Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Czarna Maska i Drabina Ewolucji


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  502
  • Reputacja:   14
  • Dołączył:  17.08.2010
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

20.06.2010 Tajpei, Tajwan.

 

Wrestlepalooza CVI trwała nadal, porywając sobą tysiące rozentuzjazmowanych Azjatów. Na ringu Aero pokazywał właśnie dwóm pretendentom do Daemusin Title, gdzie ich miejsce. (Tuż ponad Dark Matchami, ale nie wyżej. Zresztą, nawet ta pozycja wydawała się dosyć chwiejna). Mistrz pokazywał, a widownia miała radochę. EWF dostarczało rozrywki ludziom, którzy naprawdę jej potrzebują.

 

Franko przebywał wtedy w męskiej ubikacji i starał się zmyć krew ze swoich dłoni. To wbrew pozorom niełatwe zajęcie, jako że pozostałości po Viperze zdołały już trochę przyschnąć. Większość wyrzucił do kosza razem z bandażami, łamiąc przy okazji kilkanaście przepisów dotyczących higieny i przeciwdziałania chorobom zakaźnym. Pomimo to, nadal było co zmywać.

 

Z WC wyszedł jeden z członków ekipy technicznej. Może był nowy i nieprzyzwyczajony do takich widoków, może wrażliwy, a może po prostu nie przykładał dużej wagi do higieny osobistej – w każdym razie widząc zwalistą, zamaskowaną postać zmywającą krew z dłoni uznał, że tym razem odpuści sobie skorzystanie z sąsiedniej umywalki.

 

Franko w końcu doczyścił jakoś dłonie i wytarł je w papierowy ręcznik. Z odcieniem zadumy spojrzał na typa w czarnej masce patrzącego na niego z lustra zawieszonego nad umywalką. Emocje opadły. Zmęczenie zaczynało dawać o sobie znać.

 

Drzwi od pomieszczenia otworzyły się z hukiem i do środka wtargnęła Helenka. Tryskającym z błękitnych oczu łzom towarzyszyły odpowiednie efekty dźwiękowe. Niedługo później Franko przyjął na siebie dwa siarczyste policzki i prawdziwy grad uderzeń małymi piąstkami. Minęło sporo czasu, zanim zrozumiał o co chodzi.

 

Helenka się zgubiła.

W pośpiechu i zdenerwowaniu krążyła po korytarzach hali szukając jakiegoś miejsca, w którym mogłaby się przebrać. Nie udało się. Co gorsza, plątanina korytarzy okazała się na tyle zwodnicza, że menadżerka naszego bohatera po prostu się pogubiła. W końcu trafiła do jakiegoś wypełnionego Azjatami pomieszczenia i tam obejrzała końcówkę walki z Bidamem. Wynik nie poprawił jej humoru, więc ruszyła na poszukiwanie Franko. Szukała i szukała, a jej rozżalenie rosło. W końcu trafiła na kogoś z ekipy technicznej, a on pokierował ją w odpowiednim kierunku. Było już jednak za późno. Helena straciła trzy walki, w czasie których mogła pokazać się wielotysięcznej publiczności. Żal z powodu straconej szansy był tak wielki, że łzy jakoś tak same zaczęły wytryskiwać spod powiek. Pojawiła się złość na głupka, który na nią nie zaczekał.

I tak wracamy do punktu wyjścia.

 

(Franko) – No dobrze już, dobrze... nie maż się. Jak Ty wyglądasz, dziewczyno? A co jeśli jakiś fotograf czeka przy tylnim wyjściu, żeby zrobić parę zdjęć opuszczającym halę wrestlerom?

 

Franko miewa jednak przebłyski sprytu... czasami nawet inteligencji.

Podziałało. Po pięciu minutach Helena była gotowa do drogi.

 

Nasi bohaterowie spędzili resztę gali w różnych dziwnych, zazwyczaj niezbyt przestronnych miejscach. W międzyczasie nawiązali trochę znajomości wśród członków ekipy technicznej i pozyskali nieco zapasów, dzięki którym wizja uczczenia udanego debiutu zrobiła się całkiem realna. Franko w końcu udało się znaleźć prysznic, z którego skorzystał. Ku wielkiemu zadowoleniu wszystkich, z którymi przyszło mu przebywać.

Później było długie oczekiwanie na transport i powrót do hotelu.

 

 

 

 

21.06.2010, tani hotel na obrzeżach Tajpei.

 

Są późne godziny nocne, albo wczesne godziny ranne – jak kto woli. Pokój Franko i Helenki jest oświetlony tylko słabym światłem lampki nocnej ustawionej przy łóżku, na którym siedzi nasz bohater. Na tym samym stoliku stoi opróżniona z większości zawartości butelka wódki i kieliszek. Jest też oparte o ścianę lustro, przyniesione z łazienki.

Na sąsiednim stoliku pochrapuje Helenka, która odpadła jakiś czas temu.

Ciszę przerywa tylko szum pracującego z mozołem, niedawno naprawionego wentylatora.

 

Franko spogląda w lustro. Znalezienie odpowiedniego rozmówcy o tej porze to niełatwa sprawa, więc trzeba jakoś sobie radzić, prawda? A po alkoholu nasz bohater zawsze lubił sobie pogadać. Ot, kolejny rys charakteru.

 

- „Pierwsze koty za płoty”, jak mawiali starożytni Słowianie. – Głos zamaskowanego jest trochę bełkotliwy, ale zrozumiały. – Zaliczyłem debiut, który na pewno nie był nieudany. „Plan minimum” wykonałem z nadwyżką. Odpady zostały zutylizowane, a Bidam nie pokonał mnie, tylko Vipera. Prawdopodobnie mogło być lepiej, ale mogło też być o wiele, wiele gorzej.

 

Nasz bohater sięga po flaszkę i w ogromnym skupieniu napełnia kieliszek tak, żeby nie uronić nawet kropli bezcennego płynu.

Udało się.

 

- Zdaję sobie sprawę z faktu, że tych łebków z Dark Matchu pokonałaby nawet Helenka. Prawdopodobnie poradziłaby sobie również z Viperem, więc nie podniecam się jakoś szczególnie swoimi zwycięstwami. Niemniej jednak trzy występy w czasie jednej gali wypełniają moją definicję „udanego debiutu”, więc raduję się.

 

Franko raduje się. I wychyla zawartość kieliszka. Jego mętniejący wzrok napotyka pusty talerzyk po zakąsce a z potężnej piersi wyrywa się pełne fatalizmu westchnienie.

Przez chwilę nasz bohater grzebie pod łóżkiem i w końcu wyciąga butelkę wody. Otwiera ją i pociąga łyk. „Lepszy rydz niż nic”, jak mawiają... zresztą, nieważne kto tak mawia.

 

- Uff... na czym to ja? A tak... debiut mój należy zaliczyć do udanych. Nie każdy nowicjusz przewija się przez 1/3 Paloozy... szkoda tylko, że nie pokonałem Bidama. Ale to oczywiście wina tej mendy, Vipera. Niczyja inna.

 

Widoczna spod maski część twarzy wykrzywia się w dziwnym grymasie.

 

- No dobra, trochę dałem ciała. Ale to dlatego, że dopuściłem do walki tą pomyłkę natury. To był naprawdę głupi pomysł, przyznaję. W tym elemencie nie wszystko poszło zgodnie z planem, ale cóż... podobno nie można mieć wszystkiego. Tak w ogóle to uważam udział Vipera za utrudnienie, a nie pomoc. Zresztą, zostawmy to.

 

Franko macha ręką i w zamyśleniu drapie się po podbródku. Później wyciąga z kieszeni zmiętą kartkę papieru, którą zaczyna z wytężoną uwagą studiować. Konfidencjonalnie nachyla się do lustra i pokazuje znalezisko swojemu odbiciu.

 

- Drabinka turniejowa. Cudowna sprawa ten turniej, prawie nie mogę uwierzyć w swoje szczęście. Mam okazję za jednym zamachem osiągnąć poziom, na który zazwyczaj trzeba pracować miesiącami. Pasuje mi to. Cholernie mi pasuje.

 

Pijackie uśmieszki zazwyczaj są nienaturalne i (nie ukrywajmy tego) głupawe. Ten należący do naszego bohatera nie jest wyjątkiem. Franko uśmiecha się z satysfakcją i drażniącym samozadowoleniem.

 

- Porównując to do tego cyrku z ewolucją: na początku mamy pierwotny szlam, który gotuje się we własnym sosie i być może wyłoni się z niego jakiś bardziej obiecujący organizm, ale najpewniej wszystko skończy się na bulgotaniu i smrodliwych wyziewach. To tyle, jeśli chodzi o Maniaka i Vipera. Później są organizmy nieco lepiej rozwinięte, takie jak Jimmy Hendrixon, albo te, które cofnęły się w rozwoju (tu kłania się Izzy Nilsen). Milczeniem pominę ślepe zaułki ewolucji, jakimi bez wątpienia są Moron i Lunatic. Dalej mamy organizmy, które są już ładnie rozwinięte, takie jak Hernandez i Aero. No i jest ten skurwysyn Bidam, który krąży ponad nimi wszystkimi.

 

Przez chwilę nasz bohater po prostu traci wątek. Po raz kolejny napełnia kieliszek, co pomaga mu w zebraniu myśli.

 

- Szacunek do Bidama wychodzi mi już bokiem, ale jakoś nie mogę się go pozbyć. Wracając do mojego wywodu: gdzie znajduje się moje miejsce na załączonym obrazku? Już bałem się, że nie zapytasz...

 

Franko uśmiecha się do swojego rozmówcy. Odbicie w lustrze odpowiada tym samym.

 

- Ja jestem pierdoloną Godzillą, która do niedawna spała na dnie oceanu. Potężnym, prymitywnym stworem, który wymyka się wszelkim klasyfikacjom. Przebudziłem się i jestem głodny. Wkraczam do łańcucha pokarmowego i stawiam dotychczasowe zasady na głowie. Dotychczasowi drapieżcy stają się ofiarami. Dotychczasowe ofiary stają się ofiarami do kwadratu. W tej chwili moim celem jest Evolution Title i tylko on zaspokoi mój głód. I nikt, nawet ten skurczybyk Bidam, nie będzie w stanie mnie powstrzymać przed nasyceniem się.

Twoje zdrowie, brachu.

 

Zawartość kieliszka gładko przebywa drogę przez gardło naszego bohatera. Franko popija jeszcze wodą, po czym przygląda się poziomowi alkoholu w butelce. Nie zostało go zbyt dużo. Butcher odstawia flaszkę na stolik.

 

- Żyje się w tym EWF. Z Dark Matchów są grosze, ale już walki podczas właściwej części show to konkretny pieniądz. Byłbym idiotą, gdybym nie rozpatrywał tego również od tej strony. Im jesteś wyżej, tym lepiej żyjesz. Jak dla mnie to świetny powód, żeby piąć się w górę.

 

Przez jakiś czas nasz bohater po prostu wpatruje się w trzymaną w ręku kartkę. Można by nawet pomyśleć, że zasnął, ale nie – to tylko zamyślenie.

 

- Pierwszą walkę stoczą Maniak i Viper. Co ja mam powiedzieć o tych popierdółkach? Najprawdopodobniej będą plątać się pod nogami i zabawiać zebranych w hali fanów nieudolnymi próbami ucieczki. O ile oczywiście KTÓRYKOLWIEK z nich zdoła zwyciężyć – pamiętajmy, że łopata Ponurego bywa niecierpliwa.

Oni nie stanowią nawet cienia wspomnienia o możliwości wyzwania – ustalmy to raz na zawsze.

 

Franko zakreśla dwa nazwiska wyciągniętym skądś długopisem. Zatrzymuje się przy kolejnym.

 

- Jimmy Hendrixon... ten przynajmniej miewa jakieś przebłyski. Coś tam w EWF już osiągnął, ale bądźmy szczerzy: każdy, kto ma w sobie minimum samozaparcia i jakie takie umiejętności, w końcu zdobędzie chociaż Puchar Szczęściarza, prawda? Na mnie Hendrixon nie robi najmniejszego wrażenia – nie jest ani specjalnie silny, ani szczególnie zręczny, nie wykazywał się też aktami wyjątkowej brutalności. Nieugiętego charakteru i konsekwencji też mu Bozia nie dała. Nawet nie średniak. Płotka.

W dodatku niezbyt bystry z niego facet. Najpierw wciskał wszystkim ten kit o pokrewieństwie z gitarzystą, który udusił się własnymi wymiocinami. Później odkrył dzieła Marksa i chciał wprowadzać w EWF ład, równość i sprawiedliwość społeczną. Czy coś w tym rodzaju. Ciekawe, czy w szpitalu w którym przebywa Jacobsen są jeszcze wolne miejsca?

EWF to prawdziwa przystań dla takich oszołomów. Czego on chce, ten Hendrixon? Mam być traktowany na równi z takim odpadem jak, dajmy na to, Esespe? O to chodzi? Bo jeśli nie, to o co? Czy sam Hendrixon wie, o co mu chodzi? Albo o co chodziło Marksowi? A może po prostu lubi pomachać sobie „Kapitałem” robiąc wokół siebie zamieszanie i napawając się zainteresowaniem mediów? Na szczęście nie muszę znać odpowiedzi na te pytania. Wystarczy że wiem co się stanie, kiedy już spotkamy się na ringu.

Ja wygram, on przegra. Kropka.

 

Trudny wybór: resztka wódki, czy woda? Na razie padło na wodę.

 

- Izzy „Czarnoskrzydły” Nilsen. Mmm... cały drżę. Naprawdę. EWF hojnie obdarza mnie łaskami pozwalając stoczyć walkę z kimś takim. Dwukrotny posiadacz Evolution Title i były Tag Team Champion. Pas Daemusin też chyba posiadał? Ocierał się o Main Eventy, zanim zaliczył spadek formy. No i ostatnio coś nie było go widać. Podobno to przez kontuzję, ale ja poszukałbym innego powodu. Urlop? Zwątpienie w sens dalszej kariery w EWF? Podróż do Japonii w celu poznania kolejnej tajnej techniki walki?

 

Nosząc maskę trudno zrobić pytającą minę, jednak naszemu bohaterowi udała się ta sztuka.

 

- Ja stawiam na zwątpienie. Odpuściłeś, co Izzy? Mając Main Eventy na wyciągnięcie ręki, kręcąc się w okolicach FTW Title, pękłeś. Rura ci zmiękła, rockmanie. Dałeś dupy. Poddałeś się.

 

Franko uśmiecha się szyderczo.

 

- Izzy Nilsen nie jest dla mnie tak wielką przeszkodą, jak mogłoby się wydawać. Zgoda, odnosił sukcesy. Ale kiedy przyszedł czas na wykazanie prawdziwej konsekwencji, na sięgnięcie dalej, wspięcie się wyżej – nie wytrzymał napięcia. Upadł gdzieś w okolicach wspinaczki po FTW Title i spadał długo.

Witamy na dole, Izzy.

 

Szyderczy grymas nie znika z twarzy naszego bohatera.

 

- Izzy Nilsen. Rockman, „dziecko ulicy”, syn ciemności, wyznawca księżyca i pewnie coś jeszcze. Jedni widzą w tym egzotykę i wszechstronne zainteresowania. Ja widzę strach, który musi być maskowany kolejnymi ideami.

„Nie przegram, bo Luna mnie ochroni”.

„Ciemność jest moim przyjacielem”.

„Nie boję się! Nie boję! Nie boję! Nie boję...”

 

Ostatnie słowa wypowiedziane są łamiącym się, płaczliwym głosem. Jak widać, alkohol wyzwala we Franko nieprzebrane pokłady skurwysyństwa.

 

- Boisz się, Izzy. Ci, w których nie ma strachu, radzą sobie sami. Po prostu wychodzą na ring i pokonują przeciwnika, nie podpierając się żadną ideologią. Po przegranej biorą się w garść i ruszają do kolejnej walki. I ciągle pną się w górę. I wciąż utrzymują na szczycie.

Wiesz co się stanie, kiedy już spotkamy się w ringu? Pokonam cię, po prostu. Nieważne, jak wysoko się wzbijesz, ja sprowadzę cię na ziemię. Wygram i będę kontynuował wspinaczkę, której celem jest Evolution Title. Ty przegrasz i jest mi w gruncie rzeczy obojętne, co będzie się z tobą działo dalej.

 

Franko w skupieniu zakreśla kolejne nazwiska.

 

- Vitor Hernandez. Koleś, który lubi sobie popłakać nad swoim ciężkim losem. Zadziwiająco podobny do Nilsena: tak samo jak on wyczynia w ringu jakieś akrobatyczne hokus – pokus i tak samo lubi sobie popłakać w poduszkę pod osłoną ciemności. Ci chłopcy pasują do siebie.

Nie pozostaje mi nic innego, jak dać im kolejny powód do łkań. Tak, to będzie bolało. Spotkania z Rzeźnikiem zawsze bolą. Ale ma to swoje dobre strony: kiedy już pobiję Hernandeza do nieprzytomności, zapomni on o swojej beznadziejnej, przepełnionej bólem i poczuciem straty egzystencji. Nie będzie pamiętał o straconych bliskich, bo będzie miał bardziej przyziemne zmartwienia. Takie jak wstrząs mózgu albo połamane kości. W szpitalu będzie mógł sobie ronić łzy do woli.

Ja nie mam pretensji do Vitora Hernandeza. Świat skrzywdził go okrutnie a on woli rozdrapywać swoje rany, zamiast otrząsnąć się z tego i pójść dalej. Zastanawia mnie tylko, na co on tak właściwie liczy? Na odebranie kolejnej porcji bólu? A może boi się samemu odebrać sobie życie? Może liczy na to, że ktoś go w tym wyręczy? Jakby na to nie spojrzeć, straszna szmata z niego. Kolejny, kurde, niezdecydowany. Zabić się, czy dać się zabić? Oto jest pytanie...

Jak ja mam traktować poważnie gościa, który wyruszył właśnie na krucjatę mającą na celu pomszczenie swojego pluszowego misia?

 

To było pytanie retoryczne.

 

- Niewykluczone, że będzie liczył na moje zmęczenie po poprzedniej walce. Nic z tego - Franko to wytrzymała bestia. Dużo go dla Vitora zostanie. Wystarczająco dużo, żeby Vitor poległ. Z kretesem, jak to się mawia.

 

Nasz bohater wstaje z łóżka, otwiera okno i przez chwilę wsłuchuje się w odgłosy nocnego życia Tajpei. Kontynuuje przy tym swój monolog.

 

- Nie wierzę, żeby Hernandez był w stanie mnie pokonać. Widziałem jego walki. Jest ode mnie słabszy i niewiele szybszy. W determinacji przewyższam go pod każdym względem. W umiejętnościach zresztą też. Moje zmęczenie mu nie pomoże. Przegra.

I wtedy zacznie się prawdziwa zabawa.

 

Chwila przerwy na uśmiech do księżyca i monolog jest kontynuowany.

 

- Hernandez ma pewnie nadzieję, że mnie pokona i spotka się w finale turnieju z Bidamem. Bo chyba nikt nie wierzy w to, że Aero sprosta naszemu dzielnemu hunwejbinowi? Ciekawe, czy sam Daemusin Champion w to wierzy...

Bidam spacerkiem przejdzie Morona i Lunatica, więc pozwolę sobie nie uwzględniać ich w swoich rachubach. Mam nadzieję, że walka z Aero będzie go kosztowała dużo sił, bo po starciach ze zwycięzcą pierwszego matchu, Nilsenem, Hendrixonem i Hernandezem na pewno nie będę zbyt świeży. Tak więc liczę na ciebie, Aero! Daj z siebie wszystko! Pokaż dobry styl! Zmęcz tego mongolsko – koreańskiego skurwiela i nie pozwól mu na zachowanie zbyt dużego zapasu energii! Walcz, Aero! Walcz!

 

Franko wykonuje coś na kształt szyderczo – groteskowego tauntu, zamyka okno i z powrotem siada na łóżku.

 

- Jeżeli moje rachuby zawiodą i w finale pojawi się ex – Flying Man, to będzie to oznaczało że wzbił się na pułap, który był dla niego do tej pory po prostu niedostępny. Że wykrzesał z siebie co najmniej 150% potencjału. Gratulacje. Będę troszeczkę niepocieszony, bo bardzo liczę na „sam na sam” w ringu z Bidamem, ale na pewno nie będę narzekał. W gruncie rzeczy liczy się tylko zwycięstwo w turnieju i zdobycie Daemusin Title.

No tak... tytuł. On również ma tutaj pierwszorzędne znaczenie. Jak można zapomnieć o pasie, który w przeszłości był w posiadaniu takich zawodników jak Shambler albo Y2J? Mnie osobiście interesuje głównie premia za jego zdobycie, ale nie można ignorować historii. A skoro o przechodzeniu do historii mowa: zdobycie mistrzowskiego pasa na pierwszej gali liczonej od debiutu to chyba nielichy wyczyn, co? Zamierzam tego dokonać. Pokazać, na co mnie stać.

 

Zamaskowany bezwiednie zaciska pięści i napina mięśnie. Jego sylwetka staje się nagle bardziej wyrazista, ostrzejsza. Znowu spogląda w lustro.

 

- Aero to młody, systematycznie rozwijający się zawodnik. Nie można odmówić mu serca do walki, a jego umiejętności ciągle rosną. To wszystko prawda, ale prawdą jest też to, że w gruncie rzeczy nigdy nie pokonał nikogo naprawdę znaczącego. Po prostu nie jest w stanie wznieść się ponad swoje ograniczenia. Jego ewolucja jako wrestlera przebiega bardzo powoli.

Powiesz, że pokonał Bubbę – czy to w ogóle jest jakiś argument? Czy pokonanie wraka niegdyś wspaniałego zawodnika jest powodem do chwały?

Aero, waleczny Aero... młody ulubieniec fanów, któremu podtyka się kalekich weteranów albo wynalazki w rodzaju Great Barriego czy Morona. Mistrz, którego mistrzostwo niczego nie udowodniło. Słabeusz, który zawsze przegrywa w konfrontacji z tymi, którzy naprawdę coś znaczą w tej federacji. Jeżeli on zdoła pokonać Bidama, będę w prawdziwym szoku. I nabiorę więcej szacunku, obiecuję. Na ring wyjdę przygotowany w stu procentach. Dam z siebie tyle, ile będzie trzeba - jak zawsze. I wygram, bo jestem lepszy od każdego, kto bierze udział w tym turnieju.

Nie wierzysz?

To uwierzysz.

 

Franko sięga po flaszkę, polewa i wypija. Popija wodą.

 

- Zostawmy już te hipotezy rodem z science fiction. Prawda jest taka, że w finale spotkam się z Bidamem. Czekam na to z niecierpliwością, bo Viper przerwał nam ostatnio w najciekawszym momencie walki.

Widzisz Bidamie, choćbym tego nie chciał, to jednak nadal Cię szanuję. Taki już z Ciebie skuteczny i pewny siebie skurczybyk. Na ringu ciężko Cię powstrzymać, a te małe pięści i chude kolana potrafią zadawać zadziwiająco bolesne ciosy. To wszystko prawda, której nie zamierzam zaprzeczać.

Teraz będzie „ale”.

Jeżeli chodzi o mnie, to jesteś ZBYT pewny siebie, serdeńko. I chyba mnie nie doceniasz. A to się na Tobie zemści. Nie ośmieszysz Franko Butchera, bo on na to po prostu nie pozwoli. Nie zdominujesz mnie w walce tak jak tych słabeuszy, których pokonywałeś do tej pory. Bo kogo Ty pokonywałeś? Albo kompletnych nowicjuszy, albo gwiazdki, które do tej pory zdążyły już zgasnąć. W dodatku z niektórymi z nich męczyłeś się dłużej, niż byś chciał. Nie jesteś aż tak twardy jak Ci się wydaje.

 

Franko szczerzy zęby z wyraźną satysfakcją. Widać, że rozważania o walce cieszą go. W jego głosie pobrzmiewa nuta niecierpliwości, wręcz tęsknoty.

 

- Ja rozumiem, że utylizacja ludzkich śmieci może poprzewracać człowiekowi w głowie. Sam przez chwilę czułem się jak młody bóg, kiedy rozsmarowywałem Vipera po ringu. Ale to naprawdę mało znaczy. W konfrontacji z Nasem nie byłeś już taki mocny, co? Coś zachwiało Twoim przekonaniem o swojej niezniszczalności? Zniknęła pewność siebie?

Cóż, nie mam może reputacji Nasa Jazzowskiego, ale chętnie nad tym popracuję. Wygrana w turnieju będzie krokiem we właściwym kierunku. I pamiętaj, że na ostatniej Paloozie nie pokonałeś mnie. Pokonałeś Vipera. Ujęcie tego w inny sposób byłoby rażącym przekłamaniem. Spinowałeś mnie? Nie. Zmusiłeś do odklepania? Też nie. Więc o jakim zwycięstwie my tutaj mówimy?

Obawiam się, że zakończę Twoją serię zwycięstw, przyjacielu. Będę dla Ciebie tym, czym była góra lodowa dla „Titanica”. Kevin Nash dla Goldberga. Ty i Crash dla wielu biednych, zagubionych nowicjuszy.

Końcem pięknego snu.

 

Zamaskowany sięga po należącą do Heleny popielniczkę. Znajduje też paczkę zapałek. Spokojnie podpala kartkę z nazwiskami rywali i trzyma ją nad popielniczką nawet wtedy, gdy płomień parzy palce. W końcu z kartki zostaje tylko popiół.

 

Helenka chyba poczuła dym, bo podnosi się z łóżka, półprzytomna. Wydaje przy tym z siebie jakieś dźwięki, ale trudno rozpoznać, czy jest to którykolwiek z cywilizowanych dialektów. Franko spogląda na swoją menadżerkę.

 

- Chodź, Hela... przewietrzymy się.

 

To mówiąc dopija zawartość flaszki i rzuca ją w kąt. Butelka dołącza do dwóch poprzedniczek, a Franko pomaga Helence wstać. Wspólnie opuszczają pokój.

 

W pomieszczeniu pozostał tylko niestrudzenie wykonujący swoją pracę wentylator, którego podmuchy rozwiewają zawartość popielniczki.

 

 

 

 

Powrót do Polski to osobna historia, ale może pozostawmy ją nieopowiedzianą. Pozostańmy przy tym, że Franko i Helenka obiecali sobie, że już nigdy nie będą upijać się przed odlotem.

 

 

 

 

Dwa dni później nasz bohater wznowił treningi. Dawał z siebie wszystko, nie zapominając o codziennym joggingu (to już był ewidentny wpływ jego walki z Viperem). Tak rzetelnie przepracowanego okresu przygotowawczego Franko nie zaliczył od lat. Ale kiedy stawką jest title shot na Evolution Title i (być może) Daemusin Title, to po prostu nie można się opieprzać.

Więc Franko się nie opieprzał.

Pakował na siłowni. Odwiedzał salkę bokserską należącą do znajomego. Z własnej kieszeni opłacał sparring partnerów. Walczył na każdym House Show, na które go zaproszono. Z żelazną konsekwencją, planowo i bez zbędnych emocji przygotowywał się do najważniejszego turnieju w życiu.

 

(Podkład dźwiękowy w postaci motywu z „Rocky’ego” jest tutaj jak najbardziej na miejscu. Z drugiej strony, całkiem nieźle pasuje tu również motyw przewodni z „Terminatora”)

 

Helenka wspierała naszego herosa w miarę swych skromnych możliwości. Zazwyczaj ograniczało się to do powstrzymywania się od palenia w jego obecności. Do tego dochodziło gromadzenie informacji o przeciwnikach. Trzeba przyznać, że dziewczyna robiła, co mogła.

 

W międzyczasie do karty na Wrestlepaloozę CVII dołączył niejaki James Blood. Fakt ten w żaden sposób nie zakłócił samopoczucia naszego bohatera.

 

Czas mijał. Gala w Tarnowie zbliżała się wielkimi krokami.

 

 

 

 

24.07.2010, Tarnów, konferencja prasowa.

 

Konferencje prasowe z udziałem wrestlerów EWF to zawsze sporego kalibru wydarzenia. Twarde sądy, głębokie przemyślenia, cięte riposty i rozbudowane speeche stanowią pożywkę dla licznie gromadzących się przy tej okazji dziennikarzy. Każdy z nich znajdzie w EWF coś dla siebie. Fanatyk religijny? Proszę bardzo. Nawalony jak stodoła Main Eventer? Drzwi na lewo. Lokalny patriota? Proszę w prawo. Komunista? On już niestety przemawiał. Wulgarny skurwiel? Przepraszam, a o którego chodzi? A, o tego. Audiencja już za chwilę. Panią redaktor interesuje ktoś mniej znany? Wybór należy do Pani. Mamy tu sobowtórów, klony, wyznawców księżyca, krewnych gwiazd rocka, obiecujących sprinterów, wielbicieli drobiu, siewców chaosu, uosobienia cierpienia, lunatyków, psychopatów, fanów gier, mundurowych, cywilów, polityków, apolitycznych, normalnych, nie do końca normalnych, mądrych, idiotów i wielu innych. Extreme Wrestling Federation to byt tak zróżnicowany, że po prostu nie można się nudzić.

 

W tym tyglu sprzecznych interesów trudno odnaleźć się tym, którzy nie są obeznani z mediami. A Franko i jego menadżerka niestety do takich osób należeli. Ich pojawienie się nie wzbudziło szczególnego zainteresowania, więc nasza bohaterska para po prostu snuła się po budynku szukając okazji do darmowej wyżerki (wypitka na razie nie wchodziła w grę, gdyż Franko naprawdę wziął sobie do serca przygotowania do turnieju). Oboje byli już mocno zmęczeni, gdyż tego ranka nagrywali wywiad z Ulryką Rotschild. Franko powtórzył w nim z grubsza swój monolog z hotelowego pokoju. A teraz był po prostu śpiący.

 

Pod koniec imprezy (kiedy Main Eventerzy opuścili już budynek) nasz bohater w końcu natknął się na przedstawicieli mediów. Tak się składa, że byli to sami mężczyźni (w liczbie trzech) i każdy z nich był zainteresowany raczej gapieniem się w dekolt Helenki a nie rozmową z zapaśnikiem w czarnej masce. Niemniej jednak doszło wtedy do wiekopomnego wydarzenia: Franko udzielił pierwszego w życiu wywiadu emitowanego na żywo, który „poszedł w eter” i dotarł do słuchaczy lokalnego radia.

 

 

 

 

24.07.2010 Tarnów, audycja radia X.

 

(Redaktor) – Witamy Państwa serdecznie! Specjalnie dla słuchaczy naszej rozgłośni przekonaliśmy do udzielenia wywiadu młodą, perspektywiczną gwiazdę EWF. Przed Państwem Franko The Butcher!

 

(Franko) – Witam.

 

(Redaktor) – Jak samopoczucie przed zbliżającą się Wrestlepaloozą?

 

(Franko) – Całkiem nieźle biorąc pod uwagę fakt, że odstawiłem większość używek. Nawet do salonów masażu nie chadzałem zbyt często. To dobre słowo: nieźle. Czuję się nieźle.

 

(Redaktor) – No dobrze, ale co z Twoją formą przed zbliżającą się walką? Przed Tobą nieliche wyzwanie w postaci walki z Izzy Nilsenem...

 

(Franko) – „Black Wings” to już uznane nazwisko i cieszę się, że przyjdzie mi stawić mu czoła. Pamiętajmy jednak, że nie tylko z nim będę walczył. W tym tańcu będę miał więcej partnerów. Bardzo różnie może się to potoczyć... ja stawiam na to, że będzie to pewnego rodzaju polowanie. Polowanie na najsłabsze ogniwo.

Poza tym, w swoich rachubach nie ograniczam się do pierwszej walki. Zamierzam wygrać CAŁY turniej.

 

(Redaktor) – Nie wolałbyś walczyć z kimś mniej utytułowanym? Z kimś łatwiejszym do pokonania? Patrząc na przeciwników Twoich i Bidama nie sposób oprzeć się wrażeniu, że przed hunwejbinem stoi o wiele łatwiejsze zadanie...

 

(Franko) – Bidam jest w federacji dłużej niż ja. Jest bardziej zasłużony dla EWF niż ja. To oczywiste, że ma łatwiej. Ja mam więcej do udowodnienia. Poza tym, wziąłeś się za ten problem z niewłaściwej strony, redaktorze. Pokonanie Nilsena da mi więcej, niż dały Bidamowi wszystkie jego dotychczasowe walki razem wzięte. Więc który z nas jest w gorszej sytuacji?

 

(Redaktor) – Nie jestem do końca przekonany o słuszności tego rozumowania, ale zostawmy to. Przejdźmy do kolejnej kwestii. Jesteś dosyć pewny siebie. Wymarzyłeś sobie rewanż z Bidamem w finale turnieju. A co się stanie, jeśli przegrasz już w pierwszej rundzie?

 

(Franko) – Ja nie mam marzeń. Tylko możliwości do wykorzystania. Wygram ten turniej. Myśli o ewentualnej porażce po prostu mnie nie dotyczą.

 

(Redaktor) – Zdradzisz nam swoją taktykę na kolejne walki? Co zrobisz, żeby pokonać Nilsena? Hernandeza? Bidama? Znalazłeś jakieś słabe punkty?

 

(Franko) – Powtarzam jeszcze raz: będę miał więcej przeciwników. Nie dziwię się, że nie uwzględniasz Vipera czy Maniaka, ani tego nowego, Blooda. Myślałem jednak, że Hendrixon jest trochę bardziej rozpoznawalny. Chociaż to w gruncie rzeczy ich problem, że nie utrwalają się na długo w pamięci.

Wracając do pytania - w każdej z walk będę w stu procentach sobą. Topornym i brutalnym Franko The Butcherem – maszyną do sprawiania bólu, zasypywania ciosami i łamania kości. Co do słabych punktów, to każdy ma jakieś słabości. No, może ja ich nie mam (śmiech).

 

(Redaktor) – Doprawdy? Dopatrzyłeś się jakiejś słabości w Bidamie?

 

(Franko) – Jasne, że tak. Jedno uderzyło mnie od razu.

 

(Redaktor) - ???

 

(Franko) – Cholesterol.

 

(Redaktor) - ???!

 

(Franko) – Nie słyszałeś o „cichym zabójcy”? Pożeranie dziesięciu kurczaków dziennie nie może pozostać bez konsekwencji. Nawet przy tak małym otłuszczeniu organizmu serce Bidama może być w poważnym niebezpieczeństwie. Zamierzam to wykorzystać.

 

(Redaktor) – Żartujesz.

 

(Franko) – Tak.

 

(Redaktor) – (...)

 

(Franko) – (...)

 

Niezręczna cisza przedłużała się. Redaktorowi pozostało tylko jedno...

 

(Redaktor) – Rozmawiałem z wschodzącą gwiazdą EWF, Franko The Butcherem. Dziękuję Ci za rozmowę, Franko.

 

(Franko) – Nie ma za co, Panie Redaktorze.

 

Ton naszego bohatera sugerował, że dosyć lekko potraktował tą rozmowę. Zanim transmisja się zakończyła, do słuchaczy dotarło jeszcze potężne ziewnięcie Butchera.

 

 

 

 

Później był już tylko powrót do hotelu i odpoczynek. Franko zapadł w zdrowy, mocny sen.

Wszystko co mogło zostać zrobione, zostało już zrobione. Nerwy nie pomogą w przygotowaniu się do walki. Pozostaje czekać. Jutro nadejdzie czas uderzeń, krzyku, bólu, rozlewu krwi i łamania kości. Czas krwawego znoju, w którym Franko wykuje swoją przyszłość.

 

Już jutro wszystko się wyjaśni.

 

I jedno jest całkowicie pewne:

Niektóre dupska zostaną rzęsiście skopane!!!

  • Odpowiedzi 2
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • damiandziki

    1

  • Ja Myung Agissi

    1

  • Grishan

    1

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  914
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  31.08.2005
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

RP ocenie później, ale masz u mnie już teraz ogrooomnego plusa za cytowanie pewnego barbarzyńcy z pewnej gry 8) (Pozdrawiam wielkiego miniaturowego kosmicznego chomika!).

8363302634890420816486.jpg


  • Posty:  1 864
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Fajnie, że długość jest odpowiednia, zwłaszcza patrząc jak drabinka wygląda. Odniesienia są lepsze i gorsze, ale nie zbagatelizowałeś tej części eRPa jakoś wybitnie. Jedyne co mnie martwi to ten popularny ostatnio motyw vódki w Waszych tekstach. :P

EWF, III Oddział Kancelarii Osobistej Jego Imperatorskiej Mości.

Cultured Society|The Princess of Attitude.

I love the whisper of Attitude <3.

3926129444e3b08a90b45e.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • IIL
      Ciampa is All Elite 🙂
    • Attitude
      Nazwa gali: AEW Dynamite #330 Data: 28.01.2026 Federacja: All Elite Wrestling Typ: TV-Show Lokalizacja: Cedar Park, Texas, USA Arena: H-E-B Center At Cedar Park Format: Live Platforma: TBS Komentarz: Excalibur, Taz, Tony Schiavone, Don Callis & Stokely Karta: Wyniki: Powiązane tematy: All Elite Wrestling - dyskusja ogólna AEW Dynamite - dyskusje, spoilery, wrażenia AEW Saturday Collision - ogólne dyskusj
    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 3 Data: 28.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Tsugaru, Aomori, Japan Arena: Ito Mining Arena Tsugaru Publiczność: 987 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
×
×
  • Dodaj nową pozycję...