Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Taiki bansei | Kono rutode - wa dekinai.


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  1 864
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Upuściłem kilka kropel swej krwi, amok stał się silniejszy. Teraz. Bronisz mnie jedynie, tylko ty chronisz. Feniks za cykl. Feniks za kluczem ordynarnych ptaków. Swym ognistym ogonem odprowadzasz po niebie czarną linię z poświatą palącą tlen. Odprowadzasz mnie na brzeg przepowiedni. Obniżasz lot. Zwracasz się nagle, zdejmujesz z życia. Wyciągasz przegnity cierń z mej rany. W tysiącach twarzy i masek plebejskich. Szukamy gęstego powietrza. Potem nawiedzasz lustro krzykiem. Ja wskazuję palcem, lecz ty skazujesz na potępienie. Moje jedyne stworzenie. Ty. Mój jedyny idealny cukierku. Y.N.

 

-------------------------------------------------------------------------

Japonia,

Wyspa Honsiu,

Yokohama, prefektura Kanagawa.

Około 8 godzin po zakończeniu main eventu Wrestlepaloozy.

--------------------------------------------------------------------------

 

[Przed naszymi oczami ukazuje się krajobraz pewnego ogrodu nocą, widzimy konary drzew, oświetlone światłem księżyca. Przy dokładniejszej obserwacji można zauważyć pojedyncze listki, które ów flora wypuściła, aby delikatnie wracać do swego podzielonego na pory roku życia. Kamera przemieszcza się w stronę wschodnia, gdzie widać z daleka kontury jakiejś majestatycznej budowli. Po chwili można zauważyć, że jest to średniej wielkości zamek wykonany zgodnie z zasadami budownictwa japońskiej arystokracji więc przede wszystkim panuje drewno i kolor kwitnącej wiśni. Kamera podwyższa swój pułap obserwacji do poziomu tarasu. W ów miejscu stoi młody człowiek w czarnej yukacie z małym elementem ozdobnym, który niestety nie jest dokładnie widoczny. Delikatnie powiewający wiatr poniewiera na boki kosmykami włosów ów młodzieńca. Kamera zbliża się coraz bardziej. Mężczyzna spogląda w "oko" kamery. Widzimy Yoshihito Nabeshime.]

 

Kira: Gomenasai, gomenasai. W takim stanie zawieszenia, w ciemni swoistej jamy, bogini – hańby, rzeczywiście robi się to najlepiej – milczy. Staję w mroku, usuwam niepotrzebne strzępy z krawędzi zdartego naruszeniami narzędzia, aby posuwać się do przodu. Jestem zlany dziwnym, metafizycznym potem, nie sądzicie chyba, że jednocześnie możemy czynić to razem. Nie możemy. W tym samym momencie zwyciężać i okrywać się hańbą. To przeciwieństwa. Za dużo by nas to kosztowało. Powstaje urokliwa ambiwalencja na skraju psychozy. Dlatego teraz pozwólcie, bez śmiechu, pozwólcie bez okrzyków obraźliwych, bez szyderstw, abym mógł się nad tym zastanowić. Pozwólcie, że włożę czarna yukatę, i napiję się herbaty opierając się o poręcz tegoż tarasu.

 

[Yoshihito, przechodzi kilka kroków w przód, zabiera filiżankę, po czym wraca do wcześniejszego miejsca.]

 

Kira: Ech [japońskie] nacieszyliśmy się już uroczym wstępem, a teraz ja dostojnie wchodzę w sedno sprawy, w tym samym czasie wy jak figlarne zwierzęta zaczynacie kręcić się wokół własnej osi badając gdzie jest początek a gdzie koniec. Dobrze, odwróćcie wszelkie nieścisłości, zło, milczenie i ogólne rozczarowanie. Ja zrobię dokładnie to samo, i oto stoimy nad przepaścią, za którą jest ... pustka. Przykre prawda?

 

[Nagle słyszymy głos tajemniczego krewnego Nabeshimy.]

 

...: Niekoniecznie.

 

[Yoshihito odwraca się w stronę swego mentora, po chwili kłania się delikatnie.]

 

...: Smutek i żal są zupełnie niepotrzebne.

Kira [milcząc]: ...

 

...: Powiedz coś.

 

Kira [cicho]: Zhańbiłem nasze rody swym występkiem, więc chciałbym oświecić mój żywot, aby oczyścić tę skazę i wziąć odpowiedzialność za me czyny.

 

...: Jaki ojciec poświęciłby swego własnego potomka, swą własną krew.. aby tylko zachować czystość swego rodu? Jestem twym jedynym krewnym, zastępuję ci ojca, myślisz, że mnie zhańbiłeś? Nie uczyniłeś tego, żaden ojciec nie ukarze swego potomka aby chroniąc samego siebie.

 

Kira: Zasłużyłem, ukarz mnie, i zachowaj swój honor.

 

...: Nie mogę tego zrobić.

 

Kira: Heika...

 

...: Doświadczyłem wielu upokorzeń czekając na dzień w którym wezmę ten sztylet, który drąży dziurę w mej duszy i ugodzę ich ostatecznie dokonując oczyszczenia. Wierzę, że jeśli nie mogę tego uczynić sam, ty będziesz tym, który dokona tego za mnie. Nadejdzie taki dzień. Dla spokoju mojej duszy.

 

Kira: Lecz honor w kroplach naszej krwi jest najważniejszy. Zasłużyłem na pokutę.

 

...: Nieszczęśniku. Sądzisz, że książę może tak łatwo poddać się karze, poświecić swój żywot, w dodatku z powodu jednej porażki? Musisz przetrwać. To ja powinienem wziąć odpowiedzialność za powodzenie tego. Jeśli nasza rola w tym dramacie jest rozpisana z poświęceniem wszystkiego, nawet mojej krwi, niech i tak będzie.

 

Kira: Heika!

 

[Nabeshima pada na kolana opuszczając swą głowę, mija kilka chwil, podchodzi do niego tajemniczy mężczyzna, po czym kładzie rękę na ramieniu.]

 

...: Wstań.

 

[Nabeshima wstaje.]

 

Kira: Rozumiem. [Yoshihito kłania się swemu mistrzowi.]

 

...: Dlaczego nie odpoczywasz, jest późno..

 

Kira: Owszem jest. Nie mogę spać.

 

...: Ze strachu?

 

Kira: Tak. Trochę się boję.

 

...: Zawsze możesz odejść i prowadzić spokojne życie w tym zamku. Jesteś księciem, nie musisz wałczyć, ani udowadniać innym, że jesteś lepszy.

 

Kira: Nie. Jestem przestraszony, ale będę wałczyć. [Krewny Nabeshimy kiwa z aprobatą] Heika, dałeś mi wierzyć w sens tego. Jak mógłbym się poddać. Wcześniej moje życie było próżne, teraz czuję, że spędziłem je siedząc w ciemni, jakby ktoś zamknął mnie w jaskini i nakazał wegetować. Może podświadomie moim marzeniem było wydostać się na zewnątrz, i zobaczyć świat. Nie wiedziałem co robić, ani po co. Ja po prostu chciałem uciec z tamtego miejsca. Lecz w momencie gdy cię poznałem, w końcu zrozumiałem co mam robić, i po co mam żyć. Dokończę dzieło, które zacząłeś przed laty, nauczyłeś mnie skąd jestem, że mam kraj, który kocham i po to mam żyć. Widząc uczynki innych w EWF ogarnęło mnie inne uczucie niż zwykle. Po raz pierwszy w życiu moje całe ciało było przepełnione złością. Byłem wtedy tak samo wystraszony jak teraz, lecz sam nakładałem na siebie maskę, ukrywałem to. Lecz teraz, ta płonąca we mnie złość dała mi odwagę.

 

...: Złość znika, powstaje chęć do walki. Jestem szczęśliwy, rozumiesz me nauki. Całe życie, me słowa odbijały się od innych jak od ściany. Teraz twa chęć do walki wzmocni cię. Lecz ludzie nie mogą żyć samą złością. Na świecie istnieje coś znacznie silniejszego niż uczucie złości. Niebawem sam to odnajdziesz i zrozumiesz.

 

[Mężczyzna ściąga wyciąga spod yukaty mały naszyjnik, którego główna cześć wykonana jest najprawdopodobniej z białego złota. Mentor chwyta rękę Yoshihto i wręcza przedmiot zaciskając dłoń Nabeshimy.]

 

...: Weź to. Ten naszyjnik przedstawia herb twego rodu, każdy twój ruch będzie płynniejszy, tak jakbyś wyprowadzał ataki z prędkością wystrzelonych strzał. To pozostałość po twoich rodzicach.

 

Kira: Nie jestem godzien.

 

...: Zachowaj go, czeka cię teraz trudna bitwa, lecz musisz przetrwać. Jeśli ją przetrwasz i zwyciężysz, nauczę cię jak tego używać, aby wypełnić twe przeznaczenie. Nadszedł na kolejny krok, tam w Peru, mimo przeciwności jakie narzuciła federacja.

 

Kira: Tak, lecz wątpię, że to będzie problem. Teoretycznie ja i moi partnerzy musimy przegrać, aby zachować godność i prawo walki o najważniejsze trofeum. Mimo, tego, że nie czuję chęci posiadania pasa Psycho, to kolejna porażka mogłaby zasiać ziarno niepokoju we mnie. To groteskowe prawda? Aby wygrać trzeba przegrać, bądź odwrotnie. To czyni tę galę bardziej intrygującą. Można to zminimalizować do prostego przykładu, tak aby gmin pojął ów intrygę. Wyobraźmy sobie, ze wchodzimy do pokoju, w którym znajduje się lustro o boku długości jednego metra. Przedmiot jest zawieszony na środku jednej ze ścian, na wysokości naszego wzroku. Wchodzimy do tego pomieszczenia. Nie jest to zwykła sytuacja. Przewidując dalej, czy patrząc w kierunku lustra zobaczymy w nim nasze odbicie? No właśnie, być może nie, ale co się stanie gdy się zbliżymy do niego? Jak bardzo musimy się zbliżyć do środka pokoju, zanim zobaczymy nasze pełne odbicie. Wielu stwierdzi, że trzeba podejść bardzo blisko środka pokoju. Inni twierdzą, że dostrzegą swe odbicie w lustrze swoje odbicie, zanim zbliżą się do krawędzi. Taki jest uroczy efekt tego, ma to intuicyjny sens, bo odbicie które widzimy w lustrze, obejmuje szerszy obraz niż tylko jednometrowy tunel. Reasumując, scena musi zatem rozciągać się na prawo i lewo. Tak samo jest z tą walką, nic nie jest nakreślone kredką prostoty, spektrum rozchodzi się na wiele elementów. Patrzenie proste jest w tym przypadku szkodliwe to co ukazane, nie jest tym co widać. Taki jest urok następnej batalii. Z drugiej strony koncepcja tej walki jest dziwna.

 

...: Źle się czujesz z koncepcją tej walki?

 

Kira: Nie, przyjmuję pokornie co zarząd postanawia. Wiem, że ten przekaz może nigdy nie dotrze do Mitsuko. Wyobrażałem sobie moment separacji, tyle razy wyobrażałem, a teraz tego doświadczam. Każdy wyjazd do Europy czy teraz do Ameryki południowej mi o tym przypomina. Często gdy jest ciemno, a ja wracam do domu, zastanawiam się, ona może tam być.

 

...: Samotność nie jest udręką, samotność wyciąga z Ciebie tę ukrytą aurę, którą inni nazywają dostojnością, każdy bolesny krok cię do tego doprowadza, doprowadza abyś był dostojnym księciem w morzu obłudy. Jedynym pierwiastkiem jasności w ciemnogrodzie. Lecz wiesz co nie należy do twojej pracy.

 

Kira: Tak, do mojej pracy nie należy być kochanym. Cały czas myślę o moim udziale, który wydaje się tak bardzo odległy. Jest on prawie bez znaczenia, skoro nie zakończyłem go sukcesem. Cały czas robimy coś za co przechodzimy do historii. Dlatego teraz się zastanawiam nad tą lekcją historii. Pozostają jedynie subtelne połączenia.

 

...: Z kim?

 

Kira: Z tymi, którzy poświęcili swe życie aby epoka showa rozkwitła. Teraz powstała pustka.

 

...: Tylko chwilowa, znajdziesz natchnienie w tym co robisz, kanji cię odrodzi. Pustka jest jak śmierć dziecka, wyobraź sobie, że na następnej gali trafisz w ringu na trójkę ludzi, którzy cierpią na chorobę dziedziczną we krwi. Co zrobisz? Nie odpowiadaj. Cokolwiek byś nie zrobił oni i tak swą słabością wzmocnią mogiłę. Gdybyś na nich trafił w moich czasach, to ciała tych dzieci zjadłyby twe psy, a kości, posłużyłyby jako nawóz. Taka była epoka showa.

 

Kira: W EWF jest podobnie, jest w tym trochę prawdy, lecz z teatralną dramaturgią. Wszędzie maski, maski, maski, morze fałszu, miliony klakierów wierzących w obłudne słowa. To przykre.

 

...: Zaiste, lecz nadszedł czas na odpoczynek, przygotowałem specjalne pomieszczenie, a jutro wylatujemy do Peru. Chciałbyś kogoś zabrać?

 

Kira: Chiaki, jedynie ją, za dużo wycierpiała z mojego powodu.

 

...: Niech i tak będzie.

 

[Nabeshima ze swym mentorem znikają w mroku majestatycznej budowli, kamera przez chwilę traci moc przekazu. Mija niespełna 5 minut, widzimy panów w tajemniczym pomieszczeniu, jest to gabinet shoin, który przylega do pokoju gościnnego jedną ścianką. Właściwie przylega tylko przepierzeniem stanowiącym przejście. Trzy pozostałe ściany przylegają tutaj do ganku otaczającego rezydencję i są skonstruowane z drewnianej kraty oklejonej półprzezroczystym papierem, przepuszczającym światło dzienne. Pomieszczenie zostało wymyślnie skonstruowane, gdyż przednią ściankę, można usunąć w dowolnym momencie, uzyskując widok na ogród. Podłogę shoinu pokrywają maty, a wzdłuż przedniej ścianki zainstalowano deskę lub ławę służącą do rozłożenia papieru, tuszu, pędzli podczas pisania, bądź malowania, ewentualnie położenia książki.]

 

...: Mam cichą nadzieję, że to miejsce ci się podoba i uczynisz z tych ścian swój własny mały świat w tym całym zaduchu wielkich ścian i terenu. Będąc księciem, będziesz musiał przyjmować wytwornych gości, którzy będą tworzyli tutaj poematy, zapisywali notatki oraz kroniki. Inni będą malować obrazy wyrażające ich impresje lub zechcą zmierzyć się z tobą w kanji, oczywiście dla wspólnej rozrywki. To miejsce pozwoli dokonać wyciszenia niepotrzebnych trosk i myśli, ten gabinet przeznaczony jest do pracy umysłowej. Sam zobaczysz, za jakiś czas przestanie on być odrębnym pokojem, zostanie częścią ciebie. To urocze prawda?

 

[Kamera zbliża się w stronę Yoshihito, ten delikatnie kłania się, po czym klęka na jednej z mat, przed jego ciałem znajduje się wielka paleta z kolorami, książę podnosi pędzel, którym po chwili zaczyna kreślić kreski różnej grubości i kształtu na papirusie.]

 

Kira: Urok kanji nie pozwala każdemu z was zrozumieć istoty pięknopisu. Żaden europejczyk tego nie doceni, to przykre lecz tak jest. Ja dostrzegam piękno w swobodnym lekkim kreśleniu znaków pędzlem. Nieregularna, z powodu niedbale rzucona na papirus linia, może bardzo odbiegać od wyglądu danego znaku w druku, może być nawet trudna do odczytania i tylko wrażenie nieomylności ruchu pędzla wyrażające się w zborności całego zarysu znaku decyduje o jego pięknie. Słynął ze swej kaligrafii Kukai, arystokraci z rodu Fujiwara, a także księżniczka Ito. Niczym Ki - no Tsurayuki, stanę się mistrzem tegoż pędzla, budząc kolejny urok do egzystencji w tym zepsutym świecie. Oyasumi nasai.

 

[Kamera oddala się od Nabeshimy, który delikatnie kreśli kolejne kreski na papirusie. Po chwili zapada całkowita ciemność.]

 

-------------------------------------------------------------------------

Peru,

Lotnisko międzynarodowe,

2 dni przed rozpoczęciem Wrestlepaloozy.

--------------------------------------------------------------------------

 

[Przekaz za pomocą kamery ukazuje nam główny hol lotniska, wszędzie widzimy ludzi, jest ich ogromna ilość, lecz nie możemy zidentyfikować ich pochodzenia, gdyż przekaz jest czarno-biały. Tłum żywo przemieszcza się wewnątrz ogromnego pomieszczenia, po kilku chwilach pojawiają się trzy persony, o wyraźnie jaśniejszej cerze. Kamera dokonuje zbliżenia, widzimy, Yoshihito Nabeshime z którym kroczą jego tajemniczy krewny i Takako Chiaki. Za trójką Azjatów wesoło maszerują mężczyźni odpowiedzialni za przenoszenie bagażu. Mija kilka minut, podróż kończy się przy czarnym samochodzie, jest to mercedes 170S kabriolet A. Tajemniczy jegomość zasiada za kierownica, po czym akcja przenosi się do środka pojazdu. Pojawia się kolorowy przekaz, Nabeshima spogląda martwo w stronę, okna, kamera okazuje zatłoczone ulice Limy, na zewnątrz panuje hałas i chaos. Dalej mijamy tereny puste, gdzie jedynie widać trawę i keczuasów pasących lamy. Samochód jedzie dalej, trwa chwila ciszy. Nagle słyszymy głos Nabeshimy.]

 

książę Nabeshima: Dziwni się czuję, jakbym popełnił ciężki grzech. Bogowie zgrzeszyłem? [cisza...] Nie zaparłem się Bogów aby uratować życie, poświęciłem wszystko i poległem. Gdzież wielkie zwycięstwo? Ech [japońskie] wielkie męczeństwo! A moje oswobodzenie? To śmierć albo klęska tych potępionych obłudników. Kanony mej walki, kanony Lima Street Fight zakładają chroniczną przemoc. Niech aura Bogów mojego rodu chroni moją duszę.

 

...: Bądź odważny, twoja godzina nadchodzi.

 

Książę Nabeshima: Wiem, przyjmuję mój los pokornie, przyjmuję moją śmierć pokornie. Aero, Hendrixon, Ieshige, jesteście pewni, że chcecie podnieść na mnie rękę? To tak jakbyście spalili świętego, płomienie uniosły się na piedestał, a żar otoczył moją duszę! Bądźcie potępieni na wieki. Sami skazujecie się na wieczne jedzenie chleba rozpaczy i picie wody cierpienia.

 

[Nagle na szybie ląduje mucha, która zostaje zabita impetem poruszającego się pojazdu. Pojawia się oślepiająca światłość słońca, w efekcie widzimy białą strugę światła z małym czarnym punktem na szybie.]

 

książę Nabeshima: Nieszczęśni, co widzicie? Zapewne wszyscy odpowiecie, że białą kropkę. Ech [japońskie] to przykre, wszyscy widzą czarną kropkę, lecz nikt nie zwraca uwagi na dużą białą powierzchnie, a co za tym idzie, każdego dnia robicie idealnie to samo. Skupianie się na czymś i tym samym nie zwracacie uwagi na coś innego, co powinno być równie oczywiste i zauważalne. Identycznie jest z naszą walką. Każdy z was czuje się samotny, dlatego tworzy własna iluzję normalności. Siadacie w centrum swego domostwa, zaczynają się halucynacje, wydaje wam się, że wokół was zaczyna tańczyć samotność ubrana w suknię, która jest wyłącznie biała i wyłącznie niebieska. Później dochodzi kolejny amok, kolejny i kolejny, na końcu nie wiecie nic i dochodzicie do wniosku, że to wy tańczycie ubrani w pastelowe kolory, a krzesło trwa martwo w jednym miejscu. Ja za to, cieszę się, że nikt z was mnie nigdy tak naprawdę nie zobaczył, Gdyby dostrzeżono jedynie specyficzność i jej objawy, tam gdzie ja starałem odszukać nieco życia, sprawiłoby mi to tylko ból, smutek i wstyd niezrozumienia. Akurat wasz wzrok nie pomógłby mi pójść dalej w przód. Dlatego wszelkie sprawy załatwiam sam ze sobą. Gdy poczułem, że moje dotychczasowe życie jest próżne, temat został zamknięty. Chciałem malować. Malowałem. Chciałem grac na biwie. Grałem tworząc poematy dla Sakury. Gdyby ktoś z was mnie wtedy widział, na pewno uznałby to za zespół objawów, przeoczyłby ocean mojej chęci do życia, zamiar nadania kolorów i wprowadzenia muzyki na to szare podwórko osocza, zanim je zostawiłem ostatecznie za sobą. Czarna kropka tam była, i biała powierzchnia też. Obie są widoczne, chodzi o to, żeby wybrać, na której chcemy się skupić. Sandman nie tworzy żadnej dodatkowej, po prostu zlewa się z otoczeniem. To urocze prawda? [bez odpowiedzi]

 

[samochód zatrzymuje się, książę Nabeshima ze swym towarzyszem i asystentką wysiadają z pojazdu. Nareszcie zauważamy pełną paletę barw. Słońce wręcz praży twarze Azjatów. Nabeshima ubrany jest w purpurową yukatę, na głowie ma zawiązaną opaskę tej samej barwy. Krewny księcia ubrany jest w białą yukatę, a Chiaki w bordową. Rozglądając się dookoła zauważyć można długi pas domów tworzących swoistą dzielnicę willową. Kamera zbliża się w stronę księcia.]

 

książę Nabeshima [zdziwiony]: Dlaczego zatrzymaliśmy się tutaj, sądziłem, że mieliśmy udać się do centrum..

 

...: To prawda, lecz bezpieczniej będzie zostawić tutaj nasz pojazd, w dzielnicach takich jak La Victoria ryzyko utraty środka transportu byłoby zbyt duże. Widzisz Yoshi, tutaj mieszkają głównie właściciele firm, prawnicy, lekarze i pracownicy korporacyjni. Nic nam się tutaj nie stanie. Dlatego bezpieczniej jest pozostawić tutaj to co drogocenne. Tu wszędzie egzystuje nędza obok luksusu, taki urok tego miejsca.

 

Książę Nabeshima: Rozumiem.

 

[Nabeshima ze swym towarzystwem odchodzi w stronę centrum, po drodze mijamy zróżnicowany krajobraz od kreatywnie zbudowanych domów do całkowitych ruin, gdzie widać dzieci proszące o drobny datek. Książę z uwagą przygląda się ludziom, których mija. Mimo skrajnej nędzy na twarzach Peruwiańczyków rysuje się uśmiech. Ktoś pokrzykuje w języku nieznanym dla Nabeshimy, ktoś kogoś popycha, kobiety wieszają pranie, dzieci ochoczo rysują na piasku drzewa. Nagle jedno z dzieci spogląda na dziwnie wyglądających podróżników, podchodzi bliżej, Nabeshima ze swym krewnym stoją martwo, jedynie Chiaki podchodzi do chłopca, pochyla się, następnie wyciąga spod yukaty dużego lizaka wręczając smakołyk dziecku. Chłopiec nagle ucieka.]

 

Takako Chiaki: Biedne dzieci.

 

...: Tylko w sensie materialnym, kulturowo są o wiele kroków dalej niż dzieci pochodzące z Europy. Taki urok tego miejsca. Ah. [z romantycznym uniesieniem]

 

[spacer trwa dalej, docieramy do centrum miasta, widać dziesiątki straganów na których sprzedawane są pamiątki, a ceviche, czyli surowe ryby marynowane w soku z limonki z warzywami. Obok stoją rzesze pucybutów, każdy zaprasza serdecznym uśmiechem do siebie. Nabeshima ze swym mentorem podchodzą do jednego ze stanowisk, w tym czasie Chiaki ogląda pamiątki. Pucybut sprawnie oczyszcza obuwie obydwóch japończyków, Nabeshima wręcza kilka soli – krajowej waluty Peruwiańczyków. Mija chwila, panowie przechodzą do Chiaki.]

 

książę Nabeshima: Chiaki, chciałabyś coś dostać? [Chiaki nieśmiało wskazuje palcem na mały naszyjnik zrobiony z rzemyków, a także na zwierzątka z wełny do teatru lalek. Książę płaci za skromny naszyjnik i wełniane kukiełki przedstawiające węża, tukana, kondora i lamę. Cała trójka ma już odchodzić, ale Chiaki zatrzymuje księcia.]

 

Takako Chiaki: A dla pani Mitsuko?

 

Książę Nabeshima: No tak, zapomniałbym, zobaczmy.. [Książę podchodzi do straganu z ozdobami, lecz po chwili przechodzi dalej, znajdujemy się przed straganem z bronią białą.] Niech będzie ten, Mitsuko powinna zaakceptować. [Yoshihito wybiera nóż ozdobiony kamieniami szlachetnymi. Po chwili płaci odpowiednia ilość soli, po czym chowa przedmiot pod yukata.]

 

[Na ulicach Peru robi się wesoło i gwarno, nagle pojawia się wiele osób w wielobarwnych strojach, kobiety mają piękne nakrycia głowy, inni kolorowe maski, grana jest wesoła muzyka, widzimy tańce, niektórzy jedzą potrawy, inni popijają alkohol. [Chiaki dołącza do fiestującej ludności]

 

książę Nabeshima: Co tu się dzieje?

 

...: To jedno ze świąt, oni tak celebrują swój kontakt z Bogiem, jedzą, piją alkohol z kukurydzy jednocześnie tańcząc. To ma swój urok nieprawdaż?

 

Kira: Zaiste.

 

[Chiaki powraca do swoich towarzyszy. Nieopodal znajduje się skromna kawiarenka, dostojna reprezentacja arystokracji japońskiej mija progi przybytku. Chwilę później siadają przy stoliku, po sali biegają kelnerki, nagle jedna z nich zauważa obecność nowych gości, wiec podchodzi do "egzotycznego towarzystwa"]

 

Kelnerka: Co podać?

 

[Książę Nabeshima i jego mentor robią lekko zniesmaczoną miny.]

 

...: Chcielibyśmy coś wypić...

 

Kelnerka: Piwo, wino, coca cola, inca cola, pisco sour, soki, kawa, herbata?

 

...: O, doskonale, jaką herbatę może nam pani podać?

 

Kelnerka: Manzanille czyli napar z rumianku albo mate de coca czyli herbatę z liści koki.

 

Książę Nabeshima [zdziwiony]: Koki?

 

...: Tak, świetnie się składa, ten napar zabezpieczy nas przed chorobą wysokościową. Poprosimy trzy herbaty, tylko bez cukru, to zabija prawdziwy smak.

 

[Kelnerka odchodzi, po kilku chwilach przynosi imbryk i trzy małe kubeczki.]

 

...: Ech [japońskie] nawet nie mają filiżanek. No cóż i tak jest klawo. Wypijmy to szybko i chodźmy dalej, nie ma czasu na odpoczynek.

 

[Podczas rytuału picia książę Nabeshima i jego mentor wymieniają poglądy na temat architektury, Chiaki w tym czasie uśmiecha się do swych towarzyszy. Mija kilka minut, podróżnicy wstają, książę Nabeshima zostawia na stoliku zapłatę, po czym cała trójka znika we wrotach przybytku. Jesteśmy znów na ulicy, krewny księcia prowadzi swe towarzystwo w kierunku leśnych terenów. Tam znajduje się mała stajenka, pojawia się zarządca z którym towarzysz Nabeshimy prowadzi krótka rozmowę. Po chwili Chiaki, książę Nabeshima i jego mentor wsiadają na małe zgrabne koniki maści hebanowej. Zwierzęta wolnym krokiem transportują Azjatów w kierunku wyżyn pokrytej różnymi rodzajami trawy. W niższych partiach znajdują się wioski indiańskie - ludność ta dokonuje różnych rzeczy. Jedni w tym momencie rozpalają ognisko, drudzy pieką kurczaka, jeszcze inni pogrywają na flecie. Ktoś komuś pomaga w uprawie pola. Tworzy to swój odmienny świat. Przenosimy się coraz wyżej, aż dochodzimy do miejsca gdzie znajduje się skromny park narodowy. Książe, jego mentor i Chiaki dostojnie zsiadają z koników, po czym przechodzą przez park. Tam, Chiaki zachwyca się różnorodnością kwiatów i ptaków, które postanowiły odpocząć przed kolejnym odlotem.]

 

książę Nabeshima: Chiaki, widzę, że się zauroczyłaś zostań tu troszkę, niedługo powrócimy.

 

[Chiaki kłania się delikatnie. Panowie odchodzą dalej, pojawiają się zarysy pewnej budowli, przechodzą bliżej, widzimy napis "Hospicjum imienia Serca Jezusowego".

 

Książę Nabeshima: Hospicjum?

 

...: Tak, poznając świat nie możesz ignorować tego pozornie zapomnianego. Ból i cierpienie można znieść godnie, można mieć uśmiech na twarzy i odszukać spokój w drobnostkach.

 

[Panowie przechodzą przez ganek budowli, następnie wchodzą do dużej sali, gdzie widać szereg łóżek, niektóre są już puste. Spoglądając na obecnych tam pacjentów nie widzimy zróżnicowania wiekowego. Leżą ludzie różnego wieku, od kilkuletnich dzieci, po starców. Książę ze swym mentorem zatrzymują się przy miejscu spoczynku pewnego starca, którego lica ukazują cierpienie. Cera jegomościa jest koloru ziemistego, sama twarz pokryta wieloma bliznami. Po chwili starzec przemawia.]

 

Starzec: Młodzieńcze, walczyłeś kiedyś?

 

Książę Nabeshima: Walczę cały czas.

 

Starzec: W tamtych czasach, dzień rozpoczynał się od ekscesów e słońcem, czuć było charakterystyczny posmak cierpienia i prochu. W sprawę zamieszani byli wszyscy, od dziadka, który zbierał warzywa w ogrodzie, matka gotowała obiad, i my, młodzieńcy, tacy jak ty, my, żołnierze w poszarpanych spodniach. Dni wypadały z pamięci jak mierne zęby naszych wrogów. Aż do jednego momentu, aż do chwili, gdy ojciec padł na krzak pomidorów. Gdy go podnosiliśmy miał twarz umazaną jakby we krwi. Taki jest efekt zadzierania z maoistowską partyzantką. Ta agonia w której jestem jest moją pokutą... [starzec zasypia nagle]

 

[Książę stoi martwo, po chwili przechodzi dalej gdzie leży człowiek w podobnym wieku co Yoshihito.]

 

Młodzieniec: Ojcze? Ojcze? Eh, to nie ty. W ciągu pięciu lat nie poświęcałem mu zbyt wiele uwagi i może tknięty sumieniem on przychodzi, teraz gdy białaczka zabiera me ostatnie tchnienie. Lecz pełznie za nim cień tak namacalny, jakby miał wszystkie wymiary, i nagrody, i kaźni. Czasem się uśmiecha, odsłaniając goła dziąsła, reżim wybił mu zęby. Cholerny Fujimori, dlatego nienawidzę Japończyków. Ojciec przychodzi, opowiada o zmartwychwstaniu i ludziach, których twarz przypominają więźniów skazanych za niepopełnione zbrodnie. W płaskich dłoniach trzymają długie patyki, aby nimi zabić. Potem z namaszczeniem i poświęceniem wygrzebują zrudziałe szmaty i szeleszczące reklamówki. Słyszę jak pokładają się obok mnie. Układają do mojego snu, cholerni Japończycy.

 

[Książę przechodzi dalej leży tam szesnastoletnia dziewczyna skatowana przez swych rodziców.]

 

Dziewczynka: Śni mi się siostra wychowywana na ramieniu, która tak tuli się aby nie odejść. Śni mi się siostra, która rzuca się z okna, aby nie cierpieć. Potem widzę ją klęcząca w kościele wśród wiernych i zgiełku. Naprawdę odróżnia nas tylko życie i śmierć, więc nie tęsknimy za sobą. Ona przechadza się pośród traw, ja wegetuję. Zaprasza ochoczo, tak jakby chciała mnie zmusić do podróży, lecz sprawdza tylko moja wytrzymałość i moje pragnienie obecności z mojego niewytłumaczalnego tutaj do jej mistycznego "tam".

 

[Nabeshima odchodzi o łóżka dziewczyny, przechodzi w stronę okna.]

 

książę Nabeshima: Odtąd odrzuciłem ignorancję i pogardę widzę nowe rzeczy. Bywając w więzieniu dusz zauważyłem, że patrzę na innych pod kątem więzienia. Tylko i wyłącznie możliwego przestępstwa. Na niektórych ludzi zbrodnia nachodzi z wewnątrz, tak jest z Hendrixonem i Ieshige. Pierwszy jako żarliwy wyznawca nauka Marksa, tak naprawdę nosi maskę oznaczoną sierpem i młotem, to ironiczne gdy pomyślimy sobie, że sam nie wyznaje żadnej z zasad stworzonych przez swojego pana. Ieshige to zbrodnia sama w sobie, samo osadzenie oczu, spojrzenie ukazują, że jest kimś innym niż reszta z nas, kimś odmiennym. Zdolny jest do tego co niepojęte. Tak wyglądasz Shige, nieszczęśliwy złoczyńco. Wszyscy służymy w EWF. Sama walka w ringu jest jak muzyka, wchodzi do wnętrza ciała i przyswajamy ją na wszystkich poziomach. Powietrze w hali jest naładowane elektrycznością, świeży aromat krwi, coś czego nie da opisać się słowami. Ja nie muszę się poruszać, bo ta muzyka porusza mną. Jestem oddany EWF. W tym czasie w gubicie rytm, nie wiecie jaki jest jej sens, a moje uczynki przejdą przez wasze ciała jak psychoanaliza. Macie jednak mianownik wspólny, miotacie się w heroinicznym omamie. Aero wierzy głęboko, że potrafi dokonywać rzeczy niestworzonych, doskonałych i ... latać... Aeroplan, ze swej strony mogę powiedzieć tylko ... to przykre. Brawura i odwaga są pożądane w życiu, lecz ignorancja już nie. Jedyne co cię czeka to los Ikara, tak jak on stracisz swe pióra. Tak jak jego wosk został stopiony przez słońce, tak moja aura rozpali twój. Upadniesz, połamiesz się po stokroć, bo taka jest właśnie cena żądzy niemożliwego. Hendrixon w swych wywodach skrócił wybitność Marksa do poziomu kułaka bez wykształcenia. Słowa "wujek Marks" wypowiadane z częstotliwością strzałów z karabinu nie tworzą nowych horyzontów, one je spłycają. Jeśli mielibyśmy naszą walkę pojmować jako walkę ideologii na szachownicy czasu, to jesteśmy figurami z górskiego kryształu. Szaleniec szachowy, i diamentowy feniks zaklęty w formie księcia. Książę w dłoni trzyma miecz, w drugim kwiat wiśni, książę ścina głowę szaleńcowi. Powstaje ścięta hipokryzja. Zostaje nam Ieshige, zdrajca, obywatel Japonii, bez honoru i czci w sobie. Jesteś jak chaos, a z chaosu wychodzi się przez właz, mityczne potwory tak opuszczały bramy chaosu, ty też tak czynisz. Twoim powiernikiem jest rura, kocha cię bo milczy, ty za to kaleczysz i niszczysz. Niech i powstanie dramatyczna poza, jeśli mam poświecić swą szlachetną krew, aby odciąć łeb tej hydrze, to ją poświęcę. Poświęcę tak, aby z chaosu pozostała plama. Plama stworzona przez atak aury majestatu mego na twój chaos. Taki urok tego.

 

[Książę Nabeshima kłania się delikatnie, po czym spogląda w obiektyw kamery.]

 

książę Nabeshima: Każdy system powinien być wyposażony w solidne drzwi. Sayounara.

 

[Kamera zaczyna się oddalać, obraz rozmywa się, po chwili całkowicie zapada mrok.]

EWF, III Oddział Kancelarii Osobistej Jego Imperatorskiej Mości.

Cultured Society|The Princess of Attitude.

I love the whisper of Attitude <3.

3926129444e3b08a90b45e.jpg

  • Odpowiedzi 1
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Ja Myung Agissi

    1

  • Szaman

    1

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  16
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  11.04.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Dni wypadały z pamięci jak mierne zęby naszych wrogów.

 

No i monitor oplułem ze śmiechu. Jako wielbiciel dobrego humoru dziękuję za ten tekst. Muszę go wydrukować i oprawić, żeby przez dłuższy czas mnie rozweselał. Co do RPa - jest bardzo dobrze. Jak to mawiają w Ameryce: You have trimmed the fat.

6700128824b23ca1f05f1d.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Słyszałem plotkę o kolejnym tajnym spotkaniu w Orlando T. Khana z niejakim Shanem McMahonem, który od marca ma zostać pierwszym w historii GM AEW.
    • Jeffrey Nero
      Nigdy nie mów nigdy w wrestlingu...
    • IIL
      AJ'a czeka co najwyżej transfer do TNA. Byłby to generalnie genialny pomysł - przegrana z Guntherem na Rumble i "odejście" od WWE, ale za to definitywne zakończenie kariery w ich rozwojówce. Styles mógłby zdobyć tam w poetycki sposób jeszcze raz główny pas, itd i pojawić się kilka razy w tym roku, co bardzo wywindowałoby ten brand do góry.  Na AEW i walkę z Omegą oraz reunion z Bucksami nie ma szans.  
    • Jeffrey Nero
      Tak tylko to wrzucę   
    • GGGGG9707
      Mi się właśnie wydaje że to doprowadzi do odejścia Balora. Od kontuzji Doma było mówione że do RR zdąży wrócić więc jego wejście w walce jest niemal pewne (co nie będzie jakąś dużą niespodzianką bo wszystkie informacje podawały że na Rumble wróci). Balor nie przypadkowo dowiedział się na RAW że nie ma dla niego miejsca w RR Matchu a do tego te promo Liv do Balora. Typuję że albo Dom będzie w RR Matchu i go koncertowo przegra co zdenerwuje Finna że znowu Dom dostaje szansę mimo że ma już pas albo
×
×
  • Dodaj nową pozycję...