Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

RP bez tytułu (Crash Martin)


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  1 867
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  26.03.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Realizator ukazuje nam azjatycki las kręcony amatorską kamerą. Kamerzysta (kimkolwiek on jest) schodzi teraz po stromej dróżce , która prowadzi gdzieś w tutejsze gąszcza. Nieopodal widzimy jaskinie pośrodku której tli się niedogaszone ognisko. Słońce znajduje się w zenicie… czyli jest około południa. Kamerzysta ustawia swój sprzęt na jakimś kamieniu, sam zaś siada tuż przed okiem kamery. Poznajesz go? To Crash… na jego twarzy maluje się wyraźnie zniecierpliwienie… broń Boże zmęczenie – przecież on się nie męczy…

 

 

- OK… rozpracowywałem działanie kamery dłużące się w nieskończoność 15 minut, dlatego mam nadzieję, że ten sprzęt nie okaże się tanią dziwką, która mnie zdradzi i w nieodpowiedniej chwili pójdzie się jebać… i to nie ze mną...

 

 

Crash usiadł na skale i popadł w zadumę.

 

 

- Dzień któryś z kolei… nie wiem który. Kalendarz wiernie trwał przy mnie, jednak musiał się poświęcić wtedy, gdy moje potrzeby fizjologiczne dały o sobie znać… organizer został mi zabrany przez „miłego” Azjatę podczas przyjazdu na wyspę… niech się nim udławi… kamera to ostatnia pamiątka po operatorze, który poszedł penetrować tutejszą dżunglę i do tej pory nie wrócił… podejrzewam, że obecnie znajduje się na integracyjnym spotkaniu z tutejszą ludnością… jeżeli ktokolwiek tu mieszka, rzecz jasna.

 

 

W jednym, niespodziewanym momencie Martin wstał energicznie ze skały, podszedł do kamery i umieścił ją gdzieś na jednym z tutejszym krzewów. Krzak nie był mały, wprost przeciwnie, było to jakieś metr z kilkoma hakami. Dzięki temu kamera mogła ukazać nam okolicę w której to przyszło mieszkać jak to lubi mawiać o sobie „ulubionemu potomkowi Miasta Chaosu”. Jaskinię, którą Crash wybrał jako swą tymczasową siedzibę otaczała zielona ściana tutejszych lasów. W większości przeważały tutaj drzewa liściaste. Poprzez gąszcz próbowały nieśmiało przecisnąć się promienie słońce, niestety było to zbyt trudne dla nich. Las był naprawdę gęsty, można było odnieść wrażenie, że rozciąga się on po horyzont, bo tak naprawdę nic innego dojrzeć z tej perspektywy nie można było. Gdzieś w oddali było słychać dźwięk wody obijającej się o tutejsze skały. No tak… zapomniałbym… w miejscach, gdzie nie rosły drzewa – ziemię pokrywały tylko skały… nic więcej… ten rejon wyspy odznaczał się niezwykłą wilgotnością – wynikało to z braku dostępu do większej ilości słońca. Mimo tego Crash był na tyle sprytny by usiąść w miejscu, w którym to promienie docierały intensywniej. Słońce oświetlało jego lekko zaniedbane… i jak dobrze pamiętasz… kruczo czarne włosy. Co może Cię trochę zainteresować – „The Insane One” ustawił kamerę tak, że nie jego sylwetka nie znajdowała się w kadrze. Mogłeś więc tylko wsłuchiwać się w jego tembr głosu, który rozchodził się w tutejszym azjatyckim powietrzu.

 

 

- Nie rzucam słów na wiatr… Bydgoszcz świadkiem… dotrzymałem umowy, czyż nie? Daniels dowiedział się, że jest coś gorszego od aborcji… bo nie posłuchał moich rad… gdybyś schował się pod ringiem – może egzekucja przeciągnęła by się w czasie. Z resztą nie warto o Was mówić… przeminęliście… teraz są inne priorytety…

 

 

Zza kadru wyłoniła się ręka Crasha, która ustawiała na pobliskiej skale kilkanaście kamieni…

 

 

- Użyłbym pochodni, ale te cholerstwa odmówiły mi posłuszeństwa… dlatego zafundowałem im przyspieszony kurs pływania dla pochodni…

 

 

W pewnym momencie Martin ułożył rękę tak jakby chciał grać w kapsle, po czym trzema płynnymi ruchami strącił ze skały trzy kamyki… by po chwili wziąć kolejne trzy kamyczki, które ustawił sobie z boku

 

 

- Barri, Daniels, SeBa... OUT! Thornpike, Jacob, Smirnow… na razie sobie Was zostawie… już od samego początku ta wyspa jawiła mi się jako kiepski żart, którego obiektem się stałem… jak inaczej wytłumaczyć zestawienie mnie z bandą nic nie znaczących robaków, których każda myśl i każdy czyn wiąże się z dramatyczną checią przetrwania… niestety tu znajduje się wasz szczyt możliwości… każdy dzień na tej wyspie utwierdza was w przekonaniu, iż to wszystko od jakiegoś czasu przestało posiadać jakikolwiek sens… a może od początku byliście skazani na porażkę? Cóż za rażące niedociągnięcie… gdyż tak naprawdę każdy z was powinien przyzwyczajać się do tego smaku… gorycz porażki… to uczucie zawładnie niedługo waszym światem… o ile oczywiście nie przesłoni tej goryczy nieopisywalny ból, który niczym wasz cień towarzyszyć wam będzie nieustannie… bez najmniejszej chwili wytchnienia.

 

 

Mimo, że tego nie widziałeś, podświadomie mogłeś poczuć, że Crash popadł w głęboką niczym Rów Mariański i niezmącaną zadumę… rozumiem – mogło to wywołać u Ciebie objawy pewnej frustracji, może zaniepokojenia. W końcu Crash przed przyjazdem na wyspę niezbyt łatwo popadał w zadumę… a może do tej pory twarz Obłędnego Rycerza zakrywała maska, która miała zasłaniać jego słabości? To stwierdzenie, za każdym razem gdy je powtarzałeś – stawało się coraz bardziej niedorzeczne… i nierealne. Bo takie kurwa jest i będzie! Chyba nie spodziewałeś się, że Crash ma słabości? Jeżeli dopuszczałeś do siebie choć cząsteczkę nadziei – to się przeliczyłeś!

 

 

- Mimo wszystkich waszych ran, odcisków, skaleczeń i innych uszczerbków na zdrowiu, za które federacja odpowiadać nie ma zamiaru… musicie wiedzieć… że do tej pory wasze życie na tej wyspie było sielanką. Do tej pory sami byliście zagubionymi ludzikami, którzy obrali sobie za cel przetrwać… jedynie wyspa była waszym wrogiem… nie sposób przewidzieć tego, co można tu spotkać, czyż nie?

 

 

To już się skończyło… bo teraz w wasze życie zaczął wkradać się chaos, który spędzi wam sen z powiek… teraz czas na prawdziwy Survival Horror! Wyspa przestaje być waszym jedynym antagonistą… jesteście niczym tłum zamkniętych w klatce psów, które ujrzały malutką szczelinę, która może stać się jedynym sposobem na ratunek… chcecie wyrwać się stąd, może dlatego, że ta wyspa was przytłacza… pokonała was. Jesteście zbyt słabi na to by podjąć walkę, a nawet jeśli podejmiecie rękawicę… to nic nie zmienia… bo nie dacie rady sprostać temu zadaniu… z pozoru prostemu zadaniu… no bo co może być trudnego w eliminacji przeciwników? Przecież to jest podstawowy cel wrestlera…

 

 

Potok słów, które brzmiały w twoich uszach niczym najpiękniejsza muzyka został przerwany… Crash złapał kilka oddechów, które były w tej chwili zbawienne… nie dość, że budowały napięcie, to w dodatku sprawiały, że bałeś się tego co może nastąpić za chwilę. Taki przestój nie wróżył nic dobrego… mimo wszystko Crash spokojnie kontynuował swój speech

 

 

- Pewnie powiecie, że to wszystko zalatuje hipokryzją… mnie też to dotyczy… nic bardziej kurwa mylnego… wiedzcie, że Crash jest ponad tym. Jestem profesjonalistą, który przykłada się do swoich zadań… nie kończe w połowie, nie zostawiam niedokończonych spraw… robię wszystko w stu procentach. Obieram sobie cel, i po trupach, w przenośni i dosłownie naturalnie, osiągam go. Prosty mechanizm… jestem niczym pieprzone tornado – niszczę, rozrywam, zmiatam z powierzchni ziemi… w dodatku dostarcza mi to przyjemności… widok przeciwnika, który leży u mych stóp i skamląc prosi… czuję się wtedy spełniony… tyle, że to co przychodzi zbyt łatwo… przestaje tak kręcić jak kiedyś… nie bójcie się, nie zamierzam się z wami bawić… to nie w moim stylu. To co stanie się na 100-tce – to będzie pokaz czystej szkoły jazdy prosto z mojego miasta… Miasta Chaosu…

 

 

- Stawka jest kusząca… z jednej strony Puchar Szczęściarza, z drugiej – bilet do normalności… kto z uczestników tego programu nie chciałoby na stałe osiąść na znajomym i kochanym gruncie? Komu nie marzy się sława i pamięć wśród fanów? Kto jest w stanie przełamać swoje ograniczenia… i wzbić się ponad przeciętność? Nikt… nikt z was… nikt nie jest i nigdy nie będzie mógł przebić się przez tornado, które ogarnie tą wyspę w najbliższym czasie… nikt z was nie jest w stanie stać się bardziej bezwględnym, chorym, zimnym i pojebanym człowiekiem ode mnie… polscy fani czekali 8 lat na blask, który ogarnie tą federację w czasie eksplozji, którą zobaczycie w Chorzowie…

 

 

Crash sięgnął po jeden z kamyków, które uprzednio przygotował.

 

 

- Jacob… pewny siebie, pewny swojego potencjału, wierzący w latającą siłę… pewnie chcesz, by ten opis był rzeczywistością… nie łudź się. Dzień w dzień stajesz przed lustrem i okłamujesz samego siebie… tak naprawdę każda minuta potęguje w tobie strach… boisz się tego, że „latająca siła” jest gówno wartym sloganem… i tak jest… pamiętasz, gdy pokonałeś Shamblera? SeBa po takim sukcesie wyjebałby pewnie dwa sześciopaki Lecha… ty zaś jestem naiwnym strażnikiem moralności, który swój największy sukces przypisuje Mind Mowerowi… bo wie, że sam tego by nigdy nie dokonał... mimo wszystko wzbiłeś się wyżej niż kiedykolwiek, a mimo to… nadal ogarnia cię niepewność, która w tej chwili stanie się twoją zgubą. Stań przede mną i odpowiedz mi na moje pytanie: gdzie twoja pewność siebie Flying Man? Nie jesteś w stanie odpowiedzieć na to? Może znowu spróbujesz wymigać się kłamstwami, którymi karmisz się każdego dnia… Jesteś tchórzliwym wrestlerem… w tym wypadku jednak mogę to zrozumieć… widok tornada, które ujrzysz w Chorzowie sprawi, że paraliż ogarnie całe twoje ciało… nawet jeśli spróbujesz wzbić się w górę… i tak spadniesz z wielkim hukiem na ring… pamiętaj, że im wyższa energia potencjalna… tym szybciej możesz rozpierdolić się o matę… zasad fizyki nie zmienisz… zasad tego biznesu też nie… get ready to fly and fall… zobaczysz… że ktoś tej nocy znajdzie wyżej… niż ty kiedykolwiek potrafi się wznieść

 

 

”Insane One” złapał kamyk i rzucił w stronę, z której to dochodził szum wody. Gdybyś wytężył słuch, mógłbyś usłyszeć głuchy plusk, który w kilka chwil rozpłynął się po powietrzu i zanikł… Crash zabrał więc kolejny kamyk

 

 

- Johnny… nie domagasz się szacunku? To nawet dobrze się składa, bo ode mnie go nie dostaniesz… ogłaszasz się ikoną… tyle, że to tak jakby SeBa porównywał się do niezawodnego Tony’ego Hogańskiego… ikona trwa w pamięci ludzi wiecznie, jej czyny rozpamiętywane są przez długi czas, przez pokolenia pamięć o ikonach nie zaciera się… a ty jesteś tylko chwilowym światłem, które zostanie pochłonięte przez blask, który jakże chaotycznie rozświetli całą halę. Szybka kariera – od ikony do… no właśnie, kim staniesz się na 100-tce? Może malutką kartką z podręcznika od historii EWF, która zostanie gwałtownie wyrwana, postrzępiona na kawałeczki i pogrzebana... A może pionkiem w mojej misternej grze, w której to zwycięzca jest jeden i ten sam… nie przejmuj się – nie będziesz musiał wybierać… już nigdy. Popatrz na Puchar Szczęściarza… co w nim widzisz? Może swoje odbicie? Twarz człowieka, który świadom swojej klęski, brnie dalej w to bagno… niczym ofiara pod gilotynę. Tyle, że kat - mam nadzieję, że wiesz o kogo chodzi – już trzyma linę… i jednym chaotycznym ruchem skończy twą karierę… dotknij puchara… nie możesz? Nigdy nie będziesz mógł…

 

 

Drugi kamyczek podzielił los pierwszego kamyka… tym razem jednak odbił się kilka razy od skał, po czym zniknął gdzieś za krzewami… Crash teraz wstał, podszedł do kamery i położył ją na tej samej skale, na której ułożył kamyki… tuż przed okiem kamera znajdował się jeden - ale za to największy – osamotniony kamyk

 

 

- Teraz ty Rusłan… wielki niczym sosna z ukraińskiego lasu… niewątpliwie niektórzy mogą czuć przed tobą respekt… ale mnie to nie dotyczy… czego oczekiwałeś po wyspie? Spodziewałeś się, że są to zawody rąbania drewna? A może wyjazd integracyjny? To jest wrestling! To prawdziwy survival horror… to nie miejsce dla ociężałych, topornych i powolnych niczym radziecki czołg gości… nie zrozumiałeś tego w porę, bo jesteś zbyt głupi by ogarnąć ogrom chaosu, który zawładnie twoim życiem… teraz nie ma powrotu – trafiłeś na tą wyspę i długo z niej nie powrócisz… zostaniesz wyeliminowany… ale nie martw się – ten cały alkohol nie pójdzie na marne. Po tym, gdy twoja twarz osiądzie głęboko w ringu, a twe ciało ogarnie bezruch… podniosę twoją butelkę i wzniosę toast… za to, że tak pięknie konałeś u moich stóp… a później wyleję jej zawartość do puchara… i wypiję za twoje zdrowie… które stracisz bezpowrotnie…

 

 

Trzeci kamyk miał już trafić do strumyka, kiedy Crash spojrzał na niego i rzekł w jego stronę:

 

 

- Chociaż może się powstrzymam – to jest bądź co bądź w chuj procentów…

 

 

… i dopiero teraz kamyk zanurkował w toni strumyka… Master Of Insanity wstał powoli i odwrócił się plecami do kamery

 

 

- Potęgę buduje się powoli, krok za krokiem… każdy wyeliminowany przeciwnik to jedna karta książki… kiedy je przeczytam, dojdę do końca rozdziału, który otworzy mi drogę do następnej części… będę niczym wytrawny zabójca – bezlitośnie zlikwiduję mój cel, wyeliminuję, pokonam przeszkody, które stoją na mej drodze… po to by wyrwać się z tego miejsca… i zacząć szerzyć chaos na szerszą skalę. Po wyspie następuje wyczekiwana od dawna Wrestlepalooza 100… miejsce mojego kolejnego małego tryumfu, który będzie podbudową pod moje przyszłe sukcesy i zdobycze… tysiące fanów staną się świadkami narodzenia nowej, niespotykanej nigdy wcześniej ery… oto narodzi się wasza gwiazda… wasz mistrz, który niczym błysk błyskawicy rozjaśni całą halę… Puchar Szczęściarza jest stawką wartą zachodu… nawet dla kogoś takiego jak ja… bo małe zwycięstwa rozbudzają apetyt na większe zdobycze… w Chorzowie to ja podniosę ten puchar… jako mistrz… który pozostanie nim… podczas gdy was czeka eliminacja… i wieczny chaos… sądzisz, że nie mogę wygrać Pucharu Szczęściarza?

 

 

Crash podszedł do ściany lasu

 

 

- Jestem Obłędnym Ryczerzem?

 

 

Jego głos rozniósł się po całej okolicy, przebił się przez las… i przy twoim wielkim zdziwieniu pomieszanym z konsternacją wrócił jako echo… tyle, że mocno zniekształcony… jakby echo miało umysł i potrafiło odpowiedzieć na pytanie Crasha

 

 

- Na 100%!

 

 

- Jestem zwycięzcą?

 

 

- Tak!

 

 

- Na 100%?

 

 

- Na 82%!

 

 

- Co tak kurwa nierówno?!

 

 

- Nie wiem!

 

 

- Trudno… uł-yeee!

 

 

Crash gwałtownym ruchem obrócił się na pięcie i zaczął wpatrywać się w oko kamery swoimi piwnymi oczami

 

 

- Echo przyznało mi rację… wyciągnij z tego wnioski…

 

 

Insane One zrzucił pozostałe kamyki ze skały, przypadkowo przesuwając kamerę o 180 stopni…. Po czym wolnym, miarowym krokiem zaczął kierować się w stronę ścieżki, która prowadziła do lasu...

 

 

- By the way… udowodnię Ci Szakal… że się nadaję… i to bardziej niż ci i twojej paprotce może wydawać…

 

 

Po kilku chwilach sylwetka Crasha zniknęła gdzieś za linią horyzontu, w tym samym momencie padły baterie w kamerze, przez co obraz rozmył się w kruczą czerń…

 

---

Odnoszę wrażenie, że ta RP-oza jest taka jakaś... chaotyczna :) Zawiodłem się na sobie bo wiem, że mogłem to napisać lepiej :) Liczę na komentarze :)

 

PS. Spóźnienie było zgłaszane u Game'a :)

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • K-PEL-K

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • MattDevitto
      Gdyby nie chodziło o AJ'a to jeszcze może bym się łudził, ale Styles nie należy do osób w tym biznesie, które rzucają słowa na wiatr. Poza tym z wieloma zawodnikami z AEW AJ i tak przecinał się przez lata na różnym etapie swojej kariery...
    • KPWrestling
      Trzecia pula biletów trafiła do sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 4 Data: 29.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Morioka, Iwate, Japan Arena: Iwate Prefectural Gymnasium Publiczność: 1.040 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • KPWrestling
      Druga pula biletów już w sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Jeffrey Nero
      Słyszałem plotkę o kolejnym tajnym spotkaniu w Orlando T. Khana z niejakim Shanem McMahonem, który od marca ma zostać pierwszym w historii GM AEW.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...