Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Ieshige - Akt II


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  14
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  08.07.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Śnieżnobiały statek przebijał się przez spokojną, umiarkowaną toń Morza Japońskiego. Nie był to duży statek, w sumie to był średnich rozmiarów statek napędzany dobrem współczesnego życia w zakresie motoryzacji, tj. Silnikiem. Żagle, koloru łatwego do przewidzenia, były zwinięte. Kamera zaczęła przybliżać się miarowo, kontury i szczegóły statku stały się wyraźniejsze. Dało się już określić z bliska liczbę osób przebywających na pokładzie. 2 mężczyzn, jedna kobieta.. Prawdopodobnie. Kto inny mógłby leżeć na leżaku w takiej, dziwnej pozycji. Dopiero po pewnym czasie, byłeś pewny swoich przypuszczeń. Na leżaku ewidentnie leżała kobieta. Piękna kobieta. Jej blond włosy opadały jej niewinnie na jej zgrabne ramiona z widocznym, małym odciskiem ramiączek od stanika. Jej oczy, ukryte pod cienkimi, czarnymi kawałkami szkła skierowane były na drzwi od kajuty. Dwójka mężczyzn natomiast toczyła zażartą dyskusję między sobą, o to kto ma wykonać te, a te zadania. Wykłócali się długo, a jedyne co cię obchodziło, był fakt, że nigdzie nie możesz go dojrzeć. Był nieuchwytni niczym pieprzony nietoperz, a ty czekałeś aż się zjawi i aż zacznie wpływać na ciebie w taki a nie inny sposób. Dyskusja, trwała w zaparte, Angel opalała się z tylko sobie znanym, tajemniczym wdziękiem, a ty czekałeś...

 

W końcu drzwi otworzyły się z charakterystycznym, mrożącym krew w żyłach dźwiękiem, które wydają drzwi, gdy się otwierają. A przez próg wyszedł nie kto inny, jak odziany [mimo temperatury] w czarną, krótką bluzkę, długie spodnie i glany. Wolnym krokiem ruszył na górę, do steru, i przystanął za dwójką coraz to bardziej krzykliwych pomocników w niedoli. Jego twarz wykrzywiła się w grymasie, który miał być prawdopodobnie uśmiechem, po czym wydarł się. A jego głos brzmiał jak 1000 silników od traktora.

 

Ieshige – Możecie się wreszcie przymknąć?

 

Pomocnik numer 1 odwrócił się z podskokiem, pomocnik numer 2, bał się odwrócić, ale w końcu przemógł strach. A ciebie ogarniało zdziwienie. Ty byś się nawet nie odważył obrócić. Nie obróciłbyś się, nie spojrzałbyś w te martwe, zimne oczy a tym bardziej nie wykrztusiłbyś żadnego słowa, poza głupkowatym, pasującym do ciebie jak dwie krople wody: „Eee?”. A oni? Odezwali się. Wolno, asekuracyjnie i „jąkająco”, ale jednak się odezwali.

 

Pomocnik #1 – Przepraszamy Shige… To się już nie powtórzy.

 

Potwór usłyszał jego wypowiedź. I jego twarz ogarnął grymas zadowolenia. Jest tylko jedna osoba, która ma prawo mówić mu tą ksywką. Tylko jedna. Nikomu więcej na to nie pozwoli... Wolnym ruchem postąpił parę kroków do przodu i złapał Pomocnika #1 za szyję. Podniósł go lekko, dziwiąc się czemu jest taki delikatny… Po czym rzucił go prosto w ster. Dopiero wtedy dźwięk jego głosu, niczym żyletka, przeciął powietrze.

 

Ieshige – Nie zapominaj do kogo mówisz….

 

Po czym nie zwracając uwagi na ich wzrok. Pełen odrazy, nienawiści i dziwnego, niewytłumaczalnego strachu, który ogarnął też ciebie, odwrócił się i zobaczył ją. Machnęła mu ona, a on zlewając ją całkowicie wrócił do swojego cienia. A kobieta, uśmiechnęła się ironicznie…

 

A transmisja została przerwana. Telewizor, zamiast programu, na którego czekałeś od dawien dawna, zaczął emitować wyścigi nascar. Emocjonujące, ale nie dla ciebie, chyba, że jesteś typowym, statystycznym Amerykaninem. Jednak, nie wiem co oni widzą w sporcie, który polega na nagłym skręcaniu w lewo….

 

Nagle, twoje ciało osiągnęło nirwanę, ostateczny spokój ducha, ciała. Harmonię, symetryczność, a serce zwolniło swoje bicie. Telewizor zaczął działać. Nie, jednak to nie to, sprawiło, że stałeś się tak zajebiście spokojny. Sprawił to fakt, że znowu widziałeś tą, odzianą w czerń postać i z ulgą stwierdziłeś…. Że nie stoi ona za twoimi plecami, dmuchając ci w twój spocony kark swoim gorącym, złowieszczym oddechem. Twoje ręce spokojnie, miarowo opadły na twój obwisły od nadmiaru piwa brzuch. Ale nie obchodzą mnie twoje ekscesy, wróćmy do właściwej części. Części, która znowu odseparowała cię od świata zewnętrznego czarną kurtyną.

 

W telewizorze, na jego płaskim jak nieheblowana deska ekranie, pojawił się on. On, którego imię, które mimo twojego cienkiego jak u 12 letniej dziewczynki głosu brzmi jak wystrzał ze 100 karabinów AK-47 nad twoim uchem…

Stał tak, naprzeciwko swojej menagerki tocząc dyskusję…

 

Angel – Cóż, tu musimy się rozstać na pewien czas…

 

Rozległa się cisza, którą mimo logiki powinien przerwać Ieshige… ale nie przerwał. On nie mieści się w logice. Nie zidentyfikujesz go, bo jest trudny jak ułożenie kostki Rubika nogami.. a Angel? Uśmiechnęła się i po chwili odpowiedziała za niego.

 

Angel – Na pewno wziąłeś wszystko?

 

Ieshige spojrzał na nią zimnym wzrokiem, po czym odpowiedział. A ty stwierdziłeś, że jego głos, wcale nie jest mniej przerażający od wzroku.

 

Ieshige – Za kogo ty mnie masz?

 

Angel – Racja. Trzymaj się…

 

Kobieta machnęła ręką niedbale i odeszła w stronę łódki. Potwór stał. Stał, przyglądał się odpływającej białej kropce po czym po prostu odwrócił się, podnosząc najpierw plecak z ziemi i ruszył w sam środek wyspy. W czasie drogi nie mówił nic. Jego oczy z wielkim entuzjazmem wpatrywały się w ziemię, a Ieshige szedł w milczeniu. Zdawałoby się, że nie da się słyszeć niczego poza jego spokojnym oddechem, niczego. Szmeru wśród liści, śpiewu ptaków, tudzież rozgniatanych gałęzi. Niczego. Jednak tak nie było. Gdy marsz przeciągał się, a ty zauważyłeś, że potwór ma gdzieś twoją marną egzystencję, dało się słyszeć odgłosy fauny i flory. Uspokojony, jak świeżo co najedzony niemowlak, oglądałeś spokojnie program. Jeżeli w tej chwili zdawało ci się, że się go nie boisz to masz rację… zdawało ci się. Potwór naglę przystanął, podniósł leniwie głowę, a przed twoimi oczami były pokazane jego.. czerwone, przekrwione i pozbawione uczuć. Kamera obróciła się o 180 stopni ukazując ci jaskinie, w której to potwór najwidoczniej miał zamiar spędzić resztę „wakacji”. Nie minęła chwila, gdy ten przekroczył ciemny próg, który zdawałoby się, że oddziela go od reszty świata…

 

Twoje ciało odmawiało ci posłuszeństwa, znowu poczułeś ten jakże charakterystyczny paraliż zakończeń nerwowych, znany ci z poprzedniej części tego nazwijmy to „programem”. Ale wierz mi, nie chcesz tego mówić przy nim. Śmierć to najłagodniejszy wymiar kary, gdy usłyszy tak o swojej „sztuce”. Twoje oczy z wolna spełzły z góry telewizora na środek, a głowa przechyliła się nieznacznie w prawo.

Po chwili przeciągającej się ciemności, sprawiającej, że coraz bardziej traciłeś nad sobą panowanie, usłyszałeś jakiś trzask i usłyszałeś odgłos palących się przedmiotów. Światło, które nagle rozpromieniło całe pomieszczenie, skojarzyło by ci się z ciepłem domowego ogniska, szczęśliwą rodziną, przyjaciółmi. Gdyby nie fakt, że osobą, która trzymała w ręku te „pochodnie” była żadna inna jak ta, która doprowadzała cię do epilepsji. Potwór z wolna włożył pochodnie w jakąś szczelinę, po czym ciemność zaczęła powoli przysłaniać wizję sprawiając, że ty powoli się uspokajałeś. Tymczasowo…

 

Wiesz co było najstraszniejsze w tej ciemności? Nie, nie był to fakt, że nie wiesz, gdzie on jest, ani co robi. Nie był to fakt, że w każdej chwili może pojawić się za tobą jak duch ze swoją charakterystyczną metalową rurą, łypiąc na ciebie zimnym, bez emocjonalnym wzrokiem. Najstraszniejsze w tym było to, że ta ciemność była cicha. Nie obliczalna, nie do zidentyfikowania… chora. Nie wiedziałeś czy to jawa czy sen, ale przed oczami zaczęło ci się plątać. Jak horror. Horror, który w porównaniu do innych nie potrzebował żadnych mistycznych artefaktów, paranormalnych zjawisk, obleśnych potworów i drastycznej muzyki. To coś, co było przed twoimi oczami po prostu było horrorem. Nawet bez tego wszystkiego, a może właśnie z tym wszystkim? Nie mogłeś zrozumieć dlaczego cisza, jest dramatyczną muzyką, nie mogłeś też zrozumieć dlaczego niemal zwykły człowiek jest… potworem, a przynajmniej wywołuje u ciebie takie same wrażenia, emocje. Chore? Nie. To nie jest chore. To jest prawdziwe. I właśnie to sprawiało, że to jest straszne. Nic innego.

 

Gdy ciemność ustała, to co zostało z twojego marnego ciała, można było śmiało porównać z gównem. Nie, nie chodzi mi tutaj o to, że wcześniej nim nie było. Było, ale nie wyglądało jak gówno, nie dało się w to wdepnąć w chodnik, albo przejechać samochodem. Nie.. Natomiast teraz? Wyglądałeś jak kawał wielkiego, śmierdzącego gówna. Miękka paćka, którą mogli by gryźć, kopać, deptać, oblegać muchy, a ta dalej byłaby tym czym jest. Rozumiem, że żeby mieć się z czego wybić, trzeba najpierw osiągnąć dno. Ale.. to już przesada…

Na ekranie widać było postać Ieshige, który siedział oparty o jaskinie i przyglądał się chmurom. Zaczynał się wieczór. Nie było jeszcze ciemno, nie aż tak. Dało się zauważyć pojedyncze rysy twarzy, rozróżnić co większe liście, albo lisa od wiewiórki. Ale nie mogłeś powiedzieć, że było jasno. Jednak, ty nic nie mogłeś. Nawet nie wiedziałeś czy to dzień czy noc. Twoje zmysły przykuła jedna rzeczy. Delikatny ruch warg oraz zimny, donośny głos wygrywający z mocnym, nadmorskim wiatrem. On coś mówił. A najgorsze było to, że ty wiedziałeś co. Słyszałeś każde zdanie, słowo, głoskę, wydźwięk. Wszystko… i to cię zgubiło…

 

Ieshige – Aborcja…. Ciekawe zaprawdę ciekawe. Doszedłem do tej federacji, bez celu, bez potrzeby. By się wyżyć, zabijać. Po mojej pierwszej walce… nie dostąpiłem tego zaszczytu. Była ona jak spacerek po asfalcie. Do celu. Celu, który nie jest taki jak innych. Nie jest to sława, pieniądze, tytuł, kobiety.. Nie. Jest to krew. Krew wszystkich tych pokrak w EWF. Krew Jacobsena…. <Ieshige oblizał usta, wystawiając złowieszczo swoje kły>… była słaba. Cienka jak on sam, jak barszcz z uszkami. Beznadziejna, jak jabol, jak podrzędne norweskie piwo. Szczyny… nic więcej. Ale, czego więcej można było się spodziewać po tym chujowym norwegu? Wina wprost z Francji, albo polskiej wódki? Nie. Ani jednego, ani drugiego. Nic więcej od szczyla nie dało się wycisnąć. Poległ on jak 0,5 litra na pięciu, bez późniejszych problemów. Człowiek bez celu, wyraźnego celu. Skarb… Tak, skarb. Założę się, że pewnego dnia przyjdzie z saperką na ringi EWF i zamiast walczyć będzie kopał dołek obok ringu <Psychopatyczny śmiech>

 

Kamera przybliżyła się.

Ieshige – Cóż się dziwić… Z gówna powstał, w gówno się obróci…. Wtedy mi się nie udało, ale teraz.. zniszczę go. Skończy jak Titanic, który zderzył się z górą lodową. Tak, kurwa, górą. Górą, która na górze jest mała, niewyraźna a pod spodem jest to prawdziwy kolos. Zdepczę cię, zniszczę, poczuje twoją gorącą krew na swoich rękach, a później wyczyszczę swoją rurę o twoje obsrane spodnie i pozabijam kolejnych. Tak, kolejnych. Nie będę usatysfakcjonowany zabiciem czegoś takiego jak ty. Czegoś takiego, które raz się pozna, a później o nim zapomina. Wyrzuca za siebie jak papierek po snickerskie, jak gówno do ścieków. Jak twoją matkę po nudnym pożyciu seksualnym…

 

Ieshige – Kto jest kolejny… Który śmieć, którego nie można przyrównać nawet do tego gnojka jak Jacobsen… Że też nie umiem zapamiętać nazwisk, które znaczą dla mnie tyle ile zeszłoroczny śnieg?

 

Ieshige spokojnym ruchem wyjął kilka pogniecionych kartek i po chwili znalazł odpowiednie nazwisko, imię czy też inne chujstwo.

 

Ieshige – M-i-s-t-e-r, N-a-l-e-p…. Co kurwa?

 

Ieshige zgniótł papier, zawierający pewnie dane personalne Pana Nalepa i wyrzucił go gdzieś w dal. Widać znaczył on dla niego bardzo wiele. Zamiast tego, Ieshige wyjął kolejną kartkę i przeglądając ją szybko, zaczął mówić sam do siebie….

 

Ieshige – Johnny Thompike. Kolejny, na mej drodze. Kolejny, który wygrał walkę i wydaje się mu, że jest niewiadomo kim, niewiadomo gdzie i niewiadomo co umie. Tak.. Brawo, Johnny, wygrałeś. Gratulacje jesteś zajebisty. Wygrałeś z Nalepką, mecząc się w tej walce jak dzika świnia. Nie ma nic bardziej godnego na oklaski niż to, prawda? <Ieshige zaczął cicho bić brawo, po czym roześmiał się psychopatycznie> Johnny, Johnny, Johnny. Imię dla istnego pedała, chłoptasia do bicia, któremu wydaje się, że wychwalanie swojej wygranej <ironiczny akcent> walki pod niebiosa da mu sławę i podniesie jego umiejętności. Nie, Johnny, nie. Nie umiesz nic, nie zrobisz nic. Skończysz w tym ringu, tak samo jak Jacobsen. Dlaczego? Bowiem jesteś dla mnie tyle samo wart co on. Tyle ile rozjechany kot na drodze. Jedyne co mogę z nim zrobić to zjeść… <Głośny rechot…>

Wygrałeś, może i racja. Pokonałeś jednego z największych cip w federacji. Dałeś dupy, po całości. Dlaczego? Dlatego, że dałeś sobie szansę, pozorną motywację i równie gówno warty sukces. Polegniesz, zginiesz, zostaniesz wgnieciony w ring EWF. Zaraz po Jacobsonie…

 

Ieshige powstał i przeszedł parę kroków, opierając się o palmę niedaleko jaskini.

 

Ieshige – Zastanów się jednak. Czy ta wygrana z nalepką sprawiła, że masz odwagę zmierzyć się z jednym z najbardziej groźnych skurwysynów na tych ringach? Pomyśl. Czy masz odwagę stanąć oko w oko, z najbardziej pojebaną bestią w federacji? Czy zanim rozniosę cię na strzępy, resztki twojego gówna z gaci nie obsypią publiczności? Radzę ci.. wróć do siebie. Bo jeżeli nie będzie tam kogoś kto mnie powstrzyma… to zginiesz. Stracisz wszystko, lądując na popierdolonym łóżku w lublinskim szpitalu. A podobne, ich szpitale ograniczają się do 2 pielęgniarek, ćwiartce łóżka dla pacjenta i jednym doktorze, który ma skłonności sadystyczne…

 

Ieshige roześmiał się głośno, nagle jednak spoważniał i powiedział głośno. Niby w dal, ale wiedziałeś, że te słowa były skierowane nie tylko do ciebie, ale też do Jacobsena i Thompike.

IeshigeI’am Ieshige. You fuck with me, you fuckin’ with the best…

 

Ieshige obrócił się spokojnie i przyjrzał się księżycowi. Zaraz po tym z niewyraźnym: „Ehh” ruszył przed siebie do białych, zapisanych kartek. Wziął on wszystkie kartki, najpierw wrzucając kolejną kartkę z Thompike na kupkę z Nalepką i Jacobsonem.

Odwrócił się on powoli i przeszedł się po gęstwinie siadając na pojedynczym głazie. Dopiero wtedy odezwał się, spokojnym, chrapliwym głosem.

 

Ieshige – Oscar Knifer… Kolejny, który pomylił niebo od gwiazdy odbitych nocą na powierzchni jeziora. Jesteś nikim. Dlaczego? Bo gdybyś kimś był, to bym o tobie usłyszał i wysiliłbym się na taki pozorny fakt, jak zapamiętać twoje jebane nazwisko. A ty? Wyróżniasz się jak doły na polskich ulicach. Jest ich od zajebania…

 

Ieshige spokojnie zgniótł kartkę i schował do kieszeni po czym wyjął kolejną, na której widniały wyraźne, czarne słowa zapisane lekką kursywą. Jimmy Hendrixon…

 

Ieshige – Ciekaw jestem, czemu ta suka tak wyróżniła tą kartkę. Jimmy Hendrixon, dwukrotny zwycięzca… Puchary Szczęścia? <Jego głos był spokojny…>. Pięknie, kurwa, pięknie. Do zdziczałego Norwega, pokracznej nalepki i zadufanego w sobie pedała, dochodzi jeszcze nie kto inny jak pojebany zwycięzca pucharu szczęścia. <Ieshige spojrzał w górę> Patrząc na tą… śmietankę, zastanawiam się czy Bóg jednak istnieje… <Jego wzrok ponownie utkwił na morzu, doskonale widocznym z tego miejsca…> Może i wygrałeś Puchar Szczęścia. Może to i znaczy, że naprawdę masz szczęście. Jednak szczęście zawsze się odwraca. Bogini Fortuna po pewnym czasie pokazuje ci swoje zgrabne plecy, mówiąc tobie, że już ma cię dość. To jest bowiem jak korzystanie z pornosów z niezłymi… „sukami”. Oglądasz, a podczas ich oglądania zrobisz sobie palcówkę, ale i tak wiesz, że ten „film” w końcu się skończy. A do ciebie dojdzie fakt, że o ruchaniu takiej kobiety, nawet za darmo, możesz pomarzyć. Nie, nie mówię tutaj o życiu z taką suką do końca życia. Nie dałoby się. Nawet ten twój Puchar by ci w tym nie pomógł, chyba, żebyś przypieprzył jej tym pucharem prosto w łeb. Chodzi mi o to, że twoje szczęście, jest ulotne. Jak wiatr, jak zapalony papieros dla nałogowca, jak seks z dziwką. Niczym innym, jak chwilą, momentem. A jakie możesz mieć z tego konsekwencje? AIDS, zapalenie płuc, albo rak. Nic innego jak same popieprzone konsekwencje. Z powodu jednej rzeczy.. jednej ulotnej chwili, momentu, który przez chwile daje ci do wiadomości, że możesz coś zmienić i że… jesteś szczęśliwy. Jednak nic ci to nie da. Wyrzucę cię, tak jak wyrzuca się dopalonego papierosa. <Ieshige teatralnie demonstruje strzelenie z kciuka i palca wskazującego> Właśnie tak. Dlaczego? Nie jesteś żadnym kurwa złotym filtrem, by powiesić cię nad kominkiem. Jesteś chwilowym szczęściarzem, który wykorzystał sytuację, aby odbić się od dna. Jednak wierz mi, od dna do zerowego poziomu jest kawał drogi, a ty nie dochodząc nawet do niego, padasz ze zmęczenia. Istna żenada, co nie? Ale dobrze, idź w górę, staraj się. Jednak twoja droga zakończy się na 6-Man No-DQ Finisher Match, a twój koniec będzie… drastyczny. Im bardziej się rozpędzisz, tym mocniej pierdolniesz w ścianę… Tym się różnimy…. Ty znajdziesz tą ścianę i to za parę chwil, a ja? Ja nie mam jej w ogóle. Ja będę się rozwijał, pokonywał przeciwności, aż w końcu wygram, niszcząc takich skurwysynów jak ty. Dlaczego? Bo mogę. Dla mnie nie ma czegoś takiego jak nie uda się. Idąc po większych albo mniejszych trupach, pokonując wyższe płotki, ściany, poprzeczki, zabijając więcej cieniasów, zabijaków. Natomiast co się stanie z tobą? Będziesz siedział na Backstage, albo widowni, kiedy będę podnosił pas do góry, z zapłakaną twarzą, skrytą wśród rąk. Będziesz sobie zadawał pytanie, czemu to ja to osiągnąłem, a nie ty. A odpowiedź najdzie ci sama… Bo jesteś cipą, a żadna cipa, nie może nawet dotknąć tego tytułu. Jednak ja na tym nie poprzestanę. Jeżeli okaże się, że będziesz nadto nadgorliwy.. zabiję cię tym pasem. Wysmaruje go twoją własną krwią, po czym wmieszam w ring, rzucając na pastwę publiczności. To będzie twój koniec, ostateczny. A ja …. Będę z uśmiechem oblizywał rękę, pełną twojej krwi… <Obleśny uśmiech[/i>.

 

Ieshige wstał i zaczął kierować swoje kroki do jaskini, mówiąc pod nosem.

 

Ieshige – Została nam dwójka. Crawford oraz… Reebok. Tak, chyba tak. Ehh.. Nie mam pamięci do imion, które nie różnią niczym od nazwisk gwiazdek porno lub butów, które ostatnio miałem w wieku 12 lat. Wiem jedno. Ani Reebok, który przekłada show nad wrestling, ani empatyczny Crawford nie zdołają mnie pokonać. Są niczym innym jak małą, 10 centymetrową ścianką, która stoi na mojej drodze. Nawet popieprzony ślepiec by się o nią nie wypierdolił…

Ale dlaczego, dlaczego są oni tak beznadziejni? Dlaczego, sprawiają, że na sam dźwięk ich ksywek, bądź nazwisk moją twarz przecina ironiczny uśmiech, a ciało wypełnia złowieszczy impuls.. impuls, którego znam, impuls, który towarzyszy mi także, gdy wspominam o Thompike i Jacobsenie. Zwłaszcza o tym drugim. Impuls, który rozkazuje mi, by ich zabić. Rozkazuje mi ukoić moją duszę i cierpienie w pozbyciu ich życia. <mimo ciemności, wyraźnie było widać wyszczerzone kły Ieshige> Zabije ich. Wszystkich. Crawforda, empatycznego miłośnika dobrych uczynków, Reeboka, który jest przy mnie jak tenisówki przy NIKE’u, Thompike, zadufanego w sobie małolata, który nie wie nic o życiu oraz Jacobsena. Norwega.. Leżącego na deska po ostatniej naszej walce, który mimo to, zdołał się podnieść i mimo mojego niewerbalnego ostrzeżenia dalej próbuje mi wejść pod nogi. Załatwię ich wszystkich, poczuje ich krew na swoich rękach a potem…. A potem znajdę kolejne potencjalne ofiary, które są dla mnie niezbędne jak pokarm…

 

Gdy Ieshige skończył mówić, był już przy jaskini. Rzucił wszystkie kartki na kupkę, poza jedną. Tą, na której wyraźnie widniał czarny napis Jacobsen. Twarz Ieshige przeciął ironiczny uśmiech po czym wyjął on z kieszeni jedną zapałkę i odpalił ją o kawałek czarnej skały, z której stworzona była jaskinia. Spokojnie, przyłożył palący się kawałek drewna i podpalił kartkę… Trzymał ją jeszcze w ręku, dopóki ta nie zajęła się wyraźne po czym spokojnie upuścił ją w dół… Patrzył jak leci na dół, patrzył jak zatrzymuje się na kupce kartek, po czym patrzył jak wszystkie zaczynają się palić. Widać było, że się uśmiecha, widać było jak rusza wargami, mówiąc: „Ten, kto urodził się cipą nie zdechnie jako skowronek.”.

 

Kamera opadła leniwie, a ty zauważyłeś jak Ieshige niknie w ciemnej jaskini….

 

 

Przepraszam za spóźnienie, ale wyjazd miałem ^_^'

  • Odpowiedzi 1
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Ja Myung Agissi

    1

  • Ieshige

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  1 864
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Ciesze się, że oddałeś erpa, a teraz do rzeczy klimat jest świetny i to jest największy plus. Jest wyspa, łódka, nikt z krzaków nie wyskakuje ani nie ma Sheratona ;P

 

Idąc dalej speeche są dobre, trafne i na miejscu niektórych Twoich przeciwników wstydziłbym się, że mam takiego wrestlera. Dla mnie ten eRP jest pełny, a dopiero zaczynasz :twisted:

EWF, III Oddział Kancelarii Osobistej Jego Imperatorskiej Mości.

Cultured Society|The Princess of Attitude.

I love the whisper of Attitude <3.

3926129444e3b08a90b45e.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • MattDevitto
      Gdyby nie chodziło o AJ'a to jeszcze może bym się łudził, ale Styles nie należy do osób w tym biznesie, które rzucają słowa na wiatr. Poza tym z wieloma zawodnikami z AEW AJ i tak przecinał się przez lata na różnym etapie swojej kariery...
    • KPWrestling
      Trzecia pula biletów trafiła do sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 4 Data: 29.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Morioka, Iwate, Japan Arena: Iwate Prefectural Gymnasium Publiczność: 1.040 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • KPWrestling
      Druga pula biletów już w sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Jeffrey Nero
      Słyszałem plotkę o kolejnym tajnym spotkaniu w Orlando T. Khana z niejakim Shanem McMahonem, który od marca ma zostać pierwszym w historii GM AEW.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...