Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Seorabeol


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  40
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  01.04.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Katowice

Jeden dzień po zakończeniu Wrestepaloozy:

Biuro EWF

-------------------------------------------------------

 

 

Bidam po wygraniu Dark Matchu zadumał się nad swoim losem niczym Stalin nad losem Buriatów. Buriaci to ciekawy naród. W przeciwieństwie do Polaków, którzy wolą niewolę niż wolność, Buriaci robią odwrotnie. Ciężko to sobie wyobrazić, trzeba po prostu wybrać się nad Bajkał i obejrzeć ich niczym na buriackim safari. Stalin też nad nimi dumał, pykając fajkę. Bidam spotkał raz jednego Buriata, ale się go wystraszył, więc uciekł. Od tej pory, gdy tak duma nad swoim losem wspomina Stalina i Buriatów. Szkoda tylko, że nie ma fajki i białego munduru. To oczywiście dałoby się zorganizować, ale poczciwca na to nie stać. Od lat ma problemy z gotówką. Bidam znajdował się więc w biurze EWF i dumał nad swym losem. W końcu przerwał mu głos jakiegoś podrzędnego pracownika EWF.

 

Pracownik EWF: Pan naprawdę dla nas pracuje?

 

Bidam [wyrwany z dumania, oszołomiony lekko]: Gdzie moja bolszewicka fajka?

 

Pracownik EWF: Jaka znowu fajka? Gdybym nie miał pańskiego zdjęcia nigdy nie wziąłbym pana za naszego pracownika.

 

Bidam [uśmiecha się jak wioskowy głupek]: Pozory mylą.

 

Pracownik EWF: Nasza federacja gratuluje panu udanego Dark Matchu. Władze 150 szczebli nade mną uznały, że może pan awansować do głównej karty.

 

Bidam: Cieszę się.

 

Pracownik EWF: Raz nawet widziałem Esmeraldę Martinez na żywo. Taaaak... wszyscy pracownicy administracyjni EWF to jedna wielka rodzina. No nic. Kartę pan zna, zna? [nie czekając na odpowiedź] Dobrze. Następna gala w Peru. EWF oczywiście zwróci panu koszty podróży oraz zapewni nocleg na miejscu, a także podróż powrotną.

 

Bidam [zaniepokojony]: Zwróci koszty podróży? To znaczy nie opłaci ich tak od razu?

 

Pracownik EWF: Widzi pan. Mieliśmy kiedyś drobne problemy z zagranicznymi galami. Dawaliśmy naszym jobberom... [chwila refleksji] ... gorzej opłacanym wrestlerom pieniądze na podróże, które okazywały się parokrotnie wyższe od ich miesięcznej pensji. Wie pan co wtedy robili?

 

Bidam: Co takiego?

 

Pracownik EWF: Uciekali! Nie docierali na miejsce! Zmieniliśmy więc politykę. Pan kupi sobie bilet, dotrze na miejsce, zamelduje się, a my zwrócimy koszty.

 

Bidam: Ale mnie nie stać.

 

Pracownik EWF: Nie przesadzajmy. To tylko kilka tysięcy, które zresztą oddamy.

 

Bidam: Ja nie mam nawet 50 złotych. Kredytu nie dostanę, bo nie mam obywatelstwa. Niech pan nie żartuje. Nie macie jakiegoś funduszu wsparcia dla biednych wrestlerów?

 

Pracownik EWF: Nigdy chyba nie mieliśmy aż tak biednych wrestlerów. [teraz to do niego dotarło] Naprawdę tylko 50 złotych?

 

Bidam: I to w monetach. Pan sobie wyobraża jak się trudno z tym przemieszczać?

 

Pracownik EWF: Nie mogę sobie tego nawet wyobrazić.

 

Bidam: Nie opłacicie mi więc transportu? Jak pan sobie wyobraża, że mając 50 złotych dostanę się do Peru?

 

Pracownik EWF: Przykro mi, ale procedury! Nic nie mogę poradzić. Zwrócimy panu wszelkie koszty w Limie.

 

Bidam: Dostanę chociaż kanapkę?

 

 

-----------------------------------

 

Tak się zaczęła wielka przygoda. [bidam wskakujący do towarowego pociągu jadącego do Moskwy] Pełna niebezpieczeństw. [bidam wśród węgla] Groźnych zakrętów. [Pociąg ledwo wyrobił na zakręcie, ot ruska swawola] Zwykłego życia zwykłych ludzi. [Kontrola paszportowa] Tak rodziły się przyjaźnie. [Wódka z konduktorem w Magistrali Transsyberyjskiej] ... i konflikty. [ucieczka przed strasznymi Buriatami] Wśród niesamowitych okoliczności przyrody. [Tajga, tundra, Sybir, a Bidam po środku w śmiesznej czapce] Tak hartowała się stal jego charakteru. [Negocjacje z chińskimi przemytnikami] Po wielu trudach [bidam w śniegu, Bidam w deszczu, Bidam w błocie, Bidam w słońcu, Bidam w piasku, Bidam na spacerze] Dotarł w końcu do brzegów Oceanu Spokojnego i wypatrywał Peru [bidam na brzegu wypatruje Peru, choć po drugiej stronie to raczej USA i Kanada, ale liczy się idea] Etap drugi był łatwiejszy. [bidam na statku łowców wielorybów] Ale także pełen trudności. [bidam obierający ziemniaki] Skończyło się to tragedią [30 mil morskich od Peru statek rozbił się]

 

-----------------------------------

 

 

Woda morska jest słona. To banał i wszyscy o tym wiedzą. Nie rozpatrujemy tu oczywiście przypadku Morza Kaspijskiego, które jest delikatnie mówiąc dziwne samo w sobie. Nie jest łatwo pić wodę morską. Nie jest to ani łatwe, ani tym bardziej przyjemne. Chyba, że jesteśmy do tego zmuszeni. Co nas może do tego zmusić? Przypadek? Przymus? Możliwości wiele i trudno jednoznacznie stwierdzić. Zasolenie w tym rejonie świata wynosi około 35%. Dużo to czy mało? Czy są tu jacyś eksperci od wód oceanicznych? Można jednak śmiało stwierdzić, że woda jest słona. Bidam odczuł to na własnym języku. Niezbyt mu to przypadło do gustu, gdyż nigdy nie był fanem soli. W takiej chwili jednak polubiłby sól i chciałby by była ona jedynym jego problemem. Niestety nie była. Trudno bowiem stwierdzić co było gorsze. Ból w całym ciele czy to cholerne słońce. Marcowe kąpiele w Oceanie Spokojnym z pewnością nie należą do najprzyjemniejszych. Zawsze o tym wiedział. No może nie zawsze, ale od kilku dobrych lat na pewno. Trudno jednak pamiętać o takich detalach, gdy kąpiel jest nieplanowana. Łudził się chwilę, że Pacyfik jest inny po azjatyckiej stronie. Gówno prawda, był taki sam. Słony, niezbyt ciepły i nieprzyjemny. Wybrzeże peruwiańskie (najprawdopodobniej) drażniło go jeszcze bardziej niż to koreańskie (zarówno północne jak i południowe), japońskie, chińskie czy inne. Było tu gorąco, zdecydowanie za gorąco. Dzieci w szkole uczą się czasem (zależnie od szkoły i nauczyciela geografii), że całe peruwiańskie wybrzeże to podobno najbardziej sucha pustynia świata, gdzie nigdy nie pada deszcz Bidam nie chodził do szkoły, więc tego nie wiedział. Ale poczuł...

 

 

-----------------------------------

 

 

O ile morze jest słone, tak piasek nie jest smaczny. Bidam zjadł dużo piasku na śniadanie. Przez chwile zastanawiał się czy Vitor Hernandez lubi zjadać piasek. Wygląda na takiego co lubi. Jego żywe wiecznie rozbiegane oczy mówiły „Piasku, pożądam cię!”. Bidam mógł być w błędzie. Hernandez wyglądał też na takiego co równie dobrze mógł pożądać i pragnąć znanego piosenkarza o takim pseudonimie. Ten problem był dla niego niemożliwy do rozwiązania. Nie potrafił i nie chciał zrozumieć czy dieta piaskowa Herdnandeza lub jego miłostki na boku są korzystne dla zdrowia czy też nie. Od trzech godzin szedł wzdłuż wybrzeża. Niegdyś wyglądał jak ubogi żebrak. Obecnie wyglądał jak ubogi żebrak okradziony ze wszystkiego, pobity, uprowadzony, zamknięty w piwnicy na miesiąc, wystawiony na słońce przez tydzień, znów pobity, znów okradziony, a na koniec wyrzucony na śmietnik. Trzeba przyznać, że czuł się całkiem podobnie. Pierwsze pytanie jakie Bidam sobie zadał:

 

1. Czy znajduje się w Peru?

 

Odpowiedź: To całkiem prawdopodobne. Statek rosyjsko-japońskich łowców wielorybów zapędził się na 30 mil morskich od wybrzeża peruwiańskiego, po czym rozbił się na jednej ze zdradzieckich skał. Biorąc pod uwagę siłę miejscowych prądów morskich, ich kierunek, natężenie, porę roku oraz czas dnia Bidam mógł z całą pewnością powiedzieć: morze mogło wyrzucić mnie na brzeg tylko i wyłącznie w Peru. Innej możliwości nie było. Poczuł ulgę, ale zadał sobie drugie pytanie.

 

2. Dlaczego statek się rozbił?

 

Tu z żalem stwierdził, że była to jego wina. W porcie we Władywostoku, a następnie w Osace przekonał kapitanów (rosyjskiego i japońskiego), że jest przedstawicielem Narodów Zjednoczonych pracujących incognito. ONZ walczył obecnie z plagą nielegalnych polowań na wieloryby, a Bidam (jak wmówił kapitanom) odpowiadał za pracę w terenie i zbieranie świeżych wieści. Legitymacja ONZ (podrobiona, Bidam dysponuje szerokimi kontaktami) i historia o konflikcie z sekretarzem generalnym Ban Ki-moonem zadziałała. Wmówił im, że nowe stado wielorybów wykryto w rejonach wybrzeża peruwiańskiego. Tym sposobem załatwił sobie transport. Darmowy! Tylko, że jakiś idiota musiał wpaść na skały. Gabriel Iwanow byłby zbyt głupi by przeprowadzić tak brawurową akcję. Trudno. Zmartwił się i postawił sobie pytanie trzecie.

 

3. Jakie mam szanse na przeżycie w warunkach pustynnych, bez jedzenia, picia, zmęczony, ranny i poobijany?

 

Odpowiedź: bardzo duże, bo właśnie zobaczył indiańską dziewczynkę. Pytanie czwarte:

 

4. Czy nie był to tylko miraż?

 

Odpowiedź: Nie. Dziewczynka właśnie kopnęła go w kostkę. Bolało. Ból był prawdziwy.

 

 

-----------------------------------

 

 

Indianie Keczua lubią kurczaki. Bidam także lubi kurczaki. Szybko znaleziono nić porozumienia. Indianie zaopiekowali się Bidamem. Dlaczego? Bo to prości ludzie, nie skażeni przez cywilizację, przez anormalne wzorce postępowanie, nie kierujący się wyrachowaniem czy próbą odniesienia własnych korzyści. Nie. Oni po prostu zobaczyli w Bidamie człowieka w potrzebie i pomogli mu. Tak zwyczajne, po ludzku, od serca. Bidam nie protestował, gdy zaprowadzono go do wioski. Chyba wzięli go za idiotę i niedołęgę, bo zemdlał po otrzymaniu silnego drugiego kopniaka w kostkę od dziewczynki keczuańskiej. Łatwo tak myśleć. To nie oni musieli przedzierać się przez pół Europy, całą Azję, Ocean Spokojny, a na koniec rozbić się na statku, dryfować bez życia w morzu i wylądować na pustynnym wybrzeżu. Bidam jednak nie chciał opowiadać im tej historii. Bo i po co? Udając ofermę i człowieka w potrzebie można było więcej zyskać. Tak, zysk i własne korzyści były dla niego w tej chwili najważniejsze. Musiał jak najszybciej znaleźć się w Limie. Wioska była typową, indiańską wioską położoną w rejonach pustynnych. Trudno się tu żyło, ale dla ludzi żyjących w ten sposób od tysiącleci nie stanowiło to problemu. To był ich świat, ich środowisko i ich dom. Żyło im się tu dobrze i spokojnie. Bidam dostał indiańskie ubranie, a także został nakarmiony. Kurczakami. Pieczonymi. Następnie zasnął. Indianie nie mieli szafy, a Bidam mógł zasnąć tylko w szafie. Oparł się więc o ścianę i spał. Śnił o Buriatach, o Vitorze Hernandezie, Gabrielu Iwanowie i pustynnym bogu słońca Indian Keczua. Oni zaś mieli go za idiotę. Tylko idiota śpi na stojąco. Bidam się tym nie przejmował. Spał...

 

 

-----------------------------------

 

 

Na śniadanie były kurczaki. Na obiad także kurczaki. Bidam był w raju. Szkoda tylko, że ten raj nie miał szaf. Co zabawne okazało się, że keczuasy wiedzą co to wrestling. Znalazł się też jeden, który służąc za kontakt wioski ze światem umiał porozumiewać się po hiszpańsku. Bidam hiszpański znał w wersji filipińskiej, więc trochę zmutowanej różnymi miejscowymi dziwactwami, ale mógł się porozumieć. Wkrótce Indianie przyznali się, że wiedzą co to EWF, a co więcej nawet regularnie oglądają. Stuletnia babcia opowiedziała Bidamowi z jakim niedowarzeniem przyjmowała kolejne upadki EWF. W wiosce ogłaszano wtedy żałobę i rozdzierane gacie (Indianie z definicji nie noszą na sobie wiele ubrań). Bidam postanowił więc wykorzystać okazję i ogłosił wszystkim, że jest wrestlerem EWF. Wzięli go za wariata. On się jednak tym nie martwił. Wszystko działało na jego korzyść. Wieczorem pół wioski zgromadziło się przy ognisku i zjadało kurczaki. Poproszono Bidama by opowiedział coś EWF. Cóż, skoro wariat, to niech przynajmniej poopowiada o tym.

 

Bidam [przegryzając kurczaka]: Wtedy wykonałem na tym biedaku Seorabeol [Rope hung cutter], a Dark Sędzia nie miał problemów z natychmiastowym odliczeniem pinu. Tak to było drogie keczuasy.

 

Keczuasy: Ooooooooo!

 

Bidam [wypluwając kość]: Na następnej gali walczę z Vitorem Hernandezem i Gabrielem Iwanowem. Fantastycznie, prawda? Druga walka i już awansowałem do głównej karty. Z tego co słyszałem to w EWF ostatnio rzadko się to dzieje. Większość to takie głupole, że zostają w Dark Matchach na dwie lub trzy gale. A ja? Cóż za prestiż! Od razu awansowałem! Przepełnia mnie duma, szkoda że nikt nie przysyła listów gratulacyjnych. Ale cóż, żyje się dalej. Może zostanę kiedyś uznany za wielki i frywolny talent, na razie jestem jeszcze dorobkiewiczem, który nie ma pieniędzy i sypia w szafach. Los okrutnie się ze mną obchodzi już od dzieciństwa. Mimo wszystko... jestem w Peru, Lima niedaleko, trzeba myśleć optymistycznie. Prawda?

 

Keczuasy: Bangolo! [co znaczy: „Prawda Żółtku!”]

 

Bidam: Gabriel Iwanow to jeden z moich przeciwników. Ciekawy osobnik prosto z Wrocławia. Przykładny katolik i do tego praktykujący. No, no, no. Jak miło. To mi imponuje. Jak ja teraz będę mógł uderzyć tak dobrotliwego człowieka? Świątobliwego nieomal! Jak ja to zrobię? Czy odważę się wybić mu ząb? Czy podbije mu oko? Czy ugryzę w ramię? No cóż, on chyba nie będzie miał nic przeciwko, bo musi nadstawiać drugi policzek. Mimo wszystko wygrał aż jedną walkę na trzy! Brawo! Czyli mamy taki sam stosunek zwycięstw: jeden do jednego. Czy to oznacza, że walka może być wyrównana? Kto tak myśli chyba żartuje. Ja nawet nie muszę używać 5% swoich możliwości by rozprawić się z takim zerem jak Iwanow. Nie imponują mi historie o rodzicach porzucających go, zabiciu trenera i odsiedzeniu pięciu lat. To piękne z marketingowego punkt widzenia, z pewnością, ale ja już wiele rzeczy widziałem. Bardzo wiele... [przegryza następnego kurczaka] ... aż za wiele. Czy historia Gabriela może mnie wzruszyć? Nie, bo to głupoty. Mord na trenerze. Świetna historia, gratuluję. Wiele przeszedł ten Gabriel, oj bardzo wiele. Ale to dobrze, że wyszedł na prostą. Zmienił się, to mi imponuje. Szkoda tylko, że po naszej walce wróci tam gdzie zaczął: na ulicę. Prędzej czy później znów popadnie w złe towarzystwo, zabije jakiegoś trenera i trafi do więzienia. Wtedy przypomni sobie mnie, Bidama. Wtedy będzie wiedział, że to wszystko moja wina. Że to ja sprawiłem, że znów się stoczył... że przegrał i zniszczył swoje życie. Mi to nie będzie przeszkadzać, ja nie będę miał poczucia winy. Co więcej... sprawi mi to ogromną radość i przyjemność. Nie będę sobie miał nic do zarzucenia. To nie moja wina, że świat dzieli się na osobniki silne i osobniki słabe. Koniec, kropka. Nie ma innego podziału. Ja jestem silny. Gabriel Iwanow nie umiał sobie poradzić ze swoimi problemami już raz, co oznacza, że nie będzie umiał sobie poradzić drugi.

 

Keczuasy kiwają ze zrozumieniem głowami.

 

Bidam [obgryzając resztki kurczaka]: Iwanow znów trafi prosto w piekło swego dawnego życia nie dlatego, że ja mu tego życzę albo że ja go do tego zmuszę. To nie działa w ten sposób. Jego psychika, styl życia, umysł, wszystko... zawiodły już raz. Co oznacza, że ta nikczemna przeszłość tkwi w nim głęboko. Teraz mógł ją skryć pod płaszczykiem zmiany, pozorem nowego życia. Niestety, ale prawda jest brutalna. Zawiódł raz czyli będzie zawodził bez przerwy. Ja przeżyłem wiele, miałem wzloty i upadki... ale nigdy nie było w tym mojej winy, mojej słabości. [spogląda w księżyc] Los i niebiosa poddawały mnie wielu próbom. Nie uczyniło mnie to silniejszym. Ja byłem silny od początku. Nadczłowiek... pan życia i śmierci. Człowiek poza czasem. Wkrótce udowodnię, że to nie los kieruje moim życiem... ale że to ja sam.... [uśmiecha się delikatnie] ... kieruje losem i go tworzę. Sam... samodzielnie.... nadczłowiek.

 

Indianie popadają w zadumę.

 

Bidam [rzucając kość miejscowym zwierzakom]: Gabriel Iwanow przegrał walkę nim ona się właściwie rozpoczęła. Tak samo będzie z Vitorem Herndandezem. Kolejny o tragicznym życiu! Za jakie grzechy muszę walczyć z takimi smutasami? Zabito mu rodzinę, pił, specjalista od brazylijskich wygibasów. Do tego rozpacza nad swoim losem i chodzi z misiem! Ten miś to w sumie najciekawszy element jego osobowości. W zasadzie to wolę walczyć z misiem. Muszę poprosić zarząd EWF by wyrazili zgodę na tą zamianę. Co o tym myślicie Keczuasy?

 

Oni nic nie myślą.

 

Bidam: Trafna uwaga. Hernandez, Hernandez, Hernandez... miś będzie lepszy. Zdecydowanie. Uważam, że jest bardziej charyzmatyczny od swojego pana. Szkoda, że drogie peruwiańskie gnomy nie widzieliście go. Ja ujrzałem go na zdjęciu i na poprzedniej gali. Jest zachwycający. Pełen gracji, elegancji, stylu i szyku, którego nie powstydziliby się koreańscy styliści Vaclava, wielkiego bohatera wszystkich Polaków. Walka z misiem byłaby świetna, ale niestety jestem skazany na Hernandeza! Cóż może zaoferować polskiemu wrestlingowi i EWF Hernandez? No co? Jakieś pomysły?

 

Keczuasy nie mają pomysłów. Z reguły. Takie życie.

 

Bidam: Widzę, że nie... i wiecie co? Ja was rozumiem. Ja też nie mam pomysłu. O ile Iwanow musi nadstawiać drugi policzek jako chrześcijanin, tak boje się myśleć co nadstawia Herdnandez chodząc na parady równości. Bo tak mi się wydaje, że z tą jego płaczliwością to idealne miejsce dla niego. Cóż.... wygrał swój Dark Match. Brawa, brawa. Wielkie osiągnięcie. Ja zrobiłem to samo. Mamy więc podobną pozycję startową w EWF. Wygraliśmy swoje Dark Matche, awansowaliśmy do karty głównej. Ja jednak nie jestem Hernandezem. Mnie nie zadowoli pozycja w takim miejscu. Jak każdy tutaj chce się piąć w górę, wygrywać kolejne walki, zdobywać trofea. Choćby nawet Puchar Szczęściarza! Nie pogardzę. Przysięgam EWF dozgonną lojalność i w zamian daję siebie. Rzecz jasna licząc, że po miesiącach upokorzeń włodarze EWF uśmiechną się do mnie i spojrzą przychylnym okiem. Jak w tym porównaniu wypada Hernandez? Blado, blado, oj bardzo blado. Płaczliwy, użalający się nad sobą, wiecznie rozpoczający. Za późno dla niego na ratunek. Jest stracony nie tylko dla EWF, ale także dla społeczeństwa. Chory człowiek, chora tkanka. Ja tą tkankę usunę. Delikatnie, spokojnie, rozważnie. Bo taki jestem.

 

Zapadła cisza.

 

Bidam: Macie jeszcze kurczaki?

 

 

-----------------------------------

 

 

Następnego dnia Bidam notował to co powiedział wczoraj przy ognisku. Uznał, że był na tyle przekonywujący, że gdy wróci do Limy nagra to wszystko w studiu EWF i wszyscy będą zadowoleni. Indianie zapewnili mu prowiant na drogę i zapakowali na osiołka. Lima leżała w odległości 40 kilometrów. Na osiołku miał jechać pół dnia by dotrzeć do najbliższego przystanku autobusowego. Poprosili go by puścił osiołka wolno, a na pewno znajdzie on drogę do domu. Tak zrobił. Mógł to zrobić, bo ukradł biednym Keczuasom flet, namiot, antyczne kipu, składany leżak oraz 1000 peruwiańskich soli (miejscowa jednostka monetarna). Administracji EWF powiedział, że na podróż wydał 4000 złotych. EWF zwróciło mu pieniądze. W rzeczywistości nie wydał nic. Razem z przeliczonymi na złotówki solami zarobił około 5000 złotych. Wysiłek i cierpienie zaprocentowało.

  • Odpowiedzi 1
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Bidam

    1

  • Mr. Sandman

    1

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  11
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  02.04.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Bardzo fajny erp - z jajem, lubię takie :)

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Tak tylko to wrzucę   
    • GGGGG9707
      Mi się właśnie wydaje że to doprowadzi do odejścia Balora. Od kontuzji Doma było mówione że do RR zdąży wrócić więc jego wejście w walce jest niemal pewne (co nie będzie jakąś dużą niespodzianką bo wszystkie informacje podawały że na Rumble wróci). Balor nie przypadkowo dowiedział się na RAW że nie ma dla niego miejsca w RR Matchu a do tego te promo Liv do Balora. Typuję że albo Dom będzie w RR Matchu i go koncertowo przegra co zdenerwuje Finna że znowu Dom dostaje szansę mimo że ma już pas albo
    • Bastian
      Czyżby to było ostatnie RAW w karierze AJ Stylesa? Nadrabiamy!  Było kilkanaście miesięcy na to, aby ogarnąć pierwszą w historii WWE walkę CM Punk - AJ Styles. Jedyne, na co było stać federację to walka na RAW niemal na koniec kariery AJ'a, którą przerwał w dodatku Finn Balor  Irlandczyk będzie chyba takim przyjemnym przystankiem dla Punka aż do WM42. Na Royal Rumble walki Phil nie dostał, Elimination Chamber w Chicago, więc trzeba coś ogarnąć.   Swoją drogą, szkoda, że po tym, jak odebrano
    • IIL
      Ciampa is All Elite 🙂
    • Attitude
      Nazwa gali: AEW Dynamite #330 Data: 28.01.2026 Federacja: All Elite Wrestling Typ: TV-Show Lokalizacja: Cedar Park, Texas, USA Arena: H-E-B Center At Cedar Park Format: Live Platforma: TBS Komentarz: Excalibur, Taz, Tony Schiavone, Don Callis & Stokely Karta: Wyniki: Powiązane tematy: All Elite Wrestling - dyskusja ogólna AEW Dynamite - dyskusje, spoilery, wrażenia AEW Saturday Collision - ogólne dyskusj
×
×
  • Dodaj nową pozycję...