Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Welcome to the jungle (Vegard Jacobsen RP)


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  1 775
  • Reputacja:   2
  • Dołączył:  07.07.2006
  • Status:  Offline
  • Styl:  Jasny

Hans: W porządku, ostatni przegląd. Masz szczoteczkę do zębów?

 

Vegard: Tak.

 

Hans: Latarka?

 

Vegard: Jest.

 

Hans: Biografia Tony’ego Hoganśkiego… zaraz, po co ci ona?

 

Vegard: A co według ciebie mam robić w długie letnie wieczory? Prowadzić booking diary w jaskini?

 

Nasi bohaterowie spędzali ostatnie chwile przed wylotem z lotnika Katowice – Pyrzowice. Samotnie zajmowali krzesełka wokół bramki nr 3. Maszyna zarezerwowana była specjalnie dla niedawnego debiutanta EWF, toteż turyści nie wykazywali nią większego zainteresowania. Vegard po raz kolejny przeciął wzrokiem olbrzymie, przezroczyste ściany, aby rzucić okiem na niewielki śmigłowiec.

 

Vegard: Nie wygląda zbyt stabilnie. Czy na pewno poradzi sobie z podróżą do Korei?

 

Hans: Nie obawiaj się. W najgorszym wypadku wylądujecie w Osetii, a tam już zostaniesz ciepło przyjęty przez gruzińskich fanów.

 

W tym momencie Jacobson usłyszał wołanie kontrolerki. Wymienił ostatni uścisk dłoni z Hansem, po czym przeszedł przez krótki korytarz prowadzący na płytę lotniska. Jeszcze parę kroków i znalazł się we wnętrzu helikoptera. W środku wydawał się on jeszcze mniejszy – trzecią część powierzchni zajmowały dwa siedzenia. Jedno z nich zajmował koreański pilot. Azjata uśmiechnął się na widok przybysza.

 

Pilot: No nareszcie. Zapinaj pasy młodzieńcze, czeka nas długa droga.

 

Dochodziła 19, więc lądowanie nastąpi najwcześniej przed południem. Na szczęście rutynowy lotnik miał podzielną uwagę, dzięki czemu mogli zabić czas rozmową.

 

Pilot: Widziałem twoją walkę z Ieshige. Niewiele zabrakło do zwycięstwa.

 

Vegard: Co nie zmienia faktu, że ta porażka mnie dotknęła. Ieshige to nie był cel, tylko droga. Solidna, betonowa ścieżka, która rozpoczynała szlak prowadzący do FTW Title. A ja przewróciłem się już na samym początku, przy czym dotkliwie obtarłem kolana. Co będzie, gdy zaczną się kocie łby? Czy dam radę, gdy przyjdzie mi wspinać się po stromych zboczach masywnych gór? Wątpliwe. Muszę wzmocnić siłę i wytrzymałość, bowiem nikt w czasie tej podróży mnie nie opatrzy. Dlatego właśnie lecę na tą wyspę.

 

Pilot: Na najbliższej gali walczysz z kilkoma wrestlerami. Trudno będzie się połapać w takim gąszczu.

 

Vegard: Owszem, stypulacja nie należy do najłatwiejszych. Lecz jedną próbę mam już za sobą. Poznałem Ieshige, jego mocne i słabe strony. Pozostali zaliczają się do tzw. „normalnych” ludzi, w dodatku niedoświadczonych. Nie twierdzę, że sam jestem weteranem, ale katorżniczy trening w Norwegii daje mi pewną przewagę. Jestem szybszy, zwinniejszy i... lepiej zmotywowany. Cały naród pokłada we mnie swe nadzieje. Niebawem rozpocznie się letnie Grand Prix tj. kolejny period dominacji Gregorka. To oznacza, że potrzebuję sukcesu bardziej niż kiedykolwiek przedtem.

 

Pilot: Dzielny z ciebie chłopak… popatrz, dolatujemy! Przykro mi Veguś, ale muszę wypełniać rozkazy przełożonych.

 

Vegard popatrzył na niego ze zdziwieniem. Nagle uderzyła go fala świeżego powietrza. Zobaczył jeszcze, jak śmigłowiec w sekundę zmienił się w mały punkcik na niebie. Ogarnęła go ciemność.

 

 

Jacobson otworzył oczy. Tak jak się spodziewał – powitało go nie sklepienie maszyny, lecz nieskazitelnie bezchmurne niebo. W ustach czuł smak krwi. Zdawało się, że minęła sekunda, odkąd Koreańczyk otworzył zakamuflowaną dziurę w siedzeniu. Jednak dość niskie położenia słońca w stosunku do widnokręgu podpowiadało, że rozbitek leżał tutaj od kilku godzin. Młodzieniec dość szybko otrząsnął się z szoku. Wcale nie oczekiwał miłego przyjęcia. Na szczęście organizatorzy projektu wyłożyli lądowisko opakowaniami po zupkach w proszku, co znacząco złagodziło upadek. Choćby jednak chciał, nie mógł tu odpoczywać w nieskończoność. Z niechęcią dźwignął się na nogi. Jego oczom ukazało się wszystko, co może zaoferować przeciętna wyspa rodem z powieści przygodowych. W promieniu kilku mil otaczała go jałowa pustynia, której widok urozmaicały nieliczne krzaki. Na południu mieniły się wody Morza Japońskiego, wschód i północ porastały gęste lasy mieszane, na zachodzie zaś trwały monumentalne formacje skalne. Z pozoru trudna sytuacja, dla Vegarda była jasna i oczywista. Otóż za młodu przeczytał „Tajemniczą wyspę” Juliusza Verne’a. Historia ta dotyczyła pięciu Amerykanów, którzy podróżując balonem trafiają na niezamieszkaną, lecz żyzną wyspę na Pacyfiku. Norweg postanowił uczynić to samo, co bohaterowie książki francuskiego pisarza – wspiąć się na jedną z gór i tam wybrać najdogodniejsze miejsce na schronienie. Przy okazji chciał zahaczyć o dżunglę, aby zgromadzić prowiant na wędrówkę.

 

Przed zachodem słońca przebył nareszcie krainę nieobfitości. Niestety u skraju lasu nie dostrzegł nic przydatnego (pomijając paprocie). Nie mając innego wyjścia zagłębił w nieprzebyty bór. Gdy pokonał kilka kilometrów, do jego uszu dotarł anielski śpiew – szum rzeki! Popędził przed siebie, nie zważając na coraz gęstsze krzaki. W końcu odepchnął ostatnie gałęzie i stanął jak wryty. W promieniu kilkuset metrów rozciągała się cudowna dolina, przecinana przez środek czystym, wartkim potokiem. 2 mile dalej wieńczyło ją jezioro obramowane trzciną i pałkami wodnymi. Polany po obu stronach strumienia zarastały różnorakie zioła i jagody, zaś nieco dalej znajdowała się obszerna nora. Wrestler instynktownie ruszył w jej kierunku. Koreańczycy co prawda zapewniali o braku drapieżników, niemniej jednak zachował czujność. Ostrożnie wsadził głowę do środka i… spojrzała na niego para rozumnych oczu. Niewielki borsuk siedział skulony we wnętrzu jamy obawiając się egzotycznego przybysza. Vegard podszedł doń powoli. Dotychczas na swojej drodze spotykał jedynie ptaki i insekty. Teraz nareszcie los zetknął go ze zwierzęciem, które od biedy można oswoić.

 

Vegard: Ee.. a więc to twój dom?

 

Borsuk: …

 

Vegard: Nie obrazisz się, jeśli również tutaj zamieszkam?

 

Borsuk: …

 

Vegard: Dziękuje, przyjacielu. Nazywam się Vegard Jacobson. Zapewne nie masz ochoty się przedstawiać. Pozwolisz zatem, że będę cię nazywał… Anarchibald?

 

Anarchibald: Rrrr (radosne warknięcie)

 

Vegard: Znakomicie! Pozwól więc, Anarchie (czyt. anarczi), że poszukam czegoś na kolacje,

 

Rozpromieniony chłopak wyszedł na powierzchnie. Dopiero teraz jego uwagę przykuł wilgotny kawałek papieru leżący na ziemi. Nagłówek głosił: „Vaclav – Legenda Sherwood! Dwupłytowe wydanie DVD. Tylko w licencjonowanych dziuplach EWF. Premiera po opuszczeniu gniazd przez młode. Nie przegap!”

 

Vegard: No proszę. Komercja dotrze nawet tam, gdzie małpy nie zostały wypushowane na ludzi.

 

Wtem przypomniał sobie, że na wszelki wypadek wziął ze sobą jedno opakowanie po zupce. Zabezpieczył nim kartkę, po czym wrzucił do rzeki. Kto wie, być może któryś z mieszkańców odnajdzie ją i zamówi home video?

 

Z powrotem zwrócił się w stronę lasu. Już na granicy z polaną dokonał istotnego odkrycia – ściółkę gęsto porastały halucynogenne grzybki Psilocybe semilanceata. Znalezisko to uradowało go bynajmniej nie dlatego, iż odczuwał brak rozrywek na wyspie. W razie potrzeby mogło się okazać bezcenną bronią na zdeprawowane szumowiny typu Ieshige. Zastanawialiście się może kiedyś, co się stanie, gdy psychol zje psychodelika?

Vegard oddalił się jeszcze bardziej od rzeki, aż w końcu natknął się na potencjalną kolację. Kilkadziesiąt metrów dalej spacerowała nieświadoma jego obecności dzika świnia. Wyspiarz zaczaił się między gęstymi świerkami, po czym szybkim susem przycisnął wieprza do ziemi i dopełnił rytuału polowania zakładając Wings of Seagull. Z ciężką zdobyczą na ramionach powrócił do gościnnej jaskini.

Tym razem Anarchibald wyskoczył mu na powitanie. Jacobsen pogładził poczciwego zwierza, a następnie skonstruował naprędce grill. O ile grille ze swej natury są prostymi urządzeniami, tak to narzędzie można było nazwać dziełem sztuki prymitywnej. Pamiętacie, jak wygląda ring TNA podczas walk Ultimata X? Sprzęt młodzieńca różnił się od niego tylko surowcami – matę zastąpiono rozgrzanymi skałkami, metalowe pale gałązkami, górne liny lianami, zaś znak „X” zdrową porcją dziczyzny. W czasie, gdy mięso powoli nabierało brązowego koloru, Norweg zajął się kolejną palącą potrzebą – siłownią.

Z racji wieku i dość krótkiego szkolenia, młokosowi daleko było do siły i muskulatury Pudziana. A że bez tego nie ma szans na odzyskanie skarbu, bez względu na okoliczności codziennie wypełniał plan treningowy przygotowany przez naukowców z uniwersytetu w Bergen. Fakt, że znajduje się na końcu świata, również nie mógł zmusić go do przerwania ćwiczeń.

Wybudowanie ławeczki nie stanowiło trudności. Wystarczyło powiązać ze sobą sześć kłód na kształt piwnego sześciopaku. Poważniejszym problemem okazała się sztanga. Za gryf mogła posłużyć twarda gałąź. Obciążniki zaś postanowił wykonać z arbuzów. Owszem, arbuzów. Rosnące nieopodal owoce należało przedziurawić tak, aby przez oba otwory dało się przeprowadzić kij. Później konieczne było pozbycie się miąższu. W tym zadaniu z radością pomógł Anarchie, dzięki czemu Vegard zdołał się zabrać do finalnej fazy robót jeszcze przed zmrokiem. Ostatnim zabiegiem było wypełnienie ich kamykami, podklejonymi przy pomocy gliny. Tak spreparowane obciążniki osiągały wagę ok. 8 kg każdy. Mimo zmęczenia, osiemnastolatek od razu skorzystał z nowopowstałej pakerni.

Poza sześciu seriach niemal 100-kilogramową sztangą dumny z siebie młodzik po raz ostatni rzucił okiem na swe dzisiejsze dzieła i ponaglany jaśniejącym światłem księżyca powrócił do jaskini. Z miękkiej trawy i mchu ułożył posłania dla siebie i Anarchibalda. Ciężko mu było uwierzyć, że jeszcze rano oczekiwał na samolot w Katowicach. A teraz… stał się prawdziwym kolonistom. Dodatkowo otuchy dodawała mu myśl, że przy swojej wyjątkowej błyskotliwości Ieshige siedzi teraz pewnie pod drzewem konsumując magiczne grzybki.

 

 

Przez kolejne dni Vegard uzupełnił swój dobytek m.in. o piec, gliniane naczynia i podstawowe meble tj. stół, krzesło oraz półka. W końcu jednak nadszedł 26 lipca. Uprzedzono go, że tego dnia w południe helikopter będzie na niego czekał w tym samym miejscu, gdzie tak brutalnie go opuścił. Mając na uwadze odległość dzielącą dolinę od sterty śmieci, musiał wyruszyć z samego rana. Gdy tylko promienie słońca oświetliły uśpioną polanę, budowniczy dokonał ostatnich przygotowań gromadząc niewielką ilość pożywienia. Niechętnie pożegnał wiernego Anarchiego i pierwszy raz opuścił posiadłość rodem z Flinestonów.

 

Przemierzając znane mu już pustkowia rozmyślał o dzisiejszej walce. Tydzień spędzony na wyspie z pewnością go wzmocnił – jeśli nie fizycznie, to przynajmniej mentalnie. Miał jednak świadomość, że jego wrogowie podobnie nie próżnowali i są doskonale zmotywowani, aby przedrzeć się do main eventów. W tym 6-Man Elimination Matchu czeka go próba talentu, przy czym przyda się łut szczęścia. O niepokój przyprawiał dopisek „No DQ”. Ta zasada jest stworzona dla Ieshige, który to będzie mógł uczynić ze swej „odmienności” zaletę. Wtem na twarzy Vegardy wykwitł groźny uśmiech.

 

Vegard: Reguły dotyczą wszystkich jednakowo. W razie potrzeby i ja zdzielę go krzesłem.

 

Na tym atrakcje się nie kończyły. Następnie miało się odbyć drugie starcie, pierwsza w karierze bitwa o pas. Jakby tego było mało, miał realne szanse na zdobycie reaktywowanego Stolica Title – co prawda on i drugi z wyspiarzy będą wymęczeni po uprzedniej sieczce, lecz Knifer i Reebok zostali na ostatniej Wrestlepaloozie bezlitośnie pobici przez Szakala. Dzięki życzliwości honorowego komisarza jedynym zagrożeniem staje się osoba, wraz z którą awansuje do Gauntlet Matchu.

 

Po długim, forsownym marszu, chłopak dotarł w końcu do znajomej góry śmieci. Ognista gwiazda dochodziła do pozycji zenitalnej i wkrótce na niebie zalśniła czarna plamka, z każdą sekundą coraz większa. Nie minęło 5 minut, a znajomy pilot wylądował otwierając drzwi. Jego usta niezmiennie przybierały wyraz bezkresnej radości.

 

Koreańczyk: Miło cię znów spotkać, Veguś! Jak się podoba wyspa?

 

Vegard: Całkiem przyjemna… ostatnim razem mogłeś mnie uprzedzić, że zostanę zrzucony z trzeciego piętra. Przynajmniej bym nie zemdlał i nie dostał udaru słonecznego.

 

Koreańczyk: Rzecz w tym, że to część twojego treningu. Musisz przywyknąć do takich niespodzianek, w EWF jest ich pod dostatkiem.

 

Vegard: O ile dam radę dożyć tych niespodzianek. W Lublinie też mi zafundujesz skok spadochronowy bez spadochronu?

 

Koreańczyk: Przekonasz się. (jeszcze szerszy uśmiech)

 

Vegard: Huh, cudownie. Zatem ruszajmy w drogę.

2999686564ec3bcdf0a69b.jpg

  • Odpowiedzi 5
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • nasjazz

    2

  • Ja Myung Agissi

    2

  • Milos

    1

  • 99ZaJaC99

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  27
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  22.07.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

ale CALOŚĆ Rp miala sie obdywać na wyspie

  • Posty:  2 298
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  08.11.2007
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

ale CALOŚĆ Rp miala sie obdywać na wyspie

 

Chcesz sobie wywalczyć zwycięstwo na backstage ? :D

Nie płakałem po CM Punku

18909757064dbdb1458cbe1.jpg


  • Posty:  1 864
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Chcesz sobie wywalczyć zwycięstwo na backstage ?

 

Chyba wytworzyć heel heat ;P

EWF, III Oddział Kancelarii Osobistej Jego Imperatorskiej Mości.

Cultured Society|The Princess of Attitude.

I love the whisper of Attitude <3.

3926129444e3b08a90b45e.jpg


  • Posty:  2 298
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  08.11.2007
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

RP lekki, zabawny i bardzo przyjemny w lekturze. Dobrze opisane "zadomawianie" się na wyspie, ale nadal zbyt mało odniesień do przeciwników. Jeżeli nad tym popracujesz będzie naprawdę dobrze.
Nie płakałem po CM Punku

18909757064dbdb1458cbe1.jpg


  • Posty:  1 864
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Dobrze opisane "zadomawianie" się na wyspie, ale nadal zbyt mało odniesień do przeciwników.

 

Uważam podobnie ;)

EWF, III Oddział Kancelarii Osobistej Jego Imperatorskiej Mości.

Cultured Society|The Princess of Attitude.

I love the whisper of Attitude <3.

3926129444e3b08a90b45e.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Tak tylko to wrzucę   
    • GGGGG9707
      Mi się właśnie wydaje że to doprowadzi do odejścia Balora. Od kontuzji Doma było mówione że do RR zdąży wrócić więc jego wejście w walce jest niemal pewne (co nie będzie jakąś dużą niespodzianką bo wszystkie informacje podawały że na Rumble wróci). Balor nie przypadkowo dowiedział się na RAW że nie ma dla niego miejsca w RR Matchu a do tego te promo Liv do Balora. Typuję że albo Dom będzie w RR Matchu i go koncertowo przegra co zdenerwuje Finna że znowu Dom dostaje szansę mimo że ma już pas albo
    • Bastian
      Czyżby to było ostatnie RAW w karierze AJ Stylesa? Nadrabiamy!  Było kilkanaście miesięcy na to, aby ogarnąć pierwszą w historii WWE walkę CM Punk - AJ Styles. Jedyne, na co było stać federację to walka na RAW niemal na koniec kariery AJ'a, którą przerwał w dodatku Finn Balor  Irlandczyk będzie chyba takim przyjemnym przystankiem dla Punka aż do WM42. Na Royal Rumble walki Phil nie dostał, Elimination Chamber w Chicago, więc trzeba coś ogarnąć.   Swoją drogą, szkoda, że po tym, jak odebrano
    • IIL
      Ciampa is All Elite 🙂
    • Attitude
      Nazwa gali: AEW Dynamite #330 Data: 28.01.2026 Federacja: All Elite Wrestling Typ: TV-Show Lokalizacja: Cedar Park, Texas, USA Arena: H-E-B Center At Cedar Park Format: Live Platforma: TBS Komentarz: Excalibur, Taz, Tony Schiavone, Don Callis & Stokely Karta: Wyniki: Powiązane tematy: All Elite Wrestling - dyskusja ogólna AEW Dynamite - dyskusje, spoilery, wrażenia AEW Saturday Collision - ogólne dyskusj
×
×
  • Dodaj nową pozycję...