Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Tęsknię za tobą Adamie, Uga-Bugo, Salarze i Avengerze


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  117
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  19.09.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Gdy się rządy za pomocą kar sprawuje, lud żyje w strachu. Gdy zaś lud w strachu żyje, nie popełnia łajdactw. Gdy zaś nie ma łajdactw, lud jest szczęśliwy.

Shang Yang (390?-338 p.n.e.)

 

-------------------------

 

 

Gdzieś na niedaleko granicy z Litwą znajduje się chatka na skraju lasu. Każdy fan EWF wie, iż rezyduje w niej aktualny FTW Champion oraz dożywotni posiadacz TV Title. Realizator transmisji ukazuje nam niejakiego Smelę i jeszcze bardziej niejakiego Bezimiennego, którzy stoją przed chatką, niedaleko nich znajduje się również pan Mariusz Max Kolanko, obok nich kręcą się różni ludzie, dzięki którym transmisja wygląda jak wygląda (czytaj: charakteryzatorki, kamerzyści, ludzie z obsługi i pan Zbigniew). Każdy obserwator (nawet ten niedomyślny i ten mało sprytny) zorientował się już pewnie, że będzie dziać się tu coś większego. W końcu ruch tu większy, niż przy kręceniu wspaniałego programu "Pod napięciem" lub też innego programu społeczno-interwencyjnego, który zajmuje się problemami najuboższych Polaków albo też tych pokrzywdzonych Polaków, którzy nie mają pieniędzy, ani też znajomości pozwalających rozwiązać swoje własne problemy. Jednak jeśli ktoś liczy, iż zobaczy pana Marcina Wronę lub tez innego Ryśka Cebulę albo też innego społecznika, to wyjaśniam, iż żadnego z tych panów nie zobaczymy. Musimy się zadowolić substytutem, czyli panem Mariuszem Maxem (znany w niektórych kręgach jako Ma-Max). Wracając jednak do chatki, a raczej sytuacji przed nią. Panuje tu dość spory chaos, Smela co chwile rozmawia po rosyjsku przez komórkę, Bezimienny rozmawia natomiast z Maxem, ludzie z obsługi natomiast palą fajki i udają, iż pracują, w końcu dla nich lepiej będzie by nikt nie dowiedział się, iż są w korporacji całkowicie zbyteczni. Toteż chodzą oni co chwilę i udają, że sprawdzają sprzęt, dotykają go i tym podobne, wszystko by wyglądać na zapracowanych i móc nawet dostać premię.

 

 

--------------------------

8 chwilek później

--------------------------

 

 

Na szczęście realizator transmisji oszczędził nam tej wątpliwej przyjemności, jaką byłoby oglądanie dłużej sceny, które widzieliśmy jeszcze 8 chwilek później. Stan faktyczny się trochę zmienił i teraz wszyscy już czekają do wejścia na antenę. Mariusz Max Kolanko stoi samotnie z mikrofonem patrząc się wnikliwie w kamerę. Obok niego gdzieś kręci się Bezimienny, a w tle Smela, który przyjmuje życiodajne zastrzyki (Smela nie wie co mu wstrzykują, bo przecież nikt normalny nie pyta się po co mi pan robi ten zastrzyk i czy to aby na pewno bezpieczne).

 

Jakiś człowiek stojący po tej stronie kamery, której nie widzi osoba oglądająca telewizje: Wchodzimy za 3......2........1... teraz.

 

Mariusz Max Kolanko (zwany dalej: Mariuszem): Witam państwa! Znajdujemy się właśnie w Polsce... niedaleko granicy z Litwą, w miejscu szczególnym dla każdego Polaka, a jeszcze szczególniejszym dla każdego fana EWF, a już naprawdę szczególnym dla fanów SR-Crazy'ego. Tak prośże państwa! Za moim plecami znajduje się słynna chatka jednego z najbardziej rozpoznawanych wrestlerów EWF (kamerzysta robi zbliżenie na chatkę), który zajął niedawno drugie miejsce w sondażu na najprzystojniejszego Polaka, przegrał jednak nie z byle kim, bo z samym premierem, który zajął to miejsce ex aequo z Bronisławem „Namaszczonym Przyszłym Prezydentem O Dorodnym Wąsie” Komorowskim. W ostatnim tygodniu wszyscy internauci zastanawiają się nad jedną kwestią, a mianowicie: co się dzieje z ich idolem? Jak wiadomo od 8 dni nie opuścił on swojego domu, nie było go też na 2 spotkaniach z kibicami, nie było go na oficjalnym rozpoczęciu działalności polskiego oddziału jego fundacji "SR-Crazy Dzieciom. Wszystkim", nie przyjechał również 25 lutego na zaproszenie do Limy, gdzie odbyła się 185 rocznica ustanowienie flagi Peru. W takiej sytuacji powstało pytanie co się dzieje z naszym idolem, gdzie on jest i dlaczego nie podchodzi starannie do swoich obowiązków? Nasi reporterzy postanowili zapytać kibiców oraz innych Polaków co sądzą o zaginięciu Szaleńca, za chwile państwo usłyszą najpoważniejsze teorię, jakie zrodziły się w głowach Polaków i Polek, które pomogą nam wyjaśnić co się stało z FTW Champem.

 

Zostaje puszczony typowy materiał filmowy na którym ludzie śpieszący się do pracy lub też szkoły albo do innego miejsca, zostają zaczepiani przez irytujących reporterów zadających jeszcze bardziej irytujące pytania.

 

Kibic#1: Co się stało z Szaleńcem? Naprawdę pan nie wie? To niech se pan zobaczy jego poprzednią walkę, Scotty miał go już na widelcu, już był bliski zadania ostatecznego ciosu, już go miał odliczyć, tylko musiał odzipnąć by naładować akumulatory. A tu co się stało! No tragedia panie jakieś Szakale pomyliły drogę. Ja panu powiem, że ten quasi FTW Champion zrobił to specjalnie, on to zaplanował. Wiedział, że w uczciwej walce to on nawet do pięt Szahidowi nie dorasta i specjalnie stanął w takim miejscu by sędzia skończył mecz. Mamy, więc alternatywę, albo nie pokazuje on swej pokracznej mordy, bo się wstydzi za to w jaki sposób obronił pas, albo też tak dostał, że nie może się ruszyć.

 

Kibic#2: Myślę, że SR-Crazy postanowił odciąć się od świata i skoncentrować na następnej walce. W końcu stoi przed nim trudny wybór, uczniowie z Wyspy lub też własne zwycięstwo. Nie będzie mu łatwo wybrać, dlatego musi on się oderwać od tego świata i poddać medytacji. To jest jedyne rozwiązanie

 

Kibic#3: Oj, oj ja bardzo to przeżywam i nie wiem co się dzieje, mam nadzieję, że szybko wróci na ring i będzie mógł razem ze swoją trzódką siać postrach wśród przeciwników Dark Avengera, tak to jego misja dziejowa i on nie zawaha się jej wykonać.

 

Kibic#4: Nie wiem pani, skąd ja mam pani wiedzieć? Gdybym ja pani wiedziała to bym już dawno u bukmachera postawiła, pani myśli, że ja nie mam co robić tylko myśleć, pani niech mnie nie rozśmiesza.

 

Kibic#4+1: Myślę, że przyszedł po niego sam Dark Avenger i zabrał go do krainy mlekiem i miodem płynącej. Według mnie róg, który nosi Szaleniec to klucz do innego wymiaru, najpierw dostał się do niego Dark, a teraz jego moralny spadkobierca.

 

Kibic#2+2*2: Może pojechał po Miszkę?

 

Koniec tego jakże fascynującego materiału, wracamy do Maxa.

 

Mariusz: Przed chwilą wysłuchali państwo domysłów naszych wspaniałych fanów, a teraz poznamy osoby, które spędzają wiele czasu z SR-Crazym. O to przed państwem pan Bezimienny.

 

Bezimienny: Witam wszystkich.

 

Mariusz: Co się dzieje z SR-Crazym, gdzie on jest? Czy ruszył za swoim wiernym druhem Avengerem? Czy też może poleciał na Wyspę próbując ją jeszcze uratować?

 

Bezimienny: Nie, nie mistrz jest w domu. Od ostatniej walki zawsze ma taki sam rozkład dnia. Pobudka o 5 rano i dwie godziny biegania razem z sarenkami i dzikami, potem powrót do domku i godzinna medytacja, następnie rozmyślanie w łóżku nad sensem istnienia i czytaniem dzieł chińskich filozofów. Tak więc już od rana jest bardzo aktywny.

 

Mariusz: To on nic nie je? Jest na diecie cud? Odzyskuje energię z powietrza lub czerpie ją z innego miejsca?

 

Bezimienny: Nie, no coś tam je. W końcu musi zachować tężyznę fizyczną, a najważniejszą rzeczą w takich przypadkach jest rozsądne odżywianie się.

 

Mariusz: Czemu w takim razie nie bierze aktywnego udziału w eventach w których normalnie uczestniczył by on natenczas?

 

Bezimienny: To chyba oczywiste. SR-Crazy cały czas zastanawia się jaką decyzje ma podjąć. To jest konflikt dwóch wartości. Dla niego mają one spore znaczenie. Po jednej stronie wygrana w swojej walce i chęć zaprezentowania się z dobrej strony kibicom. Po drugiej natomiast stronie znajdują się jego wychowankowie, a on jako dobry pasterz nie może ich porzucić, a raczej nie powinien. Co prawda możemy zastanawiać się nad realną możliwością zrobienia przez nich kariery, a także ich przydatnością na ringu, ale SR-Crazy naprawdę dba o swoich podopiecznych. Nie okazuje co prawda tego, często na nich krzyczy, wyzywa ich, obraża, a nawet ich lży, jednak w głębi serca przejmuje się on bardzo ich losem. To nie jest tak, że on ich całkowicie olewa, nie troszczy się o nich i tylko każe biegać w kółko, bo są imbecylami. Nie, nie możemy odnieść takiego mylnego wrażenia. Gdyby nie interesowała go ich przyszłość, to nie uczyłby ich innych rzeczy nie związanych z wrestlingiem. On im chciał dać szanse, że w razie, gdy zrozumieją iż wrestling to nie jest sport dla nich, to będą mogli zrobić coś innego ciekawszego, na przykład tańczyć, a i niektórzy dopiero na Wyspie nauczyli się w miarę dobrze czytać.

 

Mariusz: Tak, tak teraz już prawie wszystko jasne, ale jednak jako obiektywny dziennikarz musze wysłuchać drugiej strony, a w każdym razie musze mieć jeszcze opinie kogoś innego. Przed państwem członek rady nadzorczej EWF, znany i lubiany Smela!! To on przedstawi nam oficjalne stanowisko EWF w tej sprawie.

 

Smela (Bezimienny wycofuje się gdzieś, a w międzyczasie Smela podchodzi do mikrofonu): Dobry, dobry!

 

Mariusz: Może nam pan powiedzieć, jakie stanowisko w tej sprawie zajmuje EWF?

 

Smela: Jakiej sprawie?

 

Mariusz: Między innymi uchylania się od oficjalnych spotkań z fanami, które ma zapisane w kontrakcie, a także postawa niezgodna z zapisami w karcie wrestlera?

 

Smela: Stanowisko EWF w tej sprawie jest stanowcze i jednoznaczne, jest ono nakierunkowane na przyszłość w celu polepszenia współpracy między wrestlerami i kibicami, a także między zawodnikami i zarządem.

 

Mariusz: Czyli?

 

Smela: Nie mam i nie lubię.

 

Mariusz:???

 

Smela: To wszystko?

 

Mariusz: A co ty o tym prywatnie sądzisz?

 

Smela: To sprawa między SR-Crazy'm, a SR-Crazy'm. Nie mieszam się w prywatne sprawy mentora, tak więc nie mogę odpowiedzieć na to pytanie.

 

Mariusz: Nie odpowiesz więc chyba na żadne pytanie, a co w takim razie z Miszką? Już podobno od dawna jest znaleziony, ale jednak nadal nie widzimy go w EWF, czyżby były jakieś trudności z sprowadzeniem go do Polski.

 

Smela: Ta sprawa jest niebagatelnie skomplikowana. To nie jest tak łatwe jak się może z zewnątrz wydawać, bo w istocie to jest trudne. W mojej prywatnej i osobistej opinii, jest to trudniejsza kwestia, niż ściągnięcie Eichmana do Izraela i osądzenie go. Tu nachodzą na siebie różne problemy nie tylko natury logistycznej, ale także istnieje problem wolicjonalny. Tak, więc nie wiem kiedy zobaczymy Miszkę z powrotem, ale mam nadzieje, że nastąpi to zanim nastanie polska prezydencja w UE.

 

Mariusz: A co to za problem ściągnąć Miszkę do domu, to nie jest chyba jakiś Edward Mazur, by go dwa lata sprowadzać i jeszcze nie dać rady. Może jeszcze GROMu będziesz chciał użyć?

 

Smela: Czemu jeszcze ja na to nie wpadłem... przepraszam najmocniej (Smela wyjmuje telefon i dzwoni gdzieś, przy okazji oddala się od kamery i idzie w stronę lasu, słyszymy jednak jeszcze kawałek rozmowy) Smiema Bronek!! Jest sprawa....

 

Mariusz: Eeee dobrze w takim razie teraz wyemitujemy materiał o wspomnieniach z Wyspy, a po nim wielka niespodzianka! Jaka? Na pewno ciekawa, dlatego zostańcie państwo z nami i nie wyłączajcie swoich telewizorów!!

 

 

---------------------------------------

67 chwil później

---------------------------------------

 

 

Mariusz: Zobaczyli państwo wspaniałe chwile, które towarzyszyły programowi Wyspa. Było tam wiele ciekawych, wzruszających, trudnych, ale także śmiesznych wydarzeń. Smutno będzie nam się pożegnać z tymi przyszłymi gwiazdami i gwiazdeczkami EWF, ale jeszcze przecież nie wszystko stracone, w końcu wszystko wyjaśni się na najbliższej Wrestlepaloozie. Prószę państwa, normalnie kończylibyśmy nasz program, ale mamy coś specjalnego. Tak, tak specjalnie dla naszych kibiców wypowie się samu SR-Crazy!! Co prawda nie wyjdzie ze swej chałupy, jednak za pośrednictwem swoich przyjaciół przekazał nam taśmę ze swym nagraniem. Dodam jeszcze, iż powstała ona dzisiaj, a nawet by być bardziej precyzyjnym, powiem jeszcze, ze powstała dosłownie kilkanaście minut temu!!! Tak prószę państwa tylko EWF tak dba o swoich widzów, zawsze blisko was i do przodu!! To nasze rycerskie hasło! To ja już kończę i się żegnam, a państwa zapraszam do oglądania!

 

Widzimy wnętrze chatki, obraz jest dość niestabilny, gdyż osoba trzymająca kamerę ma oznaki Parkinsona lub jeszcze od rana nic nie piła. Osoba, która trzyma kamerę pokazuje nam dzisiejszą gazetę (gwoli ścisłości nie jest to Gazeta Wyborcza), a także zegar. Następnie kamerzysta pokazuje nam siebie. Tak więc widzimy przed naszymi oczkami SR-Crazy'ego, jak się domyślili wszyscy, to on jest naszym kamerzystą. Odkłada on kamerę na stół lub inne stabilne miejsce, dzięki czemu będzie mógł swobodnie mówić, a my będziemy mogli go oglądać bez problemów z stabilnością obrazu.

 

SR-Crazy: SR-Crazy-self-camera-flying-over-Poland-and-hunting-on-lupine-animals-part one!! Witam wszystkich słuchaczy, a raczej oglądaczy!!! Nawet nie wiecie jak bardzo zawsze chciałem być jak Fidel Castro lub też inny Kim Dzong Il. Dziś moje marzenie się spełniło i świat obiegnie me zdjęcie lub też cały film z dzisiejszą gazetą, czyli typowym komunistycznym objawem życia. Radujmy się!! Jednak nie o tym chciałem rozmawiać. Z relacji moich znajomych, przyjaciół, bądź też podopiecznych pewnie wiecie co się dzieje. Nie wychodzę za bardzo z chatki i skupiam się na medytowaniu, czytaniu oraz zastanawianiu się, jak rozwiązać problem Wyspy. Sprawa ta mnie oczywiście bardzo frapuje i martwi. Co nie zrobię to i tak ktoś ucierpi. Pewnie większość będzie chciała bym olał tych najmniejszych i pewnie wygrał, ale to nie jest takie łatwe. Nauczyciel, jak kapitan statku powinien iść z nim na dno, jeśli oczywiście okręt ma problem, który go zatapia. Chciałbym wam jednak powiedzieć, że żyję i mam się w miarę dobrze, oczywiście nie licząc problemu wrestlerów. W czasie mego milczenia lub jak kto woli ciszy medialnej zacząłem ćwiczyć jogę. Tak wiem, że zaraz ktoś rzuci żart o Misiu Yogim i spyta się gdzie mój zielony krawat lub też każe wypieprzać do parku Yellowstone lub będzie szukał Strażnika Smith'a. Jednak chce wam powiedzieć, że kundalini jest już naprawdę blisko. Co do moich nieobecności na zaplanowanych spotkaniach. Chciałbym serdecznie przeprosić za to, iż nie uprzedziłem, że mnie nie będzie. Wiem, że to niewybaczalne i niemiłe, jednak postaram się w przyszłości naprawić swój błąd. Poświecę też część mojej medytacji na zastanowienie się nad ewentualną pokutą, a także za karą za me zachowanie. Mam nadzieje, że mi wybaczycie i będziecie pamiętali, iż jesteście dla mnie najważniejsi...

 

Nagle transmisja zostaje przerwana przez różnego typu zakłócenia. Trwa to krótszą chwilę, po ekranie zaczynają krążyć dziwne ludziki w stylu plemion afrykańskich. Nagle znajdujemy się w środku lasu, na jakiejś ładnej polanie, bardzo dużej polanie trzeba rzec. Polana jest od lasu odgrodzona sporym płotem, drewnianym czyli ekologicznym. Jest tu ogólnie bardzo ładnie, słoneczko świeci, a śnieg się w tym rejonie akurat roztopił. Widzimy Crazy’ego siedzącego na pieńku sosny.

 

SR-Crazy: Self-camera-gadam-jak-stary-korniszon-Juice-part-2! Witajcie na mojej polanie. Polana jest ładna, znajduje się za chatką w odległości kilkudziesięciu metrów. Nikt o niej nie wie, jest ukryta wśród zarośli niczym myśli Vaclava w odmętach mroku. Na tej polanie zaprezentuje wam dziś moich milusińskich! Bezdomne zwierzątka, które nie umiały sobie radzić w życiu codziennym, więc musiałem je przygarnąć. Od tej pory niczym Matka-Polka karmię je własnym cycem, w przenośni oczywiście, bo inaczej by zdechły. Zapraszam do pierwszej zagrody.

 

Wraz z Crazy’m zaglądamy do zagrody numer jeden, gdzie widzimy wielką, tłustą świnię leżącą leniwie wśród błota i resztek śniegu. Widząc jakąś zawieruchę przeniosła się w okolice trawiaste i dumnie zaczęła prężyć się do kamery.

 

SR-Crazy: Poznajcie knura o wdzięcznym imieniu Psycho!

 

Świnka chciała wesoło chrumknąć do kamery, ale była tak leniwa, że jej się to szybko odechciało.

 

http://img528.imageshack.us/img528/7336/13862286.jpg

 

SR-Crazy: Wesoły, leniwy knur Psycho. Popatrzcie na niego. Leży i nic nie robi. Ujebany w swoim błocie, wśród resztek jedzenia i własnych odchodów. Tak jak jego imiennik z EWF. Prawdziwy Psycho jest jak ten knur. Wielki EWF World Champion utoczony splendorem i chwałą tytułu jaki posiada. Nic mu się już nie chce, on nic nie musi, wydaje mu się, że jest centrum tego bajora, gdy tak naprawdę jest pierwszym tucznikiem przeznaczonym do odstrzału. Kilogramy swoje ważą, tak samo jak pewność siebie oryginalnego Psycho. Nie waham się jednak powiedzieć, że ten knur i nasz drogi World Champion to mentalnie ta sama kategoria. Wagowo chyba Psycho też niedługo stanie się pełnoprawnym, brzuchatym heavyweightem. Zaszczyty, bankiety, bale, zabawy, podróże. To wszystko tuczy, bardzo tuczy. Zajrzyjmy może tutaj.

 

Jesteśmy już w następnej zagrodzie. Tam widzimy piękną i dorodną łasicę.

 

http://img682.imageshack.us/img682/5497/20520929.jpg

 

SR-Crazy: Oto łasica! Nadałem jej mnóstwo imion: Scotty Szahid Japończyk Azjata Whiped Takeshi. To na cześć mojego osobistego kolegi Whipeda. Łasice są świetne, bardzo mi przypominają kolegę, który jest tyglem narodów. Może nie aż tak jak świnie Psycho, ale na pewno w pewien sposób. Dzięki swym małym rozmiarom łasice dostają się bez trudu do kryjówek swych ofiar. Wypisz wymaluj nasz umartwiacz Szahidus! Oczy nawet te same! Tylko spójrzcie! I ten podbródek! Toż to jego kuzyn chyba! Ale dość. Napatrzyliśmy się, idziemy dalej.

 

Kolejna zagroda. Tutaj niczego nie dostrzegamy. Żadnego zwierzątka, tylko pod płotem siedzi sobie jakiś staruszek.

 

http://img709.imageshack.us/img709/7681/89532616.jpg

 

Staruszek: Zwierz uciekł panie Szalony! Wypiął się na pańską dobroć!

 

SR-Crazy (chwyta się za brodę): Cholera! Czyżby ten zwierz uciekł? No cóż, może przyssał się do innego pana. Tak jak Tool, istota niesamodzielna. Odkąd pamiętam Tool nigdy nie występował sam. Zawsze w konfiguracjach: Bubba i Tool, Marco i Tool, Bubba i Avenger i Crazy i Tool, Psycho i Tool, Vaclav i Tool. Zawsze na drugim miejscu, zawsze uczepiony czyjejś nogawki, niesamodzielny, niezaradny. W ten sposób zbudował swoją karierę. Karzeł, który na plecach innych wspiął się po najwyższe zaszczyty. Teraz jest podobnie. Moje zwierzątko zamknięte tutaj było ze mną krótko. Dostało to co chciało i zmieniło pana. Tool robi dokładnie tak samo. Zawsze. Niby samotny, ale jednak potrzebuje wsparcia. Zawsze, zawsze, zawsze.

 

Znów zakłócenia, znów tańczący mieszkańcy Afryki, zdjęcia Toola i Psycho z pielgrzymki do Częstochowy, jakaś świnia, jakiś zając, jakieś zakłócenia. Znów jesteśmy w chatce, FTW Champ przystawił swe czoło do kamery.

 

SR-Crazy: Dobra, a teraz wracam do medytacji, pozdrawiam moich fanów, a także Mariusza, trzymajcie się ciepło.

 

Dożywotni EWF TV Champion chwyta w swe łapki kamerę nie wyłącza jej jednak i idzie z nią do drzwi otwiera je (tutaj zaczyna się opis z innej kamery) i wyrzuca kamerę przed siebie przy okazji krzycząc: Mariusz to dla Ciebie!

 

 

----------------------------------------------------

988234789327487982 chwil później

----------------------------------------------------

 

 

Katowice, dzień przed EWF Wrestlepaloozą.

 

Realizator tej szalonej transmisji w stylu disco pokazuje nam obraz Katowic z lotu ptaka a konkretniej bociana, który niczym prawdziwy Polak wrócił właśnie na ojczyzny włochate łono. Przy okazji stara się on przybliżyć nam najpiękniejsze zabytki lub też inne miejsca warte zobaczenia. Tak, więc widzimy słynny dworzec, później pomnik Józefa Piłsudskiego, autostradę, Pomnik Powstańców Śląski. Któżby przypuszczał, że mają tu takie pomniki. W końcu dochodzimy do miejsca najważniejszego, czyli do Spodka. Ogólnie realizator pokazuje nam różnego rodzaju korytarze i inne miejsca na hali, ale dajmy sobie z tym spokój. Widzimy najważniejsze miejsce w Spodku, czyli ring, jest on ładny i klasyczny, nic nadzwyczajnego. Niedaleko od niego znajdują się kibice, siedzą oni lub tez stoją na trybunach, tak jak zwykle. Mają oni przy sobie różnego rodzaju napisy. Tytułem przykładu: "Kocham Kravena", "Szakal poprowadzi nas do zwycięstwa", "Kiełbasa Vaclavska --> prawdziwy smak mojego dzieciństwa". Takie i tym podobne dyrdymały mają przy sobie nasi wspaniali fani, nic oryginalnego, ani też bardziej kreatywnego od miotły. Ważne jednak, że płacą za możliwość oglądania gwiazd, które zjawiają się na galach EWF. Jak zwykle panuje senna atmosfera i nic się nie dzieje, toteż większość fanów zajmuje się kupowaniem kiełbasek lub też innego rodzaju produktów spożywczych, które dostępne są dla widowni. Reszta, która tego nie robi albo rozmawia ze sobą, albo też grają na swoich telefonach lub przenośnych konsolach. Najwięksi desperaci patrzą natomiast na ring lub na wejście na hale licząc, iż zaraz przybiegnie jakaś większa lub mniejsza gwiazda. Myślę, że nawet słynne drzewo-Salar byłby dzisiaj przywitany owacją na stojąco, gdyby oczywiście się zjawił i wyrwał wszystkich z marazmu swoim drewnianym przybyciem. Komentatorzy, czyli znani i lubiani Janek Kowalski i Tony Hogański już dawno zrozumieli, że nie dzieje się tu nic ciekawego, dlatego też odeszli od swoich stanowisk. Ten mniej gwiazdorski udał się do kafeterii, ten bardziej gwiazdorski poszedł na obchód wokół hali. Pewnie szuka sposobu na pomoc swojemu idolowi lub też ma w zanadrzu inny chytry plan albo tez uznaje, że nie po to jest celebrity, by teraz musieć oglądać walczących jobberów. W każdym razie nic ciekawego się nie dzieje od dłuższego czasu.

Warto jednak zauważyć, iż nie musi to być zła wiadomość dla fanów i kibiców zgromadzonych na trybunach. W EWF bardzo często jak jest od dłuższego czasu senna atmosfera, to potem jest ona nagle przerywana i dzieje się coś naprawdę ciekawego. Jak to się mówi wśród buszmenów: "Jest tak interesująco, że aż wbija w fotel". Co wbija w ten fotel i dlaczego, a także po co to nie wiem, ale jednak nuda może być dobrym zjawiskiem i znakiem na przyszłość. Tak też i dzieje się tym razem, gdyż zaczyna grać Limp Bizkit i "My way" (normalnie działoby się to nagle, ale jak już wspomniano wyżej zbyt długo nic się nie działo, a więc niemal pewne stało się, iż za chwile nawiedzi nas, a raczej hale ktoś ciekawy i interesujący lub też ktoś, kto po prostu wyrwie nas ze szponów nudy) i na rampie pojawia się idol wszystkich oraz przyjaciel tych najbiedniejszych, czyli SR-Crazy!. Ubrany jest on w koszulkę z napisem "SR-Crazy dzieciom. Wszystkim" i w białe krótkie spodenki, na dorodnej brodzie ma zaplecione dwa warkocze, a włosy jego uwieńczone są wspaniałym kokiem. Zmierza on powoli w stronę ringu, oczywiście przy okazji wita swoich fanów, dotykający ich, przybijając piątki i robiąc różne inne rzeczy, które robi się w takich sytuacjach. W końcu dociera od do ringu (trochę mu zajęło dojście do niego, żeby być precyzyjnym trwało to gdzie 14 minut i 32 sekundy, dobrze że nie trzeba było tego opisywać – przypis tłumacza) i wchodzi na każdy z narożników, by pozdrowić swoich fanów. Cztery narożniki i wejście na każdy z nich i pozdrowienie z każdego z nich to symbol. Narożniki symbolizują cztery strony świata, a postawa SR-Crazy'ego pokazuje, iż wysyła on pozdrowienia do każdego zakątka naszego globu i do każdego fana, który aktualnie ogląda galę. Kiedy wreszcie kończy swoje zabawy z kibicami to sięga po mikrofon. Tak zaczyna się długa droga, której koniec zobaczymy dopiero później, a precyzyjnie rzecz ujmując, to dopiero po następnej gali EWF, czyli po War Games 4.

 

SR-Crazy: Witam!

 

Mega cheer i ogólnie wielka radość, że w końcu przyszedł ktoś ciekawy, słychać do tego okrzyki: "dzień dobry", "witamy", oraz "kochamy ciebie", ktoś krzyczał także „bonanza”, wykrzykiwał numer telefonu do Netii, a także hasła obrażające premiera Węgier.

 

SR-Crazy: Jak wam życie mija?

 

Cheer + okrzyki w stylu: "dobrze", "w chuj dobrze", "a co cię to", "Bacha, on interesuje się moim losem!"

 

SR-Crazy: Mam nadzieje, że dobrze, a w każdym razie, że lepiej, niż mi. Co prawda u mnie też jest w miarę nieźle, ale ponarzekać nie zaszkodzi. No i w sumie mam pewien problem z moim wrestlerami, ale o tym pogadamy później. W każdym razie chciałbym zacząć mowę od czegoś zupełnie innego. Chciałbym was przeprosić, nie było mnie na paru umówionych spotkaniach i was naprawdę zawiodłem. Przepraszam was za to i mam nadzieję, że mi wybaczycie, bo nie zrobiłem tego specjalnie. No to jak wybaczacie mi?

 

Odzew jak do Gierka: Wybaczamy! Wybaczamy!

 

SR-Crazy: Tak, musicie wiedzieć, że moje przeprosiny płyną prosto z mojego serduszka i są naprawdę szczere i nie ma w nich ani odrobiny kłamstwa. To były trudne dni dla mnie i po prostu nie mogłem się ruszyć z chatki. Jednak prócz mych słownych przeprosin przygotowałem coś jeszcze, coś specjalnie dla was. Mianowicie każdy kto dzisiaj jest na hali dostanie takie oto zdjęcie!

 

Aktualny EWF FTW Champion wyciąga z kieszeni zdjęcie na którym znajduje się on sam, a także Hu Jintao, prezydent Chińskiej Republiki Ludowej!

 

SR-Crazy: Prawda, że wspaniałe? Każde zdjęcie opatrzone jest moim autografem, a do tego na 10 z nich znajduje się także autograf towarzysza Hu!! Tak, tak sam prezydent ChRL podpisał się i chce byście mieli takie zdjęcia i mogli je nosić w portfelach przy waszych serduszkach. Czyż on nie jest wspaniały, czyż nie przewodzi on wspaniale narodowi chińskiemu i nie prowadzi go do świetlanej przyszłości? Czyż nie kontynuuje on dzieła Denga Xiaopinga? Tak panowie przywódca świata się podpisał na zdjęciu, każdy kto takie dostanie będzie mógł się czuć wyróżniony i zaszczycony, a także dumny. Do tego każdy telewidz, który zadzwoni pod wskazany numer, który powinien się pojawić właśnie na waszych ekranach weźmie udział w losowaniu 2 tysięcy figurek, o takich jak ta!

 

Crazy wyciąga z kieszeni małą figurkę w kształcie towarzysza Mao, gdy pstryknie się jej łeb to rusza się on do przodu i oczywiście do tyłu. Wszyscy są zachwyceni.

 

SR-Crazy: Chyba dzisiaj zwariowałem, tyle prezentów tyle wspaniałych nagród, a to jeszcze ciągle nie wszystko.... no dobra to już wszystko, przecież nie stać mnie by kupować wam Golfa 3, ani inne wypasione auto. Nieszczęściem w szczęściu albo raczej poprawnie szczęściem w nieszczęściu była moja absencja na umówionych spotkaniach. Gdzie indziej byście dostali moi przyjaciele takie wspaniałe rzeczy? Prawda jest taka, że nigdzie! Ha! SR-Crazy górą! To więcej niż tylko wrestler! To moje nowe hasło!

 

Cheer + Wielkopostne śpiewy w stylu: Ludu mój ludu, cóżem ci uczynił W czymem zasmucił, albo w czym zawinił.

 

SR-Crazy: Dobra wstępy mamy już za sobą, przeprosiny też, to może przejdziemy do rzeczy ciekawszych albo tez takich, które się wydarzyły na poprzedniej gali. Jak wszyscy pewnie wiedzą, a jeśli nie jeszcze nie wiedzą, to udało mi się obronić EWF FTW Title!

 

Cheer + kontynuacja tradycji chrześcijańskich. Dzieci poszły się wyspowiadać u kapelana EWF, aby było wszystkim miło i bezgrzesznie.

 

SR-Crazy: Tu się nie ma z czego cieszyć. W sensie jest, ale nie przesadzajmy, przecież nikt nie raduje się rano, że po raz kolejny widzimy na niebie słońce. Taka sama była moja sytuacja, ja nie zwykłem przegrywać walk, tym bardziej jeśli przeciwnikiem jest jakiś pionek o niewiele mówiącym pseudonimie. Drugim powodem dla którego nie ma się z czego cieszyć jest fakt, iż nie wygrałem tej walki sam. Muszę podziękować panu Szakalowi, a także panu Kravenowi, jeszcze również w tę ich hucpę był zamieszany pan Tony Hogański. Temu ostatniemu udało mi się nawet dzisiaj podziękować osobiście za to, że w taki sposób pomagał tym dwóm panom, iż trafili akurat na finał mojej walki. Cóż nie wygrałem w jakiś wspaniały sposób, nie udało mi się nawet wygrać samemu, ale zwycięstwo to zwycięstwo, natomiast porażka jest porażką. Sam sposób się za bardzo nie liczy, ale trzeba przyznać, że nasza walka była ciekawa i emocjonująca. Co prawda miałem cały czas taktyczną przewagę i byłem zawsze krok do przodu, ale jednak było to interesujące zdarzenie. Whiped może rozdzierać swe japońskie fatałaszki z żalu i kroić się pałeczkami z tego cierpienia. Wracając jednak do tematu przypadkowej interwencji dwóch byłych wspaniałych wrestlerów. Każdy kto oglądał walkę wie, że byłem lepszy, co prawda nie zawsze lepszy wygrywa, ale to też jest dość ważne by móc zejść z ringu z poczuciem dobrze spełnionej misji. Poza tym chwilę przed wpadnięciem bandy Szakala miałem i tak zadać ostateczny cios. Miałem już Szahida nadzianego na pałeczce i obłożonego wasabi, już odsyłałem go na śmietnik historii wraz z jego problemami egzystencjalnymi, już miałem go pokonać sam jeden. No, ale wtedy dość przypadkowe wejście pewnych ludzi, o których już wspomniałem sprawiło, że wygrałem w trochę inny sposób, niż zamierzałem. Jednak, jak już wspomniałem, to ja wygrałem i to ja nadal jestem mistrzem. Tak, tak kochani fani, SR-Crazy po raz kolejny spełnił to co obiecał i nadal jest EWF FTW Champem!

 

Cheer + ktoś spalił kukłę Kazika Kutza czy innego buca.

 

SR-Crazy: Tak, tak... no i stała się też jedna, już trochę smutniejsza rzecz na poprzedniej gali, mianowicie nie mamy już swoje wyspy. Cóż nie wiem, gdzie mielibyśmy trenować z chłopakami jeśli program będzie trwał nadal, myślę jednak, że jeśli będzie dobra wola u ludzi na górze, to jakieś miejsce dla nas się znajdzie. Niestety jednak pan Felipe Castro postanowił wbić klin pomiędzy nauczyciela, a swoich uczniów. Bardzo sprytnie pomyślane... próba stworzenia jakieś quasi-tragicznej sytuacji, naprawdę dwa lata bym medytował i tak bym nie wpadł na tak głupi pomysł. Czemu głupi? Dla mnie prawie każdy wynik stanie się zwycięstwem. W końcu nigdy nie miałem wielkich ambicji by zdobywać najważniejszy pas w EWF, gdyby tak było to nie zajmowałbym się dziećmi na Wyspie, tylko olał ich jak prawdziwy kozacki wrestler EWF z wyższej półki. Wygrana mojego teamu też mi nic ciekawego raczej nie da, chyba że to ja odliczę Psycho, no ale nie mam parcia na szkło i jakoś nie widzę siebie jako posiadacza EWF World Title. Także czy wygra walkę jakiś Izzy Nilsen, czy Vaclav, czy też może jakiś Nas Jazzman, to mnie nie interesuje. Nie mam z nimi żadnej więzi. No może jakby Vaclav wygrał to Elegant Choi dałby mi darmową poradę odnośnie zmiany stylu. Tak to może być jakiś plus i jakieś ogniwo spajające nas. Tak, więc można by wysnuć wniosek z moich wywodów, że nie mam tak naprawdę po co walczyć i lepiej by dla mnie było, gdyby mój team przegrał, gdyż wtedy uda się mi uratować Wsypę. Tak, to jest prawda, ale widzimy tylko część obrazu. Każdy kto śledził moją karierę lub też ogląda moje walki i słucha mych wspaniałych wystąpień wie jedną rzecz. Mianowicie SR-Crazy nigdy nie wychodzi na ring by przegrać!

 

Cheer + Yabadabadu + Kałabanga!

 

SR-Crazy: Tak też będzie tym razem panowie. Na szali tej walki będzie Wyspa i ja jestem w stanie tę Wyspę przegrać! Bo ja walczę prawie zawsze na serio i nie mam zamiaru tym razem odpuszczać. Myślę, że ludzie z wysepki wiedzą i domyślają się dlaczego to zrobię i że wiedzą również, iż to wszystko spowodowane jest przez Felipe Castro. Ja nie będę miał nic sobie do zarzucenia jeśli wygram i mam nadzieje, że moje głupole z Wyspy zrozumieją, iż nie działam przeciwko nim i to wszystko wina innych osób. Dobra skończyliśmy już te wstępne zagadnienia i możemy przejść do konkretów, czyli do analizy konkretnych przeciwników. Od kogo by tu zacząć... hmmm może od mojego dobrego przyjaciela Szahdia? Tak myślę, że to całkiem niezły wybór. Panie Scotty Whiped, powiem prosto z mostu, bez owijania w bawełnę, tudzież inne dziwne materiały: jesteś MAMELUKIEM!!!

 

Radość + Tak, to prawda! On nim jest! To Mameluk nad Mameluki!

 

SR-Crazy: Ale ty już chyba o tym wiesz, co nie Scott-chan? To mówi już chyba wszystko i nie ma co się nad tym zastanawiać, ani też debatować. Tytuł mameluka zobowiązuje, oczywiście na swój własny sposób. Nie jest on chyba dla nikogo nobilitujący. Kolejny raz się spotkamy... po co? Dlaczego? Nie wiem, w sumie już mnie nasze spotkania nie bawią. Wiesz na początku, to był jeszcze, jak to mówią Anglicy oraz młodzi chłopcy i dziewczynki w gimnazjach fun, ale teraz? Zaczyna być to męczące, denerwujące, nawet stresujące. W końcu ile można? No Scotty-chan pozwól ludziom żyć. Łazisz tak za mną nie wiadomo dlaczego i nie wiadomo czego oczekujesz. Znowu mam zmasakrować twą facjate? Fakt, dzięki moim uderzeniom zaczynasz już powoli przypominać Azjatę, którym zawsze chciałeś być, jak każdy mieszaniec. Podziękuj mi przy okazji. A może znowu mam ci pokazać gdzie twoje miejsce? Znowu mam ci pokazać, iż maksimum twych możliwości to walka o EWF Daemusin Title, a i to ci by przyszło z trudem. Czy znowu mam ci pokazać, że powinieneś właśnie walczyć z jakimiś Frankami Durexami, Bidamami lub też innymi Maniakami. Scotty sprawa jest prosta i sprowadza się tak naprawdę do jednego krótkiego stwierdzenia. Chcesz wiedzieć do jakiego? W sumie nawet jeśli nie chciałbyś wiedzieć to i tak ci powiem, bo ja miły jestem i lubię dawać dobre rady. Mierz siły na zamiar. Słyszałeś kiedyś coś takiego? Nie? No to ci powiem, nawet na azjatyckim przykładzie. Mówią ci coś takie nazwisko jak Hideki Tojo. Tak to bardzo dobrze, znasz go pewnie z jakiś historii o masowych rzeziach, oddziałach 731 i innych Nankinach. Nie to jest jednak najważniejsze, gdyż eksterminacja ludności nie pasuje do zdania: "mierz siły na zamiar". Pasuje jednak coś innego, mianowicie ten pan wsławił się tym, iż podczas wojny z Chinami nie chciał negocjować z rządem Chiang Kai-sheka. To oczywiste, że ten drugi pan chciał walczyć do kapitulacji Japonii, co wydawało się dziwne, ale jeszcze dziwniejsza jest postawa pana Tojo. Japonia nie miała możliwości podbić Chin, a dodatkowa walka na dwóch frontach po wydaniu wojny USA raczej nie mogła zostać przez nich wygrana. Jednak on wierzył w to, że zwyciężą, czemu? Nie mam pojęcia, nie wiem jak jakieś małe wypustki na mapie mogą sobie poradzić w wojnie i z Chinami i z USA. Jak widzisz pewien mały człowiek ubzdurał sobie, że jest wielki i potężny i może wszystko. Jak to się skończyło dla Japończyków? Dla nich w sumie dobrze, bo stali się ofiarami wojny i w sumie nawet się rozwinęli gospodarczo, ale dla pana Hidekiego to się raczej miło nie skończyło. A dlaczego? Bo nie znał zdania: "mierz siły na zamiar". Już milczeniem pominę fakt, jak żałosnym trzeba być by nawet nie umieć popełnić samobójstwo. Ile strzałów do siebie oddał? Cztery? Nie wiem w każdym razie wróćmy na tereny polskie i odejdźmy od tych historycznych tematów. Mam nadzieje, że zrozumiesz tę historie, którą ci przywołałem. Mam również nadzieje, że weźmiesz ją do serca i potraktujesz poważnie moje wywody, które były trochę chaotyczne. Ale już wróćmy stricte do naszej walki. Cóż ci by tu jeszcze ciekawego powiedzieć? Kolejna nasza walka i trudno mi powiedzieć coś nowego i świeżego, by się nie powtarzać. Jakbym był leniwy i mało oryginalny i cechował by mnie również brak kreatywności, to mógłbym rzec, byś zobaczył sobie jakieś moje wcześniejsze mowy. Niestety jednak moja duma i honor mi na to nie pozwala. Nie mogę tego również uczynić, gdyż byłby to policzek w stronę moich fanów. Jak pewnie wiesz niczym Ebi Smolarek zawsze wałcze dla swych kibiców i nie mogę i kolejny raz zawieść. Nie mówiłem chyba dziś jeszcze o twych gwoździach, także o nagrodzie, jaką otrzymałeś i chyba nawet nie mam po co wracać do tego tematu. Także dzisiaj nie usłyszysz o swojej żonie, bo to już się stało trochę nudne, a i ona wypiękniała w moich oczach. Ostatnio się obudziłem i uznałem, że jest ona naprawdę piękną kobietą i zacząłem ci zazdrościć. W końcu życie ze Smelą nie jest usłane różami. Uwierzyłeś w me słowa? To dobrze, bo chciałem cię trochę pocieszyć przed walką, patrząc na ostatnią twoją dyspozycje uznałem, iż potrzebujesz jakiegoś pozytywnego bodźca. Wiesz, jak w siatkówce po nieudanym ataku rozgrywający podaje nadal do tego samego zawodnika, aby się przełamał. Kiepsko z tobą ostatnio, chociaż zauważyłem, ze jak jesteś w dobrym tag team'ie to coś tam wygrać potrafisz, no ale to nie sztuka wygrać, gdy ma się za partnera Psycho. Cóż nie chce mi się dalej poświęcać tobie czas. Sadzę, że i tak już sporo go ci poświęciłem, a musisz wiedzieć, że raczej na niego nie zasługujesz. Miałem wielka nadzieję, że po Ural Matchu już się nie spotkamy, ale los znowu nas połączył ze sobą. Ehhh zaczyna mnie boleć od tego głowa i z nudów zaczynam tracić radość uprawiania tego sportu. Ile razy można stawać naprzeciwko siebie, ile razy można pokazywać ci swoją wyższość. Pamiętam, że kiedyś stoczyłem całą serię pojedynków z Dark Avengerem.

 

Natychmiastowy cheer, kibice zaczynają skandować: Avenger! Avenger! Słychać również nieśmiertelne okrzyki o latających głowach

 

SR-Crazy: Tak, ale to zupełnie inna bajka. Nie ta klasa. Pojedynki z Avengerem były ciekawe i interesujące, bo stawało naprzeciwko siebie dwóch świetnych wrestlerów, którzy byli klasą samą dla siebie. To było coś ciekawego i interesującego, a każda walka stanowiła wielkie wyzwanie oraz dawała wiele satysfakcji i radości. Natomiast pojedynki z tobą są nużące i mało radosne. Masz jeszcze przed sobą długą drogę, by wyskoczyć ze swojego poziomu, który bym określił mianem grupy EWF Daemusin Title, to też ładny pas i to chyba tam powinieneś zacząć szukać swoich przeciwników. Na koniec dam ci drobną rade, mam nadzieje, że jej wysłuchasz. Podczas walki ucz się i słuchaj, bo będzie w niej paru niezłych wrestlerowych grajków od których będziesz mógł się wiele nauczyć. Oczywiście przy okazji dostaniesz tez nieźle po głowie i pewnie nie będziesz mógł chodzić przez następne dwa tygodnie. Jednak najważniejsze chyba jest wyciąganie wniosków ze swoich porażek i pomyłek. Pamiętaj człowiek nigdy nie uczy się na zwycięstwach. Po wygranej walce wrestler zapomina o błędach i pomyłkach, które popełnił i które mogły zmienić zwycięzcę. Staje się on zbyt ufny w swe siły, to wielki błąd, któremu niestety trudno zaradzić. Natomiast po porażce zawsze analizuje się przyczyny i szuka się najdrobniejszych błędów, po to by nie popełnić ich w przyszłości. Zaprawdę powiadam ci, drobne porażki są nawet błogosławieństwem dla wrestlera, gdyż czynią go zdecydowanie lepszym. Tak, więc ucz się chłopcze i wyciągaj wnioski, a może przy dobrych wiatrach i przy odrobinie szczęścia uda ci się coś osiągnąć w zawodzie jaki sobie wybrałeś. Jeszcze na koniec, już ostatnie słowo, a raczej słowa które mam zamiar do ciebie skierować. Scotty Whiped-chan wiesz co? Przegrasz, bo jesteś Szahidem, a każdy Szahid jest mamelukiem!

 

Radość + to prawda, ale jaja, chromosomy!

 

SR-Crazy: Dobra skończmy już historię mojego kolegi, który ma piękną żonę – i mówię to całkowicie szczerze, po prostu przejrzałem na oczy – i przejdźmy do kogoś innego. Może do mojego starego znajomego Toola. Pamiętamy się chyba jeszcze z czasów, gdy w EWF panował chaos, a z chaosu narodziła się Justice League. Grupa ludzi, która chciała zmienić tę padlinę w coś pięknego, w coś wspaniałego. Każdy z nas miał swoje ideały za które walczył i za które chciał zginąć. To były piękne czasy, to był czasy wielkich gwiazd i wrestlerów. Bubba, Dark Avenger, Tool i Crazy, czy ktoś mógł im się przeciwstawić? Czy ktoś mógłby ich pokonać? Tak wielkie nazwiska razem koło siebie, walczące ramię w ramię o lepsze jutro i lepszy wrestlingowy świat. Ah to były piękne dni, szkoda, że już nie wrócą, szkoda, że między nami powstał mur, którego nie sposób przeskoczyć, ani też w żaden inny sposób ominąć. Uczcijmy te chwilę 30 sekundami ciszy, a następnie minutą oklasków. Zróbmy to dla nich, dla tych, których z nami niema, czyli dal Dark Avengera i Bubby. Wszyscy ich pamiętamy i to aż dziwne, iż nie ma ich wśród nas i ich już nigdy nie zobaczymy. Oddajmy im to co im się należy, zasłużyli na to swą dzielną postawą!

 

Wszyscy kibice wstają z miejsc. Najpierw chwile milczą, a następnie zaczynają dość głośno klaskać. Atmosfera robi się wspaniała i trochę sentymentalna, na ekranie wyświetlają się zdjęcia Bubby oraz Dark Avengera.

 

SR-Crazy (próbuje ukryć łzy, średnio mu to wychodzi): Bubba, Darki to dla was to wszystko. Nadal was kochamy!

 

Ogólna radość i okrzyki w stylu: kochamy was, alelluja, ale-luja-ale-luja i jest pięknie.

 

SR-Crazy: Dobra, skończmy już te patetyczne i sentymentalne wspomnienia i wróćmy do rzeczywistości. Niestety jest ona bardziej ponura i smutna, niż ta wspaniała przeszłość. O to już niedługo naprzeciwko siebie stanie dwóch ludzi, którzy byli kiedyś członkami Justice League. Dwóch wrestlerów którzy mają tak wspaniała przeszłość stoczą zażarty bój. Problem jest jednak inny. Tool, mój przeciwnik wyrzekł się naszych ideałów, przestał wierzyć w piękno, które kiedyś razem głosiliśmy. Co więcej później stał się Judaszem naszych czasów i pchnął Bubbę w przepaść. Dlaczego to zrobiłeś? Zastanawiam się czy od samego początku nie był fałszywy. Przyznaj się, kumplowałeś się z nami, bo myślałeś, że ci to pomoże? To taki twój stylu by wywindować się w górę? Nie moją rolą jest decydować jakim jesteś człowiekiem. Cóż, widać zawsze taki byłeś. Ale wiedz jedno, za zdradę ideałów kara może być tylko jedna i to ja ją wymierzę. Wiesz co będzie tą karą? Domyślasz się? Nie, nie będzie nią śmierć, w takie rzeczy to my się tu nie bawimy. Karą będzie porażka twa, przegrasz, gdyż mam obowiązek cię zniszczyć. Przykro mi będzie, że stoczę pojedynek z byłym znajomym i kolegą, ale po tym co zrobiłeś Bubbie mam powód do walki i powód by cię pokonać. Czy będzie to łatwe zadanie? Na pewno nie, będzie to trudne, będę musiał w tej walce osiągnąć szczyt swoich możliwości, ale postaram się to zrobić, postaram się pokazać ci co straciłeś wybierając ciemną stronę mocy. Patrząc jednak na osiągnięcia nasze i porównując je wydaje się, że nie mam większych szans. To ty przecież byłeś na kilka sekund EWF World Champem. Inni się z tego śmieją i ciągle to powtarzają, ale ja ci szczerze gratuluję. Ja takiego zaszczytu nigdy nie osiągnąłem i nie ma tu znaczenia fakt, że nigdy do niego nie dążyłem lub też nigdy go prawdziwie nie pożądałem. Zdobycie najważniejszego tytułu w EWF samo w sobie jest nobilitujące. Czy to jednak znaczy, iż nie wygram i mam się poddać, zejść z ringu lub zajmować się tylko panem Szahidem? Nie liczyłbym na to, każdy kto zna SR-Crazy'ego wie, że słowo: "poddaje się" dla mnie nie istnieje. Zdradzę ci pewnie sekret, mój były przyjacielu, tylko go za bardzo nie rozpowiadaj, dobrze? Naprawdę cieszę się, iż będę mógł powalczyć sobie z kimś o kilka klas lepszych od Scotty'ego, ale z drugiej strony boje się. Wiesz czego? Nie, no porażki się nie boje, klęska jest niestety elementem życia. Boje się, czy będę umiał naprawdę powalczyć ze starym znajomym, czy będę umiał cię wykończyć, czy nie zawaham się w najważniejszym momencie, czy ufne oczy mojego byłego znajomka nie spowodują, że nie będę umiał walczyć na 120%. Ty jesteś zdradziecką bestią, dla ciebie to może jest śmieszne, ale ja jestem dobrym człowiekiem. Dlatego właśnie taka możliwość naprawdę mnie przeraża. Wiesz mogę powiedzieć, iż jestem debeściak, a ty jesteś słaby i mogę też powiedzieć, że dam z siebie wszystko i na pewno wygram. To wszystko to jednak tylko słowa.... (myśli chwilę) ..... słowa które wielkiej roli na ringu nie grają. Słowa nie zawsze pokrywają się z tym co myślimy i z tym co się stanie. Chciałbym ci jednak powiedzieć, iż jestem dobrej myśli. Jedyne nici, które nas łączyły są dawno pozrywane i niestety nie widzę żadnych szans na ich ponowne połączenie. Nie powiem, że mnie to cieszy, bo tak naprawdę mnie to smuci. Mogę ci obiecać jedno: przez większość walki będę mścicielem. Wczoraj miałem sen w którym pojawił mi się sam Dark Avenger. Cały dzień później zastanawiałem się dlaczego? Dzisiaj wchodząc na ring zrozumiałem. On chce bym pomścił Bubbę i ja mam zamiar to zrobić, bo duch mojego gumowego przyjaciela będzie ze mną. Jednak jest coś co sprawia, że mam duże szansę by wygrać walkę, a na pewno nie przegrać jej z tobą. Wiesz co sprawia, że jestem w korzystniejszej sytuacji? Powinieneś wiedzieć, jest to jeden mały szczegół, ale bardzo znaczący. Wiem, że już nie możesz doczekać się, aż ci o nim powiem, dlatego nie będę cię trzymał dłużej w niepewności. Tool jesteś Mamelukiem!!

 

Wielka radość + To prawda! On nim jest! Zawsze nim był!

 

SR-Crazy: A chyba dobrze pamiętasz, iż Crazy nie przegrywa z mamelukami, dlatego też nie daje ci większych szans na sukces, ani ich tobie nie daje, ani twojemu wspaniałemu zespołowi z którym będę walczył. Tak panie Tool porażka was jutro spotka i to ja zejdę w ringu przy dźwiękach trąb ogłaszających mój sukces! Zwyciężymy!!

 

Giga radość jak za czasów Snake’a, to znaczy blisko, ale jeszcze nie w stylu: Yo! Yo!

 

SR-Crazy: Dobra skończmy już mówić o panu Tulisławie, bo został nam jeszcze jeden wrestler o którym na razie nie mówiłem za bardzo, gdyż nie było okazji. Oczywiście nie spuściłem na niego zasłony milczenia dlatego, że jestem takim kozakiem by najważniejszą osobie w tej bandzie całkowicie olać i pokazać jakie mam cojone. Bardziej myślę, że wynika to z faktu, iż najlepszych i największych skurwieli zostawia się na koniec. Tak, tak mym przeciwnikiem niestety będzie sam Biauy skurwiel. Słowo: "sam" sprawi pewnie, że chłopak się niewiadomo ja dowartościuje i będzie myślał, że naprawdę jest jakimś mocarzem lub czymś podobnym. Na pewno cieszy cię fakt, iż posiadasz EWF World Title, tyle lat walk, wyrzeczeń i bycia pośmiewiskiem, by wreszcie osiągnąć wymarzony cel. Czyż to nie piękna historia? Prawie jak Kopciuszek lub inna bajeczka. Problem z takimi bajkami jak ta wcześniej wspomniana jest jednak inny. Kończą się one w najważniejszym momencie i nie wiem co było potem. Czy to jest ważne? Tak i to bardzo. Przeanalizujmy sobie dotychczasowych posiadaczy tego pasa. Game skończył w jakiejś dziurze zwanej Japonią i nikt nawet nie wie, czy żyje. Kraven nie jest już tym Rosjaninem, którego się kiedyś wszyscy bali. Do tego ostatnio zaprzyjaźnił się z panem Szakalem. Pamiętamy pana Szakala jako nieprzyjemnego dresa przed którym uciekała połowa wrestlerów? Nie, pewnie że nie, bo rozmienił się na drobne. Stał się jakimś pieprzonym komediantem i łysym błaznem, który rozśmiesza publikę gadając do rośliny, będąc aktywnym i próbującym wejść na halę, bo go już nawet wywalili. Prawdziwego wrestlingu to on dawno nie powąchał, do tej trójki należy dodać jeszcze Hangmana, ktoś pamięta kiedy ostatnio on walczył na dłużej? Krótkie powroty się nie liczą. Nie pamiętamy oczywiście. Ogólnie jeśli skończysz jak ta czwórka to nie będzie źle, bo oni jeszcze jakiś czas walczyli, mieli swoje wspaniałe okresy triumfów, a potem ich pożarła starość, tak to można wytłumaczyć, w końcu nic nie trwa wiecznie. No, ale mamy jeszcze innych mistrzów na przykład Tanatosa. Ten to konkretnie wziął i umarł, bo zaraz po tym jak stracił pas całe jego wrestlingowe życie się rozleciało. Ktoś pamięta jak zaczął gadać do trumny, a swój utracony World Title określał jako „ssssskarb”? Indyka Juice też chyba już nikt nie pamięta, wszyscy po paru latach odeszli na emeryturę. Sandmana byłego championa także próżno szukać wśród nas, widać czas okazał się po tylu latach silniejszy od niego. Dostał stanowisko dyrektorskie i jest szczęśliwy. Bubba jeszcze niedawno się tu kręcił koło nas, Tool zadał mu jednak cios w plecy, ale ten człowiek również po stracie pasa nie pozbierał się. Na końcu mamy Scyther'a twojego kumpla, ten też ostatnio coś nie w formie. Ba chyba nawet wykonał krok podobny do Szakala, czyli pojawia się, chodzi tu i ówdzie, ale samemu nie walczy. Zmienia się w kolejnego komedianta. Większośc z byłych posiadaczy EWF World Title albo już zawiesiła gaciorki na linach i nie walczy, bo jest za stara. Jak widać pas ten przyśpiesza starzenie. Natomiast druga część osób posiadających kiedyś World Title po jego stracie nie mogła się pozbierać i już też nie daje rady. Ogólnie rzecz biorąc wygranie tego pasa staje się początkiem drogi na śmietnik historii. Bardzo to przykre, ale niestety też prawdziwe. Nie wiem co z wami się dzieje, ale w innych sportach jest tak samo. O przykład pierwszy z brzegu, czyli Ana Ivanovic. Jej poczatkiem końca było wygranie French Open i zajęcie pierwszego miejsca w rankingu WTA. Gdzie jest teraz ta pani? A tak sobie pogrywa, podobnie jak piękna Maria. Tylko między nimi, a toba jest wielka różnica. One mogą zarobić na siebie ciałem, a nie sądze by ktoś chciał płacić duże pieniądze by oglądać częściowo rozebranego, Psycho. Zbyt podobny jesteś do mojego hodowlanego knura o tym samym imieniu. Choć z pewnością ktoś może chce, nie wiem Tuan, czy jakis inny Mietek z twojej radosnej ferajny rodem z czasów irańskiego miasta Babol. Tak, tak, my tu w EWF nie zapomnieliśmy skąd się wziałeś, skąd przychodzisz i jakiemu panu dawniej służyłeś!!

 

Na wspomnienie o irańskim mieście Babol słychać przerażone krzyki: Mroczny Władca! Marvel! Strach! Zło! Mrok! Paraliż mózgu!

 

SR-Crazy: Ogólnie z tego schematu wyrywa się Tool, ale może dlatego, że on był tylko parę sekund mistrzem. Czemu o tym mówię? Chce pokazać, ze może przegram, może wygram, ale ogólnie mam ten wynik gdzieś. Jasne, możesz twierdzić, że to bzdura. Ale ja tu już nic nie muszę, zawsze traktowałem ten cały interes jako dobrą zabawę. Dlatego ja czerpię radość i daję radość, a tych co wieczór drżysz ze strachu kto, gdzie i kiedy odbierze ci EWF World Title.Nie dybie więc Psycho na twój pas, nie chce go, nie potrzebuje, nie mam narazie zamiaru go zdobywać, więc nie masz się co gorączkować i nie będziesz musiał ze strachu się pocić lub obgryzać paznokci. Zemsta mściciela cię nie dosięgnie, bo i czemu miała by na ciebie spaść. Moge wręcz rzec, że możesz spać spokojnie. Nie sądze by Vaclav lub też Nas Jazz wywoływali w tobie zawroty głowy lub inne lęki. To raczej nie ta liga i nie ta klasa. Oczywiście ja to już robię różnice, pewnie w twoich słowach niewielką lub żadną, bo przecież nie powiesz, że się kogoś boisz. Także myślę, że już sobie ustaliliśmy pewne fakty przed rozpoczęciem tej walki, mi pas ten jest tak samo potrzebny jak świni siodło. Dla ciebie perspektywa możliwości odliczenia mnie również pewnie nie jest zbyt interesująca, ani też podniecająca... aha, aha prawie zapomniałem. Mówiłem, że jesteś Mamelukiem? Nie, w takim razie powiem ci to, jesteś Mamelukiem!!

 

Gigantyczna radość.

 

SR-Crazy: Mógłbym jeszcze ci coś powiedzieć, ale zostawiłem piekarnik w domu na chodzie i musze go dezaktywować. Rozumiesz chyba, są pewne priorytety, a nie chce mi się już o tobie mówicie ja tu sobie głos niszczę, a i tak pewnie nie chce ci się tego słuchać, bo komu by się chciało. Jakieś takie pierdoły dzisiaj opowiadam nie wiem dlaczego, to nudne, nieciekawe i fani zaczynają pszysypiać. Dlatego nie chce ich już dłużej tu trzymać, każdy musi iść do domu najeść się, wyspać, a potem zobaczyć albo na miejscu , albo przed telewizorem EWF Wrestlepaloozę. Mogę obiecać, że będzie ona bardzo ciekawa i będą mieli państwo co robić. Nie martwcie się, walka ułoży się dobrze. Gwarantuję, że mój EWF FTW Title zostanie obroniony. Pozdrawiam Nasa Jazzowskiego i Vaclava. Panowie! Jesteśmy lepsi! Wygramy te War Games! Zwycięstwo będzie nasze! Po triumfie postawię wam sok z marchwii! (spogląda na zegarek) Teraz ja się już żegnam. Może jeszcze na pożegnanie ostatnie słowa dla moich kolegów z którymi będę się jutro bił... jestście Mamelukami!!

 

Hiper cheer jak na hipodromie w Konstantynopolu.

 

SR-Crazy: Dobra ja spadam, bo na mnie czekają.

 

Aktualny EWF FTW Champion rzuca mikrofon i wyskakuje z ringu, następnie pędzi w stronę wyjścia. Tak kończy się dzisiejszych house show.

 

 

-----------------------------------------------

44 chwilki później

-----------------------------------------------

 

 

Parking to miejsce, gdzie w EWF zawsze dzieją się ciekawe rzeczy. Tak chyba będzie i tym razem, gdyż realizator nas tam przenosi. Trudno opisać jak wygląda to miejscem. Truizmem będzie wspomnienie, iż są tam samochody. W każdym razie kamerzysta koncentruje się na dwóch osobach , jest to Smela i oczywiście SR-Crazy. Idą oni sobie wolnym i spokojnym krokiem w stronę czekającego na nich samochodu. Oczywiście idąc rozmawiają ze sobą, gestykulują i wymieniają porozumiewawcze spojrzenia. Realizator transmisji chce uczynić wszystko byśmy mogli coś usłyszeć, udaje się to jednak dopiero wtedy, gdy Crazy zapakował się już do samochodu, a Smela właził tuż za nim.

 

SR: Smelkosławie powiedzmi tak, ale szczerze... o co chodzi w tych całych War Games?

 

Transmisja urywa się, bo się kończy, a nie zaczyna.

6886753384ab4cd8908084.jpg

  • Odpowiedzi 1
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Ja Myung Agissi

    1

  • SR

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  1 864
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Chyba Nihon Chinbotsu się naoglądałeś ;)

 

Prawda, obecność S.W. w tej walce jest zbędna. ;)

EWF, III Oddział Kancelarii Osobistej Jego Imperatorskiej Mości.

Cultured Society|The Princess of Attitude.

I love the whisper of Attitude <3.

3926129444e3b08a90b45e.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • IIL
      Ciampa is All Elite 🙂
    • Attitude
      Nazwa gali: AEW Dynamite #330 Data: 28.01.2026 Federacja: All Elite Wrestling Typ: TV-Show Lokalizacja: Cedar Park, Texas, USA Arena: H-E-B Center At Cedar Park Format: Live Platforma: TBS Komentarz: Excalibur, Taz, Tony Schiavone, Don Callis & Stokely Karta: Wyniki: Powiązane tematy: All Elite Wrestling - dyskusja ogólna AEW Dynamite - dyskusje, spoilery, wrażenia AEW Saturday Collision - ogólne dyskusj
    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 3 Data: 28.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Tsugaru, Aomori, Japan Arena: Ito Mining Arena Tsugaru Publiczność: 987 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
×
×
  • Dodaj nową pozycję...