Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Peru - Miasto Chaosu 0:5


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  1 867
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  26.03.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Słońce oświetla architekturę tutejszych okolic, odkrywając urodę peruwiańskich zabytków. Niebo jest dzisiaj niemalże bezchmurne, tym samym przyjemne dla rzesz turystów, które żądne wrażeń przemierzały morza i oceany… poprzez promy, statki, samoloty… różne były cele owych podróży. Turyści jak turyści – albo spędzają urlop, zapominając na kilka chwil o troskach codziennego życia, które nie zawsze jest usłane różami. Czasami człowiek odnosi wrażenie, że los jest przebiegłym skurwysynem i owija całą rzeczywistość w drut kolczasty i w dodatku dopierdziela kilka jarzeniówek na dokładkę… ale teraz nie o tym… to miejsce jednak nie jest najpopularniejszym celem wyjazdów na odpoczynek. Większość przekraczających próg tego miejsca najpewniej pragnie porównać własne wyobrażenia z rzeczywistością i ich celem jest spotkanie z dorobkiem inkaskiej cywilizacji. W dzień taki jak ten, kiedy pogoda wyraźnie dopisuje, można odnieść wrażenie, że wszyscy bogowie, którzy patronują temu miejscu, otwierają szeroko swe ramiona, po to by ugościć w swoich progach wszystkich wędrowców. Nie inaczej wygląda sytuacja na tutejszym lotnisku. Pośród tłumów przechadzających się po terminalu realizator wyłapuje barwniejsze osobowości, ale żadnej nie poświęca więcej niż 5 sekund. Dostajemy jedynie błyskawiczny pokaz slajdów… ale to nie jest żaden wideoklip, tylko poważna relacja… sylwetki członków Chaotycznej Ambasady miarowym krokiem… albo kuśtykaniem, bo Stewie tak zajebiście rozwalił sobie nogę, że nadal żyje uziemiony w gipsie… zgubiłem wątek… no tak, kroczyli w świetle peruwiańskiego słońca, dopóki nie napotkali na swojej dziwnego gościa, wyglądającego na tutejszego.

 

- gość – (łamana angielszczyzna + ton, który lubi towarzyszyć lizaniu dupy) Witamy w Peru dostojnych panów... jestem Pedro i jestem waszym przewodnikiem… wasza dostojna federacja nakazała mi oprowadzić was po naszej przepięknej stolicy… Lima, przepiękne miejsce… (cmoka i całuje palce… przewspianiałe… poezja…

 

- Crash – (zajebista angielszczyzna) zamknij się i czyń swoją powinność, nie jesteśmy turystami…

 

- Pedro – ależ tak, oczywiście, mój błąd… przepraszam, wielce przepraszam… żebyście wiedzieli ile kłopotów ma moja rodzina. Nie mamy pęniędzy, lamy nam pozdychały, co z utrzymaniem? O Boże… chwytam się każdej roboty, a to nadal za mało… nie stać mnie na lamę… a tu dar z nieba, trochę zarobku, nie mogę się nadziękować losowi....

 

- Crash - kurwa, przestań się mazgaić…

 

- Pedro – prosże mi wybaczyć… proszę za mną…

 

Wyszli przed lotnisko, słońce grzało mocniej niż na początku relacji, po stolicy Miasta Królów żwawo poruszały się samochody, ale nie było ich zbyt wiele. Uliczny szum był w pełni do zaakceptowania. Przed wejściem stał… trudno to opisać. Samochód ten konstruowano chyba dla rodziny Pigmejów, na pierwszy rzut oka mniejsze to od naszego malucha. Z kształtu auto przypominało „garbusa”, ale było niższe. Jedynie brak prawego przedniego siedzenia umożliwiał jakiekolwiek dostanie się na tylną kanapę. Stewie zapewne swoim umysłem, ogarniętym myślą o obiedzie, porównał pojazd do puszki sardynek… bo to była pieprzona puszka.

 

- Pedro – To chluba naszej rodziny… brat znalazł… znaczy się kupił. Chyba z Meksyku, komfortowy, wygodniejszy od lamy, jak dobrze się ułożymy, to i pół rodziny się zmieści…

 

- Crash – jest problem. Z której strony by nie liczyć, nie zmieścimy się wszyscy. Stewie, co o tym sądzisz?

 

Wymiana porozumiewawczych spojrzeń… obaj odwrócili się w stronę kamery, a raczej gościa za nią stojącego.

 

- Obaj – ty nie jedziesz…

 

- Kamerzysta – ale panowie, ja mam odgórne polecenia od szefostwa! Mam wam towarzyszyć! Jak nie wypełnię procedur to mnie wywalą… a nawet nie mam własnego mieszkania, szafy sobie nie wykupiłem własnej…

 

- Crash – chujowo, ale wiesz… always look on the bride side of life… poszukaj w federacji, kolega ma podobne problemy, może na spółę kupicie sobie szafkę…

 

- Kamerzysta – a co z relacją?!

 

Stewie wyciągnął z torby specjalistyczny sprzęt, zwyczajną kamerę używana przez rzesze turystów

 

- Crash – Nie łam głowy… Stewie, włącz kamerę

 

Stu wykonał prośbę kumpla, po czym obaj wsiedli do „puszki”. Pedro zasiadł za kierownicą i odpalił maszynę, którą pewnie uważał za członka swojej najprawdopodobnie licznej rodziny. Tylko kamerzysta został na lotnisku, stał nieruchomo z oczyma głupio wypatrującymi za samochodem, aż kamera wypadła mu z ręki i rozbiła się na kilkanaście części. Trudno, trzeba było uważać, wybuli z pensji, jeżeli nie wypierdolą go na zbity ryj

 

tymczasem gdzieś w podróży…

 

Relacja amatorską kamerą… atmosfera nie miała szansy się rozluźnić, bo w „puszce” ciasno… zajebiście ciasno. W pewnym momencie frustracja Crasha podpowiedziała Stewiemu, by usiąść w miejscu, w którym powinien znajdować się fotel pasażera. I tak też widzieliśmy całą sytuację – z podłogi samochodu. Stu nigdy nie miał ręki do elektroniki, toteż obraz był mocno chaotyczny, może w przyszłości chłopak się poprawi. Po tułaczce pobocznymi drogami, z których nie było widać nic godnego większej uwagi, za oknem rozpostarł się wielki budynek, hala oblężona przez stado osób. Chanty ku chwale Tostera (po hiszpańsku, ale z wielokrotnie powtarzanym „Rey Toster”, toteż łatwe do identyfikacji) nie milkły nawet na chwilę… pomyśleć, że gala dopiero nazajutrz… czego mogli szukać tu teraz fani EWF? Może liczyli na audiencje u Tony’ego, w końcu to życzliwy mąż stanu… może myśleli, że będą rozdawać pamiątki po to, by tłum w zamian poszedł w pizdu i nie zakłócał przygotowań. Nie jestem psychologiem, ani normalnym, ani psychologiem tłumu… jestem zwyczajnym narratorem, nie rozumiem motywacji tych osób, wiem tylko, że na swój sposób odczuwali oni wagę wydarzeń, które miały zajść za kilkadziesiąt godzin. Ale nikt nie był w stanie wyobrazić sobie jutro z perspektywy ringu, kwadratu, który pochłonął kilka istnień, by tyle samo niemal nie wysłać na drugą stronę… Crash mógł… i to jest jego przewaga.... „Puszka” zatrzymała się wśród fanów. Wreszcie można było wyprostować kości, które skompresowane w kilku metrach sześciennych wręcz błagały o uwolnienie. Jednak Obłędny Rycerz nie zamierzał spoufalać się z tłumem… mimo, że zawsze odwiedzał pole bitwy w dzień przed ostatecznym starciem, bo lubił wiedzieć na czym stoi, w jakich warunkach dane mu będzie wylać hektolitry potu i krwi (nie swojej oczywiście), tym razem zrezygnował z tego. Razem z okiem kamery na plecach udał się do rzadko uczęszczanej kawiarenki, bo wielkie skupiska ludzi ustawione bliżej niż 5 metrów, zawsze go deprymowały. W pomieszczeniu znajdowali się tylko właściciel, Chaotyczna Ambasada i kamera… zza okna rozlegał się ogromny tumult, nie wiem, może Tony uraczył fanów swą obecnością, ale to nie zawracało wtedy głowy Crasha. Nie lubił tego kraju, nie lubił tej społeczności, mimo, że spotkał się tylko z jej nielicznymi przedstawicielami. Wolał swoje miasto, swoim rodaków. Co sądzą o nim Peruwiańczycy? Mógł się tego dowiedzieć nazajutrz… reakcje na pewno nie będą zbyt przychylne… na to nie nikt nie liczył, zwłaszcza Crash…

 

Niczym za pstryknięciem palcami, kalendarz utracił jedną kartkę, wskazówki zegarka zostały poddane nieprawdopodobnemu wysiłkowi, a akcja przeniosła się do hali, którą jak dotąd widzieliśmy tylko z zewnątrz. Crash w swym ulubionym płaszczu zajmował się wbijaniem swego skupionego wzroku w podłogę, obok niego stał kolejny tubylec, w śmiesznym garniturku, na oko niższy o pół głowy od Obłędnego Rycerza, stał niespokojnie, z obawą w oczach, próbował zebrać się do pytania, ale szło mu to opornie. Crash nie zwrócił krzty uwagi na nieznanego towarzysza, może to objaw pogardy… a może obojętności… dopiero, gdy jąkającym się głosem dziennikarzyna wydukała po angielsku kilka słów, Insane One wbił w niego oczy

 

- Dziennikarz – Przepraszam… ja z tutejszej telewizji… po wywiad

 

- Crash – Na żywo?

 

- Dziennikarz – Tak… postanowiłem wykorzystać chwilę...

 

- Crash – Lecicie w całym Peru?

 

- Dziennikarz – Nie… jesteśmy stołeczną telewizją...

 

- Crash – Przybliż się do mnie śmieszny człowieczku i zadaj pytanie

 

- Dziennikarz – Może pan się… przedstawi?

 

- Crash – Taa…

 

Crash wyrwał z rąk dziennikarza mikrofon, Stewie, który gdzieś poza kadrem przyglądał się wszystkiemu, odebrał kamerę peruwiańskiemu realizatorowi tutejszej telewizji, przypatrzył się jej dokładnie, po czym wyrzucił do śmietnika. Zza pazuchy wyłoniła się dobrze nam znana amatorska kamera Stu, która od tego momentu przekazywała nam obraz..

 

- Crash – Jeżeli nie wiesz kim jestem, możesz się odrobinę domyślić… odpowiedziałbym ci, ale EWF TV nadaje na dalszy obszar, a ja nie lubię kameralnych wystąpień… dlatego jestem tu. Jeszcze bardziej lubię, gdy ktoś widząc mnie i moje wyczyny w ringu jest w stanie zrozumieć, jak niebezpieczny jest to biznes. Z tego pieca nie powinno się jeść chleba, jeżeli nie ma się ochronnych rękawic… zawsze można się poparzyć, a że los jest przebiegłym lisem, da się nawet bezpowrotnie spalić… dlatego gdybym miał porównać się do jakiejś rzeczy, która nie jest związana z przemocą, to najprawdopodobniej byłby to znak stopu albo szlaban… na pewno nie dlatego, że czasami bywam czerwony ze złości, wkurwienia, bo taka już ma natura… ring wyzwala we mnie coś więcej niż zwykłą adrenalinę… do czego służy szlaban? Proste… odgradza od niebezpieczeństwa wszystkich, którzy są na tyle głupi, by pchać się pod rozpędzone i niezdolne do poskromienia koła pociągu… jestem ostatnim ratunkiem wszystkich opętanych, którzy nie wiedzą, kiedy trzeba powiedzieć sobie stanowczo „dość!”. Wybawca… to chyba pasuje do mnie… przypomnijcie sobie Dragona, który pragnął być Xtreme. Chyba rzeczywiście lubił ostrą jazdę, skoro pchał swój nos nie tam gdzie trzeba. Tak naprawdę ten poprapaniec nie wiedział czego szuka. World Title? He… gdzie się pchałeś buraku?! Mimo, że musisz być ostro pierdolnięty, może pojmiesz ogrom cierpienia, którego nie zaznałeś… bo ja ci go zaoszczędziłem… oczywiście mogłeś trafić lepiej… ale czy katowicka kanalizacja nie jest lepszym losem od sterylnych i czyściutkich sal oddziału intensywnej terapii… patrz na życie z tej dobrej strony… masz w miarę ciepło, robota i kwatera z zadaszenie, kryjowka od wszystkich spojrzeń i wstydu, który mogły by przysporzyć tobie dalsze występy na ringu. Teraz podziękuj swemu zbawcy i siedź tam gdzie jesteś. To samo tyczy się Waszki, Iwanowa i każdej personie, która nie wierzyła pierwotnie w moje zapewnienia. Jestem dość konsekwentny, nie sądzicie? Nie zmieniam się, czy to Polska, czy Peru… znam dwie osoby, które mogą się o tym przekonać Hej Nas, Vaclav, moi przyjaciele… pomimo, że los postawił nas po przeciwnych stronach barykady, to jednak obdarzył nas garstką podobnych cech… zapał, zaciętość… obaj ewoluowaliśmy w ringu, obaj zapewne nadal rozwijamy… słabość to nieodpowiednie słowo… niedogodności naszej natury. Ewolucja ma jakiś wkład w nasze kariery: wy jesteście byłymi mistrzami Evolution, ja następnym… ale spośród tych trochę naciąganych argumentów jeden wykrystalizował się na tyle wyraźne, że niewspomnienie o nim będzie nie tyle niedomówieniem, a zatajeniem ważnych prawd. Jazzy, Vacleaux, nasze trio dba o dobro tej federacji. Nas, troszczysz się o to, by każdy fan wydający pieniądze na bilety, był zadowolony. Jak działacze za czasów pracy u podstaw, starsz się przysłużyć setkom osób… ich zawiedzenie uznajesz za największą porażkę... ty Vaclav zapewne masz cały ruch Vacleaux w swojej, wystylizowanej przez koreańskich stylistów, dupie, ale pewnie chcesz zrzucić Psycho i jego kumpli z piedestału i stać się nowym World Champem, to w sumie jakaś troska o fed. Ja z kolei zajmuję się innym sektorem, próbuję zapewnić najwyższy poziom rozrywki, a do tego niezbędni są najlepsi wykonawcy. Nie lubię jednak pełnić funkcji bramkarza, które selekcjonuje odpowiednich kandydatów. Wolę weryfikować ich umiejętności i dawać powód do tego, by poważniej przypatrzeć się delikwentowi. Wy chyba nie potrzebujecie weryfikacji, bo każdy fan, niezależnie czy z Białegostoku, czy z Limy, czy Wrocławia, wie, że Nas i Vaclav to wysoka jakość, razem z kiełbasą vaclavską można was zgłaszać do „Teraz Polska”. W każdym innym przypadku pewnie odważylibyście się wytypować wynik swojej walki przed rozpoczęciem pojedynku… ale nie tym razem... nie w sytuacji, w której ty, nasz Nasie musisz skonfontować swoje altruistyczne wartości z twoimi marzeniami. A ty Vaclav? Zawsze dążysz do zwycięstwa, oddając swoje zdrowie, a twój wzrok tęsknie wypatruje najważniejszego złota na ramieniu, talii, gdziekolwiek chcesz powiesić ten pas. A teraz wyobraźcie sobie: zero zasad, setki przedmiotów, które uśmiechają się do was i idealnie pasują do mojej głowy... tyle, że zwycięstwo ze mną nie może smakować tak jak inne… bo będzie przepełnione goryczą. W dwójkę stanęliście na rozdrożu, bo chcielibyście dać mi nauczkę… ale title shot też ma swoją siłę… Nas, czy jesteś w stanie zawieść setki fanów… dzieciaków… twoich krajanów z Białegostoku… osób, które uznają cię za niepodważalny obiekt uwielbienia i naśladowania… dla swojej kariery i osobistego sukcesu? Vaclav, człowieku, którzy pewnie śni o World Title… War Games… będziecie wspominali o tej gali o Grunwaldzie, gdzie po epickiej bitwie udało się wam zwyciężyć… ale ty Vacek chyba czujesz niedosyt. It’s a sorrow… to żal, ponieważ Biauego nie było wtedy, kiedy był potrzebny… ale masz szansę na gonitwę… federacja wam to dała… ludziom, którym najlepiej wychodzi gonienie biauego króliczka, ale nie dają rady go dogonić… albo jest za szybki… za sprytny… albo to wy jesteście zbyt wolni… albo to niemoc, brak czynnika „it”. Dlaczego tak się stało? Nas, Vacek, potraficie z Crazym rozjebać trzech mocnych przeciwników, sprawić by musieli zbierać zęby z ringu… ale gdy wyczuwacie tytuł nosem, albo Psycho jest dobrze ukryty, albo coś w was pęka i przegrywacie. Więc gońcie swojego króliczka póki możecie, wam dam tą szansę, ale pozwolicie, że zabiorę podatek… lubię błyszczące rzeczy, Tag Title pasuje jak ulał…

 

Ale nie mogę zapomnieć w tym miejscu o innym bohaterze tego przedstawienia. Vegard, jestem pod wrażeniem twojej zaciętości, tego, że pomimo, iż jesteś z góry skazywany na porażkę, to jakoś wyślizgujesz się przeznaczeniu… może jesteś śliski, kto wie… norweskie powietrze musi ci wyraźnie służyć. Teraz jesteśmy jednak w Limie. To inna historia… nie twoja ukochana Norwegia, nie Azja, w której było nam dane przebywać przez jakiś czas… to nie polski grunt, do którego zdążyliśmy się przyzwyczaić. Nie wiem, czy pogoda i ciśnienie mają na ciebie jakiś wpływ… mogę się jedynie domyślać, że powierzasz po raz kolejny swój los twoim norweskim bożkom. Wydaje się, że teraz sytuacja jest łatwiejsza, bo nasi przeciwnicy są zdezorientowani, bo nie wiedzą co bardziej opłaca im się zrobić… ale to złudne wrażenie. Celem każdego wrestlera jest sukces, tu nie ma miejsca na rozterki… prosta droga… prosta, mimo, że mocno wyboista, ponieważ na niej znajduje się ciało swojego oponenta., które należy samodzielnie do tej drogi przytwierdzić. Dlatego dobrym wrestlerem zostaje mało osób… czy ty jesteś dobrym wrestlerem Vegard? Czy twój limit szczęścia się wyczerpał? Chciałbyś pewnie powiększyć rodzinę i dać braci dla Evo Championship… zrób więc wszystko co w twojej mocy… twój los zależy tylko od ciebie, ja zajmę się swoją działką. Jacobsen, daj siebie wszystko, bo w innym wypadku będziesz zmuszony poczuć ból… większy niż kiedykolwiek zdążyłeś zadać komukolwiek za sprawą Wings Of Seagull. Postawiono cię przed krańcem fiordu i od ciebie zależy, czy nie zaznasz prawdziwego chłodu morza. Nie chcę przegrać… nie spierdol więc tego… a może przedłużysz swoje chwile triumfu o kilkanaście dni. Pamiętaj, że to ja jestem kandydatem do przejęcia twojego maleństwa… a wujek Crash jest zajebistą opiekunką… od 100 Paloozy mam puchar Szczęściarza i ani razu się nie skarżył! Ani razu…

 

Obłędny Rycerz kulturalnie oddał mikrofon dziennikarzowi, który przez ten kwadrans jeszcze nie podniósł się z podłogi, rzucając mu go prosto w brzuch… oczywistym gestem poprosił o kamerę, przystawił ją do ust i szeptem dołożył kilka fraz…

 

- Crash – nie ma ograniczeń, nie ma dyskwalifikacji… to mi się podoba… prawdziwe pole do popisu dla takich gości jak ja… będzie krew, będzie krzyk… MUSI BYĆ BÓL… dlaczego? Bo to jest w programie mojej partii. Moje ugrupowanie zamierza wprowadzić nowy ustrój… nowy porządek… a jedynym dobrym porządkiem jest chaos… jestem realnym zagrożeniem… ale chyba nikt tego nie dostrzega. W sumie i dobrze, wpadnę niespodziewanie niczym hiszpańska inkwizycja i powiem…

 

- Stewie – Nikt się nie spodziewa hiszpańskiej inkwizycji!

 

- Crash – Stul pysk Stu… to nie to… powiem tylko… doomsday’s coming…

 

Kamera powróciła we władanie Stewiego

 

- Crash – Jak mi jeszcze raz przerwiesz klimat to pójdziesz do kanałów jak tamten cieć… albo pójdziesz do szafy z Bidulką, czy jak mu tam…

 

- Stewie – Sorry, że się wciąłem, wiem… jestem pieprzonym idiotą…

 

- Crash – Wiem, że się wciąłeś… pieprzony idioto. Lepiej chodź, trzeba zrobić dobrą reklamę w Peru. Monopol Tostera mi nie odpowiada…

 

- Stewie – Ale chociaż w Mieście Chaosu przebijasz go popularnością…

 

- Crash – Racja… w którą to było stronę?

 

Osoby, którymi towarzyszyliśmy przez te kilkadziesiąt minut materiału zniknęły za rogiem korytarza, przerażony Peruwiańczyk z realizatorem uciekli w popłochu, Tosterowe chanty nie przestały rozbrzmiewać, a obraz tak jak zazwyczaj rozmył się w czerń i tyle… koniec transmisji

  • Odpowiedzi 1
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • mu

    1

  • K-PEL-K

    1

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  786
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  21.09.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Klasyczny

Peru - Miasto Chaosu 0:5

 

to jakaś prowokacja ? jeśli tak to odpowiem od razu : obłędny rycerz . :lol:

czasami spotykasz na swojej drodze osobe , której nie należy wkurwiać . to ja .

291222956444952483a993.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • IIL
      Ciampa is All Elite 🙂
    • Attitude
      Nazwa gali: AEW Dynamite #330 Data: 28.01.2026 Federacja: All Elite Wrestling Typ: TV-Show Lokalizacja: Cedar Park, Texas, USA Arena: H-E-B Center At Cedar Park Format: Live Platforma: TBS Komentarz: Excalibur, Taz, Tony Schiavone, Don Callis & Stokely Karta: Wyniki: Powiązane tematy: All Elite Wrestling - dyskusja ogólna AEW Dynamite - dyskusje, spoilery, wrażenia AEW Saturday Collision - ogólne dyskusj
    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 3 Data: 28.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Tsugaru, Aomori, Japan Arena: Ito Mining Arena Tsugaru Publiczność: 987 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
×
×
  • Dodaj nową pozycję...