Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Z frajerami nie walczę


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  117
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  19.09.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Wy macie rację, ale my mamy karabiny.

Mao Zedong, przywódca Chińskiej Republiki Ludowej w latach 1949-1976

 

--------------------

Gdzieś w Azji:

--------------------

 

 

Kamera ukazuje naszym wspaniałym oczętom cudowne morze, a gdzieś tam w oddali widać wyspę. Realizator transmisji nie lubi sprawdzać naszej cierpliwości, więc zbliża się do niej. Jak się wszyscy domyślają pewnie (a jeśli ktoś się nie domyśla, to musi popracować nad kojarzeniem faktów i szukaniem związków przyczynowo-skutkowych), na wyspie tej rozgrywa się dramat (lub też ostry trening) grupki szczęśliwców, którzy zakwalifikowali się do wspaniałego show, jakim jest "Program Wyspa 2009". Kamerzysta pokazuje nam różne urocze zakątki tej malowniczej wysepki. Gęste lasy strzegące jej tajemnic, malutkie stworzątka biegającego tu i ówdzie w poszukiwaniu pokarmu (lub uciekając przed tym co szuka pokarmu, a intuicja podpowiada tym uroczym milusińskim, że wkrótce mogą dostać zaproszenie na obiad i to bynajmniej nie w roli jednego z pałaszujących). Kolejno widzimy jaskinie, rzeczki, strumyki, potoki, nawet jakiś milutki wodospadzik (do Niagary nie ma co on swoją wielkością startować, ale zawsze można jak to w bajkach lub filmach klasy “C” poszukać groty za wodospadem). Ogólnie można stwierdzić, że wyspa ta to zagubione miejsce, gdzie cywilizacja nie zdążyła jeszcze odcisnąć swojego piętna. Ten kto poszukiwałby ciszy i spokoju, by uleczyć swoje skołatane nerwy i odpocząć od ciągłej walki, jaką jest wspinanie się po kolejnych szczeblach zawodowej kariery, napewno mógł by tu się wyciszyć i "podładować baterię" przed kolejną ciężką walką jaka czeka go po powrocie do "normalnego" świata. Jako że realizator transmisji, nie jest idiotą i wie, że oglądanie stworów w puszczy i jakichś jaskiń, tudzież strumyków nie należy do zbyt ciekawych czynności, więc postanowił pokazać nam coś co będzie w stanie zaciekawić widzów.

 

Tak więc przenosimy się na plażę. Plaża jak to plaża kupa piachu i tylko brakuje resztek po fajkach. Gdzieś tam w oddali widzimy jakiegoś człowieczka, dłubie on sobie coś on w piasku. Nie ma on na sobie koszulki, odziany jest tylko w krótkie spodenki jeansowe. Jak już pewnie się wszyscy domyślają jest to nie kto inny, tylko nasz ukochany SR-Crazy. Biedaczek, co jakiś czas musi odgarniać swoje długie czarne włosy, gdyż zasłaniają mu widok. Pewnie wszyscy zastanawiają się co tak robi sobie nasz ten dożywotni posiadacz EWF TV title? Pytanie jest być może banalne, jeśli spojrzymy co znajduje się obok tego wspaniałego człowieka, obok wspaniałej kurtki chińskich sił powietrznych, która wisi sobie na wbitej w ziemię maczecie. Możemy mianowicie zobaczyć wiaderko (różowe) i małą plastikową łopatkę (niebieską). Dopiero teraz kamerzysta nam pokazuje, wspaniałe dzieło jakie SR wybudował z piasku. Mianowicie, swoimi cudownymi łapkami zbudował on piaskową replikę Zamku Cesarskiego w Poznaniu (można jednak zauważyć pewne różnice, co do aktualnej wersji tej budowli, SR wziął pod uwagę wieżę zegarową). Mimo, iż każdy normalny człowiek byłby zachwycony i zadowolony, gdyby udało mu się zbudować tak wspaniałe dzieło, SR nie był szczęśliwy. Nie wziął on pod uwagę rozmachu budowli (budował początkowo zwykłe babki z piasku za pomocą wiaderka, potem chciał się zakopać za pomocą łopaty, ale nie udało mu się) i wybudował ją zbyt blisko wody. Poważnie zagrażało to konstrukcji budowli, więc postanowił zbudować mur, niestety był on zbyt słaby, więc dobudował fosę, jednak zbudował ją zbyt blisko resztek muru, co skończyło się drobną katastrofą. SR myślał właśnie nad kolejnym genialnym rozwiązaniem (rozpatrywał: wykorzystanie aktualnej budowli, jako fundamenty kolejnej, drugą koncepcją było wylanie wody z morza za pomocą wiaderka, do dziury którą miał zamiar wykopać), na jego szczęście rozważania te przerwane zostały przez dźwięk wydobywający się z jego kurteczki, Crazy wyciągnął z niej swój telefon.

 

SR-Crazy: Tak.... Tak... Tak... za dużo wielokropków robię, przez ciebie, jeszcze pomyślą, że specjalnie... aha... dobrze... poczekam.

 

SR patrzy wymownie na swój zamek (cokolwiek to ma znaczyć).

 

SR-Crazy: Ehhh, szkoda cię zniszczyć po 8 godzinach pracy, ale zrozum tak będzie najlepiej. Chyba Smela źle zbadał tą wyspę, bo wydaje mi się, że tu jacyś pierwotni ludzie mieszkają. Kto mógł tak bestialsko zamordować małpkę Fiki Miki. Lepiej, bym ja miał zniszczyć swoje dzieło, niż jacyś miejscowi barbarzyńcy.

 

Czterokrotny EWF FTW Champion przystąpił do niszczenia swojej budowli. Postanowił zrobić to w wielkim stylu, dlatego nacieszył się trochę możliwością użycia łopaty i skonstruował z niej quasi-katapultę. Chwile się tak pobawił, potem postanowił podeptać ją nogami, a na końcu wytarzać się w pozostałości niemieckiego symbolu pruskiego najeźdźcy. Po zniszczeniu swojego wspaniałego dzieła SR postanowił obmyć się w morzu (od tego tarzania w piasku troszeczkę się ubrudził). Potem ubrał się i zaczął wpatrywać się w niebo, jakby czegoś szukając wzrokiem, jakby na coś czekając. Po chwili jednak mocno się zdziwił, gdy zauważył płynącą w jego kierunku motorówkę. Crazy mimo zaskoczenia zapakował się do niej i zaczął rozmowę z jej operatorem.

 

SR-Crazy: Czemu transport drogą wodną, a nie helikopterem?

 

Człowiek: Niestety pewien zapaśnik koniecznie chciał opuścić wyspę drogą powietrzną, to było 173 kilo żywej wagi...

 

SR-Crazy: No i?

 

Człowiek: Black hawk down.

 

SR-Crazy: Nie skomentuję tego.

 

Bohaterowie (a raczej bohater, trudno uznać nowo poznanego człowieka, który nie dorobił się imienia za bohatera) odpływają w stronę zachodzącego słońca.

 

 

--------------------------------

1314234 chwilki później

--------------------------------

 

 

Znajdujemy się w Korei Południowej, a dokładniej w mieście Sokcho. Widzimy jakąś nadmorską hacjendę, pomijając przy długie wstępy, można powiedzieć krótko, iż jest to letniskowy domek Smeli o podwyższonym standardzie. Kamerzysta postanawia nam pokazać wnętrze, ogólnie można stwierdzić, że ładnie się wystrój prezentuje. Można zaryzykować stwierdzenia, że bogato, ale nie nowobogacko. Pośrodku obszernego pokoju, którego ściany zdobiły różne malowidła, kultury chińskiej, koreańskiej oraz arabskiej. Jednak najbardziej w oczy rzucają się malowidła zawieszone na ścianach, na jednym z nich ujrzeć możemy grupkę składającą się z trzech osób. Jak się zapewne wszyscy domyślają są to SR-Crazy, Miszka i Smela. Uwiecznieni na obrazie pałaszują sobie, jakieś węgierskie dania, nie był to jednak ani gulasz po węgiersku, ani placek po węgiersku, ale Tokań. Na stole widać tam również Palinke, uważany obserwator dostrzeże również w tle słynny autobus, którym podróżowała trzódka. Drugi obraz, który przykuwa uwagę, każdego kto wejdzie do pokoju, przedstawia już trochę inny rodzaj malarstwa (zdjecie + na portrecie jest bez gaciorków).

Po obejrzeniu ścian i miejscowych dzieł sztuki większość ludzi interesuje pewnie, inwentarz żywy. Mniej więcej po boku pokoju na wygodnym fotelu widzimy siedzącego (trudno stać na fotelu) SR-Crazy’ego, który ma założoną nogę na nogę, a rękach trzyma maczetę, na stoliczku (taka rzecz z reguły znajduje się koło sprzętu do siedzenia) widzimy różne profesjonalne ścierki, jakiś płyn i pastę do czyszczenia maczet (to chyba mówi nam, czym obecnie zajęty jest nasz główny bohater). Jeśli przyjrzymy się uważnie broni, którą w swoich dłoniach dzierży nasz brodaty bohater, to zobaczymy na niej jakiś napis w chińskim języku, niestety realizator nie chce zrobić na tyle dobrego zbliżenia, by móc zobaczyć co tam jest napisane (kolejnym problemem jest oczywiście brak znajomość tegoż języka). W innym kącie pokoju widzimy Smelę, siedzącego na taborecie, przed nim znajduje się płótno (oczywiście nie lewituje sobie, tylko jest na specjalnej konstrukcji stworzonej dla każdego malarza, małego i dużego). Widzimy jak dostojnymi pociągnięciami pędzla, obraz nabiera kształtów, a raczej widzielibyśmy, gdyby nie groźne spojrzenie Smeli, gdy kamerzysta próbował pokazać co on też tam maluje (wracając do groźnego spojrzenia Smeli, jeśli myślicie, że 33 kibiców Legii idących w waszym kierunku z typowym arsenałem na mecz, jest strasznym widokiem, to spojrzenie Smeli ma się do tego, jak Rawia Rawicz do Barcelony [jeśli nie zrozumiałeś: spojrzenie Smeli zabija jak spojrzenie bazyliszka lub Gambita z X-Men]). Jak widzimy Smela się dość dobrze urządził, znalazł nawet nowe hobby, można powiedzieć, że odnalazł również nowy sens życia, to już nie jest ten stary poczciwy Smela co kiedyś umiał powiedzieć tylko dwa słowa (a raczej wydać tylko dwa dźwięki) i do tego jednego dość szybko zapomniał, zostało mu wtedy to jedna, ale odmieniane na wiele różnych sposobów: "beeeek". W tym momencie Super Crazy skończył polerować swoją maczetę i zaczyna oglądać ją w lustrze, dość niespodziewanie odrzuca on jednak swoją broń z przerażoną miną i ucieka w kąt pomieszczenia kryjąc się częściowo za jakimś małym mebelkiem.

 

SR-Crazy: To Miszka, to duch Miszki... widziałem w lustrze ducha mojego byłego podopiecznego.

 

Smela (nadal zajmuje się swoim dziełem, nie odrywa od niego nawet wzroku i odzywa się do swojego mentora głosem tak emocjonalnym jak głos lektora Polsatu): Co miałby robić mój przyjaciel Miszka w lustrze?

 

SR-Crazy: Nie wiem, gdzie jest Miszka boje się to przeze mnie umarł, teraz będzie mnie nawiedzać do końca moich dni. Nie potrzebnie z nim się rozstawałem, powinienem przy nim być jak matka przy swoim dziecku. Za wcześnie uznałem, że jest samodzielny, gotowy życia w tym ciężkim świecie. Powinienem wiedzieć, iż nie jest jeszcze gotowy by stawić czoła przeciwnością losu. Postąpiłem jak nieodpowiedzialny mistrz, który zbyt wcześnie wypuścił spod swoich skrzydeł swego ucznia. Jak ja się głupio zachowałem. Miszka przepraszam, byłem młody i głupi, niedojrzały... wybacz mi.

 

Smela: Mistrzu, mentorze uspokój się! Przecież Miszka żyje i nic mi nie wiadomo o jego śmierci. Dodatkowo Bogdan użyczył mi paru swoich ludzi i szukają go, więc myślę, że znalezienie go jest tylko kwestią czasu.

 

SR-Crazy: O ile mnie pamięć nie myli w Dark Division mieli podobny problem i chyba 5 lat już szukają swoich ziomków.

 

Smela: Nie porównuj ludzi Bogdana, do jakiś Doktorów VooDoo Białych. To są profesjonaliści i najlepsi ludzie w swoim fachu, odnaleźli by nawet przysłowiową igle w przysłowiowym stogu przysłowiowego siana...

 

Smeli nie udaje się skończyć swojej pochwalnej wypowiedzi na cześć Hae Baeguka, gdyż zaczyna grać jakaś dziwna piosenka [http://www.youtube.com/watch?v=w7xBt-W3ZHQ] i zostaje on zmuszony do wyciągnięcia z kieszeni swojego telefonu LG w kształcie wódki.

 

Smela: Tak słucham... zrozumiałem. (zwraca się do swojego mentora) Widzisz mistrzu właśnie dzwonili profesjonaliści od Baeguka, co prawda Miszki jeszcze nie znaleźli, ale według najnowszych danych znajduje się on w Siedmiogrodzie. Prawdopodobnie w ciągu tygodnia uda się go przetransportować do Polski lub tutaj.

 

SR-Crazy: A co on jest Wład III Palownik? Co on robi w Siedmiogrodzie na wampiry poluje?

 

Smela: Jego rodzina gdzieś tam podobno żyła i zawsze mi mówił, że chciałby tam osiąść na emeryturze (w tym momencie w wielu filmach lub serialach zastosowano by sprytny zabieg o nazwie flashback, niestety nie jesteśmy w stanie czegoś takiego zaprezentować, więc musimy uwierzyć Smeli, iż tak rzeczywiście było).

 

SR-Crazy: Przez to będę miał jeszcze większe wyrzuty sumienia, ja nic nie wiem o swojej trzódce, jak mogę nazywać się przywódcą trzódki, jak nic nie wiem o swoich owieczkach? Czy wyobrażasz sobie ojca, który nic nie wie o swoim ukochanym synu albo matki, która nie interesuje się swoim dzieckiem? Zawsze myślałem, że łączy nas specjalna więź. Myślałem że jesteśmy połączeni nie krwią, ale czymś większym, sądziłem iż wytworzyła się między nami głębokie połączenie, którego nie rozerwie wiatr, ani woda. Jak ja się myliłem, jaki ja byłem niemądry

 

Smela: Mistrzu nie biczuj się tak słowami, bo czyż nie mówią iż od myśli ważniejsze są czyny.

 

SR-Crazy: Od teraz się poprawie, będę dobrym mistrzem, co będzie dbać o swoje dzieci. Tak zaczniemy na nowo po odnalezieniu Miszki

 

Smela: Mistrzu nie lepiej na razie skupić się na walce swojej, potem na ludziach na wyspie. Po co próbować odbudowywać coś co jest świetne. Słyszał mentor jak reagowali niektórzy prawie dwa tysiące lat temu na pomysły burzenia i odbudowywania świątyń. Mistrz ma kontrowersyjne i ciekawe koncepcje, ale Miszka to dorosły człowiek i na pewno poradzi sobie w życiu. Tymczasem chciałbym przypomnieć, iż niedługo mamy samolot, więc powinniśmy się zbierać.

 

SR przygląda się pięknemu obrazowi na ścianie, tymczasem Smela wykonuje jakieś dziwne rzeczy, ze swoim telefonem, po chwili przypatruje się przypatrującemu się mistrzowi.

 

Smela: Niech się mistrz nie martwi niedługo dojdzie kolejny obraz w takim stylu, to mistrz będzie miał się czemu i komu przyglądać, gdzieś miałem nawet zdjęcie (Smela szuka zdjęcia i szybko podaje je mentorowi [zdjęcie pani paszczur])

 

SR-Crazy (patrząc na zdjęcie): Kiedyś używano tony pudru, teraz parę godzin w fotoshopie. Ja bym nie chciał widzieć tego na żywo i w dodatku w jakieś zbereźnej pozie. Tyle ładnych Polek i Azjatek po świecie łazi, a ty musiałeś akurat takie coś wybrać?

 

Smela: Niech mentor się nie martwi, namaluje to w kubistyczno-impresyjno-ekspresyjnym stylu z nutką dekadencji i z miejsca zdobędzie uznanie krytyków, jeszcze tylko w tle umieszczę jakiś kontrowersyjny symbol i zostanę królem malarstwa.

 

Do pokoju wchodzi człowiek ubrany w biały fartuch, który pewnie jest lekarzem, razem z nim pojawia się urocza postać płci przeciwnej do płci lekarza. Łatwo się domyślić, że jest ona pielęgniarką. Mają ze sobą jakiś medyczny sprzęt strzykawki i inne przyrządy, które służba medyczna nosi przy sobie.

 

Lekarz: Pora na zastrzyk, dzisiaj mam do zaoferowania wódkę wytwarzaną ze spirytusu zbożowego w jednym z najnowocześniejszych zakładów rektyfikacyjnych na świecie. Unikalny proces 4-krotnej destylacji oraz filtracja węglowo-miedziowa nadają jej niezwykły smak i zapach.

 

Smela: O moja ulubiona.

 

SR-Crazy: A co ta wóda z KGHmu jest, że ją z miedzi robią?

 

Lekarz udał, że nie słyszy uwagi SR-Crazy'ego napełnił strzykawkę przezroczystym płynem i wbił Smeli w żyłę. Smela zrobił dziwną początkowo lekko smutną minę, ale po chwili na jego ustach pojawił się błogi uśmiech. Pielęgniarka wyjęła jakiś wacik i pomasowałą miejsce ukłucia. Po chwili pracownicy służby medycznej opuścili pokój i zostawili zaskoczonego Crazy'ego oraz radosnego Smelę.

 

SR-Crazy:: Co to było? Czy ja coś ważnego przegapiłem?

 

Smela: Zastrzyk, nie miałeś nigdy czegoś takiego? W Chinach ani w Meksyku?

 

SR-Crazy:: Zauważam różnice między zastrzykiem leczniczym lub mającym na celu pobranie krwi, a wlewaniem sobie dożylnie alkoholu.

 

Smela: No cóż musiałem pozbyć się problemu alkoholowego...

 

SR: Skuteczny sposób.

 

Smela: Byłem u wielu psychologów, straciłem na nich wiele sesji. Możemy wyjść z tego problemu mówili zawsze na początku, ale nigdy im się nie udało mnie wyleczyć. W sumie co tu leczyć? Nie pije jakoś szczególnie dużo, więc nie uważałem mojego nadużywania alkoholu za problem. W końcu jak to mówią, dzień bez flachy to jak dzień bez picia... czy jakoś tak. W każdym razie ostatnio trafiłem do świetnej pani psycholog (tu warto zanaczyć, że Smela nie lubi psycholożek, alergolożek lub politolożek i tym podobnych śmiesznych tworów językowej politycznej poprawności), która zmieniła taktykę. W końcu po co walczyć z czymś co nie przeszkadza, a alkohol zdrowy jest, wszyscy przecież polecają lampkę wina do obiadu. Tak więc ustaliliśmy, że zaatakujemy ten element, który najbardziej przeszkadza, czyli zapach jaki wydobywa się z paszczy pijanego mężczyzny. Dlatego uznaliśmy, że najlepiej pić przez strzykawkę obsługiwaną przez specjalistów, dzięki temu nie musze wstydzić się już problemu alkoholu, a nawet mogę być z niego dumny. Wszelkie problemy takie jak przedawkowanie również odpadają, gdyż jestem otoczony profesjonalną medyczną opieką. Jest jeszcze jeden powód dla którego nie mogę rzucić alkoholu i jest nim strach przed lataniem, niestety melisa, ani panadol lub też aviomarin nie pomagają...

 

SR-Crazy:: Nie sądzę by wymienione leki miały jakiś wpływ na zmniejszenie strachu.

 

Smela: W każdym razie dzięki temu sposobowi nadal jestem radosnym Smelą, nadal mogę pić i nie muszę bać się samolotów.

 

Tą radosną rozmową kończymy ten akt tego dramatu, jaki to akt i jaki to dramat nie wiem bo nie jest to dramat. Jak się domyślamy nasi główni bohaterowie przetransportują się do Polski.

 

-----------------------------------------------------

512637523167521367153 chwilek później

-----------------------------------------------------

 

Jesteśmy wreszcie w Polsce, a dokładniej w Inowrocławiu, znaczy się w Bydgoszczy. Piękna okolica, ptaszki, trochę zieleni, więcej podziurawionego asfaltu, parę ładnych budynków, dużo więcej mniej ładnych lub wręcz brzydkich. Ot taki typowy Polski architektoniczno-urbanistyczny potworek. Kamerzysta pokazuje nam miejscową halę, gdzie za 3242343242 chwile odbędzie się kolejna gala EWF z cyklu HD. Realizator transmisji pokazuje nam wspaniałe korytarze w środku i tym podobne i dość szybko przenosimy się do szatni SR-Crazy'ego. Nasz wspaniały heros siedzi radosny na środku pokoju i coś pisze długopisem na jakieś kartce. W jego szatni jak zwykle pusto zero sprzętów, ot takie puste pomieszczenie, w którym można się skupić i wyciszyć, a także naładować baterie przed walką. Do pomieszczenia wchodzi Smela, w łapkach trzyma on jakąś teczkę (nie trzeba zdać świetnie matury by się domyślić, że znajdują się w niej jakieś dokumenty lub papiery).

 

Smela: Mistrzu! Mistrzu! (w tym momencie patrzy na SR'a) Co mistrz pisze?

 

SR-Crazy:: Postanowiłem spisać zasady dla moich nowych podopiecznych. Rozumiesz taki kodeks postępowania, który będzie ich drogowskazem i będzie ich prowadził przez życie. Nie ma już miejsca na pomyłki, więc im szybciej go spisze i im szybciej wbije go im do głowy tym lepiej.

 

Smela: jak zwykle wspaniała koncepcja mojego mistrza. Ja natomiast przyniosłem swojemu mentorowi coś wspaniałego i bardzo pomocnego w walce. Mianowicie raport scouta, który obserwował przeciwnika twego i spisał w tym raporcie (Smela pokazuje wzrokiem teczkę, którą trzyma w łapce) wszystkie najlepsze i najgorsze jego cechy, także ważne ogólne informacje, jednym słowem wszystko to co chcielibyście wiedzieć o Scotty' m, a baliście się zapytać. Ogółem można powiedzieć, że jest to ważna i przydatna rzecz przed walką.

 

Smela podaje raport swojemu mentorowi, Crazy wyjmuje te parę stron z teczki i zaczyna przeglądać.

 

SR-Crazy:: Jedna z ksywek to Szahid?

 

Smela: Nie tak, zły akcent na ostatniej stronie są dokładne wskazówki, jak to mocno akcentować, by Scotty Iwashiro był zadowolony.

 

SR-Crazy (przewraca na ostatnią stronę, której połowa zajmują dziwne wskazówki na temat akcentowania słowa Szahid, nawet można zauważyć przyklejoną kartę pamięci SD na której znajduje się zapisy słowny wymowy): Dobra nie będę używał tego przydomku, co my tu dalej mamy? (wraca do pierwszej strony i czyta dalej raport) Chiaki, Chiaki. Hmmm (przyjmuje pozę myśliciela) Czy tylko ja uważam, że występowanie dziewczynki w różowych sukienkach koło takiego skurwiela jest co najmniej dziwne. Czy on próbuje ocieplić swój wizerunek, czy coś w tym stylu, bo sensu w tym żadnego nie widzę.

 

Smela: Myślę, że to bardziej złożona sprawa... Ma to związek z pewnym wypadkiem. Ta Chiaki to się uderzyła w głowę.

 

SR-Crazy : Ten Whiped to chyba sobie swój srebrny gwóźdź w potylice wbił.

 

Smela: Wszystko możliwe mentorze.

 

SR-Crazy:: Hmmm buty z krokodyla? Mam nadzieje, że nie z Dundee'go. Po co ja to czytam? Przecież 4 lata w puszczy nie spędziłem by teraz bać się jakiegoś dziwnego psychopatycznego człowieka ze skłonnościami do zadawania bólu i cierpienia swoim wyimaginowanym przeciwnikom (w tym momencie spogląda w raport), wygrał z JJJ, Y2J, Izzym Dizzym, Naszem Jazzczurem. Co to w ogóle są za ludzie i skąd oni się wzięli? Tego drugiego kojarzę jeszcze z jakiegoś Ladder matchu, ale reszta? Jakieś nieznane mi pionki? I komu on chce zadawać ból? Różowej lalce Chiaki? Smela nie martw się, nie po to ciężko kiedyś trenowałem, bym teraz przegrywał zaraz po powrocie. Co prawda dawno nie uczestniczyłem w tym biznesie, ale jeszcze trochę ikry w sobie mam. Nie martw się nie zlekceważę go, ale patrząc na ten raport i porównując to z jego wspaniałymi osiągnięciami musze powiedzieć, ze to naprawdę dobry człowiek. Nie lubi walczyć i wygrywać, bo musiałby swoich pokonanych przeciwników okładać gwoździem z białego złota. Widzę w nim pokłady dobra, które tłumi pod maską złego i agresywnego człowieka, udającego psychopatę. Czeka mnie ciężki mecz, ale tylko dlatego, że wracam po długiej przerwie i nie sądziłem, że jeszcze kiedyś zdejmę z kołka moje wrestlingowe gaciorki.

 

Smela: Mistrzu mówisz to tak spokojnie, nie lekceważ jego ukrytych pokładów mocy, on na pewno uczynił niesamowite postępy i na pewno nie będzie łatwym przeciwnikiem.

 

SR-Crazy:: Mój drogi uczniu, przyjacielu. Nie lękaj się, na pewno nie zlekceważę mojego przeciwnika, bo ja nigdy nie lekceważę nikogo nawet mrówki na drodze, ani ślimaka pod moimi stopami. Tak mnie wychowała (przez ostatnie 4 lata) chińska kultura. Nauczyła mnie też szacunku dla wszystkiego co żyje, a także dla natury martwej. Poza tym, czyż nie żółw wygrał pojedynek biegowy z szybkonogim Achillesem w jednym z paradoksów Zenona z Elei?

 

Smela: Myślę, że to nie do końca o to chodziło...

 

SR-Crazy:: W każdym razie nie martw się. Do tego pojedynku wyjdę zwarty, silny i gotowy, nie dam się zaskoczyć i tym podobne. To będzie wielki powrót na ring, powrót z klasą i elegancją, bo tak powinien wracać Szaleniec do czynnego wrestlingu.

 

Smela: Może jednak rozegrać jakiś sparing przed walką, z jakimś Jobberem #1 lub Jobberem #2? Oni zawsze też są chętni i gotowi by pomóc każdemu wrestlerowi w powrocie do formy.

 

SR-Crazy:: Nonsens. Nie po to latałem przez 4 lata po lasach i nie po to ćwiczyłem chińskich pływaków, by nagle trenować tuż przed powrotem przy jakieś wesołej muzyczce, bo musze wrócić do formy. To całkowicie zbędne. Ja nie leżałem do góry brzuchem przez te par lat, tylko ciężko ćwiczyłem (siebie lub innych) i rozwijałem swoją tężyznę fizyczną. Nie musze już nic robić, mogę całymi dniami zajadywać się brzoskwiniami z mojego mandżurskiego sadu i nadal będę w formie. Chociaż nie powiem poskakałbym sobie i popodnosiłbym jakieś żelastwa w rytm tej muzyki (wyjmuje telefon i puszcza muzykę [http://www.youtube.com/watch?v=2F-nt7aC_JQ&feature=fvst]), ale za stary wróbel jestem na to. Sparing mi nie potrzebny bo co ja jestem mistrz Szakal, czy co by sie sparingować?

 

Smela: No w sumie nie.

 

SR: Właśnie dlatego chodźmy w kierunku ringu, o ile mnie pamięć nie myli już tam jakieś zabawy i pokazy robią zapowiadające najnowszą galę. Pofikam sobie kozly, pozdrowie moją publiczność wspaniałą, a potem już na gali pokaże im, że wróciłem i wszyscy będą szczęśliwi i ja będe szczęsliwy... mam nadzieje, że Miszka także będzie się radował i będzie z nami, jak nie ciałem to chociaż w swej duchowej formie.

 

Smela: Jak wygląda duchowa forma Miszki?

 

SR: Oj już nie łap mnie za słówka. Chodźmy, nikt nie woła

 

Jak zapowiedzieli, tak zrobili. To znaczy wyszli drzwiami (po ich otwarciu), realizator transmisji pokazał nam jesze jak dziarski krokiem szli korytarzem, a potem znikneli w czeluściach mroku (to znaczy skręcili w lewo, bo było rozgałęzienie drogi).

 

-----------------------------------

324234 chwilek później

-----------------------------------

 

Znajdujemy się w miejscu właściwym hali, cyzli tam gdzie jest ring. Trwają tu jakieś "pokazy i zabawy" (jak to wcześniej określił Super Crazy). Widać zgromadzonych fanów na trybunach, ich liczba nie poraża, ale i tak jest ich całkiem sporo, jak na rangę tej imprezy. Realizator pokazuje nam stanowisko komentatorów, jednak nie znajdujemy tam, ani Tostera, ani też Janka Kowalskiego, najwyraźniej mieli ciekawsze rzeczy do roboty, w końcu to też są ludzie i nie muszą się katować oglądaniem pojedynków Jobbera #1 i Jobbera #2. Ogólnie można stwierdzić, że jak na EWF atmosfera jest bardzo spokojna, a wręcz sennna, jednak dobry obserwator i ekspert sceny wrestlingowej może już dostrzec zalążek tego wspaniałego święta jakim zapewne będzie EWF HD "Ekskomunika".

Niestety ta leniwa atmosfera musiała się skończyć i tak też się właśnie dzieje, gdyż z głośników zaczyna grać znana wszystkim pieśń SR-Crazy'ego, a mianowicie LimpBizkit "My way" i pod Felkotronem zaczynamy widzieć zarys 2 męskich sylwetek, jak pewnie się wszyscy domyślają są to SR-Crazy i jego wierny kompan, tworzący w tej chwili sam Trzódkę. SR ubrany w koszulke "Jestem fanem Dark Avengera" i w krótkie spodnie powoli zmierza na ring, w między czasie bawiąc się z fanmi, a to dotykający ich swoimi rękoma, a to rozdając jakieś autografy lub też pozwalając się sfotografować z noworodkiem, bądź też innymi nieduzymi dziećmi, które SR może unieść na ręce. Za nim oczywiście idzie jego wierny kompan Smela, który również jest entuzjastycznie witany przez bydgoską publiczność. Tak wolnym i spokojnym krokiem dawny ulubieńiec fanów dochodzi do ringu, gdzie wchodzi na każdy z narożników i wita się z publicznością zgromadzoną na arenie. W tym czasie jego wierny kompan poszedł zapewnie szukać mikrofonu, co by jego wspaniały mentor nie musiał się wydzierać do swoich fanów i mógł spokojnie mówić i być przez wszystkich rozumiany. Crazy w końcu dostaje w swoje zgrabne łapki mikrofon, jego mina wyraża wielkie zadowolenie i radość, że po tak długim czasie znowu może przemówić do swoich wiernych fanów, których kilku wyraźnie widać na trybunach (można to rozpoznać po różnego rodzaju transparentach, które trzymają kibice zgromadzeni dzisiaj na hali, wymienie tutaj tylko kilka z nich: "SR-Crazy weź mnie na Wypie", "Też jestem chińskim pływakime" "SR-Crazy kocham Cię" i tym podobne, jakże ckliwe transparenty możemy zauważyć na trybunach).

 

SR-Crazy:: Witam zgromadzoną publiczność i moich fanów!!!

 

Mega super cheer

 

SR-Crazy:: Jak się dzisiaj bawicie?

 

Lekki cheer, da się usłyszeć wołanie kilku fanów: "Nieźle", "dobrze", "[słowo które służy niektórym za znak interpunkcyjny]”, "moja zapiekanka".

 

SR-Crazy: Ja też mam się dzisiaj nienajgorzej. To wspaniale stać w tym miejscu po tylu latach i widzieć wciąż swych oddanych fanów, którzy by mi nieba przychylili, gdybym o to poprosił. W skrócie mówiąc jesteście cudowni (mega hiper cheer). Tyle lukru tu nikt oprócz Y2Ja nie wylewa. Naprawde ciesze się, że pamięć o Crazy'm i jego wiernej Trzódce przetrwała próbe czasu i nadal znajdujemy się w sercach fanów i sympatyków EWF (cheer + różne odgłosy tytpu SR i Smela). Jednak nie zjawiłem się tu tylko po to by wyrazić swoja radość z powrotu do tak wspaniałych fanów, lecz po to by przekazać wam miło wiadomości, a mianowicie wracam do czynnego wrestling (radość fanów). Tak, tak was milusi Szaleniec znów zmierzy się z przeciwnościami losu w ringu, po to by zadowolić swoich fanów i wlać radość i pocieche w wasze serca. Moi pierwszym przeciwnikiem będzie... eeee... (w tym momencie Smela coś krzyczy do swojego mentora), a tak Scotty Whiped będzie moim przeciwnikeim. Nie wiem, czy go znacie, bo ja szczerze mówiac w ogóle nie miałem przyjemności go poznać. Niestety nie walczyl w moich czasach, więc myśle, że dowiem się onim czegoś więcej w trakcie walki. Na dzień dzisiejszy mam mu do przekazania tylko dwa słowa: Szahid (tu warto zwrócić uwage, że SR zakcentował to słowa tak wspaniale, że sam Sccoty byłby z niego dumny) jesteś mamelukiem!!! (cheer + śpiewy "kochamy cię alleluja").

 

W tym momencie SR-Crazy wyskakuje z ringu podchodzi do publiczności i zaczyna się z nimi bawić i radować, śpiewać pieśni weselne i chwalące jego osobe. Po chwili wszyscy decydują się na uroczyste odśpiewanie ulubionej pieśni [http://www.youtube.com/watch?v=w7xBt-W3ZHQ]Smeli. Szło to troche topornie, ale aktualnie jedyny członek Trzódki przygotował na Felkotronie karaoke, tak więc za drugim razem udało się to w miare sprawnie odśpiewać. Po tych krótkich tańcach i zabawach Dożywotni EWF TV Champion postanowił wrócić na ring.

 

SR-Crazy: Tak, tak, nawet nie wiecie jak jestem szczęsliwy, jednak wróćmy do spraw już bardziej przyziemnych, a więc do pana Szahida. Tak więc jak już wspomniałem nie za bardzo wiem kim jest ten uroczy chłopak, ale licze, że stoczymy świetny i epicki pojedynek i wygra najlepszy z nas. Oczywiście ostatnie moje słowa są kłamstwem, bo mam nadzieje, że wygram ja, moge zaryzykować, że łaknę tego zwycięstwa, jak sucha ziemia łaknie wody, bądź też jak masochista pragnie by mu zadawano ból. Musze cie niestety zmartwić panie Whiped'dzie, bo pożądam zwycięstwa i zrobie wszystko by ten mecz wygrać. To będzie moja pierwsza walka po tak długiej przerwie i w sumie trudno sądzić, że wracam tylko by przegrać z jakimś psychopatycznym wariatem, którego miejsce jest raczej w psychiatryku, aniżeli w poważnym wrestlingowym światku. Nie wspomne już gdzie powinien się znaleźć ten gwóźdź z białego złota. Tak, tak, właśnie tam. Niestety ktoś próbuje zrobić z EWF cyrk zatrudniając takich różnych półzabawnych cudaków. Nie martw się jednak pokaże ci na Ekskomunice kawał świetnego wrestlingu i zobczysz, że ten zawód to nie przelewki, ani zabawy w psychopatycznych morderców rodem z połączonej głowy doktora Mengele i Clauberga, a to wszystko doprawione szczyptą "Oddziału 731". Nie martw się jednak zbytnio, bo nie zadam ci bólu zbyt wielkiego. Wiesz dlaczego? Bo nie jestem jeszcze w wrestlingowej formie, gdybyśmy mieli spotkać się za dwie lub trzy moje walki, to hmmm używając twego języka: zorganizował bym niezłą masakrę nankińską na twym ciele. Teraz zapraszam na krótką przerwę reklamową.

 

W tym momencie spod Felkotronu wyjeżdża Smela, który prowadzi wózek golfowy (Jeśli ktoś się zastanawia, to tłumacze: w momencie, gdy jego mentor był na ringu on gdzieś zniknął, dlatego nie jest dziwne, że nagle pojawia się przy wejściu na ring), jedzie on w kierunku ringu, a na swoim pojeździe ma jakieś dziwne brązowe paczki. W końcu udało mu się dojechać do ringu, gdzie podszedł do niego SR-Crazy i wziął jedną taką paczuszkę, a następnie wrócił na ring.

 

SR-Crazy: Pewnie wszyscy zastanawiać się o co mi chodzi, ale zaraz wszystko stanie się jasne, poproszę o fanfary (zaczyna grać jakaś dziwna melodyjka, a SR wyciąga z paczki kilka białych bluzek z czarnym napisem "SR-Crazy dzieciom. Wszystkim"). Chciałbym wam teraz dać koszulki mojej wspaniałej fundacji, pamiętajcie by zawsze być gotowi na pomoc innym, a szczególnie tym najbiedniejszym, a jeszcze szczególniej dzieciom. Postarajmy się by ich życie nie było czarno-białe, ale kolorowe. Pomóżmy, otwórzmy serce na innych, na cierpiących, bo kiedyś my możemy potrzebować takiej pomocy. Miejcie serce i patrzcie w te piękne czerwone serduszka. Teraz Smela rozda wam koszulki, za symboliczną kwotę, którą każdy z was musi ustalić w swoich sercach.

 

Ogólna radość na trybunach. Smela i Crazy zaczynają rozdawać koszulki, wszyscy są szczęśliwi i radośni, panuje atmosfera wielkiego święta. Po skończeniu rozdawania koszulek, Crazy wraca na ring w dłoniach dzierży jeszcze jedną, nie otwartą paczuszkę.

 

SR-Crazy: Tak, tak widzę, że wszyscy jesteście szczęśliwi. Chce jednak powiedzieć, że mam jeszcze jeden prezent, tym razem jednak nie dla was moi kochani, lecz dla mojego przeciwnika Scotty'ego Whiped'a (w tym momencie otwiera on paczkę, a w środku znajduje się imitacja sławetnego gwoździa), tak mój przyjacielu mam dla ciebie wspaniały prezent, a mianowicie ulepszoną wersje twego gwoździa. Stworzona została ona specjalnie na zamówienie, wysadzana kryształami od Swarovskiego, także myślę, że będzie pasować do twojego stylu noszenia się, no i jak widać także jest wykonana z białego złota. Występują jednak dwie dość znaczne różnice z twą wersją, mianowicie jak widzisz końcówka tego dzieła nie jest zaostrzona, ba jest nawet pokryta specjalna gumą, co byś nikomu krzywdy nie zrobił, a mógł w spokoju się wyszumieć i wyszaleć okładając twych pokonanych, zamroczonych przeciwników po twarzy. Często rozmawiam z psychologami z racji tego, że zajmuje się swoją fundacją i zawsze mi mówią, iż dzieci w Chinach nie mają się gdzie wyszaleć, na czym wyładować złości, patrząc na ciebie sądzę, że w swym na pewno smutnym dzieciństwie również miałeś podobne problemy. Nie martw się jednak, po to stworzyłem właśnie tę organizacje, by pomagała dzieciom, a w gruncie rzeczy ty też jesteś takim małym, troszkę zagubionym i podrośniętym dzieckiem. Czuje się dlatego zobligowany, by pomóc, bo ja pomagam wszystkim, bez względu na pochodzenie. Moje serce jest zawsze otwarte dla każdego potrzebującego pomocy i zawsze gotowe by tej pomocy udzielić. Drugą drobną zmianą o jakiej mówiłem jest drobny napis, na tym niby gwoździu, "SR-Crazy dzieciom. Wszystkim". Mam nadzieje, że nie będzie zbytnio on przeszkadzał, nie rzuca się on zbytni w oczy, więc chyba przeżyjesz to i nie będzie to ujmą dla twej elegancji i klasy. Wiesz dlaczego daje tobie ten wspaniały prezent? Odpowiedz jest prosta, kiedy patrzymy na zło w sercach innych, to tak naprawdę patrzymy we własne serca. Pamiętaj o tym panie Szahidzie (tym razem źle zaakcentował). No tak zapomniałem jednak o jednej ważnej rzeczy (Crazy zaczyna bić się po głowie słynnym już gwoździem), zapomniałem o specjalnym opakowaniu dla tego ustrojstwa, przecież nie będziesz tego trzymać w papierowej torbie albo w foliowej siatce z Biedronki. Co za porażka, co za błąd (Crazy zaczyna się bić coraz mocniej tym sprzętem po głowie, mimo iż uderzenia wyglądają dość poważnie, to nie widać żadnych krwawych zmian na głowie Szaleńca, po chwili jednak przestaje on się samobiczować i staje jak pan pomnik z miną dość ciekawą, oznaczającą iż właśnie go olśniło). Jednak mogę pocieszać się, bo to ustrojstwo spełnia swe zadanie, nie czuje żadnego bólu, ani też nie widzę żadnych dziwnych zmian na głowie, więc jednak dobrze wykonali ten gwóźdź. Będziesz musiał niestety poszukać jakiegoś innego opakowania do niego, ja tymczasem owinę to w jakąś bezużyteczną szmatę.

 

Dożywotni EWF TV Champion zaczyna coś krzyczeć do Smeli, ten drapie się po głowie i wyciąga zza pazuchy jakąś dziwną, lekko wymiętoloną koszulkę w czarno-czerwone pasy. Prawdziwy fan calcio zauważyłby, że jest to koszulka klubu AC Milan, rzuca on swemu mistrzowi koszulkę, a ten owija swój prezent dla Scotty'ego Whipeda w trykot tego włoskiego klubu.

 

SR-Crazy: Przepraszam, że owijam to w taką bezwartościową szmatę, ale nie mam nic lepszego pod ręką, a ten łapserdak Smela zawsze nosi jakieś dziwne rzeczy przy sobie. Wracając do meritum sprawy... na czczym to ja skończyłem. Mówiłem już, że zniszczę ciebie i wygram nasza walkę? Chyba mówiłem, ale nie zaszkodziło powtórzyć. Mówiłem już, że będzie to jednak takie miłosierne zwycięstwo? Bo wiesz nie lubię ja krzywdzić młodych, bezbronnych i lekko chorych ludzi, dlatego nie sprawie ci zbyt dużego bólu, tylko będę się starał nie za bardzo cię skrzywdzić. Przecież wszyscy wiedzą, iż bycie słabszych nie ma sensu, a znęcanie się nad nimi jest chyba czymś żenującym i prawdziwym gentlemanom to nie przystoi, co jednak nie zmienia faktu, że mimo iż nie zawalczę na 100% swoich możliwości, to wygram walkę. Cóż spójrzmy prawdzie w oczy taki młody, nieopierzony knypek nie może stawić czoła potędze TV Champa. Jeszcze w historii żaden gołowąs ze mną nie wygrał i nie sadze byś ty miał być pierwszym z tej grupy, który mnie pokona. Naprawdę przykro mi z tego powodu, ale popatrz na to z innej strony. Dzięki tej walce zdobędziesz tak ważne doświadczenie, które jest bardzo przydatne w tym biznesie, no i kto wie, może w dalszej przyszłości uda się ci mnie pokonać. W końcu trening czyni mistrza, niestety ty będziesz musiał bardzo dużo potrenować i do tego bardzo ostro, ale kiedyś to na pewno zaprocentuje. O przez przypadek, dość nieświadomie dałem ci te koszulkę Milanu, zapominając jaka przykrość ich niedawno spotkała w meczu z Interem. Myślę, że nasza walka będzie wyglądać podobnie. Ty będziesz na kolanach jak frajer i tchórz błagał o litość, a ja będę tylko się zastanawiał, czy upokorzyć cię jeszcze bardziej, czy może jeszcze cię dobić byś nigdy już się nie podniósł. Nie martw się jednak nie zmasakruje cię tak, jak zmasakrowany został Milan, to nie w moim stylu, kłóci się to też z poszanowaniem dla każdego stworzenia, niezależnie od wielkości i szerokości. Chwila przerwy.

 

Crazy drapie się po łydce.

 

SR-Crazy: Niektórzy mogliby powiedzieć, że powinienem się obawiać pana Whipeda. No cóż... nie będę tu wspominał o moich dawnych sukcesach. One nie mają teraz większego znaczenia. Czasy się zmieniły, przeciwnicy są inni. Nie ma już... (smutnym głosem) .... Dark Avengera. Inne czasy! Inna rzeczywistość! Ja się swoimi zdobytymi pasami nie podniecam. Nic mnie to nie obchodzi, że zadebiutowałem w legendarnym PCW. Dlaczego miałoby to obchodzić kogoś innego? Za chwilę może zaczną wyciągać archiwalne nagrania gal i komentować to co robiłem przed laty? Jakiś dziwny historyzm zapanował w EWF. Do każdej walki trzeba zrobić podbudowę historyczną i sprawdzić co ktoś robił 5 lub 6 lat temu. Jeśli kogoś to bawi, to gratuluję... ale... ale... no właśnie... ale teraz sytuacja jest zupełnie inna niż kilka lat temu. Osoba, czyli ja SR-Crazy jest ta sama, ale zmienił się czas, zmieniła się przestrzeń, zmieniło się wszystko. EWF jest już zupełnie inne. Dlatego nie muszę walczyć już z Bubbą, Gambitem, Leopoldem Stuffem czy Avengerem. Taka jest naturalna kolej rzeczy. Jeśli ktoś uważa, że oni byli słabi to ja się pytam co te osoby wtedy robiły? Co? Podziwiały nas na ekranach telewizorów, a ich mamusie zmieniały im pieluchy. To właśnie robili! A teraz... czym różni się młodzieńczy Bubba od człowieka, który nadał sobie fascynujący pseudonim „jebany psychopatyczny morderca twojej cnoty panienko” (wszystko to wymówił na jednym oddechu i omal nie dostał napadu kaszlu). Scotty będzie mógł niedługo nakręcić nawet film... „Scotty ubiera się u Prady”. Kontynuacja wielkiego hitu dla zrozpaczonych kobiet w średnim wieku, których nikt nie chce. Tak Scotty tym właśnie jesteś! Podnieca się tobą elektorat po czterdziestce, prowadzisz burdel, bo jedyne kobiety jakie cię chcą to albo paszczury, różowe wariatki o umyśle dziecka albo właśnie kobiety w kwiecie wieku! 40-50 lat to piękny wiek! W sam raz dla ciebie. Scotty... Scotty... możesz sobie nosić 4 kolczyki z białego złota zakończone diamentami. Co tam możesz nawet nosić 10 takich kolczyków! Nikt ci tego nie broni! Ja ci nawet z serca życzę byś tam napchał ich jak najwięcej i pobił jakiś światowy rekord. Słyszałem, że jesteś fanem białego złota. Brawo, znów gratuluję. Ba! Zazdroszczę! Podobno nosisz też łańcuszek z napisem „kiedy noc zapada , powstaje szahid”? Brzmi nieźle, ale mam kilka lepszych propozycji. Posłuchaj: „Kiedy noc zapada, buszują łasice”. Ładnie? Coś jeszcze? Nie ma sprawy! „Kiedy ranne wstają zorze, Szahid nie może”. Hmmm... może coś oryginalniejszego? „Kiedy Chiaki jest różowa, to Mitsuko spaszczurona”. Nie, nie, to głupie. Nawet niegodne mnie. Nie martw się, jak już wspomniałem ja będę cię szanował tak jak szanuję każde inne żywe stworzenie. Możesz więc w tej chwili powiedzieć „to urocze” i dodać do tego jeden, albo jak szaleć to szaleć, dwa wielokropki! To chyba będzie jedyna rzecz o jaką nie będziesz musiał się martwić, bo raczej nie będzie mi się chciało pastwić nad tobą i twym ciałem, nie to nie dla mnie, zbyt męczące to wole skończyć ten pojedynek szybko i łatwo, bez tracenia czasu na głupoty. Dobra, o tym, że wygram mówiłem, że cię zniszczę, ale jednak nie tak kompletnie i niehumanitarnie także. Prezent pokazałem, przekaże go jednak później, bo teraz nie mogę. Co by tu jeszcze? Jak to mówiła jedno słowo może zastąpić czasem tysiące, tak więc powiem ci dwa, bo ja jestem hojny i dobroduszny człowiek: Scotty Whiped jesteś MAMELUKIEM!!

 

Mega cheer + skandowanie: mamelukiem, mamelukiem, mamelukiem.

 

SR-Crazy: Tak, tak Szahid możesz się pysznić, możesz się starać, możesz próbować zrobić wszystko, ale i tak na końcu zorientujesz się, że twe działania bezcelowe są, nie ma czasu, ani miejsca, ani płaszczyzny na której mógłbyś mnie pokonać. Musisz wiedzieć, że czekać cię może tylko i wyłącznie porażka. Wiesz dlaczego? Nie? Bo jesteś zwykłym, małym mamelukiem, a mameluki mają to do siebie, że z SR-Crazym przegrywają, bo gdyby było inaczej, to by nie nazywały się mamelukami.

 

SR-Crazy schodzi z ringu rzuca mikrofon gdzieś w kierunku publiczności, później rzuca swoją koszulkę w trybuny i powoli (wraz ze Smelą, który dołączył do niego po drodze) opuszcza Arenę, po drodze jeszcze przybijając klepkę z paroma swoim fanami i wykonując różne radosne gesty do swoich sympatyków. Smela w tym czasie także zdjął swoją koszulkę (z napisem na niej: Zjem Cię ver. 3.14) i dał ją jakieś miejscowej fance siedzącej w pierwszym rzędzie. Idąc w kierunku szatni mijają po drodze zaciekawionego Tostera, który akurat udawał się w odwrotnym kierunku, to znaczy wracał na swoje stanowisko komentatorów, pewnie by był zasmucony tym, że nie był obecny na najciekawszym wydarzeniu dnia, gdyby nie to, ze Tony sam jest wielką kurwa gwiazdą i to Tony Hogański kreuje najważniejsze wydarzenia w EWF, a nie odwrotnie.

 

---------------------------------

23423423 chwilek później

---------------------------------

 

Widzimy korytarz hali powolnym, ale dziarskim krokiem idą nim SR-Crazy oraz Smela. Niestety nagle zatrzymuje ich miejscowa osoba odpowiedzialna za przeprowadzanie wywiadów, a mianowicie Mariusz Max Kolanko. Jego postać może zwiastować tylko jedno, a mianowicie wywiad z SR-Crazy'm (lub ewentualnie Smelą, ale kto chciałby z nim wywiad przeprowadzać skoro obok niego taka wielka gwiazda i dodatkowo dożywotni posiadacz TV title).

 

Mariusz Max Kolanko: Dobry, dobry może krótki wywiadzik?

 

SR-Crazy: W sumie nawet bardzo chętnie, chociaż musimy się pośpieszyć, bo coś mnie gardziołko zaczyna boleć i chyba nawet chrypki dostałem (w tym momencie Szaleniec zaczyna głośno i ostentacyjnie charkać). Lepiej weź na spytki Smelę, on jest bardziej medialny w tej chwili i ma na pewno coś ciekawego do powiedzenia.

 

Dożywotni EWF TV Champion oddala się zostawiając swojego podopiecznego sam na sam z Mariuszem. Atmosfera zrobiła się co najmniej dziwna, Smela patrzy na pana przeprowadzającego wywiady dziwny wzrokiem, a ten natomiast sam nie wie co ma robić.

 

Smela: No i gdzie ten wywiad?

 

Mariusz Max Kolanko: No i gdzie ten Crazy? O co ja mam pytać ciebie, jakiś marny dodatek do głównego opakowania, mówiąc szczerze jesteś jak instrukcja do towaru, której żaden szanujący się Polak nie czyta, dopóki ten pierwszy nie przestanie działać.

 

Smela: Czy ty mnie obrażasz?

 

Mariusz Max Kolanko: Nie, chyba nie.

 

Smela: To dobrze, bo nie lubię, gdy ktoś się ze mnie śmieje. Mogę jednak w imieniu mentora powiedzieć, iż jest on dobrze przygotowany do walki i zrobi co w jego mocy, by ją wygrać. Wszyscy na pewno wiedzą, że SR-Crazy i jego fani to jedność, a on zawsze walczy dla swoich kibiców. Tak jak Leo Benhauer dla swoich pieniędzy. Dodam jeszcze, że na pewno będziemy świadkami wspaniałego widowiska, które na stałe przejdzie do historii EWF, choć myślę, że nie będzie to tak trwałe w pamięci wszystkich wydarzenie, jak słynny ladder match między Szakalem, a Y2J. Na pewno będzie ciekawie.

 

Mariusz Max Kolanko: Masz coś jeszcze do dodania?

 

Smela: Pragnę pozdrowić wszystkich moich przyjaciół, a także wszystkich fanów oraz każdego mieszkańca Węgorzewa...

 

W tym momencie w korytarzu pojawia się SR-Crazy, który zaczyna ostro gestykulować, machać łapkami i tym podobne. Smela widząc zdenerwowanego mentora biegnie w jego kierunku i razem oddalają się w stronę zachodzącego słońca (tak by było, gdyby nie to, że znajdują się w korytarzu hali, ale chodzi o koncepcje oddalania się w blaski słońca).

 

 

 

 

---------------------------------------------------------------

Koniec transmisji!

Jakby co to zapraszam do siebie, na Wyspę!

Trenuj z najlepszymi! Czyli z SR-Crazym!

Chcesz podbić EWF?

To ogłoszenie jest dla ciebie!

A jeśli już jesteś na Wyspie... to masz przejebane.

Dark Avenger – wróć!

6886753384ab4cd8908084.jpg

  • Odpowiedzi 1
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Ja Myung Agissi

    1

  • SR

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  1 864
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Nihil novi :P

EWF, III Oddział Kancelarii Osobistej Jego Imperatorskiej Mości.

Cultured Society|The Princess of Attitude.

I love the whisper of Attitude <3.

3926129444e3b08a90b45e.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Mr_Hardy
    • MattDevitto
    • MattDevitto
      Gdyby nie chodziło o AJ'a to jeszcze może bym się łudził, ale Styles nie należy do osób w tym biznesie, które rzucają słowa na wiatr. Poza tym z wieloma zawodnikami z AEW AJ i tak przecinał się przez lata na różnym etapie swojej kariery...
    • KPWrestling
      Trzecia pula biletów trafiła do sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 4 Data: 29.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Morioka, Iwate, Japan Arena: Iwate Prefectural Gymnasium Publiczność: 1.040 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
×
×
  • Dodaj nową pozycję...