Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Czarna Maska i Sen o Złocie


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  502
  • Reputacja:   14
  • Dołączył:  17.08.2010
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

Zła, zimowa noc.

Twardy jest but Rzeźnika.

Książę zapłakał.

 

 

 

Snop światła pojawił się znikąd, oślepiając zdezorientowanego Butchera. Ten poruszył się niespokojnie, mrużąc oczy. W końcu osłonił je przedramieniem, próbując zorientować się w sytuacji. Gdzie się znajduje? Skąd się tutaj wziął? Tego w tej chwili nie wiedział. Wzrok ciągle płatał figle, ale jedno zdawało się być pewne – dłonie Franko były owinięte bandażami, a twarz zakryta maską.

 

- „Ten zapach jest nie do podrobienia” – pomyślał nasz bohater i w zasadzie miał rację. Smród potu wylanego najpierw w trakcie treningów (kiedy dopiero przyzwyczajał się do tego cholerstwa, pod którym człowiek poci się jak świnia), później w trakcie walk, wywiadów, kręcenia prom i tego wszystkiego, co czyni cię zawodnikiem EWF albo BGW. Wszystkie te godziny spędzone w masce skraplały się w jej wnętrzu przebarwiając podszewkę, wytrawiając ją i naznaczając tak mocno, że żaden proszek czy płyn do prania nie dawał tutaj rady. To uczyniło ten kawałek materiału i skóry częścią Rzeźnika, co on sam szybko zaakceptował. I teraz najpierw rozpoznał zapach, a dopiero później poczuł maskę na twarzy i pod opuszkami palców.

 

Zanim wzrok doszedł do siebie, trzeba było zdać się na słuch. Właśnie wtedy Franko zorientował się, że nie jest tutaj sam. Wokół siebie słyszał jakieś szmery, szurania, stłumione chrząknięcia i szepty. Ktoś zakaszlał. Zamaskowany zaczął rozróżniać kształty – liczne, małe i duże, należące zarówno do dzieci, jak i dorosłych. Wszystkie jednak zdawały się w pewien sposób znajome, chociaż były ukryte w półmroku.

 

- Wyjeb im, Franko! – Zakrzyknął ktoś z tłumu, a kształty zafalowały. W kręgu światła pojawił się młody, masywnie zbudowany byczek, z postury niezwykle podobny do Rzeźnika. Chłopak był ubrany w tandetny dres i przepoconą koszulkę. Twarz zakrywała mu maska. Wyciągnął dłoń i oskarżycielsko wycelował palcem w Butchera. Jego oczy płonęły gniewem.

 

- Przestań mnie powstrzymywać, ty rozlazła szmato! Uwolnij mnie w końcu! Pokaż, że jest w tobie jeszcze trochę ognia! Idź na całość, kurwa! Myślisz, że masz cokolwiek do stracenia?! Pokaż tym skurwysynom jak bardzo się mylili stając z tobą w ringu! Nie kalkuluj, tylko rozpierdalaj! Od razu do gardeł, bez wahania! Rozwlecz ich po tej hali, człowieku! Gryź, drap, szarp, depcz, kop, rań, niszcz! Uderzaj raz za razem! Tłucz, dopóki nie przestaną się ruszać, a później zbezcześć zwłoki! Rozedrzyj na kawałki! Zrób to, Franko! Lepszej okazji możesz już nie dostać! Nie oglądaj się na nic i nikogo! Po prostu idź po ten pierdolony pas! Jeżeli ściągniesz jeden – tylko jeden – to już ci go kurwa nie odbiorą! Pierdol Azjatę, dbaj tylko o siebie! Tylko wtedy dobrze na tym wyjdziesz! A jeżeli masz ciągle za mało ikry, jeżeli to co mówię do ciebie nie przemawia...

 

Byczek splunął w stronę naszego bohatera. Ten spokojnie starł plwocinę z piersi. Jego oczy emanowały chłodem.

 

- Chyba cię poznaję – powiedział z przerażającym spokojem. – Ciebie zresztą też...

 

Ostatnie zdanie odnosiło się do kilkunastoletniego chłopaka ubranego w strój zapaśniczy, który jednak mocno różnił się od tego, w który ubrany był Rzeźnik. Chłopak był sporo chudszy i dosyć niezgrabny. On również miał maskę na twarzy. Mimo to można było ujrzeć w nim coś co sprawiało, że wydawał się uderzająco podobny do Franko. Poza tym w jego wzroku też czasem pojawiał się chłód.

 

- Pokaż im, Franko. Lata treningów, setki albo i tysiące godzin spędzonych na macie – to wszystko nie będzie nic warte, jeżeli nie udowodnisz, że zasługujesz na ten pas. Tego tak naprawdę chciałeś, kiedy zaczynałeś treningi, pamiętasz? Tego momentu. Tej szansy. Złota na wyciągnięcie ręki. Pamiętasz to jeszcze? Pamiętasz to co czułeś wtedy, na macie? Proste zasady. Tylko Ty i przeciwnik, naprzeciwko siebie. Zręczność, siła i spryt. Marzenia o kolejnych wygranych. Marzenia o złocie.

 

- Gówno ci dały te marzenia – odezwała się kolejna niezgrabna postać w masce. Była półnaga – ubrana tylko w maskę, spodnie od dresu i sportowe buty – a na jej włochatym torsie widniała blizna biegnącą przez żebra. – I tak trafiłeś na ulicę. Wiesz już może, kto cię tak wtedy załatwił? Jesteś pewny, że to tylko pomyłka lekarza? Co on wtedy powiedział: bierz śmiało, to nieszkodliwe? To tylko witaminy? Niektórzy do dzisiaj wyrzucaliby sobie taką naiwność. Ale ty nie byłeś naiwny, prawda? To było wkalkulowane ryzyko. Wiedziałeś, że coś jest nie tak, ale zdecydowałeś się zaryzykować, po prostu się nie zastanawiać. I przegrałeś. Wiesz co? To, co cię spotkało, było dobre. Bo nauczyłeś się czujności. Teraz wiesz, jak łatwo jest zostać spisanym na straty. Nikt poza tobą samym nie zadba o ciebie samego. Zrozumiałeś to szybko. I właśnie ta nauka bardzo się tam przydała. W ciemnych zaułkach, pustych magazynach, obskurnych barach i podmiejskich lasach. Znowu byłeś tylko ty i przeciwnik. Tylko zasady się zmieniły. Musiałeś nauczyć się szerszego spojrzenia. Nie dało się zwracać uwagi tylko na rywala. Musiałeś dostrzegać również to, co znajdowało się wokół. Niuanse, Franko. Kto towarzyszy twojemu rywalowi? Jak daleko jest się w stanie posunąć, żeby zapewnić mu zwycięstwo? Niektóre walki korzystniej było sprzedać, nie? Jak bardzo przeciwnik chce wygrać? Jak bardzo jest niebezpieczny? To już nie był sport, ani szlachetna rywalizacja. Dajesz się obić za mocno, to nie stać cię na lekarza. I jesteś na minusie. Planowanie. Strategia. Rozpoznanie przeciwnika. Unik, kolejny, i taniec w półmroku. Szukanie słabych punktów, zlokalizowanie ich. Uderzenie. Szybko, mocno, z zaskoczenia. Odskok, on chwieje się na nogach. Udaje, czy jest osłabiony? Osąd, decyzja, doskok, uderzenie. Frajer jest skończony. Pamiętasz to? Jasne, że pamiętasz. Tego się nie zapomina. A twój instynkt mordercy zawsze był dobrze rozwinięty. Skończysz ich, Franko. Oczy dookoła głowy i uwzględnienie działań partnera. Drabina – przecież wiesz, że tam będzie. Spory kawał metalu do zadawania ciosów. Ona też jest elementem równania. Ty plus drabina równa się połamany przeciwnik, Albo szansa na zdjęcie pasa, bo chyba o to będzie chodziło w tej walce? Przetaczasz się przez ring, nie dajesz rywalom szans. Wspomagasz partnera, kiedy trzeba. Uderzasz, odskakujesz. Kontrolujesz sytuację. Nie pozwalasz im na dotarcie do pasów, nie pozwalasz za wszelką cenę. Ciągle uderzasz, ciągle odskakujesz. Łapiesz rytm. Dajesz się wspomóc partnerowi jeśli trzeba. Uderzasz, odskakujesz, wyczekujesz na właściwą chwilę. Kiedy ta nadejdzie, wspinasz się po to, co twoje. Bierzesz pas i osiągasz cel. W końcu go osiągasz. A później... później nic nie będzie miało już znaczenia. Siniaki, złamania, rany? To nieistotne. W tej walce liczy się tylko pas. Wszystko inne jest nieważne. Potrafisz ignorować ból.

 

- „Rzeczywiście” – pomyślał Rzeźnik – „rzeczywiście, potrafię.” Jednak nie wypowiedział tej myśli na głos. Jego uwaga skoncentrowała się na małej, zamaskowanej postaci, która podeszła bliżej. Chłopiec był ubrany w znoszone, trochę wypłowiałe ubranie. Idąc, utykał nieco. Franko dobrze wiedział, dlaczego.

 

- Dobrze, że to wszystko na coś się przydało – powiedział dzieciak. – Chyba nie mógłbym znieść myśli, że to nie miało sensu, że nie było częścią większego planu. Pasek to jeszcze nic, najgorszy był kabel. Pamiętasz kabel, Franko? W końcu przyzwyczaiłeś się i do tego. Wyrosłeś i nauczyłeś się żyć z bólem. Zaakceptowałeś go jako nieodłączną część życia. Mimo wszystko dziwna jest dla mnie świadomość, że nie żywisz urazy. Że uznałeś to po prostu za jedno z doświadczeń, które cię ukształtowały. Pewnie wiesz lepiej i rozumiesz więcej...

 

- Z biegiem czasu – mówi starszy od poprzednika, zamaskowany chłopak – było mu coraz trudniej przemówić ci do rozumu. Tak to nazywał, prawda? „Przemawianie do rozumu.” To też pamiętasz, wiem to. Na pewno nie zapomniałeś też, kiedy zaczął używać kija. To był dobry kij hokejowy, solidny. Pamiętasz firmę, Franko? Pewnie tak, chociaż teraz nie ma ona najmniejszego znaczenia. A pamiętasz ten moment, kiedy mu go wyrwałeś i złamałeś na kolanie? To było głupie, bo mało nie roztrzaskałeś sobie rzepki, ale to załatwiło sprawę. Spojrzał na ciebie, a ty na niego. Nie odwróciłeś wzroku. Później już nigdy cię nie uderzył. Zabrakło mu odwagi. A ty od tamtej pory już nigdy nie odwróciłeś wzroku. Nigdy. W żadnej sytuacji. Teraz też tak będzie. Nie wiem, czyj wzrok napotkasz najpierw – Crazy’ego, czy Nabeshimy – ale nie cofniesz się przed żadnym z nich. Ci ludzie dużo wiedzą o zadawaniu bólu, ale ty również masz spore doświadczenie w tej dziedzinie. A jeśli chodzi o jego znoszenie, zapominanie o nim i działanie POMIMO niego... myślę, że tutaj jednak mógłbyś ich czegoś nauczyć. Ci kolesie na pewno są twardzi i w ogóle. To fakt. Ale ty jesteś twardszy - i to też jest fakt. Wkrótce ich o tym przekonasz. I zadziwisz.

 

- Pewnie nie myślisz o tym w ten sposób – mówi zamaskowana postać w znoszonej marynarce i niezbyt dobrze pasujących do niej spodniach – ale tym razem nie będziesz walczył tylko dla siebie. Nie chodzi o Helenkę, ani Henia – oni pewnie nawet dobrze ci życzą, ale w ogólnym rozrachunku są jak te małe rybki, które podczepiają się pod większe i czekają na resztki z ich posiłków. Nie chodzi też o Aśkę, chociaż ona też na pewno kibicuje ci szczerze, bo od twoich zwycięstw zależy w dużym stopniu także i jej egzystencja. Jest tylko jedna istota na tym świecie, z którą jesteś jakoś związany i która sprzyja ci bezgranicznie. Wiesz, o kim mówię? Takie odczucia są ci obce, ale może warto to sobie uświadomić: nie dałeś Małej zbyt wiele, poza samym faktem pojawienia się na tym świecie. Uważasz, że to dużo, i masz sporo racji. Poza tym kiedy cię stać, to łożysz na jej utrzymanie. Kiedy cię nie stać, to nic nie dajesz – proste i uczciwe, nie? O tym też można by podyskutować, ale to w tej chwili nie jest istotne. Fakty są następujące: masz córkę. Jakimś cudem zależy jej na tobie. Ogląda w telewizji twoje występy i trzyma kciuki zaciśnięte do białości - niezależnie od tego, co właśnie robisz. Kiedy masakrowałeś Vipera w swoim debiucie, uznała to za przezabawne. Dark Sędzia mało się nie porzygał na widok tej całej krwi, a ona zaśmiewała się do łez. Kiedy przegrałeś walkę turniejową, Izzy Nilsen stał się jej wrogiem numer jeden. A kiedy poprowadziłeś swoją drużynę do zwycięstwa, dopingowała cię tak głośno, że sąsiedzi przychodzili z pretensjami. Podobnie było w trakcie twojej przygody z BGW: śledziła każdą galę i każdy krok, jaki wtedy uczyniłeś. Cieszyła się twoimi zwycięstwami i przeżywała porażkę. Zżymała się, kiedy rozniosłeś w ringu Aero, a to jego ciągle nazywali „mistrzem”. Rozgrzeszyła cię, kiedy prawie zabiłeś tego kolesia w tygrysiej masce. Oficjalnie przestała należeć do fanklubu Vaclava, kiedy udało mu się ciebie pokonać. Teraz też jest z tobą, chociaż nie wspomina o tym, kiedy się spotykacie. Wiedziała lepiej od Wieriego, że ten nie ma z tobą szans. A teraz obgryza nerwowo paznokcie i czeka na galę w Białymstoku. Wie, że będziesz walczył o te pasy, i że z takim partnerem jak Bidam jesteś w stanie je zdobyć. Więc... może po prostu weź to pod uwagę? I zdobądź ten pierdolony Tag Team Title. Nie tylko dla siebie. Dla niej.

 

- Sentymentalnie się zrobiło, a ja nie mam czasu. Dobra, dosyć tego – powiedział Butcher tonem nie znoszącym sprzeciwu, jednocześnie powstrzymując gestem kolejnego zamaskowanego, tym razem ubranego w dres i owiniętego szalikiem Wisły Kraków. – Starczy już tych pierdół. W tym tempie zdechnę ze starości, zanim was wszystkich wysłucham. Więc teraz, dla odmiany, to wy posłuchacie. Wszyscy, bękarty, jesteście częścią mnie i każdemu z was roi się we łbie, że może przejąć nade mną kontrolę. Ale to nie działa w ten sposób. To JA mam nad wami władzę, a nie na odwrót. Wy jesteście tylko okruchami, a ja większą całością. Sumą was wszystkich. Więc mordy w kubeł i słuchać, bo nie będę się powtarzał: ZDOBĘDĘ ten pas. Zdobędę go w trudzie i znoju, bo w EWF nic nigdy nie przychodzi łatwo. Zdobędę go w swoim stylu. Za wszelką cenę, rozumiecie? Nieważne co będę musiał zrobić, kogo okaleczyć albo sprzedać. Z Bidamem czy bez niego – będę miał swoje złoto. I to jest wszystko, co musicie wiedzieć. A teraz wypierdalajcie stąd, bo zmęczyła mnie już ta szopka.

 

Tłum wokół Franko zafalował. Niezliczone pary zimnych jak lód oczu wbiły wzrok w nieruchomego Rzeźnika, po czym... rozmyły się, zamigotały i znikły. Kolejne kształty falowały coraz mocniej, po czym zmieniały się w smugi skłębionej ciemności, które wirując zbliżały się do Butchera i wnikały w jego ciało. W końcu pozostała tylko jedna postać w masce...

 

... ale i ją w końcu pochłonął mrok.

 

 

 

 

 

Dźwięk dzwonka do drzwi przerywa drzemkę naszego bohatera. Włochate cielsko porusza się z wyraźną niechęcią i Franko zwleka się z wysłużonej kanapy. Oczywiście nie widzimy jego twarzy – najpierw znajdowała się poza kadrem, a teraz kamera podąża za plecami Rzeźnika, który w końcu dowleka się do drzwi.

 

Za drzwiami czeka Helenka - w nowym płaszczyku i z olśniewającym uśmiechem na twarzy.

 

- O, widzę że byłaś u dentysty – mówi Franko z typowym dla siebie brakiem wyczucia, nie zwracając uwagi na płaszcz, którego wybór i zakup zajęły Helence kilka godzin.- Niezłą robotę odwalił – dodaje wielkodusznie.

 

Błękitne oczy nowoprzybyłej łypią groźnie spod blond grzywki, a uśmiech staje się bardziej... dyskretny. Co, nawiasem mówiąc, tylko dodaje Heli uroku.

 

- No myślę, że odwalił – mówi, godząc się na nowo z ograniczeniami swojego rozmówcy – dwie godziny mnie na tym fotelu trzymał. Bynajmniej, cholera, nie za darmo.

 

Płynność finansowa menadżerki naszego bohatera wzrosła zauważalnie od czasu podpisania kontraktu z EWF. Jeżeli chodzi o Franko, to jest on ciągle na etapie spłacania długów. Dlatego ze zrozumieniem kiwa głową, a później wpuszcza swojego gościa do mieszkania. Helena szybko pozbywa się odzieży wierzchniej (widać, że czuje się tutaj jak u siebie w domu) i znika z pola widzenia kamery.

 

- Chcesz herbaty, albo coś?

 

- Kawy zrób.

 

- Dalej pijesz to świństwo za parę zeta? Masz już robotę i naprawdę mógłbyś kupić czasem coś lepszego...

 

- Taka mi smakuje.

 

- To dla mnie mógłbyś kupić.

 

- Nie pomyślałem o tym.

 

Westchnienie z gatunku „eh, ci mężczyźni” dociera z kuchni aż do naszego bohatera, który zdążył już wrócić do pokoju. Kamerzysta robi co może, żeby omijać twarz Franko, dzięki czemu oglądamy szczegóły panującego tutaj nieporządku. Zmięte ciuchy, porysowane hantle, jakieś gazety i zapomniane naczynia – tak to na pierwszy rzut oka wygląda. Na drugi zresztą też, więc kamera zaczyna przegląd umeblowania, a później ścian. Ale tam też nie ma nic ciekawego, może poza plakatem promującym najbliższą „Wrestlepaloozę”.

 

- Kupiłbyś jakąś tacę – mówi Helenka gderliwym głosem, wkraczając do pomieszczenia z dwoma parującymi kubkami. – Wy, faceci, kompletnie nie macie głowy do tych rzeczy.

 

Rzeźnik przytaknął słowom przyjaciółki i szybko o nich zapomniał. Helena postawiła kubeczki na stole, po czym wróciła do kuchni po cukier. Franko sięga po swoją kawę co sugeruje nam, że pewnie lubi gorzką.

 

Helenka wraca z odrapaną cukierniczką i łyżeczką, słodzi herbatę i miesza ją, hałasując przy tym okrutnie.

 

- Mam dobrą wiadomość zanim zaczniemy – mówi z triumfującym uśmiechem. – Znalazł się sponsor, Franko!

 

Przez chwilę Helenka łudzi się chyba, że jej rozmówca okaże jakieś większe zainteresowanie. Cóż, chyba nie tym razem. Niezrażona, kontynuuje:

 

- To jakiś lokalny producent wędlin. Skojarzył twój przydomek i to, że walczysz o pasy. Umowa na galę w Białymstoku, za całkiem niezłe pieniądze.

 

- Zgodzę się, kiedy „całkiem niezłe pieniądze” zamienią się w „bardzo dobre pieniądze” – mówi Franko po chwili namysłu. – Za mniej się nie opłaca. Wyobraź sobie te błyskotliwe żarciki prowadzących i proma, w którym przeciwnicy robią sobie jaja z tego epizodu w mojej karierze. Te powalające przydomki w rodzaju „Kiełbasy”, „Zraza” albo „Masarza”. Jak już mam się narażać na coś takiego, to niech to skurczybyków odpowiednio kosztuje. No i zadzwoń do tego faceta od umów z EWF – niech sprawdzi, czy w ogóle mogę mieć jakichś sponsorów.

 

- Skoro Aero mógł grać w reklamach, to dlaczego ty nie mógłbyś?

 

- Lepiej się upewnić. – Franko już dawno przekonał się, że w pewnych sprawach paranoja jest sposobem na życie. – Dziwny sen miałem niedawno.

 

- Przecież ty nie miewasz snów – mówi Helenka po chwili potrzebnej jej do przetrawienia tak nagłej zmiany tematu. – Nigdy ich nie miałeś.

 

- Teraz miewam. Najwyraźniej pobyt w EWF zmienia człowieka.

 

- To pewnie bliskość pasów. Ty możesz sobie być spokojny, ale podświadomość to zupełnie inna sprawa.

 

Jedyną odpowiedzią Franko jest wzruszenie ramion. Butcher ponownie zmienia temat:

 

- A, właśnie: wiesz już, co wyślemy szefowej, Hela?

 

- Biedna panienka Esmeralda – wzdycha menadżerka naszego bohatera z czymś na kształt szczerego współczucia w głosie – sama jak palec, w celi...

 

- Wyposażonej pewnie lepiej niż nasze mieszkania razem wzięte – w głosie Rzeźnika niestety nie można wyczuć nawet drobnych śladów jakiejkolwiek empatii. – Wolałabyś, żeby siedziała w jednym pomieszczeniu z bandą niedomytych więźniarek? Znaczy, byłoby to dla niej pewnie pouczające doświadczenie, ale niekoniecznie przyjemne. To wiesz już, co od nas dostanie, czy nie?

 

- Zdaj się na mnie – mówi Helena z dziwnym, trochę cwaniackim uśmiechem. – Wyślemy jej prezent, który będzie nie tylko oryginalny, ale również praktyczny. I poruszający.

 

- Aha.

 

- Dokładnie tak, niedowiarku. Znalazłam klucz do jej serca.

 

- W porządku.

 

- To powątpiewające spojrzenie zupełnie na mnie nie działa. Ani trochę. Straciłeś tą moc.

 

- Dobra.

 

- I nie powiem ci, co to. Choćbyś błagał na kolanach. To niespodzianka.

 

- OK.

 

- Nawet nie próbuj. Nie wygadam się. Ani nie zwątpię w swój wybór. To spojrzenie spływa po mnie. Widzisz? Widzisz, jak spływa?

 

- Widzę.

 

- Wkurwiasz mnie, Franko.

 

 

 

Kilka minut później.

 

 

 

Butcher i Helena dalej siedzą naprzeciwko siebie, jednak parę rzeczy się zmieniło. Franko założył maskę, a jego towarzyszka przegląda się w małym lusterku. W końcu chowa je do kosmetyczki, i zwraca się do naszego bohatera:

 

- Gotowy?

 

- Jak zwykle. Ta maska na pewno jest potrzebna?

 

- Już ci to tłumaczyłam – mówi Helenka z pewną dozą niecierpliwości – ma być tak profesjonalnie, jak to tylko możliwe. Tutaj ważą się moje losy, Franko! Chodzi o moją przyszłość! Kiedy ludzie z EWF zobaczą to nagranie to od razu zrozumieją, że na ich oczach narodziła się gwiazda! Że to jest właśnie to! Że oto ujrzeli właśnie mnie: ich nową reporterkę!

 

- Załapałem. Miejmy to już za sobą.

 

Helena bierze kilka oddechów i stara się przybrać poważny wyraz twarzy. Kiedy uznaje, że udała się jej ta sztuka, przemawia (tonem, który bardzo stara się być profesjonalny – cokolwiek by to nie znaczyło):

 

- Znajduję się w szatni człowieka, który już niedługo stoczy walkę o EWF Tag Team Championship. Dzień dobry, Franko. Czy podzielisz się z nami swoimi wrażeniami na temat gali w Szczecinie?

 

- Dzień dobry – w głosie Butchera nie ma entuzjazmu, do czego chyba powinniśmy się juz przyzwyczaić. – Mogę. Było nieźle.

 

Helenka czeka na ciąg dalszy. Nie doczekała się. Rzuca rozmówcy spojrzenie z gatunku ostrzegawczych i kontynuuje:

 

- Mógłbyś rozwinąć swoją wypowiedź?

 

- Mógłbym – odpowiada niezrażony Franko. – Wygrałem walkę i teraz czeka mnie kolejna – o pasy. Już to wystarczy żeby stwierdzić, że było nieźle. Można by tutaj bawić się w rozważania pod tytułem „co by było, gdyby”, ale mi się nie chce. Chciałem pokonać Jazzowskiego, pokonałem Wieriego. Przede mną walka o pasy drużynowe. Mam dobrego partnera. To tyle.

 

- Jakie wrażenie zrobił na tobie Bart Wieri?

 

- Duży był.

 

- To wszystko?

 

- W zasadzie tak. Nie zaprzątam sobie głowy tym, co było. Koncentruję się na najbliższych celach. Teraz interesują mnie tylko pasy, które zdobędziemy z Bidamem.

 

- Jesteś wyraźnie zadowolony z wyboru tag partnera. Mógłbyś jakoś uzasadnić to zadowolenie?

 

- Moje odczucia w stosunku do Bidama nie zmieniły się zbytnio od czasu, gdy walczyliśmy ze sobą. Utalentowany z niego skurczybyk i cieszę się, że tym razem będzie po mojej stronie. Podoba mi się jego zmysł praktyczny i umiejętność dostosowywania się do sytuacji – to są rzeczy, które nas łączą, co powinno mieć realne przełożenie na naszą wartość jako drużyny. Nadal uważam też, że jest to zawodnik godny Main Eventów – kolejne podobieństwo między nami – który w tej sytuacji po prostu nie może zawieść. Daemusin Title, który zdobył na krótko przed zamknięciem EWF, prawdopodobnie tylko zaostrzył jego apetyt. Zdobycie pasów tag team jest naszym wspólnym celem, który zrealizujemy dla, jak to się mawia, obopólnej korzyści.

 

- Myślisz, że dacie sobie radę z tak utytułowanymi rywalami?

 

- Tak.

 

- Utrudniasz, Franko – Helenka na chwilę wychodzi z roli i okazuje swoją irytację. – Może byś tak powiedział, DLACZEGO sądzisz, że ich pokonacie?

 

- Chciałaś, żebym zachowywał się naturalnie, to tak robię. Odpowiadając na pytanie: pokonamy ich, bo po prostu nie może być inaczej. Wiem, że takie wypowiedzi można uznać za zaklinanie rzeczywistości z mojej strony, ale nie myl mnie ze słabeuszami, którzy brak umiejętności nadrabiają optymizmem. Wspomniałeś wcześniej, że nasi przeciwnicy są utytułowani. To prawda. Ale czy to aby na pewno jest ich atut? Kto jest groźniejszy – zawodnik syty sukcesów, czy ten, który chce je za wszelką cenę wywalczyć? Ja i Bidam nie zawahamy się zostawić zdrowia na ringu. A oni? Czy SR-Crazy jest jeszcze w stanie tak naprawdę dać z siebie wszystko? Narazić się na kolejne kontuzje? Szczerze mówiąc, nie sądzę. Już pod koniec ostatniego okresu w dziejach EWF różnie bywało z jego motywacją. Brylował w telewizji, rozdawał uśmiechy, sypał żartami jak z rękawa i nazywał przeciwników mamelukami. Robił swoje. Ale czy dawał z siebie wszystko? Nie. Nie dawał. Gdyby tak było, miałby w rejestrze swoich osiągnięć to najważniejsze – EWF World Championship. Bo co jak co, ale umiejętności nie można Szaleńcowi odmówić. Ale cóż z tego, kiedy w najważniejszym momencie coś tam – Rzeźnik stuka się palcem w bok czaszki – zawiodło? Crazy jest żywą legendą, ale legendą wypaloną. W tej chwili odcina kupony – nic więcej. Nie ma już na tyle jaj, żeby obronić swój pas przed kimś takim jak ja czy Bidam. On ma zbyt wiele do stracenia, w przeciwieństwie do nas. Prawda jest taka, że w ringu rozedrzemy go na strzępy. Nasz głód doda nam sił.

 

Zamaskowany upija łyk herbaty, po czym kontynuuje:

 

- Naprawdę wolę działać, niż gadać. Teraz pewnie pora coś wspomnieć o Nabeshimie. Budzi on we mnie to, co zwykło się nazywać „mieszanymi uczuciami”. Generalnie nie lubię japończyków i nie ma się co nad tym jakoś szczególnie rozwodzić. Uważam ich za fałszywych, skośnookich sukinsynów, chociaż to pewnie trochę nieuprzejme. Może to przez to, że nigdy nie mówią tego, co naprawdę myślą? A może dlatego, że zwykli żywić przemieszaną z poczuciem wyższości pogardę dla takich gaijinów jak ja? Nie wiem. Po prostu nie trawię skurwieli i już. Czasami tłumaczenie powodów antypatii mija się z celem, i tak jest też chyba i w tym przypadku. Ale to nie jest istotne, bo Nabeshimy nie darzyłbym sympatią niezależnie od koloru jego skóry czy uwarunkowań kulturowych. Kurde, co za dupek – Franko ciężko wzdycha wypowiadając te słowa – wymuskane, afektowane COŚ, którego celem życia jest chyba bycie niezrozumianym. Ta jego wydumana japońskość to nic innego jak gówno w lukrowanej polewie. Jeśli ktoś to łyka, w porządku – jego sprawa. Ja jestem spokojnym człowiekiem, więc mówię: żyj sobie, cudaku. Ale trzymaj się, kurde, z daleka i po prostu nie wchodź mi w drogę. Bo chociaż twoje myśli wzlatują ponad poziomy, ja zajmę się tobą na poziomie gruntu. Brutalnie. Brzydko. Boleśnie. Pomimo tego, co sądzę o twojej nacji, to nic osobistego. Masz coś, co należy do mnie. Ja ci to odbiorę. Kropka.

 

Franko dopija herbatę, co Helenka wykorzystuje żeby przypomnieć o swojej obecności:

 

- Jesteś bardzo pewny siebie, ale jedno musisz przyznać: wasi przeciwnicy są na pewno lepiej od was zgrani, bo walczą w tandemie już od dawna. Ty i Bidam macie gorzej, jako że jeszcze nigdy nie toczyliście wspólnie tego typu walki.

 

Helenka stara się ukryć dumę z tak profesjonalnego i podchwytliwego pytania, ale niezbyt jej się to udaje. Butcher wzrusza ramionami pokazując, że przedstawiony mu problem niespecjalnie zajmuje jego myśli.

 

- Dziwna wydaje mi się ta ich drużyna: dwóch kapryśnych celebrytów, z których jeden posuwa (albo chciałby posuwać) żonę drugiego. Jeden jest związany z Chinami, a drugi z Japonią, co samo w sobie niezbyt do siebie pasuje. Ot, konstrukcja – potworek z gatunku tych, których w historii EWF nie brakuje. Nie powinna przetrwać, a jednak przetrwała. Wciąż jednak trudno ją nazwać stabilną. Obaj na pewno dobrze walczą i na pewno są całkiem nieźle zgrani. Obaj też są kapryśni i rzadko w pełni koncentrują się na tym, co się dzieje w ringu. Mają za dużo w głowach, rozumiesz? Crazy bardziej dba o to, żeby dobrze wypaść, niż o to, żeby wygrać. Z kolei Książę to japończyk – w dodatku arystokrata - więc w tym przypadku nie ma co rozumieć. Naprawdę nie wiem, co on tutaj robi. Dzisiaj interesuje go EWF a jutro, dajmy na to, haft krzyżykowy. Kiedyś toczył ze swoim obecnym partnerem prawdziwą wojnę, teraz darzy go czymś na kształt przyjaźni, ale znowu uzna go za wroga, kiedy tylko SR uchybi etykiecie. Tacy to mistrzowie. Ich postawa jest wielką niewiadomą. Ale to nieważne, bo wspólnie z Bidamem jesteśmy na tyle mocni, żeby załatwić ich niezależnie od formy, jaką aktualnie prezentują. Nieważne czy będą zgodni, czy skłóceni, silni czy słabi – SKOPIEMY DUPSKA SUKINSYNOM. I to już jest naprawdę wszystko, co mam na ten temat do powiedzenia. Resztę dopowiem w ringu.

 

Rzeźnik znowu podnosi kubek do ust, po czym przypomina sobie, że naczynie jest już puste. Zamaskowany wykonuje niecierpliwy gest w stronę kamery, mówiąc:

 

- Starczy już tego, Heniek. Cięcie.

 

Obraz znika.

 

 

 

 

 

Epilog.

 

 

Kochana Pani Esmeraldo.

 

Nazywam się Mariolka i mam osiem lat. Nie lubię chwalić się swoim wiekiem ale mama mówi, że powinnam to napisać. No to piszę. Moim tatą jest Franko The Butcher, którego być może zna Pani ze Swojej federacji. To ten który sprawił, że Dark Sędzia prawie zwymiotował i który kiedyś gonił Vipera po prawie całej hali. Ten, który ostatnio przerwał ten strasznie wysoki streak Barta Wieriego. Ten w czarnej masce. Zresztą głupia ta maska – od razu go w niej poznałam :) Uwielbiam Panią i w ogóle całe EWF. Jest Pani dla mnie idolką i wzorem prawdziwej elegancji. Chciałabym mieć tak piękne nogi jak Pani, no i chciałabym też pracować w EWF. Może kiedyś, kiedy dorosnę uda mi się spełnić to marzenie :) Kiedy dowiedziałam się, że poszła Pani do więzienia, zrobiło mi się strasznie smutno. Nie powinno się tak zamykać ludzi, którzy niczego złego nie zrobili :( Chciałabym Panią jakoś pocieszyć, więc posyłam Pani te ciastka, które upiekła moja mama. Ozdoby z lukru są moje i dlatego takie krzywe. Postarałam się jednak, żeby były kolorowe, co może trochę Panią rozweseli :) Próbowałam i wiem, że ciastka są bardzo dobre – szczególnie te z polewą czekoladową :) Mam nadzieję, że będą Pani smakowały :) Ciocia Helenka mówi, że powinny, bo są dane z dobrego serca :) Serdecznie Panią pozdrawiam i ściskam. Wszyscy mamy nadzieję, że te głupki szybko wypuszczą Panią z więzienia :) Czego z całego serca Pani życzę :)

 

Pani najbardziej oddana fanka

 

M.

 

 

PS. Przepisywałam ten list dwa razy. Przecinki stawiała mama. Duże litery też. Buźki narysowałam prawie sama.

PS2. Ciocia Helenka też Panią pozdrawia. Bardzo prosiła, żebym to napisała :)

PS3. Pozdrawiam i całuję!!

  • Odpowiedzi 3
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Grishan

    2

  • Robespierre

    1

  • nasjazz

    1

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  2 298
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  08.11.2007
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Zła, zimowa noc.

Twardy jest but Rzeźnika.

Książę zapłakał.

 

:lol:

Nie płakałem po CM Punku

18909757064dbdb1458cbe1.jpg


  • Posty:  426
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  23.03.2006
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Klasyczny

Składam gratulacje w imieniu EWF. Jedyny eRP oddany w terminie, to zostanie na pewno docenione. O nagrodzie wspomniałem w temacie z kartą. Dodatkowo Agnieszka Sorel i Tamara Ostrowska wręczą jeszcze bukiet ślicznych kwiatów i nagrodę niespodziankę.

5624562044dc465af79c51.jpg


  • Posty:  502
  • Reputacja:   14
  • Dołączył:  17.08.2010
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

Zaprawdę, czuję się doceniony. W sprawie nagrody napiszę, kiedy tylko otrząsnę się ze zdumienia 8-)

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 3 Data: 28.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Tsugaru, Aomori, Japan Arena: Ito Mining Arena Tsugaru Publiczność: 987 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • GGGGG9707
      Tak też mi niespodzianki, Belair, AJ Lee, Lesnar, LA Knight, Dom, pewnie ten nowy arab saudyjski którego wzięli.  Ja zawsze na Royal Rumble przyjmuję sobie że chcę co najmniej jedną niespodziankę ale taką której się nie spodziewam. Te wymienione się nie liczą bo i tak prawie pewne że będą i to żadna niespodzianka. Choćby to był nie wiem Hornswoggle to i tak dam na plus bo będę zdziwiony a o to chodzi w Royal Rumble. Chyba na 60 wrestlerów da się zarezerwować 1 miejsce dla kogoś kogo si
    • MattDevitto
      Myślałem, że ona skończyła z wrs
×
×
  • Dodaj nową pozycję...