Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Książka kucharska


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  2 298
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  08.11.2007
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Scena Pierwsza:

 

 

Niewielkie, dwupokojowe, mieszkanie w centrum białostockiego Nowego Miasta. Za oknem mruga niebiesko-żółty szyld delikatesu PSS Społem, w którym mama dziwięcioletniego Nasa dwa dni temu robiła świąteczne zakupy. Chociaż miała lat trzydzieści i pięć, były to pierwsze tak obfite zakupy świąteczne w jej życiu. Rok dziewięćdziesiąty. Kutia, karp, kisiel z proszku Dr. Oetkera, a nawet ryba po grecku. Rarytasy, przez które dziecko urodzone w rok wprowadzenia Stanu Wojennego, dostanie następnego dnia – w święto Bożego Narodzenia – zatrucia pokarmowego, a lekarz ze stacjonarnego pogotowia poleci leczyć je Coca-Colą.

 

 

Na razie niczego nie podejrzewa, obżarty do syta siedzi na klęczkach obok choinki i rozpieczętowuje prezenty. Rozpieczętowuje w sensie ścisłym, nie rozrywa z dziką ekscytacją ozdobnego papieru, ale czyni to subtelnie, jest w nim pewne obawa przed gniewem matki, która już zapowiedziała, że za rok jego prezent będzie miał tą samą obwolutę i tylko od niego zależy w jakim będzie ona stanie.

 

 

Bidulka, jeszcze nic nie wie, jest nieświadoma niczym jej syn jutrzejszej sraczki. Od tego czasu, rok w rok, będzie kupowała nowy papier, za każdym razem inny, za każdym razem bardziej kolorowy, a ten z ’90, odłożony do szuflady kredensu przeleży i ją, i jej współmałżonka.

 

 

Poumierają, w odstępie trzech lat, ona a potem on, ale to melodia przyszłości. Dziś liczą się tylko i wyłącznie świąteczne kartki i weryfikacja rodzinnych sympatii.

 

 

- Och jak miło, niespodziewałam się!

 

 

- Istne zaskoczenie!

 

 

- Miły gest!

 

 

- O! O! Ta jest ładna, chyba najładniejsza, ciekawe od kogo…

 

 

- Matko Boska, jaki wstyd, a my jej nic, kompletne zero, głupiej kartki…

 

 

… i rozwodzą się, i ujadają, i ubolewają nad losem dalekiej kuzynki, która dziś, w Wigilię (!!!) dostała od życia bolesnego kopa w dupę, nie znajdując w swojej skrzynce kartki od Jazzowskich. W takiej sytuacji zawsze muszą pojawić się oskarżenia, kto zapomniał, kto zawinił, kto spieprzył, kto spierdolił i kto powinien spalić się ze wstydu?

 

 

Matka: Dlaczego on jeszcze nie śpi, a ty nie reagujesz?

 

 

Ojciec: Tylko ja jestem w tym domu?

 

 

Matka: Ty jesteś ojcem.

 

 

Ojciec: Jakie to ma znaczenie?

 

 

Matka: Ja dziś wysprzątałam całe mieszkanie, przygotowałam kolację a ty…

 

 

Ojciec: Ja nic, kurwa, ja nic. (pauza) Mały, kończ te zabawy, myć się i spać!

 

 

Głos z drugiego pokoju: Zaraz!

 

 

Ojciec: Nie zaraz tylko już!

 

 

Głos z drugiego pokoju: Ale…

 

 

Ojciec: Żadnego ale, bo pożegnasz się z prezentami.

 

 

W tym momencie drzwi frontowe się otwierają i wchodzi Nas, współczesny, trzydziestojednoletni. Szczupły, zaczesany klasycznie do tyłu, na twarzy zarumieniony od zimna. Wolnym krokiem wkracza do salonu i rzuca na stół świąteczne wydanie Wyborczej oraz paczkę żółtych Cameli. Światy przez siebie przenikają, on nie widzi rodziców, rodzice nie widzą jego. Zdejmuje płaszcz i wiesza go na krześle, po czym siada. Wyglądają jak trójka przyjaciół

 

 

W skrzynce sms-owej znajduje jedną wiadomość, życzenia świąteczne od T-Mobile wraz z propozycją nowego abonamentu.

 

 

Cofa i loguje się na maila.

 

 

a.starowicz@wp.pl, arek324@o2.pl, ed_buczer@gmail.com, jarekHOGAN@gmail.com, obsługa@allegro.pl, wrestlingMMAniak@wp.pl. redakcja@maxim.pl … i setki innych.

 

 

Życzenia od wiernych fanów, miło. Zaznacz wszystko, oznacz jako przeczytane, usuń do kosz.

 

 

Drzwi od sypialni się otwierają, wybiega z niej uroczy dziecięciolatek ubrany w tureckie jeansy i całkiem polski sweter upstrzony czerwonymi żyrafami, kieruje się do łazienki. Rodzice odprowadzają go wzrokiem. Nas współczesny zapala papierosa, zaciąga się i wydmuchuje dym w twarz ojca.

 

 

 

Scena Druga:

 

 

Ponownie mieszkanie na białostockim Nowym Mieście, rok 1989, początek lipca. Matka 8-letniego Nasa krząta się przy kuchence gazowej marki „Ewa”, obok, na stole przykrytym ceratą w biało-czerwone groszki leży legendarne wydanie Gazety Wyborczej, uderzające po oczach nagłówkiem „Wasz prezydent, Nasz premier”.

 

 

Kobieta chce skosztować chochlą dania, które przed chwilą doprawiła maggi, ale pewien ośmiolatek, przekraczający próg kuchni w stylu Tarzana,

 

 

Matka: Ile cię prosiłam żebyś tego nie robił?

 

 

Nas: Dooobra więcej nie będę. (skruszona mina) A teraz mogę wyjść do Damiana?

 

 

Matka: Po obiedzie.

 

 

Nas: Tylko na chwilę no, musi mi coś pokazać.

 

 

Matka: Pomidorówka się dogotowuje, będzie za 15minut.

 

 

Nas: Dooobra, to ja wezmę rower i zaraz wrócę.

 

 

Nie pozwalając matce na słowo protestu, błyskawicznie, w stylu Tarzana wypada z kuchni i niemal w locie zakłada swoje czarno-czerwone korkotrampki Stomila, po czym wybiega na klatkę. Spieszy się, przeskakuje po trzy stopnie.

 

 

Zbiega na parter i chwyta stojący przy żeliwnym kaloryferze, zielony rower Romet.

 

W mieszkaniu natomiast, matka po raz kolejny przymierza się do skosztowania świeżo przyprawionej zupy. Studząc ją oddechem podchodzi do okna, i odchylając jedną z blaszanych żaluzji spogląda na ulicę.

 

 

Jej twarz zastyga w przerażeniu, a chochla wypada z ręki i z hukiem uderza o ziemię zostawiając paskudną czerwoną plamę na wykładzinie PCV.

 

 

***

 

 

80

*

odgłos silnika

*

100

*

odgłos silnika

*

120

*

odgłos silnika

*

140

 

SLOW MOTION

 

Zbliżenie na przerażoną twarz Nasa, rozlega się wielki huk, a ze schowka umieszczonego w kierownicy wypada poduszka powietrzna. Odłamki szkła z rozbitej przedniej szyby wpadają do wnętrza samochodu. Wbijają się w twarzy Jazzowskiego. Policzek. Skroń. Łuk brwiowy.

 

Uderza twarzą w poduszkę.

 

 

 

Scena Trzecia:

 

 

Sypialnia w białostockim mieszkaniu Nasa. Wigilia 2012, ujęcie z góry na łóżko, w którym leży Jazzowski, a obok niego całkiem atrakcyjna kobieta, ciemna blondynka o szarych oczach i czerwonym staniku, rozmiar E.

 

 

On: Dostałem ofertę z EWF.

 

 

Ona: EWF?

 

 

On: Ofertę pracy.

 

 

Ona: Jesteś bezrobotny?

 

 

On: Rok.

 

 

Ona: Rok?

 

 

On: Prawie dwa.

 

 

Ona: W takim razie (podnosi się) wolałabym przed.

 

 

On: Przed?

 

 

Ona: Zdecydowanie przed.

 

 

On: Wydaje mi się, że trudno to przewidzieć.

 

 

Ona: Co?

 

 

On: Okres rozliczeniowy.

 

 

Ona: Hm…

 

 

On: To trochę jak wypełnianie PITu za 2012 w… 2012?

 

 

Ona: Okej.

 

 

On: Zrobiłaś kiedyś coś takiego?

 

 

Ona: Nie, raczej nie.

 

 

Pozbawionym sensu byłoby przytaczanie opisów wyciągania ręki, nominału banknotów (tylko ZUS miałby ochotę na to patrzeć). Żartuję oczywiście, to czysta miłość.

 

 

Kilka scen, które zwyczajowo trwają od 15 do 45min jednak pomińmy.

 

 

Przejdźmy więc do ujęcia kiedy Nas i ciemna blondynka o szarych oczach i czerwonym staniku w rozmiarze „E” (teraz zakrytym białą kołdrą) leżą na łóżku, raczej w bezruchu.

 

 

Ona: Weźmiesz ją?

 

 

On: Tak, za chwilę.

 

 

Ona: Pracę.

 

 

On: Nie wiem, nie zastanawiałem się nad tym.

 

 

Ona: Powinieneś.

 

 

On: Bo?

 

 

Ona: Szkoda byłoby cię stracić.

 

 

Scena Czwarta:

 

 

Ujęcie pokazuje główne wejście do Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku. Po chwili, zza drewniano-szklanych drzwi wychodzą trzy postaci. Ojciec, Matka i Nas. Dziecko ma nogę od pachwiny w dół zakutą w gipsie, tato niesie je na rękach. Obok kroczy matka, trzyma w dłoni brązową kopertę a4 ze zdjęciami rentgenowskimi.

 

W milczeniu przemierzają parking, a po dłuższej chwili docierają do stojącego w jego roku, pod płaczącą wierzbą, czerwonego fiata 126p.

 

 

Matka otwiera drzwi i odchyla przednie siedzenie, pozwalając ojcu na położenie syna z tyłu. Ponownie lawiruje fotelem, lecz na niego nie siada, lekko przymyka drzwi.

 

 

Matka: Dzięki Bogu, że tylko tak to się skończyło. (powstrzymuje się od płaczu) To była najgorsza rzecz jaką w życiu widziałam, ten wypadek…

 

 

Ojciec: (z dezaprobata macha ręką) Było, minęło. (podchodzi do drzwi od strony kierowcy) Wsiadaj, nie ma tu czego stać.

 

 

***

 

 

Rok 2010, 23 sierpnia. Wnętrze Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Częstochowie widziane oczami Nasa. Zawodnik, wolnym krokiem, przechylając się na lewą stronę podchodzi do okienka portierni.

 

 

Nas: Nas Jazzowski.

 

 

Siostra z okienka krząta się chwilę w poszukiwaniu odpowiedniego dokumentu, wyciąga go z jednej z metalowych szafek i podaje wrestlerowi, pokazując przy tym palcem gdzie ma złożyć swój autograf. Stawia dwie parafki.

 

 

Nas: Dziękuję.

 

 

Obraca się na pięcie, tej zdrowej, i kuśtyka w kierunku szklanych, automatycznie rozsuwanych drzwi.

 

 

Blask fleszy. To pierwsze co zauważa. Potem krzyk i mikrofony uderzające go w usta, policzki i ramiona.

 

 

Nie zatrzymuje się, zakrywa fragment obrazu dłonią i z trudem schodzi po schodach.

 

 

#1: Czy był pan pod wpływem alkoholu?

 

 

#2: Czy Psycho przeżyje?

 

 

#3: W takim stanie jest pan w stanie kontynuować karierę?

 

 

#4: 15 minut temu Felipe Castro ogłosił czasowe zawieszenie działalności Extreme Wrestling Federation, co dalej?

 

 

#5: Czy tym razem EWF się podniesie?

 

 

#6: Panie Jazzowski, ludzie chcą informacji!

 

 

Zatrzymuje się i unosi w górę rękę. Mikrofony zajmują niemal cały obraz, przebija się przez nie tylko dziedziniec szpitala.

 

 

Nas: Chyba pierwszy raz w życiu muszę powiedzieć, że nie jestem w formie na World Title.. tak czy inaczej, dziękuję, że się o mnie troszczycie.. miałem wiele szczęścia, które niestety nie dopisało Psycho.. wbrew animozji jakie dzieliły nas w ringu i często poza nim, łączę się w modlitwie z jego rodziną.. i o to samo proszę fanów.. EWF nie ma, zapomnijmy więc o konfliktach.

 

 

#4: Co dalej z wrestlingiem, co Pan planuje?

 

 

Nas: Wyleczyć się.. dziękuję, dziś nie mam nic więcej do powiedzenia.. jest późno, pora programów publicystycznych, kto chce słuchać o EWF?

 

 

Obraca się i ponownie zmierza w kierunku podziemnego parkingu. Oczywiście przedstawiciele prasy nie odpuszczają,

 

 

#5: A potem? Co potem?

 

 

Śmieje się pod nosem.

 

 

Nas: Założę własną federację…

 

 

 

 

Scena Piąta:

 

 

Ta sama sypialnia co w scenie trzeciej, okoliczności także. Tym razem jednak, urocza dama o czerwonym staniku w rozmiarze „E” zakrywa czubek nosa kołdrą i nerwowo przebiera nogami. Nie, nie, to nie to, Nas leży spokojnie obok i pali papierosa. Drugą rękę ma także na widoku.

 

 

On: Mam 32 lata.. urodziłem się sześć miesięcy przed wprowadzeniem stanu wojennego i rok przed Mistrzostwami Świata w Hiszpanii.. przez całe dzieciństwo byłem absolutnie pewien jedynie dwóch rzeczy.. agresywnych intencji Związku Radzieckiego i naszej piłkarskiej potęgi.. wychowałem się z karabinem na ramieniu i piłką przy nodze…

 

 

Ona: Ten karaluch był wielkości wróbla.

 

 

On: (spogląda na kobietę ze zdziwieniem) Boisz się wróbli?

 

 

Ona: Tylko jeżeli wyglądają jak karaluchy.

 

 

On: Wiesz, że karaluchy lubią kawę?

 

 

Ona: Nic dziwnego, każdy lubi.

 

 

On: Jasne, bo kawa jest synonimem sukcesu, kawa pobudza do działania jak potrzeba jego odniesienia, tylko wiesz co jest w tym najzabawniejsze?

 

 

Ona: Nie mam pojęcia.

 

 

On: … że te pieprzone pragnienie wpędza karaluchy w pułapkę, doprowadza do ich unicestwienia. Możesz opryskać Raidem całe mieszkanie, dusić się w jego oparach, walczyć z tym całym robactwem, ale o wiele zabawniej jest wsypać do słoika fusy po kawie, podstawić kładkę i podziwiać jak ci zachłanni idioci wchodzą do niego jeden po drugim, jeden po drugim, a potem nie potrafią się wydostać. Próbują, wdrapują się mozolnie po owalnych ściankach, ale nie dają rady, ześlizgują się i zaliczają upadek za upadkiem.

 

 

Ona: Więc?

 

 

On: Co?

 

 

Ona: Na co czekasz? Idź po ten pieprzony słoik.

 

 

On: Daj spokój, mam jeszcze czas. Dążę do tego, że kiedy w ich małe móżdżki – chociaż nie mam pewności co do obecności tego organu, wkrada się przeświadczenie o zagrożeniu, kolejne próby ucieczki są coraz bardziej desperackie, żenujące, uwłaczające…

 

 

Ona: Kurwa, JAKKOLWIEKMASZNAIMIĘ, mówisz o karaluchach.

 

 

On: … ja odcinam im tlen, wekuję słoik. Żyły krótko, umarły szczęśliwie, w panierce z kawy.

 

 

Ona: Podziwiam.

 

 

On: (obraca głowę w jej kierunku) Powiedz mi, czego oni ode mnie chcą? Czego oczekują? Że wrócę i będzie tak jak kiedyś? Że znając na wylot ich wszystkich, cały ten biznes od podszewki, mam coś jeszcze do wygrania? Jak mogę patrzeć poważnie na ludzi, którym płaciłem rok temu aby byli małpami w moim cyrku? Czym oni są? CZYM ONI KURWA SĄ?! Co mi teraz mogą powiedzieć? Jak obrazić? Jak skrzywdzić? Powiedzą mi, że zasługiwali na więcej? (macha z dezaprobatą dłonią) Przecież oni wszyscy są ograniczeni, zakres ich umiejętności ucieka się do przyjmowania i oddawania.. uwłaczania i wysłuchiwania.. wchodzenia i schodzenia. Gdyby nie chwilowa szansa jaką im dałem, większość taplałaby się we własnych wymiocinach ze świadomością przegrania majątków w oczko. Dałem im to co kochają, przywróciłem im pasję i co? Co dalej? Jak miałoby to teraz wyglądać?

 

 

Ona: (zakłopotana) Chyba na mnie już czas.

 

 

Ciemna blondynka zakłada cienki burgundowy sweterek i próbuje wstać z łóżka, ale kiedy stawia stopę na ziemi, wzdryga się z obrzydzeniem.

 

 

Ona: Kolejny! Kolejny karaluch!

 

 

On: Te karaluchy nie istnieją.

 

 

Ona: Co ty pieprzysz? Jesteś psychopatą, pieprzonym psychopatą.

 

 

On: Wróćmy do istoty sprawy…

 

 

Ona: Istotą sprawy są te obrzydliwe karaluchy!

 

 

Nas pstryka palcami a urocza ciemna blondynka zastyga. Dosłownie. Nie rusza się, nie mówi, wpatruje się w Jazzowskiego z otwartymi oczami i ani myśli o tym aby mrugnąć. O ile w ogóle jest w stanie myśleć, być może owo pstryknięcie odcięło jej dopływ tlenu do mózgu. Poza tym… Jest ciemną blondynką, rozumiecie?

 

 

On: Nie, istotą sprawy jest to co się stanie. Co będzie kiedy zdecyduję się na powrót. Co powie mi Vaclav, który przyłożył rękę do śmierci mojego dziecka? Co powie mi Aero, Nielsen i Franko, których BGW stworzyło na nowo, wykreowało i postawiło na półce, na którą sami nigdy by nie wskoczyli?

 

 

Zbliżenie na twarz Nasa, zwraca się bezpośrednio do kamery.

 

 

On: I nie musicie mi odpowiadać. Wiem że kiedy dostaniecie szansę na zrzucenie mnie z piedestału, zabrzmią te wszystkie bolesne słowa.. no bo jak.. JAK?! Jak możecie przegrać z nieudacznikiem, który własną federację sprowadził na dno? Doprowadził do jej upadku? JAK?!

 

 

Spod łóżka, tym razem zamiast karalucha wyłania się głowa małego dziecka i puszcza pawia wprost w szparę pomiędzy panelami spod, której wychodzi wszelkie robactwo. Teraz w nim pływa.

 

 

Mały Nas zaczyna płakać, alarmując resztę domowników.

 

 

Do pomieszczenia wchodzi ojciec, i spokojnie, z pewną dezaprobatą i grymasem zniesmaczenia wypisanym na twarzy zwraca się do syna.

 

 

Ojciec: Mówiłem ci żebyś nie obżerał się tym kisielem.

 

 

On: (wskazuje głową na leżącą obok niego zastygłą blondynkę) .. a potem jak ona. zniknął, bez słowa.. (pstryka palcami a kobieta rozmywa się w powietrzu) Jej tu nie ma i nigdy nie było, chociaż musicie przyznać, ładnie to sobie wymyśliłem. Karaluchów też nie ma (stuka się w głowę) I was też nie będzie, tak jak nie było przedtem, wystarczy tylko słowo.

 

 

 

Scena Szósta:

 

 

Ból. Smród.

 

 

Łeb pęka. Język jak ślimak w stanie agonalnym, suchy, wydzielający odór. Chropowaty.

 

 

Pokój – prosektorium bez klimatyzacji na środku pustyni. Smród, wszędzie smród.

 

 

Otworzyć czy nie otworzyć? Otworzyć. Najpierw jedno.

 

 

Wydłubał palcem zaschnięty kawałek ropy.

 

 

Jestem u siebie. Chyba. Ten sam sufit.

 

 

Wyjął ropę z drugiego oka.

 

 

U siebie. Ten sam żyrandol.

 

 

Wstać czy nie wstać? Łeb pęka, ale już wstać, wstać szybko i zdecydowanie.

 

 

Którą nogą?

 

 

Prawą, zdecydowanie prawą, prawa jest bliżej, poza tym praworożność. Atut.

 

 

KURWA. BOLI. BOLI. BOLI.

 

 

Jakby miała pęknąć. Jak łeb.

 

 

WCZORAJ: Felipe Castro ogłosił zawieszenie EWF na czas nieokreślony. Rok z bani, co najmniej. Doigraliśmy się. Nas wyszedł ze szpitala, po wypadku samochodowym z Psycho. W sumie wyszedł po jednodniowej obserwacji z bandażem na głowie i naderwanym więzadłem skośnym podkolanowym, albo zerwanym, co za różnica? W każdym razie tamten skończył gorzej, ale pies go wiecie, są większe problemy…

 

 

Camel czy woda? Camel czy woda?

 

 

Camel. Potem woda.

 

 

Nie, Camel nie, pusta paczka. Woda.

 

 

Jeden dzień w nałogu i pusta paczka, nieźle Nas.

 

 

W kuchni, w jej centralnym punkcie leży soczysty rzyg, trzeba by go przeskoczyć aby dostać się do kranu i nie ubrudzić sobie skarpetek. Wystarczająco się upodliłeś Nas, nie będziesz chodził w skarpetkach panierowanych befsztykiem, puree, czerwoną kapustą i gorzką żołądkową.

 

 

Skacz! Skacz! SKACZ!

 

 

CZYM CI ZAWINIŁEM!

 

 

Okeeeej, jednak będziesz, ale potem to zmienisz, założysz czyste. prprrropos czystej, tylko łyczek, dobra. Wczorajsza.

 

 

I jeszcze resztka Gorzkiej Żołądkowej bulgotała mi w gardle, kiedy usłyszałem głos z niebios.

 

 

Niebiosa: Czemuś wszystko wychlał, Nas? To za dużo, staczasz się.

 

 

Zakrztusiłem się niemal. Z oburzenia rzecz jasna. No bo gdzie, ja się staczam? JA?! To moja pierwsza wódka od…

 

 

Nas: … całe EWF, całe EWF.. ni kieliszka, ni lampki, ni grzdyla.. ni chuhu odkąd wróciłem.

 

 

Owszem, wcześniej popijałem, obficie. Przed HVW, po HVW, to dlaczego miałem nie wypić butelki wódki po EWF?

 

 

Niebiosa: Boimy się, że znów zaczniesz…

 

 

Jak wspomniałem, miałem chwile słabości, przed HVW, po HVW, ale ja mam doświadczenie, dwa razy wyleczony, dwa razy mądrzejszy.

 

 

Nas: Że znów zacznę co? (przekrzykując Niebiosa) ŻE ZNÓW ZACZNĘ CO?! CO! DOKOŃCZ, ŚMIAŁO, ŚMIAŁO!

 

 

Pokrzyczałem jeszcze kilka dobrych sekund, ale w końcu machnąłem ręką z dezaprobatą, co pozwoliło niebiosom na zwięzłą odpowiedź.

 

 

Niebiosa: Chlać.

 

 

Nas: Nie, w żadnym wypadku, nie, po stokroć nie!

 

 

Niebiosa: I staniesz się jedną z tych wywłok.

 

 

Nas: Których?!

 

 

Niebiosa: Złych.

 

 

Nas: Ja jestem dobry, jestem dobrą duszą, do szpiku kości dobrą duszą jestem. Mało przeklinam, nic nie piję, biorę magnez…

 

 

Niebiosa: Staniesz się jak Scyther, Psycho…

 

 

Nas: O wypraszam sobie, wypraszam sobie stawianie siebie w tym plugawym towarzystwie.

 

 

Niebiosa: Chlasz jak oni.

 

 

Kto by pomyślał, taka nieścisłość ze strony Wszechwiedzących.

 

 

Nas: WYPRASZAM SOBIE! ONI ZALEWAJĄ PAŁY TRUNKAMI KOLORWYMI, KTÓRYCH PRODUKCJA WSPIERA KAPITAŁ ZAGRANICZNY… Ja pałę zalałem Żołądkową Gorzką produkcji Polmosu Lublin….. i wypraszam sobie.

 

 

Niebiosa: Znów zaczniesz, znów zaczniesz.

 

 

Jasne że miały rację, oni zawsze mają rację, są lepiej poinformowani niż PAP.

 

 

Scena Siódma:

hołd sebie

 

 

Łazienka. Jazzowski stoi przed lustrem, nieogolony na twarzy, nagi od pasa w górę. Sposób wymawiania kolejnych sentencji pozostawiam inwencji czytelnika.

 

 

Widzę swoje odbicie, ale nie potrafię go dotknąć.

Jestem NIE-O-SIĄ-GAL-NY

Dla siebie

Dla was

I pieprzyć wątpliwości

Razem z błyszczącą łysiną Szkala

I jego zieloną paprotką

Wszystko prócz kawy

A także długie nogi Esmeraldy

Platonicznie

Wątpliwości także

Zrobię to, wejdę w to

Jestem NIE-O-SIĄ-GAL-NY

Wyglądam chujowo

Gorzej niż kiedyś

Mniejsze tricepsy

Mniejsze łydki

Chudsze przedramiona

Jestem w szczytowej formie

NIE-O-SIĄ-GAL-NY

Czuję to

Pieprzyć tricepsy

I łydki

A także obwód przedramion

Oraz ropny pryszcz zamaskowany w lewej brwi

Pieprzyć Gorzką Żołądkową, choć jest smaczna

I Absolwenta, bo kac po nim ogromny

I posmak paskudny

Jestem NIE-O-SIĄ-GAL-NY

Nie piję miesiąc

Zero

Koniec

Skończyłem

Zacząłem

Dla Was

Pieprzyć natomiast was

wasze piwo, wasz wzrost, waszą formę

Ustalam zasady

Reguluję normy

Śrubuję wymogi

Jestem nową konstytucją

Ustawodawczą i prawodawczą władzą

Pieprzyć pieniądze i małe rzeczy

Nie mam na nie czasu

Mam mało czasu

Wystarczająco dużo żeby was pogrążyć

Pogrzebać was, wasze marzenia i wasze smartfony

Mądrzejsze od was

I pieprzyć czarne, uciskowe skarpety

I dyktatorów całego świata

Fidela, Una, Chaveza i Putina

iii was

Zainwestujcie w technologie

Nowe lornetki

Solidne bunkry

Wygodne trampki

A wy

wy

wy

O których nie dbam

Kupcie Nintendo DS.

Jesteście poza grą.

 

 

Scena Ósma

 

 

Konferencja prasowa, 31 grudnia 2012. Przy stole siedzi Nas Jazzowski ubrany w idealnie dopasowany, bordowy garnitur, błękitną koszulę i krawat o odcień ciemniejszy od marynarki. Obok niego dostrzec można moderatora dyskusji wyznaczonego przez EWF, którego zadaniem jest selekcja dziennikarzy do zadawania pytań. Jak na razie spełnia swoją rolę znakomicie. Poza tym kilku innych pracowników technicznych, którzy tworzą sztuczny tłum.

 

 

Dziennikarz: Sporo nowych twarzy pojawiło się w EWF, nawet w twoim „koszyku” można dostrzec dwóch debiutantów, masz im coś do przekazania?

 

 

Nas: Że są tylko debiutantami?

 

 

Dziennikarz: To raczej mało budujące…

 

 

Nas: Nie aspiruję do bycia architektem obcych karier, przykro mi.. (pauza) a nawet gdybym aspirował.. jakby to ująć.. wrestling to sport indywidualny.. i jestem pewien, że moje zdanie w tej kwestii nie ma dla nich nie tylko znaczenia pierwszorzędnego, ale wręcz żadnego.

 

 

Dziennikarz: Jesteś laureatem Felka za odkrycie roku 2009, mistrzem FTW, Evo i drużynowym, może odrobinę zaniżasz swoją wartość?

 

 

Nas: (subtelnie chichocząc) Nie, nie, nie rozumiemy się.. ujmijmy to więc zwięźle i może nazbyt brutalnie – pamiętacie jak RVD wykrzykiwał kiedyś te prorocze hasło „Otwórzcie swoje umysły! Otwórzcie swoje umysły!”? Nie pamiętam czy odnosiło się to do związków homoseksualnych, LSD czy debiutantów.. mniejsza z tym.. topspin jest kluczem, topspin panowie.. wibrujące uderzenie łopatą jest dziś jedyną drogą do otwarcia debiutanckich umysłów.

 

 

Dziennikarz: Mówisz serio?

 

 

Nas: (śmiejąc się) Nadal nie.. (przestaje się śmiać) Umówmy się, nie jesteśmy wieczni.. kariera wrestlera trwa krótko i jest nadzwyczaj intensywna.. coś jak życie muchy w makroskali.. mucha w normalnych warunkach żyje od dwóch tygodni do miesiąca.. jeżeli widzisz muchę małą, nie łudź się, ona nie jest młoda.. nie ma przed sobą świetlanej przyszłości i perspektywy długiego obżerania się odchodami.. jej rozwój fizyczny kończy się wraz z wylęgnięciem.. mała mucha to taka, która nie miała dość pożywienia w stadium larwy.. ona już nie urośnie, zdechnie z tym samym rozmiarem skrzydełka.. więc, drogi debiutancie, jeżeli jesteś słaby na początku nigdy.. NIGDY.. nie będziesz wielki na końcu.. masz chwilę żeby zaistnieć.. jeżeli jesteś słaby, nie radzisz sobie w dark machu.. zostań Sekretarzem Generalnym PZPN, cokolwiek.. nie trać życia na złudzenia.

 

 

Dziennikarz: A treningi, ciężka praca?

 

 

Nas: Jasne, jeżeli walczysz w federacji AC Milan i chcesz osiągnąć szczyt formy koło pięćdziesiątki, próbuj.. walcz.. trenuj.. pracuj.

 

 

WPP.pl: Trafiłeś do koszyka z Bart Wierim, Skipperem oraz Franko Butcherem, tylko ten ostatni ma doświadczenie na wrestlingowych ringach i wydaje się być twoim najgroźniejszym oponentem. Z profilu wynika, że brutalna forma, którą przybiera może ci sprawić niemały kłopot.

 

 

Nas: (tłumiąc śmiech) Tak, bez wątpienia, Franko jest postacią wyjątkową.. stanowi niecodzienne połączenie głupoty i nieuchwytności.. zwykle to co idiotyczne łatwo jest złapać i określić.. ZUS, KRUS, Mariusz Błaszczak, Psycho One.. on natomiast na pierwszy rzut oka wydaje się być typowym samcem alfa.. alfa, łapiecie? Jest mężczyzną pierwszym, który idealnie odnalazłaby się w erze Flinstonów.. samochodów napędzanych łydkami i kosiarkozaurów.. przystojny, umięśniony, depilujący klatkę piersiową sekatorem, przecierający powierzchnie gipsowe swoim basso profondo, zaczytujący się w prozie Harlana Cohena.. jest najlepszą rzeczą jaka przytrafiła się magazynowi MaleMan w ciągu ostatniej dekady.. okej, może nieznacznie ustępuje iPadowi 2 i zegarkom binarnym, ale z pewnością jest w pierwszej trójce.. bez wysiłku deklasuje jajcarskie pendrive’y o kształcie waginy i buty z logiem Ferrari.. to jest po prostu KTOŚ! Jakiekolwiek sposoby definiowania tego zjawiska są kurwa niemożliwe! Zresztą.. co tam definiowania.. tu nazwy własne są niepewne.. Wrestler? Rzeźnik? Przedsiębiorca? Performer? Szarlatan? Biznesmen? Weterynarz o specjalizacji anatomia patologiczna? Pensjonariusz ekskluzywnego burdelu dla zamożnych masochistek? Zarządcą tego samego przytułku, tylko dla zoonekrofili? Kabotyn w czarnej masce?

 

 

Facet promuje się jako specjalista od preparacji świńskich ryjów, co samo w sobie jest przykre, ale – nie oszukujmy się – w kręgach pozawegańskich, raczej mało demoniczne.. podział tuszek drobiowych, peklowanie wędlin i wytapianie skwarek nie jest może szczytem estetyzmu, ale panowie.. (uśmiecha się pobłażliwie) Arnold Boczek umiejętnością kręcenia kichy nie sterroryzował kamienicy Ćwiartki ¾.. wizerunek Franko i perspektywa ewentualnej walki nie nadwyręża mojego układu nerwowego w najmniejszym stopniu.. ba! nawet wypróżniam się regularnie.. co wyklucza podświadome układanie w jelicie grubym „ planu zemsty” w razie ewentualnej porażki.. i oczywiście późniejszego rozbioru, ćwiartowania i preparacji moich zbiedzonych zwłok.

 

 

Po tych słowach, siedzący na krześle obok, pracownik EWF, po delikatnym klepnięciu Nasa w ramię szepnął mu coś na ucho.

 

 

Nas: Tak, tak, wiem! Wiem, że to obrzydliwe, ale na litość boską.. to jest Polska a nie powieść Jacka Ketchuma czy Thomasa Harrisa! Robienie z rzeźnika sadysty, który dokonuje krojenia spektakularnego, przy wtórze fanfar, blasku flaszy, ku uciesze wiwatującego tłumu.. same sugestie, że te wszystkie czynności dokonane zostaną na mnie.. w ringu.. blah, są oklepane jak dupa latynoskiej striptizerki.. ta federacja.. ten biznes.. tu nikt nie jest normalny.. tu wszyscy są pieprzonymi psychosadomasoalkokoreopółnocnofaszystowskimi sadystami.. stoczyłem w EWF prawie 30 walk i jestem cały.. CAŁY.. mam głowę, dwie nogi, dwie ręce, dwadzieścia palców, łagodne kace i żadnych zakoli.. fenomen, co? Tusk i Merkel nie wymieniają się moimi nerkami, piszczel nie wisi obok obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej a Kim Dong Un nie gra moim okiem w ping-ponga.. powinienem nie żyć co najmniej osiem razy i mieć nos jak KRS One.. (krótka pauza) może więc dlatego jestem tu gdzie jestem? Ksiądz Twardowski zwykł mawiać, że śmierć jest szczytem życia.. ja umieram co galę (wydaje z siebie głębokie westchnienie ulgi) ale mimo wszystko mam się dobrze.. na tyle, dobrze, że mogę ruszyć ręką, co tam zresztą ruszyć! Mogę ją nawet wyciągnąć i zawrzeć z każdym z was zakład, że jeśli jutro miałbym stanąć do walki z.. Aero? Niech będzie Aero.. Daemusin champ.. zdobywca Pucharu Szczęściarza.. wielka gwiazda.. to pojutrze usłyszałbym bełkot w stylu „wyrwę ci jelita i yyy przerobię je na yyy różaniec yyy a potem yyy wsadzę wysokociśnieniową pomkę do ucha i yyy yyy YYY nie wiem, ale potem wygram World Title”.. śmiejecie się, śmiejecie się.. ale panowie, Aero to człowiek z osiągnięciami.. powiedzmy umiarkowanymi.. jednak mimo wszystko osiągnięciami, a wy pytacie mnie czy żywię obawę wobec Franko, którego największym sukcesem.. (dłuższa pauza) noooo tak, co jest jego największym sukcesem?

 

 

10 sekundowa burza mózgów na sali.

 

 

Ktoś z tłumu: Walczył w main vencie BGW.

 

 

Nas: Właśnie! Walczył w main-evencie..

 

 

Jazzowski zawiesił się w pół słowa, co wataha dziennikarzy, wyczekująca tylko tej chwili, natychmiast wykorzystała, zasypując go setką pytań dotyczących wyżej wspomnianej federacji. Na ratunek zmieszanemu wrestlerowi niezwłocznie pospieszył siedzący obok moderator dyskusji z ramienia EWF.

 

 

Moderator: Panowie, panowie, proszę o spokój. EWF wspólnie z Nasem ustaliło, że ta konferencja dotyczyć będzie tylko stanu bieżącego, Nasa jako zawodnika Extreme Wrestling Federation. Uszanujmy te ustalenie.

 

 

Nas: (zwracając się w kierunku Moderatora) Nie.

 

 

Douszna wymiana zdań…

 

 

Moderator: Wróćmy proszę do normalnego porządku konferencji. (wskazując ręką na kogoś z Sali) proszę.

 

 

Magazyn Polski: Zasugerował Pan, że niezależnie od obsady walki i przeciwnika, spotkałby Pana ten sam stos inwektyw. Zważając na Pana spore sukcesy i doświadczenie, mógłby Pan spróbować dokonać diagnozy tego stanu rzeczy? Czym spowodowany jest brak bojaźni wśród nowych zawodników? Wzrostem umiejętności?

 

 

Nas: Postępem cywilizacyjnym.. plemię nieśmiałych wymarło, zostało wycięte w pień, niebawem zostanie zapomniane i z kronik ludzkości wymazane zupełnie.. na ulicach nie dostrzeżesz już nieśmiało pomykających cieni, w urzędzie petenta nieśmiało dopominającego się o swoje prawa, w klubie nieśmiałej panienki podpierającej ścianę.. nawet największy debil w klasie, proszony do tablicy zmierza tam przekonany o swojej nieomylności.. o wacianych nogach nie może być mowy.. trudno więc oczekiwać, aby napompowany koleś, intelektualne zero, przed którym otwarły się bramy największej federacji wrestlingu w kraju wchodził przez nią na paluszkach.. używając języka Psycho, on wpierdala się tu z buta! (uderza pięścią w stół) on już od początku kariery ma na widelcu Toola, Psycho, Jazzowskiego a World Title to tylko przystawka.. i kroczy tak drabinką kariery opisaną przez Dostojewskiego.. najpierw jest durniem a potem awansuje na wariata.

 

 

WirtualSport.pl: Koło fortuny może okazać się przewrotne, istnieje możliwość wylosowania dwóch innych przeciwników – Barta Wiernego i Skippera, możesz coś o nich powiedzieć?

 

 

Nas: Fortuna ma zawiązane oczy a nie znaczny stopień niepełnosprawności na Boga.. chyba jest w stanie wykonywać prawidłowo swoją pracę, co ?

 

 

WirtualSport.pl: Co masz na myśli?

 

 

Nas: Los bywa okrutny, jasne.. pogodziłem się z tym, że złotym rogiem obfitości na Paloozie 109 obdarzony nie zostanę.. trudno natomiast będzie mi się pogodzić z faktem walki z Bartem Wierim, wybacz.. to byłaby lekka degrengolada, nie sądzisz?

 

 

WirtualSport.pl: To były zawodnik MMA…

 

 

Nas: Wielki mistrz, który znudzony swoją dominacją przybył do EWF w blasku chwały i poszukiwaniu nowych wrażeń?

 

 

WirtualSport.pl: W ramach programu resocjalizacyjnego.

 

 

Nas: Też ciekawe.. ale mnie nie przekonałeś.. (ścisza ton głosu) The Chosen One.. z kacetu do gabinetu Doktora Mengele.. (pauza) Nie mam nic więcej do powiedzenia, kolejne pytanie.

 

 

Dziennikarz: Adam Czerniawski, Polska Agencja Prasowa.

 

 

Moderator: (siląc się na miły uśmiech) Ooo, nowa twarz, proszę, proszę. (szeptem do Nasa) Przepraszam, nie spodziewałem się.

 

 

PAP: Niezwykle istotnym wydaje mi się fakt, że może Pan trafić na jedną z walk specjalnych czyli Scaffold Match lub Stocznia Szczecińska Match, co zostało w karcie zaznaczone. Chciałbym aby ustosunkował się Pan do wyżej wymienionych przeze mnie stypulacji i o ile to możliwe wyraził swoje preferencje oraz ewentualne obawy w wypadku …………nikt normalny go już nie słucha………………………………………..

 

 

Moderator dyskretnie uderza się dłonią w czoło, po czym przejeżdża łokciem po żebrach Jazzowskiego.

 

 

Nas: (otrząsa się z chwilowego transu) Zaiste, ma pan rację.

 

 

PAP: Słucham?

 

 

Nas: Nie o to Pan pytał?

 

 

PAP: Jeżeli istnieje taka konieczność, mogę doprecyzować pytanie (wyciąga z kieszeni zmieloną kartkę, która po rozprostowaniu ma rozmiar a2, co najmniej, i zasłania niemal całego dziennikarza).

 

 

Moderator: (machając desperacko rękoma) Nie, nie, wszystko zostało doskonale zrozumiane. (szepce coś na ucho Nasa) Proszę Nas, oddaję ci głos.

 

 

Nas: (odchrząkuje) Zaiste, ma pan rację.. występ w Stocznia Szczecińska matchu byłby dla mnie wspaniałą nobilitacją.. głównie ze względu na tradycję jaka wiąże się z tym miejscem..

 

 

PAP: Przepraszam, że przerywam, ale stocznia o której mówimy powstała w roku 2001, o jakiej tu można mówić tradycji?

 

 

Nas: (lekko zdziwiony) Nooo.. przecież w 2001r. powstało także EWF.

 

 

PAP: I?

 

 

Nas: I wiele tragicznych ofiar przyniósł zamach na World Trade Center.

 

 

Moderator: Proszę o kolejne pytanie.

 

 

PAP: Przepraszam, ale Pan Jazzowski nie wypowiedział się na temat drugiego z możliwych meczów specjalnych, jeżeli istnieje taka konieczność (wyciąga kolejną zmieloną kartkę z kieszeni, tym razem mniejszą, tylko a4) mogę przytoczyć tu reguły Scaffold Matchu.

 

 

Moderator: Niestety, nie mamy czasu, jestem przekonany, że tak doświadczony zawodnik jak Nas z chęcią przyjmie każde czekające na niego wyzwanie. (przestaje słuchać protestów dziennikarza PAP) Proszę o kolejne pytanie, może Pan?

 

 

Magazyn BadAss: Chciałbym odnieść się do zjawiska jakie opisałeś wcześniej, powiem wprost, to zakrawa na kpinę, że właśnie ty, zawodnik wobec, którego najczęściej pojawia się zarzut o brak wyrazistości, stawia zarzuty postaciom w jego mniemaniu przerysowanym.

 

 

Nas: Tak.. to zastanawiające.. to cholernie intrygujący fakt, że postać taka jak ja.. bezpłciowa.. mało wyrazista.. pozbawiona cech nadludzkich.. nijaka wręcz.. jest na szczycie.. jest najlepszym zawodnikiem Extreme Wrestling Federation.. jest byłym FTW, Evo i Tag Team champem.. jest przez tłumy wielbiona i łakniona.. co gorsza – jako jedyny.. JEDYNY.. wygłaszam proma w halach i nie oglądam pustych krzeseł.. otrzymuję większą atencję od każdego kolejnego World Champa.. większą atencję niż Psycho, który wciągając kreskę za kreską budzi mniejsze zainteresowanie od happeningów Palikota.. otrzymuję ich atencję będąc definicją antysensacji.. jestem zaprzeczeniem wszystkiego co występuje u Pilipiuka, Bukowskiego i Pratchetta.. jestem zaprzeczeniem legend z Roswell i Dzikiego Zachodu.. niezależnie od tego jak mnie postrzegacie.. nie nazywam się Garry Cooper.. nie jestem Willem Kanem Extreme Wrestling Federation.. nie stoję na stacji w samo południe z coltem wycelowanym w nadjeżdżający pociąg.. ale mimo wszystko…

 

to ja.. JA.. (wstaje z miejsca i wskazuje na siebie dłońmi) Spójrzcie na mnie! To ja! Nas Jazzowski jestem ucieleśnieniem tej federacji.. to ja Nas Jazzowski jestem obrazem Extreme Wrestling Federetion.. jej problemów, radości i trosk.. to ja wstaję tak jak i ona wstaje.. to ja upadam tak jak i ona upada.. zwyczajnie, po ludzku.. podatki, alkoholizm, malwersacje, depresja.. NORMALNOŚĆ.. nie umieramy wraz z najazdem UFO, nie zmartwychwstajemy wciągając koks.. Extreme Wrestling Federation to ja, ja to Extreme Wrestling Federation.

 

Jestem Abrahamem i Hiobem. jestem w stanie zabić własne dziecko w imię wyższej idei.. w imię wyższych celów.. stracić wszystko i poświęcić się jednemu.. (akcentując dobitnie) Extreme Wrestling Federation.

 

Nie mam w życiu nic prócz jednego celu.. jednej pieprzonej ambicji.. przywrócenia tej federacji tego, co zaczęło się dekadę temu i dekadę temu skończyło.. SZCZYTU.. zdobędę ostatnie brakujące trofeum.. zdobędę World Title i wciągnę go na wyższy poziom.. stanę na szczycie wrestlingowego Olimpu obok Kravena i Game’a

 

I jeżeli ktoś mi dzisiaj mówi, że można mnie powstrzymać.. że jeżeli tylko Scytherowi się zechce.. TO MÓWIĘ – NIECH MU SIĘ ZECHCE.. NIECH MU SIĘ ZECHCE.. mam 32 lata i poczucie kresu.. wchodzę w to ostatni raz.. bez względu na to czy mi się uda.. następny koniec Extreme Wrestling Federation będzie końcem Nasa Jazzowskiego jako wrestlera.

 

 

 

KONIEC

Nie płakałem po CM Punku

18909757064dbdb1458cbe1.jpg

  • Odpowiedzi 2
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Camp

    1

  • nasjazz

    1

  • ajfan

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  1 202
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  01.03.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Scena Pierwsza:

 

Fajne pokazanie postaci Jazzowskiego, kawałek jego historii dla tych którzy nie wiedzą skąd pochodzi, jaka jest jego historia.

 

Scena Druga:

 

Kontynuacja historii, teraz tajemnica maski, fajnie to wszystko opisane.

 

Trzecia to lekkie zaskoczenie, raczej przyzwyczaiłem się do Twoich "klasycznych" RPów. Dziwnie dużo różnej fabuły dziś, nie mówię, że to źle.

 

W czwartej coś się zaczyna dziać. Nadal wszystko ogólnie, ale nic dziwnego to pierwszy RP po powrocie więc trzeba ludzi wprowadzić.

#5: A potem? Co potem?

 

 

Śmieje się pod nosem.

 

 

Nas: Założę własną federację…

 

Well Played.

 

Dalej, porównanie do karaluchów niezłe. Tylko ta laska jakaś taka dziwnie inteligentna i nierealna :D . Anyway, ładnie to wszystko skomponowane.

 

Szósta i siódma dość ciekawe, mogę powiedzieć chyba nawet- innowacyjne, ale nie czytam za dużo RPoz więc nie wiem sam. Ciągle wygląda to dobrze.

 

No i wielki finał. Z przyjemnością czytałem te speeche z konferencji, ponieważ miały wszystko. Zawierały pojazdy do możliwych przeciwników, ale też było trochę zabawy np. z przedstawicielem PAPu. Dobry tekst o Aero ;) . Finał też niezły.

 

Ogólnie bardzo dobra robota, nieźle się to czytało. Następny ma urwać jaja.

10136801454e08b07ab2e86.jpg


  • Posty:  283
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  13.01.2005
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Jak ktoś oczekuje więcej od erpa niż : muzyka > wejscie na ring > spicz > wejscie jobbera > serwujemy dwa chwyty jakie znamy na jobberze > spicz > koniec , to jest to zdecydowanie dla niego. Ładne.

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • IIL
      Ciampa is All Elite 🙂
    • Attitude
      Nazwa gali: AEW Dynamite #330 Data: 28.01.2026 Federacja: All Elite Wrestling Typ: TV-Show Lokalizacja: Cedar Park, Texas, USA Arena: H-E-B Center At Cedar Park Format: Live Platforma: TBS Komentarz: Excalibur, Taz, Tony Schiavone, Don Callis & Stokely Karta: Wyniki: Powiązane tematy: All Elite Wrestling - dyskusja ogólna AEW Dynamite - dyskusje, spoilery, wrażenia AEW Saturday Collision - ogólne dyskusj
    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 3 Data: 28.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Tsugaru, Aomori, Japan Arena: Ito Mining Arena Tsugaru Publiczność: 987 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
×
×
  • Dodaj nową pozycję...