Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

El Masturbatler: Rewolucje (El M promo/rp)


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  31
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  23.12.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

To nie tak miało przecież wyglądać…Wszystko było przygotowane w najdrobniejszym szczególe, to Psycho miał leżeć pokonany w ringu…i jeszcze ten Jupiter…chyba nie doceniałem tego tępego pyszałka…cały się lepię od tego wina. I co z tego, że awansowałem do finału…ale w jakim stylu…po jakich mękach…muszę zapalić…i napić się czegoś…cholera jasna, gdzie jest ten ziooomek popijający Lecha, kiedy jest potrzebny…dziś nie odmówiłbym łyka…i jeszcze to kolano tak boli…

---------------------

 

Kamera pokazuje obolałego, lekko kulejącego El Masturbatora, który wolnym krokiem podąża pustym, ciemnym korytarzem hali sportowej w Tbilisi. Od zakończenia gali minęła już pewnie dobra godzina, bo na hali nie ma już właściwie nikogo.

 

- Będzie trudniej niż myślałem…no ale najważniejsze, że cel uświęca środki – myśli powoli drepcząc El M. W pewnym momencie podchodzi do niego Bullzeye z zatroskaną miną.

 

- Wszystko dobrze stary? Nie przejmuj się, wiesz jak to mówią…raz na wozie, raz pod wozem…W finale dopadniesz ich wszystkich, zresztą, wiem już nawet jak… - zapala się Bullz.

 

- Taaa, dzięki stary…Ale wiesz co, nie mówmy o tym teraz…Jeśli pozwolisz, chcę zostać przez chwilę sam…

 

- Jak sobie życzysz, mistrzu… - Bullzeye posłusznie odchodzi, a El M. ciężko wzdycha i idzie dalej. W pewnym momencie dochodzi do automatu z Felkocolą.

 

- Mówią, że to prehistoria, a za moich czasów nikt nawet nie myślał o czymś takim…Kurwa, to czyni ze mnie jakiegoś mastodonta… - podchodzi do automatu i wrzuca do otworu garść gruzińskich monet. Automat zaczyna bulgotać i po chwili wypluwa puszkę z napisem PCW. – No, nareszcie… - El M. energicznym ruchem otwiera puszkę i już, już ma pociągnąć solidnego łyka, gdy w pewnym momencie…słyszy mocny, basowy głos wydobywający się z okolic automatu.

 

- Ellll Masturrrrrrrbatorze…Ellll Masturrrrbatorze… - wydobywa się głos.

 

- Fabi, to Ty? Już Ci się znudziło w PCW dziewięć lat temu? – śmieje się El M.

 

- Ellll Masturrrrrbatorze… - kontynuuje tajemniczy głos.

 

- Co, kurwa? Mam Cię wyciągnąć? Było się nie pchać. Ale skoro już tam jesteś w środku, to podaj orzeszki i snickersa, bo trochę zgłodniałem – uśmiecha się El M.

 

- El Masturbatorze! Synu capa i kasjerki z Lidla! Tylko nie mów, kozi odbycie, że mnie nie poznajesz… - basowy głos wyraźnie podnosi się i irytuje.

 

- Wybacz, kurwa, ale nigdy jeszcze nie miałem przyjemności obcować z gadającym automatem z napojami – El M jest wyraźnie zaskoczony, więc nie dziwcie się, że jego wypowiedź też nie jest najwyższych lotów.

 

- Jestem duuuuuuucheeeeem PCW…federacji, z której wyszedłeś…i która teraz przychodzi po Ciebie, staruchu, żeby zabrać Cię na wieczny odpoczynek…tam gdzie Twoje miejsce – peroruje „głos”.

 

- Nieee, przecież to się nie dzieje naprawdę. To na pewno efekt zderzenia mojej głowy z betonową posadzką… - mówi sam do siebie El M.

 

- Głupi byłeś od zawsze, barani cycku, więc nie tłumacz tego kolejnymi wymierzanymi w ciebie uderzeniami, bo jeśli już, to one raczej powinny wlać ci trochę rozumu, zamiast go jeszcze odejmować. Ale co…wciąż nie wiesz, kto do ciebie mówi? – z lekkim niedowierzaniem odzywa się „głos”.

 

- Nie…. – mówi zrezygnowany El M.

 

- Tu Tony Rock, zwisie…Przychodzę do Ciebie z tradycyjnym słowem pocieszenia: jesteś chujowy i przynosisz ujmę tym trzem literkom, o których tak dumnie opowiadasz…

 

- Mocno trzyma się ta lebioda…Pamiętaj, nie pal nigdy gruzińskiego gówna, żadnego innego zresztą też… - mówi sam do siebie El Masturbator.

 

- Zapewniam Cię, że to co słyszysz, to nie jest efekt gruzińskiego gówna, czarnuchu. Poza tym uwierz, przychodzimy w dobrej wierze… - niespodziewanie odzywa się drugi głos.

 

- A to kto, kurwa? – pyta zdezorientowany El Masturbator.

 

- Twój ulubiony koszmar K-J, we własnej osobie. Słuchaj, mamy do ciebie sprawę…

 

- A Midnight Blue też tam jest? – pyta zaintrygowany El M. po czym zaraz reflektuje. - Kurwa…nie będę was słuchał…Zresztą, czemu ja w ogóle rozmawiam z samym sobą? Nie ma co, odpierdala mi, potrzebuję wypoczynku albo chociaż chwili relaksu – mówi i wyciąga z kieszeni swojego iPoda. Zakłada słuchawki, odpala go i zaczyna słuchać swojego nowego ulubionego kawałka. Oczywiście, tradycyjnie możecie go posłuchać razem z nim

 

http://www.youtube.com/watch?v=JtOlFLd4MII&feature=related

 

Po kilkunastu sekundach zaczynają dziać się rzeczy niesamowite: ze słuchawek zamiast anielskiej melodii słyszymy równie anielski głos samej Gosi Andrzejewicz, która mówi:

 

- Wiesz co, nie zaśpiewam dla Ciebie. Panowie zapewne przeszli ogromną drogę, żeby z Tobą pogadać, a Ty ich tak ignorujesz. Nieładnie, a poza tym w tym Twoim tanim iPodzie i tak właśnie wysiadły baterie – w tym momencie anielska Gosia kończy swoją przemowę, a iPod El eMa rzeczywiście pada.

 

- No ładnie, kurwa…Jestem świrem…

 

- Nie, chciałbyś być świrem, na razie jesteś tylko żenująco kiepski, ale nie martw się, tak było zawsze –mówi głos imitujący T-Rocka.

 

- Myślę, Tony, że trochę przesadzasz. Gość był w swoim czasie fantastyczny, a i teraz, po paru zmianach, może wrócić na swój dawny poziom… - niespodziewanie do dyskusji włącza się trzeci głos, bardziej ciepły i miarowy.

 

- A Ty kim kurwa jesteś? – El Masturbator wygląda, jakby był na skraju załamania nerwowego.

 

- Hardcore RAM, pierwszy piroman III, IV i każdej innej Rzeczpospolitej – przedstawia się trzeci „głos”.

 

El Masturbator jest już kompletnie skołowany. – To…to naprawdę Ty, RAM?

 

- A co, kurwa? Ma stamtąd wyjść i podpalić całą tą pierdoloną stodołę? – pyta zirytowany głos, który przedstawił się jako K-J.

 

- RAM, jeśli to naprawdę Ty…to pamiętasz o naszym tagu...pamiętasz jak chcieliśmy go nazwać? – El Masturbator ciągle wydaje się jakby zamroczony i osaczony zaistniałą sytuacją.

 

- A jakże! Mieliśmy się nazywać Samotni Jeźdźcy, ale władze PCW nie wyraziły zgody…

 

- Debile! Było was dwóch…DWÓCH! Więc jak kurwa mogliście być samotni? Nie mogliście, to proste…Czemu ja nie wprowadzałem jakichś testów IQ przed wstąpieniem do federacji? – irytuje się „głos T-Rocka”.

 

- Ale nazwa była fajna… - próbuje bronić się El eM.

 

- Zejdźmy już z tego tematu, bo mnie krew zaleje. Może zamiast tego powiem Ci w końcu czemu tu jesteśmy – El Masturbator potakuje głową. – Zmartwił nas twój ostatni występ, nie ukrywam, że się nie popisałeś. Bo wiesz, było między nami dużo beefu w przeszłości, ale…ale ja zawsze traktowałem cię jak syna… - T-Rock sprawia wrażenie, jakby łamał mu się głos.

 

- Dzięki Tony..to bardzo miłe…aż nie wiem… - El M-a trochę zamurowało.

 

- …takiego bękarta, owoc przechlanej nocy spędzonej w towarzystwie 60-letniej Halinki z baru „U Zdzicha”, która po kilkunastu kolejkach wydawała się nawet atrakcyjna! jak skazę, którą chciałoby się wymazać z pamięci, ale kurwa się nie da! – krzyczy T-Rock i zanosi się spazmatycznym śmiechem, a kamera przenosi się na zdezorientowanego Masturbatora.

 

- Tony chciał powiedzieć, że gratuluje Ci wejścia do finału, chociaż po tym co widzieliśmy, zastanawiamy się, czy w ogóle jest sens, żebyś tam jechał…Stary, to było naprawdę smutne… - mówi K-J.

 

- Ale przecież jestem w świetnej formie. Spójrz kto mi się trafił w finale – same ćwierćtalencia. Na następnej Paloozie udowodnię, kto jest najlepszym wrestlerem w EWF i….

 

- ….i cały świat poczuje, co Poison knuje! – rozlega się nagle czwarty, piskliwy głosik.

 

- Zamknij ryj, kurwiszonie! – niemal jednocześnie wykrzykują T-Rock i K-J.

 

- Sorry, chłopaki, ale to moja jedyna kwestia… - próbuje się tłumaczyć głos, który chyba jest Poisonem – jednym z najznamienitszych jobberów w historii PCW.

 

- Co, kurwa? Poison, tutaj?!? – znów dziwi się El Masturbator.

 

- A, tak…wkręcił się tu jakoś… - odpowiada RAM. – W ogóle wiesz, jak zobaczył Cię na ringu stwierdził, że też koniecznie musi się zapisać do tego całego EWF…Niestety, oblał testy kwalifikacyjne do Hogwarts Fellowship – wszystkie głosy i El M. zaczynają się w tym momencie głośno śmiać.

 

- Dobra, kurwa…Przejdźmy wreszcie do rzeczy. Przyszliśmy tu, żeby przekazać Ci tajemnicę, dzięki której na pewno zdobędziesz pas i porozkładasz te nędzne robaki na łopatki – mówi T-Rock. – Chcesz poznać tą tajemnicę? – pyta, a gdy El Masturbator potakuje głową, krzyczy: - Tajemnica Brokeback Mountain, kretynie! Hahaha! – śmieje się do rozpuku.

 

- Dobra, starczy…W gruncie rzeczy mamy krótkie przesłanie: ogarnij się, przestań się opierdalać, skończ z durnymi żarcikami, odzyskaj dawny ogień i wygraj to gówno, a przede wszystkim zdejmij tą żenującą maskę, bo jak nie… - mówi K-J.

 

- Bo jak nie to co? To co kurwa? – pyta się poirytowany El Masturbator. W pewnym momencie czuje, że ktoś szarpie go za ubranie.

 

- Ej, stary, obudź się! – El Masturbator otwiera oczy i widzi szarpiącego go Bullzeye’a.

 

- Bo jak nie to kurwa, co? – El Masturbator ciągle jest trochę zamroczony, a kamera pokazuje, że leży na ziemi, głową opierając się o automat z colą.

 

- Trochę się o Ciebie martwiliśmy, wiesz…nie było Cię jakieś trzy godziny, prawdopodobnie straciłeś przytomność – wyjaśnia mu całe zamieszanie Bullz.

 

- Nie, nie, po prostu śpiący jakiś taki się… - próbuje się tłumaczyć El M. – Jebać to! Wracamy do hotelu – ordynuje i obaj wychodzą z hali.

 

Po chwili kamera pokazuje Bullza i El Masturbatora w gruzińskiej taksówce, siedzą obok siebie w milczeniu. Po chwili pierwszy odzywa się El M.

 

- Bullz, myślisz, że dam radę…że wygram ten pieprzony pas? – pyta.

 

- No jasne, stary, wiadomo, że jesteś najlepszy… A zresztą, nawet jeśli nie…to przecież tylko zabawa, nie uda się teraz, to dasz radę następnym razem – śmieje się legenda hardkoru.

 

- Może to i racja… - El M. nagle lekko się uśmiecha.

 

W tym momencie taksówka podjeżdża pod hotel. Chwilę później widziemy już El Masturbatora w swoim pokoju hotelowym. Leży już w łóżku i jak przystało na dziwaka nawet tuż przed snem ma na sobie tą dziwną maskę. W pewnym momencie, gdy już ma zasnąć, cały pokój zachodzi mgłą, z której wyłania się jakaś niewyraźna sylwetka.

 

- Czy w tej Gruzji wszystko musi być tak pojebane? – mruczy pod nosem El M, ale po chwili poważnieje, gdyż postać staje się coraz wyraźniejsza i w pewnej chwili przed jego oczami staje…

 

- Kruk! Ja chyba naprawdę ochujałem… - gdyby szczęka El Masturbatora była wystarczająco elastyczna, pewnie już dawno szorowałby nią po podłodze.

 

- Czołem hmmm…Masturbatorze – tradycyjnie ubrany cały na czarno Kruk, kolejna legenda PCW z zamierzchłej przeszłości, też na początku nie potrafi ukryć zmieszania, szybko jednak przechodzi do rzeczy. – Przychodzę do ciebie, żeby ci uświadomić, jak wielkie znaczenie będzie miała najbliższa Wrestlepalooza dla twojego życia, jak bardzo to, czy zdobędziesz, czy nie zdobędziesz mistrzowskiego pasa, wpłynie na twoje życie…

 

- Ok., to nie może być prawda…Mam już tego serdecznie dość… Duch, czy nie duch, wypierdalaj z mojego pokoju, miałem ciężki dzień, wszystko mnie boli i mam ochotę się przespać – El Masturbator wstaje i próbuje odepchnąć Kruka.

 

- Przyjacielu, przecież ty śpisz – odpowiada Kruk i wskazuje na łózko, gdzie…leży El Masturbator w słodkiej pozycji embrionalnej i oddaje się objęciom Morfeusza.

 

- Tylko spokojnie…to się nie dzieje…trzy głębokie wdechy…raz…dwa…trzy…kurwa..niech ktoś mnie uszczypnie…Auuuć! – Kruk, jak na samarytanina złej nowiny przystało, postanowił spełnić prośbę swojego nowego kompana.

 

- Posłuchaj, mamy mało czasu…Jestem tu po to, aby pokazać ci, jak będzie wyglądało twoje życie, jeśli przegrasz tą walkę i co musisz zrobić, żeby ją wygrać…Jesteś gotowy? – pyta Kruk.

 

- Skoro i tak się od Ciebie nie uwolnię – El Masturbator jest już chyba dość zrezygnowany.

 

 

Na to Kruk klaszcze w ręce i obraz znika. Gdy wraca po chwili okazuje się, że znajdujemy się w hali sportowej szczelnie wypełnionej ludźmi. Jesteśmy na jakiejś gali, ale nie wiemy, kto walczy, bo twarze wrestlerów są zamazane. Dopiero po chwili kamera pokazuje nam wielką flagę wiszącą nad ringiem, na której gustownie wyhaftowane są trzy litery: P-C-W.

 

- O, wreszcie czuję się jak w domu…To Mordobicie? – pyta El Masturbator Kruka, a ten potakuje głową. – Tylko przez ten rozmazany obraz nie widzę dobrze, kto walczy…

 

- Przypatrz się uważnie – odpowiada Kruk. El M. spogląda i nagle z przerażeniem połączonym z radością konstatuje.

 

- Ej, to przecież ja! – mówi to w tym samym momencie, w którym jeden z wrestlerów skacze z narożnika na drugiego i zdobywa pin. – Ha! Wygrałem! – cieszy się.

 

- Tak, kiedyś byłeś dobry…a mogłeś być jeszcze lepszy… - mówi sucho i bez emocji Kruk.

 

- O co ci chodzi? – dziwi się El M., a Kruk w odpowiedzi ponownie klaszcze w dłoni i obraz znika.

 

Tym razem znajdujemy się za kulisami po zakończeniu gali. Widzimy wciąż rozmazaną sylwetkę wrestlera, w której El Masturbator rozpoznał samego siebie. Wrestler po zakończonym pojedynku jest wyraźnie z siebie zadowolony, w jednym ręku ma piwo, a obok niego wdzięczy się prześliczna blond-cizia. W pewnym momencie podchodzi do nich przygarbiony starszy pan w dresie.

 

- Dałeś im dzisiaj niezłą szkołę Scott, ale jeszcze wiele pracy przed Tobą… A popracujemy już dzisiaj…Podziękuj pani, idziemy na trening… - mówi starszy mężczyzna, a w tym momencie oczy El Masturbatora wilgotnieją.

 

- Ta..tata… - to jedyne, co jest w stanie z siebie wydusić. Chwilę potem odwraca wzrok, a kamera kieruje się w stronę wrestlera, który opieprza staruszka i delikatnie mówiąc każe mu iść w cholerę. Kiedy starszy pan spuszcza smutno głowę i odchodzi, wrestler, w którym El Masturbator rozpoznał siebie zaczyna się lizać z blond-cizią.

 

- Tak było po każdej walce…i przed prawie każdą – smutno konstatuje Kruk.

 

- Byłem młody, byłem dobry, nie potrzebowałem treningów, bo zjadałem ich wszystkich nosem – krótko podsumowuje El Masturbator. – Gdyby nie ta kontuzja… - zamyśla się w pewnym momencie, co wykorzystuje Kruk, ponownie klaszcząc w ręce.

 

Tym razem obraz przenosi ich kilka lat później, właściwie można powiedzieć do bardzo niezamierzchłej przeszłości. El Masturbator i Kruk stoją z boku Sali treningowej i obserwują…El Masturbatora, który pręży muskuły i przygotowuje się do treningu.

 

- Widzisz, w końcu wydoroślałem i wziąłem się za siebie – uśmiecha się El Masturbator.

 

- Na pewno? – pyta Kruk i wskazuje na kamerę, która przesuwa się w stronę ringu. W pewnym momencie na pierwszy plan wchodzi malutki człowieczek w czapeczce z napisem „reżyser”, krzyczy „Kamera! Akcja!”, a z głośników zaczyna grać „You’re the Best” z Karate Kida. Widzimy El Masturbatora, który wykonuje poszczególne akcje w rytm muzyki, które co chwila są przerywane okrzykami reżysera „Cięcie! Mamy to! Jest super!” Po mniej więcej trzech minutach trening dobiega końca, a wszyscy jego uczestnicy zgodnie idą na piwo. Kruk odprowadza ich wzrokiem i patrzy pytająco na El Ema.

 

- To czysty marketing…strategia…psychologiczne podejście rywala… - tłumaczy El Masturbator.

 

- …które o mało co nie kosztowało Cię miejsca w finale – kończy Kruk. El Masturbator nie odpowiada, a Kruk wobec tego kontynuuje. – Jak będziesz robił tak dalej, to skończy się dla Ciebie bardzo źle…bardzo, ale to kurwa bardzo źle…

 

- To znaczy jak? Zostanę pierdolonym pseudo-duchem dorabiającym sobie do nędznej emerytury i budzącym uczciwych obywateli po ciężkim dniu pracy, aby napierdalać im radosną nowinę – wreszcie! El Masturbator chyba się wkurwił ;)

 

- Chciałbyś… Nie myśl, że chcę Ci zrobić na złośc. Zrozum - myślisz, że nawet jak przegrasz tą walkę, nie stanie się nic złego. A ja...zaraz Ci pokażę, jak bardzo porażka może wpłynąć na Twoje dalsze życie - tłumaczy Kruk.

 

- Ciekawe jak? - odpowiada El M.

 

 

Kruk w odpowiedzi pstryka palcami i wszystko spowija dym. Gdy mgła opada, znajdujemy się w środku jakiejś sali, która wygląda jak teatr. Sala jest pełna, ludzie są wystrojeni, ogólnie Francja-elegancja. Kamera pokazuje El eMa w pidżamie i Kruka, którzy siedzą w jednym z pierwszych rzędów.

 

- Co to za szopka, kurwa? - denerwuje się El Masturbator.

 

- Zaraz zobaczysz - spokojnie odpowiada Kruk i wskazuje głową na scenę. W pewnej chwili na całej sali gasną światła, a z głośników wydobywa się głos spikera.

 

- Witamy Państwa na trzydziestej, jubileuszowej edycji corocznej gali Extreme Wrestling Federation Hall of Fame. Dzisiejszy show poprowadzą znani i uwielbiani przez was Jan Kowalski i Antoni Hogański Jr. - w tym momencie zza kulis na scenę wychodzi zgrzybiały stary dziadek, trochę podobny do Kowalskiego i Antoni - kubek w kubek podobny do najwspanialszego tostera we wszechświecie.

 

- Ej, ale... - El Masturbator nie po raz pierwszy zresztą dzisiaj, jest w ciężkim szoku.

 

- Witamy Państwa na naszej gali, podczas której jak co roku uhonorujemy postacie zasłużone dla rozwoju i światowej ekspansji Extreme Wrestling Federation - zaczyna Hogański.

 

- Przypomnijmy, że jak dotąd w Holu Sław znalazły się takie nazwiska jak Rottweiler, Szakal, Bubba, SeBa, Flying Man i wielu, wielu innych... - Kowalski.

 

- Co, kurwa? - szok zdaje się nie ustępować z El Masturbatora.

 

- Bez zbędnych wstępów przystąpmy więc do nagrodzenia tegorocznych laureatów. Nie ukrywamy, że z roku na rok jest nam coraz trudniej wybierać tych naprawdę zasłużonych weteranów. Właściwie...to już wszystkich nagrodziliśmy. Ale ponieważ show musi trwać dalej, prezentujemy dziś kolejną grupę zapaśników nieco mniej, ale również wartych, aby zapamiętała ich historia - mówi Hogański Jr.

 

- Zacznijmy więc...pierwszego kandydata wprowadzi do Holu Sław ulubieniec milionów i pierwszy alumn tej szacownej instytucji. Był bez wątpienia najlepszym i najbardziej utalentowanym wrestlerem, jaki kiedykolwiek pojawił się na ringu EWF. Kochany przez miliony, wielokrotny posiadacz tytułu mistrza świata, a po zakończeniu kariery - prezydent Ponzania i uznany biznemenm. Proszę państwa...przedstawiam wam.. - przedstawia, jako rzekł Kowalski.

 

- Nie, Janku, zróbmy to inaczej - przerywa Antoni Hogański. - Hej, ludziska, kto jest najlepszym wrestlerem na świecie???!?!?

 

- JJJJUUUUUUUUPPPPPPIIIIIITTTTEERRRRR! - drze się w niebogłosy publika.

 

- Słodko, kurwa, nawet w moim śnie...Tylko nie ten debil - mruczy sam do siebie El M.

 

- Nie przeszkadzaj, tylko rozkoszuj się przedstawieniem - przerywa mu Kruk, który sam daje się ponieść fali emocji, wstaje i chantuje razem z resztą publiki ”Jupek! Jupek!”

Tymczasem na scenę wkracza dostojny, siwowłosy starszy pan roześmiany od ucha. Opierając się na lasce momentalnie prostuje się i zaczyna tauntować w stronę publiki, która nagradza go owacją na stojącą.

 

- Latka mijają, a pewne sprawy nigdy się nie zmienią - mówi pod nosem zirytowany El eM.

 

- Ciii... - ucisza go Kruk.

 

W pewnym momencie Jupiter staje za mównicą i zaczyna przemowę. - Miał wszystko, co potrzeba, aby stać się wielkim. Miał świetną technikę, wielką charyzmę i nienaganny styl. Jego pech polegał na tym, że walczył w tym samym czasie, kiedy w EWF niepodzielnie królowała Jupkomania. Wiem, że tak jak wielu on nie mógł tego znieść i za jedyny cel swojego życia postawił sobie pokonanie mnie. I Bóg mi świadkiem, wiele razy był o włos od osiągnięcia tego, co sobie założył…a jednak nie udało mu się. Po zakończeniu kariery mocno podupadł na zdrowiu, chorował, wydawało się już, że nie będzie mu dane przebywać z nami na tym samym padole, a jednak uratował się i dzisiaj…przedstawiam wam…oto i on, sam El Masturbator!! – krzyczy Jupiter.

 

- Co? Oż ty, w dupę… - El Masturbator próbuje wstać, ale Kruk sadza go na miejsce. – On i tak Cię nie widzi, nie rozumiesz? – odpowiada.

 

Tymczasem zza kurtyny wyłania się jakaś piękna, młoda hostessa, która pcha pozłacany wózek inwalidzki. Siedzi na nim stary dziadek z wyglądu przypominający El Masturbatora. Jupiter podchodzi do niego i wyciąga rękę na przywitanie, El eM nie podaje swojej.

 

- Musicie mu wybaczyć…Biedak stracił zmysły, ale jestem pewien, że gdyby je miał, na pewno zgodziłby się na ten symboliczny gest pojednania po latach – uśmiecha się Jupiter i patrzy w puste oczy Masturbatora po czym ściska jego dłoń i unosi do góry. Widownia wstaje z miejsc i nagradza obu aktorów tego wyśmienitego widowiska owacją na stojąco. El Masturbator jest kompletnie załamany i patrzy na Kruka, który spogląda na niego i głośno się śmieje.

 

- Mam kurwa dosyć! Zabierz mnie stąd, zabierz mnie…ja już nie chcę – krzyczy El M.i nagle nie wiedzieć w jaki sposób znowu leży w swoim łóżku, tyle że zlany zimnym potem. Jest ranek, obraz znika.

=========================

Kamera wraca do naszego bohatera na lotnisku w Poznaniu, gdzie czeka już na niego Mariusz Max Kolanko, który ma z El eMem przeprowadzić zaplanowany wcześniej wywiad. Nagle drzwi na terminalu poznańskiej Ławicy otwierają się i wychodzi przez nie El Masturbator, ale jakiś odmieniony, dziwnie cichy, skupiony. Przechodzi bez słowa obok Kolanki, ignorując jego powitanie, a gdy ten próbuje za nim biec z mikrofonem, rzuca tylko szybkie „Zejdź mi z oczu”. Wychodzi z lotniska na powietrze, wsiada do wcześniej wynajętego samochodu i odjeżdża w siną dal. Obiektyw kamery podąża za nim, ale po chwili obraz zanika.

===========================

 

Obraz wraca – znajdujemy się w środku poznańskiej Areny, gdzie już za kilka godzin rozpocznie się Wrestlepalooza. Widzimy prostych wielkopolskich robotników, którzy uwijają się przy stawianiu konstrukcji ringu. El Masturbator przez dłuższą chwilę przygląda się im, po czym robi głęboki wdech i spogląda w kamerę.

 

- Poznań, kolebka naszej państwowości…mogłem marzyć o wielu rzeczach, ale…nigdy nie śmiałem sądzić, że to właśnie tutaj będzie mi dane zmierzyć się w finale turnieju o tytuł mistrza EWF. W jaskini smoka…w domu mojego arcyrywala, w mieście, gdzie są najlepsi i najbardziej gorący fani najlepszego wrestlera w Polsce, w kotle pięciu tysięcy gardeł namiętnie skandujących imię, od którego robi mi się niedobrze. Niejeden padłby pod presją, ale ja nie jestem niejeden…Jestem…obietnicą rozczarowania, które sprawisz już za kilka godzin swoim wiernym fanom, jestem bliskim łez wyrazem twarzy tego pyzatego dziesięciolatka w koszulce z twoim imieniem, któremu za chwilę runie przed oczami cały świat…jestem zapowiedzią klęski, którą poniesiesz…jestem sobą…jestem…zresztą, sam się niedługo przekonasz, Jupiterze. W tej chwili trudno wyobrazić mi sobie większą radość niż odebranie ci tego pasa i uciszenie kilku tysięcy rozentuzjazmowanych jupko maniaków…tak, rzucajcie butelkami i jedzeniem…przeklinajcie na czym świat stoi, to będzie wyraz waszej bezradności, kiedy skończę to, czego przecież nie zacząłem. Wszystko zacząłeś ty, Jupiterze…wywyższając się ponad wszystkich, kreując się na zbawcę ludzkości, mając za nic kolegów z szatni. Pamiętasz jeszcze stare dobre PCW, przyjacielu? Myślę, że nie złamię tu wielkiej tajemnicy szatni, w końcu ta dobra federacja, świeć Panie nad jej duszą już dawno nie istnieje, jeśli opowiem wam o specyficznych zwyczajach w starych czasach. Wtedy między wszystkimi wrestlerami panowała niepisana umowa…”im mocniej ktoś Cię leje, tym mocniej krwawisz, tym więcej pieniędzy zarabiasz, tym lepszymi jesteśmy przyjaciółmi”. Na ringu mogliśmy wypruwać z siebie flaki i wyrzucać sobie od najgorszych, ale kiedy już było po wszystkim…pewnie, wielu z nas serdecznie siebie nienawidziło, ale w większości przypadków nie było problemu, żeby po wszystkim przybić piątkę i pójść na piwo...Z każdym tylko nie z Jupiterem…bo trening, bo spotkanie z fanami, bo nie piję piwa, bo sauna…zawsze uważałeś się za lepszego od nas. I wiesz, tu nie chodzi o to, że ja Cię nie lubię..bo gdybym miał ochotę zniszczyć każdego, kogo nie lubię, Chiny nie byłyby już pewnie najbardziej zaludnionym krajem świata…Tu chodzi o szacunek, poczucie skromności, o świadomość własnej wartość i o znanie swojego miejsca w szeregu. Każdy z nas jest inny, każdy ma swoje wady i ograniczenia, ale najwyraźniej ty jesteś jedynym, który udaje, że ich nie zna…Otóż, pozwól że cię oświecę – jesteś takim samym człowiekiem jak ja i inni uczestnicy finału, cholera, masz nawet coś, co sprawia, że od lat utrzymujesz się na ścisłym szczycie…że jesteś jednym z najlepszych tutaj…lecz nie masz tego co mam ja (El M próbuje wyśpiewać te słowa na melodię znanej piosenki zespołu IRA). Nie masz już tego apetytu na kolejne zwycięstwa, wypaliłeś się, zdobyłeś wszystko, co było do zdobycia i jedyną rzeczą, na którą musisz teraz uważać, jest obrona swojej pozycji…Z głodnego myśliwego stałeś się zwierzyną, która broni się…nie, nie tylko przede mną, ale i przed innymi, którzy chcą cię dorwać i rozszarpać…To nie jest przypadek, że tak wielu ludzi cię nie znosi, Jupiterze…Cholera, czuję się nawet trochę jak ich wysłannik…pokazać ci miejsce w szeregu, na twojej ziemi, stanąć nad tobą z mistrzowskim pasem uniesionym wysoko w górze i przeżyć ten moment ekstazy, gdzie gwizdy i bluzgi poznańskiej widowni brzmią jak hymn pochwalny na moją część… Nauczę cię szacunku, Jupiter…zresztą, ja sam zdążyłem się już go nauczyć, także do ciebie…a przynajmniej, jeśli chodzi o sprawy zawodowe. Jestem pełen pokory do własnych umiejętności i zdaję sobie sprawę z własnych ograniczeń, wiem, że jedyną nieograniczoną siłą we mnie jest wola walki i zdolność do przetrwania…i dopilnuję abyś w sobotę też doskonale zdał sobie sprawę z własnych ograniczeń… - mówi El Masturbator, po czym wyjmuje z kieszeni spodni paczkę papierosów i zapala jednego.

 

 

- Ale zanim do tego dojdzie, czeka mnie jeszcze daleka droga…którą zagradza mi promienny uśmiech, blond włosy i opalony tors Chrisa „More” Attitude…twojego najlepszego przyjaciela, Jupiterze. Chris też będzie czuł się w Poznaniu jak w domu, mogąc liczyć na wsparcie wiernej publiki, z którą ma zresztą znacznie więcej wspólnego niż ty…Tak, to prawda, bo zarówno Krzyś jak i poznańska publika biją rekordy pod względem hipokryzji i zakłamania! Bo tylko w Poznaniu możliwe jest, by kilkanaście tysięcy ludzi wielbiło pod niebiosa, śpiewało pochwalne pieśni i sporządzało flagi dla człowieka, o którym doskonale wiedzą, że ich oszukał…dla człowieka który był dla nich Bogiem, ale upadł dla kilku nędznych złotówek, a oni…a oni wielbią go dalej, wybaczali mu, albo i nie, bo Bogowie mogą robić co chcą, a zadaniem ślepych i czarnych mas jest bycie posłusznymi. To pocieszająca wiadomość dla was, panowie – choćbyście nie wiem, ile razy musieli uznać gorycz porażki, ilekroć ktoś z pełną konsekwencją obnaży wasze ringowe błędy, motłoch już na zawsze pozostanie z wami…A wracając do surfera Krzysia, powiedziałem, że jesteś podobny do poznańskiej publiki pod względem hipokryzji, bo tak jak mam do Jupitera coś w rodzaju szacunku, tak do ciebie kilka dni temu straciłem jego absolutne resztki…Król ludzkich serc, zawsze z poszanowaniem ducha walki i fair play, prawo i sprawiedliwość w czystej postaci – to twoje hasła, to twój PR… Tymczasem archanioł sprawiedliwości na ostatniej gali pokazał swoje prawdziwe oblicze, wchodząc do finału kuchennymi drzwiami. Będzie walczył w zastępstwie i w imieniu…człowieka, którego nie lubi i którym gardzi…Kravena…A ja wiem, jestem tylko dinozaurem rodem z Parku Jurajskiego, ale zawsze wydawało mi się, że honor i ambicja to wartości ponadczasowe, nie do kupienia za żadną cenę, zwłaszcza tak niską jak obietnica uczestnictwa w finale i otrzymanie title shota. Chrisie z chwytliwym pseudonimem…Od Tbilisi przestałeś być dla mnie Chrisem „More” Attitude, stałeś się dla mnie Chrisem „No” Honor…za nędzne trzydzieści srebrników. Można mi zarzucić wiele…kiedy jestem w ringu wyznaję zasadę, że cel uświęca środki, byle tylko wygrać, byle..być najlepszym. Ale tak jest w ringu, zresztą i tak…tam zawsze jest rywalizacja jeden na jednego, a wygrywa ten, który okazuje się mądrzejszy i wykorzysta moment, gdy sędzia nie patrzy, ale przynajmniej nigdy nie wygrałem niczego przy zielonym stoliku, a jeśli już, to raczej tam właśnie traciłem…Układy, układziki, podpisywane klauzule…to nie jest mój świat, za to ty…nie ma sprawy. A jak protestowałeś mocno, kiedy podpisałeś ten papierek! Dla każdego myślącego człowieka to, co zrobiłeś to cyrograf…sprzedałeś duszę, zyskałeś kilka chwil sławy za cenę poniżenia się przed jednym z twoim największych radzieckich przeciwników. Ale nie przejmuj się, Chrisie „No honor”…dla twoich ciemnych mas dalej pozostaniesz bohaterem w lśniącej od olejku do opalania zbroi, nawet jeśli najlepszym co powinieneś zrobić to strzelenie sobie w łeb albo w najlepszym razie…zawieszenie butów na kołku…

El Masturbator rozgląda się po hali, ring już stoi, a dookoła nie ma nikogo. Wrestler powoli wstaje i robi kilka kroków w stronę ringu.

 

 

- Dziwnie jest, co nie Psycho? – pyta retorycznie El M. – Jakoś tak…poważnie, mało słodko pierdząco, bez podśmiechujek. Wiem, że znacie mnie dobrze…El Onanista, Felatio Cumshooter…taki tam zabawny gość, który tu się potknie o dekorację, tam strzeli dowcipem, gdzieś pogrozi, coś tam wygra, ale nikt nie będzie go brał do końca poważnie...Tamten El Masturbator uległ poważnemu wypadkowi, do którego zresztą sam się przyczyniłeś. Ale wiesz, dziękuję Ci…bo dzięki Tobie nauczyłem się czegoś. Na ostatniej gali zlekceważyłem Cię, nie doceniłem, a Ty to wykorzystałeś…chciałem pójść na skróty, wykorzystać stary sprawdzony fortel, ale okazało się, że na Ciebie potrzeba cięższej kawalerii. Przegrałem…po raz pierwszy od lat poczułem smak klęski – smakuje źle…jak przegotowany makaron ze zgniłymi pomidorami i przeterminowanym kurczakiem, po którym pierwsze na co masz ochotę to szybka sesja wydalnicza. Jak kac gigant następnego ranka, choć wypiłeś tylko dwa piwa. To fatalne uczucie, którego nie chcę więcej doświadczać… I bądź pewien, już nie będę, bo zajebałem starego El Masturbatora, wyciągnąłem ostrza z sakwy Twojego kolegi-klauna z Senshi i poprzecinałem równo żyłki, jedna po drugiej…Trochę żal było patrzeć, bo to porządny człowiek był..i mimo wszystko dopiął swego, awansował do finału. Ale musiał tak skończyć, bo potrzebowałem czasu, aby dojść do siebie, aby się odbudować… Teraz jestem sobą – do swojego doświadczenia dodałem siłę, energię i dziką chęć zwycięstwa…kiedy zmieszasz te wszystkie składniki powstanie najbardziej wybuchowy koktajl, jaki możesz sobie wyobrazić, taki, który zmiata wszystko, co pojawi się na jego drodze. Wyciągnąłem wnioski wiesz, to niesamowite, że nawet w takim wieku, kiedy skazujesz mnie na skorzystanie z rządowej propozycji emerytur pomostowych, potrafię się uczyć i udoskonalać mój warsztat. Dobra wiadomość, ale niekoniecznie dla Ciebie jest taka, że już nigdy nie zlekceważę żadnego rywala, zła - że kiedy już zostanę mistrzem EWF będę trzymał ten pas do usranej śmierci, a przynajmniej tak długo aż stwierdzę, że to nudne i pójdę do innej piaskownicy pozabierać dzieciom ich zabawki. I nie istnieje nic, Psycho, co Ty ani ktokolwiek inny możecie na to poradzić – kończy El Masturbator i wchodzi na ring. Kiedy jest już na miejscu, podchodzi do narożnika i siada w kącie.

 

 

- Za kilka godzin zacznie się jedna z większych batalii mojego życia i albo wyjdę z niej zwycięsko albo równie bohatersko zostanę zniesiony przez sanitariuszy, bo sam bez pasa mistrza EWF nie zejdę z tego pieprzonego ringu… Teraz jestem w piekle, na samym dnie i mogę pozwolić, aby inni zakopali mnie tam na wieki, albo mozolnie, centymetr po centymetrze wydobywać się na powierzchnię…W tej grze wygrywają tylko Ci, którzy są gotowi oddać życie za każdy centymetr zbliżający Cię do wiktorii…Kiedyś potrafiłem taki być…i wiem, że jeśli się postaram, raz jeszcze wzniecę w sobie ogień, który strawi wszystko i wszystkich, którzy ośmielą się stanąć naprzeciwko mnie. To początek długiej drogi, ale kiedy znasz swój cel i wiesz dokąd podążasz, to dojdziesz tam, choćby po drodze miało ci upierdolić wszystkie kończyny…Tak właśnie myślę…i pewnie, gdyby do tej krótkiej mowy dodać kilkanaście synonimów słów kurwa i chuj mógłbyś się pod tym podpisać Ty, Scytherze…Najbardziej niedoceniony, najbardziej niedowartościowany, najbardziej agresywny, najbardziej…przegrany. Ile to już razy obiecywałeś sobie, że tym razem nie zaniedbałeś przygotowań, że zrobiłeś wszystko, aby stanąć na szczycie, aby być najlepszym? Zawsze stawało coś na drodze, zawsze był jakiś detal…jak tym razem będziesz się tłumaczył? Pewien mądry człowiek powiedział kiedyś, że życie jest jak futbol, to gra centymetrów…wystartujesz pół sekundy za późno, albo za wcześnie, szansa przepada…musisz mieć w sobie to wyczucie, musisz umieć wyciągać wnioski, niby dlaczego tym razem ma być inaczej niż za każdym poprzednim razem, kiedy nie dawałeś sobie rady? Spójrz na siebie, nic się nie zmieniłeś…cały czas jesteś pierdolonym pyszałkiem odgrażającym się, że rozpierdoli wszystko i wszystkich…Jesteś czarną wersją Jupitera, tyle że Ciebie boją się dzieci, a on…jednak coś tam w życiu osiągnął…A kiedy patrzę w Twoje CV, widzę tam same „prawie”, „nieomal”,”mało brakowało”, „było blisko”. Nie chcesz tego przyznać, jesteś zbyt dumny, ale jesteś pod presją, która w decydujących momentach paraliżuje Twoje ruchy. Dotąd mogłeś ją spokojnie topić w alkoholu, ale jakimś dziwnym trafem postanowiłem rzucić…i jest to chyba jedyna walka, w której Ci kibicuję, ale z drugiej strony, co Cię teraz osłoni przed presją, co pomoże znieść gorycz porażki już za kilka godzin, tu w Poznaniu? Prawda, walkę z nałogiem też zawsze możesz przegrać…i skończyć jak Bubba. Straszna perspektywa, co? Pamiętam jak kolejny raz z rzędu zaczął się odchudzać…kupił sobie nawet zajebistą elektroniczną wagę do sprawdzania postępów. I po paru dniach dzwoni do mnie i skarży się, że waga jest popsuta. Spytałem go, co się stało, na co on odpowiedział mi, że ilekroć na nią wchodzi, na czytniku wyświetla się czyjś numer komórki (El M śmieje się). Weź to sobie do serca i pamiętaj, kiedy za kilka godzin będziesz wściekły oglądał mnie z pasem mistrza EWF. Bo ja nie czuję presji, jestem po prostu pewny siebie. Zresztą…przecież El Masturbator to emeryt, pan nikt...człowiek, którego w najlepszym razie lekceważycie i wyśmiewacie…Róbcie tak dalej, może kiedyś zaczniecie uczyć się na błędach. Pamiętaj tylko Scythe, to że przegrasz ze mną nie czyni Cię automatycznie kiepskim wrestlerem ani tym bardziej człowiekiem…po prostu jesteś taki sam, jak wszyscy inni – mówi El M. Po chwili wstaje i odwraca się tyłem do kamery.

 

- El Masturbatora chwilowo nie ma, ale nie bójcie się, bo ma godne zastępstwo… - to mówiąc zaczyna powoli zdejmować z twarzy maskę.

 

Niestety, w tym momencie transmisja kończy się i musimy uzbroić się w cierpliwość, aby poznać tożsamość tego tajemniczego wrestlera.

-----------------

 

 

OOC: Przepraszam za kilkugodzinne spóźnienie. Niestety, w czasie pisania usnęło mi się. Wolę nie mówić co mi się śniło, ale na pewno nie był to Kruk :)

Pozdrawiam i czekam na komentarze ;) El Mstrbtr

  • Odpowiedzi 10
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • damiandziki

    3

  • nasjazz

    2

  • Ja Myung Agissi

    2

  • zabnmal

    2

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  1 927
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  25.09.2004
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Klasyczny

RP to konkret. Pomysł z róźnymi wizjami to żadna nowość, ale ciekawe wykorzystanie automatu z FelkoCola aka PCW Star Gate i kilku gwiazd z zamierzchłej przeszłości (o których pisząc szczerze nie mam większego pojęcia) oraz idea EWF Hall of Fame ceremony była fajną lekturą.

 

- Latka mijają, a pewne sprawy nigdy się nie zmienią - mówi pod nosem zirytowany El eM.

 

I ta irytacja Jupiterem dobrze oddana :lol:

 

Dużym plusem jest konkretny i rozbudowany speach. Jest aż tak rozbudownay, że nie ma sensu go kopiować i wklejać tutaj, zaciekawieni mogą sobie przeczytać zerkając w oryginalne miejsce jego pobytu.


  • Posty:  914
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  31.08.2005
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Będąc w środku tekstu miałem nadzieje, że już w RP poznam kim jest ten tajemniczy Masturbator... no cóż będzie trzeba poczekać :) Konkretnie napisałeś - szczególnie podobał mi się motyw zapożyczony nieco z "Opowieści Wigilijnej".

8363302634890420816486.jpg


  • Posty:  283
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  13.01.2005
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Bardzo mocna rzecz. Trzymasz wysoki poziom za co tylko wyrazu podziwu :)

  • Posty:  2 298
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  08.11.2007
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

RP jak przystało na finał turnieju o najważniejszy pas w federacji na cholernie wysokim poziomie. W moim rankingu zajmuje miejsce drugie tuż za tym z drugiej rundy turnieju, ale głowy sobie urwać nie dam, że jakościowo tamten był lepszy. Po prostu wtedy zszokowałeś wszystkich, teraz każdy oczekuje od Ciebie czegoś zajebistego. I mogę powiedzieć, że w 100% spełniasz oczekiwania. Dobry motyw zaczerpnięty z Opowieści Wigilijnej (co to jest Opowieść Wigilijna? :lol: ) i bardzo konkretny speech. Nie wiem dlaczego masz co do niego mieszane uczucia. W żadnym stopniu nie odstaje on od twórczości Twoich przeciwników. Emocje będą do samego końca. :D
Nie płakałem po CM Punku

18909757064dbdb1458cbe1.jpg


  • Posty:  914
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  31.08.2005
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

RP jak przystało na finał turnieju o najważniejszy pas w federacji na cholernie wysokim poziomie. W moim rankingu zajmuje miejsce drugie tuż za tym z drugiej rundy turnieju, ale głowy sobie urwać nie dam, że jakościowo tamten był lepszy. Po prostu wtedy zszokowałeś wszystkich, teraz każdy oczekuje od Ciebie czegoś zajebistego. I mogę powiedzieć, że w 100% spełniasz oczekiwania. Dobry motyw zaczerpnięty z Opowieści Wigilijnej (co to jest Opowieść Wigilijna? :lol: ) i bardzo konkretny speech. Nie wiem dlaczego masz co do niego mieszane uczucia. W żadnym stopniu nie odstaje on od twórczości Twoich przeciwników. Emocje będą do samego końca. :D

 

Nie znasz "Opowieści Wigilijnej" widać, że w szkole się nie uważało 8)

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Opowie%C5%9B%C4%87_wigilijna

8363302634890420816486.jpg


  • Posty:  2 298
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  08.11.2007
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Raczej była to odpowiedź na "A co to kurwa jest HALO?" El Ma :)
Nie płakałem po CM Punku

18909757064dbdb1458cbe1.jpg


  • Posty:  914
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  31.08.2005
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Raczej była to odpowiedź na "A co to kurwa jest HALO?" El Ma :)

 

Aaa :twisted: Nie zobaczyłem motywu :D Zwracam honor :P

8363302634890420816486.jpg


  • Posty:  1 864
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Dobra, odwołuję to co Ci powiedziałem na gg ' że pierwsza połówka erpa aż do pojazdów jest chujowa ' . Pośmiałem się trochę i jest ona dobra zwłaszcza jak człowiek zobaczy drugie dno a nie czyta po 2 bezsennych nocach ;P Co do samych pojazdów to podobały mi się z zastrzeżeniem, że coś mało i delikatnie Psycho pojechałeś a to jakby nie patrzeć jeden z dwóch Twoich najważniejszych oponentów w turnieju ;P

EWF, III Oddział Kancelarii Osobistej Jego Imperatorskiej Mości.

Cultured Society|The Princess of Attitude.

I love the whisper of Attitude <3.

3926129444e3b08a90b45e.jpg


  • Posty:  31
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  23.12.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Z Psycho to prawda (wyprztykałem się z argumentów na niego w poprzednim erpie), ale zauważ, że wszyscy moi rywale też jakoś przesadnie oryginalnie po mnie nie pojechali - emeryt, do muzeum, na pomostówki i kilka żartów o waleniu konia. I każdy jedzie zawsze w ten sam sposób - to pozorny, ale tylko pozorny plus takiej postaci, który w rzeczywistości jest pułapką, bo niby łatwiej po kimś takim pojechać, ale z drugiej strony co chwila powiela się ten sam, już ciutkę oklepany schemat.

  • Posty:  1 864
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Może dlatego, że nie ma Twojego profilu w rosterze ? ;P

EWF, III Oddział Kancelarii Osobistej Jego Imperatorskiej Mości.

Cultured Society|The Princess of Attitude.

I love the whisper of Attitude <3.

3926129444e3b08a90b45e.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 3 Data: 28.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Tsugaru, Aomori, Japan Arena: Ito Mining Arena Tsugaru Publiczność: 987 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • GGGGG9707
      Tak też mi niespodzianki, Belair, AJ Lee, Lesnar, LA Knight, Dom, pewnie ten nowy arab saudyjski którego wzięli.  Ja zawsze na Royal Rumble przyjmuję sobie że chcę co najmniej jedną niespodziankę ale taką której się nie spodziewam. Te wymienione się nie liczą bo i tak prawie pewne że będą i to żadna niespodzianka. Choćby to był nie wiem Hornswoggle to i tak dam na plus bo będę zdziwiony a o to chodzi w Royal Rumble. Chyba na 60 wrestlerów da się zarezerwować 1 miejsce dla kogoś kogo si
    • MattDevitto
      Myślałem, że ona skończyła z wrs
×
×
  • Dodaj nową pozycję...