Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Powrót króla - Izzy Rp.


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  914
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  31.08.2005
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Kamera ukazuje nam Izziego Nilsena siedzącego na starym krześle wpatrującego się w duże pudło, które w połowie lat 90 wielu Polaków dumnie nazywało nowym telewizorem. Śnieżący nieco obraz ukazywał proste, szpitalne łóżko – przedmiot, który wielu kojarzy się bardzo, bardzo źle. Przykuci do niego pacjenci, samotni, często bili się z swoimi myślami podczas wielu godzin bolesnego od odleżyn pobytu w szpitalu. Zwykłe leżenie, w normalnej sytuacji niezwykle przyjemna czynność, w tym miejscu staje się katorgą, zwłaszcza dla kogoś takiego jak Izzy. Utytułowany zawodnik federacji Extreme Wrestling Federation w swoim ostatnim meczu dwudziestego ósmego lutego dwa tysiące dziesiątego roku podczas Wrestlepaalozy CIII z Vegardem Jacobsenem w Lion’s Den matchu podczas wykonywania pięknej podniebnej akcji ląduje pechowo na swoim karku. Kontuzja, która dla wielu mogła skończyć się zakończeniem kariery dla Nilsena była na początku szokiem. Przykuty do łóżka wspominał swoją karierę. Debiut w niszowej federacji, przejście do EWF, krucjatę z Disciples of Sorrow, zdobyte tytuły. Zdał sobie sprawę, że mimo tak wielu sukcesów, dalej był głodny, nie, głodny to złe słowo, był po prostu wygłodniały. Pragnął dwóch tytułów, których jeszcze nie mógł trzymać w swoich dłoniach – Ftw i World Title. To dało mu niezwykłą siłę by przetrzymać okres bezczynności.

 

Na telewizorze zmienia się obraz. Na ekranie widzimy teraz Nilsena odbywającego swoją rehabilitację. W dolnym lewym rogu widzimy datę. W pierwsze dni proste ćwiczenia rozciągające, pozwalające powrócić do formy, oszczędzające kark. Powoli mijający czas sprawił, że treningi stawały się coraz cięższe. W miarę jak zbliżała się Palooza CVII Izzy wracał do swojej dawnej dyspozycji, a może był nawet lepszy niż wcześniej? Pod koniec odbywał już sparingi na ringu, w których niszczył swoich rywali. Anonimowi osobnicy, prawdopodobnie naiwni aspiranci, którzy chcieliby dołączyć do rosteru EWF padali jeden po drugim po idealnie wykonanych ruchach byłego apostoła. Pokazano ostatni dzień i ostatnie już sparingi. Po Kickstart My Heart jeden z nich wylądował ze złamaną szczęką, nieprzytomny na ringu. Wtedy Izzy zobaczył strach w oczach tych młodych tchórzy. Przypomniał sobie swoje początki w tym biznesie, pamiętał, że nigdy nie okazał strachu, nigdy. Miał przez to zachowanie pamiątkę na całe życie – charakterystyczną bliznę. Zostało ich teraz czterech, ale nikt nie chciał podejść widząc, co stało się z pierwszym, więc Izzy bez namysłu zaczął obrażać ich matki. Normalnie nie posunąłby się do tak prostego i prostackiego sposobu, ale doskonale wiedział, że zadziała to na takich żółtodziobach. W ich oczach zobaczył dokładnie to, co chciał widzieć – gniew. Wszyscy rzucili się na niego jednocześnie. I padali jeden po drugim: spinebuster, unik, sitdown facebuster i dwa razy Final Agony. Izzy spojrzał na powstałe pobojowisko, uśmiechnął się i pomyślał, że pora spróbować. Wszedł na narożnik, tak jak to czynił już niezliczoną ilość razy. W głowie słyszał heal heat ludzi, widział klatkę i leżącego na ziemi Jacobsena. Skoczył z Rock Star Press i wylądował idealnie na leżącym na dole „zawodniku” sprawiając mu w prezencie ogromną dawkę bólu. Było mu mało, tęsknił za dotknięciem nieba. Rozejrzał się i uśmiechnął jeszcze bardziej. Zostały jeszcze trzy ciała. Bez namysłu wykonał na nich po kolei moonsault, lionsault i akcję, której nie wykonywał od wielu lat – 450 splash. Perfekcja, czysta, niezmącona, zupełnie tak jak dawniej. Był gotowy, wiedział to. Biło mu serce, mógł nareszcie wrócić i poznać smak zemsty – na Norwegu i… na Castro też, za to, jak go potraktował, że skreślił go od początku. Ryknął w stronę kamery tak, że siedzący na krześle Nilsen doskonale widział swoją twarz na ekranie – „Agonia powróciła i jest wygłodniała”.

 

Izzy Nilsen – to naprawdę ironia losu, że mogę znaleźć podobieństwo czy jak kto woli analogię mojego nieszczęsnego lotu do dziejów mojego ulubionego mitycznego bohatera Ikarusa. Syn Dedala, by ucieknąć wraz z nim z Krety dostał od ojca skrzydła wykonane z piór wkładane na ręce, które były połączone woskiem. Wydarcie tajemnicy lotu ptakom tak spodobało się młodemu Ikarowi, że wzlatywał coraz wyżej i wyżej, mimo ostrzeżeń ojca, który powiedział mu, że słońce może spalić wosk. Młodzieniec koniecznie chciał znaleźć się wyżej, dotknąć złocistej kuli, swojego marzenia, które było teraz przecież tak blisko. Nie udało mu się jednak, jego skrzydła zaczęły się powoli rozpadać, a on spadał. Zginął uderzając w morskie fale. Wyspa, która znajdowała się nieopodal na jego pamiątkę została nazwana Ikarią. Między mną a Ikarusem jest jedna zasadnicza różnica – ja przeżyłem i teraz mądrzejszy niż kiedykolwiek mogę dalej gonić swoje marzenia, wzbijając się coraz wyżej. Nie używam już „wosku”, nawet go już nie potrzebuję.

 

Królestwo ewolucji, w którym niedawno tak niepodzielnie rządziłem pogrążyło się w stagnacji – to największa tragedia, jaka mogła je spotkać. Muszę odzyskać mój utracony tron, by wynieść je na swoje wyżyny, poderwać do lotu, na który zasługuje. Zostałem ostatnim z wielkich „Ewolucjonistów”. Zdobędę ten tytuł po raz trzeci, by spełnić moje przeznaczenie, a później wzlecę wyżej, ku innemu słońcu, jeszcze dalszemu, niż te, które dotknąłem wcześniej. Uda mi się to, jeżeli wygram turniej – prosty, tradycyjny sposób ukoronowania mistrza, który lubię. To prosty test jak dobry jesteś, jak szybko robisz postępy i czy masz w sobie ogień potrzebny do tego by być najlepszym w tym, co robisz.

 

Izzy – przeznaczenie może mnie skonfrontować z wieloma zawodnikami. Zacznijmy jednak od tych pewnych, czyli zapaśników, których rozniosę w mojej rundzie.

Drogi Jimmy, musi nad tobą ciążyć jakieś niezwykle upierdliwe fatum. To bardzo ciekawe, że ponownie przychodzi Ci stanąć na mojej drodze, tym razem podczas mojego chlubnego powrotu. Pewnie doskonale wypaliłem się w twojej pamięci podczas Paloozy XCVI, gdy wraz z twoimi dwoma towarzyszami polegliście przeciwko mnie jednemu. Cóż to musiała być za hańba dla Jimmiego! Pewnie prawie tak wielka jak twoje nieudolne próby czczenia Hendrixa na własnej gitarze. Kiedy pierwszy raz słyszałem twoje „granie” naprawdę chciałem, żeby moja miłość - muzyka w ogóle przestała istnieć. Widziałem pięciolatków lepiej radzących sobie z sześcioma strunami od Ciebie. Jedyne pocieszenie w mojej niedoli znajdywałem w rozkosznej wizji rozbitej gitary, a właściwie gitar (twojej i mojej, a bo tak) na twojej głowie. Muszę Ci przyznać, że pokusa jest wielka, pewnie kiedyś jej ulegnę. Spodziewaj się niespodziewanego. Przykrość, jaką sprawia mi twoja egzystencja jest w pewnym stopniu znaczna. Przyrównałbym Ciebie do niezwykle wkurwiającego komara latającego nad uchem po ciężkim dniu pracy. Niby nic Ci nie zrobi, trochę pobzyczy, ale masz ochotę jak najszybciej zetrzeć go na miazgę. I żeby przechylić szalę goryczy do tego doszła jeszcze książka Marksa, która zawsze towarzyszy Ci pod pachą. Po dłuższym zastanowieniu się na tym niezwykle ważnym w historii EWF faktem doszedłem do wniosku, że cytujesz go prawie tak nieudolnie jak grasz. Myśląc nad twoim marnym życiem, przyszedł mi do głowy pewien piękny kontrast – Hendrix i Marks, co za zgrany duet. Gitarzysta, który umiłował sobie wolność i stał się prekursorem dla rock & rolla oraz utopijny socjalista, którego myśli spowodowały jedną z największym katastrof naszych czasów – komunizm. Dziecinne, nie do końca wyrobione poglądy i naiwność sprawiają, że sam w głębi duszy jesteś zagubionym, niemalże bezbronnym dzieckiem. Musiałbyś odbyć długą, inicjacyjną wędrówkę w świat dorosłych by chociażby móc się ze mną mierzyć. Mistrz Deacośtam i dwukrotny zdobywca pucharu szczęściarza? Mógłbym to wygrać spokojnie na zwykłej loterii. Solar kręcący się w pralce nie miałby problemu z przebiciem tych osiągnięć. Jesteś tylko przystankiem (krótkim) w mojej własnej wędrówce, tak zresztą różnej od twojej. W mojej drodze nie chodzi o inicjacje, tu chodzi o ponowną koronację króla ewolucji. Berło, które dzierży „Miażdż” (cóż za ksywa, naprawdę godna trolla, jakim jest nasz, przepraszam wasz obecny mistrz), już niedługo znów będzie w mojej, pewnej dłoni.

 

(Odpalenie szluga marki Lucky Strike, kryptoreklama).

 

Izzy (wypuszczając dym z ust) – następny jest niejaki Franko. Znałem takiego kiedyś, na historii wykładowca opowiadał. Dyktator hiszpański, który wszczął w swoim własnym kraju wojnę domową, którą wygrał i dzięki temu miał parę ładnych lat miłego, przyjemnego życia jako niepodzielny władca. Nieprzyjemny typ podobno. Zmarł jednak w siedemdziesiątym czwartym czy piątym, pamięć już nie ta. Więc jeżeli nie wrócił z zaświatów by skopać parę republikańskich tyłków (są tu w ogóle takie?), to nie może chodzić o jedną i tą samą osobę. Przepraszam, zatem najmocniej za pomyłkę przyjacielu. Jednak to śmieszne nieporozumienie naprowadziło mnie na pewien pomysł, który może nadać twojej karierze rozpędu, a Tobie samemu nieco rozgłosu. Proponuje Ci byś wcześniej wspomnianego Hendrixsona nawrócił na faszyzm. Po prostu podmień mu „Kapitał” na „Mein Kampf” a biedak nie zauważy różnicy. Później wystarczy tylko, że przekonasz go do zmiany imienia na Adolf i możecie stworzyć Tag team – „The Dic(k)tators”. Już mam przed oczami te nagłówki gazet i Tostera komentującego ze łzami w oczach tak zacną drużynę. Kontynuując jednak i wracając do konkretów, z krótkiego tekstu biograficznego, jaki zdołałem zdobyć wyczytałem też, że określasz się, jako „rzeźnik”, cóż za kreatywność (dramatycznie wzdycha). Kolejny Kubuś Rozpruwacz w przyjaznej familii EWF – nie ma co oglądalność podskoczy jak nic. Doomtroper przynajmniej jeszcze coś sobą reprezentował, coś tam wygrał, ogólnie zapisał się na kartach historii. Tobie uda się może, z wielkim trudem, zapisać, czy też może lepiej nabazgrać sprayem na jakimś obdrapanym murze na osiedlu „Wisła Krakuw”. Owłosiony, wielki, były kibol – idealny kandydat na mistrza ewolucji. W muzeum widziałem obrazy pokazujące bardziej rozwiniętych neandertalczyków od Ciebie. Wiem, że to dla Ciebie bardzo trudne słowo i z chęcią bym Ci je przeliterował, ale nagli mnie czas – przegląd mustanga, szklaneczka whiskey z menedżerką, wiesz jak to jest, a nie przeeepraszam, zapomniałem, że płacisz alimenty i ledwo Ci starcza na jedzenie z puszki. Bo widzisz Franko w życiu jedni są wyżej od drugich. Ja jestem Homo Sapiens najwyższej klasy – czubek ewolucji, a Ty? Gnijesz gdzieś na dole wciśnięty między Homo Habilis i Homo Erectus. Wiem, że twoja postawa życiowa to: „Mam wszystko w dupie”, ale ja widziałem całą rzeszę (pozdrawiamy Hendrixona) takich ludzi– błagają o marny grosz, by starczyło im na Amaretto czy Komandosa – najbardziej zacne z win. Podobno też przyjmujesz wszystkie ciosy, zarówno te metaforyczne jak i dosłowne i po prostu idziesz dalej. Muszę niestety Cię zmartwić. Kiedy mój twardy but uderzy w twoją szczękę odpalając przy tym moje serce, to tak naprawdę nigdzie nie pójdziesz. Świat zacznie wirować, wpadniesz w objęcia morfeusza i będziesz słodko śnić o tym jak to Polska zdobywa mistrzostwo świata w piłce nożnej. Ten piękny sen przerodzi się w koszmar, kiedy tylko się obudzisz i zobaczysz, kto stoi z ręką wzniesioną ku górze.

 

Izzy – następni rywale to już kwestia niezależna ode mnie. To tylko przyszłe potencjalne ofiary. Jedziemy po kolei. VipeR – żmija. Kolejny bezbarwny chłopak, który szybciej zostałby mistrzem przyrządzania frytek w McDonaldzie niż chociażby zdołał dotknąć tytułu ewolucji. Szczerze mówiąc przyjacielu, gdybyś nie był wypisany w karcie gali, to nie wiedziałbym, że istniejesz. Stwierdziłem, że musiałem przeoczyć tak wielkiego zawodnika, przyszłość federacji i niezwykły talent. Wolno obejrzałem ostatnią Palooze i w końcu Cie zauważyłem. Ścieżka zdrowia! Pięknie wyglądałeś taki spałowany, pasuje Ci ten look. Jeżeli uda Ci się przejść do dalszej części turnieju mogę sprawić, że znowu będziesz tak wyglądał, tyle, że w jeszcze bardziej hardcorowej wersji. W sumie masz osobowość płaską jak szyba w oknie, ale postanowiłem, że powiem Ci coś jeszcze. Widziałem dziesiątki takich jak Ty. W federacji tej, poprzedniej, na sparingach, na tryoutach. Po prostu wszędzie. I niszczyłem ich tymi dziesiątkami, wtedy jeszcze w imię Luny, Ewangelii Zmierzchu itd. Cóż to był za bullshit.

 

Izzy – no to przejdźmy do kolejnego mięsa armatniego. To chyba był Maniak. No cóż trochę się zastanawiałem, czego maniakiem właściwie jesteś – czekolady, narkotyków, seksu, alkoholu? Nie. Co za niespodzianka, że chodziło o gry komputerowe. Poczułem się wtedy jakbym miał do czynienia z postacią z jakiegoś dennego programu typu „Rozmowy w czymś tam”. Życie mój drogi to nie gra video. W walce ze mną nie będzie drugiego życia, god modu czy load. Nie staniesz się szybszy czy silniejszy przez wciśnięcie guzika. Skopana dupa boli naprawdę. Najbardziej śmieszy mnie jednak to, że próbujesz latać. Król przestworzy w EWF jest jeden i jestem to ja. Nie wiem gdzie i kiedy nauczyłeś się tych ciosów, ale to musiało być podczas siedzeniu na kiblu podczas grania w Super Mario. No cóż ktoś musi Ci zafundować powrót do rzeczywistości porządnym kopem w szczękę. Będziesz nieprzytomny, będzie Cie bolało, ale może przez to wrócisz do szkoły, nauczysz się porządnie pisać i czytać, wykształcisz osobowość? Tak jak wcześniej wspomniany VipeR masz równie ciekawy charakter, co podwórkowy beton. Na takich jak Ty powinni zrobić sezony łowieckie. Kickstart My Heart albo Final Agony i spokój.

 

Izzy – ostatni z pierwszej walki to James Blood. Kapitan Blood? Arggghhh! Do abordażu psy, nie brać jeńców! W EWF mieliśmy już krzyżaków, mieliśmy bożonarodzeniową choinkę, która wysłała Vaclava do szpitala, ale pirata jeszcze nie było! Tylko pamiętaj, za atak szablą zostaniesz zdyskwalifikowany. Już widzę w myślach ten wywiad jak to Extreme Wrestling Federation będzie krainą w której krew popłynie jak rzeka, dziewice zostaną zgwałcone i tak dalej, i tak dalej.. Naprawdę wspaniała wizja! Tego jeszcze naprawdę tu nie mieliśmy. W sumie nie wiedziałem, że da się walczyć z drewnianą nogą, opaską na oczy i papugą na ramieniu, arghhh! (Szyderczy śmiech)

 

Izzy – Kto następny (wyciąga z kieszeni pogniecioną kartkę, chwile na nią patrzy szukając nazwisk), a tak wiem już, niejaki Lunatyk. Kolejny ciężki przypadek dla psychologów. Chory psychicznie anarchista. Doskonale sprawdziłbyś się jako postać w jakiejś nudnej, szkolnej powieści. I do tego ten łańcuch! Cytując pewną znaną w naszej federacji postać, to urocze! Co za głębia, co za charakter! Wzruszyłeś mnie do łez (wyciera sobie „zapłakane” oczy). Mam nadzieję, że taki gigant, taka potęga nie stanie na mojej drodze! Nigdy nie studiowałem psychologii! Ale znam pewien sposób, który może Ci pomóc. Nazywa się WŁiŚ – W łeb i spać. Może Ci pomoże.

 

Izzy – Bidam, Bidam (poza dostojnego zamyślenia). Wstyd się przyznać, ale to już kolejna osoba, której nie umiem po prostu sobie skojarzyć. Nie zrozum mnie źle, to nie moja wina, że wyglądacie jak chłopcy do podawania ręczników. Ale biografię trzeba przyznać masz zaiste interesującą! Obieżyświat handlujący porno z Białorusi. Musisz być z siebie wyjątkowo dumny. Wczoraj przechodząc przez ulicę mogłem Ci nawet rzucić parę groszy. Mama mówiła, że biedakom trzeba pomagać. Słuchaj. Masz kontrakt z największą federacją wrestlingową w Polsce, a nie stać Cie na ciuchy, buty, jedzenie i lokum. Zmień agenta, znam kilku takich dobrych, którzy wyprowadzą Cię na prostą. Z uwagi na twoją przeszłość handlarza białoruskim porno może być ciężko, no, ale od czego są znajomości? No cóż kolejnego Azjatę w EWF da się jakoś wytrzymać. Was się przecież tak fajnie bije…

 

Izzy – Nigel Moron, kolejna deska, kurwa. To już się zaczyna robić naprawdę nudne. Jak ja tutaj mam kogoś zaciekawić skoro przychodzi mi mówić o kolejnym Panie „Who the fuck are you?”. Musiałem poświęcić 5 minut mojego cennego życia, które mogłem przeznaczyć na zapalenie papierosa, wypicie szklanki whiskey lub na zwykłe szczanie, ale nie, musiałem zobaczyć, co Ty tam w tej naszej federacji właściwie robisz. Palikota polskiego wrestlingu przełknąłem – wódką. Jedziemy dalej.

 

Izzy – Vitor Herndez. Muszę odbyć chyba poważną rozmowę z naszym kadrowym. Zrozumiem naprawdę dużo. No ale nie przesadzajmy. Koleś, którego pięcioletnia dziewczynka uśmiechem mogłaby doprowadzić go do płaczu? Kiedy go uderzę to zacznie wyć i wycierać sobie oczy chusteczką? Przepraszam, ale ja nie bije kobiet! Zwolnijcie go, zatrudnijcie go jako woźnego, nie wiem. Po prostu oszczędźcie temu biedakowi kolejnych ciężkich chwil w życiu, bo jego mózg jest w stanie ciekłym chyba już. Odstawmy go do klasztoru sióstr Urszulanek, to chyba będzie najlepsze wyjście. One są tam takie miłe, na pewno będzie mniej płakał! I wyśle mu jedwabną chustkę, żeby mu nie było przykro i żeby nie ronił łez, że nie wziął udziału w turnieju.

 

Izzy – No i na koniec został nam „mistrz” Aero. Twój pas jest dla mnie niczym. Jego posiadanie nawet przez krótką chwilę dla mnie jest okropną małą, ale widoczną plamą na CV. Więc mam raczej nadzieje, że nie będziesz musiał go ewentualnie bronić, ponieważ myślę, że to właśnie Ciebie spotkam w ostatniej walce, która pokaże, kto ma się zmierzyć z Crashem. Znasz mnie przecież tak dobrze jak Fuhrer Hendrixon. Ta sama gala, byliście przecież w jednej drużynie, tylko nam tu seby brakuje! Ciekawe, co się z nim teraz dzieje? Widzę, że masz nową ksywkę. Pokonałeś swoje problemy z określeniem, w jakiej liczbie jesteś? Aero nie myśl, że okazuje Ci szacunek poprzez to, że myślę, że to właśnie Ty spotkasz się ze mną w finale, Fajne gówno to nadal gówno. Nie wiem, dlaczego nawet po porażce na tej tak miłej mojemu sercu paloozie dalej próbujesz wybić się jako najlepszy latający człowiek w EWF. „Flying Beast”(śmiech). Jeżeli uważasz za bestie takie zwierzątka jak chomik, świnka morska czy mysz to mogę zaakceptować twój pseudonim. Ale pewnie tak nie jest, więc posłuchaj mnie uważnie przyjacielu. W walce ze mną będziesz miał do czynienia z prawdziwą bestią – orłem. To jeden z podniebnych łowców, szybki i śmiertelnie niebezpieczny. Piękny, kiedy wzlatuje wysoko, jest uosobieniem śmierci, kiedy pikuje w dół. Los, często płata nam figle, wiem to z doświadczenia, jednak i tak mam nadzieję, że uda nam się spotkać. Będę miał przyjemność z zadania bólu obojętnie jakim frajerom, jednak to Ty sprawisz mi najwięcej satysfakcji. Lubię udowadniać swoją pozycję, każdym ciosem, każdym manewrem.

A teraz do was wszystkich i każdego z osobna. Słyszę już te patetyczna przemówienia o ideałach, pocie, łzach i krwi. O ciężkiej pracy, która pozwoli wam dojść na szczyt i zdobyć upragniony tytuł. Dla mnie to błoto, wy jesteście zwykłym bagnem, w które przez przypadek wdepłem po deszczowym dniu. By coś zdobyć w tym ringu, trzeba mieć instynkt zabójcy. Czy się jest dobrym, czy złym. Ja go posiadam, a wy? Do zobaczenia niebawem… manekiny.

 

Na telewizorze wyświetla się napis:

 

Z pozdrowieniami dla Crasha od króla Ewolucji. Twój czas nadszedł. Odliczanie rozpoczęte.

 

 

 

 

 

 

Troszeczkę wyszedłem z wprawy.

 

P.S James Blood nie jest w rosterze, zgłaszałem to "The Artist Formerly Known as King" ale chyba nie dotarła mu wiadomość ;)

8363302634890420816486.jpg

  • Odpowiedzi 5
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • damiandziki

    2

  • ajfan

    1

  • Grishan

    1

  • Drivedrive

    1

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  502
  • Reputacja:   14
  • Dołączył:  17.08.2010
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

Good shit :]

 

Co tu dużo pisać - podoba mi się ten erp. Dobrze się go czytało, jest zwięzły i konkretny. Widać, że masz już w tym "biznesie" pewne doświadczenie.

 

Jak dla mnie, zaliczyłeś udany powrót. Zobaczymy, jaki ten powrót będzie dla Izzy'ego ;)


  • Posty:  11
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.10.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Nie rozumiem o co ci chodzi ? Napisałem do Robespierre i zostałem przyjęty, w czym problem ?

 

Edit: Aaa ok już łapię o co chodzi, chwilowe zaćmienie mnie złapało :oops:

HW: Werdum

LHW: Shogun, Hendo

MW: Chalidow, Mayhem, Boetsch

WW: Nick Diaz, Demian Maia

LW: Frankie Edgar, Donald Cerrone

FW: Maximo Blanco

BW:-

FlW: Uncle Creepy


  • Posty:  1 202
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  01.03.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Kawał dobrego RPa, brakowało mi trochę Nilsena w EWF :P . Jak widać ani trochę nie wypadłeś z formy, bardzo fajny speech. Naprawdę dobra robota.

 

Widzę, że masz nową ksywkę. Pokonałeś swoje problemy z określeniem, w jakiej liczbie jesteś?

 

To było dawno i nieprawda :P

10136801454e08b07ab2e86.jpg


  • Posty:  914
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  31.08.2005
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Dziękuje za liczne komentarze ;) Muszę się znowu wczuć w e-fed bo mam braki, dlatego trochę ciężko się speeche pisało ;)

8363302634890420816486.jpg


  • Posty:  1 864
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Bardzo fajny pierwszy akapit, przede wszystkim dobry dobór słów. Haha, agonii Ci się zachciało, gdzie ja to widziałem? a tak, kiedyś był taki lowcarder, nazywał się Whiped, on coś miał z agonią do czynienia. :shock: Teraz na serio, drugi akapit bardzo epicki, materiał filmowy w którym Nilsen niczym Triple H powraca po ciężkiej kontuzji. Tam tylko tam był inny rodzaj urazu.

 

Porównanie do Ikara trafne, ładnie użyty "self-diss" - cudzysłów specjalnie, gdyż owe ironie względem własnych postaci są w eRPach oznaczone efektem lustra.

 

Dobrze, przejdźmy do najważniejszej części eRPów - speech. No właśnie, speech ... speech ... speech, powiem tak, miło, że do każdego z oponentów napisałeś odniesienia. Ogólny obraz tak zwanych "pojazdów" jest pozytywny - czyli są dobre. Osobiście wyrzuciłbym teksty o jedzeniu z puszki. Niestety, w dwóch przypadkach poszedłeś na łatwiznę - Bidama i Vitora. Dlaczego? Speeche są wyraźnie budowane na profilach owych wrestlerów, Bidam nie chodzi w szmatach, a Vitor już dawno nie płacze. To taki mój zarzut na koniec, gale nie parzą, choć wiem, że są długie i mogło Ci się nie chcieć. ;)

 

P.S James Blood nie jest w rosterze, zgłaszałem to "The Artist Formerly Known as King" ale chyba nie dotarła mu wiadomość

 

Nic do mnie nie dotarło niestety.

EWF, III Oddział Kancelarii Osobistej Jego Imperatorskiej Mości.

Cultured Society|The Princess of Attitude.

I love the whisper of Attitude <3.

3926129444e3b08a90b45e.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Tak tylko to wrzucę   
    • GGGGG9707
      Mi się właśnie wydaje że to doprowadzi do odejścia Balora. Od kontuzji Doma było mówione że do RR zdąży wrócić więc jego wejście w walce jest niemal pewne (co nie będzie jakąś dużą niespodzianką bo wszystkie informacje podawały że na Rumble wróci). Balor nie przypadkowo dowiedział się na RAW że nie ma dla niego miejsca w RR Matchu a do tego te promo Liv do Balora. Typuję że albo Dom będzie w RR Matchu i go koncertowo przegra co zdenerwuje Finna że znowu Dom dostaje szansę mimo że ma już pas albo
    • Bastian
      Czyżby to było ostatnie RAW w karierze AJ Stylesa? Nadrabiamy!  Było kilkanaście miesięcy na to, aby ogarnąć pierwszą w historii WWE walkę CM Punk - AJ Styles. Jedyne, na co było stać federację to walka na RAW niemal na koniec kariery AJ'a, którą przerwał w dodatku Finn Balor  Irlandczyk będzie chyba takim przyjemnym przystankiem dla Punka aż do WM42. Na Royal Rumble walki Phil nie dostał, Elimination Chamber w Chicago, więc trzeba coś ogarnąć.   Swoją drogą, szkoda, że po tym, jak odebrano
    • IIL
      Ciampa is All Elite 🙂
    • Attitude
      Nazwa gali: AEW Dynamite #330 Data: 28.01.2026 Federacja: All Elite Wrestling Typ: TV-Show Lokalizacja: Cedar Park, Texas, USA Arena: H-E-B Center At Cedar Park Format: Live Platforma: TBS Komentarz: Excalibur, Taz, Tony Schiavone, Don Callis & Stokely Karta: Wyniki: Powiązane tematy: All Elite Wrestling - dyskusja ogólna AEW Dynamite - dyskusje, spoilery, wrażenia AEW Saturday Collision - ogólne dyskusj
×
×
  • Dodaj nową pozycję...