Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Daemusin Norge (Vegard Jacobsen RP)


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  1 775
  • Reputacja:   2
  • Dołączył:  07.07.2006
  • Status:  Offline
  • Styl:  Jasny

Vegard powiódł po karczmie ospałym wzrokiem. Zmiana czasu zawsze wprawiała go go w stan silnego amoku. Oberżysta krzątał się między stołami, zbierając zamówienia od mnożących się gości. Tych zaś obsługiwały skąpo ubrane kelnerki, których współczynnik seksapilu odpowiadał wątpliwemu prestiżowi knajpy. Po prawicy chłopaka Hans z lubością zlizywał pianę z sumiastych wąsów. Wrestler spojrzał krytycznie we własny kufel - opróżniony do dna.

 

Vegard: Mógłbyś wreszcie powiedzieć, dlaczego anulowano mi stypendium dla bohatera narodowego? Kontrakt nic nie wspominał o nieoczekiwanym kryzysie finansowym.

 

Hans: Powiem ci. Ale na razie.. pij. Musisz uzupełnić niedobór chmielu we krwi.

 

Vegard: Doceniam twą troskę o mój układ limfatyczny, ale swą zafrasowaną japką rozbudziłeś mą ciekawość. O co chodzi?

 

Hans: Ehh... Dobrze więc. Zamów jeszcze jedno piwo.

 

Vegard: Jestem twardy. Mówże!

 

Hans: Nie wiem, jak to powiedzieć... naprawdę nie wiem.... Vegard...

 

Vegard: Skoro to taki problem, to może napiszesz mi priva na Attitude?

 

Hans: Dostałem tam bana od jakiegoś marka Jazzowskiego. Z Białegostoku zresztą, maniak zasrany. Odebrał mi prawo do swobodnego wyrażania myśli za rzekome wulgaryzmy. Rozważam wysłanie skargi do Komisji Praw Człowieka ONZ. Nikt mi nie bedzie kazał spierdalać. Nawet za przeproszeniem.

 

Vegard: Dobrze chociaż, że za przeproszeniem. To zupełnie zmienia kontekst rozmowy. Co zaś się tyczy twych trudności z wysławianiem się...

 

Hans: W porządku, słuchaj. Pamiętasz, jak kilka miesięcy temu dostałeś list od króla Haralda? Niestety, jego spekulacje potwierdziły się. Tuż przed Eskomuniką pierwsze partyzanckie oddziały przekroczyły granice Cesarstwa Austriackiego. Król był temu przeciwny, lecz sam wiesz, że w dobie furii i desperacji władzę sprawuje lud. Vegard, nadszedł czas pogardy. Czas miecza i topora. Norwegia, jaką znasz, zmieni się na zawsze.

 

Siedemnastolatek spuścił głowę. Od dawna przewidywał takową ewentualność. Słowa Hansa przechyliły szalę goryczy i pozbawiły go ostatków nadziei.

 

Hans: To dlatego odebrano ci kieszonkowe. Wojny wygrywa się pieniędzmi, toteż rząd gromadzi je wszelkimi metodami.

 

Vegard: A co z Erikiem? Chyba nie zaciągnął się do armii?

 

Hans: Nie. Jemu przypadło zadanie specjalne - nadal trenuje adeptów w swej oslowskiej piwnicy. Tyle, że ma ich 50 razy więcej i nie kształci w zakresie przyjmowania suplesów, lecz przetrwania w bunkrze.

 

Vegard: Wobec tego nadal mogę się z nim spotkać. Pod warunkiem...

 

Hans: ... że EWF zawita do krainy Odyna. Plotki szybko się rozchodzą, Veguś. Wszyscy już wiedzą, że wraz królem chcieliście zorganizować galę jako konkurencję dla zawodów Trondheim. Rozliczne oddziały z tego jedynie powodu nie wyruszyły jeszcze ku centrum Europy. Szkoda, iż plan ten spalił na panewce.

 

Vegard: Czyżby na wyspie szpiegowali mnie paparazzi? Czuję się jak chędożony Keanu Reeves. Zresztą nie ma to teraz najmniejszego znaczenia. Muszę uzupełnić inne przykre deficyty.

 

Hans: To znaczy?

 

Vegard: Spójrz (zerknął znacząco na samotną dziewczynę przy jednym ze stolików). Pojmujesz?

 

Hans: O tak, hehe. W twoim wieku abstynencja to pikuś w porównaniu z... innymi deficytami. Przejdę się po okolicy. Zadzwoń, gdy już będzie po wszystkim.

 

Vegard: Naturalnie. Bywaj.

 

Chłopak zerwał się z krzesła i niedbale przeczesał włosy palcami. Niemalże podbiegł do krzesełka naprzeciw dziewki.

Nieznajoma pochylała się nad kubkiem parującego wywaru. Śliczne, przymknięte powieki wieńczyły długie, podkręcone rzęsy. Poniżej niewielki nosek górował nad pełnymi, czerwonymi ustami. Całość okalały bujne, kasztanowe włosy. Rumiane policzki nadawały jej przyjemnego, dziecięcego wyglądu. I czegoś znajomego. Bardzo znajomego.

Wreszcie wyprostowała się i otworzyła oczy. Lazurowe jak morze i lśniące jak diament.

 

Dziewczyna: Wiedziałam, że przyjdziesz.

 

Nie zdziwiło go, że przemówiła najczystszą norweszczyzną.

 

Vegard: Jesteś córką rybaka, prawda?

 

Dziewczyna: Właściwie handlarza rybami. Tatko nigdy nie czuł się pewnie na kutrze.

 

Zapanowała długa cisza, przerwana w końcu przez niebieskooką.

 

Dziewczyna: Nazywam się Liv Elsberg. Ty to jak mniemam znany skądinąd Vegard Jacobsen. Cieszę się, że sam do mnie podszedłeś. W końcu sama bym to zrobiła, lecz zgodnie z obyczajem to facet winien wykonać pierwszy ruch. Zresztą musiałam upewnić się, że nie ma tu żadnych szpiegów.

 

Vegard: Przysłał cię Erik?

 

Liv: Nie on jeno. Ostatnimi czasy przesyłki od ważnych osób nieczęsto trafiają celu. I na odwrót. Gdy dodamy do tego totalną nieanonimowość internetu, oczywisty staje się powrót do łask klasycznych gońców.

 

Vegard: Aha. Tedy miło poznać panią listonosz.

 

Liv: Nie drwij! Jestem dumna z mej roli. To jak spełnienie marzeń. Podróże po całym świecie, niebezpieczne przygody... Ale co ja cię będę zanudzać. Proszę, oto list od Erika.

 

Vegard: Dzięki.

 

Rozerwał kopertę i zlustrował tekst wzrokiem. Tajemnicze litery, które i tym razem nie należały do jego mentora, ułożyły się w zaledwie dwa słowa: "Pospiesz się".

 

Vegard: Nie wiesz może...

 

Liv: Nie. Twój trener przewidział, że będziesz o to pytał. Dowiesz się wszystkiego, ale w rozmowie we cztery oczy. Nadto mam wiadomość od samego Haralda V.

 

Vegard: Jesteś królewską kurierką? Zadziwiasz mnie, Liv. Michał Strogoff pod niewieszczą postacią.

 

Liv: Pasujemy do siebie. Dostojny Michał Strogoff i mała, biedna Nadia.

 

Vegard: Hej, hej! Nie mam nic przeciw dissowaniu się, ale podobno miałaś mi coś do przekazania.

 

Liv: Racja. Słuchaj zatem: z oddziałów, które wyruszyły już do Austrii, złą sławą okryła się tzw. Kompania Stavangerska. Cechuje ją to, że wszyscy niemal jej członkowie, od pachołków po samego przywódcę, to banda typów wyjętych spod ciemnej gwiazdy. Chołota za nic mająca sobie moralność i etykę. Słowem: skurwysyny.

 

Vegard: To słowa króla czy twoja inwencja twórcza?

 

Liv: Niewinna nadinterpretacja celem ubarwienia tekstu. Wracając do tematu - szczęśliwie się składa, że ta sympatyczna hanza za kilka godzin zatrzyma się na postój w pobliskiej wsi Pipidówek. Miłościwe panujący Harald Glücksburg rad będzie, jeśli majestatem swej osoby i talentem negocjatorskim przekonasz ich do zaniechania działań zbrojnych.

 

Vegard: Dammit! Myślałem, że przynajmniej teraz, po powrocie z buszu, dadzą mi chwilę na regenerację. Przeklęty los celebryta. Chyba nie pozostaje mi nic innego, jak ruszyć w drogę. Lecz zanim wyjadę... Liv (spojrzał nią znacząco)

 

Norweżka roześmiała się ukazując rząd białych zębów.

 

Liv: Jesteś słodki, Veguś. Teraz jednak musisz wypełnić swe ważniejsze zadanie. Zostanę tu do rana, więc jeśli zdążysz...

 

Vegard: Rozumiem. Bywaj Liv.

 

Liv: Bywaj.

 

***

 

Vegard zapukał do okienka. Jego towarzysz podsunął szybę. W lewej ręce dzierżył Gameboya z poczciwym Pokemon Yellow. Zaczerwienił się - w zacnym wieku lat czterdziestu fascynacja Pokemonami nie uchodziła za zjawisko normalne.

 

Hans: Już skończyłeś?

 

Vegard: Można tak to ująć. Odpalaj silnik. Mówi ci coś nazwa Pipidówek? Musimy się tam dostać - jak najprędzej.

 

Hans: W porządku, zapinaj pasy. Szybko tam nie zajedziemy, toteż w międzyczasie możesz się przespać.

 

Vegard: Tak uczynię. Ale przedtem. (odwrócił głowę i powiódł troskliwym spojrzeniem po leżącym na tylnym siedzeniu Daemusin Title)

 

Hans: Hah, nawet nie pochwaliłeś się swoim nowym trofeum. Powiedz no Vegard, jak to jest, gdy po tych wszystkich troskach i upokorzeniach odnosisz triumf w każdym tego słowa znaczeniu? Wygrałeś pierwszą walkę, zniszczyłeś najbardziej zajadłego wroga i oczywiście dołączyłeś do elitarnej wspólnoty mistrzów EWF.

 

Vegard: O tak, Hans, to wyjątkowe uczucie. W jednej chwili uświadamiasz sobie, że rok treningów nie poszedł jednak na marne. Choć wyglądałem nieraz na beznadziejny przypadek, w rzeczywistości stawałem się coraz lepszy czekając jedynie na to, aż bogowie docenią me wysiłki. Teraz jestem bliżej FTW Title niż kiedykolwiek przedtem. SR-Crazy przekazał mi całą swoją wiedzę czyniąc tym samym równym sobie. Wiem, że mogę go pokonać. Może nie dziś i nie jutro, ale taka właśnie jest kolej rzeczy (oparł wygodnie głowę o siedzenie. Powieki zaciążyły mu przypominając o nieprzespanym locie). Dobranoc Hans. Dobranoc Królu Daemusinie.

 

***

 

Przebudził się szturchnięty w bok.

 

Hans: Jesteśmy na miejscu.

 

Chłopak otworzył drzwiczki samochodu i chwiejnie wyszedł na drogę. Chłodny, listopadowy wiatr orzeźwił go przeganiając z duszy tęsknotę za miękkim siedzeniem. Vegard ogarnął wzrokiem okolicę - przed nim, w łagodnej kotlinie, rozpościerała się siatka ubogich, poszarzałych chałup. Słomiane strzechy zdawały się wyrażać nadzieje mieszkańców o hojnym dofinansowaniu przez instytucje państwowe tudzież możnowładczych filantropów. Siedlisko biedy otaczał pierścień pól i sadów, których kiepska jak widać kondycja stanowiła o wątpliwym dobrobycie właścicieli. Natomiast w centrum pajęczyny funkcje swe piastowały dwie najważniejsze dla miejscowej ludności instytucje - kościół oraz sklep monopolowy. Nijak stwierdzić, która istotniejsza.

Złote liście drzew nadawały wiosce melancholijnego, swojskiego klimatu. Norweg przysiągł sobie odwiedzić ją, gdy nadejdą spokojniejsze czasy. A przede wszystkim, gdy przez jej przeciwległy kraniec nie będą przelewały się zastępy maszerującego wojska.

Wieśniacy rychło pochowali się w chatach, kiedy na główną ścieżkę wkroczył oddział skandynawskiej piechoty. Żołnierze chyżo maszerowali na spotkanie Austriakom. Widząc to wrestler popędził ścieżką w stronę sklepiku. Uznał, iż wywrze lepsze wrażenie czekając na rodzimych wojaków w tymże strategicznym miejscu z uniesioną głową. Biegł nie oglądając się na boki. W przeciwnym razie spostrzegłby strwożone twarze wyglądające na niego przez otwory okienne.

Chłopak dopadł do celu w ostatniej chwili, aby przybrać dostojną pozę. Wtem bowiem zza uliczki wynurzyły się pierwsze podbicia butów. Pierwsze twarze, pierwszy szereg, sztandar... Na froncie pochodu kroczył niezbyt wysoki osobnik o zaciętej, surowej twarzy. Częściowo okrywały ją tłuste, czarne włosy, przywodząc na myśl zniewieściałe dziecko emo. Kontrastowało to ze szkarłatnym mundurem zdobionym przez liczne medale i odznaczenia. Generał wyglądał na 50 lat, lecz nie mógł mieć więcej niż 30.

Skręcając w stronę przybytku żuli wzrok jego padł na Vegarda. Z początku wyraźnie zdumiony, po chwili uśmiechnął się drwiąco.

 

Generał: Życie bywa przewrotne, nieprawdaż? Nie dalej tydzień temu mianowano mnie głównodowodzącym najlepszego pułku nordyckiego wojska. Dzisiaj zaś, jeśli wzrok nie zawodzi, stoję oto przed żywą legendą. Ukochanym dzieckiem narodu. Chłopcem, który poznaje życie przez analizowanie składu chemicznego wody. Zaszczyt to, jaśnie panie.

 

Vegard puścił kpinę mimo uszu.

 

Generał: Pozwolisz, że przedstawię me parszywe imię? Frode Heisen, do usług.

 

Vegard: Jako żywa legenda i ukochane dziecko narodu nie muszę się chyba introdukować? Przejdźmy zatem do rzeczy. Jak wiem, mości Heisen, wiedziesz tenże oddział ku landom, gdzie rządy sprawuje nikczemny Walter Hoffer... Czy naprawdę nie mogliście zaczekać? Rozumiem, iż moje dotychczasowe wyniki mogły być nieco frustrujące. No dobrze... dawałem dupy jak tania kurtyzana. Wszak czyny wielkie i szlachetne wymagają czasu oraz właściwej preparacji. Wy zaś odmówiliście mi tego. Chwyciliście za lance i kałachy, by teraz grać Europie symfonię grozy. By obalić panujący porządek, w pogardzie mając rozwiązania pokojowe...

 

Frode Heisen: W pogardzie? Łamiesz me serce, jaśnie panie. Jestem urodzonym pacyfistą i gardzę wszelką przemocą. Musiałem jednak podjąć to wyzwanie. Norwegowie chcą odzyskać należne im miejsce w hierarchii. Nie mogą dłużej patrzeć, jak pryszczaty szwabik kala historię ich pięknego sportu. Owszem, można to było rozwiązać pokojowo: poprzez zdobycie FTW Title i artefaktu w nim zawartego. Jednakże zadanie to okazało się dla kogoś zbyt trudne.

 

Vegard: Nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa. Dlatego właśnie rozmawiamy, tu i teraz. Ja wciąż walczę, Heisen! Walczę i mam się zupełnie dobrze. Jak zapewne wiesz, na Wrestlepaloozie 100 pokonałem dwóch przeciwników i odtąd dzierżę pas wielkiego Daemusina (na dowód wyciągnął lśniący tytuł zza pazuchy). Czy to nic nie znaczy? Czy nie napawa nadzieją?

 

Frode Heisen: Powiadają, że nadzieja matką głupich jest. Spójrz prawdzie w oczy, jaśnie panie. To ładna błyskotka, znakomita na przyozdobienie choinki tudzież muszli klozetowej. Brak jej jednak mitycznej mocy Fidjestøla, Thamsa i Wirkoli. Toteż w ogólnym rozrachunku możesz się nią podetrzeć.

 

Wrestler łypnął na niego groźnie. Tracił cierpliwość do zuchwałego generała.

 

Vegard: Podetrzeć, powiadasz? Dobrze więc, mam inne argumenty w zanadrzu. Co powiesz na najbliższą Wrestlepaloozę? Mam niepowtarzalną okazję walczyć o pasy tag team, zacne wyróżnienia o wieloletniej tradycji i...

 

Frode Heisen: Mwahaha! Jesteś przezabawny, chłopcze. Racja, Ieshige to rasowy wojownik, pełen wdzięku i wigoru. Polska może być dumna z takich jak on. Szkoda, że nie możemy pochwalić się podobnym. Zwłaszcza, że z bęcwałem za partnera sam Tyr niewiele zdziała. To tak, jakby nie mieć ręki...

 

Vegard: Tyr nie miał ręki, drogi Frode. I jakoś nie przeszkodziło mu to w panowaniu nad Asgardem aż do sławetnej rewolucji Odyna.

 

Frode Heisen: Och, pardon. Najwyraźniej spędziłem młodość w pożyteczniejszy sposób niż ucząc się mitologii. Chodzi o to, że zaślepia cię zazdrość. Jestem gotów postawić moją męskość, że zdradzisz go przy pierwszej nadarzającej się okazji.

 

Vegard zwarł pięści skonsternowany, choć jego twarz szybko odzyskała kontenans.

 

Vegard: Owszem, nienawidzę go. Są jednak sytuacje, gdy trzeba zacisnąć zęby i podać rękę wrogowi. To odrażające, ale konieczne. Wierzę również, że pierwotna chciwość wymoże na nim podobną decyzję. Wówczas możesz być pewien, że gładko rozprawimy się z Martinem i Woodsem. W żadnym wypadku ich nie lekceważę - od czasu porażki z Reebokiem nie popełniam podobnych błędów. Niemniej jeden z nich dopiero stawia swoje pierwsze kroki w biznesie, drugi zaś powraca do wrestlingu po niemal rocznej przerwie. Na wyspie poznałem nieco Crasha - chłopak niezwykle ambitny i jeszcze bardziej zgorzkniały. Czarny jak noc i szary jak tani papier toaletowy. Wypisz wymaluj mały Ieshige. Sęk w tym, że nadal tlą w nim się płomyczki człowieczeństwa w postaci chorych ambicji i maniakalnej potrzebie bycia akceptowanym. W zwykłej sytuacji uznałbym to pewnie za swego rodzaju zaletę, lecz tym razem, stojąc po drugiej stronie barykady, atut ten postrzegam jak przywarę stanowiącą o przewadze mego zacnego partnera. O Ieshige można powiedzieć wiele ciężkich słów. Chętnie bym je teraz powyliczał, ale... po co się powtarzać? Jednego nie można mu wprawdzie odmówić - w swej profesji jest zajebiście skuteczny. Wiem to z pierwszej ręki, a moje blizny mogą dodatkowo świadczyć o jego profesjonalizmie. Wiem również, że ta podła kreatura nie okaże cienia sympatii nawet podobnej mu kanalii. On po prostu wyciągnie swoją ukochaną rurkę i zrobi to, co w jego mniemaniu nadaje życiu smak: rozszarpie tętnice, upuści z nich krew i zrobi sobie drinka. A wszystko po to, by ponapawać się opętańczymi jękami Martina. Mimo, iż nigdy nie darzyłem Crasha sympatią, to z chęcią oszczędziłbym mu owego losu.

Woods natomiast jest dla mnie jedną wielką zagadką. Nie miałem dotąd okazji oglądać go w akcji, zaś ten pierwszy raz nastąpi w odległości kilku metrów, gdy oddzielały nas będą jedynie liny. Legenda głosi, iż jego powołaniem i jedyną miłością jest niesienie bólu innym. Ponoć ciężkie dzieciństwo i głęboka frustracja zmieniły sympatycznego chłopca w szalonego sadystę. Zabawne, nieprawdaż? Najwidoczniej jestem jedynym uczestnikiem tej walki, który śmiało może przyznać się do pomijania kotów w diecie. Cała reszta zdaje się mieć dziewicze serca. Dziewicze, tj. nigdy dotąd nieużywane. Trudno, niech i tak będzie. O ile Ieshige pokona swą wrodzoną krótkowzroczność, to będzie można pomyśleć o pasach. Konkurencja w następnym meczu będzie piekielnie mocna, lecz ja mam po swej stronie wcielonego diabła. Jednak nawet dwa zwycięstwa na 101 Wrestlepaloozie nie zatrą bolesnej historii. Moglibyśmy ufać sobie nawzajem, może wręcz szanować. Ale nigdy nie uraczyłbym go uśmiechem. Nie poklepałbym po plecach, nie nazwał przyjacielem. Bo sojusz to nie przyjaźń, panie Heisen. Nasza wojna nie dobiegła końca. To tylko krótkotrwały pakt odwlekający nieuniknione. Przeznaczenie złączyło nas łańcuchem nienawiści, który prędzej się złamie niż ugnie. A zniszczyć go można wyłącznie pozbywając się jednego z ogniw.

 

Frode Heisen: Cóż za infantylność! Staniesz u boku człowieka silniejszego i o wiele mądrzejszego od ciebie. Rozumiesz, co to oznacza? Masz niepowtarzalną szansę odmienić swą pożałowania godną karierę, a miast się cieszyć wypominasz mu stare waśnie. Kiedy już podbiję Austrię, a cały naród podziękuje mi za wyręczenie w tym pewnego nieudacznika, zadbam o pozbawienie cię wszystkich przywilejów. Nie godzi się, by tak niewdzięczny gówniarz zasiadał przy jednym stole z najzacniejszą arystokracją.

 

Vegard: Hola, Heisen. Nie wiesz nawet, kim naprawdę jest Ieshige. Ponadto ciekaw jestem, skąd wzięła się w tobie ta żądza chwały? Czyżby jakiś kompleks anatomiczny?

 

Generał skrzywił się jakby zjadł cytrynę bez herbaty.

 

Frode Heisen: Zejdź mi z oczu, kolaborancie.

 

Vegard: Wedle życzenia.

 

Obrócił się na pięcie. Śfist powietrza! Przewidział to i w porę się uchylił. Pięść Heisena przecięła powietrze w miejscu, gdzie przed chwilą znajdowała się potylica Jacobsena. Wojak znalazł się teraz w kłopotliwej sytuacji, stanąwszy na jednej nodze w pozycji kopulującego żurawia. Niedoszły Daemusin champion błyskawicznie podjął decyzję. Wiedziona szerokim łukiem, stopa jego przywitała się z nosem Heisena. Bardzo wylewnie. Posoka bryznęła na ziemię zabarwiając oszronioną trawę. Lecz Vegardowi nie dane było ponapawać się tym widokiem, pędził już bowiem do samochodu Hansa.

Za plecami usłyszał gniewne okrzyki żołdaków. Minął szare domy i wbiegł na piaszczystą ścieżkę. Brak ciężkiego uzbrojenia dawał mu przewagę szybkości, choć nadal znajdował się w zasięgu włóczni.

Wieś została w tyle. Już tak blisko... Hans otworzył drzwi! Poczciwy wąsacz! Co z tego, że dostał bana. Jeszcze parę metrów...

Ostatkiem sił wskoczył na siedzenie unikając ciśniętej przez jednego z Norwegów dzidy. Oszczep rozbił lusterko boczne, jednak na tym jego zbójecka działalność dobiegła końca.

 

Vegard: Gaz do dechy!

 

Hans: Ajaj, keptejn!

 

***

 

Hans: Masz u mnie dług wdzięczności.

 

Vegard: Spłacę go, bez obaw.

 

Sędziwa Skoda Hansa zamykała rozległy łańcuch zmagających się z korkiem pojazdów. Monotonny pejzaż po obu stronach szosy koił nerwy, ale przypominał także o konieczności podjęcia konkretnych działań.

 

Hans: Dostrzegam konieczność podjęcia jakichś konkretnych działań.

 

Vegard: Wiem. Która to już godzina?

 

Hans: 18.

 

Vegard: Dobrze więc. Wracamy do karczmy. Do tej samej.

 

Hans: Po co?

 

Vegard: Kiedyś ci opowiem.

 

 

 

 

* Mam nadzieję, że wspomniany Białostoczanin się nie obrazi. Jakby nie było przemawia jego ofiara :P

2999686564ec3bcdf0a69b.jpg

  • Odpowiedzi 3
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • damiandziki

    1

  • Milos

    1

  • nasjazz

    1

  • Ja Myung Agissi

    1

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  2 298
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  08.11.2007
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

* Mam nadzieję, że wspomniany Białostoczanin się nie obrazi. Jakby nie było przemawia jego ofiara :P

 

Za późno na takie przeprosiny, zanim oddałeś RPa byłeś już wgnieciony w ziemię. :P

 

Cieszy mnie, że zastosowałeś się do wcześniejszych rad i rozbudowałeś speeche. Przy okazji zachowując standardową dozę humoru oraz bardzo dobrze odgrywany gimmick. Nilsen powinien szykować się na obronę Evolution.

Nie płakałem po CM Punku

18909757064dbdb1458cbe1.jpg


  • Posty:  1 864
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Ciekawy erp, bardzo ładnie napisany, czyta się lekko i przyjemnie. Ładnie dopełniłeś treść fabularną speechami. Cały czas idziesz do przodu - "uroczo". :)

 

Frode Heisen: Powiadają, że nadzieja matką głupich jest. Spójrz prawdzie w oczy, jaśnie panie. To ładna błyskotka, znakomita na przyozdobienie choinki tudzież muszli klozetowej. Brak jej jednak mitycznej mocy Fidjestøla, Thamsa i Wirkoli. Toteż w ogólnym rozrachunku możesz się nią podetrzeć.

 

Chamstwo ! :P

 

Czarny jak noc i szary jak tani papier toaletowy. Wypisz wymaluj mały Ieshige.

 

:lol: :lol:

EWF, III Oddział Kancelarii Osobistej Jego Imperatorskiej Mości.

Cultured Society|The Princess of Attitude.

I love the whisper of Attitude <3.

3926129444e3b08a90b45e.jpg


  • Posty:  914
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  31.08.2005
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

* Mam nadzieję, że wspomniany Białostoczanin się nie obrazi. Jakby nie było przemawia jego ofiara :P

 

Za późno na takie przeprosiny, zanim oddałeś RPa byłeś już wgnieciony w ziemię. :P

 

Cieszy mnie, że zastosowałeś się do wcześniejszych rad i rozbudowałeś speeche. Przy okazji zachowując standardową dozę humoru oraz bardzo dobrze odgrywany gimmick. Nilsen powinien szykować się na obronę Evolution.

 

Hmm, powinienen chyba zaczać się bać :???:

8363302634890420816486.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • IIL
      Ciampa is All Elite 🙂
    • Attitude
      Nazwa gali: AEW Dynamite #330 Data: 28.01.2026 Federacja: All Elite Wrestling Typ: TV-Show Lokalizacja: Cedar Park, Texas, USA Arena: H-E-B Center At Cedar Park Format: Live Platforma: TBS Komentarz: Excalibur, Taz, Tony Schiavone, Don Callis & Stokely Karta: Wyniki: Powiązane tematy: All Elite Wrestling - dyskusja ogólna AEW Dynamite - dyskusje, spoilery, wrażenia AEW Saturday Collision - ogólne dyskusj
    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 3 Data: 28.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Tsugaru, Aomori, Japan Arena: Ito Mining Arena Tsugaru Publiczność: 987 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
×
×
  • Dodaj nową pozycję...