Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

I have a dream (Shige)...


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  14
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  08.07.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

I have a dream...

 

Sen, spokojny sen. Wszystko wydawało się być w nim całkowicie, niewytłumaczalnie proste, a sam proces przechodzenia przez niego był po prostu.. łatwy. Banalny, tak jak czytanie książki. Jedyny problem to jej zrozumienie, bo przewracania kartek i wchodzenie w coraz to nowe rozdziały jest praktycznie niczym. Co się jednak stanie, gdy pod koniec rozdziału, po takiej ilości akcji, że trudno jest się w tym ogarnąć, okazuje się, że to nie jest koniec, a nawet nie początek końca? To koniec początku. Początku, który mógł być również końcem, a okazał się skokiem do kolejnego rozdziału....

 

Ciemność. Głucho, cicho, ciemno, napięta atmosfera. Tak można najłatwiej określić, co rejestruje teraz kamera. Instynktownie wyczuwasz, że obraz zaczyna się przemieszczać, a jakiś niewyraźny, kwadratowy cień jeszcze bardziej umacnia Cię w tym przekonaniu. Kamera, zjeżdża z góry na dół, widać rysy, którymi przekreślone są ściany. Widać cień pękniętego lustra, podarty plakat z nie wiadomo czym, zdarty tynk, resztki farby i ogólne zniszczenie. Kamera objechała cały pokój wkoło, jednak nic nie przykuło jej uwagi. Tak jakby był on pusty, jednak coś dawało o sobie znać. Przecież nie bez powodu czuło się tak silną, napiętą atmosferę... Wściekłości? Nie.. raczej nie. Bólu? Tak... Jednak nie tylko.. nie tylko.

W końcu kamera zatrzymała się w rogu pokoju. Pojawił się cień jakieś dziwnej, bezkształtnej masy, leżącej w pozycji embrionalnej na ziemi. Jak dziecko.. gdyby nie postura. Po chwili postać przebudziła się, świadczył o tym nagły impuls, ruch, wstrząśnięcie. Postać podniosła się szybko, rozejrzała dookoła i dziwnym, zwierzęcym instynktem zauważyła kamerę. Podbiegła do niej i uderzyła w nią z całej siły. Szarość, charakterystyczny „śnieg”, trzask i nic więcej....

 

„Przykro mi Catherine... Wątpię, abyśmy byli w stanie zrobić coś więcej.” - Jakiś podstarzały, zsiwiały doktor, położył nogi na blacie i odpalił leniwie papierosa, patrząc się bezwstydnie na cycki Angel (Manager Ieshige ;). Ta, widząc jego napalony wzrok udawała, że nic się nie stało, odwracając się w kierunku torebki i szukając niej czegoś. Po chwili powstała i rzuciła mu na stół, tuż obok jego łydek spory pliczek banknotów. Doktor nie obdarzył go nawet spojrzeniem. Pewnie z tego powodu, że cycki Angel zafalowały w przemiłym ruchu, przy tym rzucie, co sprawiło, że z jego oczu jeszcze bardziej sypał „stary zboczeniec”.

„Nie o to chodzi, Catherine. Pieniądze, które dałaś na początku całkowicie pokrywają koszty. Nawet jeżeli, Twój przyjaciel codziennie rozwala więcej kamer niż mają w naszym sejmie.”

Angel przyjrzała mu się. Przez chwilę zapadło milczenie, przerywane tylko wypuszczaniem raz za razem dymu przez „doktora”.

„Więc, czemu? Co do jasnej cholery przeszkadza Ci w wyleczeniu go? Przecież leczyłeś go nieraz...”

Doktor uśmiechnął się lekko, perwersyjnie i przerzucił wzrok z jej cycków na oczy. Po raz pierwszy podczas tej wizyty.

„Dobrze wiesz, że jego stan teraz jest gorszy niż kiedykolwiek. Wątpię, bym był w stanie zrobić cokolwiek, aby przywrócić go, chociaż w połowie do takiego stanu w jakim był... Wybacz mi, Catherine...”

Catherine uśmiechnęła się i każdy kto jej nie znał mógł uznać ten uśmiech za pełen zrozumienia. Był on jednak niechybnie zapowiedzią czegoś bardzo nie miłego. Angel spokojnym ruchem wyjęła papierosy z torebki i odpaliła, patrząc spokojnie na doktora. Który jak gdyby nigdy nic, dalej wpatrywał się jej w cycki.

„A co powiesz na terapię szokową? Tak jak poprzednim razem. Puściłeś mu jakieś wspomnienie, nagranie z dzieciństwa i wrócił do normy. Więc, może spró....”

„Nie.” - Przerwał jej spokojnie doktor, odpędzając się ręką od tej myśli, która też go zaintrygowała.

„To zbyt ryzykowne... Te wspomnienie, było szczęśliwe i tylko dlatego wrócił on do normalności. Wątpię, by pokazanie mu jego haniebnej porażki, o której tak dużo mi gadałaś, dało zamierzony efekt...”

Angel puściła mimo uszu wydźwięk tego zdania i atak w jej kierunku, a także w Ieshige.

„Ale jeżeli jak sam mówiłeś, nie ma dla niego nadziei?”

„Nie zaryzykuje życiem, kogokolwiek. Nie zniosę zniszczeń, które wyjdą dalej niż ten 'specjalny' pokój. A spodziewam się, że tak może się stać.”

Angel po raz kolejny uśmiechnęła się w charakterystyczny dla siebie sposób. Zapalniczkę, którą odpaliła Malboro She, nadal trzymała w rękach. W końcu, zdjęła pokrywkę z góry i rzuciła nią prosto w oko doktora, który był tak skupiony na jej „atrybutach”, że nie zauważył lecącego przedmiotu. Zapalniczka trafiła idealnie, a doktor przyłożył obie ręce do bolącego miejsca. A chwilę potem odskoczył z krzesła i runął na ziemię, bo Angel zgasiła mu papierosa na nodze....

„Posłuchaj, marny doktorzyno. Zrobisz to co Ci każę, albo spotka Cię coś gorszego. A to było dopiero Demo. Nie chcesz ryzykować życia pracowników? SAM TO ZRÓB!!”

Angel odwróciła się, doktor usiadł i obserwował ją z widoczną złością, jednym okiem. Angel podeszła do drzwi wzięła jakieś zdjęcie w ładnej szklanej oprawce i odwróciła się do „doktora”.

„I po raz ostatni Ci powtarzam. Dla ciebie, jestem PANI Angel. Tak samo jak moje cycki, nie są obiektem w muzeum, którego każdy może obejrzeć i dotknąć.”[/b]

Delikatnym, kobiecym ruchem wypuściła zdjęcie z rąk, a te runęło na ziemię i rozleciało się na miliony kawałeczków. Chwilę później trzask zamykanych drzwi rozległ się głucho po biurze, a powiew wiatru wprawił zdjęcie w ruch...

 

Pojawiamy się znowu, w pierwszym pokoju. Tym razem kamera nie szuka tyle czasu tajemniczej postaci, zastaję ją od razu. Skuloną na łóżku, na które runęła po rozwaleniu ostatniej kamery. Postać dyszała mocno, bardzo mocno. Jej ciało unosiło się w głębokim, miarowym oddechu, a z ust napływały niezidentyfikowane, nieartykułowane dźwięki. Jakby charczenie traktora, malucha czy innej limuzyny. Chwilę obserwacji później, postać usnęła kamiennym snem. W takiej chwili, zawsze do pokoju ktoś wchodził, aby zmienić kamerę, posprzątać szczątki poprzedniej itd. Jednak tym razem tak nie było. Snu postaci nikt nie przerwał, a przez to kamera uchwyciła kilka słów wypowiedzianych przez osobnika na łóżku. „Krew.. Ból... Krew... Śmierć... Zabijcie...”. Niestety ten „niezwykły pokaz werbalizacji myśli” został przerwany, przez trzask drzwi. Doktorzyna, znany nam z poprzedniego epizodu, spokojnie wszedł do pokoju, a za nim dwójka asystentów z wielkim telewizorem. Chwilę czekania i do pokoju, za kolejną dwójką niosącą drabinę i jakieś głośniki weszła Angel z papierosem w ręku. Spojrzała ona troskliwym wzrokiem na Ieshige, leżącego w tym odrętwieniu. Spojrzała na te wychudzone już warzywo, brudne i w tej chwili naiwne i bezbronne jak dziecko. Dopóki się nie obudzi, bo już nie będzie takie bezbronne. Wyszeptała kilka zdań, ale żadne z nich nie zostało zarejestrowane przez kamerę. Jednak krzyk ponaglający do pracy chwilę później słyszano kilka pokojów dalej...

 

Nie wiadomo jakim cudem, ale po niecałych 15 minutach telewizor został zawieszony na haku pod sufitem, a głośniki, na prowizorycznych półkach na tej samej wysokości. Postać Ieshige zachrapała głośniej, jakby czując, że coś się wydarzy. Dało się wyczuć strach. Niepewność... Niewiarę. A ostatecznie przerażające uczucie pustki i pozbawionej sensu nadziei. Przez chwilę po wyjściu asystentów, Angel i Doktor patrzyli sobie prosto w oczy. Nie ukrywali nienawiści, oraz tego co się między nimi wydarzyło. Angel była z tego zadowolony. A doktor przekazywał jej oczami, że cieszy się z tego ruchu. Spieprzy go bardziej i pokaże jej, że nie warto go było przypalać. Po chwili wyszli, o dziwo oboje spokojni. Każde pewne swego, pewne wygranej, triumfu. A to może zgubić... Tak jak Ieshige.

 

„Shige próbuje swym ciężarem przedostać się w okolice lin, powoli udaje mu się ta sztuka, jest już o kilka centymetrów od upragnionego miejsca, ale wtedy Vegard Jacobsen jeszcze mocniej zaciska dźwignię, a biedny Shige słabnie w oczach...próbuje się dalej przesunąć... ale nieskutecznie... mija kilka sekund..... Ieshige zaczyna odklepywać! (Zwycięzcą i nowym EWF Daemusin Champem jest: Vegard Jacobsen!)”

 

 

Zabrzmiało z głośników. Postać przez chwilę nie dawała znaku życia, ale po chwili poderwała się. Rozejrzała się nerwowo i spojrzała prosto w kineskop. Strużka śliny przyczepiona do brudnej poduszki oderwała się od kącika jego ust, a postać zauważyła siebie, zauważyła Vegarda. Przez chwilę patrzył na to z dziwnym niewytłumaczalnym spokojem, z lekko otwartą buzią. Jednak po chwili z tej „lekko otwartej buzi” wydał się ryk. Postać poderwała się naglę w chwili, gdy głos oznajmił nowego zwycięzcę. Ieshige złapał łóżko za jedną stronę i z bestialskim rykiem uderzył prosto w przeciwległą ścianę. Chwilę później złapał go za bok i rzucił prosto w ścianę pod telewizorem, aż się zatrzęsła. Głośnik, pod wpływem wibracji spadł na ziemię i zawisł na kablu. Ieshige podbiegł do niego i wyrwał go. W chwili, gdy chciał nim rzucić usłyszał znany sobie głos. Spokojny, dumny z siebie, pyszny. Wywiad na gali, tuż po walce. Nikt się nie zainteresował losem Ieshige. Nikt. Nawet Angel. Od czasu tej walki, nie widział jej. Nawet nie przywitała go w szatni. Nawet nie czekała na niego w porcie, kiedy przepłynął. Nikt. Ale kto zainteresował by się taką bestią jak on? Wspomnienia przeszły mu przez umysł, jednym, krótkim impulsem. Twarz rozszerzyła się w dziwnym grymasie bólu a z oczu iskrami płynęła nienawiść. Ieshige szybkim ruchem odwrócił się w stronę ekranu i zauważył.... Siebie. Siebie goniącego Vegarda po wyspie. Że też musieli puścić tą relację dopiero po walce. Usłyszał swój głos... Oznajmujący, że nie ucieknie. Że się nie schowa. Vegard jednak odburknął coś i uciekał, aż mu się udało. Wygrał, pokonał go... Ieshige okazał się być gorszym. Jednak coś się stało. Wygrana przestała mieć dla niego jakąkolwiek wartość. Krew, którą pokryte były jego ręce w pamiętnych chwilach, była... niepotrzebna. Ieshige przystanął spokojnie, z głośnikiem w rękach. Nie skupiał się na relacji, patrzył na swoje ręce, obracał nimi, szukał na nich czegoś. W końcu jednak wściekł się z niewytłumaczalnych przyczyn i jednym silnym zamachem wyrzucił głośnik prosto w ekran, sprawiając ogólny huk, rozpierdol. Wybuch, towarzyszący temu, ogarnął wszystko. A postać klęcząca w samym epicentrum tego, miała twarz zakrytą dłońmi. Wydawała jakieś dziwne odgłosy, jednak całkowicie niesłyszalne z tej odległości oraz przez szum palącego się ognia. Kilka postaci weszło ze strachem do pokoju, jednak bestia nie ruszyła się. Nie zauważyła ich. Kompletnie zignorowała ich obecność, pochłonięta w swoim własnym koszmarze. Po częściowym zgaszeniu ognia, inna postać podeszła do Ieshige, dokładając do pożaru iskierkę swojego papierosa i podnosząc go lekko, wyprowadziła spokojnie z pokoju... Transmisja się urywa, w chwili, gdy kolejny raz towarzyszy nam jakiś huk...

 

Pokazuje się obraz. Widzimy okno, ładne, duże, czyste okno z przepięknym widokiem na okolicę, czyli na park, fontannę, bawiące się dzieci i rząd kilku kamienic w oddali. Łatwo poznać, że nie znajduje się to w Polsce, gdyż napisy są w języku słowiańskim, nie polskim.. może czeskim? Nieważne. Kamera obraca się spokojnie, pokazując zdjęcia młodej kobiety, najczęściej w towarzystwie kilku innych kobiet, niekiedy kobiet i mężczyzn. W sumie mamy tutaj tylko jedno zdjęcie, gdy ta sama kobieta jest sama na zdjęciu z mężczyzną. Zdjęcie, wykonane na gali, tuż po wygranej walce. Radość bijąca z jej twarzy oraz złość i mściwa satysfakcja z jego gęby... Kamera obraca się dalej i zauważa znaną nam już postać Catherine. Po chwili odwraca się ona w stronę kamery i swoim spokojnym, melodycznym głosem mówi.

„Nareszcie się obudziłeś.... Wiesz ile byłeś nie przytomny?”

Postać na łóżku poruszyła się i otworzyła oczy. Spokojnie, bez nerwów, a z ich wnętrza zniknęła bezmyślna złość. Ieshige swoim charakterystycznym grubym głosem odpowiedział jej. Ale było w tym coś dziwnego, bowiem jego słowa były po raz pierwszy od dłuższego czasu całkowicie zrozumiałe.

„Odpierdol się, Angel...”

Angel uśmiechnęła się szczerze i wyciągając z kieszeni papierosy, rzuciła mu paczkę prosto w nos. Zapalniczka znajdująca się w środku, uderzyła go twardo o nasadę nosa, ale Ieshige zignorował to, by po chwili wstać z łóżka i już siedząc na krawędzi łózka odpalić papierosa.

„Dobra, jeżeli już wymieniliśmy wstępne uprzejmości, przejdźmy od razu do sedna, a więc...”

„Nie, Angel. Nie przejdziemy do sedna, a przynajmniej nie wtedy, kiedy ja nie będę tego chciał. Nie będziesz mną pomiatać, jak kiedyś. Jak już mówiłem, masz się odpierdolić. Najlepiej będzie jak po prostu stąd wyjdziesz...Nie, nie...” - Zaprzeczył szybko Ieshige, gdy Angel z niewyraźną miną sięgała po fajki.

„Fajki nie wychodzą, Ty natomiast tak. Masz pieniądze, więc kup sobie nowe, a teraz idź stąd.”

Zdziwił się. Naprawdę się zdziwił, gdy wyszła. Nie z tego powodu, że jego głos wyraźnie uległ przemianie i że nigdy nie był taki dobitny jak jest teraz, ale zdziwił się. Że po raz pierwszy zrobiła ona coś o co ją „prosił”, bez zbędnego sprzeciwu. Ieshige wziął papierosy do ręki i rzucił na parapet. Wciąż z fajkiem w gębie, wyjrzał przez okno i zaczął rozmyślać. Spokojnie, cierpliwie, myślał o tym co się wydarzyło, czemu ma wyrwę w pamięci i co się w ogóle przez ten czas działo. Przez głowę przechodziły mu różne sceny. Twarde uderzenie o ring, dźwignia, odklepnięcie, oznajmienie zwycięscy, huk, dym, wybuch, ogień. Ieshige pomacał swoją twarz i wyczuł bandaż na prawej stronie czoła. Lekkim, spokojnym ruchem spojrzał w dół i zauważył szwy na lewym boku, bandaż na lewej ręce oraz usztywnienie na lewej kostce. W ostatnim wspomnieniu, czuł obecność Angel, czuł ciepło ognia, czuł krew, czuł ból i czuł, że zaraz zemdleje... „Co się kurwa właściwie stało?”. Zaciągnął się lekko i zakaszlał, wypluwając mele przez okno. Po chwili wytarł twarz bandażem.

„Tak.. już pamiętam. Już wiem. Vegard... wygrał. Założył mi dźwignię, a ja... nie wiem. Co się stało później? Dlaczego mam wyrwę w pamięci, dlaczego nie wiem co się działo między oznajmieniem zwycięzcy, a dziwnym pożarem? A ostatecznie czemu obudziłem się gdzieś w polsko-podobnej wsi?”

 

Ieshige wyrzucił ponad połowę papierosa i zauważył stertę czystych, wyprasowanych ubrań. Po chwili, zauważył też w lustrze, że jego włosy są uczesane, a wszystkie zabrudzenia, których spodziewał się mieć, nie było. Uśmiechnął się w duchu, co zaowocowało dziwnym uczuciem.. głupim uczuciem. Tak jakby przerwała się jakaś bariera w jego mózgu. Tak jakby po raz pierwszy w życiu słyszał swoje myśli, tak jakby czuł się wreszcie sobą, a nie marionetką... A ilekroć zastanawiał się nad tym, przez jego głowę przelatywało pytanie: „Co się kurwa właściwie stało?”. Chwilę później, Ieshige ubrał się i wyszedł spokojnie z pokoju. Zszedł na dół, do kuchni i zauważył liścik na stolę. Nie dziwiło go to, że zna te pismo. Podpis też go nie dziwił. A w liście nie było nic więcej poza zdaniem: „Odpierdoliłam się od Ciebie. Wedle życzenia...”. Ieshige po raz kolejny uśmiechnął się w duchu i zajrzał do lodówki, niesiony ssącym bólem w żołądku. Nie zdziwił go fakt, że ma tam gotowe jedzenie, do wrzucenia do mikrofalówki czy innego gówna. Ostatnio mało rzeczy było w stanie go zdziwić...

Po udanym posiłku, Ieshige wrócił do swojego pokoju, a właściwie pokoju, w którym się obudził po kilkudniowym letargu. I dopiero teraz zauważył kilka gazet na biurku. Oraz kopertę oznaczoną znaczkiem EWF. Znaczek ten wywołał w nim mieszaninę negatywnych uczuć, tak więc wylądował lotem szybującym tuż pod oknem, a Ieshige przejrzał wszystkie artykuły związane z EWF, które mógł znaleźć w gazecie. Poza tajemniczym zniknięciem Y2J, notowaniami gali oraz zdjęciami najważniejszych wydarzeń z gali, na którym się również znajdował nic go nie zainteresowało. Jednak ilekroć czytał, tekst, o tym jak Vegard Jacobsen pokonał Ieshige i Reaboka w walce o Deamusin Title, wykonując ostateczny ruch na Ieshige.... wściekał się. Dziwną niewytłumaczalną wściekłością. Czuł odrazę do siebie, ale była ona niczym w porównaniu do tego uczucia. Miał jeden cel, jego świat znowu powoli wracał do normy, bowiem celem Ieshige była zemsta. Ale nie.. nie w najbardziej trywialny sposób. Nie sama krew, nie sam ból. Niech pozna co to cierpienie.. upokorzenie. Ale aby to osiągnąć, Ieshige musi sprawdzić jak będzie wyglądała następna gala. Właśnie w tym celu ruszył pod okno, dokąd rzucił kopertę. Chwilę później rozpakował ją i przejrzał naprędce. Jego oczy rozszerzyły się, a mięśnie napięły tak mocno, że widać było jego muskulaturę, której kontury przebijały się przez koszulkę. Ieshige spokojnym ruchem odłożył kartkę, odpalił papierosa, co go zdziwiło, bo od kiedy on pali... i podpalił kartkę, rzucając ją z okna. Przez jego umysł przelatywał jeden cel, jedna morda, jedna krew.

„Vegard, nie zauważasz w tym ironii? Dwójka wrogów, razem w Tag Teamie. Jeszcze w chwili, gdy emocje przynajmniej jednego wroga nie osiadły po poprzedniej gali. Myślą, że to koniec? Każdy wie, że nie. Jednak dlaczego każą nam walczyć ze sobą? EWF jest dziwne...

Jednak, jeżeli popatrzeć na to z innej strony. Z mojej strony. Ja mam szansę. Ty pewnie siedzisz sobie teraz w tej twojej popierdolonej Norwegii i pijesz norweską, dziewicą wodę, trzymając ten pas przy sobie. I myślisz sobie, tak wiem trudno w to uwierzyć, ale myślisz sobie. Że to koniec. Wygrałeś. Skończyliśmy walczyć, okazałem się lepszy, silniejszy i bardziej zasłużyłem na tytuł mistrza. Jednak mimo tego, nadal nie zdjąłeś tego pasa od kiedy Ci go założyli. Nadal śpisz z nim w łóżku, z nożem pod poduszką. I nadal przed zaśnięciem sprawdzasz pod łóżkiem czy mnie nie ma. Tak, ja to wiem. Ja to czuję. Czuję Twój strach, a zapach Twojej obsikanej pościeli niesie się z Norwegi, aż do... tego zadupia, gdziekolwiek teraz jestem. Ty wiesz, że to jeszcze nie koniec. Że to nie będzie koniec dopóki ja tak nie powiem. Ty tego tak bardzo pragniesz, że sam sobie to wmówiłeś. Wmówiłeś sobie, że Twoje zdanie się liczy. Ale nie.. nie o to mi chodzi. Nie dlatego chcę Cie teraz zrównać z przysłowiowym dnem i to bynajmniej nie fizycznie. Już nie. Chodzi mi o to, że Ty naprawdę sądzisz, że wygrywając jedną walkę na 3 ze mną, sądzisz, że wygrałeś wszystko. Racja, ostatnią walkę wygrałeś, ostatnia walka była o pas. Jednak czym jest pas? Niczym. Ja nie mam takich płytkich ambicji jak Ty i Twoi norwescy alfonsi. Pas, sława i pieniądze. Mi wystarczy w tej chwili tylko świadomość. Świadomość o moim położeniu i o tym jak łatwo teraz mogę Cię zniszczyć jednym palcem. A najlepsze jest to, Norwegu, że Ty nawet nie wiesz kiedy ja to zrobię. Tak.. Dokładnie. Nie wiesz....”

Ieshige uśmiechnął się do siebie. Paskudnie.. po zapaleniu kolejnego papierosa kontynuował..

 

„Wiesz co mnie najbardziej w Tobie bawi, Vegard? Że ja nigdy, nigdy nie chciałem pasa. Nigdy nie traktowałem go jako czymś, co pokaże przewagę. Niby dlaczego? Bo wygrałeś kawałek blachy? Może dla ludzi płytkich jak Twój rząd sława ma znaczenie... Może dla biednych, wygłodzonych i zabobonnych Norwegów ten kawałek metalu jest czymś, a'la chleb dla wygłodzonych? Nie wiem. A może, Vegard, a może, dzięki temu kawałkowi blachy, wreszcie zostałeś zauważony? Matka znowu postawiła Twoje zdjęcia na regale, Ojciec przyznał się, że ma syna? Może masz wreszcie powodzenie i płci przeciwnej? Racja, wystarczy tylko lekko ubarwić historię naszego feudu, pokazać pas, który przytrzymuje Ci spodnie i każda norweska dziewczyna jest Twoja. Więc mam pytanie.. Jeżeli dziewczyny lecą tak tylko na ten kawałek blachy i Twoje zwycięstwo nade mną w tym jednym, jedynym pojedynku.. to jak reagują dziwki? Niech zgadnę.. mówisz im, że mnie znasz a one gnają ku Tobie w podskokach? Przecież nie powiesz im, że ze mną wygrałeś, bo jeszcze zakocha się w Tobie bez pamięci i zmieni dla Ciebie pracę. Co Ty wtedy zrobisz? Sławny, profesjonalny CZŁONEK MISTRZOWSKIEJ GRUPY EWF.... z dziwką? Uwłaczało by to Twojej czci, bożku norweskiego wrestlingu? Zasrany poszukiwaczu artefaktów?...”

„Ogólnie, to.... Znasz mnie. Dobrze wiesz, co ma dla mnie większą wartość. Twoje upokorzenie... Złamanie Twoich obietnic.. czy wygranie pasa Tag Team. Jeju... niech pomyślę. Członkostwo w MISTRZOWSKIEJ GRUPIE EWF czy honor.. Trudny wybór... Ale wiesz co Vegard? Nie bój się. Nie upokorzę Cię, aż tak za bardzo, jednak nie chcę mieć nic wspólnego z norweskim Indiana Jonas'em. Jednak, powiem Ci.. że z chęcią pobawię się z nimi. Z czego co wiem, jeden z nich miał trudne dzieciństwo. Bardzo trudne dzieciństwo. Aż mi go szkoda... Po następnej Wrestlepaloozie, będzie przynajmniej sławny. Będą pokazywali go w uwadze, czy też innymi gównie, w którym pokazują takich łomów jak on, gdzie jakaś marna dziennikarzyna swoim smutnym, żałosnym głosem, będzie informował tą garstkę widzów, jak bardzo smutne miał życie i ile już lat jest w śpiączce po swoim ostatnim występie. A był taki młody, taki dzielny, nie poddawał się dążył do celu, a tu, jakiś ostatni skurwysyn wypił jego krew przez słomkę... Co na to kościół? Co na to prezydent? Jak to co... A co Ty byś zrobił, gdybyś czołem sięgał mi do pasa? Woods... Mówisz, że nikogo się nie boisz? Mówisz, że najważniejsze jest zadawanie bólu, zarówno fizycznego i psychicznego? Ahh... Dobrze, dobrze. Jednak dam Ci dobrą radę. Nie walcz ogniem z ogniem... Nie próbuj swoich sztuczek na mnie. Po pierwsze, nie wyjdziesz z tego i skończysz jak inny, bardzo dobrze znany mi „kozak”, który też był pewny, że wygra i nikogo się nie boi. A po dziś dzień moczy się w łóżku. Znasz go? Nie? Będziesz przeciwko nim walczył. Taki wypisz wymaluj Martin. Sława, pas i więcej sławy. A Ty? Cóż.. Ból, krew... Tak wiem. To przyjemne, zadać cierpienie, wielkie cierpienie. Zniszczyć przeciwnika. Jednak, jeżeli nie umiesz czegoś robić, to nie rób. Jedyne co możesz zrobić z tym swoim pustym mózgiem i chwaleniem się trudnym dzieciństwem to nic innego jak chokeslam na małpie. Bo masz 195cm wzrostu i nikogo się kurwa nie boisz. No bo czego masz się bać? Nie ważne co się stanie, jak bardzo Cię pobiją i tak będziesz mógł wrócić skąd przybyłeś, w rytm muzyki perfectu: „Tam przyjaciół kilku mam...”. A, nie, zapomniałem.. trudne dzieciństwo. Ciesz się, w porównaniu do Vegarda Twoje dzieciństwo było niczym. Spróbuj kiedyś za pomocą gumy do żucia stworzyć pułapkę na antylopy czy inne gazello-kurwa-coś co żyje w Norwegi..

No i ostatni członek, naszego zaiste Dream Teamu. Martin...wiesz, mówisz, że nie wolno cię nie szanować, że jesteś osobą, która robi w ringu zajebiste rzeczy, spot za spotem, a nie walczysz dla pieniędzy tylko dla sławy i sławy i uznania i sławy. No cóż. Ładny mamy skład. Pieprzony norweski Indiana Jones, który ledwo co dostał „medalik”, a już wyrywa na niego równie puste laski z Norwegii... Straszna, wielka moja kalka, która na każdym kroku podkreśla jak bardzo ma przejebane życie, że nie ma przyjaciół i idzie się ciąć gotowanym jajkiem... No i na końcu.. przejarany skurwysyn, który ledwo co odrósł od ziemi, a już chcę sławy i uznania, bo kasa mu niepotrzebna.. Obiad i tak mamusia robi.”

 

„Jeszcze jedna sprawa mnie interesuje. Kto jest tym tajemniczym Tag Team partnerem Jazzowskiego, który po utracie Y2J jest bezbronny... Każdy tak naprawdę myśli, że Y2J zginął lub przepadł bez wieści. Sprawa jest jednak taka, że on wcale nie różni się za bardzo od Vegarda... Natrafił na swojego Ieshige i teraz chowa się z trofeum czy innymi skarbem po kątach tak by nikt go nie zauważył, bo jeszcze zaślepiony furią oprawca, rzuci się jego zdanie na pas, mając tak naprawdę inne zachcianki... Kto ich tam wie. Wiem natomiast jedno, na pewno ja nim nie będę. Nie wiem, kim ta osoba może być, ale mam ją całkowicie w dupie. Czy to Whiped, czy Psycho czy inne dupki, których imienia nie pamiętam.. nie obchodzi mnie to. Walka to walka, krew to krew... cel to cel....”

 

Ieshige zaśmiał się perfidnie. Głośno i perfidnie. Wiedział już do kogo należy te show. Wie komu zada od cholery bólu i na kim pokaże Vegardowi, że to nie koniec...

 

„Tak Vegard.. specjalnie dla Ciebie. Pokaże Ci... co to znaczy ból.. I zobaczysz, okiem obserwatora... że jeszcze tak naprawdę... nic Cię nie spotkało...”

 

Kamera opadła spokojnie na ziemie z trzaskiem... Transmisja została przerwana...

  • Odpowiedzi 4
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Ja Myung Agissi

    2

  • damiandziki

    1

  • Milos

    1

  • Ieshige

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  1 775
  • Reputacja:   2
  • Dołączył:  07.07.2006
  • Status:  Offline
  • Styl:  Jasny

Widzę, że Tobie również posłużył powrót do cywilizacji. RP przyjemny w odbiorze, z trafnymi wrzutami i wzorowym sprzedawaniem gimmicku. Kolejna kłoda pod nogi Nielsena, nieprawdaż Kingu? :)

 

Spróbuj kiedyś za pomocą gumy do żucia stworzyć pułapkę na antylopy czy inne gazello-kurwa-coś co żyje w Norwegi..

:D

2999686564ec3bcdf0a69b.jpg


  • Posty:  1 864
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Widzę, że Tobie również posłużył powrót do cywilizacji. RP przyjemny w odbiorze, z trafnymi wrzutami i wzorowym sprzedawaniem gimmicku. Kolejna kłoda pod nogi Nielsena, nieprawdaż Kingu?

 

Dokładnie, dlatego się cieszę, że nie mam żadnego mistrzostwa i nie zanosi się na zmianę tej sytuacji w dłuższym czasie. :P

 

Milos, pamiętasz co mi obiecałeś? :D

 

Erp jest bardzo dobry, speech bardzo trafny, wróciłeś Shige na normalny tor co mnie cieszy. :)

Edytowane przez Ja Myung Agissi

EWF, III Oddział Kancelarii Osobistej Jego Imperatorskiej Mości.

Cultured Society|The Princess of Attitude.

I love the whisper of Attitude <3.

3926129444e3b08a90b45e.jpg


  • Posty:  914
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  31.08.2005
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Widzę, że Tobie również posłużył powrót do cywilizacji. RP przyjemny w odbiorze, z trafnymi wrzutami i wzorowym sprzedawaniem gimmicku. Kolejna kłoda pod nogi Nielsena, nieprawdaż Kingu?

 

Dokładnie, dlatego się cieszę, że nie mam żadnego mistrzostwa i nie zanosi się na zmianę tej sytuacji w dłuższym czasie. :P

 

Milos, pamiętasz co mi obiecałeś? :D

 

Erp jest bardzo dobry, speech bardo trafny, wróciłeś Shige na normalny tor co mnie cieszy. :)

 

Jesteście wredni :P

8363302634890420816486.jpg


  • Posty:  1 864
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Jesteście wredni

 

Nie, to szczerość. :P

EWF, III Oddział Kancelarii Osobistej Jego Imperatorskiej Mości.

Cultured Society|The Princess of Attitude.

I love the whisper of Attitude <3.

3926129444e3b08a90b45e.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • MattDevitto
      Gdyby nie chodziło o AJ'a to jeszcze może bym się łudził, ale Styles nie należy do osób w tym biznesie, które rzucają słowa na wiatr. Poza tym z wieloma zawodnikami z AEW AJ i tak przecinał się przez lata na różnym etapie swojej kariery...
    • KPWrestling
      Trzecia pula biletów trafiła do sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 4 Data: 29.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Morioka, Iwate, Japan Arena: Iwate Prefectural Gymnasium Publiczność: 1.040 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • KPWrestling
      Druga pula biletów już w sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Jeffrey Nero
      Słyszałem plotkę o kolejnym tajnym spotkaniu w Orlando T. Khana z niejakim Shanem McMahonem, który od marca ma zostać pierwszym w historii GM AEW.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...