Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Gwiezde Wojny


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  1 632
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.09.2004
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Kamera pokazuje jadący po ulicy czarny samochód, który śmiało można powiedzieć, jedzie z więcej niż nadmierną prędkością jak na polskie warunki. Bardziej obeznani fani motoryzacji rozpoznają, iż jest to BMW Z3, rocznik 2004, z dziewiętnasto-calowymi, złotymi felgami, pędzący około 180 km/h. Ulica jest niezbyt zatłoczona, zresztą jak w każdą, typowo polską niedzielę. Na chodniku też nie ma tłumów, chociaż w pewnym momencie dało się zauważyć, mijaną przez Bejcę jakąś manifestację, która przy bliższym przyjrzeniu, okazała się po prostu ludźmi wychodzącymi z kościoła. Samochód pędził dalej…

 

Po kilku chwilach kamera przeniosła się w okolice jakiejś restauracji. Ludzi kręciło się wokół niej sporo, a że był piękny, słoneczny dzień, zauważyć można było spacerujące za rękę pary, chodzących o laskach staruszków idących zapewnie na mszę oraz dzieci, które ciągnęły swoich rodziców do pobliskiego parku pozbierać kasztany i żołędzie. Po kilkudziesięciu sekundach ten idylliczny widok, został zakłócony przez podjeżdżające pod budynek, na piskach opon, wspomniane wcześniej BMW. Jego czarny, a w dodatku błyszczący w jesiennym słońcu kolor, wprost oślepiał przechodzących ludzi, którzy z zaskoczeniem i pewną obawą przerwali swoje dotychczasowe zajęcia. Zaciekawieni zaistniałą sytuacją przystanęli i obserwowali samochód, który o mało co, a uderzyłby w stojący w pobliżu śmietnik. Dosłownie nie minęła nawet chwila, a z samochodu, jak poparzony wyskoczył mężczyzna, ubrany w czarne spodnie jeansowe, tego samego koloru wyjściowe buty, które świeciły się nie gorzej niż samochód, białą bluzę z czarną, pisaną gotykiem liteką J i czarną skórzaną kurtkę. Mężczyzna w lewym ręku trzymał również czarny, niesamowicie polakierowany kij baseballowy. Jednym ruchem prawej ręki trzasnął drzwiami samochodu i popatrzał na napis umieszczony nad drzwiami knajpy.

 

„LOS TANDETOS”… zamruczał pod nosem, i szybkim krokiem skierował się w stronę drzwi wejściowych. Gdy był już przy nich, szybkim ruchem prawej ręki otworzył je i wparował do środka. W środku nie było zbyt ładnie. Bar umieszczony był po lewej stronie, z nieumytą ladą, za którym stał wysoki mężczyzna z wąsem, o latynoskiej karnacji, ubrany w typowy w tego rodzaju lokalach strój, czyli białą koszulę, czarną kamizelkę i szmatę imitującą ręcznik na prawym ramieniu. Co miał na dupie nie sposób było zauważyć, bo lada była usadowiona dosyć wysoko, gdzieś na wysokości pępka barmana. Reszta lokalu też nie była za ciekawa, mimo iż pomieszczenie było nawet sporych rozmiarów. Stało tam kilkanaście stolików przy których klienci konsumowali hiszpańskie specjały. Na każdym z nich stał wazonik z przekwitniętą różą, wypalone świeczki i solniczka. Podłoga była wyłożona szarą wykładziną, ze ścian w niektórych miejscach odpadał żółty tynk, w oknach wisiały podarte, fioletowe firanki, a w głębi słychać było lecącą z szafy grającej hiszpańską muzyczkę, którą można nazwać trzema słowami, czyli pieprzony stukot kastaniety. Ogólnie tandeta na maxa…

 

Mężczyzna, po ogarnięciu wzrokiem całego lokalu, znowu szybkim krokiem, ruszył w stronę baru. Ludzie siedzący przy stolikach z uwagą skierowali wzrok na nietypowego przybysza, a barman nawet nieco się cofnął, lekko uderzając o szafkę ze szklankami i trunkami. Mężczyzna podszedł do lady, ze spokojem usiadł na stołku i szybkim ruchem ręki wyciągnął z prawej kieszeni swojej kurtki kawałek jakiegoś papieru.

 

Mężczyzna (wyciągając papier w stronę barmana): Widziałeś go tu?

 

Barman, który zdążył się już przestraszyć, najpierw lekko wychylił wzrok, a potem podszedł, wyjął z kieszeni okulary, założył je i wziął papier do ręki. Kamera skierowała swój obiektyw na papier i ujrzeliśmy zdjęcie Lorda DeMarco.

 

Barman: Nie… W ogóle nie znam gościa (i z pewną obawą spojrzał na lodowate spojrzenie jegomościa w skórzanej kurtce).

 

Mężczyzna (świdrując wzrokiem barmana na wylot): Jesteś pewien?

 

Barman: Jestem tego pewien, jak tego, że stoisz tu przede mną.

 

Mężczyzna wziął zdjęcie z powrotem i zaczął się w nie wpatrywać.

 

Barman: Za to znam Ciebie…Widziałem Cię kiedyś w telewizji jak walczyłeś… Ty jesteś Jupiter… Prawda?

 

Jupiter dalej wpatrywał się w zdjęcie Lorda i nic nie mówił.

 

Barman: Może napijesz się czegoś? Widzę, że jesteś w kiepskim humorze… Szklaneczkę tequilli?... Na koszt firmy…

 

Jupiter odpowiedział cały czas patrząc w fotkę: Nie piję… Na pewno go nie znasz?

 

Barman ponownie zaprzeczył.

 

Jupiter: K***a mać… Mareczku… Siódma hiszpańska knajpka i nikt Cię nawet nie zna… A musze przyznać że nazwa tej knajpy strasznie do Ciebie pasuje… To jest ta Twoja sława? To jest ta Twoja legenda? Żałosne… (Jupek podniósł wzrok i spojrzał na wielki ścienny zegar, zrobiony w stylu hiszpańskim) Mam jeszcze czas… Nie złapię Cię teraz, to dorwę Cię na Outbreaku…

 

Barman: Tak zalazł Ci za skórę ten seniores?

 

Jupiter: Wyobraź sobie że… zresztą co będę się Tobie spowiadał…

 

Po tych słowach Jupiter opuścił restaurację, wsiadł do swojego czarnego bolidu i z piskiem opon ruszył w tylko sobie znanym kierunku…

 

 

Kilka dni potem, jeden z kolejnych AWF House Show…

 

Kamera pokazuje znaną już z pierwszej gali Outbrek halę sportową. Hałas i gwar jest większy niż tydzień temu po czym można poznać, że AWF już po pierwszej odsłonie wzbudza niezłe zainteresowanie. Na stoiskach pojawiły się już pierwsze gadżety wypuszczone przez federację, czyli figurki z niektórymi wrestlerami (na razie nikłe fundusze pozwoliły na puszczenie w obieg tylko zupełnie niepodobnych do nikogo postaci), koszulki i bluzy z logo AWF oraz czapeczki z imionami zapaśników.

 

Kamera przenosi się do środka…

 

Ludzie wypełnili halę do ostatniego miejsca. Jedni krzyczą, drudzy jedzą, a jeszcze inni czytają darmowe gazety, rozdawane przed wejściem. Na wielkim, usadowionym po środku ringu nie ma nikogo…

 

Obok ringu stał stolik komentatorski, przy którym siedzieli Marek Mazur i Stanisław Czólkowski, obaj ubrani w szykowne ciemne garnitury.

 

M.M.: Kolejna walka minęła. Poziom meczu może nie imponował, ale myślę że niedługo spośród tych zawodników wyłonią się jakieś młode talenty.

 

S.C.: Nie zanudzaj. Zenada, żenada i jeszcze raz żenada.

 

Wtem gasną światła na hali i robi się ciemno. Po trzech sekundach zapalają się oliwkowe światła okalające całą halę, a z głośników uderza „DJ Alin – Driver”. Ludzie natychmiast podnieśli się z miejsc i zaczęli bardzo głośno cheerować.

 

Na TitanTronie widać było urywki z ostatniego Outbrek’u, a dokładniej urywki z walki Jupitera. Przy rampie zaczęły świecić niebieskie lasery, a naokoło wejścia i TitanTronu, zapaliły się niebieskie, pulsujące lampy. Znowu mija kilka sekund, którym towarzyszył ogromny cheer na hali.

 

Oliwkowe światła na hali pogasły, a w ich miejsce zaczęło bić światło z kilkudziesięciu stroboskopów umieszczonych nad ringiem. Na rampie zaczynają snuć się kłęby dymu, a z boków sypią iskry. Pojawia się Jupiter, który natychmiast znika w dymie.

 

Ogromny cheer zamienia się w donośny krzyk: Juuuupiiiiitttteeerrr!!! Juuuupiiiiitttteerrr!!!

 

MM: Aha! To teraz Jupiter zaszczyca nas swoją obecnością. Ostatnio przegrał walkę z Ruthless Scytherem dzięki interwencji Lorda DeMarco. Nieczysto, nieczysto…

 

S.C.: Ale sprawiedliwie. Nie rozumiem co ten stary pryk jeszcze tu robi? Przeciez jak on idzie to trzeszczą mu kości!! haha…

 

MM: Nie przesadzaj Czoło. On nie jest stary. Po prostu jest bardzo znany od długiego czasu, a pamiętaj, że zaczął być gwiazdą w naprawdę młodym wieku. Spójrz tylko w jego metrykę a sam się przekonasz.

 

S.C.: Zamknij się. Jest stary i koniec. Juppozaur… haha…

 

W tym czasie dym opada i pojawia się Jupiter w całej okazałości. Ubrany jest w długie, białe spodnie dresowe, sportowe buty tego samego koloru i czerwoną koszulkę z krótkim rękawem i nadrukowaną literką J. Jupek patrzy chwilę przed siebie, rozgląda się po trybunach i zaciskając pięści podnosi ręce do góry. Przy wejściu wybuchają petardy i pojawiają się wielkie płomienie.

 

Cały czas słychać: Juuuupiiiiitttteeerrr!!! Juuuupiiiiitttteerrr!!!

 

Jupiter rusza w stronę ringu. Fani wychylają się zza barierek wyciągając ręce w stronę swojego idola. Jupiter wolnym krokiem, w pełnym skupieniu, ale z uśmiechem na twarzy szedł i przybijał piątki, co wywoływało ogromną radość kibiców. Po kilku chwilach podszedł do ringu, szybkim ruchemm wskoczył na niego, wyjął z kieszeni spodni mikrofon i krzyknął:

 

„Hej ludziska!!! Kto jest najlepszym wrestlerem na świecie???”

 

Ludzie gromko odkrzyknęli: „Juuuuuuuupiiiiiiiiiteeeeeeeeeeeeerrrrrrrrrrrrr!!!!!!!!”

 

S.C.(wtrącając się): Rozśmiesza mnie tylko tym tekstem. Buuuu… Spadaj do domu starców!!!

 

Marek Mazur spojrzał tylko na sąsiada i powiedział: Ale Ty się na niego uwziąłeś.

 

Zapaliło się światło, muzyka ucichła, Juppozo wszedł na narożnik ringu i zaczął puszczać w stronę kibiców „dżejki”. Fani zaczęli powtarzać za swoim idolem znak, a wychodziło im to już naprawdę przyzwoicie. Po kilku sekundach Jupiter zszedł z lin, oparł się o nie, poczekał aż cheer nieco opadnie i zaczął nawijać.

 

Jupiter: Jakiś czas temu, tu w tym ringu, stała się rzecz niezwykła. Otóż pewien gość, nazywający się Ruthless Scyther, stanął ze mną oko w oko i po raz drugi w swojej karierze mnie pokonał…

 

Ogólne buczenie…

 

Jupiter: Jednak pokonał mnie w sposób nieczysty, dzięki innemu pewnemu gościowi, który śmie nazywać się hiszpańskim arystokratą… Obaj panowie w ten sposób wkroczyli na wojenną ścieżkę z kosmiczną potęgą… Obaj panowie w ten sposób się skumali i zjednoczyli przeciwko mnie… Teraz mi za to obaj zapłacą… Chciałbym zaznaczyć, że jeśli o mnie chodzi, to osobiście nigdy nie czułem do was nienawiści, chociaż za przyjaciół też was nie uważałem. Teraz zostaliście moimi wrogami, ale na moją nienawiść trzeba sobie zasłużyć… Uczucie nienawiści nie jest mi obce, wiem jak wygląda i jak smakuje… Uwierzcie mi, że nie chcielibyście, abym obdarzył was tym uczuciem i nie chcielibyście poczuć jego skutków na własnej skórze… a powoli i nieuchronnie zbliżacie się do tego punktu, do tej granicy, gdzie zaciera się ślad wojny, wrogości, wzajemnej niechęci… Bliżej tego jest hiszpański pajac, który swoim głupim wyczynem zniweczył mój wysiłek na poprzedniej gali… Obaj mówicie, że jestem stary, zdziadziały i w ogóle… Komentarze obecnego tu Czółkowskiego (Czółkowski szyderczo się uśmiechnął), rzuciły dziwny cień na moją osobę… Stary? Ja?... Oj chcielibyście mieć tyle lat co ja… Jestem w kwiecie wieku, w bardzo wysokiej formie i udowodnię wam to podczas najbliższej gali, kiedy to pozamiatam waszymi mordami ring… Wiem, myślicie sobie że nie wystraszycie się takiej malutkiej burzy jaką wam zgotuję… Przecież może to być tylko „wiatr” i „deszcz”… Ale będzie to wiatr rozpaczy z waszej strony i deszcz ciosów, po których będziecie uciekać pod spódnice swoich matek… Gwarantuję wam, że to nie będzie zwykła burza, ale straszliwa zawierucha szalejąca dookoła waszych kruchych bytności… nie będziecie mieli żadnego schronienia, a to co wam zgotuję, będzie przekraczać wszystko czego dotychczas się baliście… Dopóki będziecie poza ringiem i będziecie się widzieć i rozmawiać ze sobą, będziecie czuć się względnie bezpieczni, ale gdy tylko choćby jeden z was wkroczy na deski, to poczujecie się tak, jak gdybyście znaleźli się sami w ciemnościach nocy, bezradni wobec huczących sił kosmicznej potęgi…

 

Potężny cheer przerwał wypowiedź.

 

MM: Oj szykuje się niezła zemsta Jupka na Handicap Machu w poniedziałek. Widać że jest nieco wkurzony na Scythera i DeMarco.

 

S.C.: Nie… To jego stara cera wzbudza taki efekt. Ten gość nie kontroluje swoich zmarszczek na twarzy i można odnieść wrażenie że jest zły… haha

 

Jupiter lekko pochylił się w stronę publiki i mówił dalej.

 

Jupiter: Lordzie DeMarco… Mareczku… Powiedz co Ty najlepszego zrobiłeś?... Większość ludzi robi wszystko, by w swoim życiu zredukować element ryzyka i niebezpieczeństwa. Jedni zakładają pasy w samochodzie, inni sprawdzają poziom cholesterolu, a nawet znam kilka par, które postanowiły nie mieć dzieci, gdyż po prostu nie chcą narażać się na ból serca, którego częstym powodem są dzieciaki… A Ty?... Uciekłeś od tej ostrożności. Z tego powodu spotka Cię cierpienie… Z powodu Twojego beznadziejnie głupiego postępku podjąłeś to ryzyko… Wielkie ryzyko z wielkimi konsekwencjami… Wpuściłeś mnie do historii Twojego życia i pozwoliłeś, abym głęboko ją ukształtował… Postawiłeś się przeciwko Goliatowi, doświadczonemu zawodnikowi i wyćwiczonemu zabójcy ludzkich dusz takich jak Twoja… Piekło które przejdziesz w najbliższym starciu, odbije się głęboką rysą w Twojej psychice, po czasie zamieniającą się w szkaradną szramę pozostającą do końca życia… I już powinieneś zacząć się tego obawiać… że będziesz wystawiony na pokaz, nakryty i zdemaskowany… Okażesz się oszustem, tchórzem i zwykłym Bolkiem, a nie prawdziwym zapaśnikiem i hiszpańską legendą… a to wszystko wśród tłumów oglądających nas ludzi i tych na hali i tych przed telewizorami… ten widok i poniżenie powinno stanowić tło dla Twojego strachu przede mną… Chcesz żyć w takim niepokoju?... Ja bym nie chciał… I na Twoim miejscu zastanowiłbym się nad sobą, nad tym co reprezentujesz i jak postępujesz… Masz jeszcze czas, który nieubłaganie płynie…

 

Jupiter wziął głęboki oddech, podszedł do narożnika i usiadł na linach.

 

Jupiter: A Ty Scyther?... Mały Ratlerku z trzęsącą się chudą posturą… Kiedyś w innej federacji mnie pokonałeś… to fakt… byłeś lepszy, mocniejszy i wyszedłeś zwycięsko z tej batalii… jednak od tego czasu nieco się zmieniło… Udowodniłem Ci to podczas ostatniego Outbrek’u, gdzie gdyby nie wspomniana wcześniej interwencja Lorda Mareczka, pokonałbym Cię bez trudu… Teraz ponownie rzucony zostałeś na pożarcie gwiezdnej komety, która jak uderzy to zniszczenia są nieziemskie… Będziesz dla mnie tylko tłem w ringu… Małą cząsteczką tego całego widowiska, która na dodatek zostanie upokorzona… Bowiem ja jestem jak Słońce, a Ty jak kosmiczny odpad, który jak tylko znajdzie się w pobliżu, zostaje spalony z wielką temperaturą… I wiesz co? Nie będę się więcej rozwodził nad Twoją marną osobowością, bo nie ma nad czym… Zobaczymy się już niedługo, a wtedy zgotuję Ci prawdziwe Gwiezdne Wojny!!!...

 

Po tych słowach Jupiter rzucił mikrofon na ring i przy potężnym cheerze publiczności oraz przy „DJ Alien – Driver” opuścił halę.

 

MM: Już się nie mogę doczekać! Czuję że to będzie wspaniały mecz! Co Ty na to Staszku?

 

Mazur spojrzał na Czółkowskiego, który… zasnął…

 

Transmisja się jak zwykle urwała…

 

[ Dodano: 2005-10-16, 21:23 ]

sorry za spóźnienie... nawet nie będę się tłumaczył... to było ostatni raz... :oops:

53541565549537ccb6a05f.jpg

  • Odpowiedzi 4
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Juppozo

    3

  • Rabol

    1

  • Scythe

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  970
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  11.11.2003
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

No, już myślałem że nie napiszesz. Dzięki Bogu myliłem się :)

4302049614329261d90190.jpg


  • Posty:  1 632
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.09.2004
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Na mnie można zawsze liczyć... :)

53541565549537ccb6a05f.jpg


  • Posty:  1 459
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  22.09.2005
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

To bardzo dobrze :) A RP mi się podoba, dobry motyw z tymi barami :D
Do It Like A BOSS !

52212044855de371531fdf.jpg


  • Posty:  1 632
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.09.2004
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Kto wie Scythe, czy ten wymijający samochód w Twoim erpie, nie był czasem furą Jupka... :D

 

Powodzenia na gali... :D

53541565549537ccb6a05f.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 3 Data: 28.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Tsugaru, Aomori, Japan Arena: Ito Mining Arena Tsugaru Publiczność: 987 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • GGGGG9707
      Tak też mi niespodzianki, Belair, AJ Lee, Lesnar, LA Knight, Dom, pewnie ten nowy arab saudyjski którego wzięli.  Ja zawsze na Royal Rumble przyjmuję sobie że chcę co najmniej jedną niespodziankę ale taką której się nie spodziewam. Te wymienione się nie liczą bo i tak prawie pewne że będą i to żadna niespodzianka. Choćby to był nie wiem Hornswoggle to i tak dam na plus bo będę zdziwiony a o to chodzi w Royal Rumble. Chyba na 60 wrestlerów da się zarezerwować 1 miejsce dla kogoś kogo si
    • MattDevitto
      Myślałem, że ona skończyła z wrs
×
×
  • Dodaj nową pozycję...