Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Wyboista droga do Tbilisi (El Masturbator promo/rp)


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  31
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  23.12.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Kamera pokazuje nam absolutną ciemność, prawdopodobnie znajdujemy się w jakimś pokoju, na co wskazują kontury mebli, które widzimy dzięki świecącej za oknem latarni. Kamera przelatuje po pokoju i w pewnym momencie zatrzymuje się w jednym punkcie. Na kanapie widzimy przyciemnione kontury jakiejś postaci. Nie wiemy jak wygląda, bo jest ciemno, tak jakbyście oglądali stan umysłu Vaclava w czasie wiwisekcji. W pewnym momencie postać wyjmuje zapalniczkę i odpala papierosa. Jednocześnie zapalniczkę trzyma cały czas włączoną, a lekki płomień oświetla jej twarz – jak się okazuje to El Masturbator, który rozgląda się nerwowo po całym pokoju i smyra się psychodelicznie po brodzie.

 

- Ej, kolego, powiedz mi, gdzie tu jest do kurwy nędzy włącznik światła? – pyta w końcu kamerzystę.

 

- Nie ma,to najnowszej generacji oświetlenie, które reaguje na odgłos klaszczących dłoni. A czemu pan tu siedzi tak po ciemku?

 

- Przyszedłem tu, jak mnie prosiliście i czekałem aż ktoś po mnie przyjdzie. Aż tu nagle, nie uwierzysz, ale coś mnie ujebało w czoło, jakaś mucha, czy coś…

 

- Stąd to psychodeliczne drapanie się po twarzy. Przyznam, robi wrażenie – przerywa kamerzysta.

 

- Tak, no i wykorzystałem moment zagapienia owada łącząc go z moim zwierzęcym refleksem i przyjebałem z całej siły, aż klasnęło. A potem jeszcze poprawiłem na dobicie… Od razu mi się skojarzyło, że mniej więcej tak samo będzie wyglądała moja walka z Jupiterem – uśmiecha się El Masturbator.

 

- Aha, no to wyłączył pan światło tymi klaskami. Żeby je włączyć trzeba zrobić tak samo…

 

- Co? Pierdolone hi-tech... Clap…..clap – El M. klaszcze bez przekonania, a w pokoju jak było ciemno, tak dalej jest tak samo. – No i co?

 

- To trzeba zrobić bardziej energiczne – instruuje kamerzysta.

 

- ClapClap. Jakoś tak? – Klaszcze z prędkością światła El M., niestety, lampy się nie zapalają.

 

- Bardziej miarowo, trzeba wyczuć odpowiedni moment.

 

- Super…clap, clap – tym razem zabiegi El Masturbatora okazują się skuteczne.

 

- Alleluja, Chwalmy Pana! A tak swoją drogą co za debil to wymyślił? – zastanawia się El Masturbator.

 

- Nie mamy czasu, musimy już iść, proszę pana - odpowiada kamerzysta.

 

- Ok. – El Masturbator leniwie podnosi się z sofy, idzie kilka kroków i otwiera drzwi na korytarz. Po krótkim spacerze wchodzi do małej salki. W kilku rzędach ustawione jest kilkanaście krzeseł, a na niewielkim podwyższeniu stoi duży, prostokątny stół wyłożony białym obrusem. Za stołem siedzi Mariusz Max Kolanko, który energicznie macha ręką, gdy tylko zauważył El Masturbator.

 

- Panie El, zapraszam, zaraz zaczynamy – woła El Masturbatora i wskazuje ręką wolne miejsce za stołem.

 

El M potakuje i zdegustowany rozgląda się po sali. W lewym rogu stoi szwedzki stół, który pewnie jeszcze kilka minut temu uginał się od jedzenia i napojów. Teraz zostały już resztki, a wokół stolika tłoczy się kilkunastoosobowa zgraja starszych facetów, ubranych wybitnie niegustownie, nawet biorąc poprawkę na profesję, którą reprezentują.

 

- Pieprzone hieny, byle się nażreć i wypisywać te swoje brednie – mruczy pod nosem El M, podchodzi do stołu i siada na krześle obok Mariusza Maxa Kolanki, który bierze do ręki mikrofon i zaczyna mówić.

 

- Proszę państwa, zapraszam…Zaczynamy – a po chwili, gdy wszyscy zasiedli już na swoich miejscach – Witam wszystkich dziennikarzy na specjalnej konferencji prasowej federacji EWF. Naszym specjalnym gościem jest dzisiaj El Masturbator, najnowszy nabytek EWF, który kilka dni temu podpisał z federacją kontrakt. Przez najbliższe pół godziny opowie nam o swoich najbliższych planach i zamierzeniach, przez chwilę będzie też do państwa dyspozycji na wypadek, gdyby mieli państwo jakieś pytania lub chcieli przeprowadzić krótki wywiad – to mówiąc, Kolanko oddaje mikrofon El Masturbatorowi.

 

- Na początku chciałbym rozwiać pewną plotkę, o której od kilku dni huczy cały świat wrestlingowy, a dotyczy ona Bulzzeye’a i jego domniemanej przyszłości w EWF – na dźwięk słowa „Bullzeye” obojętnie siedzący dotąd na sali dziennikarze nagle skupili się w milczeniu.

– Chciałbym oficjalnie ogłosić, że Bullzeye nie pojawi się w EWF nigdy w żadnej postaci: jako menadżer, pomocnik w kafeterii pani Zosieńki ani tym bardziej jako wrestler. Tym samym jakiekolwiek plotki….kurwa, gdzie wy idziecie? – pyta El M.

 

Kiedy wygłosił zdanie o Bullzeye’u z sali dobiegło westchnienie rozczarowania, po czym wszyscy dziennikarze wstali i niespiesznie udali się do wyjścia. – No, nareszcie na zimne piwko – powiedział jeden, a reszta śmiejąc się pokiwała głowami.

 

- Ej kurwa, dokąd? – wykrzykuje El Masturbator, ale na próżno. Po chwili na sali został tylko on i Max Kolanko. – I to jest [beep] poziom dziennikarstwa w tym kraju. Banda niedouczonych [beep], [beep] [beep], ej [beep], co tu się dzieje do [beep] pana?!? Kim Ty [beep] jesteś i po [beep] mi tu cały czas trukasz, co?? – pyta El Masturbator, a kamera kieruje się na sam koniec Sali, gdzie na krzesełku siedzi niepozorny człowieczek ubrany we flanelową koszulę. Na kolanach trzyma jakiś przedmiot z wielkim czerwonym guzikiem na środku. – Odpowiadaj, jak cię pytam – krzyczy Masturbator.

 

- To najnowsze zarządzenie EWF, mające ograniczyć liczbę przekleństw wypowiadanych przez wrestlerów. Na razie tylko testujemy to rozwiązanie – odpowiada człowieczek.

 

El Masturbator wstaje i podchodzi do człowieczka, kiedy jest już przy nim widać, jak ten momentalnie kurczy się w oczach. – Testujecie? To ja ci przedstawię moje najnowsze zarządzenie, które też [beep] – trzeba przyznać, że człowieczek, choć niepozorny ma niezły refleks – no weź przestań…ja cię [beep]..proszę – mówi już spokojnym głosem El Masturbator i kontynuuje. – W ramach nowego zarządzenia, które przed wprowadzeniem w życie planuję przetestować, wszyscy, którzy działają mi na nerwy będą dostawali solidny oklep. I nie, nie będą bici do nieprzytomności, nie będą bici do pierwszej ani do ostatniej krwi, będą bici do momentu aż zobaczę zamiast skóry zbite mięso. Widziałeś, jak się robi kotlety mielone? – pyta niepozornego człowieczka, który przestraszony potakuje. – No, to coś właśnie w ten deseń – uśmiecha się El Masturbator – a z braku laku i chętnych do testowania proponuję, abyś to ty był pierwszym, na którym przetestuję tą magiczną metodę. Kto jest za? – pyta i podnosi rękę. Kamera najeżdża za stół na podwyższeniu, gdzie siedzący

Mariusz Max Kolanko też podnosi rękę do góry.

 

- Maksiu, no co ty, ty też? – pyta z niedowierzaniem

 

- Stary, jak nie ty, to ja – wzrusza ramionami Kolanko i podnosi rękę jeszcze wyżej.

 

- Sam widzisz – komentuje zadowolony El Masturbator – demokracja wygrała i zostałeś oficjalnym testerem nowej metody. Zadowolony? – pyta, a niepozorny facecik kiwa przecząco głową. – Nie? Co się stało? No, ale dobrze…jest możliwość wymigania się od tej przyjemności…jeśli w ciągu 5 sekund wypierdolisz stąd w podskokach i nie pokażesz mi się więcej na oczy, nowym testerem metody zostanie Kolanko.

 

- Co? - teraz to Max jest zaskoczony.

 

- Frajer! – uśmiecha się szeroko facecik. – Do widzenia panu – krzyczy i z prędkością światła tak jak zaproponował El M. wypierdala w podskokach.

 

- Maksiu, żartowałem – śmieje się El M. – Swoją drogą, gdyby to zarządzenie naprawdę weszło w życie, to z dziką chęcią obejrzałbym segment z udziałem Scy. Zapewne byłby trochę…monotonny – śmieje się w głos i wraca do stołu. W tym samym momencie otwierają się drzwi do sali i wychodzi z nich jeszcze jeden, chyba spóźniony dziennikarz. Widząc pustą salę rozgląda się zaniepokojony dookoła.

 

- Już koniec? – pyta sam siebie i patrzy w stronę Maxa i El Ema, którzy kiwają głowami. - No nie można nawet do kibla wyjść na chwilę…Co straciłem? – pyta Maxa.

 

- Pan Masturbator ogłosił przed chwilą, że Bullzeye nie wróci… - zaczyna mówić Max, na co dziennikarz

 

- Aha..to ten tego…do widzenia panom – dziennikarz kieruje się w stronę wyjścia.

 

- O nie, kurwa! Nie po to specjalnie przyjeżdżałem na tą konferencję, żeby nie udzielić żadnego wywiadu! Maxiu, bierz go! – krzyczy El Masturbatora do Kolanki, który jak na hejnał zrywa się z krzesła, dobiega do drzwi i efektownym ślizgiem pada na ziemię, blokując wyjście niczym historyczna postać Rejtana.

 

- Ej, Max…co jest, wypuść mnie – krzyczy dziennikarz.

 

W tym momencie El Masturbator wstaje, podchodzi do dziennikarza i łapie go za fraki.

 

- Ej, puść mnie. Napiszę protest do KRRiT i odbiorą wam koncesję, zobaczysz – próbuje odgrażać się facecik, ale w miarę jak El M. podnosi go za koszulę coraz wyżej do góry, robi się coraz mniej bojowo nastawiony.

 

- Słuchaj, jesteś dziennikarzyną i płacą ci za pisanie tekstów, tak? Przyszedłeś tu po to, żeby się czegoś dowiedzieć…więc mam dla ciebie propozycję na fantastyczny materiał…

 

- No…no dobrze…

 

- W jakiej redakcji pracujesz? – El Masturbator pyta już spokojniej

 

- W „Nowym Pszczelarzu Ilustrowanym”…i nie do końca pracuję…

 

- Jak to nie pracujesz? To co? Kawę roznosisz? – El M znowu zaczyna się irytować.

 

- Też, jestem stażystą…i jeszcze studiuję – młody adept sztuki dziennikarskiej wydaje się być coraz mniej pewny siebie.

 

- A gdzie studiujesz?

 

- W Poznaniu…na Akademii Rolniczej…

 

- Ty, ale przecież tam studiują same matoły…Ta szkoła wypuszcza rokrocznie kilkuset idiotów bez szans na poradzenie sobie w życiu – El Masturbator uśmiecha się i puszcza oko do kamery.

 

- Ale…

 

- Dobrze już, nie tłumacz się. To co z tym wywiadem?

 

- Słucham…a, tak…Ale może mnie pan najpierw puścić na ziemię? - akurat to życzenie dziennikarza jest dla El Masturbatora rozkazem.

 

- Więc o co by tu pana… - zaczyna dziennikarz.

 

- Gdybym był tobą, spytałbym się o niezwykle udany dla mnie start turnieju o pas mistrza EWF i wrażenia z powrotu na ring po tylu latach…

 

- Tak, właśnie o to… - próbuje kontynuować.

 

- Powrót wypadł chyba tak, jak wszyscy oczekiwali, bez większych niespodzianek. Tak jak mówiłem, rywale nie byli wielkim problemem…Zresztą, obserwując ich widać, że oni największe problemy mają sami ze sobą i nie potrzeba im dodatkowo przeciwników. Okazało się, że jestem w wyśmienitej formie, która z każdym dniem zwyżkuje coraz bardziej…Cóż więcej? Żałuję tylko jednego – że nie spełniłem wcześniejszej obietnicy i nie wybiłem Vaclavovi z głowy tych jego wszystkich smutnych myśli… Vaclav zszedł z ringu o własnych siłach, niestety, ale…nie on był przecież moim głównym celem, poza tym, to dopiero początek mojej kariery tutaj, więc nie bój nic Vaclavie…El Masturbator to słowny człowiek i dotrzyma wszystkiego, co ci obiecał… Tymczasem moje priorytety pozostają niezmienione...

 

- Jupiter – cicho zauważa dziennikarz i lekko uśmiecha się.

 

- Młody człowieku, jestem pod wrażeniem Twojej kreatywności. Ale masz rację…to Jupiter, człowiek-legenda…ostatnio mocno podupadła, ale jednak legenda…Jupek-dupek, powiedz mi co ty w sobie masz, że tydzień w tydzień kiedy bym nie włączył telewizora leżysz na ringu kopany przez całą kolejkę typów spod ciemnej gwiazdy. Mind Mower, niedorobione gwiazdki z HVW…też mogłem dołączyć do tego ekskluzywnego klubu na ostatniej Wrestlepaloozie, kiedy mój kij baseballowy minął Twoją głowę o kilka centymetrów. Przyznaję, miałem moment zawahania...bo przecież to żaden problem rozbić Twój łeb w drobny mak, kiedy jesteś pobity i pokonany. Ale to…byłoby zbyt proste. Jak mówiłem już wcześniej, potrzebuję żebyś w finale był w jak najlepszej formie…żeby moje zwycięstwo nad tobą smakowało lepiej…żebym mógł się nim upajać i cieszyć z nauczki, którą raz na zawsze wbiję ci do głowy…Wiem, że jesteś słaby Jupiterze, możesz nie zdawać sobie z tego sprawy, ale obserwacja twoich poczynań na ringu mówi sama za siebie. Bądź jednak spokojny…gwarantuję ci, że ktokolwiek będzie chciał cię wyłomotać, jak to miało miejsce tydzień i dwa tygodnie temu, będzie miał do czynienia ze mną…Tak, dobrze słyszałeś…Przez ten jeden tydzień będziesz moim Lechem Kaczyńskim, a ja twoim Michaiłem Sakaszwilim, będziesz moim Benedyktem XVI, a ja twoją gwardią szwajcarskich halabardzistów. Będę nawet, jeśli będziesz miał wyjątkowo nieroztropną ochotę pozwiedzać w opancerzonym wozie pogranicze rosyjsko-gruzińskie…

 

- Ale…przecież pan jest sędzią? – pyta z niedowierzaniem dziennikarz.

 

- Tak, jestem. Czyżbyś wątpił w mój obiektywizm? Założę się, że Jupek też wątpi. Otóż, pozwól drogi superbohaterze, że rozwieję twoje wątpliwości…Będę jak ta ślepa bogini sprawiedliwości, bezstronny i całkowicie pośrodku. Nie mogę jednak, zrozum, dopuścić do tego, aby przy twojej obecnej formie dopuścić do kompromitacji, jaką niewątpliwie będzie twój występ. A ponieważ zdaję sobie sprawę, że staniesz naprzeciwko dwóch chorych psychicznie masochistycznych skurwieli, a twoim partnerem będzie naładowany sterydami twórca Harlequinów science-fiction, nie mogę dopuścić do tego, by pastwili się za bardzo nad tobą. Po prostu nie mogę. Właśnie dlatego chcę, żebyś cały i zdrowy dotarł do finału…i kto wie, jak dalej będziesz mnie tak mocno wkurwiał swoim lanserskim stylem to może rzeczywiście…to będzie dla Ciebie…finał….

 

- No dobrze, ale…jest jeszcze turniej…

 

- No właśnie, może wreszcie ktoś mógłby mi kurwa powiedzieć z kim walczę? Maxiu?!? – przymilnym głosem zwraca się do siedzącego nieopodal Kolanki, który bawi się sprzętem. Nie, nie swoim sprzętem, sprzętem do cenzurowania wulgaryzmów.

 

- Aaaa tak… - Kolanko zrywa się na równe nogi – El Masturbator… - wyciąga z kieszeni kartkę i zaczyna ją pilnie studiować – Mam! Walczy pan w parze z Psycho, a waszymi rywalami będą Rottweiler i Ordinary Mortal.

 

- Kiedy ostatni raz sprawdzałem, to był kurwa turniej o pas mistrza EWF, a nie zawody Tag teamów – irytuje się El M.

 

- Tak właśnie jest. Zwycięzcy tej walki zmierzą się potem ze sobą o miejsce w finałowej czwórce – informuje nieco przestraszony Kolanko.

 

- Aha, pokaż mi [beep] tą kartkę. Maksiu, [beep], nie [beep] mnie – El Masturbator podbiega do Kolanki i wyrywa mu kartkę z ręki.

 

- Chciałem tylko sprawdzić, czy działa – uśmiecha się niewinnie Kolanko, ale uśmiech szybko schodzi mu z twarzy. El Masturbator zabiera mu brzęczyk i z całej siły ciska go o podłogę rozbijając w drobny mak.

 

- Już nie działa – uśmiecha się El Masturbator i zaczyna pilnie studiować kartkę.

 

- Taaak…kogo my tu mamy. Hehe...jest Rottweiler...człowiek, który jednym piardem jest w stanie powalić cały batalion...przynajmniej tak słyszałem, choć nie widziałem na oczy...Kiedy wrócił, starzy wyjadacze rozpływali się w zachwytach, że wreszcie pojawiła się jakaś konkurencja, a młodzi...młodzi, gdy tylko zobaczyli jego wredną gębę spieprzyli w te pędy i stworzyli swoją małą, wspaniałą, idylliczną podróbkę federacji, w której poklepują się po pupciach i udają, że są zajebiści...Ich strach po samym zobaczeniu z jak przytłaczającą dawką talentu przyjdzie się im zmierzyć kazał im wyrzucić w cholerę wszystkie swoje mikre ambicje...Teraz są między swemi, ludźmi o podobnych do nich, miernych umiejętnościach...nie muszą już wychodzić na ring modląc się w duszy, aby wymiar kary i bólu, jaki otrzymają był jak najmniejszy...czują się pewnie, tak strasznie pewnie...I za to dziękuję Rottweilerowi...dziękuję mu za wykurzenie odpadków, które utrudniały życie, nie jakoś specjalnie, ot jak leżące na chodniku kupy, które trzeba dyskretnie omijać...Swoją drogą Maksiu...ja w takiej sytuacji powinienem chyba poprosić zarząd EWF o podwyżkę...

 

- Dlaczego? - pyta zaciekawiony Kolanko

 

- Przecież gdybym ja pokazał swoje prawdziwe oblicze, ci młodzi ludzie mogliby się zupełnie załamać i w ogóle zrezygnować z uprawiania swojej ulubionej rozrywki. Niewykluczone, że w EWF zostałoby 4-5 wrestlerów, którzy co galę, do znudzenia i usranej śmierci dawaliby wam najlepszy show, jaki kiedykolwiek widzieliście w waszym nędznym życiu...Ale także dlatego wróciłem nie pokazując mojego prawdziwego oblicza...Rottweiler, jesteś szanowaną legendą...szkoda tylko, że zanim się pojawiłeś kompletnie o tobie nie słyszałem...tu i ówdzie przewijał się Psycho, Attitude, Tool, Jupiter, ale Rott...pierwsze słyszę. Ale dobrze...załóżmy, że jesteś tak dobry jak mówią. Dla mnie to tym lepiej...bo debiutując w tej federacji wyrobiłem sobie markę ścinając równo wszystkie głowy wystające zza połowy, kasując autorytety i uznane sławy, ustawiając siebie na ich miejscu...bo łatwiej nie zawsze znaczy przyjemniej...Niektórzy dziwią się, czemu wróciłem w masce, czemu boję się objawić światu swoje oblicze...to śmieszne. Jednym z głównych powodów była chęć rozpoczęcia wszystkiego od nowa, od absolutnego zera, bo to większa frajda...Nie chciałem mieć żadnych przywilejów, żadnej taryfy ulgowej ani żadnych dodatkowych kłopotów, bo na pewno zaraz dostawiłaby się do mnie banda pewnych siebie młodziaków, którzy w swej głupiej pewności siebie tylko czekaliby, aby ktoś dał im lekcję pokory…A ja nie mam na to czasu. Ale nie bójcie się przyjaciele, El Masturbator w końcu zrzuci swoje gustowne wdzianko i pokaże wam swoją prawdziwą twarz. Tą, którą wielu z was pamięta ze starych dobrych czasów, a jednak nową…Tak, śmiej się, że jestem starszy…tak, lekceważ mnie, tak, oczekuj, że będę pierdolił farmazony o tym, jak to w PCW było lepiej, a dzisiejsza federacja to syf. Rób tak, ty, ty, ty i ty…i ty też…tym lepiej dla mnie. Gdyby mi zależało na odcinaniu kuponów, dwie Paloozy temu z głośników popłynęłaby słodka melodia grzechotniczego bluesa i…pewnie, jedni by się śmiali, inni daliby szacunek…ale szacunek to nie jest coś, co raz dane zachowuje się na całe życie. Wiem, że krok po kroku muszę na ten szacunek zapracować w tym ringu, i bądźcie tego kurwa pewni, choćbym miał wyzionąć ducha i leżeć nieruchomo w kałuży własnej krwi, to będziecie mnie szanowali, a leżał będę zawsze na tobie a nie pod…

 

El Masturbator przerywa. Następuje kilkusekundowa, niezręczna cisza, którą po chwili próbuje przerwać dziennikarz.

 

- No dobrze panie El….ale….

 

- Nie przerywaj mi…

 

- Ale przecież…

 

El Masturbator unosi rękę do góry i nie patrząc na pismaka kontynuuje swój wywód. – Pamiętajcie przy tym panowie, że to co zrobię z wami na gruzińskiej ziemi to nic osobistego, nie bierzcie tego do siebie…Daleko mi do prostych istot, dla których ring to jedyna metoda na rozwiązanie własnych frustracji i osobistych problemów...Spójrzcie na mojego kolejnego rywala…Ordinary Mortal….notujesz, majster? – pyta znienacka dziennikarzynę.

 

- Tak, tak…. – kamera pokazuje mistrza pióra przy pracy, który nieudolnie acz z imponującą prędkością kreśli na kartce kolejne zdania.

 

- No to teraz wężykiem Jasiu, wężykiem – zachęca do zintensyfikowania wysiłków El M, który ukradkiem zagląda w notatki pismaka. –Kurwa, jak ty to wszystko rozczytasz? Zdajesz sobie sprawę, że będziesz to musiał autoryzować i bądź pewien, że jeśli zgubisz choć jeden przecinek z tego co powiedziałem skończysz gorzej niż wrestler zesłany do HVW… - dziennikarz potakuje głową.

 

- Na czym to ja…a tak, Ordinary Mortal, wiele wycierpiałeś, przyjacielu, ale w przeciwieństwie do twojego kolegi po bolesnej stronie mocy z sosnowego lasu nie użalasz się nad sobą, tylko próbujesz iść dalej, przed siebie. El Masturbator potrafi to docenić, potrafi nawet przymknąć oko na to, że jesteś kolejnym typem idącym drogą resocjalizacji przez wrestling, jakby nie istniało wiele innych, bardziej pożytecznych, a przy tym mających bardziej terapeutyczny skutek zajęć. Pamiętaj jednak, że jesteś tylko i wcale się z tym nie ukrywasz….zwykłym śmiertelnikiem, ze wszystkimi wadami i ciągnącymi się za tym konsekwencjami. Twój zapał i chęć rozwoju w pewnej chwili wbijają się na ścianę, której nie przeskoczysz…Jesteś rzemieślnikiem, może nawet i solidnym, ale przecież nawet nie w pełni formy, brakuje ci tego pierwiastka doskonałości i wytrwałości, który cechuje największych w tym biznesie, wciąż nosisz w sobie pamięć o niedawnej, bolesnej przyszłości, brak ci wolnej głowy, aby skoncentrować się w pełni na tym, co robisz… Jesteś wciąż jeszcze trochę zagubiony w nowej rzeczywistości, która spadła na ciebie tak gwałtownie i ja to rozumiem…Potrzebujesz tego samego, czego potrzebuję wszyscy ludzie siadający przed telewizorami i kupujący bilety na kolejne gale tylko po to, by przez chwilę poczuć bliskość absolutu. Potrzebujesz wzoru metra z Sevres, który pokaże ci, jaki masz być, aby odnosić sukcesy. I tym wzorem na pewno nie jest Stabber…następny mroczny rycerz uganiający się za mitycznym Reggaerockiem, jakby przykład zespołu Houk nie był wystarczającą przestrogą, że śmierć tego gatunku nastąpiła już dawno…

 

- Panie El, Stabber uganiał się chyba za Rangarokiem…. - zauważa Kolanko.

 

- To jakaś nowa mutacja r’n’b? Tak czy inaczej…chcesz, żeby pomagał ci człowiek obwąchujący się z mistrzami klanu umartwiania się? Co to za wzór? Pozwól, że wyprowadzę cię z błędu już na najbliższej gali, dam ci darmową lekcję, demo, jak powinien zachowywać się mistrz. A ty zamiast roić sny o awansie do finału lepiej weź kajecik, długopis i pilnie notuj, bo nie mam zamiaru zajmować się tobą dłużej po tym, gdy już skończymy naszą walkę. A jeśli nie skończę z tobą ja, na pewno z radością zrobi to mój partner Psycho…

 

- No właśnie… - próbuje wciąć się dziennikarz.

 

- Pewnie chcesz mnie spytać o to, co myślę o Psycho w kontekście naszej walki o wejście do finału? Cóż…w przypadku Psycho jego pseudonim mówi wszystko. Jest szalony, nieobliczalny, ośmielę się nawet powiedzieć, pierdolnięty, aczkolwiek to jedyna osoba w stosunku do której to słowo brzmi jak komplement…Ale ja go lubię…bo jest szczery, nie udaje, nie próbuje się przypodobać, mówi to co myśli. Taki sam jest na ringu…szalony, bezkompromisowy, napędzany zieloną siłą pewnej nie do końca legalnej w Polsce substancji, nieokrzesany, najpierw zajebie, a potem pomyśli, jeśli w ogóle mu się to zdarzy przez przypadek… Ale ja go lubię, bo choć wiem, że mu to się nie spodoba, jesteśmy do siebie podobni. Z jedną fundamentalną różnicą – Psycho po prostu nie myśli na ringu, jest silny i zwinny, ma wielki wachlarz ciosów, ale co z tego, jeśli nie potrafi wykorzystać swojego potencjału…mało tego, dopiero niedawno biauy smoq przestau sefflónić, co i tak należy uznać za wielki postęp. Bo powiedz mi Biały Smoku, stary wyjadaczu, siedzisz tyle lat w tym biznesie, a ile razy dostąpiłeś zaszczytu bycia tym niekwestionowanym numerem jeden, najlepszym z najlepszych? Ani razu, czy raz, zresztą jakie to ma znaczenie? Zawsze byłeś dobry, ale zawsze był też ktoś lepszy od siebie…Przez lata głowiłeś się, co jest z tobą nie tak i nigdy nie przyszło ci do głowy, że najlepsze są najprostsze rozwiązania…Ty po prostu nie myślisz, nie umiesz rozdysponować sił, nie masz planu, strategii, zawsze dajesz z siebie wszystko…I wiesz co? To, co może starczyć na Vaclava, Jazzowskiego czy nawet Jupitera z całą pewnością nie starczy na mnie. I nawet, jeśli to zrozumiesz, będzie już za późno...bo ten pociąg już odjechał...a ty...ty jesteś skazany na drugie miejsce...zawsze...

 

- Skazany...na...drugie...miejsce... - mówi sam do siebie pismak.

 

- No dobrze, kolego! Załatwiłem Ci chyba czołówkę w twojej gazecie - cieszy się El Masturbator.

 

- Taaa...chyba trzynastej strony - prawie szepcze sam do siebie dziennikarzyna.

 

- Co powiedziałeś? Mów! - ...chyba jednak niewystarczająco cicho, bo El M usłyszał.

 

- Że faktycznie, będzie dobra czołówka... - mówi dziennikarz.

 

- No...to teraz spylaj i nie zapomnij o autoryzacji...ja mam teraz ważniejsze sprawy na głowie... - mówi El Masturbator, po chwili wyjmuje komórkę i zamawia taksówkę. - Za 5 minut? Idealnie...

 

-----------------------

 

Godzinę później. Znajdujemy się na lotnisku Okęcie w Warszawie. Kamera pokazuje El Masturbatora cierpliwie stojącego w kolejce. Oczywiście, jego niezwykły ubiór zwraca na siebie uwagę innych oczekujących, co jakby nie patrzeć, nieco denerwuje naszego bohatera. W końcu udaje mu się dotrzeć do okienka.

 

- Dzień dobry, jeden bilet na najbliższy lot do Tbilisi – mówi swoim najmilszym głosem El Masturbator.

 

- Niestety, nie dysponujemy żadnym bezpośrednim lotem z Warszawy do Tbilisi – odpowiada zatroskanym głosem przemiła pani, po czym promiennie się uśmiecha i kontynuuje. - Ale mogę panu zaproponować lot z przesiadką. Z Warszawy do Monachium poleci pan naszymi liniami, a potem z Monachium do Tbilisi Lufthansą - proponuje.

 

El Masturbator stoi przez chwilę zamyślony, po czym zwraca się do kamery. - Nie podoba mi się ten pomysł...sam nie wiem czemu...Lufthansa, Monachium...a niech tam będzie...biorę! - zwraca się do pani w kasie, która w mgnieniu oka drukuje mu bilet.

 

---------------------------

 

Znajdujemy się na lotnisku w Monachium. El Masturbator z bagażem podręcznym podchodzi do odprawy. Celnicy przyglądają mu się z niepokojem i szepczą coś między sobą. Nic mu jednak nie mówią. Jeden z celników obojętnym gestem pokazuje Masturbatorowi, żeby położył bagaż na taśmie przed fotokomórką i spokojnie przeszedł przez bramkę. Masturbator wzdycha i z ociąganiem robi, co mu każą. Niestety, przechodząc przez bramkę zapalają się wszystkie diody.

 

- Zapraszam obok. Czy wyjął pan wszystkie metalowe rzeczy? Monety, pasek od spodni,telefon komórkowy.

 

- Tak, tak – zapewnia El Masturbator, po czym celnik wyciąga ten…no…wykrywacz metali i przejeżdża nim przy ciele El Masturbatora. Kiedy dojeżdża nim do głowy, wykrywacz zaczyna wydawać z siebie dźwięki.

 

- To ta dziwna maska. Musi pan ją zdjąć – ordynuje celnik. El Masturbator nie zdążył nawet zaprotestować, kiedy obaj wraz z celnikiem zostali wezwani do fotokomórki.

 

- Was ist das?!? – prawie krzyczy siedzący przy niej celnik i wskazuje palcem na torbę. Kamera robi nam zbliżenie i widzimy, że oprócz podręcznych szpargałów w środku znajduje się pokaźnej wielkości czarny kij baseballowy, dwa kastety i pieczołowicie zwinięty kłębek drutu kolczastego.

 

- Pan wybaczy, ale muszę pana o to spytać? Czy jest pan terrorystą? – pyta łamanym angielskim celnik.

 

- Nein, ich bin kein terrorist – odpowiada swoim najlepszym łamanym niemieckim El Masturbator. – Ich bin ein wrestler…

 

- Ah, ein wrestler sind się! Super toll! Wie Alex Wright! Das Wunderkind! Der beste von besten – podnieca się jeden z celników, a drugi pozostaje niewzruszony.

 

- Ja, wie Alex Wright – odpowiada bez szczególnego entuzjazmu El M.

 

- Tak czy inaczej, nie możemy pana puścić. Musi pan zostawić wszystkie te rzeczy tutaj, a nade wszystko zdjąć tą maskę – mówi bardziej stanowczo.

 

- Aber ich muss! Ich will sein wie Alex Wright! Das beste! Ich will sein wie Alex! – prawie błagalnym głosem skamle El Masturbator.

 

Bardziej zdecydowany celnik pozostaje niewzruszony, ale ten entuzjastyczny próbuje go przekonać, szepcze starszemu koledze coś do ucha, tamten pozostaje niewzruszony, w pewnym momencie prawie krzyczy „Ordnung muss sein!”, ale w końcu ulega…

 

- No dobrze, szanowny panie, w drodze wyjątku pozwolimy panu wnieść te wszystkie niebezpieczne przedmioty. Ale pod warunkiem, że przysięgnie nam pan, że nie jest pan członkiem Al-Kaidy ani żadnej innej organizacji terrorystycznej.

 

- Przysięgam.

 

- I nie wykona pan przy użyciu tych przedmiotów żadnych czynności, które mogłyby być uznane za działanie terrorystycznym. Pod tym pojęciem kryje się atakowanie pasażerów i obsługi, próba przejęcia samolotu, wywołanie krwawej jatki i sabotaż.

 

- Oczywiście, że tego nie zrobię. W planach mam to dopiero na miejscu w Tbilisi – El Masturbator uśmiecha się i puszcza oko do młodszego celnika, który odwzajemnia uśmiech. „Ale głupi Ci Niemcy” – myśli sobie El Masturbator i już, już ma przejść do Sali odlotów, kiedy zatrzymuje go ten bardziej stanowczy z celników.

 

- Ale maskę i tak będzie pan musiał zdjąć. Przepisy to przepisy i w tym punk cie pozostanę nieugięty.

 

El Masturbator błagalnym wzorkiem patrzy na młodszego celnika, który bezradnie wzrusza ramionami.

 

- No dobra – El Masturbator zrezygnowany odpowiada. – Kolego, wyłącz tą kamerę.

 

- Nie mogę. To zarządzenie EWuuuuuuuuuuuuuaaaa…. – to fascynujące jak w jedno

stwierdzenie może się w ułamku sekundy zamienić w artykulację bólu. Może Vaclav powinien kiedyś skorzystać z tego patentu?

 

----------------------

Obraz gaśnie i po chwili wraca. Znajdujemy się już w samolocie Lufthansy, który przygotowuje się do wylotu.

 

- Sorry, mistrzu, ale nie zostawiłeś mi wyboru. Musiałem – El Masturbator uśmiecha się i kontynuuje. – Ale fakt, wystarczyło szarpnąć, nie powinienem uderzać tak mocno. Czuję się źle z tym, co się stało. Wiesz co…przeniosę nasze płaszcze do tamtego pustego schowka obok w biznesklasie, bo tutaj się nie mieszczą, a tam są prawie same wolne miejsca. Jak powiedział, tak zrobił. Nie uszło to jednak uwadze średnio urodziwej stewardessie o męskich rysach twarzy, na której sweterku wystawała plakietka z imieniem „Helga”. Kobieta szybkim ruchem pochwyciła płaszcze i odniosła je na miejsce, podając je zaskoczonemu El Masturbatorowi.

 

- Proszę pana, obawiam się, że nie może pan umieścić swoich wierzchnich okryć w tamtym miejscu. Zabrania tego regulamin naszych linii lotniczych – powiedziała suchym, urzędowym tonem.

 

- Ale przecież tam jest masa wolnego miejsca. Chyba nikomu nie zrobi różnicy, jeśli położymy nasze, jak to pani malowniczo ujęła, wierzchnie okrycie właśnie tam…

 

- Ordnung muss sein…du Arszloch! – nie wiedzieć czemu pani wpadła w furię.

 

- Spokojnie, nie Arszloch, tylko El Masturbator, po drugie paniusiu, niepotrzebnie opóźniamy wylot. A mi bardzo zależy na czasie, bo w Tbilisi czekają mnie ważne sprawy – mówi lekko już zniecierpliwiony El M.

 

- Du Arszloch! Dzwonię po policję! – purpurowa ze złości kobiecina odwraca się na pięcie i wychodzi z biznes klasy. Po chwili wraca z dwoma oficerami ubranymi w ciemnozielone uniformy.

 

- Das ist der Arszloch! Von Polen! – krzyczy rozentuzjazmowana.

 

- O nie…znowu…. – jeden z policjantów jest wyraźnie znudzony i nie podziela podekscytowania stewardessy. – Na czym polega problem, proszę pana?

 

- W moim schowku bagażowym jest za mało miejsca, więc pomyślałem sobie, że skoro w biznes klasie jest tyle wolnych miejsc, nie będzie problemu, jeśli…. – w tym momencie wyznania lekko znurzonego El Masturbatora przerywa równie znużony policjant.

 

- Aber ordnung muss sein…du Aszloch… -naprawdę, jest bardziej znudzony niż byle krawężnik sterującym ruchem na największym węźle komunikacyjnym w Koziej Wólce. – Jestem zmuszony poprosić, aby opuścił pan samolot i udał się z nami na komisariat…

 

- Ani myślę, kolego. Kupiłem bilet, mam miejsce i nie ruszę się stąd. Ty chyba nie wiesz, kim jesteś…nie znasz mojej determinacji, woli zwycięstwa. Trzeba by co najmniej garnizonu, żeby mnie stąd wyrzucić, bo nikt absolutnie nikt… - El Masturbator kontynuuje swoją przemowę i nawet nie zauważa, jak w przejściu obok jego fotela robi się tłoczno od panów w zielonych mundurkach. Transmisja urywa się, na ekranie pojawia się napis „Kilka godzin później” i po chwili widzimy El Masturbatora, który przechadza się po terminalu lekko kuśtykając i przeklinając pod nosem.

 

- Niech pan się tak nie przejmuję. Dwudziestu na jednego to raczej marna szansa na odniesienie zwycięstwa – próbuje pocieszać kamerzysta.

 

- Myślisz, że tym się przejmuję? Zastanawiam się raczej, jak ja kurwa dolecę teraz do tego pierdolonego Tbilisi… - mówi El Masturbator, jednak po chwili pojawia się olśnienie. Wrestler wyciąga telefon komórkowy i wykręca jakiś numer. –No odbierz…odbierz wreszcie… - niecierpliwi się.

 

W końcu po drugiej stronie ktoś odbiera.

 

- Halo? Cześć Bullzeye! Kopę lat! – prawie krzyczy do słuchawki uradowany El Masturbator. – Słuchaj…tak, tak, wiem…że miałem już do Ciebie więcej nie dzwonić…tak, tak, wiem…ale słuchaj, mam problem…Co? Słyszałeś? Aha…wszystkie dzienniki o tym trąbią…No kurwa wiesz co…z tą Lufthansą chyba faktycznie jest coś nie tak…w każdym razie…jakby ci to…nie mam jak się dostać do Tbilisi na Paloozę…wiem, że już jestem twoim dłużnikiem, ale uwierz, że nie dzwoniłbym do ciebie, gdybym nie musiał…Co? Przyjedziesz? No to zajebiście…Na razie – El M odkłada słuchawkę i rozradowany zwraca się do kamerzysty.

 

- Nadciąga odsiecz

 

-------------------

Następnego dnia w tym samym miejscu El Masturbator czeka niecierpliwie na przylot Bullzeye’a, gdy nagle coś ciężkiego rzuca mu się na szyję.

 

- Ułłłłłłłłłaaaaa! Ale super, ale dawno się nie widzieliśmy! – krzyczy tajemnicza postać. Kamera robi zbliżenie i okazuje się, że uwieszonym na szyi El M-a osobnikiem jest nie kto inny jak Jędrzej Suples.

 

- Suples? Co ty tu robisz? Jesteś ostatnią osobą…. – El M nie potrafi ukryć zdziwienia i irytacji.

 

- Nie złość się…tak ładnie i długo mnie prosił, że postanowił zabrać go z sobą – kamera pokazuje Bullzeye’a, który niespiesznie wychodzi z Sali przylotów do terminalu.

 

- Niech będzie…Bullz, myślałeś, jak możesz mi pomóc…Jak mam się dostać do Tbilisi?

 

- Stary, przecież jeszcze nigdy się nie zawiodłem – uśmiecha się Bullzeye, po czym jednocześnie z El Masturbatorem spogląda na Suplesa, który wyraźnie zafascynowany przygląda się maszynie do podawania bagaży podróżnym – No dobra, to się nie liczy –mówi po chwili Bullzeye. – Słuchaj, jest taki facet, nazywa się Szota i regularnie kursuje z Monachium do Gruzji. Przewozi…różne rzeczy, nieważne… Grunt, że ma dobrą maszynę, oczywiście, jeśli uznawany, że 30-letni relikt po niezniszczalnej armii radzieckiej to niezawodny sprzęt. Ale jest niewidoczny dla radarów, więc tak sobie myślę, że chyba ujdzie…

 

- W obecnej sytuacji chyba nie mogę być zbyt wybredny. Swoją drogą Bullzeye, skąd ty znasz takich ludzi? – nie może wyjść z podziwu El M.

 

- Wiesz, trzeba sobie jakoś radzić w życiu – odpowiada Bullzeye. Po chwili cała trójka wychodzi z terminalu i wsiada do taksówki. Jedno ujęcie później panowie są już na opuszczonym polu, na którego środku stoi stary zniszczony hangar, a obok niego samolot znajdujący się w stanie tak wielkiego rozkładu, że zapewne nawet bracia Wright obawialiby się do niego wsiąść.

 

- Sam mówiłeś stary…nie można być wybrednym – Bullzeye jakby czyta w myślach El Masturbatora, po chwili podchodzi do majstrującego przy silniku pilota i wylewnie się z nim wita.

 

- Gamardżobat, Bullzeyadze! – wydziera się uradowany Szota (Gamadżorbat to ponoć dzień dobry)

 

Bullzeye kontynuuje rozmowę w nieznanym gruzińskim narzeczu. Po chwili odwraca się do El Masturbatora. – Ok., Szota ma trochę mało miejsca, ale podrzuci nas do Tbilisi, albo gdzieś blisko…Policzmy, jest nas trzy osoby…więc w sumie to daje…3 tysiące dolarów.

 

- Ile? – El Masturbator łapie się za głowę, po czym spogląda na samolot. – Ceny jak z Lufthansy, a komfort lotu pewnie jak w Ryanair… - spuszcza głowę i widać, że dusi w sobie wściekłość. – Nie można być wybrednym – powtarza cicho sam do siebie, po czym wyciąga portfel i wykłada żądaną kwotę. Bullzeye bierze pieniądze i wraca do rozmowy z Szotą. Po chwili Szota wsiada do kokpitu i otwiera tylną klapę do samolotu, zapraszając jednocześnie ruchem ręki naszych bohaterów, aby rozgościli się w środku. El Masturbator podchodzi do wejścia jako pierwszy, ale zatrzymuje się tuż przed nim…Ze środka unosi się gigantyczny fetor, porządek panujący w środku można najłagodniej określić jako artystyczny nieład – wszędzie walają się kartony, w oddali widać dwie drewniane trumny, a najlepsze miejsca są zajęte przez stado gąsiorów, które postanowiły zaznaczyć swą obecność całkowitą ignorancją dla faktu, że podobno w środku znajduje się osobne pomieszczenie pełniące funkcję toalety.

 

- Ale capi! – El Masturbator patrzy krzywo na Bullzeye’a, po chwili jednak reflektuje się i wsiada do samolotu. Zaraz za nim to samo robią Bullzeye i Suples.

 

- Rogora chart? Kargad? (Podobno to znaczy: Jak się macie? Dobrze?) – zapytuje grzecznie Szota, a gdy Bullz kiwa na potwierdzenie głową, bezceremonialnie zamyka wejście. Przez chwilę trwa krępująca cisza, którą przerywa Bullzeye.

 

- Masturbo, nie dołuj się. Pomyśl o pozytywach tej wyprawy – zagaja.

 

- A jakie ty tu widzisz pozytywy, człowieku? – odpowiada El M.

 

- Możesz położyć swoje wierzchnie okrycie, gdzie tylko chcesz i nikt nie będzie miał do ciebie pretensji – mówi z uśmiechem Bullzeye.

 

- Tak, bo gdzie bym go nie położył, w każdym miejscu będzie równomiernie pokryte ptasim gównem – trzeźwo zauważa El M.

 

Samolot rusza i powoli wzbija się pod nieboskłon. El Masturbator słyszy, że silniki rzężą tak, jakby utrzymywały maszynę w locie tylko dzięki sile własnej woli. Patrzy lekko przerażony na Bullzeye’a, ten jednak uśmiecha się i unosi kciuk do góry na znak, że wszystko jest w porządku. Mijają kolejne minuty.

 

- No rozchmurzże się – zaczepia El M-a. – Zresztą, mam tu coś, co powinno poprawić Ci humor – mówi i sięga do torby, z której wyciąga pokaźnych rozmiarów skręta. El Masturbator przygląda się zaciekawiony.

 

- Zanim coś powiesz, to nie jest trawa. Niestety, umowy ze sponsorami wykluczyły nie tylko spożywanie alkoholu, ale i lekkich narkotyków mających jakikolwiek związek z Polską. To lebioda…

 

- Co kurwa? – to jedyne rozsądne pytanie, które przyszło do głowy Masturbatorowi.

 

- Inaczej komosa biała, taki chwast, zielę jakby…generalnie ma podobne właściwe do trawy i jarają to wszyscy Gruzini ponoć…

 

-No to daj spróbować – El Masturbator w końcu dał się przekonać. Okazało się, że skręcona lebioda zwróciła też zainteresowanie Suplesa.

 

- O WOW! Ale śmieszne papieroski! Skąd macie?!? – jak zwykle jak to on, niemal krzyczy.

 

- Nie twoja sprawa, Suples – najdelikatniej jak potrafi spławia go Masturbator.

 

- Ułł Yeaaaaah! Ale to niesprawiedliwe! – śmieje się Suples.

 

- Ty...no daj mu macha - Bullzeye próbuje stanąć po stronie Suplesa.

 

- Ej, on się zachowuje jakby był na permanentnym haju. Pomyśl sobie co się stanie, jakbyśmy go kurwa poczęstali, Ba, obawiam się, że nawet jak sobie wdechnie opara, może być...aż trudno mi to sobie wyobrazić - odpowiada El Masturbator.

 

Tymczasem główni bohaterowie, nie zważając na jęki Suplesa przystępują do konsumpcji. Obraz znowu zawiesza się i wraca po chwili.

 

- Kurwa…czuję się, jakbym nie miał mózgu…tak błogo jest, bezmyślnie…A więc to jest stan umysłu, a raczej braku umysłu Psycho One…przyznaję, czasem to może być miłe, ale na dłuższą metę…co to za życie – zaczyna snuć swoje dywagacje El Masturbator, a obraz powoli zaciemnia się.

 

--------------------

 

Po chwili wracamy wszechogarniająca ciemność w samolocie zaczyna się rozświetlać, gdyż Szota otworzył drzwi wejściowe. Cała trójka powoli wychodzi z wnętrza, oślepiona słońcem zasłania sobie oczy rękami. Kamera też powoli przyzwyczaja się do światła i pokazuje, że znajdujemy się na wielkim piaszczystym placu dookoła którego znajduje się targ. Wokół kręci się masa tubylców, którzy z zaciekawieniem przyglądają się samolotowi.

 

- Szota, gdzie my jesteśmy? - pyta lekko skonsternowany Bullzeye...

 

- Tbilisi...prawie...jakieś 20 km od centrum - odpowiada pewny swego pilot-amator.

 

- Super było, co nie?!? - krzyczy jak zwykle rozentuzjazmowany Suples.

 

- Tak, kurwa...zajebiście - jęczy El Masturbator trzymając się za bolący kręgosłup. Widząc stojących w konsternacji Gruzinów prostuje się, odchrząkuje i postanawia wygłosić powitalną przemowę. - Witaj Gruzjo, kraino...o kurwa...Bullzeye - El Masturbator staje nagle w szoku patrząc się na ludzi. - Stary, gdzie my jesteśmy? - pokazuje palcem na stojący spory tłumek. Kamera przemieszcza się w stronę ludzi. Okazuje się, że prawie wszyscy mają na sobie koszulki, czapeczki albo inne bibeloty z wizerunkiem prezydenta Polski.

 

- Stary, słyszałem, że w Gruzji źle się dzieje, ale nic nie mówiłeś, że to siódmy krąg

piekielny... - dziwi się El Masturbator.

 

- Nie ma w tym nic dziwnego stary...Odkąd nasz prezydent prawie wyzwał tu Ruskich na wojnę pół roku temu, stał się idolem całej Gruzji...takim wiesz...celebrytą...gruzińskie pudelki śledzą jego każdy krok...a podobno...żona Saakaszvilego spodziewa się dziecka...i wiesz jak chcą je nazwać? Irasiad, stary, czaisz...niezależnie od tego, jakiej będzie płci - opowiada podekscytowany Bullzeye.

 

- To niech zmieni obywatelstwo i zacznie grać u nich w reprezentacji...Co za dziwny naród - irytuje się El Masturbator. Po chwili raz jeszcze prostuje się i przemawia do zgromadzonej gawiedzi. - Obywatele...przybywamy z dalekiej Polski wioząc wam to, czego najbardziej potrzebujecie...

 

- Pokój?

 

- Miejsce w NATO?

 

- Hej hej! Szota! Przywiozłeś moje trumny - z tłumu rozlegają się odgłosy kilku poruszonych Gruzinów.

 

- Nie, przynosimy wam najwyższej klasy rozgrywkę...przynosimy wam...wrestling! - mówi z emfazą El Masturbator, a w tym samym momencie szemrzący między sobą tłum cichnie. Po chwili.

 

- A co to jest...wrestling?

 

- Brawo, zarządzie EWF...świetna miejscówka...ja pierdolę... - mówi po cichu zrezygnowany El Masturbator. Po chwili pokazuje ręką Bullzeye'owi i Suplesowi, żeby poszukać jakiegoś środka transportu.

 

Wychodząc z targu przypomina o sobie obolały kręgosłup El Masturbatora. Wrestler schyla się na chwilę, co szybko wykorzystuje Suples podbiegając i wyciągając mu z kieszeni niedopalonego skręta.

 

- Haha! Fajny papierosek! Ułłłł Haaa! - krzyczy Suples i zapala. Bierze jedno bucha i...zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Jego twarz staje się purpurowa, przestaje się uśmiechać, a rysy twarzy mu poważnieją.

 

- A nie mówiłem... - wieszczy złowrogo El M.

 

Wyraz twarzy Suprona nie zmienia się, ale powoli zaczyna dochodzić do siebie. Żwawo rozgląda się dookoła, patrzy podejrzliwym wzrokiem na El Masturbatora i Bullzeye'a i zaczyna...jakżeby inaczej, krzyczeć.

 

- Co to kurwa jest??!? Masz dwie walki jutro...walki, które zdecydują o twojej przyszłości w tej federacji...a ty...kurwa ciulu...zamiast zapierdalać od rana do nocy na treningach...popierdalasz po jakimś śmiesznym targu ze swoim kumplem-emerytem.

 

El Masturbator i Bullzeye zerkają co chwila to na siebie, to na Suplesa i nie wiedza kompletnie, co mają powiedzieć.

 

- I co się kurwa gapisz? Szukaj jakiejś taksy, rozlokujemy się w hotelu i zaczynamy treningi...Czasu kurwa, coraz mniej...a jak zwykle wszystko na mojej głowie - gotuje się Suples.

 

- Ja wiedziałem, że tak będzie.... - mówi zrezygnowany El Masturbator i powolnym krokiem idzie w stronę postoju taksówek.

 

- Co tak kuśtykasz? Myślisz, że twoja nędzna symulacja uchroni cię przed ciężką pracą, niezbędną do tego, żeby cię ten śmieszny Psycho nie zeskrobywał z ringu? Jeśli tak, to się kurwa grubo mylisz...

 

- Nigdy więcej nie dawać Suplesowi trawy.... - mówi sam do siebie Bullzeye.

 

Obraz znika, a po chwili wraca w małej hali treningowej. Tak jak poprzednio, realizator transmisji pokazuje nam efektowny montaż z treningu naszego bohatera. Tym razem oficjalną piosenką, przy której dźwiękach rozkoszujemy się wrestlingiem najwyższych lotów jest rodzimy hit zespołu Kombi ”Nigdy nie poddawaj się”, który możecie odsłuchać sobie tutaj.

 

http://www.youtube.com/watch?v=30DDokUmoa4

 

Na ekranie widzimy El Masturbatora i....Bullzeye'a biegających mordercze rundki dookoła sali, robiących brzuszki i pompki i Suplesa, który z wielkim wkurwieniem na twarzy pogania ich, aby wzięli się wreszcie do roboty. - Bullzeye, bohaterze ostatniej akcji...jesteś nikim...słyszysz mnie - staje nad Bullzeyem i krzyczy mu prosto do ucha, a po chwili przechodzi do El Masturbo. - Te, onanista, gdybyś biegał tak szybko jak robisz sobie dobrze, byliby z ciebie ludzie...Szybciej, kurwa... - krzyczy. Pod koniec treningu najwidoczniej haj przestaje działać i Supron wraca do siebie.

 

- Ułłłłłłłłłł Yeeee! Co się ze mną stało? Jakiś zanik pamięci miałem...chłopaki, co robicie? - już ”normalny” Suples uśmiecha się do leżących na ziemi z wyczerpania El Masturbatora i Bullzeye'a.

 

Obaj powoli wstają i spoglądają na siebie.

 

- Kawał dobrej roboty...aż chyba za dobrej - zaczyna Bullzeye - Czuję, że jesteś gotowy...

El Masturbator ma coś odpowiedzieć, ale wycieńczony upada na ziemię.

 

Suples łapie się za głowę, ale Bullzeye go uspokaja. - Spokojnie, do jutra dojdzie do siebie. Trochę mocniejszej zaprawy jeszcze nikomu nie zaszkodziło - a po chwili zwraca się do kamery. - A do was skurwysyny, tradycyjne zdanie...bójcie się...bardzo się bójcie...

 

 

 

--

Nie jestem do końca z siebie zadowolony, zwłaszcza z końcówki. Wszelkie komentarze mile widziane. I oczywiście przepraszam za spóźnienie.

  • Odpowiedzi 1
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Scythe

    1

  • zabnmal

    1

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  1 459
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  22.09.2005
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

W końcu przeczytałem :) Powiem tak. Erpoza dla mnie naprawdę dobra, ale mimo świetnego humoru i naprawdę udanych segmentów, wydaje mi się, że może i zbyt wiele było tu dialogów, wplecionych postaci i różnych wątków, chociaż oczywiście ktoś inny może to uznać za najjaśniejszy punkt erpozy. Mimo wszystko, według mnie RP zalicza się do ścisłej czwórki, która napisała na tyle dobrze, żeby dostać się do finału (nie powiem, kogo mam na myśli, moja sprawa :D).. Niestety, tyle miejsc nie ma, więc cała reszta w rękach imperatora :]

 

No, to coś właśnie w ten deseń – uśmiecha się El Masturbator – a z braku laku i chętnych do testowania proponuję, abyś to ty był pierwszym, na którym przetestuję tą magiczną metodę. Kto jest za? – pyta i podnosi rękę. Kamera najeżdża za stół na podwyższeniu, gdzie siedzący

Mariusz Max Kolanko też podnosi rękę do góry.

 

- Maksiu, no co ty, ty też? – pyta z niedowierzaniem

 

- Stary, jak nie ty, to ja – wzrusza ramionami Kolanko i podnosi rękę jeszcze wyżej.

 

 

hehehe :D

 

PS Dobrze, ze nie zabrakło kolejnego klasycznego treningu El Ema przy nowej, zajebistej nucie :twisted:

Do It Like A BOSS !

52212044855de371531fdf.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Mr_Hardy
    • MattDevitto
    • MattDevitto
      Gdyby nie chodziło o AJ'a to jeszcze może bym się łudził, ale Styles nie należy do osób w tym biznesie, które rzucają słowa na wiatr. Poza tym z wieloma zawodnikami z AEW AJ i tak przecinał się przez lata na różnym etapie swojej kariery...
    • KPWrestling
      Trzecia pula biletów trafiła do sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 4 Data: 29.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Morioka, Iwate, Japan Arena: Iwate Prefectural Gymnasium Publiczność: 1.040 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
×
×
  • Dodaj nową pozycję...