Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Pić albo nie pić.. (Vegard Jacobsen RP)


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  1 775
  • Reputacja:   2
  • Dołączył:  07.07.2006
  • Status:  Offline
  • Styl:  Jasny

Siedząc po turecku u brzegu rzeki, Vegard apatycznie wpatrywał się w koreańskie skośnookie ryby. W niczym nie przypominały norweskich łososi, nie posiadały nawet bród. Miast umykać przed czujnym wzrokiem rybaków, krążyły bez celu czasem jedynie przystając, aby rzucić na chłopaka pełne politowania spojrzenie. Wtedy ten odpowiadał im miną zmarzniętego, zagłodzonego i bezkreśnie zirytowanego wikinga czekającego w chacie na upragnioną odwilż. Przy tym nie przestawał obracać w palcach mocno już zaokrąglonej kostki cukru.

 

Vegard: Bezbarwny... bez smaku.... A jeśli to prawda? Wszak Ieshige wypełnił swe zadanie. Zdobył title shota czysto i klarownie. A co ze mną? Zawiodłem. Zawiodłem wszystkich, którzy nadal wierzą w Vegarda Jacobsena. Mogę być najwyżej wdzięczny za okazaną łaskę (niemal wypluł ostatnie słowo). Niegdyś chodziłem z podniesionym czołem. Wszem i wobec głosiłem potęgę narodów północy. A teraz siedzę w jaskini.... bo za takie wywody dostanę wpierdol (spuścił głowę, aby przyjrzeć się prezentowi od barmanki tkwiącemu teraz w jego dłoni). Czyżby warunkiem ujrzenia blasku chwały było wyrzeczenie się własnego dziedzictwa? Miałbym odrzucić wszystkie wpojone mi wartości i przyjąć zasady gry socjopaty?

 

Chłopak błyskawicznie zerwał się z ziemi. Zmrużył oczy i spiął usta, jakby miał zaraz wybuchnąć płaczem. Z bezsilnej rozpaczy potraktował najbliższe drzewo potężnym Superkickiem. System korzeniowy zaszeleścił żałośnie, gdy wyrwany dąb runął na wznak. Drzewo było na tyle duże, że korona opadła po drugiej stronie rzeki jako kraniec powstałego mostu. Wrestler stanął jak wryty nie mogąc uwierzyć we własną siłę.

 

Vegard: Pięknie, kurwa, pięknie. Jak nisko człowiek może upaść? Najpierw Hendrixon, teraz to. Who's next? Huarez?

 

Nagle dopadły go wyrzuty sumienia. Najznamienitsi skandynawscy prorocy, zwani Korpiklaani, po wielokroć wskazywali, jak ważny jest szacunek dla natury. I wódka.

Po chwili u jego boku stawił się przerażony Anarchibald. Biedne zwierzę zapewne przeczuwało borsuczą apokalipsę. Vegard podrapał go za uchem pragnąc uspokoić ich obu. Wtem uświadomił sobie, iż nie ma pojęcia, co kryje w sobie wyspa po drugiej stronie nurtu. W zasięgu trzydziestu metrów grunt obrastała bujna łąka okraszona białymi kwiatami. Dalej natomiast, niczym zwarty batalion żołnierzy, stał pierwszy rząd drzew i zarośli. Za nim kolejny, kolejny i jeszcze kolejny... Ale co kryje się dalej? Pytanie zupełnie zrozumiałe, gdyż Vegard dotychczas nie spotkał tu nawet małpy. A teraz pojawia się okazja, aby na nie odpowiedzieć. Zresztą lepsze to wyjście niźli dalsze przygnębianie się.

 

Vegard: Anarchie, chyba czas rozprostować kości. Hmm.. na horyzoncie zbierają się czarne chmury. Im szybciej wyruszymy, tym lepiej.

 

Vegard ostrożnie postawił stopę na wywróconym pniu. Prowizoryczny mostek sprawiał wrażenie dość solidnego, aby wytrzymać ciężar ludzkiego ciała. Norweg kilkoma zdecydowanymi krokami ochrzcił swe "dzieło". Następnie, mimo wyraźnej trwogi, dystans pokonał jego towarzysz. U bram buszu uczestnik programu "Wyspa 2009" chwycił leżącą w trawie gałąź do torowania sobie drogi. Zapuścili się w nieznane.

Minuty mijały, a krajobraz nie ulegał zmianie. Godzina, dwie. Nawet małpy w zasięgu wzroku! Niedoszły Daemusin champion już dawno zatracił kontakt z rzeczywistością oddając się błądzeniu myślami w przeszłości, teraźniejszości, a zwłaszcza w przyszłości. W pewnej chwili przypomniał sobie, że nie przeczytał jeszcze nowego listu. Raportu ze skijumping.pl pozbył się już na lotnisku. Kolejna porażka wcale nie zachęcała go do zagłębienia się w potencjalnie dołującą lekturę. Toteż wyciągnął z kieszeni tylko jedną wiadomość, opatrzoną nazwiskiem Erica. Tak jak się spodziewał, jego trener nie miał mu nic do przekazania. W kopercie odnalazł jedynie niewielką karteczkę od nieznanego nadawcy. Tym razem zgrabne litery układały się w słowa: "Odwagi, wilku Odyna. I tym razem miej oczy z tyłu głowy, bo w przeciwnym razie znowu ktoś Ci nakopie do dupy".

 

Vegard: Hehe, szczery do bólu. I jak widać zna się na wrestlingu. Cholera, kto to jest!? Eh.. w tej chwili i tak się tego nie dowiem. Kimkolwiek by nie był, zawsze to jakieś słowa pociechy.

 

Z każdym kolejnym krokiem flora się rozrzedzała ustępując miejsca ścieżkom wydeptanym przez zwierzęta. Norweg mimowolnie wzdrygnął się, gdy po mozolnym marszu w półmroku słońce nagle przebiło korony drzew i oświetliło mu twarz. Jednakże przyjął tą zmianę z wdzięcznością - chociaż odkrycie jedynej gwiazdy naszego układu planetarnego nie było satysfakcjonującym go wyczynem, to przynajmniej zostawił za sobą flotę nienażartych komarów.

Teren stawał się coraz mniej wilgotny. Droga obrana przez naszych bohaterów rozszerzyła się, a miękka glina przerodziła się w rozgrzany piasek. Zauważywszy to, Vegard nabrał złych przeczuć. Wbrew wprowadzonym przez SR-Crazy'ego konwenansom miał ochotę przeklnąć szpetnie swój los.

 

Vegard: Jeśli tam, na końcu, jest pustynia...

 

Pragnął jak najszybciej przekonać się o własnej niedoli. Poirytowany wzmagającym się upałem zamienił rytmiczny chód na trucht, a następnie wściekły sprint. Nieszczęsny Anarchibald bezskutecznie próbował dotrzymać mu kroku. Młodzian pędził nie przejmując się pnączami chlastającymi mu twarz. Zamknął oczy, aby żadna widoczna przeszkoda nie obudziła jego zdrowego rozsądku. Cwałował coraz prędzej... prędzej... Ieshige.... prędzej.... bezbarwny.... prędzej.... FTW.... prędzej.... PRĘDZEJ!!!

 

***

 

Przez następne parę minut czuł tylko mdłości i ciężki, norweski zdaje się młot łomocący w jego głowę. Mimo usilnych prób nie mógł się ruszyć. Usta wypełniała mu słodka krew. Hm, czyżby to woda nabrała smaku?

W dalszym ciągu nie otwierał ślepiów. Bał się kolejnego rozczarowania.

Wyczuł, jak znajmowy pyszczek obwąchuje mu dłoń. Nie, nie może tu tak leżeć! Musi wziąć się w garść i odprowadzić Anarchiego do jego domu. A potem...

Nichętnie dźwignął się nogi. Cała przednia część ciała zesztywniała od spotkania z ziemią. Przezornie obrócił się na pięcie i dopiero rozsunął powieki. Przed nim o przetrwanie walczyło parę spróchniałych, rachitycznych drzewek. Gdzieś w oddali zaczynała się puszcza, w której drugi koniec zapuścił się rankiem. U swych stóp dostrzegł wystający z gruntu korzeń. Więc to jest sprawca całego nieszczęścia. Korzeń... a wydawało się, że takie naciągane motywy występują tylko w filmach.

Młody wojownik powolnie przesuwał stopy zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Trwożyła go perspektywa brutalnej wiedzy, lecz pokusa była zbyt wielka. Nareszcie cały korpus wykonał zwrot o 180 stopni. Spojrzał naprzód... i zobaczył:

woda, istny bezkres potężnego żywiołu. Horyzontu nie szpecił żaden statek ni ląd. Jedynie tafla mrugająca do niego przyjaźnie refleksami światła. Nic dziwnego, że nie usłyszał szumu morza. Wszechpotężna natura spała tego dnia ledwo co podmywając piaszczyste wybrzeże. Vegard przyglądał się pozornie pospolitemu cudowi z rozdziawioną japą. Przypomniał sobie pierwsze chwile na wyspie, kiedy to dostrzegł bezmiar H2O na południu. Zatem przebył całą jej długość. Poznał więcej, niż którykolwiek z kolonistów. Nie miało to co prawda praktycznego zastosowania, aczkolwiek wystarczyło, żeby przywołać na jego lica pierwszy tego dniach uśmiech. Powolnie ruszył w stronę wybrzeża. Po przygodzie sprzed paru minut zjeżyłby się na samą myśl o pośpiechu. Już miał zamiar uroczyście zamoczyć ręce, gdy uderzył go smród. Oh, jakże wstrętnie znajomy fetor! On tu jest... tylko gdzie się ukrył? Vegard zaczął się gorączkowo rozglądać. Szybko dostrzegł źródło odoru - 20 metrów od niego widniał otwór jaskini, która nie przykuła wcześniej jego uwagi. Zbliżył się próbując odzyskać zimną krew. Anarchie zgiął nogi szykując się do skoku. Kochane nogi, nie sprzeciwiajcie się mej woli! Jeszcze jeden krok... czas stawić czoła przeznaczeniu. Jednak tuż przed wejściem chłopak stwierdził, że Ieshige tu nie ma. Pozostała tylko padlina. Szczątki nieszczęsnych ofiar, którym gilotyną były szczęki potwora. Wrestler mimo obrzydzenia wsunął się do środka. Odpowiedni kąt padania światła umożliwił mu dokładne zbadanie obskurnej jamy. Wnętrze wypełniały starannie obgryzione kości. Jedynym wolnym od nich kawałkiem przestrzeni był skrawek ziemi, na którym mógłby się skulić dorosły mężczyzna. Nie dostrzegając niczego przydatnego wygramolił się z jamy. Odbiegł na kilka kroków, aby odetchnąć świeżym powietrzem. Borsuk z chęcią pognał za nim - byle dalej od pieczary śmierci. Blondyn przystanął przed jednam z karłowatych drzewek. Nagle całą plaże przykryła ciemność. No dobrze, nie całkowita. Wyglądało to niczym nowa warstwa w Photoshopie, wypełniona czarnym brushem i ustawionym opacity na soft light 30%. Wiking zadarł głowę - ujrzane uprzednio szare chmury nie próżnowały w czasie jego wędrówki. Zgranym szykiem posuwały się na południe wydając raz po raz groźne burknięcia.

.

Vegard: Czas wracać przyjacielu. (wybuchnął śmiechem) O jejciu jej! Ta zakała nie potrafi nawet zrobić sobie posłania z mchu. Teraz pewnie rzuca w ryby kamieniami żeby mieć co jeść. Widziałeś te szkielety w środku? Czeka, aż zgłoszą się po nie Bracia Strach... Oh, my tu gadu gadu, a deszczyk w drodze. Naprzód, przyjacielu. Wracamy do domu.

 

Zadowolony ze swej przewagi intelektualnej Vegard promieniał jak neonowa jarzeniówka. Podążając utartym wcześniej szlakiem zagadnął borsuka:

 

Vegard: Wspominałem ci już, że niebawem odbędzie się Survival Horror dla wyspiarzy? Brzmi niezbyt kusząco, lecz nagrodą dla trzech najlepszych uczestników jest opuszczenie Korei. Prawdę mówiąc będzie mi nieco przykro opuszczać to miejsce... Anarchie, a może chciałbyś powrócić ze mną do królestwa Odyna? Zapewniam cię, że przemierzając norweskie knieje zewsząd napotykał będziesz kompanów twej rasy.

 

Anarchie: (ochocze warknięcie)

 

Vegard: Jednakże nie raduj się zbyt wcześnie. Nadal nie wiemy, na czym mają polegać zasady tej konkurencji. Na dodatek niemal wszyscy mamy po stokroć dosyć azjatyckich upałów. I niemożności chędożenia się... co tak na mnie patrzysz? Pragnę tylko zauważyć, że rywale będą niebywale zmotywowani. Zresztą przekonamy się o wszystkim na miejscu. Postaram się załatwić ci darmowe wejście na publiczność.

 

Dalsza podróż okazało się zanadto monotonna, aby choć słowem o niej wspominać. Wystarczy powiedzieć, że przed zmrokiem bohaterowie przekroczyli most oddzielający dwie części wyspy. Vegard uklęknął przed nieszczęsnym dzieckiem swej irytacji.

 

Vegard: Wybacz, przyjacielu. Znakomicie wykonałeś swe zadanie.

 

Sprawnym chwytem zepchnął drzewo do rzeki, aby dumnie płynęło po rzekach i ocenach tego świata. Ewentualnie zaopatrzyło wyspę w torf. Przez chwilę poprowadził wzrokiem odpływający konar, po czym zwrócił się twarzą w stronę, gdzie kilkanaście mil dalej może spotykało ląd.

 

Vegard: Zarząd wiedział co robić, gdy w debiucie postawił nas naprzeciw siebie. Pamiętasz to? Zabookowano nas w trzecim dark matchu. Ktoś z niebywałą intuicją musiał dostrzec czyhające wewnątrz nas pokłady wzajemnej nienawiści. Przyznasz pewnie, iż stworzyliśmy wtedy niecodzienny pokaz wrestlingu. Stykaliśmy się jak dwa pioruny skłócone o to, który ma przypierdolić w latawiec Franklina. Odtąd nasze drogi nieustannie się krzyżowały, potwierdzając tylko moją teorię - dla jednego z nas nie ma przyszłości. Jesteśmy jak Asgard i Helheim. Jak Harry Potter i Voldemort. Prędzej czy poźniej nastanie dzień, gdy jeden polegnie z ręki drugiego. Oczywiście pod warunkiem, że Norwegia nadal będzie potrzebowała FTW TItle, a twoja zatracona dusza zadawać męki wszystkiemu co się rusza. Dotychczas za każdym razem triumfowałeś nade mną. Teraz jednak nie popełnię starych błędów. Przede wszystkim - nie zlekceważę Reeboka. Nie mogę sobie wybaczyć, iż przez to idiotyczne imię zatraciłem czujność. Dostałem za to paskudną nauczkę, którą zapamiętam do końca życia. Aczkolwiek to nie Reebok ani jego pas jest moim priorytetem. Może nawet przesiedzieć całą walkę na herbatce z Esmeraldą. Potem powróci na arenę i pozna odpowiedź na pytanie, które mnie tak nurtuje - kto wtedy będzie leżał w kałuży własnej krwi? (sięgnął do kieszeni po kostkę cukru) Powiedziałeś, że nie mam smaku? Istotnie, masz rację. Ale dla krystalicznie czystej wody nie jest to konieczne. Jej zadanie to schłodzić w upalny dzień, orzeźwić po morderczym wysiłku. A jednak cukier bywa przydatny. Służy jako iluzja dla śmierdzącej kranówy, której nikt nie odseparował od gówna. Osłodzona sprawia wrażenie smacznej i pożywnej, lecz to wciąż ten sam cuchnący napój. Podoba ci się taki los? (odrzucił kostkę na ziemię) Die, die my darling. Die, die my Ieshige.

 

Potężny huk, błyskawica przecięła niebo. Deszcz niby fala runął na ziemię momentalnie roztapiając cukier.

2999686564ec3bcdf0a69b.jpg

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Milos

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Tak tylko to wrzucę   
    • GGGGG9707
      Mi się właśnie wydaje że to doprowadzi do odejścia Balora. Od kontuzji Doma było mówione że do RR zdąży wrócić więc jego wejście w walce jest niemal pewne (co nie będzie jakąś dużą niespodzianką bo wszystkie informacje podawały że na Rumble wróci). Balor nie przypadkowo dowiedział się na RAW że nie ma dla niego miejsca w RR Matchu a do tego te promo Liv do Balora. Typuję że albo Dom będzie w RR Matchu i go koncertowo przegra co zdenerwuje Finna że znowu Dom dostaje szansę mimo że ma już pas albo
    • Bastian
      Czyżby to było ostatnie RAW w karierze AJ Stylesa? Nadrabiamy!  Było kilkanaście miesięcy na to, aby ogarnąć pierwszą w historii WWE walkę CM Punk - AJ Styles. Jedyne, na co było stać federację to walka na RAW niemal na koniec kariery AJ'a, którą przerwał w dodatku Finn Balor  Irlandczyk będzie chyba takim przyjemnym przystankiem dla Punka aż do WM42. Na Royal Rumble walki Phil nie dostał, Elimination Chamber w Chicago, więc trzeba coś ogarnąć.   Swoją drogą, szkoda, że po tym, jak odebrano
    • IIL
      Ciampa is All Elite 🙂
    • Attitude
      Nazwa gali: AEW Dynamite #330 Data: 28.01.2026 Federacja: All Elite Wrestling Typ: TV-Show Lokalizacja: Cedar Park, Texas, USA Arena: H-E-B Center At Cedar Park Format: Live Platforma: TBS Komentarz: Excalibur, Taz, Tony Schiavone, Don Callis & Stokely Karta: Wyniki: Powiązane tematy: All Elite Wrestling - dyskusja ogólna AEW Dynamite - dyskusje, spoilery, wrażenia AEW Saturday Collision - ogólne dyskusj
×
×
  • Dodaj nową pozycję...