Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Mogłoby być lepiej... (Crashin' n' smashin' with Crash)


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  1 867
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  26.03.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Wzdłuż klifu przesuwał się powoli zarys postaci, która w czarnym płaszczu przykrywającym całe ciało skrywała się przed kroplami deszczu, który zaczął padać zupełnie niedawno. Z brzegu rozpościerał się widok wzburzonego morza, który mógł zwiastować nadejście czegoś pozornie niespodziewanego... bezpośrednio z klifem zasiądował gęsty las, w którego wnętrzach (o ile można to tak nazwać) znajdował się pewien budynek… kamera powoli podążająca za nieznajomym uchwyciła kamienne ściany fortecy, ale las był jeszcze daleko. Gdy realizator podszedł na tyle blisko by słyszeć oddech tajemniczej postaci...

 

- Tajemnicza postać – Kurwa, tylko lasy, fjordy i deszcz…

 

Głos zdawał się być całkiem znajomy, ale nie na tyle, by odkryć tożsamość jego właściciela. Gdy pierwsze drzewa zostały minięte przez nieznajomego, naszym oczom ukazały się wielkie, drewniane drzwi, a raczej brama, niestrzeżona przez nikogo, ale na tyle masywna, by sprawić zajebiste problemy z jej otworzeniem. Nigdzie nie widać odźwiernego, toteż trzeba było sobie poradzić samemu. Postać w płaszczu wkroczyła na dziedziniec pewnego zamku, mijając drewnianą tabliczkę z niewyraźnie wyrytym na niej napisem „Asgard”… kamera podążała dalej za swym przewodnikiem, który doszedł już do największych drzwi na dziedzińcu. Te nie stawiały takiego oporu, dlatego błyskawicznie znaleźliśmy się pośrodku dziwnej sali… na dosyć starannie sporządzonym stole, w szeregu, leżało kilkanaście hełmów… przy każdym wyryte zostały personalia herosa, który był tak zajebiście mężny, że znalazł się tu jego hełm. Postać obserwowana z profilu przechadzała się wzdłuż stołu, przyglądała się starannie całej jego zawartości, po czym przystał przy samym końcu mebla. Sięgnął do kieszeni swego płaszcza, który przykrywał mu twarz… w jego dłoni spoczął nóż, którym przejechał przez napis przy ostatnim nordcykim hełmie…

 

- Tajemnicza postać – To chyba jakieś kpiny…

 

Kołnierz płaszcza opadł… Crash rzucił ostrzem gdzieś w dal, sam usiadł za stołem

 

- Crash – Pieprzysz o swych nordyckich bóstwach, pierdolisz o jakimś raju dla Wikingów. Żyjesz marzeniami i nadzieją, że kiedyś twój naród nie będzie wstydził się wypowiadać twego imienia. Widzisz, dotarłem do Asgardu, który w twojej głowie uchodzi za najpiękniejsze miejsce na świecie… i nigdzie nie widzę miejsca dla ciebie zarezerwowanego... tak jakby twoje nordyckie przeznaczenie nie zawierało w sobie klauzuli o trafieniu do tego „raju”.

 

Zoom na przekreślony wcześniej napis, z którego można wyczytać jedynie początkowe V i G znajdujące się gdzieś pośrodku…

 

- Crash - Widzisz Vegeta, doceniam to co robisz. Cały czas przystępujesz do rozgrywki z pozycji underdoga, raz po raz zbierając cięgi… twoje ciało ranione wielokrotnie staje się coraz bardziej obolałe i słabsze… ale dusza nie… duch walki, ta zaciętość, która na równi z techniką i ringową zajebistością decyduje o zwycięzcy. I pomimo iż kolejne ciosy zadawane twojej norweskiej skórze zadają ci ból… to masz w sobie wewnętrzną siłę, która nakazuje ci podnieść się. Nawet nie wiesz, jak bardzo doceniam to, iż nie jest pierwszą lepszą pizdą jak jakieś Xtremalne Smoki, czy inni bohaterowie anime, którzy odpierdalają w ringu farsę, kalecząc i niszcząc ten piękny biznes i potem spotykają mnie i żenują swoimi scenariuszami na przyszłość... wtedy najczęściej dostają Xtremalny kop w głowę na otrzeźwienie… ale nie jestem tylko po to by orzeźwiać… smak Chaosu jest tak wyrazisty, że pozbawia przytomności. Ale ty jesteś Norwegiem, pieprzonym Skandynawem, który nie chce powiedzieć sobie dość w najlepszym do tego momencie. Jakbyś uroił sobie w swoim łbie, że gdy będziesz się lepiej starał, czeka cię jakiś lepszy los. Bóstwa mają wynagrodzić ci trud? Pieprzysz o tym cały czas jakbyś naprawdę w to wierzył... ale to bujdy, sam zobacz…

 

Obłędny Rycerz podszedł do jednej z masywnych ścian budynku… i przy pomocy mocnego pchnięcia zniszczył całą salę. Ściany niczym karty składające się na domek upadły z hukiem, z sufitu runęły świeczniki, które z trzaskiem rozbiły się tuż przed twoim nosem… cały Asgard okazał się tylko prostą scenografią, umieszczoną pośrodku wielkiej hali pozbawionej okien, jedynie mocne oświetlenie u szczytu pomieszczenia rozjaśniało okolicę. Nie wiem jak udało się sporządzić tamten klif i las, może to tylko wytwór komputerowych grafików… ale robi wrażenie, czyż nie? Po całej hali został wysypany gruz, w tle zaś stały makiety imitujące zgliszcza… jakby kataklizm przeszedł przez to miejsce…

 

- Crash – Ale to nie jest fikcja... mimo, że nie znajdziesz go na żadnej mapie, żaden przewodnik nie przekaże ci wiedzy o tym miejscu. Pomimo faktu, iż to wszystko co tu sporządzono, to jedynie wielka hala, która postanowiła przyczynić się do wzmocienia mojego przekazu… musisz wiedzieć, że to o czym mówię od samego początku… to nie są bujdy. Bo tak jak kościół nie jest jedynie określeniem budynku, a całej społeczności, tak i Miasto Chaosu to nie miejsce… tak naprawdę jesteśmy wędrowcami, którzy w wybranej przez siebie lokalizacji wprowadza swoje porządki… chodzi o nas, ludzi, którym nie podoba się wrestling taki, jaki zastaliśmy… ja, Stewie – chcemy zburzyć dotychczasowy układ świata. Zamierzamy zrzucić z piedestału ludzi takich jak ty. To nie jest biznes dla takich pizd jak ty… rzygam twoimi tekstami o Asgardzie. Tego nie ma… a na pewno nie jest przeznaczone dla ciebie… patrzysz w daleką przyszłość, ale nie zważasz na to, że za tobą czai się zło… Evolution Title jest stworzony dla osób, które mają możliwości pozwalające na rozwój... ażeby się rozwijać, należy mieć ku temu okazje. Czas wykorzystać swoją... jeżeli nie chcesz, żeby wyobrażenie o Asgardzie runęło niczym tamta scenografia…

 

Obraz rozmył się w czerń… nie na długo jednak, bo na ekranie pojawił się zwiastun… a raczej proste słowa… „to nie koniec”…

 

czas nadal nieokreślony

 

W nienagannie urządzonym pomieszczeniu (w sensie w miarę zdatnym do przebywania w nim) stały trzy fotele. Ekscytująca wiadomość, co nie? Ciekawe jak cholera, gdyby nie to, że to nie są puste fotele. Meble ułożone w trójkąt (pewnie równoboczny), przy czym między dwoma ustawiona została kamera, zwykły szajs, żadne szaleństwo, skromność do której chłopaki z Crashville zdążyli nas przyzwyczaić. Tuż przed okiem kamery, lansując się tym samym, siedziała wygodnie młoda kobieta, z twarzy niepodobna zupełnie do nikogo, uroczej postury, w pozycji a la Jaworowicz przeglądała swoje notatki, w międzyczasie co raz spoglądając na swoich rozmówców. Miała nad nami przewagę, bo kamera ustawiona pomiędzy Crashem i Stu nie uchwytywała żadnego elementu ich postury. Gdzieś na podłodze jedynie zarysowywał się cień jednego z nich… twarz ukryta w dłoniach – to nie zwiastowało nic dobrego. Atmosfera zdawała się zagęszczać każdą chwilą, mimo że kobieta przejawiała wielkie pokłady spokoju. Z każdą minutą realizator starał się dodać klimatu poprzez stopniową nieostrość obrazu. Wtem światło odrobinę przygasło…

 

- Kobieta – Zastanawiacie się pewnie po co tu jestem… szczerze mówiąc bacznie obserwowałam wydarzenia z ostatnich Wrestlepalooz… i obawiam się, że sytuacja może w mgnieniu oka wymknąć się spod kontroli… dlatego chcę ci pomóc Crash…

 

- Crash – (spomiędzy palców przykrywających twarz) Nie możesz… nie dasz rady…

 

- Kobieta – Nie stawiaj tak sprawy… jestem terapeutką, pomagam ludziom, daję im okazję do wypuszczenia negatywnych emocji

 

- Stewie – (spoglądając na identyfikator na koszuli nieznajomej) „Terapia rodzinna”? WTF?!

 

- Kobieta – Terapeuta to terapeuta…

 

- Crash – Proszę się nie tłumaczyć… to nawet dobrze się składa…

 

- Stewie – Jakim kurwa cudem?

 

- Crash – Ta cała sytuacja… przypomina rodzinę. Jednak to nie jest przykładna familia… to cholernie toksyczne powiązanie… niczym patologia… łączy nas wspólny sukces… wspólne dzieci… mimo to nienawidzimy się… tak cholernie mocno… każda komórka mojego ciała przepełniona jest nienawiścią do tego skurwysyna… pomimo, że nie zdążyliśmy zrobić czegokolwiek, co rzutowałoby aż tak cholernie mocno na nasze relacje. I tak jak w niepoprawnie funkcjonującej rodzinie… nasze dzieci schodzą na drugi plan… chuj mnie boli to co stanie się z moim pasem po tym wszystkim. Jestem złym człowiekiem… jestem gotów poświęcić to wszystko, wyrzucić to w pizdu tylko po to, by przejąć jego własność… i nie wiem dokładnie, czy zależy mi na tym, by posiąść to… czy może nie chcę, by on miał coś, czego mi brakuje…

 

- Kobieta – Jestem zadowolona z tego, że byłeś gotów wyznać to, co leżało ci na sercu… te negatywne emocje… to dobry krok do tego, by uwolnić cię od agresji, złości…

 

- Crash – Czy można zawrócić tornado mknące z naprzeciwka? Czy da się ruchem ręki powstrzymać tsunami pędzące z oszałamiającą prędkością na brzeg, na którym przebywasz? Nie, nie da się… bo to ogrom… kataklizmy… cechuje je ogrom zniszczeń, które pozostawiają po sobie… tak jak moje uczucia… jest we mnie tak wiele nienawiści. Ona niszczy… zżera mnie kompletnie… od środka… by wydostać się na powierzchnię… poprzez moje ręce, nogi, poprzez moje ciało… i nie przestaje niszczyć. To nie wypali…

 

- Stewie – Przestań się zgrywać i powiedz kurwa po co tu siedzimy?

 

- Crash – Zamknij się… najlepiej wyjdź, pozostaw nas w spokoju… i cierpieniu…

 

Stu podjął swoją towarzyszkę kulę i ewakuował się z pomieszczeniam, a terapeutka cały czas z przejęciem obserwowała swego pacjenta

 

- Kobieta – To jest do przeskoczenia…

 

- Crash – (już nieprzygnębionym tonem, sądząc po niewyraźnym cieniu na podłodze - patrząc prosto w oczy swej rozmówczymi) Pierdolisz jakbyś sama potrzebowała terapii. Nie pomożesz mi… nie dasz rady ujarzmić chaosu, który włada moim ciałem… to zbyt wiele dla tak kruchej osóbki, jak ty…

 

- Kobieta – Uwierz mi… (głosem pełnym przejęcia) znam się na tym… co prawda to nie ja pomogłam Scytherowi… nie ja integrowałam Chiaki i ex-Whipeda… ale mogę uratować ciebie. Widzę, jak bardzo nie odpowiada ci ta sytuacja, do której sam poniekąd doprowadziłeś… dotychczas czyniłeś źle, ale to da się zmienić. Nie musisz być wiecznie tym cholernym Crashem… wydaję mi się…

 

- Crash – Masz całkowitą rację… (urywając powoli ukazujący się na jej twarzy uśmiech) tylko ci się wydaje… kto ci wydał dyplom do cholery? Kolejna naiwna owieczka…

 

- Terapeutka – Powstrzymaj swój gniew… to nie jest prawdziwy Crash!

 

Ale ten nie zważał na jej podniesiony głos, wstał z fotela, gwałtownie, bo trącił kamerę, która spadła na ziemię, ale wytrwale kręciła dalej…

 

- Crash – Myślisz, że jesteś kimś wyjątkowym? Jeżeli tak… to mylisz się cholernie grubo… takich jak ty jest setki, tysiące. Widzę, że nie ogarniasz o co mi chodzi. Damn, Stewie jest lepszym terapeutą od ciebie… wiedział, kiedy kpię sobie z ciebie w najlepsze… ale ten atak nie jest wymierzony w ciebie bezpośrednio… czujesz to? Życie to pasmo zakrętów, a na każdym czeka tłum gotów obnażyć wszystkie twoje słabości… ich orężem jest słowo, krytyka… ale ta banda idiotów jest na tyle ślepa, by zauważyć, że miecz ten wykonany jest ze słabego metalu. Jesteście cholernie naiwni, bo wierzycie w swoje ideały. Gdzie jest pokolenie Vacleaux gdy o nich mówię? Sra z podekscytowania na samą myśl o tym, że Vaclav w swoim wyczesanym designie wyjdzie na ring i się wylansuje... nawet nie dostrzegają pod jak zjebanym sztandarem mają okazję być… Vacleaux? Kto wymyślił tą nazwę do jasne cholery… gdybym nie znał twego imienia, pomyślałbym, że promujesz magazyn dla pedałów, chociaż kto wie co każe ci Bogdan. Pieniądz nie śmierdzi… a „cały Białystok z Nasomanią”? Dlaczego nie wybierzecie swojego lokalnego bohatera na waszego przywódcę? Przecież to urodzony mistrz, chluba… ale to nie czas na sarkazm. Czy to jest wasz ideał wrestlera? Vaclav, Nas? Spytam poważnie – powaliło was doszczętnie? Przypomnijcie sobie czyja ręka spoczęła na piersi jednego z tych gości na 3 sekundy… kto odebrał im dobra, których bronili niczym cnoty swoich matek i zapowiadali, że po wieki wieków pozostaną najlepszym tag teamem w historii? Pokonałem ich… ja, Crash, jedyny, niepowtarzalny… OBŁĘDNY… mimo to nikt nie komponuje peanów na mą cześć. Śmiecie wmawiać mi, że pod tą powłoką znajduje się wrażliwy i słaby, łamliwy niczym sucha gałązka… niedoczekanie wasze…

 

- Terapeutka – Boże, ja nic takiego nie powiedziałam…

 

- Crash – I co z tego… czuję podświadomie, że nadal jestem dla was zbyt wielkim szokiem… wprowadziłem zbyt wiele chaosu do środowiska, które przyzwyczaiło się już do tego, że wiwatuje błędom ewolucji… Vegardowi jest łatwo kibicować, czysty jak łza, wyznaje swoje popieprzone ideały, jest prosty do bólu… przez to jak dla mnie niewartościowy. Robię zbyt wielkie rzeczy, by wasze umysły mogły to ogarnąć. W prostocie z jaką przypierdalam cudzymi ciałami o ring jest tak wiele ukrytych znaczeń... nie biję ludzi, bo chcę. Marzę o tym, by każdy zapamiętał ten huk i na przyszłość zastanowił się dwa razy... jak nie trzy... jak nie pięć. Najlepiej tyle razy ile fanów ma Dark Avenger. Wiesz co Vegard, jeżeli marnujesz czas przed ekranem, zamiast siedzieć w siłowni i przygotowywać się do zagłady… wiedz, że to iż masz połowę dorobku, który wywalczyliśmy wtedy w odległym Peru… to nic dla mnie nie znaczy. Jesteś dla mnie nikim nadzwyczajnym… nie stanowimy kolektywu, pary. To dwa światy przedzielone kilkoma oceanami… gdy w mej głowie krystalizuje się obraz twojej twarzy… nie czuję nic… oprócz nienawiści. Ogromna złość.

 

- Terapeutka – (bojaźliwie, prawie płacząc) – Crash… on ci pomógł… to wasze pasy…

 

Kobieta mocno wbita w oparcie fotela wskazała na jakiś punkt poza kadrem. Kamera leżąca na podłodze chwytała jedynie obraz nóg Obłędnego Rycerza, toteż nie widać było jego reakcji…

 

- Crash – Tak… nasze… dlatego mało wartościowe. Rozumiesz to Veggy? Twój wysiłek, który włożyłeś w nasz bój z Nasem i Vaclavem, sprawia, że nie jestem w pełni usatysfakcjonowany z tego, że ten kawałek złota spoczywa na mym ramieniu… dlatego bagatelizuje to, że mam Tag Team Title… ponieważ pragnę innego skarbu. Evolution Title… kiedyś nie zawracałem sobie nim głowy, wolałem powoli pokonywać kolejne stopnie dzielące mnie od szczytu… jedyny blask, który mogłem dostrzec to światło odbijane od Pucharu Szczęściarza, który we Wrocławiu powędruje w inne, o stokroć gorsze i mniej zasłużone ręce od moich… jednak w Katowicach horyzont rozszerzył się o inny widok. Evo Title… wtedy poznałem na nowo uczucie zwane miłością. Do tamtej pory czułem więź ze swoim Miastem… wielbiłem Chaos. Te uczucia nie zgasły… ba, ogień zwiększył się... ponieważ mogę burzyć kolejny porządek… do tej pory nikt nie miał możliwości sięgnięcia po ten tytuł w tak dobrym dla siebie momencie. (kierując słowa do terapeutki) Możesz się zgodzić lub nie… ale to prawda. To nie jest początek mojego rozwoju… pociąg z Chaotycznego Peronu rozpędził się i mknie z zawrotną prędkością… niewykluczone, że sam nie zauważysz kiedy zostaniesz przygnieciony pod kołami lokomotywy… teraz nie liczy się to, że jesteśmy mistrzami EWF. Nieważne jest to, że dzielimy wspólnie laur bycia najlepszym tag teamem… chociaż nie, my nigdy nie będziemy drużyną. Zbyt wiele nas dzieli. Mamy inne priorytety i ty to wiesz. Wytłumaczyłem ci to w twoim AssGardzie… stoisz gdzieś na wzgórzu ze swoim norweskim wyrazem twarzy, co pewnie wygląda zajebiście mocno i brudzisz swymi dłoniami mój skarb. Nie mogę sobie dłużej pozwolić na bezczeszczenie tego pięknego tytułu, dlatego natychmiastowo zdezynfekuje Evo Title… lubię eksperymenty, ale nie wiem czy uda mi się oczyszcić złoto twoją krwią… nigdy nie zaszkodzi spróbować

 

Mimo lęku na twarzy kobiecie udało się cichutko wydukać jakieś zdanie…

 

- Terapeutka – Dlaczego? Dlaczego tak drastycznie?

 

- Crash – Uwierz mi… gdybym miał być drastyczny, to musiałbym już dzwonić do kliniki po rezerwację łóżka, a dużo z tym zachodu, wysłałbym Stewiego, ale chłopak gubi się czasami w banalnych czynnościach. Nie chcę być drastyczny… zamierzam być wyrazisty, niemdły jak wiele „gwiazd” EWF… Crash pozostawia po sobie jakiś smak... czasami nawet niesmak na twarzy przeciwników. Wiesz co stanie się za kilka dni? Anarchia… a to prawie to samo co chaos. Dlatego będę czuł się jak u siebie w domu. A wśród swoich warto pokazać się z jak najlepszej strony… Vegard, wiedz, że nie zamierzam spędzić w ringu dużo czasu, pragnę, by to wszystko skończyło się szybko… ale to nie ja zadecyduję o momencie, w którym skończysz tą farsę. Ty masz swoje przeznaczenie w twoich rękach. Pas zmieni właściciela, a później… niech się dzieje co chce. Możesz nawet udawać, że nic się stało, choć grymas bólu będzie podążał za tobą jak cień. To Kwietniowa Anarchia, po niej nic nie będzie takie samo…

 

Crash najwyraźniej wreszcie zauważył, że kamera nadal jest włączona, podniósł więc ją i przystawił do twarzy

 

- Crash – Tym razem bez żadnych Scytherowskich zawiniątek, bez Psycho i innych Nixonów... Crash sam na sam z Jacobsenem i Evolution Championship… a do komercyjnych szmat wrzucających mnie do jednego wora z Marvelowskim gównem… Chaos z wami, panowie… DOOMSDAY… nie tym razem… ANARCHY IS COMING!

 

Kamera rzucona w najbliższy kąt poczuła jak to jest latać, a dźwięk tłuczonego szkła zwiastował nam koniec transmisji…

 

---

Wyszło jak wyszło...

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • K-PEL-K

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • MattDevitto
      Gdyby nie chodziło o AJ'a to jeszcze może bym się łudził, ale Styles nie należy do osób w tym biznesie, które rzucają słowa na wiatr. Poza tym z wieloma zawodnikami z AEW AJ i tak przecinał się przez lata na różnym etapie swojej kariery...
    • KPWrestling
      Trzecia pula biletów trafiła do sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 4 Data: 29.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Morioka, Iwate, Japan Arena: Iwate Prefectural Gymnasium Publiczność: 1.040 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • KPWrestling
      Druga pula biletów już w sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Jeffrey Nero
      Słyszałem plotkę o kolejnym tajnym spotkaniu w Orlando T. Khana z niejakim Shanem McMahonem, który od marca ma zostać pierwszym w historii GM AEW.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...