Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Cierpienia Czarnej Maski


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  502
  • Reputacja:   14
  • Dołączył:  17.08.2010
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

Jedno z małych miasteczek, gdzieś w Małopolsce. Wieczór. Deszczowy, trzeba nadmienić.

Zakapturzona postać truchcikiem podąża w kierunku miejscowej hali sportowej. Mija tablicę ogłoszeniową, na której króluje smagany ulewą, rozmokły już nieco plakat. Widać na nim jednak to, co najważniejsze: „EWF”, „House Show” i „Try Out”.

Zakapturzony zwiększa tempo.

 

Tego samego wieczoru, we wnętrzu hali.

(Jan Kowalski) – Dzięki uprzejmości Polskiego Radia możemy komentować dla Państwa to niezwykle doniosłe dla lokalnej społeczności wydarzenie! House Show Extreme Wrestling Federation połączone z Try Outem kandydatów do tej wspaniałej organizacji! Co Ty na to, Tony?

W odpowiedzi słyszymy wyraźne chrapanie. Na szczęście Kowalski to zawodowiec – natychmiast zmienia temat.

(Jan Kowalski) – Na ring wbiega pierwszy z kandydatów – o, jakie ładne salto! – to nie dziwi, bo młodzieniec ten określa się mianem Highflyera! Wzorem meksykańskich luchadorów nosi maskę i każe nazywać się... niech no sprawdzę... Thunderstorm! Piękny, chwytliwy przydomek! Nadszedł czas na jego rywala... już jest! O wiele potężniej zbudowany, w czarnej masce – obejrzymy tutaj konfrontację siły ze zręcznością! Nowoprzybyły nazywa się Franko The Butcher – niezbyt to oryginalne, ale imię to nie wszystko!

W tle słychać stłumione ziewnięcie i odgłosy przeciągania się.

(Jan Kowalski) – Zaczynają! Zwarcie... i sprytny Dropkick w wykonaniu Thunderstorma! Jego przeciwnik pada, a młody luchador spada na niego wykonując Leg Drop! Ładnie wykonana akcja, po której następuje wspinaczka na najwyższy narożnik... tego się nie spodziewałem, to był 450 Splash!

Słychać radosny ryk publiczności. Kowalski kontynuuje.

(Jan Kowalski) – Niestety nie trafiony, ale piękny 450 Splash! Thunderstorm jest trochę oszołomiony, co wykorzystuje jego przeciwnik zakładając Headlock! Mniejszy z zawodników wije się w uścisku, ale Franko pewnie zaciska chwyt! To dobry sposób na osłabienie przeciwnika! Zaciska, trzyma... trzyma... i dociska...

 

Dwie minuty później...

 

(Jan Kowalski) – Butcher z żelazną konsekwencją trzyma rywala w Headlocku! Sędzia podnosi rękę Thunderstorma... ta opada!

(Tony Hogański – przytomniejącym głosem) – O, jaki ładny Headlock.

(Jan Kowalski) – Po raz pierwszy... drugi... i trzeci!

Heel heat jest ogłuszający. Słychać w nim wiele swojskich, znanych chociażby z boisk piłkarskich, słów.

 

Następnego dnia Franko był już członkiem Extreme Wrestling Federation. Można się zastanawiać, co sprawiło, że zrobił wrażenie na skautach tej zasłużonej federacji.

Gabaryty?

Wyszkolenie techniczne?

Nieustępliwość?

Konsekwencja?

Każdy z tych czynników na pewno jest bardzo ważny, ale to nie to było prawdziwym powodem. Prawdziwym powodem była rzucona mimochodem przez zaspanego Tostera uwaga:

„O, jaki ładny Headlock”.

To wystarczyło.

 

 

 

Wnętrze zadymionej klitki, gdzieś tam. Na łóżku, pośród rozbebeszonej pościeli spoczywa włochate cielsko. Twarzy nie widać, ale to się dobrze składa. Głupio byłoby pokazywać się bez maski przed oficjalnym debiutem. Na niewielkim nocnym stoliku stoi pusta butelka po wódce. Obok niej dwa bilety lotnicze i talerz z resztką zakąski.

(Franko zna tylko jeden sposób na świętowanie swoich (nielicznych) sukcesów).

Drzwi do pomieszczenia otwierają się z hukiem i wpada do niego niepozorna postać ubrana w ociekający wodą płaszcz. Szybko pozbywa się tego workowatego odzienia, dzięki czemu możemy zacząć podziwiać nienaganną figurę, blond włosy i zadarty nosek Słodkiej Helenki.

Jeżeli mowa o nosku, to jest on w tej chwili skrzywiony w pełnym oburzenia grymasie. Co sugeruje, że na atak werbalny nie będzie trzeba długo czekać.

Nie było trzeba.

- Co ty wyrabiasz, jełopie!? Za sześć dni twoja pierwsza walka, a ty ryja zalewasz!?

Poza naturalnym urokiem osobistym i niezaprzeczalną klasą, Helenka posiada również rzadki dar trafiania w samo sedno, prosto w istotę problemu. Była to kolejna z sytuacji, kiedy Franko musiał to przyznać. Między innymi dlatego jedyną odpowiedzią na jaką było go stać, było niewyraźne mamrotanie w poduszkę.

Helenka nie jest jednak z tych, co przerywają, kiedy już się rozkręcą:

- Co ty, jełopie, sobie wyobrażasz!? Że zaprzepaścisz moją szansę? Ja KARIERĘ będę robiła! EWF to lepsze jest niż wybieg, wiesz?! Wystarczy, że taka jedna z drugą pokręci się przy jakimś mistrzu i jest kimś! Już jest rozpoznawalna! Nie dam ci ja tego zmarnować! Wynocha z wyra i do ćwiczeń! Pobiegaj sobie trochę na otrzeźwienie!

W przeszłości Franko co prawda nie wytrzymał zbyt długo w stanie małżeńskim, ale zdążył już nabrać odpowiednich nawyków. W połączeniu z pourazowym pomieszaniem czasów i miejsc, zaowocowało to dość niefortunną odpowiedzią:

- Tak, tak... już, kochanie.

Po czym dało się słyszeć chrapanie.

Helenka najpierw poczerwieniała a później nabrała powietrza do płuc...

 

Mieszkańcy tej kamienicy byli zaprawieni w bojach. Kłótnie małżeńskie, porachunki dilerów, całonocne imprezy za każdym razem, kiedy sąsiad spod trójki wychodził na przepustkę albo warunkowe. Do tego wszystkiego przywykli i nawet wycie Burka należącego do zoofila spod siódemki po prostu już ich nie ruszało. Do wszystkiego bowiem można się przyzwyczaić.

Mimo wszystko wrzask, który usłyszeli tego popołudnia dokładnie o 12:16 wstrząsnął nimi wszystkimi.

 

Pięć minut później smagane deszczem ulice przemierzała truchtająca w umiarkowanym tempie, zakapturzona postać. Czasami trochę się zachwiała, ale biegła twardo. Biegła we właściwym kierunku. Ku otrzeźwieniu.

 

 

 

Lot samolotem był osobną historią i prawdziwą szkołą życia dla Franko i jego managerki. Czasami było zabawnie (spóźnienie na lot wynikłe z pomylenia Tajwanu z Tajlandią), czasami dramatycznie (desperacka próba zamiany biletów zakończona fiaskiem i nie mniej desperacką zbiórką funduszy na nowe) a czasami strasznie (lot w ulewie i burzy, kiedy podróżuje się czwartą klasą, to w sumie nic zabawnego). Wszystko to złożyło się na naprawdę epicką PRZYGODĘ, która jednak nie wnosi nic do głównego wątku tej historii. Obdarzyła jednak naszych bohaterów bezcennym doświadczeniem...

Po pierwsze: Tajwan to nie to samo co Tajlandia.

Po drugie: EWF jako organizacja nie udziela pożyczek swoim zawodnikom, nawet jeśli są oni niezwykle obiecującymi debiutantami namaszczonymi przez samego „Tostera” Hogańskiego.

(Nie wnikajmy w prawdziwy stan rzeczy i pozostawmy naszemu bohaterowi złudzenia. Ewentualnie pozostawmy je Helence).

Po trzecie: Tajwan to piękny kraj.

Po czwarte: hotele przeznaczone dla debiutujących zawodników EWF już takie piękne nie są.

Po piąte i na razie ostatnie: kuchnia tajwańska jest zdrowa, pożywna i obdarzona wyjątkowymi walorami smakowymi. Oczywiście o ile urodziłeś się w tym kraju i nie mieszkasz w tanim hotelu na obrzeżach Tajpej.

 

 

 

18.06.2010, tani hotel na obrzeżach Tajpej.

Ulryka Rothschild puka do drzwi, poczym bez ceregieli otwiera je i pakuje się do środka. Widać, że atmosfera jest gęsta, parna i wilgotna – twarz reporterki lśni od potu a w powietrzu jest coś takiego, co każe się nam domyślać, że również kamerzysta jest bliski rozpuszczenia się. Pokój jest ciasny i wygląda na dwuosobowy. Stojący na małym trzcinowym stoliku wentylator chyba poddaje się na widok Ulryki – słyszymy trzask, widzimy iskry... później już tylko dym.

Ulryka i obecna w pomieszczeniu Helena komentują sytuację w zwięzłych, żołnierskich słowach. Uczyniwszy to, obie panie przyglądają się sobie – pierwsza beznamiętnie, a druga z ciekawością.

- Dobrze że korków nie wywaliło – zauważa przytomnie Helenka. Następnie uśmiecha się do rozmówczyni – Franko jest trochę niedysponowany, ale zaraz przyjdzie.

Jakby na potwierdzenie tych słów słychać odgłos spuszczanej wody.

- Słodko – kwituje sprawę Ulryka.

Helena prosi reporterkę, żeby ta usiadła, co ta czyni pomimo niedostatku miejsca. Wywiązuje się rozmowa.

(Słodka Helena) – Wie Pani, ja modelką jestem...

(Ulryka Rothschild) – To miło. Masz może fajki?

Helena podaje papierosy.

(Ulryka) – Te miejscowe są do niczego.

Zapala.

(Helena) – Jak już wspominałam, jestem modelką i...

(Ulryka) – Jak już wspominałam, to cholernie miło. (Zaciąga się). Ale to nie z tobą mam przeprowadzić dzisiaj wywiad.

Nasz zamaskowany bohater pojawia się w polu widzenia. Porusza się specyficznym chodem człowieka, który spędził upojne chwile w WC i, jakby to ująć... nie ma już nic do stracenia. Rozpięta koszulka ukazuje spoconą, owłosioną pierś. Nawet maska wydaje się lśnić od potu.

(Franko – czując na sobie wzrok reporterki) – Taa... noszę ją w coraz ciekawszych miejscach.

(Ulryka – zaciągając się) – Słodko.

Przez chwilę panuje milczenie. Ulryka dopala papierosa i spogląda na Helenę. Nie doczekuje się jednak reakcji. Krzywi się, wzrusza ramionami i wyciąga z kieszeni pomiętą paczkę miejscowych papierosów. Ponownie używa zapalniczki.

(Ulryka) – Dobra, miejmy to za sobą. Coś ty za jeden i czego chcesz?

Franko napina się i przemawia głosem a la Macho Man:

(Franko) – Witajcie, fani EWF! Jestem Franko The Butcher, wschodząca gwiazda federacji! O tak, patrzycie na urodzonego zwycięzcę!

(Ulryka) – Skończ z tym gównem.

(Franko – nieco zbity z tropu) – Słucham?

(Ulryka) – Skończ z tym gównem, mówię. Tu nie prowincjonalny teatrzyk... (zaciąga się)... mów normalnie.

Zaskoczony Franko przez chwilę milczy, starając się dostosować do nowych okoliczności. Później kończy z tym gównem. I zaczyna mówić normalnie.

(Franko) - Mówiłem że to brzmi do dupy, Hela. Jestem Franko. Franko The Butcher. Jestem tu, żeby walczyć...

(Helena) – I wygrywać!

(Franko) – I wygrywać. Nie stać mnie na przegrane, bo wtedy nie spłacę nawet cholernej pożyczki którą zaciągnąłem, żeby móc się tutaj dostać. Buty dla wrestlerów nie rosną, kurde, na drzewach. Ani ochraniacze. Ani zaświadczenia o ukończeniu serii odpowiednich treningów. A żyć też z czegoś trzeba.

Nasz bohater otwiera małą butelkę z wodą i upija bardzo, ale to bardzo ostrożny łyk.

(Franko) – Pieprzone Hswyn gi... a może to ta kawa? Co to, kurwa, za lokalny zwyczaj, żeby solić kawę?

Upija kolejny, trochę mniej ostrożny łyk.

(Franko) – Zwycięstwa to kasa, więc możecie spodziewać się moich wygranych. To aż takie proste. O Dark Match się nie martwię, szczególnie patrząc na klasę moich przeciwników. Wiesz, kiedyś umówiłem się na ustawkę z nieznanym rywalem. Patrzę, a tu staje przede mną facecik, na oko sześćdziesięciolatek. Odwinąłem mu raz i wybiłem jednego z ostatnich zębów. Co się okazało: gość był jednym z tych, co kochają ból. Nie nacieszył się nim długo, bo po tym ciosie stracił przytomność. Dlaczego o tym opowiadam? Ano dlatego, że walcząc z moimi najbliższymi rywalami ten gość również nie zaznałby zbyt wiele radości. Dlaczego? Bo pokonałby tych fajfusów jedną ręką...

Kolejny łyk.

(Franko) – To nawet nie są wrestlerzy, tylko jakieś odpady z Love Parade. Czarny alfons i jego dziwka, fan konsol i koleś, który uważa się za najlepszego. Czyż to nie wspaniałe?

Nasz bohater znowu uszczupla zawartość butelki, dając widzom czas na zadumę nad absurdami tego świata.

(Franko) – Zacznijmy od początku, od niejakiego Esespe. Nie zajmie mi to dużo czasu, bo chłopak jest tak przeciętny, że aż nie ma się z czego pośmiać. Dlatego potraktuję go bardzo uprzejmie i pozwolę mu zdecydować, który z preferowanych stylów użyje w trakcie walki. Highfly? Technical? A może jednak Hardcore? Ja użyję stylu zwanego: „piącha w mordę i przyduszenie”. Założę się, że to wystarczy.

Dollar to jedno wielkie nieporozumienie. Bycie alfonsem jest generalnie w porządku, ale co ten chłoptyś robi na zawodowym ringu? Przecież toto rozpłacze się po pierwszym ciosie jarzeniówką, bo mu się fryzura zepsuła. EWF to nie miejsce dla hobbystów ani rozpuszczonych dzieciaków. Dollar wkrótce się o tym przekona. Myślisz, że jak walniesz mnie swoimi sygnetami to jesteś taki hardkor?

Franko odsłania koszulę ukazując długą, brzydką bliznę biegnącą przez żebra.

(Franko) – Taki jeden za bardzo chciał zwyciężyć. I zajechał mnie kosą. Przebijesz to, głupiutki alfonsie?

Zamaskowany bierze kolejny łyk, po czym odpowiada na zadane samemu sobie pytanie.

(Franko) – Nie, nie przebijesz. Bo nie masz jaj do tego biznesu.

Przez chwilę panuje milczenie, po czym nasz bohater przechodzi do kolejnego rywala.

(Franko) – Maniak... kolejna pomyłka. Dla takich ludzi powstał skrót: WTF? Pewnie się nie zorientowałeś chłopcze, ale Extreme Wrestling Federation to nie gra komputerowa. Naprawdę, masz na to moje słowo. A jeśli nie wierzysz, to uprzejmie zapraszam cię na ring, na krótką lekcję poglądową. Twoje szybkie paluszki nie pomogą ci, kiedy zostaną połamane. Doświadczenie z kolejnych części „Tekkena” nic nie da w konfrontacji ze mną. Natomiast sponsorzy, którzy tak chętnie obwieszają cię swoimi logo... cóż, przyznaję, że oni mogą się przydać. Rachunki za szpital bywają wysokie.

Przetoczę się po was jak czołg po zaoranym polu, złamasy. Nieważne, na którego padnie – liczy się tylko pin i zwycięstwo. Jeżeli trzeba, mogę odliczać was po kolei a nawet stoczyć Handicap Match. Bo nie jesteście nawet namiastką wyzwania.

Co innego Bidam...

(Helenka – z błyszczącymi oczami) – Bidam!

Franko dopija wodę i bezwiednie rozgniata w dłoni butelkę. Kiedy się odzywa, w jego głosie można wyczuć jakby... zadumę?

(Franko) – Bidam zdecydowanie JEST wyzwaniem. Do niedawna był największym talentem jaki pojawił się w EWF od wielu, wielu lat. To facet który wie, o co w tym wszystkim chodzi. Szanuję go.

Nasz bohater daje widzom czas, by zrozumieli wagę złożonego przez niego oświadczenia.

(Franko) – Szanuję Bidama, bo jest skuteczny. I praktyczny. Nie czuje nienawiści, jest skoncentrowany na osiągnięciu celu. Mówię to bez ściemy: jeżeli Bidam stanąłby do uczciwej walki z kimkolwiek z górnej karty, obstawiałbym jego zwycięstwo.

Bo to utalentowany i bezwzględny skurwiel.

Niestety, ma chłop pecha. Spotyka się ze mną. Aktualnie największym talentem w EWF od czasów Bidama. Wiedziałem, że do tej konfrontacji dojdzie wcześniej czy później. Los wydał wyrok: wcześniej.

Franko prawie się uśmiecha. Prawie.

(Franko) – Pokonam Cię i zajmę Twoje miejsce. To nie będzie łatwe ani czyste zwycięstwo, o nie. To będzie symfonia bólu, dla której uwerturą będzie chrzęst łamanych kości. Ja wiem, co to ból. I Ty wiesz, co to ból. Któreś z nas będzie musiało pęknąć.

Mój szacunek wyryję na Twoim połamanym ciele, Twoją rządzę zwycięstwa utopię w Twojej krwi. I nie przeszkodzi mi w tym ta kotwica, ten „partner”.

Tym razem Franko zaśmiał się – dziwnie i bez wesołości.

(Franko) – Nie wiem, kto będzie moim sprzymierzeńcem i w sumie mnie to nie interesuje. Mam dla niego prostą wiadomość: nie wtrącaj się, koleś! Nie chcę przegrać przez to, że Bidam założy ci submission. TRZYMAJ SIĘ Z DALEKA.

Kapujesz?

A jeśli już rozpiera cię żądza czynu, to popilnuj moich pleców – a nuż kolega Crash zechce nam przynieść kaganek oświaty, jeśli wiesz co mam na myśli. Zwycięstwo to zwycięstwo, nie będziesz stratny.

Umowa stoi?

Wracając do sedna sprawy, czyli do Ciebie, Bidam – jesteś moją zdobyczą. Wygraną na loterii. Będziemy walczyć, spokojnie i bez nienawiści. Z chirurgiczną precyzję. I to JA usłyszę jako pierwszy Twój wrzask. Nie inaczej.

To nieuniknione.

Franko krzywi się z bólu – żołądek chyba nie powiedział jeszcze ostatniego słowa – i podsumowuje swój wywód.

(Franko) – W pewnym sensie jesteś moim idolem, bo to dzięki Tobie zrozumiałem, że nawet największy nędzarz może spróbować sił w EWF. Niestety, ta federacja to nie miejsce na sentymenty. Nie będzie przyjacielskiej rozmowy o życiu prowadzonej nad świeżo upieczonym kurczakiem. Nie będzie wyrazów szacunku. Tam, na ringu, czeka nas walka na śmierć i życie.

Nie łudź się, że odpuszczę.

Po tych słowach Franko poddaje się słabości i szybko opuszcza pomieszczenie.

(Ulryka – zmęczonym głosem) – Cięcie!

 

 

 

Następnego dnia nasz bohater zrobił wszystko, żeby dojść do siebie. Hotelowy pokój zamienił się w zaimprowizowaną salę ćwiczeń, a Helenka nie mogła znaleźć sobie miejsca.

Tu małe wyjaśnienie: pokój dla dwóch osób okazał się nieporozumieniem na linii EWF – dyrekcja hotelu, jako że Franko i Helenka są połączeni więzami czysto biznesowymi. Niestety, pomyłki nie dało się odkręcić.

Kłopoty żołądkowe sprawiły, że poczuli się jak stare małżeństwo.

W końcu nadszedł ten dzień. Dwudziesty czerwca 2010.

Pozostało czekać na obiecany przez EWF transport.

 

 

 

Czekając w szatni na rozpoczęcie walki, Franko nie myślał o koszmarnej jeździe zatłoczonym, przypominającym łaźnię parową busem. Nie myślał też o swojej managerce, która wyruszyła na beznadziejne poszukiwaniu jakiegoś miejsca, gdzie mogłaby się przebrać. Rywalom w Dark Matchu poświęcił tylko kilka luźnych, niezobowiązujących myśli.

Tych trzech idiotów to tylko rozgrzewka.

Później będzie Bidam.

O tak... Bidam.

Bidam.

  • Odpowiedzi 1
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Ja Myung Agissi

    1

  • Grishan

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  1 864
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Przetoczę się po was jak czołg po zaoranym polu, złamasy.

 

To jest bardzo ciekawe stwierdzenie. ;P

 

Teks jest w miarę konsekwentnie napisany, początkowo chciałem napisać o małej uwadze w stronę oponentów, jednakże trzeba pamiętać, iż walczysz w dark matchu. W tym rejonie karty zwykle pojawiają się "skromne" profile wrestlerów. Cieszy mnie to, że nie ma dużo błędów ortograficznych. :P Zauważyłem jedynie dwa, i są one pod koniec tekstu, możliwe, że to przez zmęczenie. Ostatnie zdanie ode mnie, tak na przyszłość mógłbyś stosować więcej odstępów w tekście. ;)

EWF, III Oddział Kancelarii Osobistej Jego Imperatorskiej Mości.

Cultured Society|The Princess of Attitude.

I love the whisper of Attitude <3.

3926129444e3b08a90b45e.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 3 Data: 28.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Tsugaru, Aomori, Japan Arena: Ito Mining Arena Tsugaru Publiczność: 987 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • GGGGG9707
      Tak też mi niespodzianki, Belair, AJ Lee, Lesnar, LA Knight, Dom, pewnie ten nowy arab saudyjski którego wzięli.  Ja zawsze na Royal Rumble przyjmuję sobie że chcę co najmniej jedną niespodziankę ale taką której się nie spodziewam. Te wymienione się nie liczą bo i tak prawie pewne że będą i to żadna niespodzianka. Choćby to był nie wiem Hornswoggle to i tak dam na plus bo będę zdziwiony a o to chodzi w Royal Rumble. Chyba na 60 wrestlerów da się zarezerwować 1 miejsce dla kogoś kogo si
    • MattDevitto
      Myślałem, że ona skończyła z wrs
×
×
  • Dodaj nową pozycję...