Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Gaijin-o mitara dorobo-to omoe.


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  1 864
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

( Widzimy swoistą formę parku, różnorodne drzewa rosnące w doskonałej harmonii, przystrzyżone trawniki, kilka ławek na których nie widać najmniejszego śladu zniszczenia. Pomiędzy kolejnymi ławkami widać różnorodne kwiaty, takie jak róże czerwone, różowe, herbaciane, białe kończąc na purpurowych. Po chwili kamera odwraca się w przeciwległą stronę, nie zwracając uwagi na postać, która przebywa na jednej z ławek. Słońce delikatnie ogrzewa roślinność, od czasu do czasu można zauważyć lekkie podmuchy wiatru. Po drugiej stronie widać duży budynek, którego mury wydają się być niedawno wykończone bądź wyremontowane. Po kolejnej chwili kamera zaczyna dokładniej obserwować wcześniej ukazany park. Na każdej z ławek siedzą ludzie, delikatnie ogrzewając się łagodnymi promykami słońca. Tworzy to swoisty korowód, kamera podąża dalej, aż zatrzymuje się przed najdalej położoną częścią parku. Widać duże kwitnące drzewo wiśni, pod którym na ławce siedzi drobnej budowy postać, obok ławki stoi jeden ze standardowych śmietników. Całość obrazka prezentuje przykład doskonałej dbałości, dlatego wiemy, że nie jesteśmy w Polsce ani w żadnym innym prymitywnym miejscu. Po chwili kamera zaczyna się koncentrować na siedzącej, tajemniczej postaci, która na swych kolanach trzyma mały bloczek z drewna i nóż. Po prawej stronie leży także świecący przedmiot. Kamera dokonuje zbliżenia, przez co widzimy litery EWF a poniżej Evolution, kamera nie koncentruje się na dalszym zapisie, lecz obniża kierunek swego „spojrzenia” gdzie widzimy wygrawerowane słowa Scotty Whiped. Aktualny posiadacz pasa Evolution, ubrany w lekką Yukatę z opuszczoną głową nerwowo spogląda systematycznie a to na pas mistrzowski, po chwili zmieniając obiekt zainteresowania na ów drewniany bloczek i nóż. Mija krótka chwila, wrestler EWF odrzuca pas wprost na śmietnik, skupiając się na drewnianym bloczku, Whiped zaczyna powolnymi ruchami ostrza rzeźbić. Kamera dokonuje zbliżenia. )

 

Scotty : baka-ja neno [ jakie to głupie ] ta cała pierdolona powaga wyciśnięta z ciebie jak z fermentującej cytryny, tej samej którą wycisnę ci na mordzie już niedługo, bo wiesz mały polaczku, ja jestem takim uroczym obywatelem pewnego północnego kraju, który jest pamiętliwy, i nie zrobisz z tym nic. Ale nie wszystko od razu, poczekam cierpliwie, aż skończy ci się ta pierdolona duma, duma reprezentanta pokolenia, którego nie można inaczej nazwać jak sukami. Zachciało ci się dotknąć kogoś, kto jest święty, kogoś kto przewyższa ciebie i cały naród pierdolonych dziwek z wypizdowa o 100 000 klas. ( Scotty podnosi głowę) Tak Jazzowski, widzisz, jakim to trzeba być ścierwem, żeby najpierw napierdalać pięknie przy mikrofonie jakim to cudem jesteś, a potem w momencie gdy masz gówno do powiedzenia, bo ktoś jest lepszy, silniejszy szybszy i co ważne doskonalszy, starać się zranić kogoś kto nie jest tak silny jak ja. Nożyk i drewno, drewno i nożyk, a może nożyk i skóra kurwo, nożyk ostry, nożyk tępy, nożyk szeroki, nie ważne jaki, gówno mnie obchodzą zakazy i nakazy w EWF, poczekam pewien czas, ten czas odlicza moja jebana klepsydra i tylko wtedy gdy mój i tylko mój piasek się przesypie, to JA postanowię kiedy się zobaczymy ponownie, lecz niestety dla ciebie, a radośnie dla mnie nie będzie to miłe spotkanie. Kwietniowa Anarchia IV, największa gala w roku, pokazała tylko i wyłącznie jaką siłę mamy my, Children of Sensi. I jakże uroczo było, poznałeś coś nowego, mój czarny jak smoła Zyklon B. Jakże to urocze, lecz to co zrobiłeś Chiaki już urocze nie było, miałeś tylko obronić ten jebany pas trzeciej kategorii, i co ? zesrałeś się jak zawsze, a gdzie jest teraz ów trofeum tak bliskie tobie?? ( kamera dokonuje zbliżenia na śmietnik ) no właśnie Jazzowski tam, w śmietniku. Dlatego ja Scotty Whiped osobiście zamówiłem nową bardziej orientalną wersję tego pasa, z napisem i dekoracją japońską. To urocze prawda? ( Scotty się uśmiecha) Urocze. ( Whiped zaczyna rzeźbić dalej, powoli widać zarysy, pewnej postaci wykonanej w drewnie) Dobór środków, i celów, celów i środków, szybkość i precyzja ostrza, i celów, i środków, i ofiary, kata, zarzygana morda przepełniona bólem, pocięta, i co ważne słaba i marna jak cała nacja. Słówka dobrze opisują tamtą galę, lecz będę miłościwy jak Ratzinger i dam ci złapać oddech, dam pożyć trochę w spokoju tak abyś mógł odzyskać spokój psychiczny, lecz do czasu. Nadejdzie czas, że ktoś będzie chciał ci przypomnieć o twym miejscu, drobna kobietka, która powinna cię pociąć dawno temu, teraz zapewne to uczyni, cudnie i uroczo prawda. Zdecydowanie tak. Aż poleje się krew, aż neurony zwariują, aż zaczniesz puchnąć, gnić, śmierdzieć i cię zeżrą. Lecz to już nie mój problem, moim nowym problemem jest Nilsen, dziecko puszczy, wierna dziwka Vaclava i Toola. Kolejne zbędne ogniwo ewolucji, która była przykra dla niego, i teraz nie będzie żadnej różnicy, ale z racji tego, że przyjemności należy dawkować, ciebie zostawię sobie na później. ( Whiped kończy rzeźbić figurkę, widzimy postać małego anioła, w tym momencie podchodzi pewna kobieta ubrana na bialo)

 

Kobieta: Pan Whiped ?

 

Szahid: Hai, so desu .

 

Kobieta: Może pan już iść odwiedzić pannę Chiaki, pacjentka powoli odzyskuje świadomość po zabiegu.

 

Szahid: ( Po japońsku) Jakim kurwa zabiegu?

 

Kobieta: Panna Chiaki doznała dość poważnego wstrząśnienia mózgu i straciła dużo krwi, jeśli pan chce odwiedzić pacjentkę, to proszę za mną.

 

( Scotty odchodzi z kobietą, zabierając z miejsc odpoczynku figurkę, nóż i pas, który leżał chwilę wcześniej na śmietniku. Para powolnym krokiem kieruje się w stronę głównego gmachu szpitala, po drodze widzimy szereg ławek na których spoczywają osoby chcące odwiedzić chorych, bądź też osoby rozmawiające z pacjentami. Whiped z kobietą wchodzą do szpitala, widać bialutkie korytarze, aż w końcu postaci docierają do jednej z sal. )

 

Kobieta: Ma pan 30 minut, proszę nie męczyć pacjentki.

 

Scotty: Mhm, arigato busaiku .

 

( Scotty wchodzi do Sali szpitalnej, widzimy Chiaki podłączoną do różnorakiego rodzaju aparatury medycznej, kobieta ma owiniętą głowę bandażem, dodatkowo widać założony kołnierz usztywniający. Do drobniutkiego nosa Japonki przymocowana jest aparatura dostarczająca tlen, a jedynym dźwiękiem słyszalnym jest miernik tempa bicia serca. Scotty zabiera jeden z taboretów szpitalnych, po czym siada obok Chiaki, chwytając ją za dłoń. Kobieta ma zamknięte oczy.)

 

Scotty: Konnichi-wa Hime, widzisz, ta cholerna Anarchia, nie poszła tak jak powinna, miało to potwierdzić naszą siłę, potęgę, wszystko co nasz, urocze i cudne, japońskie, a wyszło... to moja wina, ale widzisz, znam cię doskonale i wiem, że odzyskasz pełnię sił, wiem, że będziesz chciała się zemścić, na tym pierdolonym psie, i wiesz co, zrobimy wszystko, żeby tak się stało. Sama to zrobisz, tylko musisz się zregenerować.

 

( Chiaki powoli podnosi powieki )

 

Scotty: Jednak mnie słyszysz, uroczo.

 

Chiaki ( z bólem ) : U..ro..czo

 

Scotty: Nie męcz się, opłaciłem szpital z góry, masz najlepszą opiekę jaką można mieć, juz niebawem wrócisz do zdrowia.

 

Chiaki : A..ri.gato

 

Scotty: Nie przemęczaj się, zostawiam tobie dwa prezenty, jeden znasz doskonale to nóż, jeśli ktoś będzie cię niepokoił to pomimo osłabienia wierzę, że wykorzystasz ten przedmiot idealnie. Drugi to ta figurka, żebyś nie zapomniała jaki jest nasz cel. Ja musze teraz wyjechać do Korei południowej, ale to tylko chwilowe, chwilowe jak radość tych, którzy myślą, że to koniec.

 

I na koniec moja miła, bei fang you jia ren, jue shi er du li, yi gu qing ren cheng, zai gu qing ren guo. ning bu zhi, qing cheng yu qing guo, jia ren nan zai de, sayounara hime.

 

(Chiaki delikatnie się uśmiecha, Scotty podchodzi, całuje delikatnie Japonkę w czoło, stawia figurkę obok łóżka kobiety i wychodzi. Kamera dokonuje zbliżenia na przedmiot na którym wyryte zostało „Shihe no Josou”. Obraz powoli znika. )

 

---------------------------------------------------------------------

 

Cheongju, Korea Południowa nijuu-shi , gogatsu , 2009

 

( Widzimy wielkie połacie zielonej trawy, która przedzielona jest jedynie dróżką szerokości około dwóch metrów z kostki brukowej, zaraz na wielkim placem zieleni, znajduje się jeden z wielkich koreańskich domów jakich wiele można zobaczyć w Cheongju. Kamera koncentruje się na bramie wjazdowej, która po kilku minutach się otwiera. Widzimy nadjeżdżający samochód marki mercedes 170S cabriolet "A", czarny. W tym momencie z domu wychodzi pewna młoda Koreanka, samochód podjeżdża, aż pod sam dom, po chwili wysiada z niego EWF Evolution Champion Scotty Whiped, następnie miło witając się z młodą kobietą. )

 

http://img244.imageshack.us/img244/9497/kochana.jpg

 

Scotty: Witaj, Sayuri

 

Sayuri: Witaj Książę, dawno Cię nie było w letniej rezydencji.

 

Scotty ( po koreańsku) : Owszem, zabiegany jestem, nie mam na nic czasu, ale widzę, że uroczo się opiekujesz moim domem.

 

Sayuri: Uroczo?

 

Scotty: Tak, uroczo, to jest najlepsze słówko, opisujące Ciebie.

 

Sayuri: to może przejdźmy do domu, napijesz się czegoś Książę?

 

Scotty: Ach ! [ koreańskie ] nikt dawno tak do mnie nie mówił, ale nie jestem spragniony, możesz mi jedynie przygotować to co zawsze do jedzenia, a ja się zajmę sobą.

 

Sayuri: Czyli wciąż surowe mięso jesz, cudnie.

 

Scotty: Tak, tak, czyste białko, chodźmy do domu. Ech ! [ koreańskie ] prawie zapomniałem, Chiaki miała wypadek, dlatego terminowo Ty mi ją zastąpisz, kup proszę dwa bilety na lot do Barcelony. Wylecimy dzisiaj o 23, ja tylko załatwię jedną sprawę i możemy ruszać. Ubierz się ładnie, bo lecimy na imprezę, a później wracamy do Seulu na galę, gdzie będziesz mi potrzebna.

 

Sayuri: Dobrze, Książę, coś jeszcze?

 

Scotty: Nie, to wszystko, możesz odejść.

 

( Scotty wchodzi wraz z Sayuri do willi, po chwili młoda kobieta przechodzi do jednego z pomieszczeń, a Scotty mijając szereg obrazów widniejących ni ścianach, dochodzi do pewnych schodów prowadzących w dół. Wędrówka trwa kilka minut, aż widzimy duże drewniane drzwi na których widnieje napis „Centrum walki z uprzedzeniami”. Scotty zręcznym ruchem nadgarstka otwiera portal, za którym widzimy, dwie duże wiszące flagi, jedna jest Korei Północnej, druga zaś południowej, na ścianach widnieją zdjęcia wychudzonych i wymęczonych ludzi, pracujących przymusowo. Przy jednej z kolejnych ścian widać dużą antyczną szafę. Ostatnim elementem pomieszczenia jest wielki rzutnik wraz z projektorem. Scotty podchodzi do urządzenia, po czym je włącza, zaczyna się ukazywać emisja, ukazująca ludzi pracujących morderczo, w skrajnie ciężkich warunkach. Scotty zadowolony odchodzi kawałek obok, wyjmuje nóż zza jednej z flag, kamera podjeżdża bliżej. )

 

Scotty: Powiedz Nilsen co widzisz? nożyk? broń? przedmiot kuchenny? a może dzieło sztuki? bo widzisz ja w tym widzę dzieło sztuki, tak doskonale wykonane ostrze, nadaje się tylko dla mnie, bo idealne przedmioty są dostojne, dostojne jak ja Książe. Lecz nożyk tutaj jest tylko małym kawałkiem ciągu, ciągu podobnego jak ten zwany ewolucją. Więc udowodnię ci tę tezę na dwóch przykładach, widzisz należysz do ponoć ważnej i silnej frakcji do Disciples of Sorrow. No cóż, kpiną roku jest wiara, że banda wyrzutków może sprawować kontrolę nad całą federacją ale ludzie mają to do siebie, że w swej hipokryzji zaczynają wierzyć we własne wizje z kosmosu. Ale do rzeczy. Mamy dwie wielkie frakcje, i teraz nadszedł czas abym uroczo, jak tylko ja potrafię ukazał tobie ów różnicę.

 

(Scotty podchodzi do antycznej szafy z której wyciąga dwa futerały, patrząc na wielkość przedmiotów, w środku najprawdopodobniej znajdują się instrumenty średniej wielkości. Scotty otwiera pierwszy z futerałów, gdzie spokojnie leży gitara, Szahid wyciąga przedmiot, stawia w pionie trzymając instrument tak aby się nie przewrócił. Kamera dokonuje zbliżenia.)

 

Scotty: Co widzisz Nilsen? gitarę prawda? (Scotty spogląda na instrument) tak to gitara, tak znajomy tobie instrument, prawie jak siostra, ty i ona, zawsze, jakże to urocze i romantyczne prawda?? nie ! Jednak z uporem niegdyś chwaliłeś się bliskością z tym przedmiotem aż do momentu gdy nie poznałeś swojego imperatora osobistego Vaclava. I widzisz, może dla ciebie jedno i drugie nie ma żadnego związku a jednak ma. Spójrz ile strun ma ten oto instrument. Pięć prawda? prawda ! pamiętając fakt twej niskiej inteligencji podpowiem ci jak ten symbol zinterpretować. Disciples of Sorrow mają pięciu członków, tak jak jest tutaj pięć strun. Vaclav, Tool, Backstabbler, Mortal i w końcu ich służący, Izzy Nilsen. ( Scotty podnosi instrument po chwili grając jeden akord) uroczo prawda Izzy? tak uroczo z pewnością, mamy pięć strun a dźwięki brzmią idealnie. Lecz, spotkała was tragedia o nieszczęsny chłopcze, Mortala i Stabblera nie ma. (W tym momencie Scotty zabiera nożyk i przecina dwie z pięciu strun). Jakże to przykre, zostało Was trzech, zobaczmy jak teraz się zaprezentujecie. (Scotty zabiera po raz drugi gitarę i kolejny raz gra jeden akord, jednak dźwięk niej niespójny i niedoskonały.) Widzisz Izzy, w ten prosty sposób ukazałem dlaczego Wy jesteście takimi miernotami, to przykre, doprawdy przykre. Wasza maszynka się zacięła, dla mnie osobiście, dla Księcia jest to wzruszające. Jednak to nie koniec, bo widzisz, zostały trzy struny a tak jakby nie było żadnej, bo instrument jest niczym w momencie gdy brakuje choćby jednego ogniwa, a brakuje już dwóch, a może czterech? (Scotty uśmiecha się) No właśnie może czterech, jak sam wiesz na ostatniej gali Tool stoczył morderczą walkę ze Scytherem o World Title, tak więc można śmiało powiedzieć, że na najbliższej gali będzie tylko ciałem, skatowanym ciałem, kostkami powleczonymi skórą zmęczonego, starego człowieka, tak jak Odyseusz szuka swej Itaki, tak Tool szuka swego respiratora, by żyć. W praktyce jest bezużyteczny, więc go nie ma. (Scotty odcina następne dwie struny, po chwili zaczyna brzdąkać w ostatnią strunę) No cóż, pomyślmy, dlaczego odciąłem dwie a nie jedną strunę, uroczo, dlaczego? bo odpowiedź jest banalnie prosta, jedna z nich to Tool, a druga? druga to twój kochany Vaclav, zapytasz dlaczego? powiem ci. Od pewnego czasu w EWF, grasuje, pojawia się, wyskakuje, spada itp. niepotrzebne skreślić, tajemniczy mściciel, jakże to urocze, że tylko członkowie dzieci lasu są jego ofiarami, tak jak twój wódz i mentor po Kwietniowej Anarchii, Vaclav. A może nadszedł czas abyście wszyscy odwiedzili park sztywnych, uroczych ludzi, twardych jak skała i zimnych jak lód, uroczo tam jest, zapewniam. Jednak nie bój się, to nie jest nasza sprawka, my się nie brudzimy atakiem na partyzanta, a wiesz czemu? bo każdy z nas może roznieść w pył wasza republikę obojga lasów i borów, byle gdzie, byle kiedy i byle jak ! Zostałeś więc sam, jak ta marna struna, a ja jestem jak to ostrze, doskonale wykonane, mordercze, z chirurgiczną precyzją wycisnę z ciebie wszystko co zechce, tak śmiało, tak dostojnie, aby neurony zwariowały, aby z bólu źrenice ci się rozszerzały i zwężały, to się obłęd nazywa Nilsen, kończąc twoich białkach w oku. Przeżyjesz swój własny o... a nie tego się jeszcze nie dowiesz. Zostałeś, sam, mały słaby, a ja poczekam, hiena zawsze czeka, hiena czuwa, słucha, hiena wykorzystuje każdą okazję, aby z napastnika zrobić ofiarę, ofiarę marzeń których nie możesz spełnić piesku. ( Scotty spogląda na gitarę, po czym odcina ostatnią ze strun) Widzisz Izzy, was nie ma, ciebie nie ma, to przykre, przykre !

 

( Scotty podchodzi do drugiego futerału, otwiera przedmiot, widzimy drugą gitarę, lecz inną, bardziej zadbaną ze strunami wyraźnie trwalszymi)

 

Scotty: Lekcja nie jest skończona Izzy, to druga gitara jak widzisz, którą śmiało można nazwać doskonałością, ten instrument, symbolizuje nas, Children of Sensi, przepych, brutalność i piękno w jednym. ( Scotty podchodzi do instrumentu po czym gra jeden akord, dźwięk jest czysty. ) Jak słyszałeś, struny działają w idealnej harmonii jak my, są ostre a zarazem doskonale trafiają w ucho. Walka i muzyka różnią się od siebie, ale rządzą tymi samymi zasadami. Obie te sztuki wymagają, maksymalnego skupienia, i nawet gdybyś godzinami stał ze mną twarzą w twarz, to ja mogę sobie wyobrazić każdy twój ruch, analizując, myśląc na końcu szukając twoich słabych punktów by je wykorzystać ( Scotty zabiera nożyk i stara się przeciąć jedna ze strun lecz bezskutecznie.). No cóż, Izzy tak jak myślałem, to co idealne nie chce przeciąć tego co doskonale, dlatego to my, a nie wy dzieci białowieskiego parku narodowego, jesteśmy jednością. Bo każdy z nas doskonale wie jak piekielnie zadać ból, tak aby później przydeptując mordę tych frajerów, którzy maja odwagę wejść na ring, podnieść pysk każdego z nich, splunąć na twarz, i dobić jak skurwionego polskiego psa. Koniec lekcji numer jeden chłopczyku.

 

I tak cudnym sposobem przechodzimy do lekcji numer dwa, do małej opowieści, która dotyczyła mnie i dotyczyć zacznie ciebie, już niebawem, to urocze prawda? ach [ koreańskie] bardzo urocze.

 

Wśród życia dróg bosych stóp krwawy ślad,

Oznajmi nam, że przechodził twój brat.

Szubienic rząd, twoich dni czarny stróż,

Oznajmi ci, że twój brat odszedł już.

 

( Kamera dokonuje zbliżenia na rzutnik, na którym widać ciężko pracujących mężczyzn w miejscu odosobnienia.)

 

Scotty: Ciemna noc. W baraku nie podzielonym na izby ani części śpi na dziwnych rusztowaniach około tysiąca mężczyzn, w tym Ty. Ciemność gęsta, pełna oddechów i wyziewów. Koc, którego ty nie widzisz nigdy przy świetle, wydaje się także ciemny. Zawijasz się w nim jak najszczelniej i czujesz wdzięczność za odrobinę ciepła znużonemu ciału, lecz jednocześnie w podświadomości starasz się odgadnąć poprzednie przeznaczenie tego koca lecz dostajesz wstrętu na samą myśl o tym. Skulone ciało drętwieje ci na posłaniu. Jakieś krótkie przebudzenie, nagle rozdarcie ekranu sennych marzeń bolesną świadomością, że to kara, niewola, że cierpisz. Uroczo prawda? oto jesteś świadkiem preludium do tego co się z tobą stanie, co z tobą zrobię, na gali, i zaraz po niej. Przygarniasz się bliżej jeszcze do swego śpiącego sąsiada – z radością jeśli to ktoś znajomy, lecz tam nie ma znajomych, rodzimy, ani nikogo kto ci pomoże, jesteś tylko ty, jak kropla w morzu, podczas gdy czekasz świadomie bądź nie na pieprzony sztorm, na zagładę, na mnie. Sen twój, wierny sprzymierzeniec, spada szybko na śmiertelnie znużone twe ciało, głusząc odczucia. Kto może, śpi mocno snem skondensowanym niejako, całym systemem nerwowym chłonąc wypoczynek, lecz nie ty. Izzy leżysz, starasz się zasnąć, złapać oddech, a nie możesz, powiedz dlaczego? właśnie dlaczego... dlatego, że doskonale wiesz, że nie czeka cię nic dobrego, leżysz, krwawisz od pracy, po czym nadchodzi ta chwila ukojenia ten sen, a ty wciąż zastanawiasz się co cię czeka. Krótkie są tutaj noce, a musisz w ciągu nich leżąc nieruchomo w ciemnej czeluści, barłogu, zrzucić zmęczenie dni minionego i znaleźć siły potrzebne na dzień następny, ty tego nie potrafisz, więc słabniesz, ogarnia cię nerwica, zaczyna się choroba. Tą chorobą w tym przypadku jestem ja. Nastaje następny dzień, chodząc do pracy w pole, przebywając cały dzień poza drutami i wracając wieczorem na krótki wypoczynek, odczuwasz niewątpliwie w pełni egzystencję obozu. Lecz nie wnikasz jeszcze we wszelkie kręgi, bo nie masz siły. Są sprawy, ponad którymi myśl przebiega spiesząc za swymi projektami tak, jak nogi przeskakują ponad leżącymi na ziemi chorymi dążąc do swojego celu. Jest wiele aspektów ważniejszych o które musisz się postarać planując dzień następny, tak aby życie tam uczynić znośnym. Już w momencie wkraczania w bramę obozu, gdy słońce zachodzi, twa myśl planuje szczegółowo zajęcia na dziś, stwarzając most ponad rzeczywistością, a ty wciąż jesteś słaby i marny. Żyjesz dniem, to urocze, bo zaczynasz rozumieć sens pobytu i może dzięki temu znajdziesz tę magiczną krztę, która pozwoli ci pokonać słabości i wywalczyć swój piedestał. W tej wędrówce, której cel jest nieznany, idziesz jak ślepiec po omacku od przedmiotu do przedmiotu, od poranka do wieczora, wkładając całą energię w umiejętność przeżycia dnia. Zdobycie menażki na wodę, własnej miski i łyżki, woreczka ryżu na dzień następny, odrobiny mydła, to są problemy, od których zależy samopoczucie twe, których rozwiązanie lub nierozwiązanie wywiera decydujący wpływ na tok życia. Problemy te pochłaniają zupełnie krótkie chwile, które ty jako więzień, spędzasz w obozie. Moim obozie, pułapki manipulacyjnej. Inne sprawy, losy chorych. wzmianki o szpitalu, widok psów, przelatują błyskawicznie jak z pośpiechem wyświetlany tygodnik filmowy. Nie masz czasu zatrzymać się przy nich, przeżyć je, przemyśleć. Wszystko odsuwasz na jakieś nieokreślone „później”. Jeśli pracujesz, nie masz czasu dla siebie. Cała ta tajemnica walki ze mną właśnie opiera się na tych magicznych słowach, praca, ból, albo choroba i agonia. Sam wykreowałeś swój los, przez co spotkamy się na ringu w moim domu, w Korei. Ta praca pochłania i pochłonie cały niemal czas i spowoduje zmęczenie wykluczające możność przemyślenia czegokolwiek. Wysiłek fizyczny, niespodziewane stwierdzenie własnej odporności na głód i chłód wytworzy w tobie poczucie zwycięskiej siły. Lecz nadaremny jest twój trud, bo jak masz przeżyć nie wierząc w sukces, twierdząc, ze jesteś wyrzutkiem i nie współpracując z innymi uwięzionymi. Idziesz codziennie w pole jak na niebezpieczny turniej, z którego możesz wrócić jako zwycięzca albo paść na kolana albo jeszcze tym jarem jako zwycięzca, zadowolony, że możesz dnia kolejnego brać udział w turnieju. Życie twe jeśli jesteś zdrowy, jest ustawiczną rozgrywką hazardową pomiędzy człowiekiem a niebezpieczeństwem. Życie twe jeśli jesteś chory – między człowiekiem a śmiercią. Sytuacja gdy jesteś zdrowy w obozie i w ringu, przypomina sytuację kogoś, kto jadąc na stopniach przeładowanego tramwaju trzyma się jedną dłonią i wisi zaczepiony brzeżkiem stopy. Jeśli jesteś chory w obozie i zdekoncentrowany w ringu ze mną, jesteś tym który odpada w biegu z tramwaju. Jednak jest i jedna aura urocza, w tej całej niewolniczej pracy, rzadko kiedy dotykają cię choroby umysłu. Przychodzi jednak dzień, w którym omijane problemy zbliżają się ku tobie same. W ciągu jednego dnia byłeś zdrowy i z innymi maszerowałeś dumnie lub prawie dumnie w kolumnie do pracy. Dziś padasz zemdlony podczas apelu, pojawiam się ja. Wysoka gorączka, osłabia twe serce tak, że nie możesz stać. Kładą cię pod barakiem. Z kręgu zdrowych przeszedłeś do kręgu cięższego, jesteś chory. Sam obóz inaczej wygląda, gdy patrzysz na miejsce mordęgi od dołu. Na drodze widzisz jak migają nogi odchodzących d pracy. To kategoria zwycięskich, takich jak ja, a ty leżysz w barłogu i nie możesz nic. W obozie zostają tuląc się do ścian chorzy, to kategoria zwyciężonych, takich jak ty, wyrzutków, bezproduktywnych ofiar, czekających na agonię. Pada deszcz, pada śnieg, płyną godziny: chorzy wciąż są na dworze. Wejście do baraku chroni warta z drągiem. W baraku nie wolno leżeć podczas dnia. Chorzy, którzy jeszcze mają jakąkolwiek siłę, chodzą skuleni, słabsi leżą na ziemi, ty jeszcze chodzisz, chwiejąc się ale chodzisz. Gdy pojawia się postać strażnika usiłujesz się schować tak Izzy jak pies, który wie, że zaraz zostanie skatowany, lecz w obozie schować się nie da. Ze wszystkich stron rozciągnięte druty zbliżają się, właśnie teraz, tak dobitnie. Straszą zielonkawym światłem, jakby bez przerwy opowiadały o śmierci, jakby przypominały, że wyjścia stąd nie ma. I tak jak w obozie jak również w ringu, czujesz niemożność ratowania się, tam jest straż, tu jestem ja. To budzi w tobie paniczny strach, a brak sił do walki oznacza jedno, zagładę. Lepiej ukradkiem leżeć na deszczu i błocie, aniżeli pójść do szpitala, bo tam cię czeka śmierć. W rezultacie wygląda to w ten sposób, że wiedząc i czując nadejście choroby, zdobywasz się mężnie na decyzję przetrzymania. Gdy już opadasz z sił, albo czekasz na mnie abym cię wykończył, w dowolny sposób, Zyklon B, DACHAU, BIRKENAU, albo starasz się dekować, czyli wstajesz na apel poranny po czym chowasz się z jednym z baraków udając, że sprzątasz. Takich jak ty jest tam wielu, kryją się wychudłe postacie wciąż udając i udając, jakież to zakłamane, słabość, czysta słabość Nilsen. W efekcie, stając nad brudną kałużą widzisz siebie, widzisz chudego chłopca o nogach spuchniętych tak, że skóra na nich jest naciągnięta i lśniąca, o twarzy wydętej obrzękiem aż do zatraty rysów. Białe, niezdrowe ciało, przypominające ciasto drożdżowe ciało, przelewa się zasłaniając twe oczy. Brwi unoszą się, czoło się marszczy. Próbujesz spojrzeć w jakąkolwiek stronę. Maska bez wyrazu krzywi się i przechyla. Takie twarze jak twoja tam, papierowo-biała, potwornie obrzękłe, przy sylwetce wychudłej – to normalny widok. I musisz się bać, swego wyglądu, bo to zwiastuje tylko jedno, agonię. Mija kolejny dzień a ty wyglądasz zgoła inaczej, chowasz się Nilsenku za kolejnym barakiem, kulisz kolana, ściskasz nogi – piszczele powleczone szarą od brudu skórą. Przy każdym najmniejszym twym poruszeniu, czuć odór okropny. Twój odzież jest brudna, poprzylepiana do skóry, gnije, nosisz na sobie nie budzące wątpliwości, że wcześniej zemdlałeś nad otwartym dołem kloacznym gdzie wpadłeś w odchody. Miałeś gorączkę tak gorączka nazywała się Evolution Championship, lecz doszła kolejna choroba czerwonka, bo dostając walkę ze mną czujesz się tak, jakbyś wpadł w dół wypełniony odchodami. Cokolwiek zrobisz będzie czuć od ciebie odór, odór śmierdzącego zera, które miało sen. Mija kolejny dzień, coś zaczynasz czuć nowego, lecz to nie apogeum spotkania ze mną, twoją chorobą. Pewnego ranka, rozchylasz swoje łachmany, wsuwasz pod nie dłoń i krzywiąc się boleśnie, drapiesz, trzesz i zdzierasz. Na twych rękach zwłaszcza pomiędzy palcami widzisz małe krosteczki, których zakończeniem są małe pęcherzyki. Miejscami zauważasz nowe wrzody, chcesz się powiesić, ale nie masz sił by wejść na wzniesienie, chcesz walczyć ale padasz, nic nie możesz. Więc zdzierasz skórę, nogi tak samo jak ręce obsypuje gęsto świerzb. Mija kolejny czas, powoli znamiona znikają, a ty odzyskujesz siłę i chęć do walki. Kończysz swój pochód ostatecznym zwycięstwem. Ostatecznie zdobywasz pas Evolution, lecz go tracisz, jesteś zdrowy, lecz nadchodzi jesień i pojawiam się kolejny raz ja, w postaci tyfusu. Przechodzi go każdy człowiek, zdarza się wyjątek, lecz to tylko jedna osoba na tysiąc i dotyczy on tylko tych, którzy sami przeżyli ów tyfus. Ci którym udało się wspiąć tak wysoko by mnie pokonać. Jednak epidemia, która ja w tej federacji jestem, jest na tyle silna, że przechodzi ją każdy, kto wchodzi na moją drogę. Jesteś w obozie, gdzie musisz walczyć, nikt Ci nie pomoże, nie ma Vaclava, nie ma Toola, a ci którzy są nie robią z tym nic. Tym pięknym i uroczym akcentem dochodzimy do ostatniej fazy mojej działalności, gdyż jest szereg warunków sprzyjających rozwojowi chorób. Warunków, które pozwalają mi bezkarnie działać i niszczyć. Przede wszystkim moja ostateczna forma agonii czyli obozowe zawszenie. W obozie stałym zwyczajem aż do twych ostatnich dni, począwszy od tych początkowych było, jest i będzie nie zmienianie koców ani sienników po tych którym agonia zabrała oddech ostatecznie. Na kojach zostały legowiska pełne mnie, pełne wszy żyjących całymi gniazdami. A ja czekam na kolejne ofiary, cierpliwie, odliczając delikatnie sekundy, jedyne co czujesz mając moja przedostatnią formę czyli tyfus, to chorobliwe pragnienie, które potrafi odebrać rozsądek. Niektórzy posuwają się do picia wody z rowków ściekowych, ty jednak jesteś na tyle świadomy swej sytuacji, więc się wzbraniasz. Brawo Izzy brawo, a mówiąc wprost, pięknie uciekałeś przez szereg gal przede mną, nie chcąc aby ktoś dał ci lekcję eksterminowania w trybie przyspieszonym. Lecz w końcu wpadliśmy na siebie co oznacza, że pragnienie było tak mocne, że napiłeś się wody z kałuży, to brzmi wręcz jak wyrok śmierci, lecz się nie poddałeś, uroczo, nawet bardzo. W obozie wszystko ma swój sens, bo to nasz obóz, na przykład na rozwój czerwonki w Korei wpływają klozety. Są to cementowe kadzie, mieszczące się w barakach tuż pod samymi drutami. Długość około dziesięciu metrów, szerokie na dwa metry. Kadzie, te są zawsze pełne i zawsze odkryte, ich brzegi obślizgłe. Sam wpełzasz tam każdego dnia, w chwili największej frekwencji czyli przed apelem porannym i po apelu wieczornym, nic nie widzisz, tylko czujesz odór, i już sam nie wiesz, czy to ty tak śmierdzisz czy fekalia. A to ty jesteś tym który śmierdzi bardziej niż wielość odchodów w kadziach. Czasem wstając rano widzisz pochody osób wynoszących zwłoki tych, którzy nie wytrzymali, tych, których moja agonia dopadła, a ty człowiek smutny i porzucony przez los, apostoł smutku, nie wiesz co począć, czy dalej brnąć aby za wszelką cenę przeciwstawić się mojej sile, czy paść. Nadchodzi kolejna lodowata noc, a nocą stwardnienie twych ust budzi cię nagle. Wargi i język same się poruszają, daremnie usiłując uczuć trochę wilgoci. Są suche. Nieprzytomna myśl i zmącony wzrok szukają czegoś do picia. Ciemno. Ktoś niedaleko jęczy, ktoś charczy w agonii, ktoś równo oddycha. Z mroku wyłaniają się zarysy belek podtrzymujących dach, kontury najbliższych łóżek, a w rogu jednego z niech widać wydłużony kształt. To butelka. Tam śpi strażnik – który co wieczór dostaje od przełożonych pełną miskę kawy i nalewa ją w trzy butelki. Pokusa i lęk walczą w tobie, nie wiesz co zrobić. Strażnik śpi mocno, słychać jego głośny oddech, zastanawiasz się co zrobić. W myślach twych zjawia się odgłos bulgotu wody, wody płynącej pod dostatkiem. I drugi motyw – przerażenie i rozpacz, myślisz, chcę kraść! Lecz to cichnie niemal zupełnie. Wody! Kawy! Pic! Ciało twe dźwiga się z wolna, ciężko wspierasz się na łokciach, twych zgiętych rąk. Myślisz sobie, będę kraść ! będę kraść ! Wybacz ! Wybacz ! Brak sił. Butelka stoi w odległości jednego metra, a mimo to ty nie masz sił, brzmi znajomo Izzy? to już nie pierwszy raz będziesz walczył o „butelkę” która w naszych warunkach nazywa się Evolution Championship, a ty nie masz sił, znów. Jakże to przykre prawda? nie 1 to urocze, nawet bardzo. Utknąłeś w swej hipokryzji, leżysz, nagle dłoń zawieszona za zagłówek łóżka napotyka na wciśnięty między deski przedmiot. Kubek ! Kubek z czymś płynnym tuż pod twą głową w szczelinie legowiska. Pachnie winem, słodyczą, rozkoszą, pachnie tym do czego dążysz. Smakuje zupełnie jak zimne wino. Jest tylko trochę na dnie, i mimo że to ochłapy. Jeden łyk i dość – noc widzi twój radosny uśmiech, myślisz sobie, teraz mogę zasnąć. O jaka wzruszająca chwila, zupełnie jak Twe zdobycie pasa Evolution w walce z Bubba. Wysiłek wielki a poniesiona cena ogromna. Teraz przed wrestlepalooza będąc w obozie myślisz sobie, pozwól mi raz jeszcze się napić, jeszcze jeden mały łyk, lecz tym razem nikt kto posiada ów wodę, wino, kawę i inne płyny nie śpi, a sam jest roznosicielem wszystkiego co gorsze, jestem nim ja. Dookoła ciebie, śmierć chyli się nad posłaniem. Swą dłoń kojącą albo koścista ja zatrzymuje bez ruchu nad żyjącym ciągle jeszcze ludzkim sercem, które nie wie, nie odgaduje nawet, że za chwilę jedno lekkie dotknięcie przemieni je i cały organizm, jago pracą ożywiony, w martwą bryłę. Tymczasem gdy pochylam swą dłoń, swym cieniem przesłaniając już ludzkie serce, nad głowa konającego zjawia się promiennie uśmiechnięte życie, żeby złożyć na jego ustach pocałunek. Tak dzieje się za każdym razem w obozie gdy ktoś zdycha i nie inaczej jest w EWF gdy, to ja stoję z ręką uniesioną ku górze. Chylę się nisko nad brudnym posłaniem, i tak będzie z tobą, pochylę się nad twym brudnym jestestwem. Potem siadam beztrosko u wezgłowia, splatam piękne kościste dłonie po czym zaczynam nucić pożegnalną bajkę. Czasem to tylko muzyka, cicha, tkliwa, zagubiona w pamięci melodia, nucona niegdyś w odległych czasach przez najbliższą istotę, przez matkę, która pochyliła się starością ku ziemi, siwizną okryła i znów jak dawniej śpiewa cichą pieśń dla swego dziecka. Widzisz Izzy jak pięknie to brzmi, melodia zwycięstwa jednostki doskonalej, to jest właśnie Shihe no Josou , uwertura dla śmierci. Kiedyś miałeś to co posiadam teraz ja, miałeś sławę, miałeś pas Evoluton, do którego nie pasujesz, bo jak można chwalić się ewolucją gdy ty się staczasz, i staczasz i staczasz, wyglądasz jak owad pchający kupkę gówna, a to gówno nazywa się DoS. Jakże to przykre, jakiż ty obłudny, to przykre, to mnie smuci, dlatego mi ciebie żal, tak szczerze. W EWF jest jak w obozie Korei, niestety nie mogę pokazać ci tego jak się tam żyje, już dziś na żywo, lecz uwierz, pasujesz tam, nauczysz się szacunku dla niedoścignionej perfekcji i może, może kiedyś coś wygrasz. Wygrasz nie chowając się za plecami Toola i Vaclava. Chciałbym tylko jednego, zaproś swą rodzinę na galę, zaproś, powiedz „Kochani Moi oto chwila mojego triumfu” zaproś ! koniecznie ! ja na to czekam ! bo nic nie przyniesie mi więcej radości niż upokorzenie ciebie przed tymi o których dbasz, jak zobaczą w twoich oczach agonie, a ty będziesz się jawił jak chodzący trup. Bo ja z uporem będę cię niszczył, krok po kroku, cios i następny, rzut i kopniecie, aż się zaczniesz chwiać, stracisz świadomość, zobaczysz tylko czerń, to Zyklon, mój jedyny i doskonały, a potem, potem będzie eksterminacja, bo ja dążę nie tylko do tych cholernych trzech klepnięć i obrony tytułu, lecz do tego być trafił tam gdzie ja byłem, na samą północ do tej drugiej Korei, tej lepszej. Widzisz, wszystko co robię i mówię ma swój sens, i jest urocze, należy czytać tylko odpowiedni kod chłopczyku, a ten dzień, gdy staniemy oko w oko potwierdzi jedno, że największą pomyłką było twoje marzenie o kolejnym tytule mistrzowskim. Pamiętaj o obozie, on tu jest, na północy, druty, bezsilność, choroby, wszy, gnidy, i wszystko co ja reprezentuje jest z tamtej Korei. To co kocham jest koreańskie, tam stracisz krew, gdy będziesz chciał uciec, a hiena cię znajdzie, hiena cię dopadnie, hiena czeka, hiena nie zapomina, mści się i wyrywa to co chce. Twój czas się dawno skończył, wyryj sobie swoją żyletką na czole yowa-mushi [ miernota ] bo nią jesteś, ten ostateczny akt twego upadku nastąpi równo za siedem dni w Seulu, wiec ciesz się pięknym hotelem i uważaj na schodach bo może znów tajemniczy mściciel się pojawi. Z drugiej strony jednak będę miłościwy i dopuszczę możliwość, że staniesz do walki jak równy z równym, ciekawi mnie co zrobisz gdy osiągnę przewagę, szepnę ci do ucha shihe no josou a ciebie zacznie paraliżować strach, ogarnie obłęd. Wiesz dobrze, że nie zdobędziesz się na odwagę by wykonać najmniejszy krok. Ciałem będziesz chciał mnie zmiażdżyć, lecz przenikliwość ludzkiej psychiki ci nie pozwoli, bo poczujesz bezsilność, co wtedy? Rozpłaczesz się wprost do szkatuły, wyjąc do Luny, jak pies jak zwykła miernota. Nie zrobisz nic, twoim przeznaczeniem jest służyć a moim władać. Jakże to urocze.

 

( W tym momencie do pomieszczenia wchodzi Sayuri gotowa do wyjazdu)

 

Scotty: O jesteś, uroczo tutaj prawda?

 

Sayuri: Tak Książę, bardzo.

 

Scotty: Wszystko już przygotowałaś?

 

Sayuri: Tak mój drogi za godzinę mamy odlot do Barcelony.

 

Scotty: Uroczo, daj mi jeszcze 3 minutki.

 

Jesteś jedną żenującą kupą ścierwa Nilsen, dla mnie ten pojedynek jest arcyważny, bronię po raz pierwszy mój pas, gala będzie u mnie w domu, a Ty? a ty jesteś zerem, napalonym tylko aby mieć Yune, moją Yune ! i przykre jest to, że nie chcesz udowodnić, że jesteś lub będziesz lepszy, po prostu jak zwykły pies napaliłeś się na złotko. Założenia me są inne, zniszczę cię systematycznie, tak abyś już nigdy, i przeliteruj to sobie wyraźnie bądź wytnij żyletką na dłoni nigdy ! nie chciał chociażby myśleć o walce ze mną ! Bo ty uciekasz z podkulonym ogonkiem za każdym razem gdy zobaczysz kogoś kto ma większe kły, większe ambicje większe zaszczyty, ja nie cofam się przed walką, ktokolwiek by to nie był ! zapamiętaj to ! od samego początku w tej federacji walczyłem z najlepszymi: Psycho, Scyther, Shambler, Vaclav, Jupiter a Ty? z kim ty walczyłeś piesku, nawet nie mogłeś pokonać głuchoniemego Nasa, to przykre, bardzo przykre. Izzy, zniszcze cię ... zniszcze ...

 

( Scotty podchodzi do rzutnika z projektorem i włącza inne nagranie)

 

 

( Po kilku chwilach w progu drzwi pojawia się Sayuri, mija minuta nagrania, po czym para wychodzi z pomieszczenia, obraz stopniowo znika. )

 

 

Children of Sensi sick entertainment

ewf ewolution championship

2009

EWF, III Oddział Kancelarii Osobistej Jego Imperatorskiej Mości.

Cultured Society|The Princess of Attitude.

I love the whisper of Attitude <3.

3926129444e3b08a90b45e.jpg

  • 2 tygodnie później...
  • Odpowiedzi 1
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Ja Myung Agissi

    1

  • HcK

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  1 160
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  10.02.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Jasny

Nie wiem , kurwa , co mam powiedziec(ocenic) :D . RP jak zawsze na poziomie , Speech nie muszę mówić jaki jest :P . Tylko brakuje mi tu czegoś ... Krrrrrwiiii :twisted: . Bo tak czytam czytam ten (dłuuuugi speech) i nie widzę tutaj tej twojej psychopatyczności . Ale cóż psychopatyczność uzupełniłeś swoimi rozmaitymi pojazdkami . Nilsen się wysilił ale ty jeszcze bardziej , nie to , że bym Cię faworyzował ale ... Pomysł na RP'a jest i to widać , tak trzymaj ! . Pozdro :)

7894118684ede4cf290d46.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 3 Data: 28.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Tsugaru, Aomori, Japan Arena: Ito Mining Arena Tsugaru Publiczność: 987 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • GGGGG9707
      Tak też mi niespodzianki, Belair, AJ Lee, Lesnar, LA Knight, Dom, pewnie ten nowy arab saudyjski którego wzięli.  Ja zawsze na Royal Rumble przyjmuję sobie że chcę co najmniej jedną niespodziankę ale taką której się nie spodziewam. Te wymienione się nie liczą bo i tak prawie pewne że będą i to żadna niespodzianka. Choćby to był nie wiem Hornswoggle to i tak dam na plus bo będę zdziwiony a o to chodzi w Royal Rumble. Chyba na 60 wrestlerów da się zarezerwować 1 miejsce dla kogoś kogo si
    • MattDevitto
      Myślałem, że ona skończyła z wrs
×
×
  • Dodaj nową pozycję...