Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

TNA Hard Justice 2009[Uwaga na spoilery]


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  905
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  10.02.2006
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Klasyczny

Steel Asylum

Takie walki, z tyloma znakomitymi zawodnikami powinny znajdować się w środku karty conajmniej jeśli nie przed samym main eventem. Ale co zrobić. Jestem tylko amrnym fanem wrestlingu :P Debiut Burke jak najbardziej na +, Red też na + :) Wszyscy na duuuuży + :) Szczególnie uwielbiam fragmenty jak jeden po drugim dają sobie trademark Movesy :) Walka gali

 

Abbys vs. Holiday

Cały feud na linii Abyss i Dr. Stevie ejst conajmniej zenujący. Na gali zauwazyliśmy że Holiday pofeuduje ze Stevim a Abyss będzie w dobrych stosunkach z Foleyem :)

 

Hernandez vs. Rob Terry

Wrażenia po walce pewnie jak wszyscy. Duuuuży --------- (minus) :P

 

Knockouts Title Match

Oby więcej takich walk :D Czerwony tyłek Velvet moge oglądać bez końca :D Piękny fragment :D Szkoda naprawed straty pasa przez Love w taki sposób. W dywizji knockouts jest tyle uzdolnionych kobitek (Love, Tara, Wilde, Sarita, Saeed czy Kong) a oni dają pas dla chłopa :/ Kurwa przypomina mi to po raz kolejny WWE czyli motyw z Santiną Marellą :/

 

Homicide vs Samoa Joe

Nie kupuję tego Joe i chciał nie chciał przewinąłem walkę :/

 

The British Invasion vs. Beer Money

Solidna walka. Szkoda zmiany themu przez Beer Money :( Co więcej mogę napisać. Ogólnie to taki lekki przynudzacz, solidny przynudzacz :)

 

Booker T and Scott Steiner vs. Team 3D

Po raz kolejny jakbym widział WWE. Bieda bieda bieda... Żeby nie stypulacja to byłoby gówno :) Całe szczęście że coś z tego wyciągnęli :)

 

Mick Foley vs. Kevin Nash

Przynzam się że nie oglądałem tylko rpzewinąłem.

 

Angle vs. Sting vs. Matt Morgan

Również przewinąłem. A to dlatego, że Sting i kurt już za często w Main eventach się pojawiają.

 

Całe PPV ogólnie wychodzi na plus jednak same rozwiązania walk jak i ogólnie karta nie była najwyższych lotów delikatnie mówiąc. Można było więcej z tych walk wyciągnąć

5199219949eed950a51bb.png

  • Odpowiedzi 35
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • K-PEL-K

    6

  • Tupak

    6

  • Przemek_1991

    4

  • Midian

    4

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  10 372
  • Reputacja:   396
  • Dołączył:  11.01.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

1. Steel Asylum: Suicide vs. Chris Sabin vs. Amazing Red vs. Alex Shelley vs. Jay Lethal vs. Daniels vs. Consequences Creed vs. Pope - powiem tak, z pewnością była to najlepsza walka na tym słabym PPV, co nie zmienia jednak faktu, że nie była ona jakaś wywalona w kosmos i spodziewałem się po niej więcej. Pojedynek ten można podzielić na 2 części, gdzie pierwsza była dość nudna, wolna, chaotyczna i opierająca się na marnym brawlu (długo się ta walka rozkręcała) a druga była typowym spot festem i pokazem akcji podwyższonego ryzyka, które potrafiły wkręcić oglądającego i spowodować skok adreanaliny. Drugą część na prawdę świetnie się oglądało. Nie kupuję tylko końcówki, kiedy to Ex-Elijah Burke zamiast wydostać się z klatki, postanowił wrócić i popastwić się nad Suicide'em... Przecież to głupota! Zrozumiałbym takie zagranie gdyby ci 2 panowie mieli pomiędzy sobą jakiś ostry feud ale tak??!! Źle Suicide'owi z maski patrzyło, czy jak, że Pope postawił na szali zwycięstwo w walce, żeby go zdemolować??? Dla mnie - bez sensu. Sama jednak walka - conajmniej dobra, chociaż gdyby lepiej zabookować początek, to mogłaby być na prawdę baardzo dobrym widowiskiem.

 

2. Abyss vs. Jethro Holliday - fatalna walka, która spowodowała że mój palec niemal sam sięgał do przycisku przewijania. Wiało nudą przez cały pojedynek, Abyss dominował 3/4 walki, później zamieszał trochę Doktorek, Jethro miał małą reaktywację i przypuścił szarżę, aby nadziać się na Black Hole Slam i pójść do piachu. Geeez, takie walki sprawiają że ostatnio przestałem wypalać wrestling (co kiedyś było dla mnie nie do pomyślenia!). Teraz oglądam i wypierdalam. Taki stuff nie jest wart marnowania 1,45 zyla za płytkę:)))

Swoją drogą wkurwia mnie booking Abyssa, z którego robią obecnie totalnego debila. To wyciąganie języka i kaleczne klaskanie w ręce... Normalnie jakbym Eugene'a widział. Jak można później traktować taką postać jako "groźnego Monstera"? Szkoda słów...

 

3. Hernandez vs. Rob Terry - żałosny squash i pokaz, że TNA ma większe plany odnośnie Super-Mex'a a Big Rob kariery u Dixie raczej nie zrobi. Myślałem, że zobaczymy choć jakieś małe starcie tych dwóch power house'ów a tu Hernandez przejechał po Angolu jak walec i to w kilkadziesiąt sekund. Dawać takie gówno na PPV? Ktoś tu nas chyba obraża...

 

4. Beautiful Beople vs. ODB i Deaner - kolejna kretyńska walka, w której udział bierze facet a stawką jest knockout championship. Sam pojedynek to dno i garść mułu a motywy kiedy Redneck robił kretynki z dziewczyn i zabawiał się klapsami z Sky (że o uderzeniu w ślinę z Madison już nie wspomnę...) - wołają o pomstę do nieba. Burak pinuje Velvet a ODB zdobywa tytuł (po pinie FACETA na oponentce... Geeez!), ale tragifarsy nie koniec, bo Doner stwierdza, że to on jest teraz Knockout Championem i nie ma zamiaru oddawać swojej dziewczynie pasa. Nie ma to jak kopiować "najlepsze" pomysły Vince'a, który już dawno obdarował pasem pań - faceta. Żałosne widowisko i kretyńskie pomysły rodem z McMachonladii, czyli przepis na 100-u procentowego gniota. Tęsknię w takich momentach za Gail Kim...

 

5. Homicide © vs. Samoa Joe - walka po której dużo się spodziewałem a otrzymałem gówno w postaci niemal squash'u, gdzie Joe dominował mistrza przez 9/10 walki a bookerzy zupełnie nie pozwolili Homicide'owi się pokazać. Szkoda, mogło być na prawdę ciekawie, ale przy tak idiotycznym bookingu (ludzie, trochę szacunku dla mistrza. Jeśli ma już przegrać, nie dawajcie mu tak tanio sprzedać skóry...) i cieniutkiej formie Joe wyszła kupa. Po raz kolejny TNA czerpie z wrestlingowej skarbnicy wiedzy Vince'a i zapodaje "kalejdoskopowe" zmiany posiadaczy pasów. Po co było w ogóle dawać ten pas Homi'emu na te kilkanaście dni??? Szkoda, ta walka miała na prawdę spory potencjał (w końcu walczyli top'owi wrestlerzy), ale został on przeokrutnie zmarnowany.

 

6. The Main Event Mafia (Booker T and Scott Steiner) © vs. Team 3D (Brother Ray and Brother Devon) - niegdy nie oglądałem jeszcze ciekawej walki ze stypulacją "Falls Count Anywhere" i ten pojedynek nie stanowił tu wyjątku. Jeżeli jeszcze dodamy do tego zramolałych Bookera i Steinera, to wyjdzie nam przepis na klasycznego gniota. Cała walka to jeden wielki chaos i lamerski barwl wśród publiczności. Tylko jako żart mogę potraktować okrzyki ludzi "this is awesome!":))) W końcówca było ciutkę ciekawiej, kiedy walka przeniosła się na ring, ale te kilka minut nie było w stanie uratować całości pojedynku.

Zabił mnie kretyński finish walki, gdzie po podwójnym pinie, sędziowie idą... obejrzeć sobie powtórkę na monitorze (sic!) i zdecydować, kto wygrał! Skoro sędzia może, w razie wątpliwości, zapodać sobie powtórkę i wtedy zadecydować - to dlaczego tyle walk kończy się po kantach, których sędzia nie widział a na obiekcje skantowanego face'a, nasz dzielny facet w pasiaku wzrusza tylko ramionami?

Reasumując - straszny zamulacz. Oglądałem to PPV w biały dzień a i tak mi podczas tego starcia "głowa leciała".

 

7. The British Invasion (Brutus Magnus and Doug Williams) © vs. Beer Money, Inc. (Robert Roode and James Storm) - kurwa, to PPV było tak słabe, że nawet tak przeciętna walka jak ta, wydała mi się całkiem niezła (nie ma jak kontrast:). Pewnie było to powodowane tym, że markuję Forsiastym Piwoszom a sam pojedynek jednak trochę odstawał na plus od reszty syfu (chociaż o to raczej nie było trudno). Jeżeli jednak miałbym być obiektywny, to był to tylko trochę lepszy przeciętniak i nic więcej. Standardowo dobrze wypadli Beer & Money, Angole także starali się coś z siebie wykrzesać, było kilka motywów komediowych i kilka nienajgorszych akcji. Ogólnie dało się to obejrzeć bez ziewania (a przy tym wydaniu Hard Justice, to niemal sukces!), chociaż końcówka była sztampowa i samo zakończenie (mogli Storm'owi i Robercikowi pozwolić chociaż obić Young'a) niesatysfakcjonujące.

 

8. Mick Foley © vs. Kevin Nash - ta walka nie miała prawa wyjść dobrze i wiecie co? Nie wyszła. Ślamazarność Big Kev'a i brak formy Foley'a nie mogło zamazać nawet to, że obaj wrestlerzy dość ostro się pocieli (zwłaszcza Mick). Brawl w ringu był niczym film oglądany w zwolnionym tempie a odrobina hardcore'u (nie wiem po czym oni tak krwawili. Posoki było niczym w Death Match'u:) - niewystarczająca, żeby przyćmić braki ringowe dziadków. Poza tym, na dobitkę zafundowano nam jeszcze sztampową końcówkę (odwrócnie uwagi sędziego przez przyszłą gwiazdę Playboya i kant Nash'a), która była tylko wisienką na tym gównianym torcie.

Po raz drugi na tym PPV mamy zmianę pasa a'la WWE, czyli po kilkunastu dniach. Po co było dawać ten tytuł Foley'owi? żeby sobie podbił statystykę? No, ale przecież MEM musi mieć w posiadaniu wszystkie pasy, tak więc TNA postanowiło wprowadzić mały element niepewności w postaci kilkunastodniowej utraty Legends Title'a przez Nash'a. Bookerski majstersztyk!

 

9. Kurt Angle © vs. Sting vs. Matt Morgan - słaaaabo jak na main event. Sting nie pokazał nic (tego się jednak spodziewałem), Angle niepokazał nic (to mnie już cholernie rozczarowało) a ku mojemu zaskoczeniu - bardzo ciekawie został zabookowany Morgan (chyba Dixie ma co do niego większe plany i będzie go push'ować), który udźwignął na swoich barkach ciężar pojedynku i wypadł najlepiej na tle starych wyjadaczy. Podobało mi się to, że Matt, pomimo że w main eventach nowelas, nie odstawał od bardziej wypromowanych oponentów i bez kompleksów dominował rywali. Sam Morgan nie mógł jednak uratować walki wieczoru, która była najzwyczajniej w świecie słaba i nie miała w sobie ani odrobiny dramaturgii (nie trzeba było być Nostradamusem, żeby się skapnąć, że Kurt symuluje kontuzje i zaraz wpadnie na ring aby skraść zwycięstwo). Słabe zakończenie tego słabego PPV.

 

Reasumując - bardzo słabe PPV spod znaku TNA. Na uwagę zasługiwał wyłącznie opener (później było już tylko gorzej) i ewentualnie (chociaż piszę to z nieobiektywnego punktu widzenia marka Beer&Money) walka o pasy Tagów IWGP, która była conajwyżej lepszym przeciętniakiem (co jednak wystarczyło by wyróżnić się na takim PPV jak Hard Justice). Cała reszta to dno i metr mułu - totalna porażka z punktu widzenia bookingu (no i mamy wszystkie pasy w rękach NWO... Ekhm, sorry - MEM, of course:] Jakież to oryginalne...) jak i ringowych "popisów". Dawno mnie tak nie wymęczyło żadne PPV. Może z resztą dlatego, że oglądałem je "na sucho"?:))) Wyciągne z tego wnioski na przyszłość.

Jedyna myśl, która mi się kołatała w głowie po zakończonym seansie tej "wrestlingowej perełki", to: "gdzie do chuja jest AJ Styles? I dlaczego nie znaleźli dla niego jakiejś roli na tym PPV?". Brak AJ'a na PPV to zbrodnia i typowy strzał w stopę, ale myślę że nawet on nie uratowałby tego miernego show.

Lepiej nic nie mówić i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.

Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa...

88278712552c9632374b21.jpg


  • Posty:  1 623
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  30.05.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Steel Asylum: Suicide vs. Chris Sabin vs. Amazing Red vs. Alex Shelley vs. Jay Lethal vs. Daniels vs. Consequences Creed vs. Pope - oby jak najwiecej takich walk. Bardzo dobrze wrestlerzy i wogóle świetne widowisko.

Abyss vs. Jethro Holliday - gdyby dodać jakiś hardcore do tego było by dużo ciekawiej, ale i tak nawet walka. Jak zawsze Abyss nie zawiódł.

Hernandez vs. Rob Terry - Krótko zwięźle i na temat :D Po jednym ciosie wygrywa Hernandez.

The British Invasion (Brutus Magnus and Doug Williams) © vs. Beer Money, Inc. (Robert Roode and James Storm) - dobra walka szkoda, że na sam koniec wmieszał się Eric i wszystko popsół.

Beautiful Beople vs. ODB i Deaner - ten typ miał troche za fajnie :D ale na końcu zachował się jak debil :D Jak na walkę Knockoutek było w miarę dobrze. TNA chyba wzieło przykłąd z WWE i Knockouts Title poszedł do chłopa ze wsi.

Homicide © vs. Samoa Joe - dobra walka, ale można było liczyć na coś więcej. Jak Joe zaczął duszenie byłem pewny, że to wygra i tak się stało.

The Main Event Mafia (Booker T and Scott Steiner) © vs. Team 3D (Brother Ray and Brother Devon) - żenada sędziowska. Team 3D powinien wygrać. Jak Brother Devon pinował to zanim sędzia zaczął odklepywać to się zawachał z ręką bo drugi dziadek nie zdążył. Jeżeli chodzi o samą walkę to byłą dość dobra. Byłaby dużo lepsza gdyby 3D mieli innych rywali, bo Scott i Booker są żałośni.

Mick Foley © vs. Kevin Nash - walka troche wolna, ale uratowało ją to, że troche użyto hardcoru. Ale końcówka żenada. Tak jak napisał Raven.

Kurt Angle © vs. Sting vs. Matt Morgan - walka bardzo mi się podobała do czasu "kontuzji" Kurta. Nie zgodze sięz Reven-em, że Sting nic nie pokazał. Szkoda tylko, że kantem wygrał Kurt.

Ogólnie PPV dobre można je spokojnie sobie obejrzeć. W skali od 1 do 10 odemnie 7

1 miejsce w typerze TNA w 2011 r

 

http://total-nonstop-action.blogspot.com/ --> najlepszy blog o TNA

 

Fan wrestlingu od 25.02.2005r

 

Reprezentant TNA Originals


  • Posty:  108
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  25.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

-Raven-, Twój post, to jakaś epopeja :D Nie mam zamiaru wypowiadać się o wszystkich walkach, zwyczajnie mi się nie chce. Wiadomo, że Steel Asylum był rewelacyjny.

 

The British Invasion vs. Beer Money

Ta walka stała na dobrym poziomie, Roode i Storm jednak wyciągnęli coś z British Invasion, zrobili coś, czego Team 3D nie dał rady zrobić na Victory Road. Wynik walki mnie ucieszył, Beer Money nie potrzebuje na razie pasa (podczas dominacji MEM, nie ma na to szans) a tym bardziej IWPG. W ogóle uważam, że ten pas winien zniknąć z TNA.

 

Hernandez vs. Rob Terry

Ta "walka" u mnie na duży plus. Nie oczekiwałem, że koksiarz będzie się męczył i "walczył". Hernandez odzyskał walizkę, ukazano jego wysoką pozycje w TNA i... koniec. Tak powinno być :grin:

 

Knockouts Title Match

Absolutny absurd, lecz przynajmniej coś na ekranie się działo... Mało mnie obchodzi pas Knockouts... dla mnie redneck Deaner powinien teraz stoczyć walkę z... Saritą. Oczywisty squash :)

 

Mick Foley © vs. Kevin Nash

Podczas tej walki wydawało mi się czasem że Mick nie ma oka :grin: Wylało się z niego tyle krwi, że zalewała jego oko... ciągle. Kevin też "nie odstawał" zarówno poziomem jak i ilością krwi. No cóż, pas Legend, niepotrzebna zmiana posiadacza. Może Abyss powinien się wokół niego pokręcić. Wydaje mi się że feud ze Stevem zakończony.

 

Kurt Angle © vs. Sting vs. Matt Morgan

Przyznaje, przewinąłem do końcówki, która... nawet mnie pozytywnie zaskoczyła... Liczyłem jednak na końcu na zwycięstwo Morgana, i przy tych near fall'ach nawet czułem jakies emocje :grin:

 

Podsumowując. Ciągniemy głupi scenariusz z MEM. Nie wiem dokąd to zmierza ani dokąd się ciągnie. Daniels w makijażu. AJ w domu. Lashley cholera wie gdzie. Dziwne to TNA.

11301703464970cd8e3af3a.png


  • Posty:  1 867
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  26.03.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Hehe... moje plany chyba mają szansę na spełnienie. Daniels ma title shota, Joe ma pas, AJ jest na posterunku... czas na czwarty klasyk X Dywizji? Podciągnąć to do No Surrender, tam Joe broni pas, dodajemy AJ'a i na Bound For Glory Daniels vs Joe vs Styles odsłona IV :)

Aha... przy okazji znalazłem notkę, że za kulisami HJ widziano Larry'ego Zbyszko, Chrisa Harrisa i Kevina Thorna. Jakieś domysły?

Teraz moje wrażenia po tej gali.

1. Steel Asylum

Po pierwsze muszę przyznać, że miałem pewne dziwne wrażenie. Jak dotąd w Steel Asylum brało udział 10 zawodników, teraz było ich ośmiu, o ile kiedyś zawsze panował tłok w klatce, o tyle teraz miałem uczucie, że czasami brakuje tych dwóch zawodników, po to by po jakimś grupowym spocie ktoś podciągnął tą walkę. Spoty były zaiste genialne, choćby Tower Of Doom z użyciem powerbomba, Reverse STO Danielsa z liny, kapitalny był moment kiedy jeden wykonywał jakiś spot, po czym wpadał drugi i wykonywał spot na tym pierwszym, po czym zobaczyliśmy kilka takich spotów. Ładnie pokazał się Red (bardzo ładnie wykonuje on swinging reverse STO z narożnika), Suicide walczył niczego sobie, Lethal sypnął trochę spotami (strasznie niedoceniany w mojej ocenie, od czasu jego mizernego tag team championship reignu rzadko widzimy Jaya w ważniejszym angle'u, a IMO Jay ma kapitalne umiejętności), no i naturalnie zachwycali Gunsi. Debiut Dinero mogę uznać za udany. Co do tej sytuacji z Dinero to zauważyłem pewną sytuację. West mówił coś o kontuzji, urazie. Widać było, że Dinero utykał. W dodatku długo patrzył na otwór. Może chodziło o to, że "Pope" doznał urazu, wiedząc o tym patrzył się na otwór i gdy zrozumiał, że nie jest w stanie wspiąć się na szczyt zszedł i po prostu zaatakował Suicide'a. Innego pomysłu nie mam, a jednak trzeba to jakoś wytłumaczyć.

2. Jethro vs Abyss

Walka była taka sobie. Po pierwsze zdziwiła mnie sytuacja, kiedy to sędzia zabrał Holidayowi krzesło, a West powiedział: "Przecież wszystkie bronie są dopuszczalne". Sędzia nowy jest, może niedoświadczony :lol: ale mimo wszystko to rażąca niekonsekwencja. Walka prowadzona w takim sobie tempie. Końcówka w moim odczuciu strasznie przewidywalna, bo kiedy Holiday zakładał kastet i stał tak w tym narożniku, byłem pewien, że zacznie biec w stronę Abyssa, a ten skontruje to w Black Hole Slam. 50 kawałków nadal leży na koncie Richardsa, który ładnie dostał od Outlawa. Feudu między nimi nie przewiduje, myślę, że Richards może skończy ten angle z Abyssem.

3. Rob vs Hernandez

Pounce... 1.2.3 i koniec. Tak jak sądziłem - Hernandez jest wypromowany bardzo solidnie, zdecydowanie bardziej aniżeli Rob, tyle, że nie sądziłem, że Hernandezowi pójdzie tak łatwo. Gdybym miał obstawiać, myślę, że Hernandez zacznie program z Morganem - strasznie pasują do siebie, obaj dostają push, mogłoby z tego wyjść coś niezłego. Nie podzielam opinii Midiana jakoby Hernandez miałby stracić walizkę - sądzę, że powinien ją przetrzymać, a po ewentualnym programie z Morganem powinien wykorzystać ją z kimkolwiek kto będzie wtedy posiadał pas.

4. BM vs BI

Rzeczywiście jasny punkt tego PPV. Beer Money mają zajebiste umiejętności, w dodatku umieją odgrywać swój gimmick, no i są zabawni (znaczy się byli bo teraz raczej zmieniono im trochę image). W Invasion wybija się w moim odczuciu Williams, bo Magnus wiele nie pokazuje. W momencie w którym Piwosze dominowali tempo walki wzrastało kilkakrotnie, ich double moves mogą się podobać. Niestety w momencie kiedy to Brytole przejmowali inicjatywę już tak różowo nie było. Ogólnie walka na plus, ale to chyba tylko za Beer Money.

Co do walki o pas kobiet to był to w miarę strawny comedy match z głównym udziałem pośladków Velvet :D Na następnym iMPACT pewnie Cody jobnie dla ODB i będziemy mieli mistrza. Wspomnień za dużo z tej walki nie mam, bo niestety TBP w ringu odstają do reszty Knockouts, ODB jest w moim odczuciu zbyt brawlerska, a i tak większość walki prowadził Cody, który raz zaimponował mi spotem z drabiną (no i może sposobem otwierania piwa), po za tym niczym nie grzeszy ten chłopak.

5. X Division Match

Tak jak wszyscy zawiodłem się. Co prawda nie mogę zgodzić się z Ravenem, bo IMO walki nie zdominował totalnie Joe. Homicide grał w miarę równego przeciwnika i kilka razy dosyć wyraźnie przeważał. Niestety po za kilkoma akcjami walka rzeczywiście przynudzała, liczyłem na większą płynność spotów i trochę większą częstotliwość i niestety były przestoje. Końcówka też słabo zabookowana, bo bez dramatyzmu, w dodatku walka w moim odczuciu za krótka, spodziewałem się jeszcze kilku minut starcia, a tu niemiłe zaskoczenie :(

6. Tag Team Championship

Chyba muszę zmienić opinię o Steinerze, który jeszcze miesiąc, dwa temu potrafił zrobić bardzo solidną walkę z AJ'em, teraz gdy taguje się z Bookerem magia Scotty'ego zanikła. Niestety muszę kolejny raz pojechać po Bookerze, bo od listopada 07 (kiedy zadebiutował) ani jeden pieprzony raz mnie niczym nie zachwycił. Tydzień w tydzień mnie wkurza, bo nie lubię jego brytyjskiego akcentu (nic nie da się zrozumieć), w ringu wali od niego przeciętnością jak nic. Wg mnie Booker nic a nic nie pokazuje w sześciokątnym ringu, nic nie pokazał w tej walce i zapewne nic nie pokaże w niedalekiej (bądź dalekiej) przyszłości. Rzeczywiście brawl na trybunach był taki sobie, aczkolwiek skok Steinera wyszedł nieźle. W ringu zaczęło się to wszystko rozkręcać, 3D pokazało swój arsenał, po za tym nic fajnego nie było. Szkoda mi tego, że Booker musi trzymać pas, bo Steinera jeszcze przeboleje. Beer Money zdecydowanie lepiej z nimi wygląda. Ogólnie walka średnia, ale da się obejrzeć.

7. W walce Foleya z Nashem było więcej krwi niż w WWE przez 1,5 roku. Foley się naciął konkretnie, Nash nie był dłużny, po za tym nic fajnego nie zobaczyliśmy. Niestety Foley bez stypulacji nie istnieje, myślę, że powinien więcej udzielać się na backstage'u, czy też segmentach, co mu wychodzi bez wątpienia. A Nash? Brak mi słów...

Main Event nie porwał. Był krótki, Sting nic szczególnego nie zrobił, Angle ku mojemu zdziwieniu też nie, a cała walka była chyba po to by pokazać, że Morgan jest na tyle podpromowany by bez problemu radzić sobie z main eventerami. Czuję, że na No Surrender dostaniemy Angle vs Morgan, jeżeli dostaną więcej czasu i solidny booking, walka to powinna dać radę.

Ogólne takie sobie PPV, lepsze od VR, ale zdecydowanie gorsze od Slammiversary. W skali szkolnej słabe 3.

Ta walka powinna być gdzieś pośrodku tej gali , a nie na początku .

Kwestia organizacji, szybciej jest złożyć klatkę przed galą i poźniej tylko ją rozłożyć.

niegdy nie oglądałem jeszcze ciekawej walki ze stypulacją "Falls Count Anywhere"

Nie mów, że nie podobała Ci się choćby walka Abyssa z Kurtem na Turning Point 08. Kurt pokazał kilka spotów wtedy, Abyss zbytnio nie odstał i powstała wtedy naprawdę dobra walka. Albo choćby Rhino vs Abyss na Against All Odds 06, czy też Joe vs Rhino vs Brown na Hard Justice 06. Albo może masz strasznie wybredne podniebienie?

Edytowane przez K-PEL-K

  • Posty:  753
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  02.07.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Szczerze przyznam , że wyniki trochę obrzydziły mi oglądanie tej gali ( następnym razem nie będę tego robił ) . Ale po kolei :

 

Steel Asylum Match - Pierwsza taka mała uwaga z mojej strony odnośnie „ obsady „ tej walki – ja bym dorzucił jeszcze Sheika Bashira i Kiyoshi’ego , byłoby 10 zawodników , a sama walka byłaby może jeszcze bardziej emocjonująca . Ale mniejsza o to , gdyż cruisweighterzy stworzyli najlepsze widowisko tej gali . Ta walka powinna być gdzieś pośrodku tej gali , a nie na początku . Wszyscy chyba zasługują na wielkie braw a , choć mnie najbardziej podobała się postawa Red’a ( dać mu ten pas ! ) i MCMG . Chłopaki na ringu nieźle dwoili się ( zajebiste Tag teamowe akcje Shelleya i Sabina , podwójny DDT + dropkick rządzi ) i troili co zaowocowało walką miłą dla oka . Fajnie też , że Burk’a wrzucili do tej walki . W WWE nie mógł zbyt rozwinąć swoich skrzydeł , może w TNA będzie lepiej wykorzystany . Kilka akcji też mi zapadło w pamięć , a zwłaszcza powerbomb Suicide’a na kilku przeciwnikach . Lethal i Creed też nie zawiedli , choć aż prosi się , by panowie walczyli w solowych karierach . Nie dość , że nie kręcą się wokół pasa Tag team , to tylko skazani są na współpracę , jak jest jaka walka , w której bierze udział więcej wrestlerów . Zajebisty był też moment , w którym posypały się finishery - uwielbiam to . Co zaszwankowało ? Wydaje mi się , że końcówka mogłaby być lepiej zabookowana . Wydawało mi się , że w pewnym momencie Burke mógł tylko wspinać się do góry w prościutkiej drodze do zwycięstwa – wybrał jednak inne rozwiązanie ( nie bardzo dla mnie zrozumiałe ) . Wygrywa ostatecznie Daniels , czyli właściwie bez niespodzianki .

 

Abyss vs. Jethro Holliday – Czyżby to może było królewskie zwieńczenie tego fantastycznego feudu pomiędzy Abyssem , a doktorkiem ? Nie wiem jak wy , ale powiem identycznie jak Maciek z Klanu w pewnej sytuacji : „ ja bym chciał „ . Szczerze powiedziawszy - z reguły nie przewijam żadnych walk . Tym większa szkoda , że oglądając tą walkę byłem trzeźwy . Właściwie wiadomo było , że wygra Abyss … Na temat samej walki nie ma sensu się za bardzo rozpisywać – głównie przeważał Abyss , Murdoch czy tam ten Holliday kilka razy się desperacko próbował odgryzać ( dwa razy je**ął Abyssa pałką ) , aż w końcu nadział się na Black hole slam . Fascynujące niczym w kolejnym 10000 odcinku Mody na Sukces w którym Brók daje dupy kolejnemu swojemu krewnemu . Niestety Stevie nie powiedział chyba jeszcze ostatniego słowa , więc na pewno jeszcze jedną walkę zobaczymy . Szkoda …

 

Hernandez vs. Rob Terry – Fajna walka … Masa zaje fajnych akcji , nearfalle i emocje od początku do samego końca . Na początku Hernandez wygłosił zabójcze promo ( taaak zrobiła się bardzo rodzinna atmosfera ) , potem Meksykanin wywalił z ringu dwóch Brytyjczyków i zmiażdżył biednego Roba . Williams , Terry i Magnus wyszli na totalne cipki nie umiejące sobie dać radę z jednym wrestlerem . Nie zrozumcie mnie źle – nie martwię się wygraną Hernandeza , ale takie akcje nie powinny mieć miejsca na wyczekiwanym PPV … Won na tygodniówkę .

 

 

Homicide © vs. Samoa Joe – walka niewiele lepsza od swojej poprzedniczki . Wszyscy byli chyba zadowoleni , gdy utalentowany Homicide zgarnął pas , a sama walka z Sama Joe zapowiadała się naprawdę całkiem sympatycznie . Głupio trochę , że jeszcze przed tą galą łudziłem się , że Homicide jakimś cudem zatrzyma pas . Choć w przeciwieństwie do Terry’ego Homicide „ coś „ tam pokazał i próbował się kilka razy odgryzać Samoańczykowi . Byłoby i nawet całkiem znośnie , gdyby nie beznadziejny booking tej walki . Czyżby panowie z bookingu mieli niezłego kaca , pisząc tą walkę ? Może się przeceniam , ale sam bym wymyślił lepszą końcówkę do tej walki . Samoa Joe nie pozwala na wykonanie Gringo Killah , potem ‘ puszcza ‘ przeciwnika na liny i wykonuje submission z przysłowiowej dupy . Ręce same składają się do oklasków . Żal mi i Homicide’a , który pasem się długo nie nacieszył i …. bookerów , którym już dawno skończyła się wena twórcza ( o ile taką mieli ) .

 

The Main Event Mafia (Booker T and Scott Steiner) © vs. Team 3D (Brother Ray and Brother Devon)- Nigdy nie lubiłem walk , w których akcja toczy się poza ringiem . Tak się składa , że i ta walka jakoś nie zmieniła mojego nastawienia . Chociaż z drugiej strony oglądanie na ringu Steinera & Bookera to dla mnie męka . W obecnej formie ich po prostu nie trawię . Panowie tylko obijali się poza ringiem – to oglądaliśmy przez większą część walki . Raz nawet Steiner mnie mile zaskoczył skacząc na Ray’a . Pod koniec zrobiło się nieco fajniej , gdy akcja przeniosła się na ring , nareszcie chciałoby się powiedzieć . 3D wykonali dwie ładne akcje , fajny był nawet chokeslam Bookera na stół – to stanowczo za mało , by krzyczeć „ this is awesome „ . Akcja z roll-upem była śmiechu warta . Widziało się lepsze walki

 

Dwie ostatnie walki pominąłem , gdyż nie chciało mi się ich oglądać - z pewnością są lepsze rzeczy do roboty . No i mamy pełną dominację ME , nie ukrywam , że nie skaczę z radości z tego powodu . Gala ze względu na Steel Asylum była minimalnie lepsza od poprzedniego PPV – nie jest to jednak powód do zbytniego entuzjazmu …

" I am born to kill, judge and condemn

I am born to win, slay and maim 'em

I am born to live, fight for glory

I am born to die ... "

1083557911497eeae0dfa61.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Grok
      Dralistico jest bliski powrotu po kontuzji, która wyłączyła go z akcji od końca 2023 roku. W grudniu Dralistico ogłosił, że przeszedł nieujawnioną operację. Próbował występować mimo urazów ucha, ale pod koniec października został wycofany z akcji, a jego ostatnim meczem była walka trzyosobowa, w której La Faccion Ingobernable przegrała z Komanderem, Markiem Briscoe i Roderickiem Strongiem. Od tego występu minęły cztery miesiące, ale nasz Bryan Alvarez donosi, że zawodnik dostał zielone światło
    • Grok
      Dustin Rhodes nie jest zainteresowany powrotem do WWE i wskrzeszeniem starego gimmicku Goldust. W odpowiedzi na pytanie fana w mediach społecznościowych Rhodes oświadczył, że najlepszą robotę w karierze odwalił w AEW. Choć bardzo kochał tę postać, gimmick Goldust wyczerpał się i nie prowadził donikąd przed jego odejściem z WWE. „Nope! Nigdy nie dostałem tam podwyżki. Co, chcesz, żebym siedział na ławie i nic nie robił? To już nie ja. Najlepszą robotę w karierze odwaliłem z @AEW. Koch
    • MattDevitto
      Podobają mi się te postery prezentowane przez Stardom czy TJPW - fajne, z pomysłem, a nie kolejny plakat, który wygląda jak coś zrobione w 2 minuty na szybko...
    • KyRenLo
    • CzaQ
      Ten plakat wygląda jakby WWE promowało przemoc domową       A tu znowu szachy - czarne na górze, białe na dole  Jeszcze jebne jak Orton z Knightem zaczną  
×
×
  • Dodaj nową pozycję...