Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Wrodzona nienawiść: The Nilsen - Knifer Story.


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  914
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  31.08.2005
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Zwykłe szare blokowiska, zaśmiecone trawniki, unoszący się wokoło dym i smog, a także pijane lub też naćpane dzieci, które zwykły nazywać już siebie młodzieżą lub też dorosłymi. Takie otoczenie towarzyszyło jednemu z apostołów cierpienia, gdy wolnym krokiem, pogrążony w myślach, spacerował po jednym z polskich miast. Jedną z przeważających emocji w jego sercu była paradoksalnie pustka. Otaczała go tak bardzo, że nie zważał na biedę i bezsilność, która często go wzruszała, jego celem w końcu było wybawienie tych wszystkich ludzi od nędzy, nie tej materialnej, lecz subtelniejszej – duchowej. Każdy krok nieco nieświadomie kierował go do miejsca, gdzie zaczynała się podróż większości ludzi ku prawdziwemu, odpowiedzialnemu życiu. Po kilku chwilach jego wzrok spoczął na ruinie – wybite szyby w oknach, leżący wokoło gruz, odpadający tynk i zapadający się dach. Tylko stara, mocno zardzewiała tabliczka z napisem ciężkim do odszyfrowania pozwala stwierdzić, że jest to liceum. Nilsen szybko przeskoczył ogrodzenie, doszedł do wejścia i kopniakiem rozwalił drzwi, które i tak już wypadały z zawiasów. Rozpoczął swoją wędrówkę po zakurzonych i zaśmieconych korytarzach. Wszędzie znajdowały się mocno nieudane grafitii, zostawione tutaj przez trzynastoletnich „artystów”, chociaż można było znaleźć i perełki. Na dobre zainteresowała go jedna klasa(oznaczona numerem trzy). Szybko zauważył jedyną, typową uczniowską ławkę, która nie została doszczętnie zniszczona. Stojącą w centrum klasy, była delikatnie oświetlona przez światło padające z dziury, gdzie kiedyś znajdowało się okno. Oprócz niej w pomieszczeniu znajdowała się tablica – czysta, niemal nienaruszona, zniszczone szafki i przewrócone biurko nauczyciela, oraz oczywiście wszechobecne śmieci. Nie zważając na brud Izzy, usiadł przy ławce na drewnianym krześle, rozkładając się dość wygodnie. Jego wzrok był utkwiony w jedynym całym oknie w budynku, tak brudnym, że ledwo przez nie było widać pogodne niebo, które mocno kontrastowało z otoczeniem tej zapomnianej przez bogów dzielnicy.

 

- Ileż razy w takim budynku jak ten spoglądałem na horyzont, nie zważając na wiedzę, którą próbowali mi wpoić nauczyciele. Nie obchodziło mnie to wtedy, ogarnięty marzeniami i ideami wciąż byłem gdzieś pomiędzy światami. Już wtedy wiedziałem, że nie jest mi pisana droga uczonego, mimo dobrych stopni, które otrzymywałem. Ludzie dziwili mi się, gdy opowiadałem im o moich marzeniach, o tym, że chce nakłonić ludzi do dobra. Wpadali w histeryczny śmiech bo myśleli, że chce zostać księdzem. Jakże wielkie było ich zdziwienie, gdy ujrzeli mnie na szklanym ekranie, walczącego z najlepszymi zapaśnikami na świecie. Dotychczas moja droga była kręta, pełna niebezpieczeństw i pułapek. A jednak radziłem sobie całkiem dobrze. Udało mi się wygrywać ważne walki, zdobyć jeden pas, potem drugi, z braćmi z DoS znakomicie wypełnialiśmy to co zostało zapisane w ewangelii. Jednak nagle wszystko się posypało, jak wspaniały domek z kart przy podmuchu wiatru. Przegrywaliśmy, traciliśmy pasy, do dziś ktoś na nas poluje, a my dalej nie znamy jego tożsamości. Gdy na świecie swoje żniwa zbiera kryzys ekonomiczny, u nas w Polsce kryzys, choć tak bardzo różniący się od tego, w którym największą rolę grają szeleszczące, bezwartościowe papierki szaleje wśród szeregów Apostołów. Instynktownie wiemy, że trzeba go zwalczyć, zwyciężyć. Pierwsza okazja trafiła się nader szybko. Izzy Nilsen vs Oscar Knifer. Dla mnie to coś więcej niż walka, to wyrównanie osobistych porachunków. Gdy pierwszy raz, siedząc wśród widowni na jednej z gal federacji AWF - Outbreak zobaczyłem twoją twarz, znienawidziłem Ciebie od razu. Zdziwi Cię to zapewne, zaczniesz pytać dlaczego? Przecież on nawet mnie wtedy nie znał. Mylisz się głupcze, w głębi naszych dusz znaliśmy się od zawsze, wieczna rywalizacja między nami istniała już od zarania dziejów, wiesz dlaczego? Bo to jest nasze przeznaczanie, nasz cel, nasza droga i gdy jeden pokona drugiego, może osiągnąć spokój. Lata mijały, czyniliśmy wielkie postępy, ja walczyłem w Ameryce, a ty kontynuowałeś swoją karierę w AWF, później w EWF. Zdobywałeś tytuły, sławę, fanów, dziewczyny…

 

- Od początku obserwowałem twoje walki, wypowiedzi, zachowania. Zawsze gdy Ciebie widziałem, wśród przekleństw, które miotałem na wszystkie strony umieszczałem jedno słowo – hipokryzja. W towarzystwie zdolnego menadżera, Paula Offtena wkroczyłeś z dużym impetem w świat wrestlingu. Jako zły chłopiec, wiecznie agresywny, wiecznie nienasycony agresją chciałeś zawojować świat. Zawsze towarzyszył Ci twój nieodłączny przyjaciel – kastet, dzięki któremu nie raz wychodziłeś z nie lada opresji, ale było coś jeszcze, brudne, nic nie warte pieniądze, którymi kupowałeś sobie zwycięstwo. Ale o tym już nikt dziś nie pamięta… Bo po co gnębić bohaterów, przecież źli byli kiedyś, teraz się zmienili? Dlaczego mamy opluć kogoś kto teraz płaci podatki i całuje dzieci na paradach? A gdy wraz z Vaclavem zdobyliście AWF Tag Team Titles, to Ciebie znów ogłosili bohaterem, to Ciebie noszono na rękach. Z każdym kolejnym dniem zmieniałeś się coraz bardziej. Doceniłeś fanów, którzy kiedyś byli gotowi publicznie Cię zlinczować. Z dumą patrzyłeś na transparenty, które miały Ciebie zdopingować i dodać Ci sił, a kiedyś po prostu je zrywałeś. Jednak to nie było najgorsze. Kiedy ja walcząc za oceanem, poświęciłem wiele (Izzy delikatnie przejechał palcem po swojej bliźnie) ty zbierałeś laury, które tobie się wcale nie należały. Walki wygrywał mój przyjaciel i mentor, chcący znaleźć wiarę w siebie i w innych ludzi, jednak, gdy podczas kolejnych wieczorów wylewał pot i krew za wasze zwycięstwa, ludzie byli skupieni tylko na tobie. W twoim zadufaniu i upojeniu się nie potrafiłeś dojrzeć agonii, kryjącej się w oczach twojego partnera i „przyjaciela”. Wraz z twoim menadżerem stwierdziliście, że grunger już taki po prostu jest, po paru próbach zrozumienia go po prostu się poddaliście, złożyliście broń. Widziałem twoje zdziwienie, gdy Vaclav oddał Scytherowi swój tytuł i rzucił się w wir wybawczych walk bez zasad. Gdy nie wiedziałeś co się stało, a potem niemal od razu zapomniałeś o człowieku, który tyle dla Ciebie zrobił, ja znienawidziłem Cię jeszcze bardziej – poprzysiągłem Ci zemstę, ale zemstę honorową, pomiędzy czterema narożnikami, jak przystało na wielkich rywali, którymi mieliśmy się kiedyś stać. Mijały lata, ja zadebiutowałem w HVW, walczyłem, cierpiałem, rozwijałem się. Pewnego dnia ty także tam przybyłeś. Miałem nadzieję, że wypełnię swoje przeznaczenia i wygram z tobą, przy okazji niszcząc Cię. Jednak los zadrwił z nas i nie postawił nas naprzeciwko siebie. Podczas gdy ja wciąż mozolnie wspinałem się do góry osiągając kolejne szczyty, ty upadłeś nisko, zbyt nisko byś mógł pozostać w tamtej federacji – przegrałeś nawet z ochroniarzem, okryłeś się hańbą. A jednak wróciłeś – odmieniony, uczciwszy i silniejszy niż kiedykolwiek. W każdym razie tak Ci się wydawało, gdyż znowu nie osiągnąłeś nic… nawet z pomocą twojego grubego przydupasa. W świat EWF, nasz świat, nasz rejon, naszą ewangelię, powróciłeś w sposób, który utwierdził mnie w przekonaniu, że jesteś pasożytem, którego trzeba zdeptać, by nie wyrządził wielkich szkód. Pokazałeś swoją ”uczciwość” pozbawiając mnie zwycięstwa nad Y2J, zadałeś pierwszy cios, pierwszą ranę. Cóż przyjacielu, wojna rozpoczęta, przygotuj się na piekło, piekło w którym króluje ciemność, ciemność prowadzona przez moją dłoń. A teraz pozwolisz, przejdźmy do sedna sprawy.

 

Izzy powoli wstał z ławki, wolnym krokiem podszedł do tablicy, po drodze zabierając z leżącego na ziemi pudełka kredę. Zaczął pisać, powoli ukazało się pięknie wykaligrafowane słowo – więzy, a zaraz za nim następne – historii.

 

- Nie uważasz to za dziwne, że mimo tego, że wcześniej nie mieliśmy okazji zamienić choć słowa tyle rzeczy nas łączy. Ty utraciłeś przyjaźń Vaclava, ja zyskałem brata w swojej szlachetnej misji. Straciłeś kolejnego przyjaciela – The Pantera, ja zniszczyłem nie tylko jego ciało, kończąc jego karierę, ale i psychikę – rujnując jego życie. Ty zdobyłeś tytuł rozwojowy i tytuł drużynowy, zupełnie tak samo jak ja – z tą samą osobą. Pokonywałeś wielkie nazwiska, zupełnie jak ja. Wzbiłeś się na wyżyny, a potem upadłeś – tak samo jak i ja. Oboje jesteśmy apostołami, ty obłudy, ja zaś ewangelii zmierzchu. A patrząc z perspektywy ostatnich wydarzeń to zaatakowałeś mnie krzesłem, niosąc mi ból jako drobne zadość uczynienie mojej dobitnej nienawiści, mojej obsesji. Wyczuwasz to choć ledwo o tym wiesz. Ja natomiast w akcie zemsty zrobiłem zupełnie to samo, chociaż Ciebie upokorzyło to jeszcze bardziej. Czy jednak podniesiesz się gdy płomienie zaczną lizać twoje ciało? Kiedy drewno wbije się głęboko w twoje plecy, wywołując ból w każdym centymetrze? Bolesne poparzenia i pęcherze?

 

Wzrok niemalże szaleńca padł na krzesło, które wcześniej służyło jego spoczynku. Wyciągnął z kieszeni kurtki butelkę nafty. Otworzył. Przez chwile delektował się jej zapachem, po czym wylał ją na krzesło. W jego rękach znalazły się zapałki, zapach siarki rozszedł się w pomieszczeniu, krzesło zaczęło się palić. Chwycił je za nogi, krzycząc z całej siły rozbił ją o ławkę, łamiąc ją na pół.

 

- Agresja, znasz ją tak dobrze, wrzeszczy do Ciebie kiedy spoglądasz w oczy swoim rywalom, a jednak jest Ci wciąż obca, wciąż nie znasz jej granic. Ja poznałem ją zbyt dobrze, o mało nie straciłem jedno z moich błękitnych oczu. Moje ciało pokrywa dziesiątki blizn – jedne to pamiątka z dzieciństwa, na innych czuć jeszcze zapach krwi… Niejeden raz były zadane mi przez dziesiątki moich małych, kłujących przyjaciół. Nigdy nie traktowałem tego jako zdradę, bardziej jako przykry wypadek. Teraz oręż jest jednak inny. Co ty powiesz kiedy zniszczę twoje sny zwycięską bronią? Tylko proszę nie płacz, to mnie nie wzrusza.

 

- Mam dość tego wszystkiego, enjoy the darkness school, your task is finally over…

 

Odszedł do miejsca, które tymczasowo było jego domem, pragnął odpoczynku, wybawczego snu.

 

Ciemność – to ona jest pierwszym przystankiem do nowego dnia, nowych wrażeń. Ogarnęła ekran bardzo, bardzo szybko. Utrzymywała się przez chwile, po czym wśród huku rozlepianych powiek zniknęła równie szybko jak się pojawiła. Słońce boleśnie kuło w oczy, kilka mozolnych ruchów by wstać, ocenić położenie. Mały, śliczny japoński ogród. A to ciekawe. Rozejrzał się wokół, nikogo nie było, żadnej żywej duszy, nawet zwierząt. Jakie było jego zdziwienie gdy nagle przed nim pojawił się Scotty Whiped z lśniącym, nowym pasem Evolution na ramieniu.

 

Sw – Nie uważasz, że to urocze?

 

In – Urocze? Uważasz za urocze to, że znalazłeś się nagle w moim śnie? Bo na jawie wyglądasz chyba jeszcze gorzej...

 

Sw – Jesteś pewien, że to twój sen? Pokonałem Cie w twojej własnej grze, wrzuciłem Cię w setki twoich „przyjaciół”, nie pozwoliłem odzyskać złota, wpędziłem was w jeszcze większy kryzys, a teraz zdaje się mieć kontrolę nad twoim snem. Tak to urocze.

 

Prawy sierpowy, który miał uciszyć Whipeda nie trafił – jego twarz po prostu się rozpłynęła po chwili wracając do normalnego wyglądu.

 

Sw – Naprawdę myślałeś, że to będzie aż tak proste? Że pokonasz swoje koszmary zwykłą siłą? Sam miecz nie pokona samuraja, tak samo jak i samuraj bez miecza nie wykona zabójczego cięcia. Jestem tu by Ci pomóc, by wskazać Ci drogę.

 

In – Ty chcesz wskazać mi drogę? Jesteś dla mnie nic nie wartym odpadem, żartem „boga”. Zresztą dlaczego miałbym ufać jednemu z Sensi? Na czołach macie wyryte słowo zdrada… i to nie raz. Bardzo głęboko.

 

Sw – Głupcze. Czy ty dalej nic nie rozumiesz? Jestem tylko projekcją twojej wyobraźni, przybrałem postać twojej ostatniej porażki by uzmysłowić Ci w jak głębokie gówno się wkopałeś. Twoją głowę zaprzątają teraz miliony spraw – Knifer, tytuł, DoS, dziewczyna… Nie potrafisz nic z tych rzeczy zrobić dobrze, twój dotyk powoduje destrukcję porażki. Spójrz na twoje biodra – czy jeszcze nie tak dawno temu dumnie wisiał na nich Tag Team Title? A teraz? Noszą się z nimi Jazzowski i Y2J. Stałeś się równie żałosny jak twoi przeciwnicy.

 

In – To tylko krótka faza, zwykły pech. Pokonam Knifera i odzyskam tytuł. Jedno po drugim, spokojnie. Każdy ma prawo do porażki czyż nie? Nawet z tym żygaczem ścierwa Whipedem.

 

Sw – A jak masz zamiar to uczynić? Rzucić się na niego z furią, mając nadzieję, że się potknie. Nie bądź naiwny. Twoja duchowa równowaga została zachwiana, wprowadzona w ruch niczym wahadełko starego, masywnego zegara. Znajdź środek jeśli chcesz powrócić na ścieżkę odpowiednią dla młodego wojownika Luny. Tylko tak uda Ci się zwyciężyć i zmazać plamę z honoru.

 

Rozpłynął się i nie było po nim śladu.

 

In – Ale jak mam to zrobić?

 

Głos odpowiedział mu tylko „Odpowiedz nosisz przy sercu”, po czym był tylko szept „Drugą rzeczą jest to na czym często siedzisz…”.

 

I obudził się cały zlany potem.

 

- Sny są projekcją ludzkich zmartwień i marzeń. „Scotty” ma rację. Luno dodaj mi odwagi bym mógł przebaczyć sobie moje winy i pomóż mi nienawidzić Knifera, bym mógł mu w imię sprawiedliwości i przyjaźni zmierzchu wymierzyć należytą karę. Pozwól mi za każdy jego grzech skierowany w moją, twoją i naszą stronę wymierzyć mu razy krzesłem. Dopóki, dopóty nie padnie ledwo żywy i zacznie błagać mnie o litość.

 

Gdy skończył modlitwę zasnął kolejny raz. Tym razem jednak jego sen był czysty i spokojny. Wiedział już, że coś się zmieniło.

8363302634890420816486.jpg

  • Odpowiedzi 1
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • damiandziki

    1

  • nasjazz

    1

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  2 298
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  08.11.2007
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Bardzo solidny RP. Opisy nie są przekombinowane i tak właśnie bym je pozostawił. W speechu nie ma większych błędów, choć można by się przyczepić, że gadka o przeznaczeniu jest trochę naciągana. Ponadto popracowałbym trochę nad uargumentowaniem. :)
Nie płakałem po CM Punku

18909757064dbdb1458cbe1.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Tak tylko to wrzucę   
    • GGGGG9707
      Mi się właśnie wydaje że to doprowadzi do odejścia Balora. Od kontuzji Doma było mówione że do RR zdąży wrócić więc jego wejście w walce jest niemal pewne (co nie będzie jakąś dużą niespodzianką bo wszystkie informacje podawały że na Rumble wróci). Balor nie przypadkowo dowiedział się na RAW że nie ma dla niego miejsca w RR Matchu a do tego te promo Liv do Balora. Typuję że albo Dom będzie w RR Matchu i go koncertowo przegra co zdenerwuje Finna że znowu Dom dostaje szansę mimo że ma już pas albo
    • Bastian
      Czyżby to było ostatnie RAW w karierze AJ Stylesa? Nadrabiamy!  Było kilkanaście miesięcy na to, aby ogarnąć pierwszą w historii WWE walkę CM Punk - AJ Styles. Jedyne, na co było stać federację to walka na RAW niemal na koniec kariery AJ'a, którą przerwał w dodatku Finn Balor  Irlandczyk będzie chyba takim przyjemnym przystankiem dla Punka aż do WM42. Na Royal Rumble walki Phil nie dostał, Elimination Chamber w Chicago, więc trzeba coś ogarnąć.   Swoją drogą, szkoda, że po tym, jak odebrano
    • IIL
      Ciampa is All Elite 🙂
    • Attitude
      Nazwa gali: AEW Dynamite #330 Data: 28.01.2026 Federacja: All Elite Wrestling Typ: TV-Show Lokalizacja: Cedar Park, Texas, USA Arena: H-E-B Center At Cedar Park Format: Live Platforma: TBS Komentarz: Excalibur, Taz, Tony Schiavone, Don Callis & Stokely Karta: Wyniki: Powiązane tematy: All Elite Wrestling - dyskusja ogólna AEW Dynamite - dyskusje, spoilery, wrażenia AEW Saturday Collision - ogólne dyskusj
×
×
  • Dodaj nową pozycję...