Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  117
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  19.09.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

8.05.2010

 

Akcja dzisiejszej przygody (w głównej roli oczywiście SR-Crazy) rozgrywa się w miejscu dziwnym, aczkolwiek wielu ludziom dobrze znanym. Mianowicie znajdujemy się w samolocie. Nie jest to samolot LOTu, ani też Ryanair. Jak wiadomo wrestlerzy z pospólstwem i motłochem nie latają. SR-Crazy też trzyma się tej zasady i lata swym prywatnym odrzutowcem. Niektórzy powiadają, iż kupił go za pieniądze zarobione na swojej fundacji "SR-Crazy dzieciom. Wszystkim", inni mówią, że wraz ze swoim mentorem Munno znalazł japoński skarb w lasach Mandżurii, zabił mentora, a następnie wydał całą zdobytą fortunę na dżem, dziwki, samolot oraz na fundacje. Prawdy nie dowiemy się chyba nigdy. W każdym razie jesteśmy w prywatnym odrzutowcu, znajdujemy się w jednym z saloników (za wiele ich nie ma w końcu przestrzeń jest ograniczona, więc 15 pomieszczeń się tu nie spodziewajmy, chociaż u gwiazd hip-hopu i u jobberów z EWF wszystko jest możliwe), widzimy Smelę, który poddaje się właśnie swojej alkoholowej terapii. Jak wiadomo Smela bardzo nie lubi latać, toteż zawsze upija się na statkach powietrznych by móc psychicznie przetrwać lot. Wiadomo już też od dłuższego czasu, iż skończył on z plebejskim wlewaniem alkoholu przez otwór gębowy, a zaczął wtłaczać go sobie do organizmu przez żyłę. On sam zawsze powtarza, że jest to sympatyczniejsze, milsze i bardziej kulturalne. Swoją drogą warto zwrócić uwagę, iż Smela obawia się wielu rzeczy, a jedyną jego solucją na rozwiązanie problemów z lękami jest alkohol. Narratorski obowiązek nakazuje mi również wspomnieć o tym, iż w pomieszczeniu tym znajduje się również pielęgniarka, która czuwa nad bezpieczeństwem całej procedury.

 

Smela: Jak zdrowie mojego mentora?

 

Pielęgniarka: Na froncie sytuacja bez zmian. Jak zwykle po powrocie do swojego miejsca zamieszkania zamyka się w sobie i nic nie mówi. Oczywiście, gdy z kimś się spotyka zawsze udaje, iż jest dobrze.

 

Smela: Nadal nic nie mówi? Nadal tylko leży? Nadal patrzy się w jakiś wyimaginowany punkt na ścianie? Ile można? Co on myśli, że jest mutantem? Rozwali ścianę wzrokiem? Scott Summers z niego, czy jak? Ile można się gapić w jedno miejsce?

 

Pielęgniarka: Można by mu tam jakiś święty obrazek powiesić.

 

Smela: Święty obrazek i Crazy pasuje do siebie... jak żyd do termosu. Zamówimy mu jakiś obraz Malczewskiego jak tak dalej będzie robił.

 

Pielęgniarka: Jacek też miał brodę, to ich łączy!

 

Smela: Łączy, nie łączy? Musze mu przemówić do rozsądku, a nie obrazy kupować. Tyle spraw do załatwienia, kolejna walka, Tajlandia, Tajki, buddyści, tsunami. Tyle do zwiedzania, tyle do zobaczenia, takie wspaniałe landszafty, a ja tu przybywam z człowiekiem-warzywo. Tak być nie może, najwyższy czas by wziąć sprawy w swoje smelowe łapki.... najpierw jednak wlej we mnie jeszcze trochę wina z węża. W końcu on nigdzie nie pójdzie, a my mamy jeszcze 3 godziny lotu przed nami. Nie mogę wytrzeźwieć w połowie rejsu lub kłótni. To byłoby fatalne.

 

--------------------------------------

122 chwilki później

--------------------------------------

 

Ten sam samolot, ale tym razem inne pomieszczenie. Znajduje się w nim łóżko (średniej wielkości), a w nim leży SR- Crazy, przykryty jest on kołderką, a wzrok jego skierowany jest w miejsce w którym sufit przeistacza się w ścianę. W sumie poza naszym głównym bohaterem nie ma tu nic ciekawego, większość miejsca zajmuje łóżko, gdzieś tam w rogu znajduje się barek, widzimy również 2 fotele, taboret i stolik, a także szafkę. Jak to mówią młodzi ludzie: szału nie ma. Do pomieszczenia śmiałym krokiem wchodzi Smela (trudno powiedzieć, że wchodzi raczej wpada zataczając się trochę i odbijając od różnych sprzętów, ścian i tym podobnych), po odnalezieniu swojego mistrza, stanął w niczym Pudzianowski w swej ostatniej walce i próbował złapać oddech po ciężkim wysiłku, jakim było ustawienie siebie w pozycji pionowej. Niestety przyszedł czas na kolejną próbę, mianowicie przemówienie do swojego mentora. Smela dobrze się przygotował do swojej roli, znalazł w podręcznej biblioteczce dzieła takich wybitnych mówców, jak: Jacek Żakowski, Magdalena Środa, Krystian Legierski i Piotr Pacewicz. Zawiesili oni wysoko poprzeczkę Smeli w kwestiach oratorskich i ideologicznych, więc nasz wspaniały był EWF Dark Champion się zagubił trochę, zapamiętał jednak jedną ważna lekcję: podstawą jest odpowiednie obuwie do biegania, wprowadzenie parytetów w EWF jest koniecznością, a zatrudnienie gejów i lesbijek na wyższe stanowiska w firmie może spowodować wzrost zysków o 12% w skali rocznej.

 

Smela: Pa-pa-pa-nie? (powiedział, to niczym syn Ozjasza Szechtera)

 

[Tak w tej chwili nauki tej bandy czworga na niewiele mogły się przydać. SR-Crazy to wytrawny gracz, mistrz mowy politycznej, podobno wystąpień uczył go sam Fidel Castro, sztukę gestykulacji opanował dzięki codziennemu oglądaniu wystąpień Benito Mussoliniego, charyzmy uczył go sam Li Changchun, a Jiang Zemin nazwał go nosicielem światła. Tak w tej chwili sięgnięcie po nauki największego z wielkich mogło tylko pomóc. Nauki Michnika wydawały się najlepszą obroną, bo kto w końcu zaatakuje bezbronnego, żałosnego jąkałę? Tylko reakcyjne, faszystowskie siły mogłyby się zdecydować na taki krok. SR-Crazy nie mógł, bo do takich sił nie należał]

 

SR (spoglądając w kierunku gościa i zmieniając pozycję leżenia): Słucham cię mój drogi towarzyszu niedoli

 

Smela: Martwię się o twoje zdrowie, czy nie powinniśmy skończyć rozdziału smutku, łez i porażek, a zacząć nowy, taki z kolejnymi sukcesami.

 

SR: Czy nie rozumiesz mojej sytuacji? Straciłem pas, oczywiście to normalne. W końcu nie zawsze można wygrywać, porażki kształcą, poza tym trzeba dawać szanse innym, ale na Boga ze wszystkich wrestlerów musiałem przegrać z tym piaskowym dziadkiem? Przecież on bez kroplówki i respiratora nie powinien móc się ruszać.

 

Smela: Pan ma jak zwykle racje, ale czy nie pamiętasz, że sam go nazwałeś: jaką młodego, z otwartą głową, z pomysłami i tym podobne. Przecież to twoje słowa, sam je mentor wypowiedział na gali.

 

SR: Powiedziałem, powiedziałem, nie powiedziałem. Różnica jest taka, że gdy udzielałem tego wywiadu to z nim nie przegrałem, a teraz?

 

Smela: A teraz?

 

SR: Przejściowe kryzysy są częścią naszego planu, w tym przypadku nie ma jednak mowy o kryzysie, bo był to sukces. Tak moje długie godziny medytacji wyjawiły mi, że tak musieliśmy zrobić. Musieliśmy się wycofać na z góry upatrzone pozycje, by móc potem zaatakować ze zdwojoną siłą. To tak na prawdę nie była porażka, a raczej kierunek dzięki, któremu będę mógł się dalej rozwinąć i pójść do przodu. Z EWF FTW title na ramieniu nie mogłem tego zrobić, on był zbyt ciężki, zbytnio mnie pochłaniał, angażował nie pozwalał myśleć, normalnie funkcjonować. Tak, tak oddanie tego pasa było koniecznością czasów w jakich się znajdujemy. Sandman w sumie może i jest trochę stary, ale jest nadal gibki. Sam uznałem przed walką jego umiejętności i możliwości jakie w nim drzemią. Tak to będzie dobry kontynuator tradycji tego pasa i na pewno nie skala go swym zachowaniem.

 

Smela: Ciekawiło mnie zawsze, jak można wytłumaczyć klęski, teraz widzę, iż lata spędzone z komunistycznymi aparatczykami i innymi tym podobnymi wodzirejami nie poszły na marne, a zaowocowały tym wspaniałym przemówieniem.

 

SR: Nie kpij! To mój ulubiony zwrot, doszedłem do tego po godzinach medytacji. Oczywiście nie do tego, jaki jest mój ulubiony zwrot, ale do tego, iż Sandman zasługuje na pas. Jeśli miejscowa rewolucja kulturalna ma się udać, to trzeba chłopakom nie przeszkadzać. Oczywiście sam mam zamiar pozostać neutralny i w żaden sposób nie będę uczestniczył w wydarzeniach, jakich niedługo będziemy świadkami. Tak to mądra decyzja. Dobrze w takim razie najważniejsze zmartwienie mamy z głowy, teraz zajmijmy się innymi problematycznymi kwestiami...

 

Smela: Scotty'm?

 

SR: Tak, interesujący jest nasz książę Nabeshima...

 

Smela: Bardzo zmienny i specyficzny, ale widać taki jego japoński styl. Nigdy nie rozumiałem tych ludzi z wysepek, a tym bardziej, gdy w takim nie wiadomo co siedzi. Raz jest skurwielem Scotty'm, potem księciem Nabeshimą, a na końcu co? Dobry Król Rene? Do tego tag team? Nie, nie ja bym mu nie ufał, nie wiem po co się z nim Mitsuko szwęda. Może by tak wykorzystać te walkę i zaskoczyć go i zaatakować od tyłu? Następnie wrzucić do plastikowego worka, wsadzić tam kamienie, tomik haiku, co by się chłopakowi nie nudziło i do jakiejś rzeki. Na pewno w Tajlandii, gdzieś jakaś woda jest. Transport worka i wyciszenie sprawy nie będzie stanowić problemu, zadzwonię do Baeguka, on ma kontakty, ma numery wszystko załatwi tip-top. Przynajmniej pozbędziemy się jakiegoś problemu.

 

SR: Nie, nie, nie. Jestem dobrym człowiekiem i nie pozbywam się tak problemów. Po tym jak wyszedł po mojej walce zastanawiam się: "co on robił? dlaczego przyszedł? czemu mnie nie pobił?". Przecież jesteśmy śmiertelnymi wrogami, jak Tom i Jerry i chociaż nie lubiłem tej myszy, to musze przyznać, że w tym związku to ja nią jestem. Dziwne, dziwne, a gdybyś widział jego wzrok, te oczy. On chciał mi coś powiedzieć, on coś chciał mi przekazać. Po tylu stoczonych pojedynkach wrestlerzy powinni rozumieć się bez słów, znać się, a on mnie jednak zaskoczył. Eojjeomyeon joayo?

 

Smela: Właśnie, właśnie, a może on cię zaczął podziwiać lub wręcz kochać miłością, jaką brat darzy brata?

 

SR(zdziwiony wyraz twarzy): ... kontynuuj te swoje niedorzeczne teorie...

 

Smela: Może w swoich oczach chciał zrobić coś więcej. Nie wiem na przykład pocałować w policzek, podarować kwiaty, które schował za koszulą, może chciał otrzeć łzy, przytulić do piersi albo też pocałować w policzek? Nie zrobił tego jednak, bo bał się społecznych konwenansów, gniewu władz lub zabrakło mu odwagi?

 

SR: Człowiek, który lata z gwoździem po arenie i najchętniej torturowałby wszystko co się rusza choruje nagle na brak odwagi?

 

Smela: Wobec potęgi miłości mięknie nawet sam Nabeshima...

 

SR: Nie, nie, nie to się nie trzyma całości, gdzie tu sens? Przecież się nie lubimy, wręcz nie znosimy, od mojego powrotu cały czas się tłuczemy po mordkach i nagle ma się okazać, że on mnie lubi, szanuje lub coś w tym stylu?

 

Smela: Kto się czubi, ten się lubi. W końcu mistrz też przeżywał już podobną historię z Dark Avengerem...

 

SR: To była zupełnie inna historia. Dark Avenger to była chodząca relikwia polskiego wrestlingu. To był ktoś więcej, niż wrestler....

 

SR-Crazy chwyta się za róg Darka Avengera, który zawsze nosi przy sobie. Widzimy, iż po policzku ścieka mu łza.

 

Smela: Może by tak podpytać Mitsuko... na kolejnej herbatce... w końcu ostatnio mentor tam czasami bywa.

 

SR: Też, że ja na to nie wpadłem, ależ to genialny plan. Taki jakie lubię, prosty i nie trzeba nic zapamiętywać. Teraz przynajmniej widzę, że jest sens trzymania ciebie przy sobie. Dobra kolejny problem rozwiązany. Co nam jeszcze zostało?

 

Smela: Pewne komplikacje z fundacją "SR-Crazy dzieciom. Wszystkim"

 

SR: Tak, tak coś mi mówiłeś, ze z jakąś nowoczesną karetką w jakimś kraju, któremu pomagała moja fundacja.

 

Smela: Tak wysłaliśmy nowoczesną karetkę do zaopatrzenia szpitala, spełniała ona normy UE, a także mogła bez większych problemów poruszać się po ich drogach. Tak, to był wspaniały dar, który został jednak przejęty przez miejscowych watażków, którzy sobie zrobili z karetki limuzynę/taksówkę i niestety potrzebujący jej nie zobaczą.

 

SR: Ja chce pomagać, ale moja wina, że mi nie pomagają? Przecież nie będę pilnował każdego, kto dostaje te dary, czy wykorzystuje je w dobry sposób. Jak na to zareagowała prasa?

 

Smela: Obrywamy z każdej strony szefie...

 

SR: A czy to czasem tam pewien premier lewicowego rządu nie sprzedaje broni, do tłumienia protestów? Czemu on nie dostaje z każdej strony?

 

Smela: Mentor nie rozumie pojęcia tolerancji. My musimy tolerować poglądy innych. Miejscowi rządzący twierdza, iż ich poddani to gnój do którego trzeb strzelać i my wychowani w wartościach europejskich, jesteśmy tolerancyjni dla ich poglądów. Inna kultura, inne warunki, nie możemy im niczego narzucać. Natomiast mentor udawał pomoc, a tak na prawdę nie pomógł. W świetle Amnesty Internationale różnica jest zasadnicza.

 

SR: Nasi ludzie już nad tym pracują?

 

Smela: Robimy co w mojej mocy, ale mentor rozumie, że to moi koledzy z podstawówki, nie mogę ich wyrzucić tak po prostu.

 

SR(dłuższe milczenie, jeśli ktoś się zastanawia jak wyglądają koledzy Smeli z podstawówki, to proszę sobie przypomnieć wiecznie zapijaczonego Smelę, tak jego koledzy byli gorsi, Smela uchodził za kujona): Dobra, dobra załatw się tym, nie chce o tym słuchać. Człowiek męczy się, poci, chce pomóc zmienić świat, a tu od tyłu podchodzi taki Pacewicz i zadaje cios, który będzie bolał do końca życia. Jednak na pewno doprowadzę swą misję do końca, nie zaprzestane jej póki wszyscy ludzie nie będą szczęśliwi... czuje się jak modelka w wyborach miss, ale ja coś robię, a one tylko mówią. Dobra, a co z tym, jak on się wabił...

 

Smela:...z Miszką?

 

SR: No, właśnie co z nim, kiedy wraca, bo już dawno temu wpadliście na jego trop.

 

Smela: Pojawiły się nowe okoliczności, ale nie chcę o nich teraz rozmawiać, powiem o nich jak wylądujemy.

 

SR: Dobrze, dobrze, wręcz wspaniale. Ile człowiek może rozwiązać problemów w kilka minut. Od razu czuje się lepiej.

 

Niespodziewanie transmisja urywa się [potem okazało się, że kamerzysta zapomniał baterii naładować]

 

--------------------------------------

7672673627862 chwil później

--------------------------------------

 

Bangkok, Tajlandia

 

Realizator nie pokazuje nam wspaniałych widoków, ni miejscowych zabytków. Tym razem uznał on, że przeniesiemy się od razu a halę. Widać uznał, iż Tajlandia nie interesuje fanów EWF. Jesteśmy od razu na hali, w miejscu gdzie znajduje się ring. Bez zbędnej zwłoki zaczyna grać LimpBizkt "My way" i na ring wpada SR-Crazy (wpada to dobre słowo, bo wbiegł on w takim tempie, że nie mieliśmy nawet czasu zorientować się jaka atmosfera panuje aktualnie na house show). Nasz bohater ubrany jest w żółtą koszulkę z napisem: "Mam wood", czarne spodenki, białe skarpetki i żółte buty. Dodajmy do tego brodę, biały kapelusz i różowe okulary i już mamy kreację Christiana Audiger'a. SR-Crazy po dotarciu na ring dostał mikrofon i miał już zacząć mówić, ale stanął na środku ringu i zaczął się drapać po swej dorodnej brodzie. O czym myślał? Dlaczego się zatrzymał? Dlaczego nie zaczął mówić do kibiców? Może zadumał się nad losem monarchi? Może począł zastanawiać się od kiedy Tajowie rozumieją język polski i od kiedy EWF jest popularne w tak egzotycznych krajach. Nad czym myślał nigdy się nie dowiemy, chyba że zapytamy o to naszego bohatera.

 

SR: Helloł!

 

Cheer

 

SR: Jesteście wspaniali!

 

Cheer

 

SR: Rozumiecie co do was mówię?

 

Cheer

 

SR (mówi do siebie): Ciekawe, czy zaśpiewaliby ze mną "Dziś do ciebie przyjść nie mogę"? Hmm... może lepiej nie próbować? Oni są w stanie to zaśpiewać, w końcu w tym świecie wszystko jest możliwie i nawet Tajowie śpiewający polskie pieśni nie mogą mnie zadziwić. (zaczyna mówić znowu do mikrofonu) Przepraszam za zbędną zwłokę, ale musiałem pewne rzeczy przemyśleć. W każdym razie dziękuje za ciepłe przyjęcie, od dziś Bangkok będzie zawsze miejscem bliskim mojemu sercu. Na następnej gali, która odbędzie się w tym mieście i w tej hali zmierzę się w dziwnym i specyficznym pojedynku. Owa specyficzność nie będzie jednak polegać na samej formie walki, bo przecież nie jest to żaden Rivers of Bangkok Match, tylko zwykły cage match. Pewną nowością jest jednak fakt, iż będzie to tag team match. Jak wiadomo w takich pojedynkach kluczem do sukcesu jest najwyższa forma współpracy między partnerami. Właśnie tu zaczyna się problem, takie rodzaje meczów nie są dla mnie czymś nowym i nie stanowią nowego wyzwania, gdyż swego czasu wygrałem już tu najwyższe i jedyne trofeum. Pamiętam jak dziś ja i mój wielki przyjaciel i mistrz Dark Avenger, byliśmy razem na ringu i wygrywaliśmy z przeciwnościami...

 

SR- Crazy'emu zawiesza sie głos, kręci mu się łza w oku, chwyta się za róg wiszący na wisiorku.

 

SR: To były piękne chwilę, moja młodość... tak piękne czasy. Problemem jest jednak fakt, jakiego będę miał partnera w tym pojedynku. W takich meczach kluczem do sukcesu jest nie tylko zdolność wodza, jedność moralna z kierownictwem EWF, umiejętność wykorzystania czasu i przestrzeni lub dobre wyszkolenie, ale kluczowe jest zaufanie. Możemy sobie zadać pytanie, czy konfliktów i potyczek z panem księciem Nabeshimą pójdą w tym meczu w niepamięć? Czy jesteśmy w stanie współpracować? Cóż na te i na inne pytania nie potrafię dzisiaj odpowiedzieć. Rozum podpowiada, że pan Nabeshima nie ma czystych zamiarów, że jak ktoś się od dłuższego czasu nie lubi, to raczej nie zacznie nagle współpracować w pełni zgodnie, radośnie i harmonijnie. Z drugiej jednak strony, to mój nowy przyjaciel pierwszy zrobił miły gest i zamiast przyjść mnie dobić zrobił coś czego nikt się nie spodziewał. Co prawda zabrakł tam pocałunku lub chociażby przytulenia się do siebie, ale róża też jest ładna. Niestety Smela nie dał rady i zapomniał o tym, iż kwiaty potrzebują wody. Gest jednak był piękny i wspaniały. Można go wręcz uznać za wyciągnięto rękę na zgodę, a ja nie ma zamiaru tej ręki odrąbać. Mam zamiar jednak jej się dokładnie przyjrzeć i sprawdzić, czy gest ten pochodził prosto z serduszka, czy jest tylko kolejnym chytrym planem, który ma na celu skrzywdzenie SR-Crazy'ego. Niezależnie od tego, czy będziemy z księciuniem współpracować to i tak walka nasza jest na tyle łatwa, prosta i przyjemna, że wygramy ją nawet jeśli nie będziemy działać razem. Bez obrazy panie Norwegu i panie Chaos City’s Favourite Descendant , ale nie zasługujecie na to by was nazwać mamelukiem...

 

cheer + zostań z nami! [Tajska publiczność reaguje tylko na wybrane słowa, dodatkowo słychać jakieś różne okrzyki, tym razem taki. Warto podkreślić fakt, iż na trybunach znajdują się dzielni i wspaniali kibice z Polski, którzy zawsze żywiołowo i wesoło wspierają swoje drużyny i swoich zawodników. Ubrani w narodowe barwy, z szalikami z napisem "Polska" oraz flagami swojego kraju zabazgranymi oryginalnymi i nieprzewidywalnymi napisami w stylu: "Lyszno", "Wrocław", "Karpacz", "Racot", "Ostróda" i tym podobne. Oczywiście większość kibiców dopiero niedawno poznało nowy sport, ale ton ich wypowiedzi sugeruje eksperta z 30 letnim stażem w branży, dodatkowo oczywiście wiecznie narzekają (tytułem przykładu: "ring za mały lub krzywy", "za ciepło", "po co tu tyle ludzi", "sędzia wygląda jak zebra", "jak to można oglądać na trzeźwo"). Oczywiście oni są zawsze najwspanialsi, najsympatyczniejsi i najwierniejsi na świecie, są naszym prawdziwym skarbem narodowym]

 

SR: Co to ja chciałem powiedzieć... błąd! Jakiż ja popełniłem błąd! Zapomniałem podsumować poprzednią galę. Coż za skucha!

 

Cheer + skucha!!!

 

SR: Niestety, jak większość z was pewnie wie, straciłem to co kiedyś miałem tu na ramieniu (wskazuje palcem, gdzie kiedyś nosił swój pas)...

 

bu:( + nic się nie stało!

 

SR: Tak, to mnie bardzo zabolało i zasmuciło. Jednak skończył się czas łez i smutku. Przegrałem, straciłem EWF FTW Title, ale życie toczy się dalej. Nie mam zamiaru zawieszać póki co gaciorków na kołku, a chce ruszyć do przodu i walczyć dalej. Czy Sandman to dobry i godny mistrz? Czy jest on mamelukiem? Cóż na pewno podczas swojego krótkiego życia miał szansę ich spotkać, w końcu lubił kręcić się w tych okolicach. Jeśli się bardziej jednak zastanowić, to Sandman nie jest piaskowym dziadkiem, a prawdziwym wrestlerem. Człowiekiem, który z nie jednego pieca chleb jadł oraz mężczyzną, który zawsze wyprzedzał swoją epokę. On ją wyprzedza od 500 lat, to jest prawdziwe osiągnięcie. Myślę, że jest on godnym dzierżycielem pasa, chociaż nie oszukujmy się, najwspanialszym i najlepszym byłbym ja. Niestety nie można mieć wszystkiego i musiałem zrezygnować ze swojego pasa by móc walczyć o inne. W końcu dwa pasy, to za dużo żelastwa do dźwigania, nie miałbym gdzie ich trzymać, mógłbym się nabawić jakiegoś skrzywienia kręgosłupa. Poza tym jak tu wejść z czymś takim do samochodu, jak to transportować. Ot same problemy, gdy ma się dwa pasy. Dzięki temu, że w walce oddałem go Sandmanowi, to teraz znowu będę miał tylko jeden i będzie miło, ładnie i spokojnie. Tak, to był mój plan na który wpadłem dopiero 12312312 chwilki temu. Dobra dość już o historii i przeszłości w końcu trzeba pomyśleć o przyszłości, a o tym co się stało należy najlepiej zapomnieć. Polityka historyczna i pamięć o przodkach to najgorsze co może być, tak twierdził w każdym razie Siti Kazurukamusapa. Tak właśnie ten pogląd musiał być sekretem mocarskiej pozycji państw Czarnej Afryki teraz i w przeszłości. Słowa Konfucjusza...

 

cheer + K'ung-fu-tzu! K'ung-fu-tzu!

 

SR: Miło, że lubicie tego wesołego Chińczyka, w każdym razie miał on powiedzieć: "Opowiedz mi twoją przeszłość, a ja powiem ci, jaka będzie twoja przyszłość", to pewnie biadolenia starca z brodą, który nic za życia ciekawego nie osiągnął, nie miał wypasionego rydwanu, ni stylowego domu. Tak samo Cyceron się mylił mówiąc: "Jeśli się nie zna historii, pozostaje zawsze dzieckiem", bo przecież nie skończył on zbyt miło. Postępując więc zgodnie z linią ludzi postępowych, mądrych i oświeconych nie będę analizował tego co się działo kiedyś, ani nie będę się tym interesował, bo liczy się tylko przyszłość. Wracam więc do kolejnej walki. Jak już mówiłem będzie to pojedynek w zespole, o współpracy z księciuniem już wspominałem, ale powtórzę, że powinna się ona układać nam dobrze. Przejdźmy może bezpośrednio do moich rywali, ok?

 

Cheer + Walesa! Walesa! Potomek cesarza Walensa! [Prawdopodobnie autochtoni nie wiedzieli co krzyczeć, więc uznali, iż będą skandować hasła, które im się kojarzą z Polską. Jak wiadomo Polska, to zielona wyspa na morzu krwistej czerwieni i gospodarzy hegemon Eurpy. Niestety widać państwa azjatyckie nie podzielają zdania polskiego rządu, więc krzyczą to co kojarzą lepiej z naszym krajem. Jakoże Maria Curie Skłodowska jest zbyt trudne do wypowiedzenia, a Chopin nie popularny w tych rejonach, toteż mogli krzyczeć tylko nazwisko wesołego jegomościa z wąsem, który obalił komunizm]

 

SR: Dobra, dobra przestańcie już. Jednym z mych rywali, jest wesoły człowiek, który podobno jest Norwegiem. Czy bycie Norwegiem jest powodem do dumy? W sumie nie wiem, ale nie wydaje mi się by znajdowało się tam coś czego można zazdrościć. Ja się w sumie nie znam i nie wiem. Jedyne co wiem to fakt, że zarówno niejaki Odyn, jaki i Harald V byli, są i bedą MAMELUKAMI!

 

Cheer + mameluki do Syjonu!

 

SR: A co to kurwa żydzi?

 

Cheer+ a nie?

 

SR: Nie będę się wykłócać, ale może Syjoniści na Synaj?

 

Cheer + a to nie to samo?

 

SR: Zaczynam czuć się jak Szaman, on też wchodził w niesamowite interakcje z publicznością. Wróćmy jednak do czasu współczesnych i pana Norwega. Z nim znam się już od dawna, bo był nawet na Wyspie. Co prawda nie zapadł mi w pamięć, jak ten wielki goryl z bananami... jak mu tam było?

 

The Great Barri!!! + Ukk! Ukk! Ukk!

SR: Tak, tak się właśnie nazywał, ciekawe co teraz porabia? Może znalazł nowe szczęście w nowym świcie? Duchy małp na pewno są z nim. Ehhh... znowu zapomniałem, że miałem mówić o...

 

W tym momencie zaczyna grać pieśń Smeli (patrz: roster) i na arenę wbiega szybkim krokiem podwładny pana SR-Crazy'ego. Chwile sobie rozmawiają, Szaleniec robi mocno zdziwioną minę i wykłuca się o coś, następnie dostaje kawałek papieru od Smeli, znowu robi zdziwioną minę, teraz czas na zmęczoną minę, po czym przyszedł czas na zmieszaną minę. W końcu Smela sobie gdzieś idzie.

 

SR: Dobra chłopaki zmiana planów. Otóż dowiedziałem się właśnie, że Norweg nie broni pasa, a zamiast nie go jest jakiś pan Trzy Pytajniki, kolesia kompletnie nie kojarzę. Nie wiem co to za zabawy w EWF, jak człowiek, który ma pas może go nie bronić, co to PZPN? Szczyt machlojek i krętactwa, biednych ludzi w bład wprowadzają i co ja mam teraz czynić? Tyle się już o Vagardzie namówiłęm, że chciałem kończyć sprawę, ale nie mogę, bo los mi rzuca kłody pod nogi. A wy Tajowie co się patrzycie głupio? Nie mogliście mnie poprawić? Wyprowadzić z błędu? Co chwila cheerujecie, o żydach i Walensach krzyczycie, a nawet nie wiecie z kim walczę? Dobra co się stało, to się nie odstanie, tak mówiła matka przełożona i ja jej w tym względzie ufam. Uznajmy, że to co mówiłem o Jacobsenie to tak naprawde mówiłem o panu Trzy Pytajniki. Może być? Nie przeszkadza to wam? W każdym razie, czy to Norweg, czy to ktoś zupełnie inny, to i tak jest MAMELUKIEM!

 

Cheer + Mamelukiem! Mamelukiem!

 

SR: Potraktuję to jako zgodę, potem przy retransmisji da się odpowiedni napis na dole ekranu i będzie wspaniale! Ahh... jaki ja jestem genialny! Czasem aż sam siebie zaskakuję. Rzutkość, gibkość i umiejętność przystosowania się do zmieniającej sytuacji, to jest to co cechuje prawdziwego Szaleńca. Teraz przejdziemy do Crasha, tym razem nie ma omyłek i wiem, iż będe z nim na pewno walczył. Cóż jeśli mam być szczery to przygotowałem głównie swoją mowę na pana Norwega, a tego drugiego chciałem tak pominąć, wyminąć lub mówiąc prostszym językiem, któy trafi do plebsu: chciałem olać to, iż uczestniczy on w tej walce. Cóż nagłą zmiana sytuacji zmusza mnie do wysilenia się i pokazania mych zdolności krasomówczych. Nie martwmy się jednak za bardzo, bo jedno jest pewne prawie tak, jak śmierć. Wiecie co to jest? Zgadliście, jesteście wspaniali, oczywiście pewne jest to, iż Crash jest MAMELUKIEM!

 

Cheer + mameluki są wśród nas

 

SR: W sumię t tu się kończy moja wiedza na temat Crasha... jesto to na pewno dzielny gołowąs, którcy chce coś osiągnąć w EWF. Nawet już coś wygrał... brawa mu za to. Zdolny chłopak pewnie z niego, wygrał Puchar Szczęściarza. W końcu to trofeum zawsze było wstępem do wielkiej kariery i do bycia nieśmiertelnym. Wszyscy wielcy zaczynali właśnie od tego, od samego dołu, potem niestety z reguły nie stawali się wielcy, no ale z Crashem będzie inaczej. On ma niesamowitą wolę walki, błysk w oku. Tak to oko, niczym ślipie Saurona powala i niszczy wrogów. Dodać należy do tego jego kocią zwinność, szybkie ruchy i mamy już wrestlera konkretnego, który może rzucić wyzwanie najlepszym. Tak, tak ten chłopak może jeszcze kiedyś namieszać, może gdyby był na Wyspie, to rozwinąłby się tak jak pan Norweg. Wracając jednak do wychwalania jego zdolności, to zdobycie Tag Team Titels w tak młodym wieku mówi samo za siebie. Trzeba będzie uważać i skupić się w 111%. Dodatkowo współpraca i zgranie między mną musi osiągnąć najwyższy poziom. Mówiąc o najwyższym poziomie nie mam tu na myśli poziomu współpracy grupy akrobatyczne z ChRL. Ten szczebel może się okazać na takiego przeciwnika za niski. Będziemy musieli z księciem pokazać na co nas stać. To może być najtrudniejsza walka w mojej karierze. Będzie ciężko i nie mogę wykluczyć tego, iż przegram...

 

Cheer+ Przegra! Przegra! [Jak już wspomniano publiczność nie za bardzo wie, o czym mówi SR-Crazy. Reaguje ona tylko na słowa klucze, w tym przypadku na: przegra. Nie przyszło im do głowy, iż ich idol może mówić coś innego. Tu pomóc by mogła grupa wiernych kibicó z Polski. Niestety są oni zajęci innymi czynnościami. Picie, trzeźwienie, narzekanie to bardzo czasochłonne czynności i nie można ich pogodzić z słuchaniem co mówi jakiś błazen na środku ringu]

 

SR: Tak będzie ciężko, Crash potrafi przyjąć i odparować cios, wyprowadzić kontrę, znaleźć słaby punkt przeciwnika oraz wykorzystać każdą nadarzającą się okazję do wyprowadzenia jednego ze swoich zabójczych ciosów. Ta walka może okazać się dla mnie cięższa, niż ośmioletni opór przeciwko Japonii. To może... (SR- Crazy zaczyna się głośno śmiać, Tajowie są jak zwykle zdziwieni, ale na zachowanie Szaleńca reagują radosnymi okrzykami i ogólną radością i szczęściem) przepraszam, ale już nie mogłem wytrzymać. Ile można opowiadać takie bzdury, oczywiście, że ta walka nie będzie problemem dla mnie, ani dla pana Nabeshimy. Spójrzmy prawdzie w oczy: kto jest mym przeciwnikiem? Crash? Co znaczy Crash w EWF? Nic, zupełnie nic, trudno go nazwać nawet pionkiem. Co osiągnął Crash w EWF? Puchar Szczęściarza... co to za puchar? Już nawet puchar Intertoto w piłce nożnej cieszył się większym poważaniem, bo coś dawał. Natomiast puchar jakiegoś podrzędnego wrestlera, który gdzie się nie pokazywał, tam wywoływał salwy śmiechu? Nie nazywajmy szamba perfumerią. Jak można się radować z walki o puchar jednego ze słabszych wrestlerów jaki stąpał po tym ringu? Przecież to był człowiek, który ledwo walczyć potrafił. Tag Team Titles? Jeśli jakiś pas zdobywa Tony Hogański i Janek Kowalski to trudno uznać ten pas za szczególnie prestiżowy i ciężki do zdobycia. Chociaż trzeba przyznać, iż kiedyś posiadali go naprawdę świetni wrestlerzy: Kraven, Dark Avenger, Hangman, Bubba.. to byli wrestlerzy, a teraz? Co by nie mówić pas ten komuś wypadł i osiągnął poziom bruku. Na szczęście w EWF znajduje się taki człowiek, któremu na imię SR- Crazy. On to postanowił, iż zaryzykuje swój prestiż i swoją reputację by znów przywrócić blask temu zabrudzonemu pasowi. Chociaż w tym przypadku to bardziej pasowałaby liczba mnoga i powiedzenie, że również Nabeshima zaryzykuję swoją reputację by nurkować w rynsztoku. W sumie pan książę jakiegoś wielkiego szacunku w EWF nie zdobył, jego lista sukcesów prezentuje się nader mizernie. Trzeba jednak zauważyć, iż to strasznie sympatyczny i miły człowiek. Oczywiście przy bliższym poznaniu on się taki staję. Nie znając go można uznawać, iż to jakiś pomyleniec, który najchętniej torturowałby wszystko co się rusza i łaził z gwoździem i wbijał go tu i ówdzie. Razem stworzymy więc nową przyszłość tych pasów, wróci ich wspaniałość i prestiż. Tak, tak, tak! Trzy razy tak!

 

Cheer + Gomułka! Gomułka! Gomułka!

 

SR: Znalazłem nowy cel w życiu. Jeszcze tydzień temu myślałem, iż moja egzystencja, mój pobyt na tym padole smutku i łez jest pozbawiony jakiegokolwiek sensu. Teraz jest inaczej, teraz jest o wiele lepiej. Ja z panem księciuniem ruszymy na podbój nowej dywizji i choć współpraca nie będzie łatwa, to liczę, że jednak wygramy. Musimy wygrać, bo porażka w tym pojedynku sprawi, iż do końca życia nasza kariera wrestlingowa będzie naznaczona skaza. Panie Crashu cóż mogę zrobić? Wywarł pan na mnie pozytywne wrażenie, ale muszę wygrać. Nie chcę narazić się na śmieszność. Tego na pewno nie chcę i na pewno też pan Nabshima tego nie chcę, więc wniosek może być tylko jeden. Odniesiemy zwycięstwo, bo jesteśmy lepsi, a dodatkowo ładniejsi. Nie sądzie by twój partner mógł ci pomóc lub zmienić losy tej walki. Z tego co wiem, to panem Trzy Pytajniki może okazać się między innymi: Vaclav, Tool lub Nas. No cóż nazwiska te mówią mi więcej trochę, niż The Insane One , ale nie oszukujmy się, wiele nie pomogą. Poza tym uważam, iż są oni zbyt zajęci marzeniami o World Title, przez co nie będą chcieli nakładać na siebie dodatkowych ciężarów. Co więc ci pozostaje? Cóż niewielki ma pan wybór. Może pan tylko przegrać, taki jest pański los i taka jest dziejowa konieczność. Panie Crash... jest pan MAMELUKIEM!

 

Cheer

 

SR: Dobrze na zakończenie tego aktu proszę miejscowych ludzi by zagrali ulubioną pieśń Norwega. To mój hołd dla niego, za to że odbiorę mu jego własność bez bezpośredniej walki z nim.

 

Zaczyna grać: "Over The Hills and Far Away" – Nightwish i SR-Crazy powoli ze spuszczoną głową opuszcza arenę.

 

----------------------------------------------------

2121 chwilek później

----------------------------------------------------

 

Jeden z korytarzy, który akurat został wykorzystany przez SR- Crazy'ego i Smelę do opuszczenia hali. Idąc w kierunku wyjścia kłócą się oni, prawdopodobnie chodzi o brak komunikacji i o brak wiedzy na temat swoich następnych rywali. Nagle z jednego pomieszczenia wychodzi jeden z miejscowych przeprowadzaczy wywiadów (MMK).

 

Kolanko: Jak może pan nie znać nazwisk swoich przeciwników?

 

SR: Przykry błąd to był. Wiedziałem, iż walczę o tag team titles, to myślałem, że będzie to walka z aktualnymi posiadaczami pasa, a tu taki psikus. Co poradzić mogę tylko przeprosić moich fanów i pana Norwega.

 

Kolanko: Wygracie?

 

SR: Tak

 

Kolanko: To się pan rozgadał...

 

SR: Co mam więcej powiedzieć? Na takie pytanie można odpowiedzieć tylko jednym słowem, bo to jasne jak księżyc. Gdybyś się spytał, czy widzę to też bym mógł odpowiedzieć tylko jednym słowem.

 

Kolanko: Nie obawia się pan współpracy z Nabeshimą?

 

SR: Może i sie trochę obawiam, ale sam bez jego pomocy, a nawet gdyby mi przeszkadzał to wygram ten pojedynek. Nie oszukujmy się przeciwnik nie jest z najwyższej pólki, to raczej poziom, który nie dorasta nawet do Biedronki, czy do Lidla.

 

Kolanko: Tako ostro wypowiada się pan o swoim byłym podopiecznym?

 

SR: Jaki tam podopieczny? Pierwszy raz będę człowieka na oczy widział!

 

Kolanko: Przecież on był na Wyspie?

 

SR: Jakiej? Chyba nie mojej?

 

Kolanko: Był tam!

 

SR(patrząc na Smelę): Serio?

 

Smela: Chyba tak, to wydaje się prawdopodobne.

 

SR: W sumie to daleko zaszedł jak na poziom tego programu, tytani wrestlingu to tam nie występowali, ale sprawdzę jeszcze twoją informację. Niestety nie mam pamięci do twarzy,a w szczególności do frajerów.

 

Kolanko: W EWF nadejdzie nowy okres, który może zmienić aktualny stan rzeczy...

 

SR: Rewolucja? Przyda się takie coś. Ja zachowuje neutralność w tym temacie, chociaż myślałem nawet nad napisaniem nowej wersji wspaniałej pieśni. “Wschód jest czerwony” w wersji EWF... brzmi ciekawie...

 

Kolanko:...

 

SR: Nie ma więcej pytań? To dobrze, pamiętaj tylko o jednym: Dark Avenger wróci!!!

 

Transmisja urywa się, ale nie naglę i szybko, tylko bardzo powoli. Smela i SR- Crazy zdążyli w trakcie tego “urywania” wejść do samochodu i odjechać, natomiast Mariusz zdążył pobiec w przeciwnym kierunku w poszukiwaniu kolejnych osób z którymi może przeprowadzić wywiad.

 

 

 

----------------------------

Koniec!

Gdzie Dark Avenger?

A Uga-Buga?

Gdzie są gwiazdy z tamtych lat?

6886753384ab4cd8908084.jpg

  • Odpowiedzi 1
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Ja Myung Agissi

    1

  • SR

    1

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  1 864
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Eojjeomyeon joayo?

 

Mollahamyeo maeil geudaeman geurijyo. Sowoneul malhaebwa :P

 

Słodki eRP, dodatkowo słowo plebs odmieniane przez przypadki przypomina mi coś z tak zwanej "prywaty". Oczywiście o "bu" nie wspominając. :P

 

Nie nazywajmy szamba perfumerią.

 

Jakże urocze. ;)

EWF, III Oddział Kancelarii Osobistej Jego Imperatorskiej Mości.

Cultured Society|The Princess of Attitude.

I love the whisper of Attitude <3.

3926129444e3b08a90b45e.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Słyszałem plotkę o kolejnym tajnym spotkaniu w Orlando T. Khana z niejakim Shanem McMahonem, który od marca ma zostać pierwszym w historii GM AEW.
    • Jeffrey Nero
      Nigdy nie mów nigdy w wrestlingu...
    • IIL
      AJ'a czeka co najwyżej transfer do TNA. Byłby to generalnie genialny pomysł - przegrana z Guntherem na Rumble i "odejście" od WWE, ale za to definitywne zakończenie kariery w ich rozwojówce. Styles mógłby zdobyć tam w poetycki sposób jeszcze raz główny pas, itd i pojawić się kilka razy w tym roku, co bardzo wywindowałoby ten brand do góry.  Na AEW i walkę z Omegą oraz reunion z Bucksami nie ma szans.  
    • Jeffrey Nero
      Tak tylko to wrzucę   
    • GGGGG9707
      Mi się właśnie wydaje że to doprowadzi do odejścia Balora. Od kontuzji Doma było mówione że do RR zdąży wrócić więc jego wejście w walce jest niemal pewne (co nie będzie jakąś dużą niespodzianką bo wszystkie informacje podawały że na Rumble wróci). Balor nie przypadkowo dowiedział się na RAW że nie ma dla niego miejsca w RR Matchu a do tego te promo Liv do Balora. Typuję że albo Dom będzie w RR Matchu i go koncertowo przegra co zdenerwuje Finna że znowu Dom dostaje szansę mimo że ma już pas albo
×
×
  • Dodaj nową pozycję...