Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Droga, po cel...


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  14
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  08.07.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Droga, po cel..

 

Wyobraź sobie noc. Ale nie, to nie jest zwykła, spokojna noc jaką doświadczasz na wsi. To nie jest też zwykła noc w mieście, w której jedyne niebezpieczeństwo to podchmielony dres i zjadany punk. To nie jest też, noc, którą spędzasz przed TV czy kominkiem w swoim ciepłym, przytulnym domu. To jest Noc.. przez duże „n”. Wiatr szaleje, miotając liśćmi na lewo i prawo, sprawiając, że te po chwili odrywają się od swoich macierzystych „domostw” i ruszają w podróż „po świecie”, trwającą tyle na ile Pan Wiatr im pozwoli. Ciemność, przebija się, otumania, przytłacza. Nie widać niczego poza nią, jedna wielka czerń, nic innego. A w niej odgłosy. Kroków, krzyków, pisków, wiatru walącego o wszystko, dosłownie o wszystko co się da. A w ostateczności szum morza i uderzenia fal o skały pokrywających gdzie niegdzie wyspę. A w samym pieprzonym epicentrum tej ciemności widać jeden, mały promyczek. Srebrno-biały, przebijający się przez liście, uderzający w sam środek plaży, sprawiając dziwną, magiczną wręcz iluzję, że piasek się tam rusza, że otoczony tą wszechobecną ciemnością i ciszą, tam jest jasno, głośno i całkowicie niespokojnie. Dziwnie, nie? Nawet jeżeli coś takiego każdy z nas widział przynajmniej raz w życiu, w różnych miejscach na ziemi. Nie przestaje to jednak dziwić, zachwycać, straszyć i zadowalać.. Dawać ulgę, wolność, swobodę, jednocześnie ją zabierając. Diabeł tkwi w szczegółach, a punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Nie rozpisujmy się jednak. Gówno mnie obchodzą wasze ekstazy filozoficzne, jesteśmy tutaj tylko z jednego powodu. Powodu, który siedzi sobie spokojnie pod drzewem, obserwując mozolny, jednak dziwnie agresywny ruch fal. Oddychając głęboko, nie zmieniając prawie pozycji. Jedyne po czym można rozpoznać to, że ten człowiek żyje, jest to, że mruga, a czasami wyda z siebie ciche, urwane westchnięcie. Po chwili wpatrywania, dość długiej chwili. Tak długiej, że Twój mały mózg, mógł tego nie ogarnąć i dostać oczopląsu. Straszne? Nie. Przerażające? Lepiej..

Postać ruszyła się nieznacznie, ale zapoczątkowało to niezwykłą wręcz reakcję łańcuchową. Po uniesionej ręce, uniosła się druga, aż w końcu, przy akompaniamencie fal uderzanych o skały i strzelaniu stawów, postać już stała. Dumna, wyprostowana… Ruszyła ona powolny, lekko aroganckim krokiem, zmierzając w głąb lasu. Podążałeś za nią, ale nie mogłeś się pokusić na to, by spojrzeć na nią. Twój wzrok wlepiony w ziemię oraz słuch skupiony na odgłosach, był przytłumiony. A Ty miałeś dziwne przeczucie, że wiesz dlaczego.

Postać dotarła w końcu po paru cennych minutach do swojej małej jaskini. Zapaliła ognisko i dopiero wtedy mogłeś go zauważyć w pełnej okazałości. Zarost 6 dniowy, dziwna blizna nad łukiem brwiowym oraz dziura gdzieś na wysokości obojczyka, od niewiadomo czego. Przypominała kształtem pocisk, jednak nieco mniej szeroki. Odłamek? Odprysk? Chuj wie..

A postać, ignorując Cię całkowicie odezwała się dziwnie, spokojnie, jakby nie do Ciebie, jednak wiedziałeś, że kieruje te słowa do Twojego „jestestwa”

 

Ieshige – Wrestlepalooza... 100. Zwykła gala, zwykły mecz, zwykła publiczność, zwykli, bo ciągle Ci sami komentatorzy, zwykli wrestlerzy, zwykłe tytuły. Co jest w niej takiego ciekawego? Co sprawiło, że cała masa tłustych, głupkowatych mieszczuchów, postanowiła ruszyć swoje zafajdane, pokryte gównem 4 litery na pieprzony stadion. Czy jest to chęć krwi? Może czysta agresja? Krew, ból, pot i łzy?...

 

Ieshige uśmiechnął się ironicznie, pogrążony we własnych myślach. Minęło wiele czasu, zanim postanowił się odezwać. Wiele więcej zanim go zrozumiałeś.

 

Ieshige - Vegard, ja dotrzymałem swojej umowy. Wygrałem tytuł, dałem Ci spokój. Jednak Ty, jak zwykle zresztą dałeś dupy. I to teraz nie z mojego powodu, a przynajmniej nie bezpośrednio. Ja wiem, co czułeś, ja wiem co przechodziłeś. Ja wiem, że teraz zamiast cieszyć się, zastanawiać się nad przyszłością czy zdobywać jedzenie, widzisz mnie. Moją ciemną mordę, pełną krwi, pokrytej nią. Ty dobrze wiesz, do kogo ta krew należy. Wiesz o tym, ale nie przyjmujesz tego do wiadomości. Nie patrzysz w przyszłość.. Bo to ja jestem przyszłością. Boisz się, że jak spojrzysz, zobaczysz mnie, moje ręce pokryte twoją bezwartościową, brudną krwią.. Nie możesz się cieszyć, bo przypomina Ci się ta sytuacja. Wiele sytuacji. Jak przegrałeś ze mną, w Dark Machu, w naszej pierwszej walce. Już wtedy odbiegałeś ode mnie poziomem. Pamiętasz, jak wygrałem 6-man finiszer match, o mało nie likwidując Cię wtedy. Reebok był pierwszy.. Pamiętasz, jak pokonałem Cię w 3-way, o tytuł… Pamiętasz, jak udaremniłeś mi to, i pamiętasz jak bardzo wtedy oberwałeś. I pamiętasz swój strach. Strach, który niczym zimno, wypełnia całe ciało, paraliżuje, chłodzi, oziębia. Bo taka jest między nami różnica. Ty się mnie boisz.. Ty boisz się, bo wiesz, że mi wcale na tym tytule nie zależy. Ty wiesz co jest dla mnie ważne i właśnie tego nie chcesz mi dać. Tak.. Właśnie tego, ty brudna namiastko wrestlera. Właśnie twojej, „Odyńskiej” krwi…

 

Ieshige uśmiechnął się, paskudnie, źle i bardzo arogancko. Po czym wstał, po to by wrzucić kilka patyków do ogniska. Przystanął jednak w połowie drogi, tak jakby zastanawiał się nad egzystencją patyka i miał dziwne przeczucie, że matki natury nie można tak bezczelnie brudzić. Palić jej dzieci, robić z nich mosty… To przecież niewyobrażalne. Jak człowiek może coś takiego zrobić? Ieshige jednak roześmiał się gardłowo i wrzucił patyczek do ognia i jakąś mysz, którą przypadkiem przydeptał swoim glanem. Cóż, Ieshige o ile był człowiekiem, był cholernie oryginalnym…

 

Ieshige – Ja wiem, że to nie Reebok z Tobą wygrał. Tylko Ty, wygrałeś z Reebokiem. Chciałeś przegrać i przegrałeś. Specjalnie, udając, że to był wypadek przy pracy. Pytasz gdzie tutaj wygrana z Reebokiem? Wiesz dobrze.. Co by się z nim stało, gdyby walczył ze mną one on one… Ale ja.. Nie jestem taki. Zawsze najpierw kończę jedne sprawy, a dopiero później rozpoczynam drugie. Ten twój Title shot, którego dostałeś ode mnie. Nie jest po to, by powalczyć sobie i zakończyć feud. Nie jest też z litości, bo wierz mi chłopcze, ja nie wiem co to litość. A przynajmniej nie dla gówna na ulicy. Nie daje kasy żebrakom, nie biorę gówna na papierek i nie wyrzucam w krzaki, a biedne rozjechane zwierzaki zwyczajnie rozdeptuje, jak staną na mojej drodze. Ten Twój Title Shot, jest z powodów, które dobrze znasz, ale udajesz debila, większego niż jesteś. Jesteś nim Ty. I to co się w Tobie znajduje. I wierz mi, to nie jest poezja, to zwykła, trywialna prawda. Potrzebna jest mi Twoja krew, na mych rękach, twarzy. Potrzebna jest mi Twoja krew na ringu, na linach, rurce, krześle ewentualnie tytule. Potrzebna. Dlaczego? Tego już nie musisz wiedzieć…

 

Ieshige powolnym ruchem powstał z ziemi, ruszając się lekko leniwie w kierunku wyjścia z jaskini. Wyszedł, spokojnie przypatrując się jak fale robią teraz fantastyczne wiraże, odbijając światło prosto na wyspę. Patrzył, oddychając ciężko. Po chwili jednak zaczął mówić. Krótko, klarownie…

 

Ieshige – Jednak nie zapominajmy, o tym ostatnim elemencie układanki. Elemencie, który jest tak naprawdę gówno warty, ale na skutek Twojej bezgranicznej głupoty, został dołożony. Reebok, fartowny wygrany, posiadacz pasa, smark, gówniarz. Niech ma ten pas. Mnie to naprawdę gówno obchodzi. Nie muszę go dostać, a jeżeli jemu zależy na jego posiadaniu, niech go ma. Ja chcę tylko jednego. Zabić, rozgnieść. A później te popieprzoną parę butów, dla której motywacją do wrestlingu jest jakiś durny pas, pieprzonego króla Deamusina. Jeżeli kogokolwiek, poza tym bęcwałem Tonym to interesuje. Żałosne. Nie wiem, co ludzie widzą w tym pasie, ogólnie w sukcesach. Pas.. jest niczym innym jak świecidełkiem. Jest dla was skarbem. A tak naprawdę jest gówno warty. Za 50 lat o was zapomną, a ja.. nie mam zamiaru tak skończyć. Ja mam zamiar zrobić coś po czym przez następne 2 wieki wrestlingu, komentatorzy będą używać nowego idiomu. „Zrobił masakrę, jak Ieshige”. Tak, o to mi chodzi. A nie być pieprzoną gwiazdką w archiwum z wyników gali i posiadaczy pasa X. A wy, możecie być pewni. Że wasza krew, wasz ból, zacznie tworzyć ten idiom. Wprowadzi go bestialsko w życie.

 

Śmiech wypełnił wyspę, a wiatr od strony oceanu zawiał mocniej, sprawiając wrażenie, jakoby był na rozkazy tego jednego, psychopatycznego patologicznego stwora. Który właśnie rozsypał od groma liści w jaskini. Wypełniając ją prawie w całości, a po chwili, ogień zaczął się rozprzestrzeniać. Powoli. Ieshige w tym czasie zaczął schodzić na plaże, spokojnym krokiem, aż w końcu znalazł się na piaszczystym podłożu i wpatrywał się w morze.

 

Ieshige – To tu się wszystko zaczęło. Trening, który nie dał za wiele. Pobyt w tym całym, dusznym klimacie. Jedzenie mchów i jakiś trudnych do zidentyfikowania owoców. Ciężkiego snu, oraz dziwnie spokojnego, rześkiego obudzenia. To tu. Cała ta „podróż”. Cały ten program. Cały ten czas. Pozostanie w pamięci. Był jak przejście przez ogień, czyż nie? Przez czysty ogień. Ogień, który pali, ale także, który oczyszcza… Przeszliśmy przez niego. Wszyscy, na tej pieprzonej wyspie. Jednak nie sądzę, by ktokolwiek nadawał się do opuszczenia tej wyspy bardziej niż ja. Wątpię. Nadal są bandą, porąbanych idiotów. Nieudaczników. Którzy w porównaniu do mnie, przeżywają swoje pierwsze przejście przez ogień. Po raz pierwszy są skazani na siebie samych. Nie ma kto zrobić jeść, przynieść coś do picia, kupić fajek czy podwieźć do domu. Nie ma nikogo, kto otoczył by ich ciepłym ramieniem, przytulił, przytłumił łzy, ścierając je z oczu. Nie ma, i długo nie będzie. Ale ludzie są tacy. Dopóki nie stanie się im złego, dopóki nie stanie im się krzywda i nie będą musieli być sami. Nie zrozumieją tego. Będą potrzebować ramienia, oparcia, pomocy. Nie dostaną jej jednak. Na tym to polega. Na tym ten cały program polega. Nie na treningu. Wiszenie na skale nic nie daje. SR Crazy to wie. I on nie zmierza do ulepszenia mięśni czy kultury. On zmierza do pokazania im życia. Prawdziwego, ciężkiego, pieprzonego życia. Tych pieprzonych młodzików. Ogień oczyszcza….

 

Ieshige uśmiechnął się szatańsko i zaczął mówić bardzo spokojnie, wolno, donośnie…

 

Ieshige – Nie sądzisz Vegard, Reebok? Ogień oczyszcza, wyżera wszystko. Krew, bród, rany. Jednak zostawia nowy ból, trudny do zidentyfikowania. I blizny. Może kiedyś zrozumiecie, co to znaczy. Może kiedyś.

 

Ręka Ieshige mimowolnie poszła do dziury na obojczyku. Zacisnęła się, a Ieshige przygryzł wargi. Widać było dziwne, pierwsze oznaki zdenerwowania…

 

Ieshige – Jutro, na gali, przekonacie się, co mam na myśli. Przekonacie się, jak oczyszcza ogień. Przekonacie się, że mimo bólu i oparzeniu, daję coś jeszcze. Coś wielkiego, ważnego. Właśnie jutro czeka was przeprawa. Dzika przeprawa, przez ogień, ścianę ognia, która pochłonie was tak jak tsunami jakąś tajlandzką wioskę. Dobrze o tym wiecie. Czujecie już nadchodzący ogień, czujecie, jak wokół was zatacza się dziwna posoka dymu. Widzicie znakomite abstrakcje, dziwne wręcz pomarańczowe odblaski…

 

Z niewyjaśnionych przyczyn, dym zaczął unosić się na wysokości skroni Ieshige, przelatując spokojnie. A odblask, pomarańczowy odblask zaczął odbijać się w kamerze…

 

Ieshige – Widzicie.. to co macie widzieć. Poczujecie, to co macie poczuć. Zapamiętacie to co macie zapamiętać. Na razie, wystarczają wam 2 słowa.. Chrzest Ognia…

 

Kamera odsunęła się, pokazując Ieshige z ziemi, pod kątek 45* stopni. A za jego plecami, znajdowała się fala ognia, wypełniająca całą jaskinię, wydobywająca się ze środka, pokrywając już górną część skały. A gdzieś w oddali huknął piorun rozdzielając niebo na pół….

 

 

//Krótko, nudno, ale co tam... //

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Ieshige

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Słyszałem plotkę o kolejnym tajnym spotkaniu w Orlando T. Khana z niejakim Shanem McMahonem, który od marca ma zostać pierwszym w historii GM AEW.
    • Jeffrey Nero
      Nigdy nie mów nigdy w wrestlingu...
    • IIL
      AJ'a czeka co najwyżej transfer do TNA. Byłby to generalnie genialny pomysł - przegrana z Guntherem na Rumble i "odejście" od WWE, ale za to definitywne zakończenie kariery w ich rozwojówce. Styles mógłby zdobyć tam w poetycki sposób jeszcze raz główny pas, itd i pojawić się kilka razy w tym roku, co bardzo wywindowałoby ten brand do góry.  Na AEW i walkę z Omegą oraz reunion z Bucksami nie ma szans.  
    • Jeffrey Nero
      Tak tylko to wrzucę   
    • GGGGG9707
      Mi się właśnie wydaje że to doprowadzi do odejścia Balora. Od kontuzji Doma było mówione że do RR zdąży wrócić więc jego wejście w walce jest niemal pewne (co nie będzie jakąś dużą niespodzianką bo wszystkie informacje podawały że na Rumble wróci). Balor nie przypadkowo dowiedział się na RAW że nie ma dla niego miejsca w RR Matchu a do tego te promo Liv do Balora. Typuję że albo Dom będzie w RR Matchu i go koncertowo przegra co zdenerwuje Finna że znowu Dom dostaje szansę mimo że ma już pas albo
×
×
  • Dodaj nową pozycję...