Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Czarna Maska Powraca


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  502
  • Reputacja:   14
  • Dołączył:  17.08.2010
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

To były złe, ciężkie czasy.

 

Upadek BGW nie mógł przyjść w gorszym momencie. Franko pospłacał właśnie wszystkie swoje długi (z alimentami udało się nawet z nawiązką) i zaczynał wychodzić na prostą. W federacji radził sobie dobrze, zawłaszczając coraz więcej czasu antenowego. Z uporem, brutalnie i po trupach dążył do zdobycia pierwszego w swojej karierze pasa. Wszystko zdawało się układać, jak należy.

 

No i szczęście znowu się sfajdało na głowę naszego bohatera.

 

Blood Guts Wrestling poległo w starciu z brutalną rzeczywistością, a Butcher pozostał z pustymi rękami i z lekka tylko podreperowanym kontem.

 

Cóż, prawdopodobnie mogło być gorzej.

 

Franko przyjął tę odmianę losu z charakterystycznym dla siebie spokojem. O wiele gorzej było z Helenką, która kompletnie się załamała, na zmianę topiąc swoje żale w alkoholu i przegryzając je słodyczami, co oczywiście szybko zaczęło mieć wpływ na jej wygląd, a to z kolei przekładało się na dalszą kumulację depresyjnych stanów. A jako że Rzeźnik nie jest typem człowieka, który potrafiłby podnieść bliźniego na duchu, Hela musiała przebrnąć przez to wszystko sama. Nie ustrzegła się przy tym błędów, oj nie. Zaczęła spotykać się z nieodpowiednimi mężczyznami i podejmować przy tym coraz więcej naprawdę fatalnych decyzji. Zdarzyło jej się nawet wpaść do mieszkania Butchera w mocno nietrzeźwym stanie i próbować uwieść naszego bohatera. Franko zazwyczaj łatwo ulegał pokusom ciała, ale tamtego wieczoru bogowie rozsądku chyba nad nim czuwali – koniec końców uznał, że wykorzystanie tej okazji byłoby niewłaściwym, nomen omen, posunięciem.

 

Skończyło się na noclegu.

 

Rok 2012 był po prostu do dupy. Drogi Helenki i Rzeźnika powoli się rozchodziły, w miarę jak coraz bardziej zajmowała ich przyziemna walka o byt. Nasz bohater po prostu płynął z prądem, imając się różnych zajęć i popadając w coraz większe długi. Wrestling nie przynosił dochodów, jako że nie organizowano żadnych gal. BGW padło i już nie powstało. Powrót EWF był tylko niespełnionym marzeniem. Kariera „ulicznego wojownika” na dłuższą metę nic nie dawała. Nawet mecze Wisełki nie przynosiły już tyle radości, co kiedyś.

 

Bieda.

 

Nadzieja bywa czasem najstraszliwszą z tortur, więc Franko nie zwracał zbyt wielkiej uwagi na kolejne próby wskrzeszenia Extreme Wrestling Federation. Przyjmował je do wiadomości, ale nie pozwalał sobie na luksus roztrząsania tych rewelacji. W miarę możliwości dbał o formę, żeby w razie czego móc bez przeszkód powrócić, ale koncentrował się głównie na przeżyciu kolejnego dnia. Praca albo jej poszukiwanie, treningi, czasem jakiś mecz albo ustawka, żeby nie wyjść z wprawy. Szara codzienność pochłonęła naszego bohatera. Tylko czasami odczuwał jakiś bliżej nieokreślony żal, może nawet tęsknotę. Szedł wtedy na wódkę (jeżeli miał za co), wychodził pobiegać (jeżeli miał gdzie), albo zaglądał do niewielkiej czarnej walizki, która towarzyszyła jego licznym przeprowadzkom.

 

Czas płynął w swoim własnym tempie.

 

 

 

 

 

Gdzieś w Małopolsce, grudzień, atak zimy.

 

Pogoda jest beznadziejna. Wieje wiatr i pada śnieg, co jest wyjątkowo złym połączeniem – szczególnie w sytuacji, gdy w umowie o pracę masz „zamiatanie i odśnieżanie placu przylegającego do posesji X”. Sypie tak, że widoczność jest w zasadzie równa zeru. Śnieg wciska się wszędzie, kpiąc sobie z kurtek i szalików. Poza tym jest po prostu zimno. Ale Butcher nie zwraca uwagi na te drobne niedogodności. Pracuje w miarowym tempie, odgarniając łopatą kolejne warstwy śniegu. Czapka i szalik skrywają jego twarz. Tylko czasami widać oczy, zimniejsze od otaczającej Rzeźnika bieli.

 

Czas mija, a Franko nie zatrzymuje się ani na chwilę. To co już odśnieżył szybko pokrywa się grubą warstwą puchu. Butcher pracuje wytrwale, nie zdradzając oznak zmęczenia. Wygląda, jakby mógł pracować przez całą noc. Kto wie – może tak właśnie jest? Nie przerywa nawet wtedy, gdy oświetlają go reflektory zbliżającego się samochodu. Pracuje dalej, kiedy drzwi od strony pasażera otwierają się i na zewnątrz wychodzi postać w kusej kurteczce, obcisłych spodniach i długim szaliku owiniętym wokół twarzy. Zamiera dopiero słysząc stłumione okrzyki:

 

- Franko! Franko!! FRANKO!!! OGŁUCHŁEŚ!?

 

Pomimo wyjącego wiatru, pustka w spojrzeniu Rzeźnika jakby na chwilę się rozprasza. Nasz bohater odwraca się do nowoprzybyłej:

 

- Co jest, Hela?!

 

Helenka, bo to chyba rzeczywiście ona, zbliża się do naszego bohatera i krzyczy mu praktycznie do ucha:

 

- CO MÓWISZ?! ZRESZTĄ NIEWAŻNE! PIEPRZNIJ TYM W CHOLERĘ! WRÓCILI! EWF WRÓCIŁO!

 

Butcher milczy przez chwilę, trawiąc otrzymaną właśnie informację.

 

- To pewne?!

 

- JAK SŁOŃCE NA NIEBIE! MAMY KOLEJNĄ SZANSĘ, FRANKO!

 

- Nie drzyj się tak, Hela! Słyszę cię!

 

Rzeźnik spokojnie odwraca się, robi parę kroków i płynnym, pewnym ruchem wbija łopatę w pobliską hałdę śniegu. Później rusza za Helenką, która zdołała już się schronić w ciepłym wnętrzu samochodu. Otrzepuje się, wsiada z tyłu i mocno zatrzaskuje drzwi. Wkrótce po tym pojazd rusza i znika w szalejącej zamieci.

 

Biel pochłania opustoszały plac.

 

 

 

 

 

Gdzieś w Małopolsce, grudzień, przed świętami.

 

„Na początku na ekranie panuje ciemność. Przez chwilę taki stan rzeczy utrzymuje się, w końcu jednak słychać słowa narratora:

 

- EWF powraca, a wraz z nim powracają też ci, którzy poprzednio nie zaspokoili swego głodu...

 

Słychać odgłosy kapania i jakby szumu wody. Z wszechobecnego mroku powoli wyłaniają się jakieś kształty.

 

- Niełatwo przetrwać, czając się w ciemności... niełatwo żyć nadzieją, kiedy zeszło się do podziemia...

 

Obraz ciągle jest dosyć niewyraźny, ale dzięki sugestii narratora zaczynamy rozpoznawać otoczenie. Woda spływająca strumieniami do jakiegoś zbiornika, odrapane ściany i wąskie chodniki pod nimi. Kanały?

 

- Ciężko żyje się z Głodem, który codziennie szarpie ci wnętrzności. Jeszcze trudniej żyć wspomnieniami tego, co mogło się wydarzyć. Prawie niemożliwym staje się pozbycie dawnych nawyków i trzymanie szaleństwa na wodzy.

 

Widoczność jest już całkiem niezła. Kamerzysta koncentruje się na powierzchni wody, która znajduje się w ciągłym ruchu.

 

- Szaleństwo zawładnęło jego umysłem i nie zdołał pozbyć się dawnych przyzwyczajeń. Karmił się wspomnieniami i podsycał swój głód. Żył nadzieją, czając się w ciemności.

 

Na powierzchni wody pojawia się kilka pęcherzyków powietrza.

 

- Teraz powraca, żeby w końcu się nasycić.

 

W górę wytryskuje fontanna spienionej wody i spod jej powierzchni wyłania się zwalista postać w czarnej masce i rzeźniczym fartuchu. W prawej ręce trzyma ogromny nóż, w lewej (opcjonalnie) odciętą głowę jakiegoś nieszczęśnika. Rzeźnik (bo to oczywiście on) krzyczy prosto w kamerę:

 

- NAKARMCIE MNIE!!!”

 

 

 

- Chyba tracę czas. – Głos Franko jest spokojny i rzeczowy, emanuje jednak chłodem który zmroziłby nawet Eskimosa. Znajdujemy się w małym, trochę słabo oświetlonym pomieszczeniu, które wygląda na dosyć zakurzone i umeblowane jest z zgodnie z duchem minionego ustroju, kiedy to wszystkie mieszkania w blokach wyglądały w zasadzie tak samo. Butcher siedzi przy stole, przy którym znajdują się również jego rozmówcy: Helenka (której kształty zaokrągliły się zdradliwie w porównaniu do jej ostatnich występów w telewizji) i niski, podenerwowany mężczyzna w średnim wieku. W powietrzu unosi się sporo dymu tytoniowego, a na stole znajduje się wypełniona petami popielniczka. Wracając do Franko: nie ma na sobie maski, ale jest do nas odwrócony tyłem, dzięki czemu widzimy tylko jego łysą potylicę i część owłosionych pleców wystających spod koszulki na ramiączkach.

 

- Co ci się w tym promie nie podoba, Franko? – Mężczyzna drżącymi rękami zapala kolejnego papierosa.

 

- W zasadzie to wszystko. – Głos Butchera jest bezlitosny. – Takie promo jest dobre dla jakiegoś „mroczno – straszliwego” debiutanta, ale nie dla mnie. To jest gówno a nie promo, Heniek. Ciemność? Kanały? Odcięta głowa? Pojebało cię, szwagier?

 

W zasadzie Henryk jest szwagrem Helenki, a nie Franka, jednak Rzeźnik nazywa go tak od początku ich znajomości. Co w tej chwili w sumie nie jest szczególnie istotne.

 

- Czego od tego chcesz, Franko? Ciemność i kanały to taki chwyt dla dodania klimatu, a głowa jest opcjonalna, przecież wyraźnie napisałem! - Nie widzimy wyrazu twarzy Rzeźnika, ale jego rozmówców już tak, Sądząc po zdenerwowaniu Henryka, nie jest dobrze. – Musisz mieć mocne wejście, człowieku! Takie z przytupem, z pierdolnięciem nawet!

 

- Walnij się w głowę, szwagier. Najlepiej, kurde, młotkiem. Od razu będziesz miał i przytup, i pierdolnięcie. I nie będziesz mi takimi głupotami głowy zawracał. NIE BĘDĘ zapierdalał w rzeźniczym fartuchu jak jakiś pojeb. NIE BĘDĘ wymachiwał nożem i odciętymi głowami. NIE BĘDĘ wył o to, żeby mnie nakarmiono. Tylko kompletne półmózgi łykną coś takiego. Co pewnie dawałoby mi niezłą szansę na starcie, kto wie? W końcu idiotów nie brakuje. Ale to po prostu NIE JEST MÓJ STYL. Pojmujesz, czy mam ci to przeliterować?

 

- Jaki kurwa styl!? – Heniowi ewidentnie puszczają nerwy. – No przecież o to właśnie chodzi, że ty stylu nie masz! Masz być dostrzeżony, do cholery! W tej chwili jesteś po prostu troglodytą w masce!

 

- No widzisz, jednak rozumiesz. – Franko jak zwykle imponuje spokojem. – Właśnie tym jestem. Jestem włochatym kolesiem w starym, zapaśniczym wdzianku i masce. Jestem jebanym prymitywem, który z samego założenia ma w dupie wszystko i wszystkich. Nie jestem ani barwną, ani ciekawą postacią. Jestem przyziemny aż do bólu. Właśnie tak. Dokładnie o to chodzi. Miło, że osiągnęliśmy porozumienie. Ja jestem wyznawcą prostoty, Heniu. Klimat mroku mnie nie interesuje, tak samo jak teatralne rekwizyty, które mi zaproponowałeś. Ja jestem Franko The Butcher i nie ma tutaj nic do dodania. Fartuch? Po co? Nóż? Bardzo chętnie, ale nie w roli nic nie znaczącego rekwizytu. Jeżeli będzie można, użyję z przyjemnością. Odcinał głów jednak nie będę, bo to troszeczkę nielegalne. Jestem Rzeźnikiem, bo NIM JESTEM – nie dlatego, że go odgrywam. Kiedy wchodzę pomiędzy liny, to robię to, żeby zwyciężyć. Obijam mordy, rozbijam czaszki, łamię kości. Nie dostarczam rozrywki za wszelką cenę, tylko robię swoje. Uwielbienie tłumów niespecjalnie mnie interesuje. Nie mam ochoty robić za maskotkę. Jestem poważnym człowiekiem, który poważnie traktuje swój zawód. Nie mam zamiaru się rozdrabniać. Rozumiesz, szwagier? Czy jednak przeliterować?

 

Henryk sapie ciężko, trawiąc tą wypowiedź. W końcu jednak para z niego uchodzi i mężczyzna ciężko siada na krześle, wzdychając.

 

- Czyli rozumiesz. Coś jeszcze?

 

- No... – szwagier Helenki chyba nie czuje się zbyt pewnie – w sumie to myśleliśmy z Helą, że mógłbyś zmienić swój theme.

 

- A po cholerę? – Rzeźnik wygląda na nieco zdziwionego.

 

- Wiesz... odświeżenie postaci i takie tam. Mam tutaj listę...

 

- Zapomnij. – Franko nie pozostawia rozmówcom złudzeń. – To które mam, jest dobre i wprowadza mnie w odpowiedni nastrój przed walką. Nie ma tematu.

 

Henryk znowu ciężko wzdycha, ale chyba pogodził się z faktami.

 

- To może nowy strój? Mam tutaj parę projektów...

 

Rzeźnik przegląda plik rysunków. Z pogardą odrzuca zestawy typu: „majtasy i ochraniacze”, podobnie dzieje się ze strojami przypominającymi te z MMA. Przez chwilę zatrzymuje się przy projekcie wzorowanym na ubiorach różnego rodzaju „giantów” (prymitywne wdzianko z jednym ramiączkiem), ale i je w końcu spotyka los poprzedników. Z dużo większą uwagą przygląda się strojom typowo zapaśniczym i w końcu zatrzymuje się przy jednym z nich.

 

- No, to jest nawet niezłe. Fajne czachy i ten napis... mógłbym to na siebie założyć.

 

Kamerzysta daje zbliżenie i widzimy, że strój jest rzeczywiście niezły. Czarny, ale urozmaicony bielą wyrysowanych na nim czaszek. Uroku dodaje mu jeszcze jeden element – krwistoczerwony napis „BUTCHER”. Dobrze to wygląda. Powiedziałbym nawet, że profesjonalnie.

 

- Tak... takie coś może być. Tylko pewnie nie będzie to tanie, co?

 

- Niezbyt, ale jest w naszym zasięgu – Helenka wtrąca się do rozmowy – EWF dorzuca się do takich rzeczy. Problem w tym, że raczej nie zdążą z robotą i realizacją zamówienia do pierwszej gali po reaktywacji...

 

- Trudno. – Franko wzrusza ramionami. – Tylko niech przyślą kogoś, kto mnie porządnie zmierzy. Nie będę walczył w niczym, co nie pasuje jak ulał.

 

- To się rozumie samo przez się – uśmiecha się Helenka. – O to akurat się nie martw, to zawodowcy.

 

- W porządku. To chyba tyle w temacie innowacji? Widzę, że tak. To dobrze. Wiecie już, z kim będę walczył na „Paloozie”?

 

- Niestety nie – Helenka bezradnie rozkłada ramiona – ogłosili, że walki będą losowane.

 

- Poważnie? To nie jest tak źle. Może się jakaś „legenda” trafi...

 

- Obawiam się, że jednak nie – tym razem Hela wygląda na trochę zażenowaną – porobili czteroosobowe grupy, w obrębie których będzie przeprowadzane losowanie. Jesteś w jednej z nich.

 

- Jest tam ktoś ciekawy?

 

- Tylko Nas Jazzowski. Reszta to nowicjusze.

 

- To daje mi jedną szansę na trzy – Butcher błysnął znajomością matematyki – a to już coś całkiem namacalnego. Pozostaje zatem trzymać kciuki, może poszczęści się przy losowaniu. A jeśli się nie poszczęści, to przypomnę się szerszej publiczności masakrując jednego z tych młodziaków – możliwość mniej kusząca, ale zawsze dająca jakieś tam korzyści. Będzie, co ma być. Tak czy tak, przygotuję się na każdą ewentualność. Wiecie coś jeszcze?

 

- Tylko to, że na gali odbędą się: Scaffold Match i Stocznia Szczecińska Match – Heniek na nowo włącza się do dyskusji – może opracujemy jakąś taktykę na wypadek, gdybyś...

 

- A co tutaj opracowywać? – nawet widziany od tyłu, Rzeźnik wygląda na zdegustowanego. – Jak się taka walka trafi, to zadziałają instynkty i nie będzie czasu na trzymanie się jakichkolwiek planów. Scaffold Match? Fajnie. Rusztowanie obok ringu aż prosi się o kreatywne wykorzystanie. Można wyrwać kawałek takiego rusztowania i przypierdolić nim przeciwnikowi, można też wywlec go na sam szczyt i z niego zrzucić. Można dobić zrzuconego Frog Splashem, albo zwyczajnie skoczyć mu z wysokości kilku metrów na głowę albo żebra. Nie jestem jakimś wielkim fanem wspinaczek, ale ucieszę się, mogąc stoczyć tego typu walkę. Przy odrobinie pomyślunku zrobi się z tego zajebisty Hardcore Match, a ja jestem fanem tego typu rozwiązań. Pewnie i tak dadzą tę walkę jakiejś latającej małpie, a nie przyziemnemu Rzeźnikowi, ale w razie czego jestem gotowy. Ja zawsze jestem gotowy. Na Stocznię Szczecińską też – tam to dopiero będą możliwości! Rusztowań na pewno tam nie zabraknie, a dojdą jeszcze młoty, żelazne elementy wszelkiego autoramentu, kaski ochronne, cegły, kamienie, butelki, łańcuchy, gumofilce, cokolwiek o czym można zamarzyć! Można walić łbem przeciwnika o chodnik, aż do utraty przytomności. Można spróbować go utopić – w końcu morze jest niedaleko, nie? Słona woda obmyje rany, co też jest ciekawą opcją, tak samo jak zrobienie głową oponenta przerębla w warstwie lodu. Tutaj oczywiście wszystko zależy od temperatury. Można go podpalić, bo coś łatwopalnego na pewno się tam znajdzie, można rozwalić nim okno lub dwa, albo po prostu przywalić mu jakąś deską, z gwoździami albo bez. Można wywlec go na dach dowolnego budynku i zafundować bolesny upadek na beton. Do tego celu świetnie nadadzą się też te wszystkie żurawie portowe. Można wbić mu mordę w stertę żwiru i nasłuchiwać odgłosów dławienia się. Wszystkie akcje będą wykonywane na beton, jakieś sterty żelastwa, gruzu, albo cholera wie, czego jeszcze. W połączeniu z zimową aurą, to jest właśnie to, co nazywam wyzwaniem dla prawdziwego mężczyzny. Tyle że pewnie zrobią z tego Main Event, albo coś w tym rodzaju, a to raczej zmniejsza moje szanse na stoczenie tego matchu.

 

- W BGW występowałeś w Main Eventach – Helenka wyraźnie się zapeszyła – zarząd EWF musi to wziąć pod uwagę!

 

- Chuja tam musi – dosadnie skwitował tą wypowiedź Butcher – moje występy w BGW najpewniej gówno dla nich znaczą, to po pierwsze. Po drugie, Main Event miałem tylko jeden i nie ma się co nim przesadnie podniecać. Czy jestem gotowy na walkę wieczoru? Tak. Czy dam z siebie wszystko? Zawsze daję z siebie wszystko, jeśli trzeba. Czy spotka mnie takie wyróżnienie? Wątpię. Z punktu widzenia EWF jestem ciągle jeszcze niesprawdzonym zawodnikiem. Nie mam odpowiedniego star poweru i nie wzbudzam dostatecznej nienawiści widzów. Szkoda, ale takie są fakty – na pełne docenienie mojej osoby w Extreme Wrestling Federation pewnie jeszcze sobie poczekamy. Walka w Main Evencie z kimś, kto naprawdę liczy się w federacji byłaby mile widzianą odmianą. Prezentem świątecznym od losu. Tylko że ja nigdy nie dostawałem prawdziwych prezentów od nikogo – zawsze musiałem je sobie wywalczyć. Podejrzewam, że tak będzie również i w tej sytuacji. To, że nie boję się żadnego wyzwania, po prostu nic tutaj nie zmienia.

 

- Czekaj... przecież decyzję o obsadzeniu Main Eventu ma podjąć Esmeralda Martinez! Może moglibyśmy to jakoś wykorzystać?

 

- Czy ja wiem... – Butcher wzrusza ramionami – ta kobieta żyje w swoim własnym świecie, a jej decyzje są trudne do przewidzenia. Najpierw musiałaby nas zauważyć, a później trzeba by dostarczyć jej sensowny powód do obsadzenia mnie w walce wieczoru. Trudne, ale czy niemożliwe? – Rzeźnik zamyśla się na chwilę. - Mógłbym nawet spróbować sprostytuowania się w tej intencji, ale ona nie wygląda mi na taką, która gustowałaby we włochatych.

 

Naprawdę trudno czasami wyczuć, w którym momencie Franko zaczyna żartować, a kiedy jest śmiertelnie poważny. Staje się to wręcz niemożliwe, kiedy jest odwrócony tyłem. Helenka nie roztrząsa tego problemu, tylko podejmuje wątek:

 

- Może ja bym się koło niej zakręciła? Może ona potrzebuje przyjaciółki? Takiej od serca, rozumiesz...

 

- Z tego co pamiętam, potrzebowała raczej statystek do wysłuchiwania swoich monologów i w sumie nigdy nie narzekała na ich brak. Ale jak chcesz, to próbuj. Tylko nie wchodź jej zbyt nachalnie w tylną część ciała, bo możesz uzyskać efekt odwrotny do zamierzonego.

 

- Nie jestem głupia – foch Helenki zawisnął w powietrzu – pomyślę, jak się za to zabrać...

 

- Myśl, nie krępuj się – głos Franko brzmi wręcz wielkodusznie – ale nie rób sobie jakichś wielkich nadziei.

 

 

 

Rozmowa trwała jeszcze jakiś czas, ale nic ciekawego nie zostało już powiedziane. Zresztą, zbliżały się święta i to one przede wszystkim zaprzątały głowy Henia i Helenki. Co do Butchera, sami rozumiecie – to naprawdę nie jest człowiek, którego można określić mianem „rodzinnego”.

 

 

 

 

 

Święta, święta...

 

 

 

Mieszkanie Rzeźnika, wigilia.

Kamera stoi w miejscu, ukazując nam tylko fragment pomieszczenia. Naprzeciwko – jakieś półki i telewizor. Przed nimi – wytarty dywan i kawałek kanapy za którą ustawiono kamerę. Telewizor jest wyłączony, a oparcie kanapy zakurzone. Przez chwilę w kadrze pojawia się zwalista sylwetka Butchera (głowy oczywiście nie widać) – co ciekawe, Franko jest ubrany dosyć elegancko, w marynarkę i czarne spodnie.

 

Rozlega się dzwonek telefonu, a nasz bohater opuszcza kadr.

 

- No?! Już się zbieram. Wychodzić właśnie miałem. No. Cześć.

 

Przez chwilę słychać jeszcze jakieś hałasy, a później trzask drzwi. Później zapada cisza.

 

Obraz gaśnie.

 

 

 

Mieszkanie Rzeźnika, pierwszy dzień świąt.

 

Odwiedzamy to samo pomieszczenie. Telewizor jest włączony, a na ekranie wrzeszczący Kevin po raz nie wiadomo który ucieka przed włamywaczami. Po chwili zauważamy pojawiający się i znikający w regularnych odstępach czasu łokieć – najwyraźniej Franko leży na podłodze i robi „brzuszki”. Mija czas. Nic się nie zmienia.

 

W końcu obraz gaśnie.

 

 

 

Mieszkanie Rzeźnika, drugi dzień świąt.

 

- „Bieguny są dwa, ale Ziemia jedna” – intonuje śpiewnie samiczka renifera. Ubrany w przepoconą podkoszulkę Butcher siedzi na kanapie i ogląda to, co akurat ma do zaoferowania telewizja. Raz na jakiś czas podnosi do ust szklanicę pełną jakiejś wysoce nieapetycznie wyglądającej cieczy i upija potężny łyk.. Naszego bohatera widzimy od tyłu, ale jego mowa ciała sugeruje, że napój smakuje jak wygląda. Co nie powstrzymuje go przed opróżnieniem naczynia.

 

Obraz gaśnie.

 

 

 

... i po świętach.

 

 

 

 

 

Lokalizacja: nieznana. Noc noworoczna.

Gdzieś w oddali eksplodują fajerwerki, ale tutaj ich dźwięk jest stłumiony. Franko siedzi na wiklinowym krześle, które ugina się pod ciężarem jego cielska. Pomieszczenie, w którym się znajduje, jest mocno zaniedbane i przypomina raczej graciarnię. Okna są zasłonięte tekturą, a źródłem ciepła jest powyginany, prymitywny koksownik. Twarz Butchera jest ukryta w półmroku.

 

- To co, panie Staszku? Jeszcze po jednym? – Ton głosu Rzeźnika jest zaskakująco przyjazny, nie widać jednak reakcji. Zwinięty w kłębek bezdomny wędruje już po Krainie Snów. Butcher przez chwilę przyswaja sobie tę sytuację, po czym otwiera kolejną już dzisiaj plastikową „beczułkę” wina.

 

- Pana zdrowie. Was też – mówi, wskazując na dwa kolejne kształty, i przykłada butelkę do ust. Bierze potężnego łyka. – Szczęśliwego nowego roku. – Po wypowiedzeniu tych słów, nasz bohater pogrąża się w zadumie. Kto wie, może próbuje odtworzyć kręte ścieżki, które doprowadziły go do tego miejsca? Trudno orzec.

 

Z ciemności formuje się z grubsza humanoidalna sylwetka.

 

- Dobry wieczór, Panie Butcher. Ma Pan czas, żeby odpowiedzieć na kilka pytań?

 

Franko przez chwilę przygląda się widziadłu.

 

- Coś ty za jeden?

 

- Nie jestem pewny – kształt faluje, co może być oznaką dezorientacji – chyba wytworem Pańskiej wyobraźni.

 

- Przecież ja kurwa nie mam wyobraźni. Jesteś zwykłym pijackim zwidem, a to nie za dobrze. Rano będzie naprawdę źle...

 

- Możliwe – głos widma jest cichy i bardzo spolegliwy – ale czy to robi jakąś różnicę? To znaczy, chyba nie ma już Pan z kim prowadzić konwersacji, prawda?

 

- Prawda. – Przyznaje z trudem Franko. – Prawda. No to o czym chcesz pogadać?

 

- Na początek może coś łatwego... co Ty tutaj tak właściwie robisz? Wiedziałem, że ostatni rok był dla Ciebie ciężki, ale Sylwester z bezdomnymi? Co się stało?

 

- Jakoś tak samo wyszło, poważnie. Helenka wyciągnęła mnie na imprezę, a później spotkała jakiegoś swojego dawnego fagasa. No i stałem się zbędny. Wypiłem trochę, to wyszedłem się przewietrzyć. I tak jakoś, kiedy już byłem na spacerze, szwendaczka mi się włączyła. Połaziłem trochę po mieście i spotkałem pana Staszka. Urzekła mnie jego historia – której teraz niestety nie pamiętam – i ani się obejrzałem, jak szliśmy obładowani różnym dobrem w kierunku ogródków działkowych. Czy ja przypadkiem za to wszystko nie zapłaciłem? – Rzeźnik przez moment zmaga się z intelektualnym wysiłkiem – kurde, w tej chwili nie pamiętam. Tak czy tak, przedstawił mnie parze swoich przyjaciół, których historia życia też była bardzo zajmująca, i jakoś tak zeszło do nowego roku. Który, nawiasem mówiąc, nieźle się zapowiada. Bo EWF w końcu powróciło. I miejmy nadzieję, że już pozostanie. Oby jak najdłużej.

 

- Cóż to, Franko? Zależy Ci na Extreme Wrestling Federation?

 

- Jak ma mi nie zależeć, skoro to jedyna sensowna federacja w Polsce? Tylko tutaj mogę robić to, do czego jestem stworzony. Tylko tutaj godnie zarobię na życie. Tylko tutaj jestem... jestem....

 

- Na właściwym miejscu?

 

- O, właśnie to! To jest moje miejsce. Bez EWF nie ma Rzeźnika. I dołożę wszelkich starań, żeby bez Rzeźnika nie wyobrażano sobie EWF. Dlatego będę robił swoje – z żelazną konsekwencją, jak to już kiedyś zapowiadałem. Chcę zwycięstw. Szmalu. Tytułów. Chcę stworzyć markę, której nazwa brzmi: Butcher.

 

- Za wszelką cenę?

 

- Jasne, że tak. To nie jest biznes dla tych, którzy się wahają. Zrobię dokładnie WSZYSTKO co będzie trzeba, żeby zrealizować swoje cele. Nie będzie wahania, ani sentymentów. Liczy się tylko zwycięstwo i nic więcej. Powalą mnie? Powstanę. I sprawię, że moje i tak będzie na wierzchu. Padną u moich stóp? Dobrze. Właśnie tam jest ich miejsce. Po ich ciałach mam dotrzeć na szczyt, pamiętasz?

 

- Chyba o tym jeszcze nie wspominałeś.

 

- Wspominałem, na pewno. Chociaż niekoniecznie dzisiaj. Jako wytwór mojej podświadomości powinieneś mieć lepszą pamięć.

 

- Rzeczywiście, mój błąd. Przejdźmy teraz do Jazzowskiego...

 

- Co z nim?

 

- Będziesz z nim walczył, Franko.

 

- Będę? – Po głosie Rzeźnika sądząc, na jego obliczu znowu zagościł wysiłek. – Przecież to nie jest jeszcze pewne.

 

- Sam powiedziałeś, że jestem wytworem Twojej podświadomości. Jako taki mogę mieć pewność, że stoczysz walkę z Jazzowskim. Więc dlaczego nie miałbyś o tym ze mną porozmawiać?

 

- No właśnie... dlaczego? – Butcher jest trochę skołowany. Łyk „wina” rozjaśnia mu umysł. – Dlaczego nie? Moja córka go nie lubi. Bo, cytuję: „mówi że jest dobry, a zachowuje się jak zły”.

 

- Spotkałeś się z córką w święta?

 

- Gadamy o walce z Nasem, czy o tym jak spędziłem święta? Aśka mnie na wigilię zaprosiła, to zajrzałem. Nie wiem co jej odbiło, ale pewnie to, że robię się wypłacalny daje mi prawo do namiastki życia rodzinnego. No, w każdym razie Mała od razu zaczęła się wypytywać o EWF, i zeszło też na Nasa. „Niby dobry, a zachowuje się jak zły” – tak brzmiał jej werdykt. Kto by pomyślał... dziecko zawsze prawdę ci powie. Zacząłem drążyć temat, bo rzecz mnie zaciekawiła. I co się okazało? – Butcher dramatycznie zawiesza głos - Jazzowski jest „zły”, bo zaatakował kiedyś Psycho od tyłu, jak ostatni tchórz. I zaczął go dusić, podlec jeden. Bo w czasie tej całej szopki z przeprosinami zaatakował sobowtóra Biauego – nie dość, że tchórz, to jeszcze małostkowy. No bo przecież „ten dobry” przyjąłby przeprosiny i uznał sprawę za załatwioną. Tak to sobie moja latorośl wykombinowała. Mądre dziecko, nie?

 

Butcher zaczyna rechotać, ale szybko przestaje – śmiech kosztuje go chyba zbyt wiele zdrowia.

 

- No to mówię Małej, że skoro Jazzowski jest zły, to ja muszę być diabłem wcielonym. Bo wiesz, ja się nawet nie staram być dobry. Na co ona, cytuję: „ale ty nie udajesz, że jesteś kimś innym, tato”. Kompletnie mnie tym rozjebała.

 

Franko wybucha śmiechem, po czym musi przywołać całą siłę woli, by poradzić sobie z ogarniającymi go torsjami. Jego rozmówca czeka cierpliwie na wynik tych niełatwych zmagań. Tym razem się udało.

 

- Kurde. Ten który powiedział, że śmiech to zdrowie, chyba jednak nie miał racji. O czym to ja? O Małej i Jazzowskim. Ano, poraziła mnie przenikliwość mojej córki, bo gówniara trafiła w samo sedno. Taki ten Nas dobry i szlachetny, taki niezrozumiany. Elegancki taki. Lubi patrzyć z góry na ten szary motłoch tam w dole. Jakże on gardzi tym całym proletariatem, co to nawet porządnie wysłowić się nie umie. Jacy oni wszyscy są niekulturalni. No i biednej kurwy w charakterze przecinka używają. A on przecież nigdy nie skalałby sobie ust tak prostackimi wyrażeniami. Chociaż... chwila. Zaraz. Chyba jednak kalał! Przez ostatnie „Paloozy” zadziwiająco często słyszeliśmy wkurwionego Jazzowskiego, który rzucał jakimś mięsem. Toż to jest wielka niekonsekwencja! Bo Nas już taki jest. Niekonsekwentny. A tak w ogóle to straszny nerwus z niego. Wszystko bierze do siebie, wszystkim się przejmuje. Ale udaje, że to wszystko po nim spływa, co mu oczywiście nie wychodzi. Za kogo on się uważa? Za bohatera westernu? Samotnego sprawiedliwego, który oczyści tą federację z gnoju i plebejskich naleciałości? Niewykluczone. Tylko pamiętaj, Szeryfie – słownictwo to podstawa, niezależnie od sytuacji. Żadnych kurew i chujów, co najwyżej proste „do diabła”. Poza tym: „panienko”, „proszę pani” i tak dalej. Prawdziwy facet w białym kapeluszu musi sobą coś reprezentować. Mieć zasady. Załaduj kolta, spinaj rumaka i wkraczaj do EWF City – ludzie potrzebują prawdziwego bohatera, a nie jakiejś moralnie niestabilnej hybrydy.

 

Butcher zaczyna nucić motyw z “Bonanzy”, ale średnio mu to wychodzi. Po chwili daje sobie spokój.

 

- Na razie wiesz kim jesteś, Nas? To określenie strasznie spowszedniało, ale do ciebie pasuje jak ulał: jesteś jebanym hipokrytą. Pozujesz na twardziela - „samotnego wojownika”, który swoją zajebistością obdzieliłby cały roster Extreme Wrestling Federation - ale to nieprawda. Jesteś zwykłą pierdołą, która nie potrafi doprowadzić spraw do końca i która nie ma nawet na tyle jaj, żeby przyznać się do błędu. Albo sklecić przynajmniej parę słów wyjaśnienia dla tych, którzy byli twoimi pracownikami. I chociaż nie żywię do Ciebie urazy – w końcu jak założyłeś sobie federację, to mogłeś ją sobie i zamknąć – to nie mam również dla ciebie szacunku. Czym się oczywiście nie przejmiesz, bo jestem troszkę zbyt prostacki jak na twoje gusta. I zbyt często używam słowa „kurwa” w charakterze przecinka. Ale wiesz co? Kiedy staniemy twarzą w twarz – czy to na ringu, czy to na terenie Stoczni – wtedy zrozumiesz, że wrestling to prostackie zajęcie. Tu nie ma filozofii, jest tylko dwóch facetów, którzy chcą się nawzajem złamać. To wszystko.

 

- Myślisz, że masz szanse z kimś takim jak Nas Jazzowski?

 

- Szanse? Ja go zwyczajnie zapierdolę, niezależnie od rodzaju walki i scenerii. Nie mam czasu na zastanawianie się czy dam radę, albo czy przeciwnik nie jest przypadkiem silniejszy, bardziej doświadczony, czy może przystojniejszy. Młodsi ode mnie mogą sobie zbierać ringowe doświadczenia – ja muszę JUŻ TERAZ pokazać, że jestem kurna najlepszy.

 

- Dziwne. Jako część Twojej podświadomości mam pewien ograniczony wgląd w Twoje myśli i widzę, że naprawdę tak uważasz. Musisz jednak przyznać, że trochę śmiesznie brzmią takie zapewnienia w ustach zawodnika, który jeszcze nie zdobył żadnego trofeum?

 

- Niczego nie będę przyznawał. Dajcie mi przeciwnika – dowolnego przeciwnika – a ja sprawię, że skurwiel będzie pluł krwią i wybitymi zębami, niezależnie od listy swoich osiągnięć. I to jest istota tego, czego zamierzam dokonać w EWF. Czas na cholerną zmianę warty. Nadchodzi era Rzeźnika. Dawne gwiazdy zgasną. Moja rozbłyśnie jak pieprzona supernowa. Wielki Przedwieczny powstaje, żeby pożreć wszystkich niedowiarków.

 

- Mocne słowa. Nawet bardzo mocne.

 

- No. Teraz będę miał czas, żeby wcielić je w czyn. Poprzednio zarówno w EWF jak i w BGW zjawiałem się zwyczajnie za późno, w fazach schyłkowych federacji. Nowa, nadchodząca właśnie epoka w historii Extreme Wrestling Federation, będzie już nosiła na sobie moje wyraźne piętno. Nareszcie pokażę na co mnie stać – od początku do końca. I za to teraz piję.

 

Franko zdecydowanym ruchem przytyka butelkę do ust i opróżnia ją. Później nieruchomieje w fotelu, a bezcielesny rozmówca na nowo stapia się z ciemnością. Zapada cisza, którą przerywa tylko trzask węgla w koksowniku.

 

 

 

Przebudzenie było bolesne, ale los oszczędził Butcherowi naprawdę poważnego zatrucia. Rzeźnik dorzucił resztkę węgla, zostawił parę złotych dla gościnnych współbiesiadników i wyszedł na poranny mróz. Pół godziny później truchtał już opustoszałymi ulicami w sobie tylko znanym kierunku.

 

 

 

 

 

Epilog: rok 2013, kiedy machina promocyjna nowej „Wrestlepaloozy” ruszyła już na dobre.

 

Półmrok. Kamera ukazuje szafę, stojącą w jakimś zakurzonym pomieszczeniu. Jej drzwi są lekko uchylone.

 

- Extreme Wrestling Federation powraca z zesłania. – Widzimy archiwalny materiał filmowy z początku jednej z gal. Eksplodują fajerwerki, a tłum fanów pogrąża się w ekstazie.

 

Kamerzysta robi zbliżenie, dzięki któremu możemy przyjrzeć się wnętrzu szafy. Zauważamy czarną maskę bez żadnych ozdób, rzuconą w kąt i zapomnianą.

 

- Wraz z nią powraca ten, który za cel postawił sobie podbój federacji. – Teraz widzimy Butchera wychodzącego na rampę, przy umiarkowanym heel heacie fanów.

 

W pomieszczeniu nic się nie zmienia, ale słychać coraz głośniejsze kroki. Ktoś się zbliża.

 

- To co było, jest jedynie zapowiedzią tego, co nastąpi. – Blady jak śmierć Dark Sędzia przygląda się masakrującemu twarz oponenta Rzeźnikowi. Franko rzuca nożem w nogawkę spodni Vipera, przyszpilając nieszczęśnika do podłoża. Franko uderza w tył głowy Lunatica metalowym pojemnikiem na śmieci. – Jedynie zapowiedzią...

 

Cień pada na szafę i jej zawartość. Włochate łapsko sięga po maskę.

 

Na ekranie pojawia się krwistoczerwony napis:

 

FRANKO THE BUTCHER POWRACA.

  • Odpowiedzi 3
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Grishan

    2

  • nasjazz

    1

  • Anapolon

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  877
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  23.01.2011
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

- NAKARMCIE MNIE!!!”

 

Czyżby inspiracja Rybackiem? :D

Dont Take it personally.. Im just that much smarter than you...

9753791175058a11dcc0cd.jpg


  • Posty:  2 298
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  08.11.2007
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Tylko tyle ?
Nie płakałem po CM Punku

18909757064dbdb1458cbe1.jpg


  • Posty:  502
  • Reputacja:   14
  • Dołączył:  17.08.2010
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

- NAKARMCIE MNIE!!!”

 

Czyżby inspiracja Rybackiem? :D

 

Mały żarcik - nie mogłem się oprzeć pokusie ;)

 

 

Tylko tyle ?

 

Liczyłeś na więcej?

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Słyszałem plotkę o kolejnym tajnym spotkaniu w Orlando T. Khana z niejakim Shanem McMahonem, który od marca ma zostać pierwszym w historii GM AEW.
    • Jeffrey Nero
      Nigdy nie mów nigdy w wrestlingu...
    • IIL
      AJ'a czeka co najwyżej transfer do TNA. Byłby to generalnie genialny pomysł - przegrana z Guntherem na Rumble i "odejście" od WWE, ale za to definitywne zakończenie kariery w ich rozwojówce. Styles mógłby zdobyć tam w poetycki sposób jeszcze raz główny pas, itd i pojawić się kilka razy w tym roku, co bardzo wywindowałoby ten brand do góry.  Na AEW i walkę z Omegą oraz reunion z Bucksami nie ma szans.  
    • Jeffrey Nero
      Tak tylko to wrzucę   
    • GGGGG9707
      Mi się właśnie wydaje że to doprowadzi do odejścia Balora. Od kontuzji Doma było mówione że do RR zdąży wrócić więc jego wejście w walce jest niemal pewne (co nie będzie jakąś dużą niespodzianką bo wszystkie informacje podawały że na Rumble wróci). Balor nie przypadkowo dowiedział się na RAW że nie ma dla niego miejsca w RR Matchu a do tego te promo Liv do Balora. Typuję że albo Dom będzie w RR Matchu i go koncertowo przegra co zdenerwuje Finna że znowu Dom dostaje szansę mimo że ma już pas albo
×
×
  • Dodaj nową pozycję...