Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Początek czegoś noweo na peruwiańskiej ziemi...


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  408
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  30.09.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Ujęcie z helikoptera. Kołuje on nad jakąś górą. Słońce oświetla ją bardzo dobrze jasnymi, intensywnymi promieniami. Helikopter zniża się lekko, widok staje się z każdą chwilą wyraźniejszy. Teraz można dojrzeć, że maszyna nie zawisła nad górą, ale nad czymś na kształt wyżyny, czy dosyć spłaszczonego wzniesienia. Powoli coraz bardziej widoczne stają się stojące obok siebie bloki skalne, mury, jakieś ruiny. O kurwa!! Jak tu pięknie! Przepraszam. Kontynuujmy – obraz powoli rozmywa się i naszym oczom ukazuje się dwóch ludzi siedzących w dziwnych pióropuszach przy kamiennym blacie.

Pierwszy z nich zaczyna mówić:

- Witamy państwa z cholernie słonecznego Peru. Jesteśmy w najlepiej zachowanym miejscu które niegdyś zamieszkiwali dawni obywatele naszego pięknego kraju. Oto prastare miasto Inków, stolica wszystkich Indian, czternasty cud świata – jesteśmy w Machu Picchu!

- Piździ.

- Że co się panu dzieje?

- Zimno.

- Przecież słońce świeci.

- Ale wiatr wieje... Ej nooo! Znowu nikt mnie nie rozumie, idźcie sobie wszyscy! - wykrzyczał drugi mężczyzna po czym z płaczem odbiegł od stołu. Wygląda na to, że jest to Hernandez. Jeśli macie państwo pilot od telewizora pod ręką to radzimy przełączyć na M jak Miłość lub Familiadę. Jeśli zaś nie, to musicie się państwo z nim użerać. My niestety też... Ale teraz czas już wrócić, bo człowiek w pióropuszu znów przemawia!

- Postanowiliśmy właśnie tu zorganizować naszą konferencję, gdyż to miejsce posiada niesamowite, legendarne moce które są przekazywane każdemu wojownikowi który tutaj zagości. Aż sam czuję takie mrowienie w okolicach pośladków... No nic, to może ja się przedstawię. Nazywam się Pedro Hualemba i jestem tu by porozmawiać z młodą gwiazdą goszczącej w naszym pięknym kraju federacji pro wrestlingowej EWF. Zaraz zapewne do nas dołączy.

- No nie wiem. - Odezwał się znajomy głos zza kamery. Tak, Nołnejm jest z nami!

- A dlaczego pan tak sądzi?

- Bo to laluś jest. Ja tu się powinienem wrestlingować a nie taka ciota. No.

W tej chwili na ekranie pojawia się Vitor który wbiegł właśnie przed kamerę. Złapał on mocno za indiański strój indiańskiego prezentera Hualemby wykrzykując energicznie:

- Ej!!! GDZIE TU JEST KIBEL!?

- Kibel? Ubikacja, że w sensie? Nie ma. Inkowie stosowali...

- Nie obchodzi mnie co stosowali Inkowie, jak jestem smutny to płaczę w kiblu. Gdzie jest kibel!?

- No... No nie ma.

- Nie ma?

- Nie ma.

- Aha. - Odpowiedział Vitor po czym puścił prezentera, delikatnie otrzepał swój strój i czarny jak noc pióropusz i usiadł przy kamiennym blacie rzucając całkiem spokojnie pytaniem – No to powiedz przyjacielu, co chcesz wiedzieć?

Dosyć zdziwiony Pedro powoli i niepewnie usiadł obok Hernandeza i rozpoczął:

- Na Paloozie która odbędzie się w Limie walczysz z dwoma przeciwnikami,

- Zgadza się.

- Twoi konkurenci to Bidam i Gabriel Iwanow

- Widzę, że dobrze się przygotowałeś.

- A jakże. W pierwszym pojedynku w EWF odniosłeś dość pewne zwycięstwo, czy teraz będzie podobnie?

- Oczywiście.

- Może jakoś to uargumentujesz?

- Aaaa!... na pewno nie ma tu ubikacji?

- Ani jednej.

- Kurcze. No dobra, nie pozostaje mi nic innego.

- To prosimy. Zacznij może od Iwanowa. Czemu jesteś lepszy od niego?

- A możesz mi przypomnieć co osiągnął Gabriel na poprzedniej Paloozie?

- Szczerze... Nie wiem. Przygotowałem się jedynie do rozmowy z tobą... Wiesz, mamy niski budżet i...

- Nic! Kompletnie nic... Jego drużyna przegrała, on przegrał. Został spinowany. Walcząc ze średniakami, nie mającymi zielonego pojęcia o prawdziwej walce, odniósł sromotną klęskę. Iwanow – przygotuj się! Skoro nie potrafiłeś uciec przed zawodnikami nie mającymi żadnego... powtórzę: ŻADNEGO! Wyszkolenia w BJJ czy innych wspaniałych sztukach walki to ja zgniotę Cię bez najmniejszych problemów. Tym razem to nie walka Tag Teamowa. Nikt Ci nie pomoże. Nawet jeśli ten drugi średniak z którym mam walczyć spróbuję to i tak nie macie szans. Spowoduję, że obaj będziecie błagać o przebaczenie i w popłochu uciekać z ringu. A propos, jak nazywał się drugi z moich konkurentów?

- Bidam.

- Ach, no tak. Słyszałem coś o jakimś mongole który w worku po kartoflach przywędrował na wspaniałe ringi EWF. Nie ma nawet co o nim wspominać, on walczył w Dark Matchu, nie prezentuje ŻADNEGO poziomu.

- Ty też walczyłeś w Dark Matchu...

- No tak. Od czegoś trzeba zacząć... Ale to całkowicie inna sprawa. Ale już skoro musisz tak marudzić, narzekać. Ja wiem co będzie! Ja powiem, że wygram to ty będziesz mówił, że nie. Zawsze będzie jakieś ''ale''. Nie ma tak dobrze! Powiem wszystko tu i teraz! - Zaczął wykrzykiwać oburzony Vitor – Bidam! Posłuchaj! Spójrz na siebie! Jak Ty wyglądasz!? Powinieneś pracować na roli, oczyszczać ścieki, łowić ryby a nie stawać na ringu z najwybitniejszymi wojownikami na świecie! Popatrz chociażby na mnie.. - Hernandez wstaje i delikatnie przejeżdża dłońmi po kostiumie. Oprócz wspomnianego już sporego, czarnego pióropusza ma na sobie ciemną kamizelkę wiszącą na mrocznej, czarnej koszuli i obcisłe, skórzane spodnie. Czarne. Gdyby nie pióropusz i cudowne otoczenie to widzowie sądziliby raczej, że znajduje się on w podmiejskim barze lub na zlocie satanistów a nie w tak wspaniałym i słonecznym miejscu. Kompletnie nie pasował do otoczenia jak i siedzącego obok reportera, nie da się jednak ukryć, że jego strój był drogi i elegancki.

- No tak Vitor. Rozumiem. Ale samym strojem walki nie wygrasz.

Hernandez spojrzał na chwilę w ziemię i zakrył twarz dłońmi. W tle można usłyszeć szum lekko powiewającego wiatru oraz podziwiać wspaniały krajobraz.

Po niespełna minucie brazylijski wrestler podnosi głowę. Na jego twarzy spoczywa uśmiech a na policzkach ma namalowane farbą... dwie czerwone kreski? Vitor wstaje z miejsca i unosi dłoń ku niebu.

- Peruwiańczycy! Wspaniali ludzie z wojowniczymi duszami! Oto jestem, ja, wasz sprzymierzeniec aby zrównać z ziemią nadchodzącą słowiańsko-tybetańską chołotę! Będę walczył w waszym imieniu i nie pozwolę by Ci obcy w jakikolwiek sposób zagrozili temu pięknemu kraju. Indiańska krew płynie w nas wszystkich – mieszkańcach Południowej Ameryki. Jesteśmy potęgą, musimy tylko wyzwolić siłę która drzemie w naszych duszach! - Słychać entuzjastyczne odgłosy nielicznej widowni znajdującej się za kamerą (patrz wiecznie towarzyszący: Zbyszek i Nołnejm) – Obudźmy w sobie moc naszych przodków, pokażmy, że zwycięstwo jest w naszych rękach! Nikt nie jest w stanie nam go odebrać! Obiecuje Ci, o potężny narodzie Peruwiański, że Chińczycy i Polacy z ruskobrzmiącymi nazwiskami przybywający tu by walczyć ze mną na jednym ringu otrzymają to na co zasłużyli. Bidam, Iwanow – jesteście na naszej ziemi. Czuje w sobie moc pradawnego wodza Inków... Ej, Pedro. Jak się nazywał jakiś wódz Inków?

- Hmmm... Chyba Pedro Hualemba...

- Hualemba? Chłopie, przecież to ty tak się nazywasz!

- A no patrz, byłem pewny, że już kiedyś słyszałem to nazwisko!

 

Po wizycie w Machu Picchu Hernandez miał wrócić do hotelu. Miał to dobrze powiedziane. Na ekranie pojawia się skrót z czterodniowego powrotu do Limy ukazywany z pokładu helikoptera. Hernandez jak i cała ekipa filmowa w trakcie tego powrotu korzysta z szalenie nowoczesnych peruwiańskich środków transportu. Na ekranie widzimy żywo podskakującego kucyka i leżącego bezsilnie na nim Vitora Hernandeza. Mówi się, że helikopter mógł wylądować i zabrać go ze sobą, ale załoga obawiała się, że nie będzie to wtedy już tak śmieszne.

 

Hotel. Lima. Peru. Ameryka Pd. Planeta Ziemia.

 

Vitor chyba dopiero wstał. Paraduje w czarnej piżamce popijając gorące mleko. Dieta może jak na takie miejsce nie najlepsza, ale przyzwyczajeń tak łatwo się nie zmienia. Nagle słyszymy głos Zbyszka na który wszyscy czekali już od początku tej reakcji:

- Chłopaku! Byłeś jak Braveheart!

- Kiedy? - zapytał zdziwiony Hernandez.

- No wczoraj, tam w Machu Picchu. Jestem z ciebie dumny.

- Aaa tam. Ale jak kto byłem?

- Wypisz wymaluj Braveheart!

- Kto?

- ….. Ach, taki wódz Inków.

- A widzisz!

Beztroską rozmowę dwóch panów przerywa tajemniczy człowiek mający w nawyku ukrywanie się za kamerą mówiąc stanowczo:

- Dobra, Vesna powiedziała, że tu nie przyjedzie. Reszta to członkowie układu i nie można im ufać. Wygląda na to, że to ja muszę z tobą porozmawiać. Potrzebujemy dograć jeszcze parę wypowiedzi. Wiesz, wczoraj było nieźle, ale trochę przeginałeś pałę. Ludzie pomyślą, że się zjarałeś.

- Znowu mnie obrażasz! - wybuchnął Vitor i wybiegł do łazienki. No tak. O tym zapomnieli. W hotelu była łazienka. Nołnej i Zbychu dobrze wiedzieli, że namawianie chłopaka do wyjścia nie ma większego sensu więc musieli działać jakoś inaczej. Na ekranie nagle znikąd pojawił się wierny manager Hernandeza.

- Ja pierdole, mam deja vu – wykrzyknął Nołnejm po czym łapiąc się za głowę rozpoczął:

- Witaj Biały Pluszowy Misiu Bez Oka. Co słychać?

- Yo, Yo, Peruwiańska moc, ale dobry koks.

- Co jest kurwa?

- Wkurwia mnie ten klimat Latynoski, potrzebuje odmiany. Dopóki będziemy w Peru będę raperem! - Pojawiło się na ekranie po kilku burknięciach dochodzących ze strony misia.

- No nie... Chociaż... To może być ciekawe. Proszę, powiedz co chcesz nam przekazać.

- Na Paloozie dwaj wrestlerzy podejdą mego klienta blisko,

On jednak ich oleje, jeszcze nie upadł tak nisko,

Żeby walczyć z Polaczkiem i Mongołem w jakiś szmatach,

Bo to jest Vitor Hernandez przyszły EWF Mistrz Świata!

Więc powiem teraz wyraźnie do każdego kmiota,

Domagam się dla mojego klienta tittle shota,

Natychmiast – On już teraz jest godzien,

Wszystkich pozostałych dawno zostawił na lodzie,

Jeśli jednak odmówicie zmiecie on tu wszystkich,

Szczupłych, grubych, ładnych, brzydkich, wysokich i niskich,

Gabriel Iwanow ty już dawno jesteś na porażki fali,

Zawołamy zawodników z backstage żeby też cię spinowali,

A ty Bidam, wbiłeś się tu na chama,

Jesteś anty reklamą Dolce Gabbana,

Nawet nie wchodźcie na ring, to wszystko to jest pic,

Bo w starciu z Vitorem nie osiągniecie kompletnie nic,

Mówcie mi BMBO – 'Ty parszywy proroku'

Zgnieceni przez moją gwiazdę wylądujecie w rynsztoku!

 

- Dosyć! - wydarł się Hernandez wybiegając z łazienki a zarazem kończąc to wątpliwej jakości wystąpienie. Nie dopuszczajcie go do głosu, on jest nie miły i nie kulturalny. - Młody zawodnik szybko schował misia w walizce pod ubraniami. Już nie będę uciekał, odpowiem na wszystko, tylko nie rozmawiajcie z nim, mój miś ostatnio zrobił się dziwny, czuje się przytłoczony wszystkim tym co robi...

- Dobra, usiądź, ale ostatni raz do kurwy nędzy. My nie mamy w kontrakcie znoszenia twoich odchyłów. - Rzucił stanowczo tajemniczy człowiek zza kamery.

Vitor lekko przygaszony usiadł na krześle. Powoli podniósł głowę smutnym wzrokiem patrząc w obiektyw kamery.

- To jest jedyne miejsce gdzie mogę coś osiągnąć. Jedyna szansa aby ludzie spojrzeli na mnie jak na znakomitego sportowca, a nie nieudacznika który po stracie najbliższych nie potrafił osiągnąć już kompletnie nic. To najważniejsza chwila w moim życiu i muszę ją wykorzystać! Muszę! To szansa dla całej naszej trójki. Trójki która stanie na ringu w Limie by walczyć o dalsze sukcesy w EWF. To będzie dla któregoś z nas początek wielkiej kariery, szansa na wypłynięcie, pokazanie się. Jest jednak jedna sprawa o której wcześniej nikt nie wspominał. Wszyscy mamy za sobą jakieś niepowodzenia. Wszyscy znamy smak porażek, nie mieliśmy łatwo, ale dotarliśmy tu gdzie jesteśmy. Źródłem ich u Gromowa była głupota, zmarnował swoją młodość tylko i wyłącznie dla dóbr doczesnych, nie osiągnął przez to nic na dłuższą metę, sam prosił się o to żeby życie kopnęło go w ten zapchlony tyłek! ...Bidam... O tym człowieku nie wiemy zbyt wiele... Oczywiste jest jednak, że gdyby przez całe swoje życie robił to co powinien nie wyglądałby teraz jak przybłęda! Nie tułałby się po świecie bez grosza! Nie musiałby skamleć o każdą złotówkę i łaskę od innych... Miałby cokolwiek co świadczyłoby o tym, że dobrze przepracował swe życie. Nie ma nic. Nic! Ani krzty umiejętności, talentu, NIC!!! Po prostu stara się skupić na sobie uwagę, wyróżniać się. Ale kim do cholery jesteście fani, jeśli waszym autorytetem ma stać się ktoś taki! Nieudacznik bez przyszłości! Zasługuje on tylko na skopanie tyłka i może być pewien, że właśnie to go spotka! A teraz spójrzmy na mnie. Bidam i Iwanow popełniali błędy, to one były źródłem ich porażek. Mi zaś dupsko skopał pieprzony los! Pieprzony los, który zabrał mi to co najważniejsze! Wszystko co miałem! - Vitor opuścił na chwilę głowę ocierając dłonią spocone czoło – A jednak stoję tu. Jestem. Jestem w Limie, niedaleko mej ojczyzny i jestem gotów. Jestem gotów do walki i wiem, że tylko ja, TYLKO I WYŁĄCZNIE JA zasługuje tutaj na zwycięstwo. Za wszystko co jest za mną. W imię tego co przede mną. I dzięki temu, co dzieje się teraz. To do mnie należy ostatni ruch w tej grze i przyrzekam, że w życiu nie widzieliście bardziej efektownego mata.

- It's true i cały czas do przodu! - odburknął jeszcze manager gdzieś spomiędzy zielonych slipów w kropki i nie pranych przez tydzień skarpetek na co wszyscy w pokoju odpowiedzieli delikatnym uśmiechem.

W tej chwili zadzwonił dzwonek. Hernandez wstał i udał się w stronę drzwi. Kamera starała się podążać za nim. Wrestler pociągnął za klamkę, a błyskotliwy operator Zbigniew zdołał jedynie uchwycić zszokowaną twarz Vitora skierowaną ku postaci która dzwoniła do drzwi.

 

 

Oczywiście proszę o liczne komentarze, konstruktywną krytykę itp. itd., znacie to ;) Mam nadzieję, że miło się czytało.

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Natan

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Mr_Hardy
    • MattDevitto
    • MattDevitto
      Gdyby nie chodziło o AJ'a to jeszcze może bym się łudził, ale Styles nie należy do osób w tym biznesie, które rzucają słowa na wiatr. Poza tym z wieloma zawodnikami z AEW AJ i tak przecinał się przez lata na różnym etapie swojej kariery...
    • KPWrestling
      Trzecia pula biletów trafiła do sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 4 Data: 29.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Morioka, Iwate, Japan Arena: Iwate Prefectural Gymnasium Publiczność: 1.040 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
×
×
  • Dodaj nową pozycję...