Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Kulturalny Chaos [RP od Crasha]


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  1 867
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  26.03.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Gdzieś w Tajlandii stał dziwny budynek. Z zewnątrz całkiem niepozorny, podobny do wszystkich, pomimo iż odrobinę większy od statystycznego dwupiętrowego domu. Prawdziwa niezwykłość nie tkwiła jednak w tym co na zewnątrz a zaczynała się w jego wnętrzu. Nieskazitelnie białe zewnętrzne ściany wręcz zajebiście mocno kontrastowały z brudnymi, wysmarowanymi czarną mazią przypominającą smołę, zaniedbanymi ścianami pomieszczenia. Z dołem nie było lepiej. Na podłodze walał się gruz, CHOLERNIE dużo gruzu… od początku wiedziałem, że to jakiś opuszczony zakład, może teren fabryczny. Kamera z progu budynku, z którego zaprezentowała nam pomieszczenie, przeniosła się do środka. Wśród kupy gruzu losowo rozrzuconej po zniszczonej podłodze i brudu, który przejął panowanie w tej okolicy, stały takie elementy… jak nowiutka kanapa, której skóra wydawała się być najwyższej jakości?! Naprzeciw kanapy stał elegancki i zapewne kurewsko drogi telewizor, podłączone DVD, nawet magnetowid. Gdzieś z okna pomieszczenia znajdującego się na górnej kondygnacji dochodziły nawet promienie światła, które trudno określić promieniami słonecznymi… ktoś tu chyba mieszka... albo tymczasowo pomieszkuje. Nie wiem jak wyglądają wasze pokoje, ale ten przechodzi jest zaniedbany bardziej niż fryzura Stewiego nad ranem. Jeżeli u ciebie jest w miarę podobnie to zachowujesz pewnie względny spokój, ale gdy strzeżesz czystości niczym Stewie strzeże swojej ulubionej laski (nie chodzi o jego dziewczynę, chłopak ma po prostu kolekcję drewnianych lasek, hobby to nie zbrodnia), to masz prawo rzucić teraz histeryczną wiązanką… gdy jesteś zaś japońskim księciem, dodaj do tego kilka japońskich „ech”, albo jebnij do tego jakiś poemat lub napisz na ten temat sztukę… dobra, koniec prostackich komentarzy narratora… kamera zmieniła sposób działania i ze swobodnego przedstawiania różnych tutejszych kątów przeskoczyła w tryb statyczny… i stojąc nieruchomo swym okiem poczęła wskazywać telewizor (od strony kineskopu rzecz jasna). Niebawem dołączył do tego wszystkiego dziwny szmer, jakby ktoś pojawił się gdzieś niedaleko. Kadr był jednak nieruchomy, a niezidentyfikowany oddech zdawał się znajdować coraz bliżej i bliżej… ktoś usiadł na sofie, która znajdowała się za kamerą… czyli niejako za nami... włączono telewizor. Po początkowych szumach na ekranie wykrystalizował się jakiś obraz…

 

 

… i nagle przerwano nam… w pewnym momencie obraz z głównej kamery stanął w miejscu… kadr zniekształcał się tak jakby taśma była naruszona w tym miejscu… czy następująca po tym wszystkim ciemność była wkurzająca sama w sobie, czy może dlatego, że przerwała coś ciekawego? Nieważne… ważne jest to, że błyskawicznie znaleźliśmy się w przeszłości (co wynikało z napisu dodanego przez realizatora). Hala skąpana była w ciemności, tylko ring znajdujący się pośrodku został oświetlonym którymś z wielkich reflektorów. Na owym ringu ustawiono trzy krzesełka, te po lewej były zwrócone w stronę samotnego mebla ustawionego po prawej. Oślepiające w owym mroku światło sprawiało, że ring nie był tylko najważniejszym miejscem areny… stawał się jedynym… reszta była skryta za czernią, nieważna – to bardzo trafne słowo. Pomimo tego słychać było szmer w zaciemnionych sektorach, odgłos ten generowany był zapewne przez multum osób. Wtem z głośników rozległy się pierwsze dźwięki „Blue Monday” Orgy... a cała sala modliła się o to, żeby idiota od efektów specjalnych nie robił cyrków z wybuchem, bo ich oczy mogłyby tego nie wytrzymać. Jednak to show Crasha… rampa rozbłysła światłem kilka razy mocniejszym od tego na środku areny… a on już tam był! Crash pojawił się już na ringu. Miał już zająć jedno z krzeseł… gdy zdjął ze swojego ramienia jeden z pasów tag teamów i położył go na sąsiednim krzesełku, te stojące osobno po drugiej stronie ringu podarował publice, poprzez rzucenie nim w któryś sektor. Dopiero wtedy, poprzez zbliżenie można było nieznacznie wychwycić, że trybuny zajęte są w większości przez Azjatów.

 

 

Crash – Powiem tyle… to miał być wywiad… rozmowa dwóch osób, w której to ja, jako osoba odpowiadająca na pytania, miałem być stroną dominującą… rzekomo miała być poliglotką, obeznana w japońskim… tajskim… czymkolwiek rozmawia się w tych okolicach… no tak, to jednak Tajlandia… zbyt wcześnie pomyślałem o Yoshim… przyznam, było na czym oko zawiesić, panna bardzo miła na zewnątrz… i tu jest właśnie problem. Pomimo iż wewnętrznie niezbyt wyjątkowa, mogła skupić na sobie zbyt wiele uwagi, którą właśnie powinniście poświęcić mnie… a że mam wiele do przekazania, to jej pytania mogłyby tylko zawłaszczyć trochę czasu… a nie o to chodzi. Nie przyszedłem tutaj, żeby jebnąć kilka spreparowanych uprzednio linijek ku swojej czci, nie zrobiłem żadnego filmiku lub proma, nie jebnąłem poematu, nie mam też rzecznika prasowego. Może mi nie uwierzycie, ale zaprawdę nie próbuję skupiać uwagi na sobie… bo moje wybrakowane i miejscami chłodniejsze od powietrza na Antarktydzie serce miewa przejawy… ciężko mi to z siebie wydusić… altruizmu? W tym miejscu chciałbym pozdrowić Bronka, który może ogląda tą galę… Broniu, zdrowiej i znowu nam nie zwariuj, bo znowu wpadniesz na… nomen omen nieodpowiednich panów… wiecie, że nie walczę dla siebie i nie jestem egocentrykiem... każdy mój ruch, słowo, oddech, kropla krwi, inna wydzielina ciała, to wszystko ku wyższym celom… bo jednostka, jakby wybitna i wyjątkowa nie była nie znaczy zbyt wiele… ale całe Miasto czyni wielką różnicę…

 

 

Gdzieś na trybunach przewinął się wykrzyczany polskim gardłem tekst: „To są przecież do jasnej ciasnej dwie osoby!”

 

 

Crash – Nie, zawistny głosie, to cała armia. Może i upchnięta w tylko dwóch ciałach… ale to wystarczy… bo to tylko początek, nie spodziewajcie się, że wszyscy od razu przekonają się o słuszności tego porządku… a raczej… CHAOSU… Chaos jest zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem, bo eliminuje stagnację… wiedzcie, że nie lubię tego słowa i gdybym miał córkę, nigdy nie nazwałbym jej Stagnacją… raz, bo źle mi się to kojarzy, dwa bo nie mógłbym znieść jej nienawiści do mojej osoby… wyobrażacie sobie ten ból, który krąży przy was tak samo jak to imię? Jest w ogóle od tego zdrobnienie?

 

 

Odpowiedzią na to pytanie było ”Sam kurwa jesteś zawistny!”

 

 

Crash – Cicho zawistny buraku, hipokryto… jeśli już dochodzimy do hipokryzji, to o Nabeshimie tutaj nie będzie! Będzie o współpracy, która jest wielce niezbędna do tego, by sprawić, by nasze założenia i plany miały zasięg dalszy od granic naszych umysłów. Skrócę to do dwóch słów: Kulturalny Chaos... wiecie zapewne, że EWF przechodzi metamorfozę… kuriozalną zważywszy na to czym jest EWF, ale na pewno możliwą do spełnienia. Akurat los „uśmiechnął się” do mnie i to właśnie mą osobę uczynił bojownikiem w walce o kulturę… zapewne wśród was znajdzie się więcej zawistnych głosów, które nie ogarniają sytuacji i nie potrafią połączyć pojęć „Crash” i „kultura” w nawet najluźniejszy związek… i wiecie co? Tu kurwa nie ma związku! Nie wiem nawet na czym ma to polegać… nie wiem, czy oznacza to, że przy pomocy dwóch przegiętych koreańskich Jacykowów chcą stworzyć ze mnie Sandmanowskiego przydupasa… sam z kulturą widywałem się rzadko… mam szczerze wyjebane na jakąkolwiek kulturę… ale nie o to zamierzam w głównej mierze walczyć… samo to, że przyczyniam się do wielkiej zmiany w tej federacji sprawia, że chcę się zaangażować w ten projekt… jak pewnie się zdążyliście dowiedzieć lubię burzyć, niszczyć porządki… nawet jeżeli ów ład opiera się na brutalności, przekleństwach i ogólnym chamstwie i prostactwie, co w sumie mi odpowiada. Co z tego, jeśli w tej grze krupierami zostają osoby, które nigdy nie powinny znaleźć się przy stole… to mnie boli, dlatego z chęcią ku zdziwieniu wszystkich zawistnych głosów przyjąłem ofertę… teraz działam na cudzych warunkach… ale za kilka gal... wszyscy zamieszkamy w Mieście Chaosu… chcecie tego?

 

 

Ten sam zawistny głos: „Po ile czynsz?”

 

 

Crash – Jednak słowa bez pokrycia mają taką samą wartość jak World Title w rękach Psycho, dlatego pokażę wam gdzie drzemie siła moich argumentów… na najbliższej Wrestlepaloozie zostanę zamknięty w klatce z Crazym i Yoshim, którzy postanowili powalczyć sobie w tagach i wpadli na mnie... i kogoś jeszcze… zawsze byłem obojętny wobec tego, kto ma rzekomo stać po tej samej stronie barykady co ja, bo wiem, że jestem JEDYNĄ osobą, która może odpowiednio zadbać o swoje interesy. Zazwyczaj jednak moimi partnerami były osoby, które same sobie nie potrafią pomóc, życiowe pomyłki, które w końcu odnajdują to co przygotował im los, to jest zapomnienie… czy ktoś pamięta kim jest… cholera, zapomniałem jak się kutas nazywał… Bronek wpadł w większe bagno, bo sam zapomniał kim jest… ale teraz fortuna (czyli niejako Toster) „uśmiechnęła” się do mnie. Pomijając fakt, iż uśmiech ten jest nieestetyczny... sorry Tony… to jest on też szyderczy i najwyraźniej szydzi ze mnie…

 

 

Wiecie kto: „sam kurwa jesteś szyderczy!”

 

 

Crash – Dlaczego? Bo muszę jednać się z ludźmi z którymi nie zamierzałem nigdy mieć do czynienia, oprócz chwil, w których mój trymf łączy się idealnie z ich klęską… powierzam jedno z moich bliźniaków… w ręce które już je tuliło, ale nie potrafiło utrzymać na dłużej… nie wiem czy to postępujący alkoholizm, czy może wrodzone nieudacznictwo… wiem jedynie, że nie chcę dzielić moich skarbów z…

 

 

…Nasem… pamiętasz Peru? Wtedy poważnie coś zaiskrzyło… zapewne twój zakuty łeb przy silnym i energiczny tarciu krzesłem, chociaż trwało to tak krótko, że można zakwalifikować to jako jebnięcie… tak, tak, to ja niczym bezwględny komornik zabrałem ci jedyne złoto, które ostatnimi czasy nie wyrywało się z twojego uchwytu… FTW Title już dawno uciekło od ciebie i przeniosło się na ramiona, które mogą zagwarantować wzrost prestiżu pasa… może było po prostu zażenowane tym, że nie zapewniłeś jej odpowiedniego towarzystwa w postaci World Title, które jest zdecydowanie szybsze od ciebie i wyprzedza cię nawet nie o centymetry… a o cholerne lata świetlne i nawet gdybyś zmobilizował się jak nigdy tego nie robiłeś, mógłbyś widzieć tylko blask tytułu… i plecy jego posiadacza… i zapewne znowu siedzisz w Białymstoku i powtarzasz, że Crash przy Jazzowskim to jak okręgówka przy Jadze... słyszałem to zbyt często wielu kombinacjach i jeszcze częściej miewałem wrażenie, że nie wiesz jaką jeszcze głupotą uraczyć nas i swój gród… użyj wyobraźni i porównaj nasze drogi od Ekskomuniki… pokonałem niezły kawałek drogi… a ty zatrzymałeś się na wzgórzu, by za chwilę cofać się… więc jeżeli nie chcesz nadal żyć przeszłością i równać się w zacofaniu ze swoją małą ojczyzną, MUSISZ zrozumieć, że Crash to solidna marka… a współpraca z tobą nie jest dla mnie żadnym zaszczytem… jeżeli to ty będziesz uśmiechem fortuny, to nie chcę wiedzieć kto jest jej dentystką… pocieszające jest to, że mogę trafić na…

 

 

… Toola… z miejsca mógłbym rzucić, że się sprzedałeś i zdradziłeś to, czego trzymałeś się przedtem, ale tego oficjalnie nie zrobię… nie chcę cię denerwować i nakręcać do tego, byś wbił mi nóż w plecy, gdy będę zajęty czynieniem tego co mi słuszne… mówią, że już mierzyliśmy się w ringu… Rosja, było zimno… ale na ring wkroczył pajac o twarzy Ryśka Nixona… pomijając ubiór i debilność twego wyglądu… wtedy już nie byłeś sobą... ludzie mówią... wiesz dobrze co… ale tym samym jesteś na ustach, bo nie ważne jak mówią… ważne, że w ogóle mają trochę litości, by poświęcać ci czas... nawet jeżeli inne zawistne głosy uważają, że… dobrze wiesz co… ty jednak odcinasz się od tego i tworzysz nową historię Toola… rozpatrujesz to jako twój sukces czy porażkę? Pomimo tego, że już niejeden promień światła odbijał się od twoich trofeów, to i tak w moim umyśle zakodowałem cię jako człowieka, który dosłownie traktuje powiedzenie o pięciu minutach sławy... całkiem możliwe, że taki Bidam siedzący w swojej szafie mógł przegapić twoje panowanie… ale o tamtym Phenomie mówiłem trochę za długo… to chyba było ponad 5 minut… teraz spotkało cię kolejne rozczarowanie, ale na szczęście nie byłeś nawet oficjalnym mistrzem... dlatego za pięć lat nadal będziesz 5-minutowym mistrzem... czy zasługujesz na to, by los dał ci kolejną szansę? Jeżeli nie potrafiłeś wykorzystać żadnej z tylu jak dotąd ci zaoferowanych... to nie powinieneś nawet powąchać moich pasów... ale to fortuna (Tony) zadecyduje... kto wie, czy nie zrobi mnie w chuja i nie wybierze...

 

 

… Vaclava… ty też przeszedłeś przemianę… z postaci niemedialnej stałeś się bożyszczem tłumów… przeszedłeś od skrajności do skrajności w kilka chwili… to niesamowite, że ludzie do których adresowane jest Vacleaux nie opuszczają cię pomimo tego iż zawodzisz ich… może użyłem złego sformułowania, bo skoro są w ciebie tak zapatrzeni, nie potrafią krytycznie podejść do twojej osoby… ja jednak mogę. Czyżby tag team z Nasem sprawił, że przejąłeś kilka z jego cech… przeważnie wad. Pomimo iż gdzieś w środku tli się skrawek ambicji, który każe ci się pnąć do góry… ty jednak tak jak Nas wolisz marnować swój potencjał… to smutne… zamiast tego tańczysz jak ci Bogdan zagra i wchłaniasz całe komercyjne gówno… może ci to nie pasuje, ale nie robisz nic by zrobić coś ze sobą… wyjebanie kilku skrzynek piwa to znak protestu? Ja nie słyszę nawet szeptu… nie zadbasz nawet o siebie... uzależniłeś się od Bodzia (zawistny głos: od browaru też!))... nie mogę powierzyć ci tego, na co pracowałem dosyć mocno... ale nie mogę o tym zadecydować... więc tobie wystarczy uśmiech fortuny...

 

 

...postawiliście mnie w chorej sytuacji, gdzie nie ma mniejszego zła… ale fortuna kołem się toczy… żeby ją szlag trafił... powiedziałbym wam jeszcze, ale i tak nie pojmiecie słów, które płyną z mego wnętrza (głos: ja pojmę!)... O Nabeshimie i Crazym będzie później... zawistny głosie, skąd wypływasz?

 

 

Crash wziął swoje błyskotki i wszedł w publikę, by poszukać swojego najwierniejszego komentatora...

 

 

I znowu… znowu taśma nawaliła… albo w tym wypadku wszystko wyszło OK… bo przenieśliśmy się do urwanego fragmentu z początku transmisji… na ekranie telewizora ukazał nam się… Crash… kto jest więc na kanapie? Jednak ciężko poznać Evolution Champa w tym wystroju… ubrany nie tak luzacko jak zawsze, marynarka, pod spodem ładna czarna koszula. Znajduje się w centralnym punkcie przypominającego starą bibliotekę… piękny fotel pośrodku i masa książek na ścianach + wysublimowane obrazy… czy to jest kulturalne oblicze Crasha? Nikt tego nie wie, wiadomo jednak, że jego oczy jak zwykle zwrócone idealnie w środek obiektywu (czyli niejako na mnie i was) – przeszywające i pełne koncentracji…

 

 

Crash – Jeżeli dorwałeś się jakoś do tej płyty... gratulacje, udało ci się przeskoczyć norweski fjord i znaleźć się na kolejnym stopniu schodów… ten krok był może i najdłuższy, ale wcale nie taki trudny… jednak ponownie twoje prorocze przypuszczenia stały się faktem… nie martw się, Bronisław jest cały i zdrowy… chociaż nie… o pełne zdrowie bym go teraz nie posądzał… ważne jest teraz to, że jesteś bliżej tego, co od zawsze panoszyło się w twoim umyśle… ale przyszedł czas, by nie tylko atakować… życie jest przewrotne i z dogodnej pozycji w mgnieniu oka, za sprawą decyzji gdzieś u władzy… spadasz do roli ofiary… ale niewiele osób poznało się na tym… jak BARDZO dogodną sytuacją jest granie underdoga... człowieka nie gardzącego, a gardzonego przez grupę „doświadczonych” i „wielkich” wrestlerów… gdy doświadczenie oznacza kilkanaście starć z których wiele nie zasługuje na jakąkolwiek pamięć… a wielkość jest tylko niewłaściwie użytym słowem. I tak przyszło ci bronić tego, co osiągnąłem w Peru… ludzie od dawna przypisywali wszystko Toolowi i Psycho, inni wierzyli, że Bronek coś znaczył w tamtym miejscu i czasie... ale to twoja ręka spoczęła na martwymi ciele twojego opponenta. To co sobie wziąłeś i wygarnąłeś… to ci się należy… jednak świat jest pełen niewierzących ludzi, którzy wymagają dowodów, szukają ich na siłę… czas udowodnić, że Crash to trochę wyższa klasa od tego do czego byłeś przyrównywany jeszcze pół roku temu.

 

 

Oczy Crasha świdrują coraz mocniej, a usta przybierają swój tradycyjny… bezczelny uśmiech…

 

 

Crash - Jestem niezwykle mocno przekonany o tym, że poradzisz sobie sam… co nie oznacza, że nie przyda ci się kilka rad… wiem, że tylko ja mogę przejść przez nieufną powłokę otaczającą twoją osobę. Łączy nas wybitnie wiele, jesteśmy tacy sami. Los musi być naprawdę niezłym żartownisiem, jeżeli to ciebie obdarzył mistrzostwem dla duetów… człowieka nieufnego, wierzącego jedynie w swoje przekonania, wątpiącego w intencje osób, których myśli idą w podobnym do twojego kierunku. Nawet nie zaufałeś Stewiemu i zostawiłeś go w Mieście… ale mnie powinieneś wysłuchać… dlaczego? Bo sam w sobie posiadam więcej atutów niż ty beze mnie. Pomimo iż przypominam ci Crasha, to jestem jedynie jego częścią… ale jakże ważną częścią. Przyjałem obecnie postać twojego zdrowego rozsądku Crash… to ja sprawiam, że trzymasz się dobrze… uważam się za ważniejszy czynnik od twojego hardu ducha… i to dzięki mnie uniesiesz jeszcze raz pas w górę, by lśnił w świetle jupiterów… ale nie przyćmiewał cię. Bo ciebie nie da się przyćmić… tak jak mnie… prosta sprawa… JESTEM TOBĄ!

 

 

Kamera niespodziewanie sama z siebie poczyniła zwrot o 180 stopni, a na kanapie siedział nikt inny… tylko Crash… przekręcił urządzenie w poprzednie położenie, po to byśmy ujrzeli na ekranie znowu Obłędnego Rycerza… który siedzi na kanapie… tej samej... kto go filmuje?

 

 

Crash – Yoshihito… nie mieliśmy okazji się spotkać jak dotąd… zapewne do naszej konfrontacji nie doszłoby jeszcze przez jakiś czas, gdyby nie twój krok w tył… nie lubię zagłębiać się w ludzką psychikę, wolę zajmować się zewnętrzną powłoką każdego z nas… dlaczego jednak wyrzekłeś się czegoś, co z założenia powinno być oczekiwane przez każdego, kogo nazwać wrestlerem? Yoshi, Yoshi… czy to nie była zbyt pochopna decyzja? Czy w twoje ciało wdał się lęk związany z tym, że nie kontrolujesz sytuacji? Czy to, że Tool, Nas i Psycho nie muszą nawet dotykać twojego książęcego ciała, by w kronikach zapisać twoje piękne i ciutkę przydługie imię pismem, które wszystkim przypomni twoją porażkę? Tak, tak – porażkę, bo w wrestlingu nie ma sytuacji neutralnych, nie wygrałeś – przegrałeś… wydaje mi się, że samo słowo oznaczające klęskę oddziałowuje na tobie piekielnie mocno… czyż nie lepszy byłby świat, w którym osobnikom o błękitnej krwi nie pozwalano przegrać? Bo tak naprawdę wyższym sferom nie przystoi okazywać słabości... (bezczelna ironia, ale za to ludzie „kochają” – to jest nienawidzą – Crasha) prawda Yoshi? Swoją drogą… jak pięknie w twoich ustach brzmi ta deklaracja… nie zależy ci na indywidualnych korzyściach… witaj w klubie mój przyjacielu… ja też nie skupiam się jedynie na sobie, ale o tym mogłeś sobie posłuchać wcześniej… postanowiłeś zejść ze stromej ścieżki po World Title i przenieść się na tą POZORNIE łagodną trasę, na której ciężko się zgubić, bo ma się asekurację… w postaci innego człowieka… sytuacja ta jest wielce klarowna, bo w zasadzie partner może odwalić całą robotę. Nie wiem jakie relacje dzielą ciebie z Crazym, mimo to wolę traktować was jako dwa oddzielne organizmy, które zostały sztucznie przyłączone do siebie. Z twoich słów i czynów próbuje wyczytać swoją przyszłość… w twojej wersji, bo ja swoją znałem już zanim ktokolwiek z was wiedział, że Chaos pisany jest przez duże „C” i to nie na początku zdania. Gdyby stężenie błękitnej krwi w poobijanym i zmęczonym ciele każdego wrestlera decydowało o tym, kto powinien dołączyć do galerii sław… z resztą co tu gdybać… tak nigdy nie było… to, że jesteś księciem nie oznacza, że został stworzony do wyższych celów, chyba, że to jakiś związek z japońskiego oznaczający „przyjęcie bólu i zalanie się krwią na oczach milionów fanów”. Twoje oskarżenia o hipokryzję płynące z twoich przyzwyczajonych do wzdychania po japońsku ust są z deka niepoważne i zalatują… no wiesz… hipokryzją? Czy nie myślisz, że to zabawne? Rodzaj błędnego koła… chociaż ja specjalizuję się w Obłędne Kołach… wiesz, 360 stopni plus ekstra dodatek ode mnie, czyli dziewięćdziesiątka… jesteś hipokrytą, bo próbujesz wmówić nam, że jesteś kimś lepszym, namaszczonym przez samego Boga. Zobaczymy czy nadal będziesz wychwalał wyższość arystokratów, gdy przetestujesz miękkość ringu… może lepiej było samotnie bić się o World Title… nie pozostawię ci niestety czasu na przemyślenia… pochodzę z plebsu, jestem prostakiem, hipokrytą? Może jestem… i cieszę się z tego nieprawdopodobnie… możesz nazywać mnie barbarzyńcą, ale nie możesz… NIE MOŻESZ zatrzymać tornada… twoje piękne maniery i wyrachowanie i tak rozpadną się razem z tobą… zastanawia mnie tylko jedno... czy twe postękiwania z bólu i cierpienia też będą po japońsku? Po tej walce będziesz miał świetny pomysł na poemat…

 

 

Ale to nie tylko do Yoshiego…

 

 

Crash – Crazy… miałem już okazję podpatrywać twoje sposoby działania na Wyspie… twoje wymagania nie były zbytnio wygórowane skoro jestem teraz w miejscu w którym niektórzy mogą znaleźć się tylko w snach… lub najgorszych koszmarach, o ile znajdą się tam ze mną… powinienem tobie dużo zawdzięczać, bo byłeś przecież moim mentorem… ludzie mimo to wiedzą ile epitetów można użyć w określeniu mojej rozbudowanej osobowości… „niewdzięczny” to jeden z nich. W sumie określenie trochę na wyrost, bo nie zawdzięczam tobie nic z tego, co teraz figuruje jako moje. Evo Title przeobraził się z mojego potu, krwi i wysiłku, to samo z Tag Titles… a to oznacza, że nie mam skrupułów… i tak bym ich nie miał… mimo to ostatki szacunku, które cudem przetrwały we mnie, skłonne są okazać się właśnie tobie… sam nie miałbym serca przejąć odpowiedzialność za ludzi, którzy są tak beznadziejnie żałośni i żałośnie beznadziejni… widzisz Crazy, odczuwam mniejszą niechęć do ciebie aniżeli do twojego partnera, ale niestety rozdzielić was mogę jedynie teraz… na ringu potraktuję was tak samo… 5-time FTW Title, nieźle, Bronek na tą myśl oszalałby z radości, gdyby nie to, że już oszalał… jednak oznacza to, że pięć razy musiałeś uznać czyjąś wyższość… jeżeli szukasz pocieszenia w postaci mojego tytułu, to albo Smeli znowu nawalił tryb szukania, albo pogorszyło ci się po walce z Sandmanem… pomimo iż kilka gal temu ja, niepozorny dzieciak, siedziałem na wyspie i w twoich myślach byłem kolejnym do odrzucenia, to i tak wiedziałem, że nie minie rok, a już stanę przed tobą i będę swoim obłędnym wzrokiem patrzył prosto na ciebię… i to ja będę w klarownej sytuacji… bo mam coś, czego ty mieć nie możesz… nie, nie chodzi o materialne dobro… chodzi o prawidłowy rytm, w którym funkcjonuję, jestem na fali, Tag Titles, Evolution Title… to wysoka wala, która zmywa i niszczy… Crazy, czy podniesiesz się po klęsce z Sandmanem? Czy odbudujesz swe morale na tyle, by móc zbudować do tego silną zaporę, która unieszkodliwi kataklizm? Szczerze wątpię… Crazy, jesteś tu od dawna, zloty i upadki… ryzyko zawodowe… ale nie każdy upadek boli tak samo... ból miewa różne wersje: może przenikać, paraliżować… co może chaotyczny ból? Popieram empiryzm, dlatego CHCĘ się przekonać… i niekiedy bywam naprawdę szalony… jak to brzmi w Ameryce? Crazy? Wiesz do czego zmierzam…

 

 

Crash odetchnął spokojnie…

 

 

Crash – Nie obchodzą personalia mojego partnera, nie obchodzi to, jak bardzo chcecie wyrwać mi to złoto, ba, nawet samo złoto schodzi na drugi plan, kiedy Chaos czeka. Nie liczcie, że mam zamiar obejść się z wami w kulturalny sposób… nie po to nasze emocje zostają zamknięte w kupie żelastwa… to będzie spektakularne widowisko, niemieszczące się w granicach klatki… bo Chaos też nie ma granic… nawet jeżeli wasza trójka zaskoczy czymś niespodziewanym… to nie zatrzymacie tego, czego wszyscy się spodziewają… tego, że to Crash będzie niczym wybuch z jego entrance’u: rozbłyśnie najjaśniej… i huknie najgłośniej… niezależnie od tego, czy moim zadaniem będzie pozostawienie was w tej klatce, czy może może zrównanie was z ziemią, by przez 3 sekundy delektować się moim zwycięstwem… i tak ktoś z naszego towarzystwa nie wyjdzie z zamknięcia… NIE O WŁASNYCH SIŁACH… Kulturalny Chaos nadchodzi… Chaos Akbar!!!

 

 

Płyta wyskoczyła z napędu jak poparzona, a obraz rozmył się w czerń stylizowaną na upierzenie kruka

 

POZA EMISJĄ

 

 

Wrocławski szpital, korytarzami przechadzają się pacjenci, między nimi pojawiają się uśmiechnięci (jak popatrzą na swoje pensje to się przestaną śmiać) lekarze. Na oddziale jedna z sal jest otwarta, a w środku słychać szmer i kilka głosów. Po chwili z tej właśnie sali wyjeżdżają nosze obok których błyskawicznie pojawił się nasz znajomy Stewie, który prawdopodobnie podpieprzył któryś z tutejszych wózków.

 

Stewie – Gdzie go zabieracie?

 

Lekarz – Nie mogę panu tego zdradzić, ale chuj... powiem panu, to ten wrestler, odjebało mu że jest Norwegiem, wieziemy na badania psychiatryczne…

 

Stewie – Rozumiem… mam dla niego prezent, może choć trochę ulży mu to cierpienia. Crash przysłał pocztówkę z Bangkoku…

 

 

Stewie pokazuje choremu pocztówkę na której skomponowano ciekawie dwa zdjęcia: uśmiechnięte (szyderczo) Crasha i również uśmiechnięte Bronka Gajowego, zrobione zostało to tak jakby stali obok siebie i się śmiali. Kamera ustawiona jest tak, że widzimy tylko pocztówkę, a twarz „Bronka” jest niewidoczna, stąd nie wiadomo, czy to nie jest kolejny numer Chaotic Squadu… ale kto by żartował z takiego nieszczęścia? „Bronek” najprawdopodobniej popatrzył na zdjęcie.

 

 

Bronek – O… jak miło…

 

 

Ale sielanka nie trwała zbyt długo… natychmiastowy zoom na zdjęcie Crasha imitujący spojrzenie Bronka… a potem rozległ się tylko paniczny krzyk i słowa wypowiadane jakby w amoku… tylko nie on! Tylko nie on…

 

 

 

w wyżej wymienionej inscenizacji w rolę Bronka wcielił się aktor, a nie sam Bronek Gajowy.

  • Odpowiedzi 2
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • nasjazz

    1

  • Ja Myung Agissi

    1

  • K-PEL-K

    1

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  2 298
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  08.11.2007
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Biorąc pod uwagę fakt, że ta kolejka rpami nie stoi, a te które wpłynęły (wydaje mi się, że łączne z moim) nie są pełnią możliwości zawodników to jesteś tu prawdziwą perłą (nomen omen jak ta chmielowa - docenioną przez Vaclava), bo od pewnego czasu czytam Twoje erpozy i z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że jak do tej pory ta jest najlepsza. Oczywiście nie jest ona wolna od błędów (czy raczej "błędów"), niektóre argumenty nie są najwyższych lotów, niektóre sprawiają wrażenie naciąganych i brakuje mi tu heelowskich szpil, które przyprawiłyby oponenta o rumieniec. Najważniejsze jest jednak to, że aby doskonalić owe elementy nie musisz robić nic tylko... pisać. Jeśli tak dalej pójdzie i nadal będziesz wkładał tyle pracy w swoje dzieła, wyrośnie z tego coś naprawdę mocnego.

 

PS: Wielki plus za brak Stewiego. :P

Nie płakałem po CM Punku

18909757064dbdb1458cbe1.jpg


  • Posty:  1 864
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Ciekawy eRP, Twoja silną stroną jest kreowanie własnej postaci/gimmicku - nazewnictwo dowolne. Fajnym zabiegiem jest propagandowe tworzenie opisów miejsca akcji, to zawsze urozmaica tekst, zamiast statycznego opisu, bądź wręcz przepełnionego patosem. Jeśli chodzi o speeche, to jest i dobrze i średnio, gdyż z jednej strony są one przepełnione pewnością siebie, a z drugiej niestety schematyczne. Dlatego nie powstaje wyidealizowany obraz, tylko mieszany. Pozdrawiam.

EWF, III Oddział Kancelarii Osobistej Jego Imperatorskiej Mości.

Cultured Society|The Princess of Attitude.

I love the whisper of Attitude <3.

3926129444e3b08a90b45e.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Bastian
      Czyżby to było ostatnie RAW w karierze AJ Stylesa? Nadrabiamy!  Było kilkanaście miesięcy na to, aby ogarnąć pierwszą w historii WWE walkę CM Punk - AJ Styles. Jedyne, na co było stać federację to walka na RAW niemal na koniec kariery AJ'a, którą przerwał w dodatku Finn Balor  Irlandczyk będzie chyba takim przyjemnym przystankiem dla Punka aż do WM42. Na Royal Rumble walki Phil nie dostał, Elimination Chamber w Chicago, więc trzeba coś ogarnąć.   Swoją drogą, szkoda, że po tym, jak odebrano
    • IIL
      Ciampa is All Elite 🙂
    • Attitude
      Nazwa gali: AEW Dynamite #330 Data: 28.01.2026 Federacja: All Elite Wrestling Typ: TV-Show Lokalizacja: Cedar Park, Texas, USA Arena: H-E-B Center At Cedar Park Format: Live Platforma: TBS Komentarz: Excalibur, Taz, Tony Schiavone, Don Callis & Stokely Karta: Wyniki: Powiązane tematy: All Elite Wrestling - dyskusja ogólna AEW Dynamite - dyskusje, spoilery, wrażenia AEW Saturday Collision - ogólne dyskusj
    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
×
×
  • Dodaj nową pozycję...