Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

wymyślanie tytułu jest zbyt pracochłonne (Crash RP)


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  1 867
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  26.03.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Po rozległej sali roznosił się, nałożony na siebie przez kilkadziesiąt głosów, szept. Pomieszczenie pomalowane na wredniejszy odcień bieli, ten najczystszy, przez co w niektórych przypadkach rażący w oczy, stało przed Tobą oblegane przez rzeszę młodych osób, z ich twarzy wydobywał się grymas zniecierpliwienia, dziesiątki spojrzeń wędrowały po całej hali, a to zatrzymując się na osobach towarzyszów, a to trafiając w stronę katedry. Na owym podwyższeniu stął krótki rząd krzeseł, ustawionych od niechcenia, bo każde "patrzyło" w innym kierunku. Gdy poziom szeptów i szmerów zaczął powoli i miarowo się podnosić, klamka drzwi prowadzących na katedrę zaskrzypiała. Błyskawicznym ruchem zamknięte dotąd drzwi zostały otwarte na oścież, a w progu pojawiła się sylwetka Crasha. Bez zbędnych ceregieli Crash dopadł pierwsze z brzegu krzesło i zasiadł na nim nie wymieniając ani jednego spojrzenia z tłumem. Za nim do swojego krzesła dokuśtykał Stewie, zbierając przy tym wszelkie zaciekawienie znajdujące się w spojrzeniach studentów. Na końcu korowodu znalazł się niziutki okularnik w biednym garniturze, który przygarbionym krokiem dotarł do swego miejsca. Z drugiej strony katedry jeden z zebranych wniósł tablicę, na której widniała tylko jedna fraza : EWOLUCJA. Człowiek, który wszedł razem z nazywaną w ojczyźnie "Chaotyczną Ambasadą", wziął do ręki mikrofon (a że pomieszczenie było dosyć długie i szerokie, czyli w rezultacie - rozległe, to nagłośnienie wydawało się być rozsądnym rozwiązaniem) i zabrał głos.

 

 

- Witam wszystkich zgromadzonych. Jak co tydzień przyszliśmy podyskutować na różne tematy, dzisiaj poruszymy ciekawe zagadnienie: porozmawiamy o ewolucji, o teoriach jej dotyczących, czyli ogólnie ("entuzjastycznie" znudzonym głosem") Darwiny i inne tego typu rzeczy. Dzisiaj dyskusja ma szansę być jeszcze ciekawsza, ponieważ włączą się do niej nasi eksperci... (z kartki) pan Crash i pan Stewie... panowie sami zgłosili się do mnie, po to by przedstawić swoje stanowiska i przywołać swoje doświadczenia... nieprawdaż?

 

- W sumie jestem typem człowieka, który dostarcza swoim oponentom niezapomnianych doświadczeń, lubię też przeprowadzać na nich różne doświadczenia, po to by nikt inny nie musiał sprawdzać na własnej skórze, jak to jest grać ze mną w jedną grę... poza tym pański opis zdaje się być poprawny.

 

 

Nieciekawy gość był gotów zadać naszym bohaterom kolejne pytanie, gdyby nie to, że Crash złapał mikrofon owego jegomościa i wyrwał mu go, po czym spojrzał na widownię i zaczął mówić.

 

 

- Pozwól, że nie będę przepuszczał cennego czasu przez palce, po to by słuchać twojej monotonnej i usypiającej gadki. Nikt nie zamierza słuchać tego co masz do powiedzenia. Przejdę do konkretów, bo jestem tu z pieprzoną misją. Dlatego jestem tutaj, w mieścinie której nazwy nie podam, bo jej nie znam i poznać nie chcę, bo to o czym chcę wam opowiedzieć nie jest skierowane tylko do was, małomiasteczkowi prowincjusze (small heel heat na sali)... to bardziej uniwersalne od wierszów Mickiewicza. Słuchajcie zatem uważnie, bo do nie będę niczego powtarzać... ty!

 

 

Crash wyciągniętą ręką dał znać młodzianowi w pierwszym rzędzie, że chodzi właśnie o niego. Jeden gest dłonią i student znajdował się tuż przy krześle Obłędnego Rycerza. Ten dał mu jakiś plik kartek niechlujnie przewiązanych kawałkiem sznurka.

 

 

- Powiedz kolegom co to jest...

 

- Wydaje mi się... że jest to praca na temat ewolucji... autorstwa...

 

- To nieważne... siadaj... widzicie, nie tylko Darwin zajmował się zagadnieniem rozwoju człowieczeństwa, świata... ale żaden z pseudonaukowców nigdy nie odniósł się do pewnego, konkretnego środowiska, o którym powinniście coś wiedzieć... wiecie kim jestem?

 

 

Młodzież odpowiedziała zdezorientowanym wzrokiem i ciszą, która odpowiedziała więcej niż każde słowo

 

 

- Mogłem się spodziewać... w tym miejscu gwarantuje wam, że każdy pieprzony dyletant i ignorant, który nie ma jebanego pojęcia o mnie i tym co sobą reprezentuje, ZAPAMIĘTA mnie po tym wykładzie. Wracając do tematu. Nikt nie użył teorii ewolucji do opisania biznesu, który jest wylęgarnią przykładów i odniesień do wypocin, które Darwin i spółka wydalili z siebie przez te wszystkie lata. Możecie teraz wyjebać na bok swoje podręczniki i zeszyciki, po to by uważnie posłuchać opowieści... nazwałem ją "Chaotyczną teorią ewolucji pokazaną z trochę innego punktu widzenia"... słuchajcie i analizujcie... wnioski wyciągnięcie później...

 

 

Realizator w tym momencie przerwał transmisję obrazu, zostawiając nam tylko przekaz głosu... to trochę jak radio, jednak nigdy nie wiadomo, czy nie zostaniemy zaskoczeni jakimś niespodziewanym obrazem, może właśnie tylko o to chodzi? Nieważne, ważny w tym momencie jest głos Crasha, który od tej pory będzie przewodnikiem po świecie przedstawionym w jego opowieści.

 

 

- Ewolucja tak jak większość procesów zaistniałych w naszym świecie niesie ze sobą ryzyko efektów ubocznych. Jak w fabryce, niedokładny ruch maszyny, wadliwy materiał, mały szczegół... i mamy wybrakowany produkt, wadliwy, jednym słowem chujowy. W sumie nikt by się nie zorientował o tym, póki wadliwy stół nie rozpadłbyię na części, albo ogniwo łańcucha rowerowego nie rozerwałoby się przy pierwszej jeździe. Ewolucja też ma na sumieniu kilka "produktów" zrobionych na odpierdol... uczynił wiele istot wadliwymi, słabymi, a słabość zmusza do obrony... najlepszą obroną wydaje się atak... a atak jest nieodłącznie związany z agresją... poczucie słabości jest mocnym impulsem powodującym agresję... objaw desperackiej walki o szacunek... o przetrwanie... przywilejem silnych jest poczucie pełnej kontroli sytuacji... ironicznie możliwość kontroli sytuacji wymaga siły. Zastanawiam się, kto jest bardziej bezwględny: los, który tak dotkliwie miesza niektórym życie, czy może ja... wyrachowany myśliwy, beznamiętnie wykorzystujący słabość swej zwierzyny. I tu objawia się przebiegłość ewolucji... potrafiła zadbać o to, by słabsze osobniki stały się najmniejszym możliwym problemem... u zwierząt konkurencja sprawia, że przy życiu ostają się jedynie te osobniki, które są w stanie przystosować się do warunków otoczenia, zarazem potrafią odeprzeć atak przeciwnika... to jest właśnie siła. Czy nie widzicie odniesień do wrestlingu? Laury zbierają ci, którzy potrafią przyjąć na siebie jarzmo bólu i trudności i nie poddają się przeciwnościom. W wyższej części kart utrzymują się ci, którzy mają talent, umiejętności, zaciętość... i siłę. Nawet ten pajac Tool odpierdalający szopkę z Nixonem zdołał udowodnić, że nie znalazł się tu przypadkiem, z racji tego, że pomylił wycieczki... tak Tool, kolejny raz wyrwałeś losowi kolejne 5 minut chwały i odbudowałeś być może nadzieję kilku fanów, którzy modlą się o to, że mrok znowu wróci do łask. Nic nie ukoi mojej wściekłości i niesmaku z powodu mojej porażki z tobą, bo wiem, że byłeś w zasięgu mojej ręki... mówi się trudno, teraz masz okazję znowu udowodnić, że World Title ci się należy. Tylko uważaj, z czasem będzie trudniej... bo ja zamierzam włączyć się do gry... jak to mówią w naszym kraju: do or die Phantom... a teraz chuj z tobą, nie zamierzam poświęcać ci więcej uwagi. Nie jesteś moim priorytetem... ale to i owszem...

 

 

Na dotychczasowym czarnym tle ukazała się sylwetka Evolution Championship.

 

 

- Tytuł, jak sama nazwa wskazuje, przeznaczony dla zawodników rozwojowych, tych, którzy nie boją się podejmować wyzwań i brnąć do przodu. Kto uważa, że nie jestem w stanie stać się posiadaczem tego cacka, niech zachowa tą uwagę dla siebie... nie warto mi w tej chwili mącić w głowie. Nie w chwili w której realizuję swoje zamierzenia. Ci którzy są na tyle mądrzy by mnie znać, wiecie, że jestem sumiennym wykonawcą swoich założeń... traktuję swe cele poważnie... Ci ludzie są przekonani, a jeżeli nie są, zadbam o to, by naprawili swój błąd... są przekonani o tym, że Miasto Chaosu jest na najlepszej drodze do podbicia kolejnego miejsca... posiadania kolejnej zdobyczy... uczynienia kolejnego kroku... by chaos stał się jedynym porządkiem panującym w EWF... a Crash jedynym władcą. Ma ktoś jakieś wątpliwości?

 

 

Obraz co prawda nie jest transmitowany, ale mikrofon znajdujący się w sali nie zarejestrował żadnego objawu sprzeciwu.

 

 

- O to chodzi... dlaczego nikt nie chcę mi się przeciwstawić... powinniście wyczuć łatwy łup - Tool wcale nie próbował, a jednak jego "5 minute mode" się aktywował i w jego "efektywnie nieefektownym" stylu wygrał ze mną bitwę. Jednak to był jeden raz... jedna niedogodność, ofiara wojenna, która nie waży na wyniku wojny. Mogę przegrać, ale nigdy nikt nie powie, że mnie zniszczył. Wiecie dlaczego nikt w Katowicach mi tego nie powie... bo tak... dla zaakcentowania moich racji przygotowałem dla was dalszą część programu, oglądajcie uważnie...

 

 

Echo głosu Crasha zdążyło pójść w niepamięć, tymczasem wrócił obraz, a kamera przenosi nas do jednej z szatni, do której prowadzą drzwi z niedbale wyrytym napisem "Ieshige pan!". Ta szatnia jest szczególnie odrapana, gdzieś na drzwiach od szafki wisi lustro, przed nim stoi jakaś rozkoszna osóbka, której tył obserwujemy, powolne zbliżenie na lustro ukazauje nam napompowany dekolt, pomijając fakt, że wystają z niego jakieś włosy, lśniąca fryzura i tygodniowy zarost na twarzy. Coś mi mówi, że ta panna może mieć imię na S... może Stewania? Gdzieś na środku pokoju, na taborecie siedzi gość, nazwijmy go Cra... znaczy się Ieshige, odwrotność panny - brudne, przetłuszczone włosy, opuszczone na czołowłosy i jeszcze brudniejsza rura w dłoni, niczym wyjęta prosto z czyjejś kanalizacji. Koleś wygląda nieszczególnie ciekawie, w twarzy lśni odłamek szkła, może wypadek przy piciu wódki. On siedzi nieruchomo przez chwilę, po czym odwraca nieznacznie głowę w kierunek towarzyszki i zimnym głosem rzuca:

 

 

- Catherine, przestań przeglądać się w tym lustrze, wiesz, że jestem ważniejszy, podejdź do mnie i się mną zajmij! (dla efektu uderza rurą w podłogę)

 

- (z racji gipsu na nodzę pokuśtykała w stronę mężczyzny i stojąc za nim odpowiedziała) Shige, wiesz, że teraz pierdolnąłeś teraz jedną z większych głupot w swym życiu. Rządzę tobą jak marionetką i mogłabym cię od tak wyjebać i zająć się jakimś innym oszołomem. Chyba nie myślisz, że trzymają cię tu dlatego, że jesteś taki zajebisty... poza tym wyrzuć tą rurę, bo mnie wkurwia...

 

- Nie mogę, tyle mam z nią wspomnień...

 

- Co do kurwy?!

 

- Mój tatuś był hydraulikiem, pewnego razu przyglądałem się jego pracy... przez przypadek oberwałem rurą i polała się krew ("ogniki w oczach" mode on). To początek pierwszej przygody z krwią. Nie płakałem, tylko delektowałem się widokiem krwi, taka piękna, czerwoniutka... od tamtej pory pokochałem krew i rury, to jak miłość od pierwszego spojrzenia. Moją ulubioną zabawą było uderzanie kolegów metalowymi rurami... jak pięknie krwawili! Od tamtej pory moim hobby było lanie innych rurami, między innymi trafiłem tu do EWF, w kontrakcie zagwarantowali mi darmowy zapas rur i możliwość oglądania krwi i cudzego bólu. Na treningach od samego początku zacząłem lać ludzi rurą. Patrzyłem na ich cierpienie i cieszyłem się bardziej, niż wtedy, gdy dostałem pierwszy rower...

 

- Ochłoń, nie miałeś roweru, weirdo...

 

- Racja, co nie zmienia faktu, że lubię zadawać innym ból! Cierpienie! Ból! Osocze! Żądam cudzego bólu i krwi!

 

- Zamknij mordę i ruszaj na ring, bo za chwilę chwycę tą rurę i pierdolnę ci nią w twój pojebany łeb... jak znowu przegrasz to jeszcze poprawię...

 

- Dobrze Catherine...

 

- Hasło!

 

- (pokornie) Catherine jest najlepszą managerką na świecie, a Ieshige jest jedynie jej lewą ręką...

 

- Zgadza się...

 

 

Para wyszła z szatni, my tymczasem wróciliśmy do sali wykładowczej, gdzie Crash kontynuował swe nauki

 

 

- Ieshige, gdy ostatni raz cię spotkałem, zajmował cię konflikt z Vegardem... stoczyliście kilka wojen... opróżniliście kilka butelek wódki... nie sugeruję, że masz słabszą głowę od Vegarda... ale sam wiesz, gdzie znajduje się teraz nasz norweski koleżka... a gdzie jesteś ty. Ile celów, ile sposobów skutecznej tortury... ile krwi przelało się w twoich myślach przez ten okres? Znając twój charakter, musiały to być hektolitry, galony posoki... pewnie miałeś nadzieję, że to nie ty zalejesz się czerwienią... chociaż sam już nie wiem co kołacze ci się po umyśle. I tak wiem, że nawet gdy łudziłeś się, że to nie ty skończysz pewien etap swojej kariery przytulony do gleby... to teraz wiesz, że los bywa przewrotny. Twój antagonista... osoba, której w myślach życzyłeś najgorzej, jak tylko się da, obrócił twoją broń przeciwko tobie... agresja, przemoc, brak hamulców... wszystkie twoje emocje, które znajdowały się w twoich wszystkich minach, gestach, ruchach, słowach, chuj wie czym jeszcze... to co rządziło tobą w ringu... to nic nie znaczy. Nie jesteś w stanie sam zaważyć o swoim zwycięstwie Ieshige... Jacobsen, mimo mojego braku szacunku co do jego osoby, obnażył wszystko to, co ukrywałeś za maską, którą przywdziałeś. Kolejny raz przeklinałeś w myślach swój układ nerwowy za to, że dostarczył za dużo impulsów... kolejny raz zabrakło ci silnej woli... jesteś zbyt słaby, by przetrwać krótki moment cierpienia... uwierz, życie nie jest usłane różami, szczególnie wtedy, gdy na twojej trasie znajduje się pewne Miasto... od samego początku próbowałeś podporządkować sobie innych, założyłeś błędnie, że wmówisz innym, jakim nie jesteś, a jedynie chciałbyś być. Może jesteś agresywny, ale nie brutalny... mylisz te pojęcia. Jeżeli oglądałeś mnie od początku, pamiętasz, że agresja jest jedynie reakcją obronną. Brutalność to pomoc naukowa... to ja mogę powiedzieć o sobie: tak, jestem brutalny! Obłędnie brutalny! Za pomocą brutalności zamierzam dać ci lekcję, po której nie będziesz już musiał zaglądać do podręcznika, bo to wszystko będziesz miał żywo w głowie. Zapomnij o wszystkich krzywdach wyrządzonych przez Vegarda, on już dla ciebie nie istnieje - teraz liczy się tylko chaos, nieład... liczę się tylko ja, teraz, w przyszłości... rozumiesz to? Czujesz tą potęgę? Jeżeli nie... twoja strata... nie wiem co Catherine w tobie widzi... potencjał? wygląd? charakter? osiągnięcia? Może lubi takich loserów jak ty, nie wnikam w to... dla mnie jesteś małym, niegroźnym Ieshige, którego czas odhaczyć na mojej liście. To nie żart, to nie fikcja... to najrealniejszy chaos!...

 

...ale nie jesteś sam w swoim przeznaczeniu, jest tu jeszcze ktoś, komu pomyliły się miejsca... a na imię mu...

 

 

Miejsce pośrodku niczego, pokój z podstawowymi akcesoriami, wszystko niczym wyrwane z głębokiego zadupia. Na zdezelowanym łóżku siedzi dziwny koleś, schował głowę w kolanach i zaczął bujać się raz do przodu, raz do tyłu, może choroba sieroca? Nic nie mówi, jedynie patrzy się w dal. Do obrazu został dołączona ścieżka dźwiękowa z czyimś głosem.

 

 

- Muszę to wygrać... wygrać to muszę... to muszę wygrać... to wygrać muszę... mówię to samo, tylko zmieniam słowa... a właściwie tylko kolejność... w dodatku napierdalam cały czas od siebie... ale wszystko jest spoko... nie tęsknię za rodzicami... nie tęsknię za trenerem. Miał inne zdanie, musiał zginąć, był zdrajcą... a starzy mnie porzucili... jestem twardy... porzucili mnie (przyspieszone "sieroce" bujanie się i głos człowieka, który zaraz miałby się zalać łzami)... samego... na dworcu. Jak mogli! Czuję coś mokrego... oho! Polały się siki... niedobrze, miałem przecież pójść do kibla... widać zapomniałem, jestem przejęty... bardzo przejęty! Jutro będę musiał wejść na ring, co mam zrobić? Psy mnie nie obronią... muszę zrobić to w ulicznym stylu... chociaż nie... lepiej położę się i udam nieprzytomnego, u Mickiewicza to działało...

 

 

Tradycyjnie niepostrzeżenie przenieśliśmy się z pokoju do znanej nam doskonale sali wykładowczej, tyle, że obraz nie zawiera całego zarysu pomieszczenia, a jedynie popiersie Da Insane One

 

 

- Gabriel, niezależnie od tego, czy to ty zaszczyciłeś swym udział ów filmik, czy może był to ktoś inny - i tak przesłanie jest według mnie trafne w 100%. Kiedyś mógłbym porównać cię do Flying Mana - macie podobne cechy... obu brakuje pewności siebie, obaj nie wiecie czego tak naprawdę szukacie... tak jak Flying Mana, tak i twoim sercem rządzi bojaźń i strach... poczucie zagrożenia narasta coraz bardziej i bardziej... ale czy potrafisz się obronić? Jedynym twoim sposobem obrony jest przywdziewanie maski, udawanie, że nic tak naprawdę się nie stało, ta "pewność siebie" czasem mnie bawi. Ale ciebie nie powinna. Niestety twój kolega ma zalążek ambicji i wyewoluował w Aero, słaby i zdany na swego anioła stróża jak dawniej, ale przynajmniej silniejszy duchem, teraz pozostałeś sam, nie możesz podzielić się swoim strachem z innymi, chociaż... poszukaj przyjaciół wśród nowych, niezapoznani z Wyspą powinni być tacy sami jak ty. Do czego jednak tak naprawdę zmierzam? Ludzie szukający drogi do sukcesu z twoimi atrybutami i możliwościami to szaleńcy... ludzie szukający szczęścia w wrestlingu to szaleńcy... ludzie próbujący wydrzeć z mojej głowy marzenie o jakimkolwiek złocie to osoby kompletne wyprane ze zdrowego rozsądku... cały czas głoszę dzisiaj nauki... tobie przywrócę rozsądek i umiejętność trzeźwego myślenia, o ile potrafisz zachować jakąkolwiek trzeźwość i możesz myśleć. Przypomnij sobie 5 lat w pierdlu: czy czujesz się usatysfakcjonowany tym co wtedy otrzymałeś? Chyba nie... kurwa! Na pewno chcesz więcej, skoro to ja muszę stanąć przed tobą i spoglądając ci prosto w oczy, które zapewne będziesz skrywać opuszczając głowę, wysłać ekspresem do twojego rodzinnego Wrocławia... z Katowic to nie aż tak bardzo daleko... będziesz wreszcie mógł wrócić do ulic, które tak wielbisz i ze wstydem skryć się w jakimś zaulku... dziwisz się, że starzy cię zostawili? Może nie jest to aż takie dziwne... kto wie, czy nie była to ich najlepsza inwestycja. Obstawiam, że życie i tak dostatecznie im dopierdoliło w kość, zrywając kontakty z tobą zapewnili sobie spokój, bo nikt nie będzie kojarzył ich z twoją osobą... chcesz być mistrzem Evolution? Zasługujesz na ten pas? Masz szansę na rozwój? Nie... nie... nie... odpowiedź na każde moje pytanie brzmi nie... widzisz, jesteś tu ledwo kilka tygodni, a mogę powiedzieć o tobie tyle... ale miewam zawodną pamięć i nie wiem, czy zdołam zapamiętam twoją twarz kilka dni po Paloozie. Przykro mi Iwanow, nie ma usprawiedliwienia dla głupstw, które popełniłeś, czas na solidną naganę... zasłużyłeś na nią nie tylko ty. Ieshige też może czuć się obdarowany. Niezależnie czy lubicie się czy nie, czy zamierzacie współpracować, czy może będziecie podkładać sobie kłody pod nogi i tak mogę zaśmiać się wam w twarz. Niezależnie czy w parze z Waszką, czy sam - to nie będzie zażarta rywalizacja. Spróbujcie podejść do tego serio, bo tak naprawdę między wami toczy się rywalizacja - o to, kogo ominie przytulanie gleby... a co do Waszki... to mam coś przygotowanego specjalnie na tą okazję...

 

Na ekranie ukazało się ogromne oświadczenie:

 

 

MATERIAŁ NIE ZOSTANIE WYEMITOWANY Z RACJI NISKIEGO BUDŻETU PRZEZNACZONEGO NA PRODUKCJĘ TYCH NIEZWYKLE ZABAWNYCH PRZERYWNIKÓW. PRZEPRASZAMY ZA EWENTUALNE SZKODY WYRZĄDZONE PRZEZ NAS, JEDNOCZEŚNIE NIE ODPOWIADAMY ZA WSZELKIE CZYNY NIEZGODNE Z PRAWEM WYKONYWANE PRZEZ ROZSIERDZONYCH WIDZÓW ZA SPRAWĄ NIEWYEMITOWANIA NINIEJSZEGO MATERIAŁU.

 

Słychać jakiś szmer, Stewie podpowiedział dla Crasha, że wideo nie pójdzie na antenę, na co ten odpowiedział spokojną reakcją...

 

 

- Damn it... szkoda, wyszły nam 2 minuty naprawdę zajebistego kina... nie zmienia to faktu, że jestem pod wrażeniem. Jestem pod wielkim wrażeniem... wejście smoka, chciałoby się powiedzieć "błyskawicznie jak grom"... to się chwali. Wspaniały debiut. Jestem skłonny stwierdzić, że ty masz największe możliwości do rozwoju. Wojskowa dyscyplina, piorunujące nazwisko i mentor, o którego wsparcie mogłyby bić się setki dzieciaków oglądających EWF i myślących o karierze wrestlera... pomimo, że mam niewiele większy staż od ciebie, drogi Wasylij, to i tak jestem bogatszy o doświadczenia... nie wiem co robiłeś w przeszłości, ale wiem co możesz osiągnąć, jeżeli będziesz wiedział które wytyczne są prawidłowe... możesz przetrwać w ringu te kilka minut więcej, dopóki nie rozprawię się z dwoma gościami, na opisanie których straciłem kilkanaście chwil swej kariery... później nie ma odwrotu. W historii mieliśmy wiele przykładów bitew, które mimo, że racjonalnie patrząc były skazane na porażkę, to jednak dzięki odwadze, zmysłowi taktycznemu lub szczęściu, którym gardzę, ostatecznie udawało się wydrzeć zwycięstwo. Wojenny los zesłał cię do obozu, który stoi na tej uprzywilejowanej pozycji faworyta. W sumie jesteś w genialnym położeniu - nie musisz wychylać się pod ostrzał, zarazem wiesz, że ciężar walki spoczywa na sprzymierzeńcach. Sielanka, czyż nie? Los jednak nie byłby losem, gdyby nie warunki, które niespodziewanie stawia na drodze swoich podopiecznych. Po wygranej na froncie zmuszony zostaniesz do zmiany obozu, staniesz po drugiej stronie frontu. Tu już nie ma sentymentów. Dlatego zawsze cenilem ten biznes - to jest prawdziwy obóz przetrwania! To survival, jeżeli nie zmiażdży cię fizycznie, to zmąci twą psychikę nieodwracalnie, raz na wyżynie, by później spaść w bezdenną otchłań... Wasylij, nie oszukujmy się, dla mnie jesteś kolejnym frajerem szukającym chuj wie czego... jedni są dla zabawy, drudzy chcą znaleźć sens ich szarego życia... nie różnisz się od innych. A jednak dam ci radę, bo nie chcę byś pozostał dziś bez jakiejkolwiek nauki... od ciebie zależy to jak wykorzystasz dobrobyt ewolucji i rozwoju. Od twojego wysiłku zależy to, w jakim położeniu znajdziesz się za jakiś czas... może miniemy się jeszcze na korytarzu? Żyw nadzieję, podobno mają tu dosyć niezły szpital... wiedz, że na razie jestem poza twoim zasięgiem. Te kilkanaście minut, które oddzieli te dwie walki, będą twoją ostatnią szansą na oswojenie się z przyszłością... jestem ponad tobą, pojmujesz to? Gdy staniesz ze mną w ringu, ty... całe Katowice... cały świat przekona się o kolosalnej różnicy między mną a tobą. Nie dorastasz mi do pierdolonych podeszw, w zasadzie będę mógł cię rozdeptać swoim butem, wbić w ring. Ale najpierw dam ci kilka wskazówek... może nie zaboli aż tak bardzo. Postaram się zbędnie nie przedłużać... przykro mi panie Gromow... ewolucji nie da się oszukać, Crasha tym bardziej...

 

 

Crash wstał, wyjebał krzesło w cholerę i stojąc na środku katedry, już bez mikrofonu, rzucił:

 

 

- Jeszcze raz zajrzyjcie w odmęty swej pamięci, przypomnijcie sobie obrazy, które wam przedstawiłem... czy te namiastki wrestlerów, których mogliście obejrzeć, są skuteczną zaporą, mogącą oddzielić mnie od upragnionego złota? Nie, nie mogą... nie potrafią, bo są pieprzonymi bublami, efektami ubocznymi ewolucji, powtarzałem to nieraz, powtórzę i więcej razy po to, by każdy znajdujący się na tej sali człowiek... każda osoba siedząca przed telewizorem... każda osoba, która ma czelność zarzucić mi to, że nie jestem wart walczenia dla EWF... wszyscy których wymieniłem powinni zakodować sobie w pamięci moje słowa... JESTEM TERAŻNIEJSZOŚCIĄ... JESTEM PRZYSZŁOŚCIĄ... przyjedźcie do Katowic i poznajcie prawdziwe oblicze Crasha. Naprawię błędy ewolucji i sprawię, że odpowiedni człowiek znajdzie się w odpowiednim miejscu... dzisiaj nauczyliście się wielu przydatnych rzeczy... Ieshige, Gabriel, Wasylij - czas na egzamin. Wskażę wam waszą przyszłością... co ja mówię... brak przyszłości... NO FUTURE. Wasz czas zagłady zbliża się coraż większymi krokami. Na was nie kończy się moja misja... Jacobsen, Nilsen - ktokolwiek nadal będzie dzierżył pas po tej Paloozie... na razie możecie być spokojni, wasza kolej przyjdzie później. War Games nie będzie jedyną wojną w Katowicach... kolejna rozpęta się za sprawą mnie... i Miasta Chaosu... because doomsday's coming...

 

 

I standardowo obraz rozmył się w czerń

 

EWF dziękuje Crashowi i Stewiemu za udział w kręceniu niezwykle zabawnych przerywników.

  • Odpowiedzi 1
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Ja Myung Agissi

    1

  • K-PEL-K

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  1 864
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Nikt nie użył teorii ewolucji do opisania biznesu, który jest wylęgarnią przykładów i odniesień do wypocin, które Darwin i spółka wydalili z siebie przez te wszystkie lata.

 

Poszukaj dobrze. :)

 

- Racja, co nie zmienia faktu, że lubię zadawać innym ból! Cierpienie! Ból! Osocze! Żądam cudzego bólu i krwi!

 

mo-ya !? nie ten gimmick

 

Co do dzieła Twego jakże uroczego:

 

-wstawki przed speechem do Shige i Iwanowa zabawne, ładne parodie moim zdaniem.

-zauważyłem sporo powtórzeń. :)

-b. ładnie piszesz. oby tak dalej. :)

EWF, III Oddział Kancelarii Osobistej Jego Imperatorskiej Mości.

Cultured Society|The Princess of Attitude.

I love the whisper of Attitude <3.

3926129444e3b08a90b45e.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Tak tylko to wrzucę   
    • GGGGG9707
      Mi się właśnie wydaje że to doprowadzi do odejścia Balora. Od kontuzji Doma było mówione że do RR zdąży wrócić więc jego wejście w walce jest niemal pewne (co nie będzie jakąś dużą niespodzianką bo wszystkie informacje podawały że na Rumble wróci). Balor nie przypadkowo dowiedział się na RAW że nie ma dla niego miejsca w RR Matchu a do tego te promo Liv do Balora. Typuję że albo Dom będzie w RR Matchu i go koncertowo przegra co zdenerwuje Finna że znowu Dom dostaje szansę mimo że ma już pas albo
    • Bastian
      Czyżby to było ostatnie RAW w karierze AJ Stylesa? Nadrabiamy!  Było kilkanaście miesięcy na to, aby ogarnąć pierwszą w historii WWE walkę CM Punk - AJ Styles. Jedyne, na co było stać federację to walka na RAW niemal na koniec kariery AJ'a, którą przerwał w dodatku Finn Balor  Irlandczyk będzie chyba takim przyjemnym przystankiem dla Punka aż do WM42. Na Royal Rumble walki Phil nie dostał, Elimination Chamber w Chicago, więc trzeba coś ogarnąć.   Swoją drogą, szkoda, że po tym, jak odebrano
    • IIL
      Ciampa is All Elite 🙂
    • Attitude
      Nazwa gali: AEW Dynamite #330 Data: 28.01.2026 Federacja: All Elite Wrestling Typ: TV-Show Lokalizacja: Cedar Park, Texas, USA Arena: H-E-B Center At Cedar Park Format: Live Platforma: TBS Komentarz: Excalibur, Taz, Tony Schiavone, Don Callis & Stokely Karta: Wyniki: Powiązane tematy: All Elite Wrestling - dyskusja ogólna AEW Dynamite - dyskusje, spoilery, wrażenia AEW Saturday Collision - ogólne dyskusj
×
×
  • Dodaj nową pozycję...