Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

WWE Bragging Rights PPV [ Uwaga Na Spoliery ]


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  326
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  27.11.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Gala niepotrzebnie robiona na "szybko" wszystko tylko by wypromować nową grę z pod znaku WWE. No ale po kolei.

 

Miz vs Morrison- Jedyny pojedynek z tego słabego PPV który jako tako zapadł mi w pamięci, choć od razu zaznaczam ,że nie było tu jakiś wielkich fajerwerków. Podobał mi się sposób w jaki zabookowali Miz'a ale po Morissonie spodziewałem się czegoś więcej. Ta walka równie dobrze mogłaby by być na tygodniówce bo i tak wiele osób nie będzie miało tej walki w pamięci.

 

Fatal 4 Way- Zdecydowanie za krótko! W 10 minut nie może pokazać się 4 zawodników z dobrej strony. Za krótko było ,żeby cokolwiek o tej walce powiedzieć. Jedyny plus tej walki to heel turn Batisty bo choć nie przepadam za Dave'em to jako heel zawsze dobrze się spisywał.

 

RAW vs SMACKDOWN- Tylko WWE mając w ringu 14 osób nie potrafi zrobić dobrego pojedynku dziejącego się w jako takim tempie. Wynudziłem się za wszystkie czasy a już w szoku byłem jak pomimo takiej dużej ilości zawodników niektórzy z nich jeszcze robili sleepery. Bez komentarza.

 

Iron Man Match- Ogólnie było trochę nie najgorszych spotów( wreszcie krew ale po jaką cholerę wchodzili ci pajace z ręcznikami) ale cała reszta to wyrzucenia było chyba razem 10 minut ucieczek Ortona 5 minut patrzenia w stronę publiki 15 minut męczenia Ceny ogólnie samej walki 20 minut(Zgroza) dobrze ,że to nie Orton zwyciężył bo nie zdzierżyłbym Jaśka na ostatnim szanującym się brandzie z pod szyldu WWE.

 

Ogólnie strasznie słaba gala walka o WHC za krótka słaby mecz Tagów. Za mało było plusów na tej gali. Jedna z najgorszych gal PPV od WWE w tym roku.

Wystawiam z żalem ocenę =2.

  • Odpowiedzi 212
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Vercyn

    23

  • TakeR

    14

  • LooseCannon

    9

  • Karpin

    8

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  439
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  26.04.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

W tym przypadku mam na myśli walki, które budowane są w ten sposób, iż sam wrestling w czystej formie schodzi na drugi plan (staje się bazą do rywalizacji), natomiast w pojedynku są zastosowane elementy o filmowym rodowodzie (wyraźne podkreślenie dobrego lub złego charakteru postaci, fragmenty jakby nie pasujące do standardowego matchu - jakby żywcem wyjęte z kina akcji, granie na emocjach fanów, daleko posunięty dramatyzm w grze aktorskiej wrestlerów).

 

Przecież tak było w WWE od lat 80-tych, z kulminacją podczas ery attitude. To jest coś, czego niektórzy chyba nigdy nie pojmą. W WWE dobry zawodnik to nie taki, który potrafi zrobić 630 splash czy inną akrobację, ale taki, który potrafi sprawić, żeby szersza widownia (ta "szersza" obejmuje znacznie większą grupę ludzi niż internetowi "know it all") na niego reagowała. Niektórzy są forsowani na siłę bookingiem (jak Wielki Dave), ale większość jednak musi być over z fanami, żeby liczyć na większy push. Tylko niewielki odsetek fanów zwraca większą uwagę na same umiejętności w ringu. Zdecydowanie bardziej chwytliwy jest ten "movie wrestling", o którym mówisz. Czy brak fenomenalnej techniki u Hogana w jakikolwiek sposób szkodził jego popularności? Absolutnie nie, gdyż wystarczył wrodzony dar do angażowania fanów w to, co robił na ringu (nawet jeśli były to tylko punche i leg drop).

 

W chwili obecnej i tak WWE produkuje sporo wrestlingu, na galach Smackdown i ECW. O wiele więcej mamy dobrych z technicznego punktu widzenia walk, niż podczas uwielbianej przez wszystkich (przeze mnie też) erze attitude. Dopiero przyjście Jericho, Benoita, Kurta, Eddiego podczas ery attitude, dostarczyło tam nieco klasycznie pojmowanego wrestlingu. Cała reszta to gimmicki, aktorstwo, pojedyńcze spoty i proma. Pomimo tego, ratingi były wtedy oszałamiające. Także "movie wrestling" przyciąga o wiele większą widownię, niż tradycyjny. Nawet w ROH mamy Rhetta Titusa, który sprawia, że płaczę ze śmiechu za każdym razem, jak dostaje cięgi od jakiegoś twardego babyface'a.

Zapraszam do mojego diary

WWF 1998: Here comes the crap!

10921402264bd2c1c1cf977.jpg


  • Posty:  93
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.03.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Ale czyż ja napisałem, że "movie wrestling" to coś złego? Zadałem sobie tylko retoryczne pytanie, czy ma to coś wspólnego z wrestlingiem w klasycznej formie - co wcale nie musi dyskredytować WWE. Doskonale wiem, że w obecnym momencie federacja McMahona musi tak działać, tworzyć produkt w ten sposób. Tak samo jak robiła to wcześniej. Jedyne na co chciałem zwrócić uwagę, to pewne nadanie, w moim przekonaniu, "movie wrestlingowi" nowych szlifów, jego unowocześnienie. Pisanie o wynalezieniu czegoś można odnieść zarówno do ostatnich dokonań, jak i do dokonań w ogóle (także z przeszłości).

 

Jestem także doskonale świadomy tego, co liczy się w amerykańskim mainstreamie. Równowaga pomiędzy charyzmą, umiejętnościami aktorskimi, a umiejętnościami czysto wrestlingowymi zostaje zachwiana zdecydowanie na korzyść tych pierwszych. Natomiast, to na co chciałbym zwrócić szczególną uwagę, to umiejętne prezentowanie, w przypadku WWE, szczególnie umiejętności aktorskich. W mojej osobistej ocenie, na PPV Bragging Rights nie zostały one do końca zaprezentowane na najwyższym poziomie.

 

Umiejętność wychwytywania dobrej gry aktorskiej wrestlerów, pomijając umiejętności czysto wrestlerskie, nie musi się równać z bezwiednym akceptowaniem wszystkiego co wiąże się z tą pierwszą domeną „movie wrestlingu”. Oceniając ostatnie PPV, stwierdziłem po prostu, że „aktorzy” - w głównych rolach Randy Orton oraz John Cena – nie przekonali mnie do końca do ról odgrywanych przez siebie.


  • Posty:  10 372
  • Reputacja:   396
  • Dołączył:  11.01.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

1. Miz vs. Morrison - konkretny opener, który potrafił wkręcić widza i przykuć go przed ekranem telewizora. Było tak jak należy - szybko, trochę technicznie (początek), ze zmianami przewag i dramaturgią. Poza idiotyczną końcówką nie bardzo jest się do czego przyczepić. Już samo to, że zajobbowali Johna Panu Awesome, jest dla mnie ciężko strawne (przecież Morrison powinien być promowany na main eventera!), ale to że zrobiono to czysto i po kretyńskim zrzuceniu go z narożnika (mógł Miz to chociaż poprawić finisherem) - to już było maksymalne przegięcie. Nie zmienia to jednak faktu, że była to wg mnie najlepsza walka tego PPV. Cieszy mnie fakt, że Miz coraz lepiej radzi sobie w ringu. W prawdzie nie lubię typa, ale jeśli będzie robił dalej takie postępy w ring-skillsach (bo w sferze rozrywkowej jest nie do wyjebania) to może mieć u Wujka Vince'a świetlaną przyszłość.

 

2. Beth, Takerowa, Natalya vs. Meliniara, Kelly Kelly, Gail Kim - o dziwo (ostatnio kobiety w WWE nie błyszczą) całkiem niezły pojedynek, który nie był zbyt długi (to na plus:) a za to był szybki i pełen akcji (cały czas coś się działo), przez co bardzo sympatycznie mi się go oglądało. Szkoda tylko, że tak mało wykorzystują Gail Kim. Dziewczyna ewidentnie marnuje się u McMahona.

 

3. Batista vs. Rey vs. Punk vs. Taker - kolejny dobry pojedynek na tym PPV. Podobnie jak w poprzednich - sporo się działo i walka trzymała w napięciu (nienajgorsze near fall'e). Fajnie był zarysowany "rozpad" przyjaźni Batisty i Rey'a oraz heelturn (nareszcie!!!) tego pierwszego, który po walce zdemolował krasnala. W prawdzie heelturn Batisty to nic zaskakującego, bo już od dawna twierdziłem, że wszystko zmierza do feudu Animala z Rey'em, ale mimo to cieszy mnie odświeżenie postaci Dave'a i ewentualne możliwości nowych feudów.

Szkoda mi Punka. Liczyłem że za swoje "przewinienia" (taaa, prawdziwy zbrodniarz z niego...:) dostał po łapkach i pas wróci na tym PPV do niego, ale niestety Vince chyba postanowił pokazać CM'owi gdzie jego miejsce w szeregu i pozwolił Grabarzowi zachować pas.

Co do samej walki - to zdecydowanie na plus. Przez cały czas trwania potrafiła zainteresować widza i zapewnić mu dobrą rozrywkę.

 

4. Team RAW vs. Team SmackDown - także fajny pojedynek, który bardzo ciekawie mi się oglądało. Było to co lubię - masakrowanie się finisherami, interwencje przerywające pin, kanciarskie wspieranie kumpli z drużyny, nearfall'e itd. To co mogę zarzucić tej walce, to zbyt krótki czas trwania, bo jak na tak liczne składy, to nie wszyscy dostali szansę żeby się pokazać a zwłaszcza ugodziło to w "młodych" (Swagger, Hart Dynasty, Cody Rhodes) na których liczyłem, że zaprezentują się tu z niezłej strony na tle bardziej doświadczonych kolegów.

Wygrana teamu SmackDown była niemal pewna, bo mieli oni tak słaby (stosunek star power) skład, że gdyby wygrał team RAW, to byłoby to jak pobicie nastolatka przez zawodnika MMA:))) Zdrada Showa - dość przewidywalna i trochę szkoda, że Kofi został spinowany w tak lamerski sposób. Ja rozumiem - mega Choke Slam z narożnika, ale Jericho przeszedł do próby pinu po dobrych 2-3 minutach i mogli tu zabokować np. kick-out, poprawkę Chrisa Code Breakerem i dobiero wtedy pin fall. Mimo to walka podobała mi się.

 

5. Cena vs.Orton. Gdyby PPV skończyło się w tym momencie, to powiedziałbym, że Vince (jak na standardy WWE, of course) zrobił na prawdę bardzo dobre PPV. Niestety dostałem tak zjebany i zamulający main event, jakiego nie oglądałem już dawno.

Oglądałem tą walkę w dzień a zdarzyło mi się, że pare razy opadła mi głowa i musiałem cofać. Było nudno, długo, wolno i bez fajerwerków. Po całej tej walce pamiętałem tylko kilka pin fall'i i nic poza tym. Na prawdę setnie się wynudziłem i co chwila zerkałem na zegarek. Obaj wrestlerzy kręcili się jak smule po ringu, od czasu do czasu zapodając jakąś akcję. Był to najgorszy Iron Man Match jaki oglądałem w życiu, pomimo że bardzo lubię ten rodzaj gimmick match'u. Na prawdę, wrestlerom o tak mizernym move set'cie nie powinno się bookować godzinnej walki, bo to normalnie zbrodnia na widzu.

Na zakończenie gównianej walki dostaliśmy jeszcze bardziej gówniany finisz, bo przy remisowym stanie, Orton odklepuje na 5 sekund przed końcem. Sorry, ale ja nie łykam, że "nie był w stanie wytrzymać do gongu". Jeżeli miał już wygrać Janusz (kolejna zmiana mistrza... Ile kurwa można nabijać sobie statystyki?), to mogli to chociaż zabookować w dogrywce, a nie zrobić z Randy'ego totalnego wała.

Beznadziejny main event, kładący się cieniem (przez to, że trwał 1/3 całości PPV) na całym Bragging Rights.

 

Reasumując - gdyby nie main event trwający 1/3 całości show, to mógłbym z czystym sumieniem powiedzieć, że było to bardzo dobre PPV. Niestety Iron Man Match Ceny z Ortonem był tak nudny, zamulający i bez polotu (w ogóle mnie ta walka nie potrafiła wciągnąć), że ocena całego PPV leci automatycznie ostro w dół. Duży plus za to, że wszsytkie (!) pozostałe walki były na prawdę dobre. Szkoda tylko, że końcówka zjebała całe dobre wrażenie.

Skoro maksymalna ocena to 6/6, a 1/3 show była do dupy (main event) to moja ocena Bragging Rights to -4/6, gdzie dodatkowy minus jest właśnie za to, że zawiodła walka, która powinna być perłą w koronie PPV, czyli main event.

Edytowane przez -Raven-

Lepiej nic nie mówić i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.

Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa...

88278712552c9632374b21.jpg


  • Posty:  1 184
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  26.06.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Faktycznie... Gala wydawała się być wyciągnięta jak kał z końskiego tyłka, lecz co mnie zaskoczyło, wypadła całkiem fajnie ;)

 

Ale do rzeczy:

 

1. Heel-turn Animal'a... Nie pasował mi jako face.. Taka rozpakowana kluska, z momentami groźną mordkę, z niezłą wejściówką (mało ważne, ale co tam) pasuje mi jak ulał to rozpier****** face'ów... Żałuję jedynie tego, że feud Rey-Batista nastąpił już teraz... Jak dla mnie jest to feud z mega potencjałem na Wrestlemankę, wkońcu historia jaką feud może opowiedzieć wydaje się być cholernie ciekawa- wielka przyjaźń, potem konflikt o to, kto będzie mistrzem, zwieńczenie na WM26, może pogodzenie? To wszystko ma wtedy sens i takiego coś poprostu cholernie uwielbiam (nie trawię feudów branych tak poprostu z dupala, stoi sobie pan y, a tu nagle wskakuje ni w pizdę ni w oko pan x i go okłada.. Wiadomo jest to nieuniknione, ale wiadomo...)

2. Walka Ortona i Jasia... Było pewne, że nie dostaniemy pięknego wrestlingu, a typowy brawling i masakrowanie się po za ringiem. Poziom był jako taki, ale taki Iron Match to jak dla znakomite zwieńczenie wszystkich feud'ów Jaś-Randy (fajne promo przed walką). Wczoraj na RAW Cena wypowiedział 2 magiczne słowa- "No More!" (chodziło na 99% o te potyczki) i oby tak było...

3. The Miz-John Morrison... Kolejny feud z super potencjałem. 2 gwiazdeczki przypominające wyglądem polskich piłkarzyków, którym rozwalił się Tag-Team i konfliktują się o to, kto jest tym wspanialszym ;) Walka była całkiem fajna, ba.. była fajna. Lecz zakończenie wzięte z dupy. Oby to pociągneli dalej ;)

 

chyba narazie tyle ;)


  • Posty:  340
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  26.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Miz vs Morrison - Walka niezła. Ale chyba podobnie jak wszyscy spodziewałem się więcej i liczyłem na wygraną Morrisona. Jak tylko wygrał Miz byłem pewny , że SD! wygra z Raw.

 

Walkę kobiet przewinąłem.

 

 

Batista vs. Rey vs. Punk vs. Taker - Świetny pojedynek , lecz krótki . Ale wiadomo kontuzje Takera , jest też tak jak mówiłem zapowiada się feud Rey vs Batista ! Będzie ciekawie. Ale ogółem walka bardzo dobra. Każdy miał swoje 2 min co najmniej.

 

Team RAW vs. Team SmackDown - także fajny pojedynek, który bardzo ciekawie mi się oglądało.Zdrada Big Showa . To było raczej pewne. Ale co do pojedynku . Uwielbiam jak jest wymiana finisherów a tego nie zabrakło. Big Show nokautuje Triple H , bezcenne. Były także zmiany przewag. Ogółem walka git.

 

Cena vs.Orton - ta walka przerosła moje oczekiwania. Zaskoczył mnie Vince. Prawdziwy Main Event , taki powinien być na każdym PPV. Nawet krew się pojawiła!! A to jest cud! Chyba , że to ketchup. Wygrywa Cena, mimo że go nie lubię cieszyłem sie niesamowicie. Teraz zapewne feud Kingstona z Ortonem . Ale walka jak dla mnie bomba.

 

Teraz ogółem : jedno z najlepszych PPV. Vincus mnie bardzo zaskoczył . Ocena gali 7/10 .

Because I'm Awesome!

 

"Żądasz mądrej odpowiedzi, musisz równie mądrze pytać"

 

[you] Zalookaj http://forum.attitude.pl/viewtopic.php?p=283487#283487

 

Sygna by Filipoo

7038755254e0e4aa33eb75.jpg


  • Posty:  531
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  12.11.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Miz vs Morisson - Pomimo ograniczeń czasowych (12 min) wyszło dobrze co jest raczej główną zasługą tego ,że panowie znają się jak łyse konie. W innym przypadku było by to niestrawne, skrzywdzono ich tą walką, panowie się dopiero rozwijają a tu dostają singlową walkę na ppv.

Miz wymaga bardziej konsekwentnego i zdecydowanego prowadzenia za "rączkę" niż oferował mu to John ,aby na ringu przejść samego siebie i każdy kto ma troszkę większe pojęcie o tym "sporcie" niż mark widzi że "Szaman"który choć ma ku temu wszelkie predyspozycje ,nie bardzo sobie (jeszcze) radzi z prowadzeniem pojedynku ,brakuje u niego tej wirtuozerii, improwizacji ,chłopina zbyt konsekwentnie dąży do walenia spotów czyli robi to co ma rozpisane w skrypcie i nie wyzbył się jeszcze do końca tego "zboczenia" które zostało mu z tag teamu a mianowicie rozglądania się po narożnikach jakby szukał partnera (Miza!) z którym może się zmienić.

Nitro powinien wziąć intensywne lekcje z prowadzenia walki i wszystkiego z czym to się je u swojego pierwowzoru i wtedy będzie robił meltzerowych ***** z khalim , bo jak narazie jak na kolesia którego tyle osób chce zobaczyć śmigającego w walkach wieczoru pomimo i tak poczynionych w tej kwestii postępów jest niestety naprawdę słabiutko.

 

WHC - czysta kpina,sam Deadman wchodził 3 i pół minuty a walka trwała 10 minut (dokładnie 10 minut i 2 sek.) i tyle czasu miało starczyć na na prezentację 4 ludzi, potencjalnych mistrzów wagi ciężkiej? Każdy z nich coś tam zaprezentował nawet Dave wykonał poprawnie swój finisher na ważącym 300 funtów rywalu, co jest ewenementem.

 

Iron man - dwóch najbardziej przepushowanych wrestlerów zabiło taką dobrą stypulację,widziałem kilka tego typu walk ale tak żenującej nigdy wcześniej a poprzeczka stała wysoko nawet u Vinca (Triple H vs The Rock ,Brock Lesnar vs Kurt Angle,Chris Benoit vs Triple H czy też Shawn Michaels vs Bret Hart )., tak więc zamulacze dopięli swego. Jedynym plusem jest jedynie koniec ich feudu.


  • Posty:  126
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  20.09.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Miz vs Morison... Wydawało mi się, że to Miz przelśnił morisona, ale wg mnie to on napedzał tą walkę, morrison za nim tylko sprzątał :P

 

WHC... Żenada... nie wiem jak wpadli na tak banalne rozstrzygnięcie. Końcowe zachowanie Batisty dało jakiś cień zainteresowania.

 

WWE championship...no jakaś tam dynamika była, ale czy to było "think than i never saw in my life"? nie. Pojawienie się krwi było czymś nowym od niedawna, ojejku jak to przyjmą dzieci...

Następna sprawa to styl walki. Przeciąąąąąąąąąąąąąąąąąąąganaaaaaa, pogonili troche koło ringu, ten mu gonga nabił z mikro itd. Ja to widziałem tak, że wejdą na ring a skończą na placu przed areną, to byłby show! :P

 

pozdrawiam forumowiczów

HUSTLE

 

LOYALTY

 

RESPECT

166610022549806dab42cb3.jpg


  • Posty:  1 623
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  30.05.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Zgadzam się z Valur-em. Gala mnie jakoś zbytnio nie olśniła. Spodziewałem się więcej po 1 walce.

1 miejsce w typerze TNA w 2011 r

 

http://total-nonstop-action.blogspot.com/ --> najlepszy blog o TNA

 

Fan wrestlingu od 25.02.2005r

 

Reprezentant TNA Originals


  • Posty:  782
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  05.06.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

A więc tak ja powiem krótko, gala może nie była tak świetnia jak miała być a napewno walka numer uno wypadła nie tak jak to sie spodziewano. Tak jak wcześniej pisałem to tak sie stalo feud Batista - Mysterio rozpoczęty i też spodziewalem się zdrady Show'a wcale mnie to nie zdziwiło ogólna ocena gali 7/10 A jeszcze zapomniałbym o pojedynku Cena - Orton troche głupio ze pas WWE zmienia właściciela co miesiąc i co PPV to szmaci ten pas ale to była najlepsza walka Ceny i Ortona w tym feudzie przynajmniej wg. mnie najlepsza

  • Posty:  243
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  25.03.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

najlepszy byl Orton napierdalajacy w guziki odpowiedzialne za efekty pirotechniczne, istny geniusz zla, period :D

-Bring back Sinn Bodhi!

-Screw the legends!

"Quoth the Raven, nevermore."

19057366234c8b27f381178.jpg


  • Posty:  599
  • Reputacja:   3
  • Dołączył:  13.08.2009
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Przyznam, że jestem zaskoczony zwycięstwem smackdown, ale jest to zaskoczenie pozytywne.

 

Miz vs Morrison - dobry opener, wynik nie taki, jakiego się spodziewałem, ale też jest OK ;) tylko ta końcówka :roll:

 

Divy również dobrze się spisały, tak jak oczekiwałem, wygrał Smackdown ponieważ był tam po prostu lepszy zespół.

 

Tag Team Match panów też ciekawy, tylko mądrzej by było, gdyby Y2J po zdradzie Big Showa wobec swojego teamu, dołożył jeszcze Kingstonowi Codebreaker.

 

Do walki WHC nie mam żadnych zastrzeżeń. No, może tylko Punk mógł się bardziej pokazać, bo tak średnio go było widać.

Czyżby Batista zapomniał że w Fatal Four Way każdy walczy na własny rachunek ?

 

Iron Man Match, tak jak się spodziewałem, zamiast 60 minut można by było zobić z tego 15 minut. Zwycięstwo w ostatnich sekundach mocno naciągane, w coś takiego uwierzą chyba tylko marki i to do nich chyba było kierowane takie emocjonujące zakończenie.

 

Ocena gali 6,5/10


  • Posty:  2 885
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  24.05.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

1. Miz vs Morisson

 

Walka nawet mi się podobała, szkoda tylko że nie zabookowali wygranej Morissona który ewidentnie prowadził ten pojedynek i błyszczał na tle robiącego postępy z każdą galą Miza....

 

2. Div nie oglądałem

 

3. Rey vs Taker © vs Punk vs Batista

 

Szkoda że walka była tak krótka ale w sumie co się dziwić biorąc pod uwagę problemy zdrowotne DeadMana...

Trochę za bardzo niewidoczny był Punk... Praktycznie cały czas widzieliśmy w ringu Animala z Takerem oraz przerywającego próby pinów Mysteria...

Wynik był oczywisty bo jaki byłby sens odbierać Grabarzowi pas po zaledwie jednym PPV? Mam nadzieję że potrzyma go conajmniej do WrestleManii...

Heel turn Batisty był do przewidzenia... Ciekaw jestem jak ten feud się rozwinie... Wydaje mi się że heel turn Batisty był zamierzony by zrobić w niedalekiej przyszłości miejsce dla kolejnego face'a- Edge'a....

 

4. Team SmackDown! vs Team RAW

 

Było trochę dramaturgii i niepewności szczególnie pod sam koniec pojedynku... Jericho jako typowy heel załatwił sprawę w iście heelowski sposób ;)

Zdziwiła nieco zdrada Big Showa... Czyżby jednak Tag Team z Y2J'em miałby zostać na dłużej?

 

5. Iron Man Match

Orton © vs Cena

 

Dobra walka na zwieńczenie tego nie ukrywajmy już nudnego jak flaki z olejem feudu...

Działo się dużo jak na godzinny mecz jednak nie ukrywam że nie które momenty były strasznie naciągane (szczególnie ten przy pierwszym punkcie gdy Cena założył submissiona Ortonowi a ten od razu odklepał... W normalnym meczu nie byłoby na taką sytuację miejsca)... Zapadł mi też w pamięci moment gdy Orton bawił się guzikami maszyny sterującej pirotechniką ;)

Ogółem mówiąc: dobry Iron Man Match jednak godzina to zdecydowana przesada... 15 minut w zupełności by wystarczyło...


  • Posty:  369
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  04.05.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

1. Miz vs. Morrison - Jak John przegrał, to już wiedziałem, że Smack będzie górą w trzech walkach - przewidywalne to wszystko do bólu. Poświęcili Morrisona :( Miz wcale mi się nie podobał.

Czy naprawde nikt z Was nie widział kilku botch'y? Nie wiem z czyjej to winy, ale chyba Miza... Przy wymianie kopniaków, Miz był za blisko i John go nie trafił w łepetynę, jak powinien. Jeszcze coś było przy akcji powietrznej... Mimo, że byli dobrym teamem to w walce przeciw sobie chemii nie pokazali... Dajcie pas USA Szwagrowi przynajmniej będzie seplenił i pokazywał dobry wrestling.

 

2. Kobity - szkoda mi jak okładają śliczną Kelly i jej powabny zadek... :sad: A tak poważnie, to Beth wraca do łask...

 

3. WHC - Wszystko już chyba powiedziane w tym temacie: Punk zmarginalizowany, Rey sobie nie pofruwał, Batista i Taker się napracowali.

I tylko jedno mnie rozwaliło: Taker schodził po walce w miare "wypoczęty" a duzo młodszy Dave zionął, jakby maraton zaliczył :twisted: Mimo kilku minut przerwy przed speechem... A przecież Mark jest dużo starszy od Steryda :???: Dobry heel turn...

 

4. Raw vs. Smack przewidywalne do bólu... Ale w przeciwieńswie do niektórych z Was mi nie brakowało 'starego" teamu Smackdown. Ani Escobar ani McIntyre nic by nie pokazali, bo chyba niewiele umieją. Dolpha nie znoszę i się do niego nie przekonam. Mało to, heelów cwaniaczków w WWE? A jego move set mnie wkurza...

Walka dobra, lecz krótka...

 

5. ME - walczyłem ze snem jak Gołota z Adamkiem,choć poszło mi trochę lepiej :lol:

 

Więc krótko: fajnie, że była KREW, ładne FU z narożnika i potem na stół. Porządne akcje z demolką światełek i zabawa pirotechniką Randy'ego. Koniec fatalny. Dwa plusy: koniec feudu i Jaś nie zasmrodzi Smacka swoją nędzną osobą...

 

Ocena 4/6

I'm the Nonsense Connoisseur 4 LIFE

 

DRINK UNTIL YOU SINK!

 

Facel Vega 62' - Real Gangsta Ride

3072429474c657d5bdd659.jpg


  • Posty:  166
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  25.01.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

I tylko jedno mnie rozwaliło: Taker schodził po walce w miare "wypoczęty" a duzo młodszy Dave zionął, jakby maraton zaliczył :twisted: Mimo kilku minut przerwy przed speechem... A przecież Mark jest dużo starszy od Steryda :???:

 

Taker jest rocznik 1965, steryd jest 1969, jednak jego data urodzenia jest wątpliwa, często się podaje 1966... Więc nie tak dużo. Jednak rzeczywiście to sprzedawanie zmęczenia przez kloca trochę naciągane ;P

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Grok
      Brock Lesnar wystawił otwarte wyzwanie na WrestleMania. Na najnowszym epizodzie Raw Lesnar pojawił się u boku Paula Heymana, który przemówił w imieniu byłego WWE Championa. Heyman stwierdził, że kiedyś na WrestleMania były dwa główne wydarzenia: walka o tytuł światowy i pojedynek z Undertakerem. Ale teraz jedynym „umarłym człowiekiem kroczącym” w WWE jest ten, kto zejdzie po rampie, by zmierzyć się z Lesnarem. Po ujawnieniu nadchodzącego grafiku Lesnara, Heyman wystawił otwarte wyzwanie na Wre
    • Grok
      Fani WWE nie widzieli Xaviera Woodsa od tygodni, bo od stycznia pauzuje przez kontuzję barku. Woods jest jednak optymistą i liczy, że wkrótce wróci do akcji. Woods podzielił się aktualizacją w rozmowie z Billem Pritcharde'em z WrestleZone podczas WWE 2K26 Creator Fest. Ostatni telewizyjny występ Woodsa to four-way tag team match, w którym on i Kofi Kingston – podobnie jak American Made i Los Americanos – przegrali z Alpha Academy w odcinku Monday Night Raw z 26 stycznia. Pojawił się też na
    • Grok
      Update: Michael Cole ogłosił podczas Raw, że Reed doznał zerwania ścięgna bicepsa i będzie poza ringiem na nieokreślony czas. Oryginalna historia: Bronson Reed doznał kontuzji podczas Raw. Reed wziął udział w three-way matchu z Jey Uso i Original El Grande Americano w poniedziałek, by wywalczyć sobie ostatnie miejsce w men’s Elimination Chamber matchu. W pewnym momencie wskoczył, by przerwać pin, i od razu złapał się za prawy bark. Wyszedł z ringu, gdzie lekarze WWE się nim zajęli, pok
    • Grok
      Drew McIntyre vs. John Cena brzmi jak marzenie WWE, a choć mecz był zaplanowany w zeszłym roku, nigdy nie doszedł do skutku. McIntyre opowiedział o straconej okazji w rozmowie z Shakielem Mahjourim z SHAK Wrestling podczas hands-on eventu WWE 2K26. McIntyre był pierwotnie zaplanowany do walki z Ceną na Crown Jewel w październiku zeszłego roku. Plany zmieniono krótko po tym, jak Cena opublikował post na X, pytając fanów, czy chcą zobaczyć jego starcie z AJ Stylesem. W rezultacie Styles dost
    • Grok
      Liv Morgan ogłosiła swoją rywalkę na WrestleMania 42 w WWE. Zwyciężczyni tegorocznego Royal Rumble wezwała obie Jade Cargill i Stephanie Vaquer na Raw, by oficjalnie ogłosić decyzję. Powiedziała Vaquer, że miała rację – przyznała, że nie zdawała sobie sprawy, jaka jest egoistyczna i uprzywilejowana – i przeprosiła ją za wcześniejsze ocenianie. Potem Morgan odwróciła się do Cargill, ale to był fejk – zaatakowała Vaquer mikrofonem. Pozowała z pasem Women’s World Championship, po czym położyła Va
×
×
  • Dodaj nową pozycję...