiętasz ją? Zawsze mówiłem Cc, że Salar to będzie wielki zawodnik, który na zawsze zapisze się w naszej pamięci. To jest to!!! Pralka, rozumiesz? Ta pralka będzie najlepszym prezentem jaki można komukolwiek dać.

 

Smela: Nie sądzę, ja bym pomyślał o czymś lepszym…

 

SR: Co może być lepszego od legendy polskiego wrestlingu?

 

Smela: Może oddamy im Mordechaja?

 

SR: A co ja? Wielki król Koguryo, który oddawał swojego najdroższego poddanego, jakieś dziewce? Po co komu Mordechaj?

 

Smela: Może by napisał biografię Esmeraldy.

 

Mordechaj: Planowałem kiedyś napisać biografię, wielkiego człowieka pana Tostera, ale on już jest tak znany, ze to nikomu niepotrzebne. On jest chodzącą autobiografią. Tylko Szakal może mu się równać.

 

Smela: Widzisz, widzisz, to jest pomysł.

 

SR: Hmmm może pójdziemy na kompromis?

 

Smela: Jaki?

 

SR: Mordechaj w pralce?

 

W tym momencie transmisja urywa się.

 

--------------------------------------------------------

326237628 chwil później

--------------------------------------------------------

 

Jesteśmy przed jakimś dworcem, widzimy autobus Miszki, z którego wysiadają dwie osoby: Smela i SR-Crazy. Autobus odjeżdża, a nasi bohaterowie ze spuszczonymi głowami udają się do kasy dworca, prawdopodobnie kupić bilet. Po udanej operacji zasiadają w hali odpraw.

 

SR: Powinienem teraz być już w Białymstoku, trenować, przygotowywać się. Franko i Bidam już pewnie trenują. To będzie ciężki mecz. A ja? Bo jakiś Mordechaj chce jechać na zapyziałą wieś, to ja muszę korzystać z komunikacji publicznej, z PKP. Szakal to ma fajnie, jest senatorem, ma za darmo, a ja? Zawsze pod wiatr. Jeszcze Franko, on mi spędza sen z powiek. Jest dobry, zwinny, gibki i owłosiony. Z takimi ludźmi ciężko się walczy. Niby to tag team, niby jesteśmy w drużynie. Ale kto wie? Jak młodzi i zdolni próbują walczyć z lepszymi, to różne nieoczekiwane przez nikogo rzeczy mogą się wydarzyć. Może okazać się, że wygrają? Co wtedy? Jak można z nimi przegrać? Można, bo nie mogę trenować, muszę czytać, by opracować taktykę na tę walkę. Tak, Franko może okazać się groźnym przeciwnikiem. W sumie Bidam, to też nie jest żaden słabeusz. Wszyscy mu wróżą wielką przyszłość. Choć trzeba przyznać, że jest bardzo oryginalny. Ty wiesz Smela, że kiedyś go znalazłem u nas w szafie? Spał tam sobie tak słodko. No aż nie chciałem go budzić. Co miałem zrobić? Po takim Bidamie nigdy nic nie wiadomo. Wygląda na poczciwca, ale jakbym go obudził, to mógłby się zezłościć. Myślałeś może, czy on ma szatnie swoją własną? Co się stało z tą federacją? Już nie stać nas na szatnie dla każdego wrestlera? Jeszcze mi może kogoś do mnie dokwaterują? W ramach polityki oszczędności i cięć budżetowych. Jeszcze by mi się trafił somalijski pirat i co wtedy? Zgwałci i zrabuje mi jakiś tankowiec w szatni? A może Bidam wybrał sobie życie takiego wędrowca… obieżyświata, co to własnego portu nie ma. Podróżuje tak od szatni do szatni, bo nie jest przywiązany do tych materialnych korzyści tego świata. Odrzuca je, bo chce znaleźć własne prawdziwe szczęście. Ty wiesz jak trudno będzie pokonać takiego walczaka? On nie ma nic, tylko swojego ducha i kurczaka. No i właśnie te nieszczęsne kurczęta. One mu dają te siłę i wzmacniają jego mięśnie. Może to właśnie dzięki nim ma taki talent i te wielkie zdolności. Mówię ci Smela, trzeba na niego uważać. Może nie tak bardzo jak na Franka, ale i tak to nie będzie łatwy pojedynek. Może skończyć się źle, gdy się rozkojarzymy z Yoshim na chwilę, to możemy obudzić się w świecie, w którym nie mamy naszych pięknych pasów. Choć szansa na to niewielka, ale i tak trzeba uznawać. Ten koleś z Mongolii może namieszać i co wtedy zrobimy? Przecież nie przejedziemy go motorówką. Trzeba uważać, tak trzeba uważać, tak trzeba uważać. Jestem czujny i uważny, dlatego poradzę sobie nawet z takimi młodymi wrestlerami, jak oni.

 

W tym momencie z megafonów słychać, iż pociąg do Białegostoku został odwołany.

 

Smela: Chodźmy na peron.

 

SR: Żelazna logika kieruje twymi poczynaniami. Chodźmy, co mam robić.

 

-----------------------------------

3 chwilki później

------------------------------------

 

Super Crazy i Smela stoją przy jakimś słupku, wygląda on mianowicie tak:

 

http://img42.imageshack.us/img42/6717/tychy17.jpg

 

Smela: Europa przyszła.

 

SR: Co to jest?

 

Smela: Słupek?

 

SR: Może to damy Esmeraldzie?

 

Smela: Nie sądzę… naciśnij.

 

Crazy ze strachem w oczach naciska przycisk

 

SR: Słucham?

 

Odpowiada mu tylko jakieś mruczenie.

 

SR: Wiesz z kim ja niedługo walczę? Mam pojedynek w tag teamie z Bidamem i Frankiem. Czy ty to rozumiesz? Tak wiem, jestem wielkim Szaleńcem, ale no bez żartów. Ja potrzebuję być już w Białymstoku, a gdzie ja jestem? Nawet sam nie wiem, gdzie jestem?

 

Milczenie.

 

SR: Kochani… ja muszę do kraju… ja muszę do kraju… do sprawy… ja muszę do mas, do roboty, do sprawy… ja muszę tam na mnie czekają.

 

I Upadł w ostatnim krwotoku i skonał. Ale nie dotarł do Białegostoku. SR-Crazy leżał jeszcze chwilę, po czym wstał i znowu pochylił się do słupka.

 

SR: Ja naprawdę muszę. Nie rozumiecie tego. Muszę na galę, muszę pojawić się i przypomnieć się moim wspaniałym kibicom. Czy wy wiecie ile listów poparcia ja dostałem, gdy EWF nie było? Setki, tysiące! Ja chcę się odwdzięczyć moim fanom. Rozdać parę autografów, zapozować do kilku wspólnych zdjęć, a później skopać tyłeczki paru frajerom. Tak miało być… wszystko przez Miszkę. Nie widzisz ty słupku, że trzeba ten mecz wygrać? To nie jest herbatka u cioci. To jest prawdziwa walka na śmierć i życie. Ja jako doświadczony i odnoszący, zarówno w przeszłości, jak i aktualnie sukcesy, muszę tym młodym adeptom sztuki wrestlingowej pokazać jak się walczy. Jak mają się uczyć, to niech uczą się od najlepszych. Wszyscy przecież wiedzą, że walka z Szaleńcem to najlepszy sposób, by nauczyć się czegoś nowego w tym fachu. Chcę pokazać im jak się walczy, dać im lekcję, no i oczywiście wygrać. Dla kogo chce wygrać? Oczywiście, że chce wygrać dla siebie, ale nie tylko o to mi chodzi. Chce wygrać, bo mam zamiar odpłacić się moim wiernym fanom, którzy dla swojego ukochanego wrestlera robią tyle. Jak to co robią? Przysyłają mi prezenty, jeżdżą za mną wszędzie, nawet do Teheranu. Czego chcieć więcej. Oni żyją mną, moimi walkami. Wspierają mnie w każdym momencie. Śpiewają skoczne piosenki! To właśnie dla nich zakładam swoje wesołe gaciorki i wychodzę na ring. Dzięki nim mam siłę by walczyć dalej, mimo przeciwności. Mój wiek już nie pozwala na takie radosne skoki jak kiedyś, wydolność już również nie ta. Jednak to dzięki kibicom, chce walczyć dalej, pocić się na ringu i pokazywać kawał dobrego wrestlingi. Robię to wszystko dla nich.

 

Słupek nadal milczy.

 

SR: Ja muszę do Białegostoku, choćby dla Bidama i Franka. Oni na mnie liczą. Ja chcę im pokazać jak się walczy. Stoczyć pojedynek, jakiego nigdy w życiu oni nie stoczyli. Zrobimy dobre widowisko, a potem podamy sobie ręce i będziemy mogli powiedzieć: daliśmy z siebie wszystko. Tu nie chodzi tylko o zwycięstwo. Oczywiście ono jest ważne i prawie pewne. Ale nie o to chodzi w EWF, EWF to nie tylko brutalne walki, intrygi, szarady i zdrady. To też kawał najlepszego wrestlingu w Polsce i na świecie. To właśnie najlepsze walki i umiejętności. Ja chce je zaprezentować w ringu. Pozwólcie mi…

 

Słupek milczy.

 

SR: Cholercia bez cheera trudniej.

 

Cheer robiony przez Smelę.

 

SR: Dzięki… ech… szkoda, że nie zobaczę swoich wspaniałych fanów przed Wrestlepaloozą. Chciałem im przekazać, że wygram. Zwyciężę, bo moi przeciwnicy są Mamelukami!!!

 

Smela cheeruje.

 

SR: Ech to nie to samo. Dziękuje, że się starasz. Cóż nie dowiedzą się kibice dlaczego ja pokażę Bidamowi gdzie jego miejsce. Oczywiście pokażę mu je na ringu. Chciałbym jednak by wiedzieli przed walką, że zwycięstwo jest pewne i niezagrożone. Rozpracowałem swojego rywala zarówno taktycznie jak i technicznie. Ten człowiek nie ma ze mną i z Yoshim żadnych szans. Nie tylko dlatego, że jest małym i nieciekawym Mamelukiem. Chce z nim wygrać, bo chłopak jest młody i zdolny i musi się jeszcze wiele uczyć, a ta nasza mała walka może chłopakowi wiele dać. Ja jestem takim szkoleniowcem młodzieży, czynny wrestler i trener. To prawie jak grający trener… zawsze uwielbiałem łysinę Vialliego

 

Smela: Tak, on był niesamowity.

 

SR: Grał i menadżerował. Widzisz? Da się, ja chce robić to samo. Chcę walczyć z młodymi i zdolnymi, wygrywać z nimi, rzadziej przegrywać. Pokazywać im w walce jakie błędy robią i dlaczego tak łatwo im wklepuje. To właśnie chcę pokazać Frankowi i Bidamowi. To są młodzi chłopcy. Takie nasiona, które dzięki mnie w przyszłości zakiełkują i wydadzą wspaniałe owoce. Oczywiście tak będzie dopiero po tym, jak dostaną ode mnie i od Yoshiego w dupeczkę. To na szczęście jest więcej niż pewne i dlatego nie ma co się martwić. Zwyciężymy, racja jest po naszej stronie, zdolności i doświadczenie również. Ciesze się, że te nasionka spotkają właśnie mnie na swojej drodze. Dzięki mnie wykiełkują, możliwe im to. Widzisz jaki jestem dobry? Wspaniały, doskonały prawie… o to właśnie chodzi w EWF to nie tylko zwycięstwo, ale pomoc zwycięstwem pokonanemu.

 

Smela: Z pewnością.

 

SR: A nie? Oni są wspaniali jak nasza partia komunistyczna w Chinach.

 

Smela: Nawet lepsi.

 

SR: Już Wielki Sternik kierował się zasadami dobroci i miłosierdzia, a tak wielką tolerancją. To był taki dobry duszek.

 

Smela: Wiemy.

 

SR: Wracając jednak do tematu. Bidam, Franko… fajne z was chłopaki, nie mam nic przeciwko wam, poza moimi pięściami. Jesteście młodzi i utalentowani, macie szansę na wielką przyszłość. Nie mogę się doczekać walki z wami i pokazania wam różnicy między tym co możecie osiągnąć, a tym co macie teraz. Zniszczę was i wasze marzenia, by ponownie one mogły w przyszłości zakiełkować. Zrobię z wami to, co ogrodnik robi obcinając suche gałęzie. W Białymstoku wygram razem z Yoshim i obronię nasz pas, a raczej nasze pasy, bo mamy dwa. Jeden do tańca, drugi do różańca. Nie damy wam żadnych szans, byście wy mogli się okazać w przyszłości lepszymi wrestlerami. Skorzystajcie z lekcji jaką wam damy. To jedyna darmowa nauka, jaką możemy wam zapewnić. Mimo, że będzie ona darmowa, to musicie wiedzieć, że będzie dla was dobra. Zostaniecie trochę poobijani, wgnieceni w matę, ale to naprawdę wyjdzie wam na dobre. To zaprocentuje w przyszłości i dzięki temu, może kiedyś będziecie mogli ze mną lub z Yoshim zmierzyć się jak równy z równym. Na dzień dzisiejszy jedyną waszą nadzieją może być moje lub Yoshiego lekceważące podejście do walki. Nie martwcie się jednak, będziemy zwarci i gotowi. Wygramy, bo wy jesteście Mamelukami!!!

 

Cheer Smeli + Mameluki!

 

SR: Brakuje mi moich fanów. Dlatego zapowiadam to wam już dzisiaj i tobie panie słupku też zapowiadam. Zwyciężymy!!! Nie poddamy się, wygramy, bo to my mamy poparcie mas i partii, my jesteśmy siłą, a wy… tylko biednymi małymi nasionkami.

 

Cheer Smeli + Nasionka! Nasionka!

 

SR: Odrzemy was z nadziei na zwycięstwo, ale nie odrzemy was z godności. Pokażemy wam kto jest lepszy i kto ma większe szansę na lepsze jutro. Wygramy, bo mamy coś czego wy nie macie. Mamy w sobie siłę i lata wrestlingowej praktyki. Jesteście przy nas, jak Thunder przy Kravenie, jak nic przy czymś, jak pustka przy braku pustki. Jesteście przy nas jak Mameluki!!!

 

Cheer Smeli

 

SR: W sumie ten Thunder to był gość.

 

Smela: Ciekawy był z niego człowiek, nie zaprzeczam. Zwłaszcza, gdy wraz z Morgionem zakuli się w fikuśne zbroje i ogłosili się Krzyżakami. Takie to było EWF w roku 2002.

 

SR: Wróżyłem mu wielką przyszłość?

 

Smela: Jemu chyba akurat nie…

 

SR: Cóż… nie myliłem się…

 

Smela: Rzadko się Mistrz myli.

 

SR: Franek, Bidam, lubię was. Nie znam was, ale lubię. Jesteście miłą kompanią, możecie coś tam w EWF namieszać, może nawet zdobyć FTW Title, ale w Białymstoku przegracie z kretesem i nikt was nie uratuje. Zwyciężymy!!!

 

Smela: Zwyciężymy!!!

 

SR: Dzwoń szybko po samochód, bo nie chce mi już się tu czekać.

 

Smela: Ok.

 

Tak o to kończy się nasza opowieść, była to historia trzech bohaterów i Mordechaja, którzy rzucili wyzwanie światu. Chcieli walczyć i wygrywać. Chcieli pokazać, że uda im się w następnej walce. Zwycięstwo nie jest pewne, ale przeciwnikami jest tylko Bidam i Franko. Szaleniec wiedział, że takich rywali to on zjada na śniadanie. W końcu przeszedł już wiele w swym życiu i nie jednego, ale kilku wrogów już pokonał. Był wrestlerem i trenerem, jest mentorem dla wielu. To on… SR-Crazy.

 

Transmisja nie urywa się, ale się kończy.

6886753384ab4cd8908084.jpg

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • SR

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

  • SR

    SR 1 odpowiedź

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Tak tylko to wrzucę   
    • GGGGG9707
      Mi się właśnie wydaje że to doprowadzi do odejścia Balora. Od kontuzji Doma było mówione że do RR zdąży wrócić więc jego wejście w walce jest niemal pewne (co nie będzie jakąś dużą niespodzianką bo wszystkie informacje podawały że na Rumble wróci). Balor nie przypadkowo dowiedział się na RAW że nie ma dla niego miejsca w RR Matchu a do tego te promo Liv do Balora. Typuję że albo Dom będzie w RR Matchu i go koncertowo przegra co zdenerwuje Finna że znowu Dom dostaje szansę mimo że ma już pas albo
    • Bastian
      Czyżby to było ostatnie RAW w karierze AJ Stylesa? Nadrabiamy!  Było kilkanaście miesięcy na to, aby ogarnąć pierwszą w historii WWE walkę CM Punk - AJ Styles. Jedyne, na co było stać federację to walka na RAW niemal na koniec kariery AJ'a, którą przerwał w dodatku Finn Balor  Irlandczyk będzie chyba takim przyjemnym przystankiem dla Punka aż do WM42. Na Royal Rumble walki Phil nie dostał, Elimination Chamber w Chicago, więc trzeba coś ogarnąć.   Swoją drogą, szkoda, że po tym, jak odebrano
    • IIL
      Ciampa is All Elite 🙂
    • Attitude
      Nazwa gali: AEW Dynamite #330 Data: 28.01.2026 Federacja: All Elite Wrestling Typ: TV-Show Lokalizacja: Cedar Park, Texas, USA Arena: H-E-B Center At Cedar Park Format: Live Platforma: TBS Komentarz: Excalibur, Taz, Tony Schiavone, Don Callis & Stokely Karta: Wyniki: Powiązane tematy: All Elite Wrestling - dyskusja ogólna AEW Dynamite - dyskusje, spoilery, wrażenia AEW Saturday Collision - ogólne dyskusj
×
×
  • Dodaj nową pozycję...