Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Słów kilka o Grecie Garbo, Michniku, Cyncynacie i SW


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  117
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  19.09.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

---------------------------------------------------------

Wojna jest jak kobieta, nie ujarzmisz jej boso.

Zhang Xueliang

---------------------------------------------------------

 

 

 

Sewastopol, miasto bliskie sercu Katarzyny II i Grigorija Potiomkina. Jesteśmy w Muzeum Floty Czarnomorskiej, której historia nierozerwalnie związana jest z osobą wspomnianą powyżej. Wszystkich na pewno zastanawia co tu robimy, więc realizator nie trzyma nas dużej w niepewności i pokazuje Smelę. Smela jaki jest każdy widzi. Ogląda on właśnie jakieś eksponaty, trzyma różnego rodzaju prospekty w łapkach, ogólnie można rzec, iż bardzo ciekawi go to miejsce. Jeśli jednak przyjrzymy się uważnie zachowaniu naszego bohatera, to zobaczymy w nim ruchy/tiki/zachowania, które towarzysza osobom na coś czekającym. Po dłuższej chwili spacerowania zjawia się jakiś Koreańczyk i wręcza Smeli teczkę. Teczka jest szara, trochę brudna i znajdują się w niej jakieś dokumenty. Menadżer Fajowego Crazy'ego nie otwiera jej jednak, wsadza ją do swojej aktówki i kontynuuje zwiedzanie. Robi to dlatego, gdyż jest przekonany, iż Sewastopol jak każde miasto na wschód od Bugu jest przepełnione szpiegami (twierdzi on również, iż na wschód od Wisły znajduje się duże skupisko byłych SBków, jednak wierząc w honor Kiszczaka i Jaruzelskiego oraz zeznania byłych agentów lub donosicieli uważa, iż zajmowali się oni rozwalaniem systemu od środka, bo każdy Polak to Konrad Wallenrod. Tak więcej nikt z byłych współpracowników nie szkodził, nie działał dla dobra PRL i tylko coś podpisywał, ale nie czytał, bo przecież nie czyta się tego co się podpisuje). Po dokonaniu swych przemyśleń Smela uznał, iż nie może wyciągnąć i zacząć czytać teczki, bo szpiedzy Matki Rosji są wszędzie i znają każdy język, a jeśli ich nie ma, to na pewno, gdzieś się czają banderowcy razem z UPA lub jakiś Islam III Girej liczący na odrodzenie swego państwa. Ogółem Smela mądry chłop postanowił wrócić do hotelu i tam przeczytać to, co przed chwilą dostał. Koreańczyk natomiast wpatrywał sie chwile w tablice pamiątkową próbując ją przeczytać, jednak zapomniał, iż zna jedynie hangul (Smela lubi, gdy łącznik między nim, a Baegukiem nie zna alfabetu łacińskiego).

 

 

---------------------------------------------------------

Jekaterynburg Rosja, okolice Cerkwi na Krwi.

---------------------------------------------------------

 

 

Śnieg i mróz, z tym kojarzy się każdemu Polakowi terytoria znajdujące się za Wołgą. Niektórzy mówią, iż to generalizowanie, które jest domeną ciemnoty. Prawdę jak zwykle głoszą ci pierwsi, a ci drudzy cieszą się, bo i tak są idiotami. Tak, więc jest zimno. Gdy człowiek przybywa do Rosji, to dowiaduje się, że słowo "zimno" podlega stopniowaniu (i to bardzo dużemu), a po powrocie uważa, iż minus 16 stopni to pogoda dość ciepła. Lód i chłód powoduje, iż jedyni zabłąkani turyści opatuleni są, niczym arabskie kobiety na plaży (widać tylko oczy). Oczywiście autochtoni są twardzi i mają swoje sposoby oraz zahartowane twarze, więc podmuchy zimnego wiatru nie robią na nich większego wrażenia i pozwalają normalnie egzystować. W ich przypadku widać całe twarze i nie są one czerwone od mrozu, to jest największa różnica między ludnością napływową a miejscową, dzięki temu z 600 metrów idzie odróżnić turystę od reszty. Gdzieś w tym białym pejzażyku widzimy wesołego jegomościa w kurtce z napisem: "SR-Crazy, miliony dzieci uśmiecha się na jego imię, bo nie wiedza, że to pseudonim". Osobą w tej kurtce jest oczywiście nasz wspaniały FTW Champ, poznajemy go po brodzie, na którą nałożył odpowiednik czapki lub rękawiczki, który nakłada się na brodę. Jest to bardzo ważne, gdyż włosy w takiej temperaturze mają tendencje do zamarzania, a potem odpadania. Jeśli taka historia przydarzyła by się Crazy'emu to na pewno nie byłby szczęśliwy, a jak wiadomo nieszczęśliwy Crazy, to smutny Crazy, a smutny Crazy, to mniej uśmiechów na buziach tych naszych najmniejszych promyczków słońca (czytaj: dzieci). Tak, więc SR chodzi sobie po wspaniałych okolicach cerkwi, mróz mu nie doskwiera z dwóch powodów. Po pierwsze ciepło się ubrał. Po drugie nie po to latał po dżungli by teraz marznąć. Po trzecie trenując chińskich olimpijczyków zdobywali szczyt Sziszapangma. Crazy chodzi tak po okolicach i podziwia widoki. Nagle jednak zatrzymuje się i uważnie obserwuje otoczenie, by po chwili zacząć krzyczeć.

 

SR: Mikołaju... Mikołaju... gdzie jesteś? Mikołaju... Mikołaju...

 

W tym momencie rozlega się dźwięk telefonu komórkowego, gra jakaś radosna muzyka, Szaleniec wyciąga z kieszeni telefon celem sprawdzenia kto dzwoni i ewentualnie porozmawiania z tą osobą.

 

SR: Czego chcesz Smelkosławie, rozmawiam z Nikim.

 

Smela: Odnalazłem Miszkę, a w każdym razie tak podają kumple Baeguka w swym raporcie. To na pewno on. Są nawet zdjęcia, co robi, czym się zajmuje, plan dnia, poglądy polityczne, sekrety, notatki normalnie wiem teraz o nim więcej niż on sam. To niesamowite, fenomenalne wręcz wspaniałe.

 

SR: A byłeś już u niego?

 

Smela: Nie mistrzu, nie mogę nie teraz musimy tam iść razem, z mentorem, we dwóch. Powitanie po latach tak musi być, tylko tak... nie mogę przecież iść tam samemu.

 

SR: Zróbmy tak: skończę jutro tą śmieszną walkę, skopie jednemu wkurzającemu człowiekowi tyłek i polecę tam do ciebie i spotkamy naszego ukochanego Miszkę. No, a teraz nie przeszkadzaj.

 

Smela: Nie mów, że męczysz biednego cara, którego razem z rodziną tak bestialsko zamordowano bez procesu?

 

SR: Bestialsko? Mecze? Bez procesu? A myślisz, że Ignacy Hryniewiecki dla zabawy w jego dziadka bombami rzucał? Trzeba było wziąć przykład z tego i oddać co nie swoje. Bez procesu? A gdzie prawo Rosjan do wolności? Męcze? A jakie ma dwie drogi król? Rządzić albo zginąć. Bycie carem to niczym nie uprawniona uzurpacja. Monarchia jakimikolwiek by się otaczała iluzjami, na jakiekolwiek by się powoływała umowy, jest wieczystą zbrodnią i każdy ma prawo przeciwko niej powstać i wystąpić zbrojnie. Każdy król jest buntownikiem i uzurpatorem. Czyż sami królowie nie traktowali inaczej rzekomych uzurpatorów swojej władzy? Car miał być sądzony przed trybunałem? Przecież powołano je wyłącznie dla członków społeczeństwa i nie bardzo rozumiem jaką drogą i przez jakie zlekceważenie zasad, na których opierają się instytucje społeczne, trybunał miałby być sędzią między carem a suwerenem.

 

Smela: Ciekawe wywody, ale nie wiem, czy bolszewicy lepsi byli...

 

SR: Jeżeli naród jest tak nikczemny, że pozwala tyranom rządzić sobą, władza staje się prawem pierwszego lepszego i nie jest ani bardziej święta, ani bardziej prawowita na tej lub innej głowie...

 

Smela: To pa!

 

SR (wygraża niebu): Oby władze EWF nigdy nie wstąpiły na drogę despotów! Bo wtedy lud, a ja wraz z ludem powstanę i przywrócimy pokój w EWF!

 

Dożywotni EWF TV Champion wyrzuca przed siebie telefon i postanawia zostawić w spokoju Mikołaja II i jego rodzinę, dlatego udaje się drogą przed siebie, bez zbędnych słów, w ciszy, bardzo powoli dreptając.

 

 

---------------------------------------------------------

Materiał usunięty przez SB, Michnika i TVN

---------------------------------------------------------

 

 

Jesteśmy w miejscu, gdzie jutro ma się odbyć kolejna Wrestlepalooza. Znajdujemy się w hali, wygląda ona tak jak każda inna, uważny obserwator jednak dostrzeże, pewien drobny szczegół, który zakłóca typowość tego miejsca. Mianowicie wszyscy obecni na korytarzach chodzą w grubych zimowych kurtkach. Jak wiadomo na dworze jest zimno, to i w środku nie może być ciepło. Według zapewnień miejscowych techników wszystko zostanie naprawione w ciągu kilku minut. Jak wiadomo minuta to pojęcie względne i często trwa więcej, niż 60 sekund (w Rosji zdarza się, Iz w minucie zawiera się godzina, a nawet kilka godzin). Tak, więc jest zimno, ale przynajmniej nie wieje i nie pada do środka. Jednym z korytarzy spaceruje sobie spokojnie pewien człowiek, który wyróżnia się swoim ubraniem. Mianowicie idzie on w samej koszulce (białej z gustownym czerwonym napisem: "I got the power"), a na lewym przedramieniu ma niezdarnie zawiązany pas FTW. Tym kimś jest oczywiście Super Crazy, jest on jak zwykle w radosnym nastroju, gdyż wstał kolejny dzień, a on nadal żyje i nie dokuczają mu stawy.

Jak wiadomo, gdy w filmach (lub życiu) jest za wesoło, to musi się coś stać, tak się dzieje i tym razem. Zza jednego z zakrętów wychylił się znany i szanowany Mariusz Max Kolanko, który akurat szukał czegoś by się rozgrzać i nie mogąc znaleźć dobrego pomysłu na owo rozgrzanie postanowił przeprowadzić wywiad. Jako że większości wrestlerów jeszcze nie ma, a jeśli są to chowają się po szatniach celem oszczędzania ciepła, przeprowadzenie wywiadu jest bardzo trudne. Większość techników i innych ludzi zajmujących się drobnymi sprawami i chodzących po korytarzach osób nie mówi w zrozumiałym dla reszty świata języku, tak więc nie mogą oni udzielić ciekawego wywiadu. Mariusz postanowił więc wchodzić do każdej szatni, jednak większość z nich jest zamknięta. Gdy już miał się poddać spotkał on (a raczej wpadł) na swej drodze na Szaleńca. Po wymienieniu przyjaznych uśmiechów, uścisków i wzajemnym poklepaniu się po plecach, ten groźniejszych chciał odejść, jednak Max błagalnym wzrokiem (wyglądał on [owy wzrok]podobnie do skrzyżowania leniwca z do połowy wypatroszonym jakiem) postanowił zostać.

 

Max: Może krótki wywiad przed przywitaniem się z fanami?

 

SR: Crazy jest zawsze gotowy by udzielać wywiadów, bo do misja dziejowa każdego celebryty. Wy dziennikarze, redaktorzy, komentatorzy, wywiadowcy macie za zadanie sprawić by gwiazdy były dostępne dla zwykłego śmiertelnika. Natomiast owe gwiazdy powinny być zawsze blisko swoich fanów. Bo czymże jest wrestler bez swoich kibiców? Czy nadal można go nazywać wrestlerem? Czy nie jest wtedy skorupą pyszną i dumną? Na zewnątrz wyglądając na silnego i pewnego, a w środku pusty gnijący i bezwartościowy. Jeśli wrestler nie dba o swoich fanów, to równie dobrze może przestać uprawiać ten zawód. Pytasz czy udzielę ci wywiadu? Tak zrobię to, bo jesteś wysłannikiem moich kibiców, ich przedstawicielem, łącznikiem. Zapaśnik poza walką o najwyższe cele ma kilka powinności, a najważniejszą z nich jest bycie blisko kibiców, dbanie o ich dobre samopoczucie i rozwój. Tak, jestem gotowy poświęcić kilka chwil, jeśli tego oczekują ci, którzy dają mi codziennie swoje ciepło. W piłce nożnej istnieje dwunasty zawodnik, w EWF doping fanów podczas walki jest czymś ważniejszym i lepszym. To właśnie on daje siłę by zawodnik mógł pokonać swoje słabości oraz pokonać swojego przeciwnika. Gdy leżę na macie i mam chwilę słabości, gdy nachodzą mnie myśli, iż nie dam rady, przegram, nie mam już sił dzisiaj walczyć lub nie mam w ogóle sił się podnieść. W takich momentach słysząc moich fanów, którzy krzyczą i dopingują do jeszcze jednego wysiłku, do jeszcze jednej akcji. W takich chwilach właśnie wiem dlaczego jestem wrestlerem, w takich chwilach człowiek dokonuje rzeczy, o których nie śniło się filozofom. Wtedy to właśnie wrestler może dokonać niemożliwego, może przekroczyć kolejną granicę i może wygrać walkę, której nie potrafi, nie może, nie ma prawa wygrać. Pytasz, czy zechce udzielić ci wywiadu? Oczywiście, że ci go udzielę, bo jest to jedyna forma w jakiej mogę podziękować tym ludziom, którzy gromadzą się na trybunach i wrzeszczą i krzyczą, wierząc, iż to sprawi, że wygram kolejny mecz. A po zwycięstwie, już w szatni nadchodzi chwila refleksji, chwila w której każdy SR-Crazy sobie myśli: "wygrałem, dokonałem niemożliwego". Po chwili jednak przychodzi prawdziwe zrozumienie sytuacji. To nie ja wygrałem, to nie ja sam walczyłem. Wygrałem po raz kolejny tylko dzięki dopingowi ze strony fanów. Po raz kolejny byli koło mnie. Kolejny raz ja ich szukałem w najtrudniejszych chwilach, a to oni mnie znaleźli, to oni byli przy mnie, to oni poderwali mnie do ostatniego wysiłku. Siedząc już obolały w szatni człowiek wie, że wrestler bez kibiców... bez dopingu fanów... bez tych ludzi na trybunach, jest jak król bez korony, jak Fidel Castro bez brody, jak rolnik bez ziemi, jak Stevie Wonder bez okularów. Pytasz czym są dla mnie kibice? Odpowiedź jest prosta: wszystkim co mam i wszystkim co mogę mieć. Ja zawsze walczę dla swoich kibiców. Bez nich nie ma nic. Tak, więc nie pytaj mnie, czy mogę udzielić ci wywiadu, bo to jest pytanie niestosowne. Wrestler, który na pierwszym miejscu stawia swoich kibiców, zawsze ma czas by powiedzieć im kilka słów od siebie.

 

Zapadła cisza, Max nie wiedział co powiedzieć (jak to mówią w niektórych kręgach: zatkało go), natomiast SR-Crazy z radosnym "bananem" na ustach, stał i cieszył się nie wiadomo z czego (prawdopodobnie ze swej mowy na temat kibiców). Sytuacja ta trwała przez kilka chwil (dokładnie 14 sekund, jednak odczucie upływającego czasu zależy od sytuacji. W tej sytuacji każda sekunda trwała (dla każdego z obserwatorów i uczestniczących bezpośrednio dokładnie) minutę. Po tym czasie przyszło otrzeźwienie. Mariusz Max Kolanko przeanalizował wszystko co powiedział Szaleniec, przeanalizował również jak można tak długo odpowiadać na pytanie, na które z reguły odpowiada się jednym słowem. Trochę mu to zajęło, by w końcu uznać, że to nie jego zmartwienie, bo nie płacą mu za analizowanie słów wypluwanych przez wrestlerów. Po tej krótkiej (jak już wcześniej wspomniano 14 sekundowej) chwili, udało mu się zebrać myśli i kontynuować przeprowadzanie wywiadu.

 

Max: Aha, to bardzo ciekawe, dobrze wiedzieć, że w tym przedsiębiorstwie znajdują się jeszcze osoby, które tak dbają o kibiców.

 

SR: Tak masz racje. To bardzo złe, że wrestlerzy odwrócili się od najważniejszego. Zwrócili się oni ku kasie, bo uznają, że to one rządzą światem. Zwrócili się ku uwielbieniu własnej osoby, myśląc, że te osoby na trybunach nic nie znaczą. To błąd, bardzo duży błąd. Czy pionierzy zakładający federacje wrestlingowe myśleli, że dojdzie do sytuacji w której wrestler może olewać swoich kibiców? Nie, dla nich to byłoby to niezrozumiałe, nienormalne, nieciekawe, byłoby to strzeleniem sobie w przysłowiową stopę. Kiedyś nić, która łączyła wrestlera ze swoim kibicem była święta, była nierozerwalna, była najważniejsza, była wszystkich. Teraz ta nić została brutalnie przerwana. Część moich kolegów zapomniała się i zatraciła. Myślą, że kibice nie są już ważni, że ważne są pieniądze na koncie. To błąd, to wielki błąd. Zapominają oni, że ich prawdziwym pracodawcą nie jest EWF, nie są żadne Esmeraldy, Game, tudzież inny Felix lub Felipe Castro. Prawdziwym ich pracodawcą są właśnie kibice, kiedy oni stwierdzą, że mają dość danego zapaśnika, że już go nie potrzebują, że nie chcą go oglądać, to wtedy zarząd nie będzie miał wyboru i będzie musiał takiego pana zwolnić lub znacząco zredukować mu płace. Dlatego koledzy wrestlerzy póki macie czas, nie idźcie tą drogą, która prowadzi w przepaść. Nawróćcie się, bo jeszcze macie czas, jeszcze macie możliwości, jeszcze możecie. Niedługo może być już za późno, a wtedy żadne płacze i smutki nie przekonają nikogo. Dla mnie kibice są wszystkim co mam i wszystkim co mogę mieć w zapasach. Bez nich nie mogę mieć nic i bez nich nie mam nic. Dlatego zawsze staram się na pierwszym miejscu stawiać ich dobro, nawet ponad własne szczęście. To jest właśnie kwintesencją wrestlingu, to jest ukrytym sensem, by być w jedności ze swoim kibicami, by walczyć zawsze dla nich. Wrestler, który walczy dla pieniędzy, kariery lub tez dla innych nic nie wartych rzeczy, nie jest prawdziwym wrestlerem. On tylko udaje i oszukuje siebie samemu sobie szkodząc. Prawdziwy zapaśnik w każdej sytuacji musi wiedzieć, że najważniejsi są ci ludzie co przyszli dla niego na trybuny, ci ludzie co z wypiekami na twarzy oglądają każdy nasz gest i chłonną każde nasze słowo. Póki tego człowiek nie zrozumie, póty nie będzie mógł powiedzieć, że jest prawdziwym wrestlerem, gdyż będzie to w kłamstwem i oszukiwaniem samego siebie, a kłamstwo jak wiadomo jest grzechem.

 

Max: Widzę, że zimno nie doskwiera?

 

SR: Mój sekret to wyciąg z żen-szenia plus sproszkowana skóra jaka. Smaruje się nią codziennie, dzięki czemu jestem bardziej odporny na mróz. Nie musze też dodawać, iż jestem morsem, dla nas lekki chłodzik to nic. Poza tym nie lubię chodzić w kurtkach i płaszczach po hali. Krępują one ruchy i sprawiają, że nie jestem zawsze w 100% gotowy do akcji. Bycie przygotowanym na każdą ewentualność to podstawa.

 

Max: Co sądzisz o zbliżającej się walce?

 

SR: Walka wieczoru... stawką mój pas... będzie na pewno ciekawie i wesoło. Mam nadzieje zakończyć jutro spektakl zwany ciągłe ataki na Crazy'ego i ciągłe ataki na Szahida (kiepsko zaakcentowane). Przecież nie może tak być, iż człowiek nawet do kibelka spokojnie wejść nie może, bo zaraz z sufitu może spać człowiek i zaatakować. Nie, nie dżentelmeni tak nie postępują. Mam zamiar to skończyć w ringu w ładnej i uczciwej walce, która zakończy nasz spór. Pokonany odejdzie i zostawi zwycięzcę w spokoju. Myślę, że to będzie bardzo dobre rozwiązanie i zapewni spokój ducha i jemu i mi.

 

Max: Obawiasz się tego pojedynku?

 

SR: Słucham?

 

Max: Czy obawia się pan nadchodzącego pojedynku?

 

SR: No to słyszałem, ale nie rozumiem pytania

 

Max: A co tu jest nie do zrozumienia, pytanie jak pytanie. Tak więc, czy obawia się pan walki z Scottym Whipedem, która odbędzie się jutro wieczorem, a której stawką będzie pas FTW?

 

SR: Wiem, ze nie odpowiada się pytaniem na pytanie, a w każdym razie tak mnie siostry zakonne w dzieciństwie uczyły, ale musze dzisiaj złamać tę zasadę. Czy, gdyby przeprowadzał pan wywiad z Putinem spytał by się go pan o to, czy obawia się on wielkiej i groźnej mongolskiej armii, która w pana mniemaniu zagrozi Rosji?

 

Max: Ależ to bezsensowne...

 

SR: No właśnie tak samo bezsensowne jest twoje pytanie, są dwie rzeczy, których obawia się Crazy, a mianowicie: Sadako i gniew jednego z dwójki: Munno lub Dark Avengera. Poza tym nie ma nic, co mogło by sprawić, iż zacznę się pocić lub denerwować albo też stresować. Tak więc chyba teraz już rozumiesz, jak wyglądało dla mnie twe pytanie.

 

Max: To nawet całkiem logiczne...a jak stoi sprawa z Mitsuko?

 

SR: Smutna kobieta, smutny jej los, ale postanowiłem, iż nie będę już więcej atakować jej piękna. Dostaje wiele listów od moich kibiców, a ja lubię czytać takie listy, bo w nich zawarte jest wiele prawdy oraz wiele ciekawych przemyśleń. Założę się, że Whiped nigdy żadnego listu nie dostał, nawet rachunków mu nie wysyłają, bo jest takim dziwolągiem. Wracając do moich listów i moich fanów. Oni mi tam właśnie piszą, że atakowanie kobiet ze względu na wygląd zewnętrzny jest złe, podłe, nieciekawe i miałkie. To mnie zmusiło do przemyśleń i uznałem, iż nie musze jej atakować, bo to nie potrzebne. Lepiej załatwić ten problem na ringu. Oczywiście nie walcząc z nią, bo jeszcze przegram, a to podobno niebezpieczna i groźna kobieta. Także walka z nią byłaby wbrew przyjętym przez SR-Crazy'ego zasadą. Moja 33 zasada głosi, iż: "Co do zasady nie bije się z kobietami oraz nie daje się bić kobietą ". Dlatego też postanowiłem przemilczeć kwestie Mitsuko. Robię to dla dobra swego i jej zdrowia psychicznego. Chce również przeprosić za wszystkie docinki i niestosowne słowa, które skierowałem w jej kierunku. Uważam, iż były one głupie i niestosowne. Bardzo tego żałuje i mam nadzieje, że poprawie się w niedalekiej przyszłości.

 

Max: A co z Twoją poprzednią walką? Miał być chyba trochę inna?

 

SR: Dlatego powtarzam, iż trzeba z tym skończyć. Nie mam czasu na walkę z Nalepami i innymi Huarezami. Wszyscy widzieli, jak mi łatwo poszło, mimo iż ich było trzech, a ja sam jak palec, niczym ostatni sprawiedliwy. Rozprawiłem się z nimi, tak jak ojciec powinien rozprawiać się ze swoimi dziećmi. Karząca ręka sprawiedliwości ich dosięgła. Problemem jest jednak Scotty, a nie ci trzej mili panowie, których zwolniłem. Nie moja wina, iż nie zrozumieli oni, że nie nadają się do EWF, nie nadają się do świata wrestlingu. Pokazałem im to zwalniając ich, potem pokazałem im to drugi raz wygrywając z nimi.

 

Max: Dobrze już cię nie zatrzymuje, bo widzę, że chyba ogrzewanie wraca do formy i będę mógł w spokoju siedzieć w swym pomieszczeni.

 

SR: Dzięki Mariusz, że chciałeś ze mną przeprowadzić wywiad, jesteś naprawdę spoko kolo. Jak będziesz kiedyś potrzebował pomocy, to możesz do mnie walić jak w dym. Crazy nigdy nie zapomina o przygłupach, przysługach i długach, które ma wobec innych.

 

Mariusz odchodzi, a Fajny Koleś Zwany Crazy udaje się w bliżej znanym kierunku, gdyż zmierza on na ring.

 

 

---------------------------------------------------------

5 chwilek i 21 chwiluniek później

---------------------------------------------------------

 

 

Jak zwykle hala wypełniona jest po brzegi kibicami, którzy (również jak zwykle) entuzjastycznie wyrażają swą radość spowodowaną możliwością uczestnictwa w przedsiębiorstwie zwanym EWF. Fani jak zwykle wzięli ze sobą różne napisy, transparenty, obrazki, gadżety i tym podobne. Można rzec, że w Mongolii też jest normalnie (poza zimnem) i znajdują się też normalni kibice. Wśród tych wschodnich kibiców znajduje się grupka Polaków, ci najwspanialsi najbardziej żywiołowi kibice na świecie nigdy nie zawodzą swoich zawodników. Jak zwykle i tym razem pojawili się w sporej grupie z trąbami, transparentami (na niektórych z nich widać jeszcze zacierane napisy, które odnosiły się do Kubicy, siatkarzy i Małysza), czyli jak zwykle jesteśmy wspaniali. Gdzieś pośród tego zgiełku rozległ się trochę przytłumiony dźwięk znany każdemu kibicowi lub też ekspertowi EWF. Mianowicie z głośników zaczęła lecieć piosenka Limp Bizkit o nazwie "My Way". Szaleniec uznał, iż w dobrym tonie jest trochę później wyjść, dlatego pojawił się dopiero 33 sekundy po rozpoczęciu tej radosnej pieśni. Nie musze chyba opisywać jak został on przywitamy na arenie, jednak uczynię to z realizatorsko-reżyserskiego obowiązku. Na pojawienie się SR zareagowano bardzo radośnie, owa radość przejawiała się w różnego rodzaju okrzykach typu: kochamy ciebie (śpiewane w różnych językach, między innymi po polsku, litewsku oraz rosyjsku) prócz tego fani radośnie machali swymi łapkami, także większość osób mających transparenty pozdrawiające/chwalące naszego wrestlera postanowiła je właśnie teraz wyciągnąć. Jednym słowem można rzec, iż fani byli wniebowzięci. Pan Super postanowił się przywitać z fanami, którzy byli koło rampy, później się jednak opamiętał i przestał to robić. Uznał on, iż każdego ze swoich kibiców nie dotknie i będzie rażąco niesprawiedliwe witanie się z fanami w pierwszym rzędzie i ignorowanie tych w rzędach dalszych. Postanowił on dlatego jak najszybciej wejść na ring, by móc pozdrowić swych fanów i zacząć przemowę. Jak postanowił tak zrobił, jednak nagle stało się coś nieoczekiwanego.

Biegnąc na ring, będąc już koło niego, mając już na niego wskoczyć niczym tygrys wskakuje na antylopę, padł bez życia na podłogę, jakby rażony piorunem. Cała hala wstała z miejsc i zamarła. Grobowa cisza i brzęczenie jarzeniówek, tylko to było słychać w tym momencie. Chwila trwała dalej, a bezruch SR-Crazy'ego pozostawał. Wszyscy czekali na iskierkę nadziei, na jeden ruch, który wskazałby, iż ich ukochany wrestler żyje. Szybko na hali pokazali się sanitariusze i postanowili zabrać na noszach poszkodowanego. Wtedy nastąpił cud, najpierw poruszyła się ręka, później noga, a na końcu otworzyły się oczka, te małe radosne oczka pełne życia i radości znowu się otwarły. SR-Crazy podniósł rękę wskazując, iż nic się nie stało, jednak dla jego zdrowia dał się ponieść na noszach w bliżej nieznanym kierunku.

 

 

----------------------------------

5 chwilek później

----------------------------------

 

 

Znajdujemy się w jakimś pomieszczeniu, widzimy FTW Champa leżącego na łożu, a obok niego człowiek w białym kitlu. Lekarz poświecił latarką w oczy Supera, następnie popatrzył na kolano, wyjął piersiówkę i się napił, czynność tę powtórzył dwa razy. Następnie wyjął z biurka wódkę rozlał do dwóch szklanek i wypił z Craz'ym (SR z reguły słucha swoich lekarzy) czynność tę powtórzono dwa razy. Następnie wyszedł z pomieszczenia, prze pokojem znajdowało się parę osób, w tym Mariusz Max Kolanko.

 

Max: Co się stało, co się stało? Co z naszym wrestlerem?

 

Lekarz: Nie wiem, zrobiłem wszystko to co może nowoczesna medycyna, teraz musimy poczekać. Proszę zostawić pacjenta w spokoju.

 

Lekarzy lub osoba za niego się podająca udała się bliżej nieznanym kierunku.

 

 

----------------------------------

123 chwilek później

----------------------------------

 

 

KaMeRzYsTa pokazuje nam hale, a następnie budynek na przeciwko. W owym budynku znajduje się prawdopodobnie salon masażu (tak wskazują na to napisy i plakaty na nim powieszone) prawdopodobnie tajskiego. Po chwili widzimy 4 osoby wychodzące z hali, jedna z nich nie wychodzi, a jest pchana na wózku. Uważny obserwator dostrzeże w tym osobniku podobieństwo do Dożywotniego EWF TV Champa. Ta wesoła grupa udała się do budynku na przeciwko.

 

 

----------------------------------

1231 chwilki później

----------------------------------

 

 

Jesteśmy w salonie masażu, na jednym ze stołów leży praktycznie rozebrany do naga SR-Crazy. Koło niego stoją dwie wątpliwej piękność Tajki, za nimi stoi typowa pani klozetowa o urodzie zachodniosłowiańskiej [choć niewiadomo skąd się tu wzięła, bo to wschód]. Panie zajmują się tym czym się mają zajmować, natomiast SR-Crazy postanowił wykorzystać ten czas i wziął ze sobą kamerzystę by skierować przesłanie do swoich fanów i wielu narodów świata.

 

SR: Wszystko działa.. tak... na pewno? To idzie na żywo? Po co? Aha.... (słowa te skierowane były do bliżej nieznanej nam osoby stojącej za kamerą). Pozdrawiam was drodzy rodacy! Pewnie zastanawiacie się co ja tu robię i jaki jest stan mojego zdrowia. Otóż uspokajam, nic mi się nie stało i jutro będę w 100% gotowy do walki, więc nie martwcie się pojedynek się na pewno odbędzie. Jak widać rosyjska medycyna naturalna potrafi zdziałać cuda, dlatego jestem cały i zdrów. Kończmy już te wstępy, bo nie o to tu chodzi. Jutro, czyli na następnej gali będę walczył z moim ukochanym Szahidem (dobrze zaakcentował), tak kolejny raz zmierzymy się na udeptanym ringu. Będzie to uczciwy pojedynek, więc mam nadzieje, iż skończy on nasze spory i problemy i każdy z nas będzie mógł spokojnie uczestniczyć w swoich aktywnościach i tym podobnych sprawach. Oczywiście nie musze dodawać, iż przegrasz, a przegrasz, bo jesteś MAMELUKIEM!

 

W tym momencie Crazy patrzy na jednego ze swoich towarzyszy, który trzyma w ręku magnetofon, po chwili zorientował się, że ma nadusić guzik PLAY, co też uczynił.

 

Mega hiper cheer (z magnetofonu oczywiście się on wydobył)

 

SR: Tak, tak panie Szahid znowu się spotkamy na ringu. Skończy się partyzancka walka, skończą się niespodzianki, nasyłanie kumpli i wzajemne obrażanie żon. A co się zacznie? Jeśli ty wygrasz, to zacznie się dla ciebie nowa era, kolejny krok w karierze i sięgnięcie gwiazd. Jeśli przegrasz to twe życie będzie nadal tak mizerne jak było. Nie musisz się jednak martwić, bo raczej nie wygrasz, więc nie zastanawiaj się co zrobisz z tym pasem (wskazuje w tym momencie na FTW Title leżące obok) i jak się będziesz cieszył, bo to się nie stanie. Nawet jak byśmy umarli i narodzimy się ponownie, to nadal nie byłbyś w stanie ze mną wygrać. Czemu? Część odpowiedzi już znasz, bo ci powiedziałem, a czy jest jeszcze jakiś powód dla którego nie możesz, a wręcz nie masz prawa ze mną wygrać? Tak powiem ci nawet w tajemnicy, że tych powodów jest wiele, a nawet tysiące. Chcesz poznać niektóre z nich? Jednym jest na pewno doświadczenie na ringu i poza nim, które ja posiadam, a ty go niestety jeszcze nie masz lub masz, ale bardzo niewielkie. Uwierz mi na słowo, ale to właśnie ono robi różnice. Robi taką różnice jak Inter wygrywający cztery do zera ze słabiuteńkim Milanem. Tak, tak będziesz jak Milan, a ja jak Inter możesz być również jak pragnienie, ale nie lubię reklamować rzeczy za które mi nie płacą. Co jeszcze sprawia, iż nie wygrasz? Może to, iż w końcu to ja jestem FTW champem, a nie ty, może to, iż to ja jestem mentorem licznej grupy wrestlerów, a nie ty, czy może w końcu to, że to ja latałem 4 lata po dżungli i wyrobiłem sobie muskulaturę i gazelą sylwetkę. A ty czym możesz się pochwalić? Felkiem dla najlepszego komedianta? To chyba twój największy sukces, no chyba iż uznajesz za swój wielki sukces zdobycie EWF Evolution title. Muszę cię jednak zmartwić kazus Bubby się chyba jednak nie powtórzy, wtedy ta federacja miała trochę inną strukturę zatrudnienia i trochę więcej było wrestlerów, którzy robią niemożliwe. Poza tym wydaje mi się, iż wrestler który ma rodzinę ma zawsze jakieś problemy i niedoskonałości na ringu, więc póki nie będziesz jak Gyebaek, póty raczej nic nie osiągniesz zwycięzco Felka.

 

Przerwa na zaczerpnięcie oddechu.

 

SR: Myślisz może, iż moje drobne problemy sprawią, że będziesz miał jakąś większą szanse by wygrać ze mną lub też się nie skompromitować. Nie licz na to, jak już mówiłem rosyjska naturalna medycyna jest najlepsza na świecie, a mój uraz, a raczej skurcz jutro nie powinien o sobie przypominać. Nawet jeśli by miał o sobie przypomnieć to i tak nie wygrasz. Wiesz dlaczego, czy ty wiesz dlaczego, pewnie nie wiesz, bo jesteś jeszcze młody, pełen nadziei i tym podobnych pierdołek, które was wyniszczają niczym choroba i nie pozwalają wam trzeźwo ocenić sytuacji. Otóż ty i ja to zupełnie inny wrestlingowy świat. Nawet, gdybym był bez rąk i nóg, nie miał byś ze mną szans. Ty i ja żyjemy w zupełnie innych miejscach i jest praktycznie niemożliwym, byś mógł mnie pokonać. Tak więc w jutrzejszym pojedynku będziesz musiał się tylko bronić przed skompromitowaniem się. Bo to ja wyjdę zwycięsko, to ja po walce usłyszę "My way" i to ja będę zmęczony, ale szczęśliwy i to ja zejdę z ringu z moim wspaniałym pasem.

 

Cheer.

 

SR: Tak, tak widzę, ze moja publika cieszyła by się ze mną. Szkoda, że nie mogę być teraz na ringu, tam z wami... byłoby mi na pewno łatwiej.

 

Crazy zaczyna lekko chlipać, wtedy jednak jedna z dziewcząt wręczyła mu chusteczkę, z której ten od razu skorzystał. Następnie Szaleniec pogrzebał ręką w swojej brodzie i wyjął dwa kieszonkowe słowniki. Zawiedziony, iż dotyczyły one tylko języka rosyjskiego, podziękował pani w języku polskim, a następnie chińskim.

 

SR: Na czym to ja stanąłem, aha na moim uroczym koledze panu gwoździu. Gwóźdź nadal się trzyma, czy już zardzewiał? Bo mówiąc szczerze chyba zbyt często go nie używasz. Chyba, ze na gali rozdania Felków kogoś nim postraszyłeś, może jak odbierałeś swojego Felka? Chyba nikt dawno nie został nim uderzony. Choć o ile pamiętam był on z białęgo złota, czy białe złoto rdzewieje?

 

Pytanie to zostało skierowane do dziewczyny, która masowała jego łydkę, nie odpowiedziała tylko uroczo się uśmiechnęła.

 

SR: W sumie musze to sprawdzić. (Szaleniec pogrzebał w brodzie, wyjął notatnik i długopis i coś tam sobie napisał). Jakby nie patrząc nic mnie ten twój gwóźdź nie obchodzi, bo jest raczej nieużywany, a nieużywane rzeczy mają to do siebie, że zanikają. Zresztą już kiedyś o nim wspominałem, a głupio jest śmiać się z tych samych rzeczy bez przerwy. No, ale nie mogę! Takie to żałosne! (Crazy zaczyna turlać się ze śmiechu, trwa to krótką chwilę, aż w końcu się uspokaja) Ufff, już mi lepiej. Chciałem ci jednak uświadomić w jak żałosnej pozycji jesteś. Walczysz z całkiem dobrym wrestlerem i nie masz zbyt wielkich szans nie tylko dlatego, że ten zapaśnik to wielki SR-Crazy, ale głównie dlatego, że ogólnie nic wielkiego jeszcze nie pokazałeś. Mieć tyle lat i żadnych wielkich sukcesów? To może prowadzić do depresji, lepiej znajdź sobie dobrego psychologa, psychiatrę albo innego mistrza voodu, który mógłby ci pomóc zanim będzie za późno. Możesz również kolego przyjąć dobra rade od mojej osoby i pomyśleć o zmianie zawodu. Czy jest sens tak się starać skoro nic ci nie wychodzi? Praktycznie brak sukcesów, poza tym nieszczęsnym Felkiem. Powiem ci tak w tajemnicy między nami, lepiej się nim nie chwal. Ja na przykład nie podnoszę rzeczy z błota. Ty popełniłeś ten błąd i podniosłeś, więc teraz lepiej siedź cicho i milcz. Ciesz się, że mogłeś odwiedzić Petersburg i nie chwal się za bardzo taką nagrodą, w końcu Adriano nie chwali się z tego, iż jest dwukrotnym laureatem nagrody Złotego Bidona, więc przyjmij radę mą i się nie chwal nią. W sumie to twoja sprawa co zrobisz z Felkiem i nic mi do tego. Jedyny interes wspólny jaki ma mieć z tobą to walka, która odbędzie się jutro i jedyne co pewne, to fakt że ją wygram!

 

Cheer + drapanie się po brodzie Crazy’ego.

 

SR: No chyba, że znowu nam nie naślesz kwiat wrestlingu w postaci Huareza. Skąd jednak tyle ich weźmiesz, aż tylu z nich nie ma wobec mnie pretensji. Nawet powiem więcej, większość wychowanków Wyspy jest mi wdzięczna za to, iż ich nie skreśliłem. Po raz pierwszy w historii EWF ktoś z tych doświadczonych i lepszych podał rękę tym nowym. To jest precedensowe wydarzenie, jedna z największych zmian w historii EWF. Wiem jaki jest twój problem. Gdy ty zaczynałeś to nie było jeszcze Wyspy. Szkoda, bo na pewno bym ci pomógł. Masz potencjał na niezłego sprzedawcę z audio-tele. Mógłbyś obsługiwać sekcję amerykańską i japońską, bo ostatnio coś bardziej japoński jesteś. Jak mój wujek Hieronim co nagle odkrył, że jest Żydem i zaczął jarmułkę nosić. Ty masz tak samo. Odkryłeś rodzinną tajemnicę i nagle jesteś bardziej japoński od przeciętnego Japończyka z Tokio. Weź się lepiej zastanów nad sobą, bo to jest bardzo fuj-fuj. Ja na przykład mam obywatelstwo chińskie, a czy chodzę ubrany w jakieś stroje sprzed 100 lat, które widać tylko w muzeum? Nie, bo to głupie. Nie bądź więc głupi, bo Psycho już się załamał. Wracając do wątku głównego. Można się zastanowić, czy jestem w dobrej formie, w końcu ostatnio nie walczyłem z nikim z górnej półki. Trudno również uznać, by Huarezy i Nalepy stanowiły porównywalną klasę do ciebie, mój przeciwniku. Musze cię teraz nawet trochę pochwalić. Jesteś o wiele lepszy od tej całej trójki z którą zmuszony byłem się bić na poprzedniej gali. Oczywiście zwycięstwo z ta bandą cieszyło i smakowało bardzo dobrze. Pozostał jednak drobny niesmak, bo mogłem walczyć z rywalami o wiele lepszymi i dzięki temu lepiej przygotować się do naszego pojedynku. Mówiąc szczerze nie ma sensu nawet przyrównywać tej trójki do twojej osoby. To by było jak porównywanie Polonii Chodzież do Liverpoolu. Czyli totalnie nie na miejscu i totalnie niestosowne. Nie martw się jednak, nie prezentujesz klasy tego angielskiego klubu, a nawet jeśli to w porównaniu do ich ambicji wyniki jakie osiągają są raczej marne. Zastanawia mnie to, czy myślisz, iż fakt że ostatnio walczyłem z ogórkami ci pomoże? Mam nadzieje, że tak nie uważasz, bo to myślenie bezsensowne i bezcelowe. Za wielka różnica klas jest między nami, taka jest smutna, przykra prawda. Oczywiście to nie znaczy, ze podejdę do tego pojedynku spokojnie, rozluźniony i zlekceważę cię. Nie, na to również nie licz. Przed naszym pierwszym pojedynkiem mówiłem, że jestem pewny zwycięstwa. Mówiłem jednak też, iż cię nie zlekceważę i podejdę do meczu na 100%. Oczywiście kłamałem wtedy. To były tylko słowa i trochę nawet zostałem ukarany, bo przecież nie wygrałem, co prawda też nie przegrałem, ale ważniejszy jest chyba brak zwycięstwa. Czy liczysz na to, że mój błąd się powtórzy? Czy liczysz na to, że drugi raz wejdę do tej samej rzeki? Czy liczysz na to, ze po raz kolejny cię zlekceważę? Czy liczysz na to, że kolejny raz moje słowa nie znajdą pokrycia w czynach? Czy myślisz, ze znowu skłamie, iż przygotuje się do walki na 100%? Otóż nie liczyłbym na to. Fakt, takie coś może wystąpić, ale wcale nie musi. Poza tym nastąpiła diametralna zmiana okoliczności. Wtedy ja wracałem po 4 latach biegania po dżunglach, bez treningów, bez walk z innym osobami. To była moja pierwsza walka po tak długiej przerwie i mimo, iż chciałem podejść do niej najpoważniej jak umiem, to nie mogłem. Złamałem się, wygrały moje słabości. Tym razem sytuacja jest inna, gdyż jestem FTW Champem, stoczyłem również kilka ciekawych pojedynków, a także nauczałem paru uczniów wrestlingowego fachu. To sprawia, że jestem znacznie silniejszy, niż wtedy. Można wręcz powiedzieć, że poczyniłem niesamowite postępy. Mając już w pamięci tamtą porażkę oraz błędy jakie wtedy popełniłem, mogę teraz ich uniknąć i pokazać pełnie swoich możliwości. SR-Crazy po raz kolejny pokaże kto jest najlepszymi!

 

Crazy zaczyna z radości podskakiwać na swoim miejscu, co wzbudza uśmiechy wszystkich zebranych naokoło. Oczywiście z taśmy puszczono cheer, żeby głowy Lenina nie spadły znad pianina.

 

SR: Tak będzie! Po spotkaniu ze mną będziesz jak Michnik po wyleczeniu jąkania, jak Greta Garbo po liftingu, jak Cyncynat po ciężkiej doli na roli, jak Smok Wawelski po objebaniu 30 owiec. Jednym słowem będziesz jaki będziesz. Pamiętasz jak przed naszą walką mówiłem o miłosiernych zwycięstwach oraz o nie znęcaniu się nad słabszymi lub też zwierzętami. Pamiętasz? Tym razem tak nie będzie. Nie, nie dlatego, iż uznałem cię za wrestlera równego sobie, tego chyba nigdy nie uznam. Stwierdziłem, iż walcząc z tobą nie ma sensu się oszczędzać, nie ma sensu powoływać się na humanitaryzm i miłosierdzie. Na tym świecie są istoty wobec, których te prawa nie działają... i wiesz co? Jedną z tych istot jesteś ty. Nie ma sensu zastanawiać się nad nie zrobieniem ci krzywdy, bądź też nad nie doprowadzeniem do zbytniego uszczerbku na zdrowiu. Trzeba wyjść szybko na ring zadać parę ciosów, a potem Crazy Slam i możemy iść do domu. Pamiętaj Crazy Slam jest najlepszym rozwiązaniem każdego problemu, w każdym razie tak uważają kibice, których ja kocham i którzy mnie kochają! To dla nich zaprzyjaźnione zakłady papiernicze robią wycinanki z moją podobizną i kolorowanki z obrazkiem mojej chatki na pograniczu polsko-litewskim!

 

Radość z taśmy. Radość w okolicznych barach i restauracjach.

 

SR: Panie Szahidze skończmy tę walkę szybko i dajmy już sobie spokój, bo nie chce mi się z tobą użerać. Myślisz, że będzie to wyrównany pojedynek i ciekawy dla widzów? Może taki będzie, ale jeśli tak się stanie, to będzie oznaczało to, iż po raz kolejny cię zlekceważyłem. Nie lubisz chyba, jak ktoś cię olewa, nikt chyba tego nie lubi. Z drugiej jednak strony nie lubisz, jak ktoś z tobą wygrywa, bo nikt nie lubi porażek. Ciężka sytuacja, co nie? Czego nie wybierzesz, to i tak cię zdenerwuje. Nie martw się jednak, bo zamartwiać się można na starość. Ta walka nie przejdzie do historii EWF, ta walka będzie zwyczajnym pojedynkiem jakich wiele w naszej federacji. To będzie kolejny pokaz niezłego wrestlingu i kolejne zwycięstwo SR-Crazy'ego. Ural Match? Brzmi czarująco, cokolwiek to będzie. Pokonam cię w każdym rodzaju walki. Nawet jeśli miałby to być Bagietka vs Cynamon Match to nie ma problemu, żadnego, najmniejszego. Chyba nie musze ci kolejny raz tłumaczyć dlaczego wygram. To proste w sumie. Ja jestem lepszy, ty jesteś słabszy. Widzisz? Łatwo to wytłumaczyć nawet przedszkolakowi. Mam nadzieje więc, że porzucisz swoją nadzieje na zwycięstwo już przed walką. Będzie ci potem łatwiej przyjąć gorycz porażki. Tak więc przegrasz kolejny pojedynek, bo nikt jeszcze nie wygrał z połączonymi siłami SR-Crazy'ego i Darka Avengera!

 

Radość z taśmy plus skandowanie: Ural! Ural! Ural! Częstochowa! Putin! Hugo Chavez! Enio Moricone!

 

SR (do kamerzysty): No, a teraz spadać, bo panie mnie muszą dobrze w okolicach łydki pomasować! No dalej już... bo wyciągnę słowniki.

 

Wszyscy prócz dziewczyn dwóch i SR-Crazy'ego wychodzą. Szaleniec nadal delektuje się masażem, a jego nowi rosyjscy koledzy ze smutkiem w oczach udają się z powrotem do hali.

 

 

 

 

 

 

-------------------------------------------------------------

Koniec transmisji!

 

Gdy Dark Avenger wróci to wtedy polecą głowy!

Oj polecą!

Pozdrawiam podopiecznych z Wyspy!

Perły przed wieprze!

To taki żart.

Głupi.

Lubię się spóźniać z zawrotną prędkością.

Avenger kiedyś wróci, a wtedy nastanie koniec świata.

6886753384ab4cd8908084.jpg

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • SR

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

  • SR

    SR 1 odpowiedź

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • IIL
      Ciampa is All Elite 🙂
    • Attitude
      Nazwa gali: AEW Dynamite #330 Data: 28.01.2026 Federacja: All Elite Wrestling Typ: TV-Show Lokalizacja: Cedar Park, Texas, USA Arena: H-E-B Center At Cedar Park Format: Live Platforma: TBS Komentarz: Excalibur, Taz, Tony Schiavone, Don Callis & Stokely Karta: Wyniki: Powiązane tematy: All Elite Wrestling - dyskusja ogólna AEW Dynamite - dyskusje, spoilery, wrażenia AEW Saturday Collision - ogólne dyskusj
    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 3 Data: 28.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Tsugaru, Aomori, Japan Arena: Ito Mining Arena Tsugaru Publiczność: 987 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
×
×
  • Dodaj nową pozycję...