Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

It came from nowhere...


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  38
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  16.03.2007
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

"IT CAME FROM NOWHERE..."

 

GDZIEŚ. KIEDYŚ.

 

Kamera pokazuje wnętrze jadącego samochodu. Kamerzysta musi siedzieć na tylniej kanapie, bo "spogląda kamerą" na przednią szybę znad ramion dwóch mężczyzn na przednich fotelach. Pasażer po prawicy kierowcy odwraca się do kamery - okazje się nim być Mariusz Max Kolanko, znany poniekąd wszystkim dziennikarz i interviewer federacji EWF.

 

MMK (zdenerwowany i gniewny): Weź to wyłącz! Oszczędzaj baterie!

 

Głos zza kamery: Jezu, spokojnie... sprawdzam tylko czy działa...

 

Widok z przedniej szyby samochodu nie maluje się radośnie. Pochmurna, szara pogoda, mżawka. Droga wiedzie pomiędzy gęsto rosnącymi drzewami.

 

MMK (do kierowcy): Według wytycznych powinnien być zaraz zjazd w lewo...

 

Kierowca: GPS nie pokazuje, żeby tu był jakiś zjazd...

 

MMK: Co ty z tym GPSem?! Powtarzam ci, że się zepsuł!

 

Kierowca: Rano działał jak trzeba!

 

MMK: Tak, a od godziny twierdzi, że jesteśmy w cholernej Afryce!

 

Kierowca: Nie moja wina, że jesteśmy na jakimś ostatnim zadupiu, cholernej, zapomnianej przez Boga dziurze!

 

Głos zza kamery: Panowie, spokojnie...

 

MMK i Kierowca (jednocześnie): Zamknij się!

 

Po chwili samochód zjeżdża z drogi i zanurza się w las, wyboistą drogą. Wóz podskakuje, plastiki we wnętrzu trzeszczą, śmiecie walają się po całym samochodzie. Mariusz Max Kolanko co chwila uderza głową w sufit i za każdym razem komentuje ten fakt krótkim "Kurwa mać!".

 

Kamera sie wyłącza.

 

***

 

Kamera się włącza.

 

Interviewer stoi obok samochodu i stara się zapewne nastawić wszystkie połamane podczas drogi kości. Kierowca zmienia koło - coś widocznie przebiło oponę. Kamera robi wolny obrót o całe 360 stopni - widać niewielką polanę, wszędzie wokół drzewa. Panuje głucha cisza. Nie słychać ani jednego ptaka.

 

MMK (rozgląda się): Bajecznie... po prostu bajecznie...

 

Głos zza kamery: Dokąd teraz?

 

MMK: Hmm... według kartki, trzeba iść przez las na północ. Parę kilometrów.

 

Głos zza kamery (po długim milczeniu): Możesz to powtórzyć? Albo nie, czekaj... Nic nie powtarzaj. Chcę wierzyć, że się przesłyszałem. I że to jakiś koszmar.

 

MMK: Nie marudź. Daj mi lepiej kompas.

 

Głos zza kamery: Nie mam kompasu...

 

MMK: Ahh... nie szkodzi. Nasz kierowca pewnie ma. Masz?

 

Kierowca: Nie.

 

Następuje kolejna, długa chwila milczenia.

 

MMK: Tylko spokojnie... Oddychaj... (bierze kilka wdechów) Dajcie zatem mapę. Z niej się dowiemy gdzie jest północ.

 

Głos zza kamery: Nie mam mapy.

 

Kierowca: Mam GPS... Ale przestał działać.

 

MMK: Czyli... podsumowując... jesteśmy gdzieś, nie wiadomo gdzie... bez kompasu, mapy, prowiantu, NICZEGO. Tak?

 

Głos zza kamery i Kierowca (jednocześnie): Tak.

 

MMK: Fajnie.

 

Kamera się wyłącza.

 

***

 

Kamera się włącza.

 

Jest noc i widzimy wszystko w trybie nocnym, na zielono. Przed kamerą idzie dziennikarz, nie widać za to nigdzie Kierowcy (pewnie został popilnować samochodu...).

 

Głos zza kamery: Daleko jeszcze?

 

MMK (słabym głosem): Litości... zadajesz to pytanie co dwie minuty. Od dwóch godzin.

 

Głos zza kamery: Bo od dwóch godzin nic się nie zmienia...

 

MMK: Nie moja wina, że nikt nie wział mapy! Jak można iśc w las bez mapy!

 

Głos zza kamery: Myślałem, że ją wziąłeś...

 

MMK: Jestem dziennikarzem, do cholery! Nie harcerzem! Czemu sam żeś nie wziął?!

 

Głos zza kamery: Jestem kamerzystą. Wziąłem kamerę.

 

MMK: Zamknij się...

 

Kamera się wyłącza.

 

***

 

Kamera się włącza.

 

Obraz jest już trybie normalnym. Panuje szary świt. Przed kamerą stoi cały zmarnowany, przeżuty i wypluty Mariusz Max Kolanko, w poszarpanym i brudnym garniturze, w ręku dzierży mikrofon. Za nim widać stary, dwupiętrowy dom, z którego okien bije słabe światło. Dziennikarz mówi słabym, zmęczonym głosem, choć należy zaznaczyć, że sili się na profesjonalizm.

 

MMK: Dzień dobry, fani wrestlingu. Stoimy właśnie przed domem jednego z najbardziej tajemniczych i jednocześnie niebezpiecznych zawodników EWF. Dotarcie do tego miejsca kosztowało życie wielu osób, szczerze oddanych sprawie. Udało nam się jednak i teraz, specjalnie dla was, zamierzamy porozmawiać z człowiekiem... o którym nie wiadomo nawet czy jest człowiekiem...

 

Pan Mariusz rusza w kierunku domu. Wokół cały czas panuje niezmącona, głucha, grobowa cisza. Dziennikarz staje przed drzwiami i po chwili wachania... puka.

 

Nic się nie dzieje.

 

MMK (szybko, jakby z ulgą): No, trudno, nie ma go. Spadamy.

 

Dziennikarz oddala się od drzwi. Kamerzysta również ma taki zamiar, lecz... w tym momencie daje się słyszeć donośny zgrzyt otwieranych drzwi.

 

Kamera odwraca się powoli... Nagle coś napada na kamerzystę! Trzymana przez niego kamera rejestruje wstrząsajcy obraz...

 

 

Coś zabrało kamerę... Widzimy trzesący się z niej obraz, podążamy wraz z nią w kierunku domu...

 

Kamera się wyłącza.

 

***

 

Błysk. Dopiero po chwili obiektyw kamery dostosowuje się do oświetlenia. Obraz pokazuje dość duże pomieszczenie. Jedyne co można dostrzec (jedyne co nie tonie w ciemnościach) to stary ring, na który z góry opada światło. W tym świetle, niczym pod świetlistym prysznicem, stoi postać. Olbrzymia postać. Na twarzy widać maskę trupiej czaszki... Układające się cienie podkreślają jej upiorny i groteskowy wyraz.

 

Rottweiler: Witajcie, lalki. Witajcie w moim teatrzyku. Teatrzyku, tak jak samo życie - pełnym wrzasku i wściekłości, lecz nic nie znaczącym. Teatrzyku Bólu. Teatrzyku Tanich Emocji. Lecz czym jest człowiek, jak nie workiem pełnym tanich emocji właśnie? Dlatego zapraszam... Zapraszam do teatrzyku - obyście znaleźli w nim swoje katharsis...

 

Postać przechadza się po ringu, a dzięki opcji "auto-follow" w kamerze, obraz porusza się nieznacznie wraz z przemieszczającą się postacią.

 

Rottweiler: Teraz już wszyscy wiedzą, że Rottweiler powrócił do EWF. Ci rozsądniejsi - zaraz po ostatniej gali zabrali swe rzeczy z szafek, zmienili tożsamość i adres zamieszkania. Federacja wyszczuplała, bowiem spalił się zbędny tłuszcz i obciążenie w postaci pozerów... pseudo-wojowników... Idiotów nie mających pojęcia czym naprawdę jest wrestling.

 

Teraz została sama masa mięśniowa. Sam miąsz. wcześniej była rozgrzewka i wzajemne uprzejmości zapoznawcze. Teraz czas na prawdziwe interesy.

 

Stawka... EWF World Title. Kawałek pozłacanej blachy na pasie ze skaju. Wciąż jednak przez wielu pożądany. Tak... to dobry symbol. Takie odznaczenie za osiągnięcia. Za trud włożony w jego zdobycie lub za łapówkę włożoną do kieszenie tego, kto go przyznaje. Tak czy inaczej... COŚ trzeba zrobić, by go mieć. I ja TO zrobię. Dlaczego? Bo mogę... Bo chcę... Bo mi odcięli kablówkę... Powodów zawsze będzie wiele. Cel pozostaje ten sam.

 

Przeciwnicy... Taak.. (Rottweiler przełamuje kości z głośnym chrupnięciem) Jak powiedziałem - sama tkanka mięśniowa... Zero zbędnego tłuszczu... Będzie zatem prawdziwa krwawa masakra. Będzie festyn w gruzińskiej masarni. A ja będę miał rzeźniczy fartuch i będę rozrzucał krwawe ochłapy w publiczność... Bo tego własnie ode mnie się oczekuje, czyż nie? Tego własnie wszyscy chcą - oberwać w ryj kawałem szynki.

 

Walka... Dwa etapy. Wpierw - Tag Team Match. To lubię: "nikt za nikogo - każdy za siebie", lecz do tego konieczność współpracować. Wszystko się może wydarzyć. Nieprzewidywalność losu. Czynnik chaosu. Odrobina anarchii. Tak... To lubię...

 

... a potem Main Event - walka pomiędzy wcześniejszymi zwycięzcami. Dobra okazja by wyjaśnić wszelkie nieporozumienia i żale z poprzedniej walki. Dobra okazaja by kogoś zajebać... Złapać go za gardło, ścisnąć, unieść i wbić na narożnik... I odczekać trzy sekundy...

 

Jedni mówią, że to nie dobrze, gdy za dużo przypraw ładuje się do jednej potrawy... Ja jednak mówię - chaos jest najwyższą formą porządku. Zatem... Im bardziej coś będzie popierdolone, im więcej furii, żywiołu, benzyny i ognia - tym lepiej dla mnie. Bo benzyna i zapałki to moje zabawki z dzieństwa. Chaos to moje naturalne środowisko.

 

ORDINARY MORTAL będzie moim... "partnerem"... w pierwszej walce. Normalnie bym nie podejrzewał "Zwykłego Śmiertelnika" o coś szczególnego... Ten "śmiertelnik" jednak bardzo stara się być "zwykły". Bo kiedyś był rzekomo "niezwykły".

 

Zakładał czarne prześcieradło na głowę i zabierał ojcu kosę z szopy na gospodarstwie... I szedł tak straszyć na wiejskiej imprezie w remizie. Cóż... Nie dziwię się, ze chcesz od tego uciec i o tym zapomnieć, Mortal... Każdy by chciał.

 

Sam jednak zdałeś sobie sprawę, że jesteś "ordinary" a nie "extraordinary" - i za to masz plusik w dzienniku... Minusik jednak za to, że ciągle pchasz się tam, gdzie sie nienadajesz. Kolejny minusik, że jako zwykły człowieczek coś nazbyt wyszczekany jesteś... niczym mały piesek, który dobrze wie, że tylko na jazgot może sobie pozwolić i na nic więcej. Małe pieski jednak nie powinny sie pchać pod zęby rottweilerów.

 

Uważasz się pewnie za dużego chłopca, Mortal... Cóż, może i taki jesteś w porównianiu z innymi "ordinary" ludźmi. Ale nie ze mną. Bo ja nie jestem "ordinary". Sam się przekonasz. Zobaczysz. Poczujesz. I nie zatrzymasz niezatrzymywalnego...

 

Gdy wpierw wyczyszczę tobą ring z przeciwników w pierwszej rundzie, Mortal... I gdy potem wyrzucę cię z ringu niczym zużytą miotłę... Wówczas będzie dla ciebie dobry momemnt, by znaleźć sobie wreszcie W sam raz będziesz się nadawał do rozpoczęcia "ordinary" życia - jako Pełnosprawny-w-Pracy w fabryce żarówek...

 

No... tyle o moim koledze z drużyny. Przejdźmy do tych, którzy nie muszą nic ściemniać, nic udawać. Przejdźmy do tych, których celem będą ja - od początku do końca. Przejdźmy do moich prawdziwych przeciwników w pierwszej walce.

 

EL MASTURBATOR... Dla wszystkich zagadka. Nikt nie wie kim jesteś. Każdy ma tylko domysły, ja też mam kilka. Lecz nie o to chodzi teraz. Nikt nie wie kim jesteś. Ale każdy wie, że jesteś sprawny w tym co robisz. Jesteś prawdziwym zawodnikiem - nie jakąś pomyłką, błędem życiowym, nieporozumieniem, nadinterpretacją. Jesteś wrestlerem.

 

I choć wymyśliłeś sobie ten żenujący pseudonim i image... I choć każdy Twój występ to starannie opracowane przedstawienie, a każde Twoje słowe jest przemyslane i dobrane... Wszystko to zasłona dymna. Ja to wiem i Ty to wiesz.

 

I niech tak będzie. U mnie jednak nie ma żadnej zasłony... Jestem dokładnie tym kogo widzisz. Moja maska to moja twarz. Rottweiler to moje imię. "What you see - is what you get"...

 

Jesteś old-school. Jesteś starej daty. Lecz mnie nie znasz. Nie twoja wina. Gdzieś się widocznie minęliśmy... Historia to zawiła rzecz. Nic w niej nie jest proste. Może gdy Ty kiedyś święciłeś triumfy jak "prawdziwy Ty", ja wówczas przegrywałem w dark-match'ach? Może wówczas stałeś i spoglądałeś zbyt wysoko, by dojrzeć mnie, na samym dole, na dnie?

 

Ale jak widzisz - teraz stoję tutaj. I widzisz mnie wyraźnie. I słuchasz też. Tak, historia to zawiła rzecz... Najwyraźniej upłynęło dostatecznie dość dużo krwi, byśmy mogli stanąć naprzeciw siebie w pojedynku.

 

I dowiesz się wreszcie czym jestem. Zrozumiesz, dlaczego ludzie uciekli wgłąb kontynentu, gdy się pojawiłem. Wyrównasz wszystkie braki w wiedzy na mój temat. Opowiem Ci, wyjaśnię, a nawet zademonstruję, czym jest Rottweiler. Zapraszam cię na przyspieszony kurs, na którym wszystkiego się dowiesz, doświadczysz i bardzo boleśnie odczujesz na własnej skórze.

 

Nie zrozum mnie źle, El Masturbator... to nic osobistego. Ślepy los i chaos doprowadziły nas obu do momentu, w którym muszę Cię po prostu zapierdolić...

 

Rottweiler robi dłuższą przerwę, wciąż przechadzając się wolnym, dudniącym krokiem na ringu. W końcu zbliża się do lin i nachyla do kamery - czarne oczodoły czaszki spoglądają wprost w obiektyw...

 

Rottweiler: Psycho... jesteś tam? Wiem że jesteś, biały diabełku... Tak oto dochodzimy do chwili, gdy czerń zderza się z bielą. Gdy niezatrzymywalna siła natrafia nieporuszalny obiekt. Efektem może być tylko totalna destrukcja - zagłada wszystkiego dookoła... Kto jednak przetrwa ten podmuch fali uderzeniowej? Kto nie spłonie, będą w epicentrum wybuchu?

 

Ja znam odpowiedź. Tobie się wydaje, że znasz. Lecz to nieistotne. Chwila prawdy nadchodzi, Psycho...

 

Niemniej jednak popełniłeś już jeden błąd, Biały. Pomyślałeś sobie bowiem... że mnie znasz. Pomyślałeś, że wiesz czym jest Rottweiler. I to cię teraz zaprowadziło w ślepą uliczkę, "dead end" - ścianę, o którą się rozbijesz...

 

Myślisz, że dbam o to, czy tłumy sikają ze szczęscia czy opluwają się ze wściekłości, na mój widok? Myślisz, że choć przez sekundę zastanawiam się i poświęcam temu namysł? Psycho... Jeśli jesteś sprytny, a wiem że kiedyś na pewno byłeś, to powineneś wiedzieć, że dla mnie trybuny mogłyby być puste... Dla mnie liczy się tylko ring. I niebawem się na nim spotkamy.

 

... Wówczas sam się o wszystkim przekonasz. Będziesz mógł pytać mnie atakami, a ja Ci odpowiem. Z resztą... nie muszę Ci nic mówić, Psycho. Dobrze wiem, że znasz się na tym gównie tak jak ja. Tu nie trzeba nic wyjasniać, nic przedstawiać. Karta na galę mówi jasno - Rottweiler spotka się z Psycho - czy trzeba coś dodawać?

 

Mam tylko nadzieję, że te środki nasenne i przeczyszczające, które popijasz ziołową herbatą, nie uspokoiły Cię i nie stępiły Twojego mózgu. Bo liczę na Ciebie, Psycho... liczę, że dasz z siebie 200% najbardziej popierdolonego gówna, jakiego do tej pory nikt nie widział. Nic innego bowiem nie ma prawa się dziać, gdy Psycho i Rottweiler stają naprzeciw siebie...

 

Rottweiler odsuwa się od lin i spogląda w górę, prosto w światło spadające na ring.

 

Rottweiler: Wrestlepalooza XCIV, chłopcy i dziewczęta... Wrestlepalooza XCIV... Już niebawem... Jeszcze trochę... Aż nastąpi światłość - światłość, z której narodzi się czerń. A czerń wykąpie wszystkich w czerwieni. Aż w końcu nastanie Prawda. A prawdą jest, chłopcy i dziewczęta, że...

 

YOU CAN'T KILL ME... COZ I'AM ALREADY INSIDE YOU... SICK...

 

W lewym dolnym rogu obrazu zaczyna mrugać napis "battery low". W tym czasie postać wolnym krokiem schodzi z ringu i tym samym znika z kadru. Po chwili kamera się wyłącza.

 

***

 

EWF ARENA.

 

Zgromadzona tłumnie publiczność potężnie heatuje i skanduje "EWF! EWF! EWF!". Własnie zakończyła się kolejna już walka wieczoru, więc każdy był odpowiednio rozgrzany, przygotowany na dalszą cześć gali. Karta i ulotki mówiły jasno, kto i kiedy się z kim zmierzy... Zatem każdy czekał aż w rampie pojawi się jego ulubiony zawodnik, lub ten czysto znienawidzony... Każdy czekał na tę chwilę, kiedy będzie mógł zawyć, zagwizdać, zaklaskać, podnieść transparent z kartonu po mleku...

 

Każdy na coś czekał. Lecz nikt nie był przygotowany na to co teraz dostał...

 

... Nagle bowiem światła na całej Arenie zgasły. Urwała się nawet rozmowa komentatorów. Zgasły telebimy. Zapanowała średniowieczna, pozbawiona elektryczności ciemność... I tak trwała kilka, naprawdę długich chwil...

 

Aż w pewnym momencie z głośników zaczął dobiegać niewyraźny szum... elektroniczne trzaski i niewyraźnie dźwięki...

 

Narastał niepokojący warkot...

 

Nagle na FeliXtronie pojawiły się zakłócenia. Wpierw silne, potem jednak... zaczął z nich się wydobywać obraz...

 

 

Po chwili na FeliXtronie znów pojawiło się logo EWF, a na Arenie zapaliły się światła. Wciąz jednak panowała cisza.

 

Każdy bowiem musiał jeszcze przez chwilę postać spokojnie, by w pełni zrozumieć to co się własnie wydarzyło...

 

... i przygotować na to, co nadchodzi...

YOU CAN'T KILL ME COZ I'AM ALREADY INSIDE YOU - SICK
  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Rottweiler

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • MattDevitto
      Gdyby nie chodziło o AJ'a to jeszcze może bym się łudził, ale Styles nie należy do osób w tym biznesie, które rzucają słowa na wiatr. Poza tym z wieloma zawodnikami z AEW AJ i tak przecinał się przez lata na różnym etapie swojej kariery...
    • KPWrestling
      Trzecia pula biletów trafiła do sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 4 Data: 29.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Morioka, Iwate, Japan Arena: Iwate Prefectural Gymnasium Publiczność: 1.040 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • KPWrestling
      Druga pula biletów już w sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Jeffrey Nero
      Słyszałem plotkę o kolejnym tajnym spotkaniu w Orlando T. Khana z niejakim Shanem McMahonem, który od marca ma zostać pierwszym w historii GM AEW.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...