Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Skazani na Wąbrzeźno


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  10
  • Reputacja:   9
  • Dołączył:  20.04.2023
  • Status:  Online
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

Skazani na Wąbrzeźno

 

Akt I: Telewizja reality

 

Znajdujemy się na drewnianej kładce, która biegnie wzdłuż brzegu Jeziora Zamkowego w malowniczym Wąbrzeźnie. Krzysztof Latkowski idzie umiarkowanie pewnym krokiem, obcasy jego eleganckich lakierków postukują miarowo o deski. Menadżer odwraca się co chwilę i posyła nerwowe uśmiechy do obiektywu kamery; mężczyzna ewidentnie prowadzi gdzieś ekipę filmową.

– Mówię wam, chłopaki, on gdzieś tutaj jest.

Filmowcy na bezpłatnym stażu w EWF ewidentnie nie podzielają jego entuzjazmu. Słychać znudzony głos dobiegający zza kadru:

– Panie Krzysztofie, chodzimy po tym wypizdowiu przez ponad godzinę. A co jeśli on się wyprowadził? Wyjechał do rodziny?

– Mam swoje źródła, Szymuś. On tutaj jest – odpowiada pewnie menadżer, a potem zaciska pięść i dalej idzie przed siebie. – Trzeba… trzeba mieć nadzieję. Nadzieja to dobra rzecz, może najlepsza ze wszystkich.

– No dobra, ale może trzeba było wcześniej zadzwonić?

Krzysiek gwałtownie odwraca głowę, ani trochę nie zwalniając kroku:

– Z jakiej wy niby jesteście filmówki? Chodzi o efekt zaskoczenia. Jesteście tu, żeby uchwycić prawdziwe, ludzkie emocje. Telewizja reality, kulisy branży, rozterki debiutantów. Mamy teraz takie czasy, że magik nie może nie ujawniać swoich sekretów, on się musi z nimi obnażać jak stary dziad w parku. Kto się nie obnaża, ten nie zarabia.

Studenciaki na bezpłatnym stażu wysłuchują tych aforyzmów w milczeniu i pokonują z Krzyśkiem kolejne kilkanaście metrów. Lakierki nadal wybijają miarowy rytm, słychać też szuranie sportowych butów i zmęczone oddechy… i naraz menadżer gestem ręki daje znak ekipie, żeby się zatrzymać.

 

W oddali widzimy mglisty zarys napakowanego mężczyzny, który siedzi na drewnianej, wywróconej do góry dnem łódce i maluje ją na zielono.

– Kopę lat, Seruś! – krzyczy Krzysiek, przyspiesza kroku i schodzi z kładki na piaszczystą plażę. – Mordo kochana, tyle się ciebie naszukaliśm…

Sergiusz w odpowiedzi ciska pędzlem w kierunku dawnego menadżera. Krzysiek odstępuje o krok i z gracją unika ataku. Nie pierwszy raz się w niego czymś rzuca.

– Czego ty, kurwa, znowu chcesz? – pyta Sergiusz i zaciska groźnie umorusane farbą pięści.

– Mam propozycję biznesową. Chodź, Seruś, pierdol te łódki. Co ty – łowić będziesz? Co ty niby wiesz o rybach?

Pytanie zbija Sergiusza z tropu.

– Wiem wystarczająco. Mają płetwy i…

– Płetwy?

– Płe… płetwy – Sergiusz ponawia odpowiedź, ale tym razem z mniejszym animuszem. Zaraz potem potrząsa głową i wraca do właściwego wątku: – Spierdalaj, Krzysiek. Nie dam się znowu wyrolować.

Menadżer odwraca się w stronę kamery, gestem dłoni prosi o cierpliwość i znowu zwraca się do podopiecznego:

– To nie moja wina z tym HVW. Wiesz, jak jest w tej branży. Raz na wozie, raz pod wozem. Z tarczą – na tarczy, z mieczem – do miecza.

– Twoja odpowiedzialność, Krzysiek. Zresztą ja dobrze sobie radzę bez menadżera. W Niemczech byłem już trzykrotnym 24/7 Openweight Schadenfreude Championem. Kiedy Der Bereichsleiter Otto po raz pierwszy zobaczył mnie w akcji, powiedział krótko – Polnische Wirtschaft.

Sergiusz z nieskrywaną dumą krzyżuje napakowane ręce na piersiach, a Krzysztof potrzebuje chwili, żeby przyswoić tę informację. Menadżer drapie się po czole, bierze oddech i kontynuuje:

– Ja przecież nigdy nie wątpiłem, że zdolny z ciebie chłopak. Najzdolniejszy. Ale Seruś, dosyć już tych emigracji, do chuja. Słuchaj, dzwonili do mnie z…

– W styczniu walczyłem u Pepików w czwartej edycji turnieju imienia dobrego wojaka Szwejka. Nie uwierzysz, ile tam mają formalności.

– To zajebiście, Seruś, ale słuchaj… Miałem telefon z…

– W zeszłym roku walczyłem na pograniczu mołdawsko-rumuńskim z…

– Telefon z EWF, Seruś.

Zapada cisza, bo Sergiuszowi słowa stają w gardle. Krzysiek wznosi ręce do góry jak papież, bo odjebał właśnie menadżerską robotę życia, a potem odwraca głowę do kamery z szelmowskim uśmiechem. Interesowny błysk w oku widać nawet przez przyciemniane okulary.

„Milion dolarów” zdejmuje umorusaną w farbie żonobijkę i napręża mięśnie na tle Jeziora Zamkowego.

– Jestem, kurwa, gotowy, Krzysiek. Gdzie, kiedy i kogo mam rozjebać?

– No właśnie tu sprawa robi się skomplikowana, ale trzeba mieć nadzieję. Zawalczysz w Battle Royale.

 

Akt II: Inna liga

 

Mijają ze dwa dni. Znajdujemy się teraz w kawalerce Sergiusza – w tle przygrywa „Kryzysowa narzeczona”, a sam zawodnik leży właśnie na rozstawionej pośrodku pokoju ławeczce i robi rozpiętki. Mieszkanie jest obrazem nędzy i rozpaczy: jest w nim jakaś stara szafa, materac pierdolnięty pod ścianą, skromny aneks kuchenny z mikrofalówką. Widać, że jest to klita z gatunku tych, do których zagląda się tylko po to, żeby się przez chwilę kimnąć.

Sergiusz po zakończonej serii odstawia ogromne hantle na podłogę, a potem wstaje i zaczyna szykować sobie szejka przy aneksie kuchennym. W akompaniamencie hałasu sfatygowanego miksera do mieszkania wpada Krzysiek ze skórzaną aktówką w łapie. Menadżer rozgląda się po mieszkaniu i kiwa głową:

– Ładnie, Seruś, bardzo ładnie. Widać i czuć tutaj duszę wojownika.

„Milion dolarów” wystawia w kierunku towarzysza kielich miksera, w którym jest jakaś proteinowa breja. Latkowski grzecznie odmawia i rozgląda się chyba po pomieszczeniu za jakimś stołem.

– Masz…? Nie masz. To nic, Seruś, my tu i tak będziemy tutaj robić burzę mózgów przede wszystkim. Na „Krwawej Majówce” masz szansę jedną na milion, pojawisz się w jednej walce z absolutną czołówką tej federacji. Jeśli to dobrze rozegramy, to przeskoczymy te wszystkie dark matche i low cardy.

– Ja zawsze walczę w walce wieczoru – stwierdza trzeźwo Sergiusz. – Nawet jak jakaś niby jest potem, to ludzie i tak idą po mojej do domu. Albo przynajmniej powinni.

– Ja to doskonale rozumiem. Ale Seruś, EWF to jest niezły gabinet osobliwości. Groźne chłopaki, bardzo ekscentryczne. Musimy ich trochę przestudiować, żeby cię nie zaskoczyli w trakcie walki, nie przyćmili twojego potencjału komercyjnego.

Sergiusz dopija resztę proteinowej brei i wrzuca kielich do umywalki.

– Bez przesady, Krzysiek. Wyrzucić sukinsyna nad trzecią liną to nie jest jakiś skomplikowany temat.

– Tak, ale my musimy zapisać się w pamięci, a najlepiej uwikłać w konflikt z jednym z tych szczególnie poważanych. Każdy z nich ma swoje mocne strony, ale każdy ma też jakąś słabość, jakiś czuły punkt, w który musimy zapierdolić, żeby zwrócić na siebie uwagę. Jak nic nie zadziała, to będziesz musiał pokazać dupę do kamery. Zawsze coś.

Sergiusz kiwa poważnie głową – widać, że bierze sobie tę cenną wskazówkę do serca. Krzysiek otwiera tymczasem aktówkę, w której ma całe mnóstwo jakichś papierów, zdjęć i rolkę taśmy bezbarwnej.

– Po kolei przelecimy sobie przez wszystkich, żebyś ich chociaż trochę rozróżniał.

 

Menadżer zawiesza na ścianie zdjęcie Hani, a Sergiusz siada na ławeczce z pytającym wyrazem twarzy.

– To jest wnuczka Szakala – obwieszcza Krzysiek i stuka palcem o zdjęcie. – Tak zwane nepobaby, po naszemu – nepownuczka. Metr w kapeluszu. Seruś, ja ci mogę tylko zasugerować, żebyś nie narobił bałaganu, bo nie chcemy podpaść jej dziadkowi. Elegancko – łapiesz za kudły, szybka defenestracja, po wszystkim jeszcze się ukłoń, bo to grząski temat. Szakal ma tutaj takie wpływy, że jakby chciał, to jego lewy but mógłby być stałym członkiem rosteru i zdobyć pas mistrzowski. Jak się zachowasz jak dżentelmen, to może otworzy się szansa na jakiś tag-team, zakręcilibyśmy się w polityce. Nic jej nie łam, nie rzucaj za daleko, stawiam, że ona za parę dni ma zabookowane rozrzucanie kwiatków na procesji w Boże Ciało razem z całą resztą jej kategorii wagowej.

Sergiusz jest jakiś sceptyczny.

– Nie bądź taki do przodu, Krzysiek. Intergender pro wrestling to nie żarty. Jak byłem na delegacji w Niemczech to walczyłem w street fighcie z Hilfe Vergewaltiger. Silna kobieta, świetny character work. Zaczęła wygłaszać jakieś promo po niemiecku i wykrzykiwać swoją ksywę, kiedy szedłem za nią wieczorem. Całe szczęście, że zrobiłem unik przed jej pepper spray mistem i zrobiłem body slam na chodnik, spokojnie odliczyłem ją po tym do trzech. Nie wiedziała, co się dzieje, jak zacząłem tauntować. Próbowałem dodać tę walkę na Cagematchu, ale nie mogę znaleźć jej profilu – Sergiusz milknie na moment, wyraz bólu pojawia się na jego twarzy. – Jakby ten serwis nie walił w chuja, miałbym już tam streak jak Goldberg. A tu tego ci nie uznają, to niby nie jest federacja, tam wpisują przegraną, bo za późno podniosłem ramię albo klepnąłem dwa i pół raza w matę. Pojebane.

Krzysiek w skupieniu wysłuchuje swojego podopiecznego.

– Seruś, na litość boską, ja rozumiem i podziwiam twój win streak, ale EWF to jest jednak trochę inna liga. Nie mówię, że wyższa, ale inna. Musisz mieć takie nastawienie, że zaczynasz od zera i dopiero startujesz z tematem. Trzeba mieć nadzieję, a to jest dobra rzecz, że jako debiutanci nie damy się nikomu zaskoczyć. W każdym razie…

 

Menadżer zawiesza na ścianie zdjęcie zawodnika o azjatyckich rysach twarzy.

– Yoshihito Nabeshima.

Twarz Sergiusza momentalnie rozjaśnia się w odpowiedzi.

– Nie walczyłem jeszcze z prawdziwym Japończykiem z Japonii. Wiesz, że u nich dodaje się do imienia końcówkę -san, żeby wyrazić szacunek? To jest ojczyzna Oldboya, mógłbym ci zresztą wymienić 731 innych powodów, dla których darzę ten kraj ogromnym szacunkiem. Napiszesz na moim Twitterze coś takiego: Yoshima Hiroshima-san, „Krwawa Majówka” to będzie honorowy bój pomiędzy samurajem, a Buhajem-Sarmatą w hołdzie dla współpracy polsko-japońskich wywiadów w latach trzydziestych.

– Ale my mu mamy dopierdolić, werbalnie i fizycznie – odpowiada sceptycznie Krzysztof.

– „San” dodajesz po myślniku. „Krzysiek-san”, „Pan Roman-san”. Rozumiesz, o co chodzi?

Menadżer zastanawia się przez dłuższą chwilę, ale ostatecznie wzrusza lekko ramionami i wyciąga z aktówki sfatygowany tablet.

– Coś w tym jest – stwierdza pod nosem, wstukując tweeta na dotykowej klawiaturze. – Hania, oprócz bycia nepownuczką, dostała też pewnie przy rekrutacji jakieś punkty za płeć. Logiczne, że kolega Yoshihito dostał coś za różnorodność etniczną. Nie ma co za mocno go dociskać, jeszcze zrobi się z tego jakiś skandal.

– To mam się zapisać w pamięci, czy nie?

– Masz pokazać dupę, a nie dostać zarzuty za prześladowanie na tle rasowym. Jak pojawi się potrzeba, to go ugryziemy jakoś subtelnie, ale na „Majówce” po prostu spuścisz mu wpierdol.

 

Kolejne zdjęcie. Znowu azjatyckie rysy twarzy, ale jednak jakieś inne. Kij golfowy, kurczak z rożna. Obok jakaś franca z telewizji.

– Bidam.

– To taki sam przypadek, co Hiroshima-san?

– Nie, on jest z tych gorszych Azjatów, Seruś – stwierdza obiektywnie Krzysztof i stuka palcem o zdjęcie. – Niby niepozorny, wątły, ale był mistrzem świata w HVW, a i w EWF ma całkiem imponujące osiągnięcia. Ma ten cały tag-team z…

– Ale nadal mam mu spuścić wpierdol?

– No tak, tak. To jest teraz celebryta i to z tych podrzędnych. Stawiam, że po tylu latach nieźle się rozleniwił i jest tutaj głównie po przelew. Z drugiej strony – chuj tak naprawdę wie, jak to z nim jest i co mu chodzi po głowie. Mogę ci powiedzieć tak – jak zobaczysz w ringu, że ma kałdun, to się nie przejmuj, ale jak jest w formie to lepiej mieć się na baczności. To wątpliwe, ale może i ma jeszcze jakieś ambicje.

 

Krzysiek wygrzebuje kolejne zdjęcie z aktówki i zawiesza je na ścianie. Sergiusz krzywi się z niesmakiem:

– A co to, kurwa, za brudas?

Menadżer w odpowiedzi kręci głową i grozi mu palcem:

– Seruś, musisz ważyć słowa. Ja nie mówię, że sam bym go tak nie opisał, ale jak jesteś na wizji to trzeba grzecznie. „Osoba o alternatywnym podejściu do higieny”. „Indywidualista zapachowy”. „Entuzjasta muzyki gitarowej”. Vaclav.

– Na brudasów naprawdę mówi się vaclavy? To jakaś gwara?

– Nie, Vaclav to akurat Vaclav. Zawodnik EWF.

– On walczy w EWF? – pyta Sergiusz, a niesmak na jego twarzy ustępuje miejsca sporej konsternacji.

– To jeden z main eventerów. Oglądaliśmy przecież razem „Dżihad” i tak dalej. Nie kojarzysz, bo w trakcie walki wieczoru przewijałeś tylko te TikToki.

Sergiusz wzrusza ramionami:

– Oglądam tylko swoje walki.

Krzysiek spogląda na zdjęcie Vaclava i w zamyśleniu drapie się po brodzie.

– Na Vaclava trzeba uważać, on ma tutaj wyjątkowo podłą renomę. Czerpie inspiracje z mieszanych sztuk walki: używa tych wszystkich kimur, trójkątów, rombów i chuj wie czego jeszcze. Walka w parterze, grappling, rimming. Innymi słowy, może być homoseksualny.

„Milion dolarów” wygląda, jakby przelewała się w nim powoli czara goryczy.

– Ilu ich tam jeszcze jest, Krzysiek?

– Powoli kończymy.

 

W pomieszczeniu rozbrzmiewa jakaś generyczna melodia. Latkowski odbiera telefon, unosi brwi ze sporym podekscytowaniem i obwieszcza:

– Nie mówiłem ci jeszcze, ale mam swoje źródła w obozie Psycho. On pisze właśnie swoje promo i zamierza ci poświęcić kilka wersów, a mój człowiek praktycznie zagląda mu teraz przez ramię – Krzysiek milknie i nasłuchuje, a Sergiusz zakłada w tym czasie sweterek Gucci i wygląda obojętnie przez okno.

Menadżer powtarza za swoim telefonicznym rozmówcą:

– witam cie sergiusz , tu rycho psycho… pekniesz jak mury… miasta jerycho. – Krzysiek nasłuchuje dalej, ale po chwili stwierdza z niesmakiem: – Skreślił i zaczyna od nowa.

Menadżer rozłącza się i wkłada telefon z powrotem do kieszeni.

– Ja generalnie sugeruję, że chuj z nim, Seruś. Spłacam hipotekę od dwunastu lat, a ten jakiś nowobogacki hotelarz-deweloper, innymi słowy chuj do szczania nie będzie nam kart rozkładał, zresztą on po tylu latach też tutaj praktycznie debiutuje. My jesteśmy ludźmi pracy, pokażemy chujowi miejsce w szeregu, prawda? – Sergiusz kiwa obojętnie głową, poprawiając rękawy sweterka Gucci. – Powiem uczciwie, że jestem pasjonatem, ale nawet ja nie zawędrowałem tak daleko z rewatchami EWF, żeby wiedzieć o nim cokolwiek praktycznego. Teraz to już jest zresztą inny pro wrestling, tacy ludzie to przeżytek.

 

Krzysiek znowu sięga do aktówki i stwierdza przy tym:

– Najgrubsza ryba na koniec, Seruś.

Sergiusz w odpowiedzi kręci głową, ma dosyć.

– Najgrubsza ryba w tym Battle Royale to ja – obwieszcza, wstając i sięgając po telefon. – Krzysiek, jeden leszcz w tę, czy we w tę nie robi różnicy. Muszę dopiąć z panem Romanem szczegóły mojego obozu treningowego. Na „Majówce” musi być forma mutant.

„Milion dolarów” przystawia telefon do ucha i wychodzi z kadru. Krzysiek wygląda przez chwilę za nim, a potem przykleja do ściany zdjęcie Franko The Butchera i mówi do siebie pod nosem:

– Jakim, kurwa, panem Romanem?

 

Akt III: Książę Lewantu

 

Dzień później znajdujemy się w miejscu bliżej nieokreślonym. Sergiusz i Krzysztof Latkowski stoją na tle ścianki z logiem EWF. Menadżer szykuje akurat swojego podopiecznego do pierwszego wywiadu w nowej federacji:

– Nie patrz jej w cycki, Seruś. Ty w odróżnieniu od Psycho nie wytłumaczysz się, że to przez Mocarza wzrok ci tak lata. To jest bardzo ważny moment, musisz się przedstawić fanom EWF. Trzeba mieć nadzieję, że ta cała Cassandra będzie sprzyjać naszej sprawie. Musisz być szarmancki, nienachalny – coachuje Krzysiek i uderza Sergiusza lekko w policzek. – I pamiętaj, nie patrz jej w cycki.

Krzysiek odwraca się, bo do kadru dołącza właśnie Cassandra Tisserant wraz z jej dwoma argumentami. Reporterka poświęca debiutantom przelotne spojrzenie i zwraca się do kamery, ale nie wypowiada nawet jednego słowa, bo menadżer zaczyna wymachiwać rękami i wykrzykiwać to do niej, to gdzieś poza kadr:

– Tak, zapraszam uroczą panią, po kolei, wszyscy państwo będziecie mieć możliwość zadania pytania.

Cassandra unosi brwi i dla pewności aż ogląda się przez ramię – w pomieszczeniu nie ma żadnych innych reporterów, ale Krzysiek dwoi się i troi, żeby stworzyć wrażenie, że do Sergiusza dobija się właśnie cały tłum. Niewzruszona reporterka kontynuuje:

– Drodzy państwo, rozmawiam właśnie z jednym z debiutantów – Sergiuszem. Sergiusz…

Latkowski momentalnie wchodzi jej w słowo:

– Pani Cassandro, z całym szacunkiem, ale talent takiego kalibru wymaga adekwatnej zapowiedzi. Ja pani pokażę, jak to się robi. Jak raz pani zobaczy, to już całe życie będzie wiedziała  – Krzysiek poprawia kołnierz koszuli i odchrząkuje: – Drodzy państwo! Przed wami debiutujący w Extreme Wrestling Federation Przystojniak z Wąbrzeźna, Lubelski Debeściak, Buhaj-Sarmata, Książę Lewantu i cholerny Milion dolarów… Sergiusz!

Menadżer zaciąga ostatnie słowa jak Tony Chimel na SmackDown. Zapowiedź ewidentnie wprowadza Sergiusza w bojowy nastrój, bo zawodnik zaciska pięści i spogląda najpierw w kamerę, a potem prosto w oczy reporterki. Cyce cycami, ale żarty się skończyły.

– Sergiusz, twój debiut w EWF zbliża się wielkimi krokami. Na „Krwawej Majówce” weźmiesz udział w wielkim Battle Royale i staniesz w szranki z najlepszymi. Co możesz powiedzieć o sobie fanom, którzy jeszcze cię nie poznali?

– Mój menadżer przedstawił mi niedawno sylwetki zawodników, którzy będą dzielić ze mną ring. Jeśli ta gromada degeneratów i jedna nepownuczka są najlepszym, co EWF ma do zaoferowania, to fanom mogę powiedzieć tyle, że najwyższy czas podnieść standardy. Na „Krwawej Majówce” zawita do was wreszcie cywilizacja.

– Buńczuczne.

– Sergiusz to całkowicie nowa jakość w polskim pro wrestlingu – wtrąca się Krzysiek, a „Milion dolarów” napręża wtedy okutane dresem Gucci mięśnie. – Siła, styl, doświadczenie. Chłopak może i jest młody, ale jadł w życiu z niejednego pieca, z niejednej patelni!

Cassandra kontynuuje bez większych emocji:

– Battle Royale to niewątpliwie wymagająca stypulacja, która nie sprzyja debiutantom. Jaka będzie twoja taktyka, Sergiusz? Jaki cel wyznaczysz sobie na początek?

Sergiusz jest lekko skonsternowany tym pytaniem.

– Moim celem jest EWF World Championship.

– No tak, ale…

– Idę tylko po najwyższe możliwe laury. Nie walczyłem jeszcze w EWF, ale to jest mój wielki atut: ci wszyscy tak zwani weterani momentalnie odkurzą stare konflikty i wzajemnie się pozagryzają, a mnie, świeżej krwi, pozostanie jedynie deflorować… – Krzysiek szturcha Sergiusza w bok. – To znaczy defenestrować tę całą Hanię nad trzecią liną i zgarnąć złoto bez wysiłku. To jest moja taktyka.

– Interesujący punkt widzenia. Czy twój wpis na Twitterze o hołdzie dla współpracy polsko-japońskich wywiadów w latach trzydziestych będzie miał wpływ na przebieg pojedynku? Czy spróbujesz może zawiązać jakiś tymczasowy sojusz?

– Yoshima Hiroshima-san to wielki pro wrestler, ale złożył takie samo podanie o wpierdol, co wszyscy inni. Rozpatrzę je pozytywnie i bez sentymentów – stwierdza Sergiusz i krzyżuje dłonie na piersiach.

– No cóż, Franko i Bidam na pewno będą współpracować – zauważa trzeźwo Cassandra. – Jak przeciwstawisz im się w pojedynkę, Sergiusz?

„Milion dolarów” posyła menadżerowi pytające spojrzenie.

– O Franko jeszcze nie mówiliśmy – przyznaje uczciwie Krzysiek. – Franko to taki zakapior w masce, Sergiusz.

– Myślę że „polski Big Van Vader” byłoby całkiem trafnym określeniem – dodaje dumnie reporterka.

– Chodzi o to, że ma problemy z higieną? – pyta skołowany Sergiusz. – Skończmy z tymi eufemizmami. Śmierdzi i tyle.

– To na pewno też, ale chodzi przede wszystkim o styl walki i charakter. A Franko i Bidam mają bromance, po naszemu mówi się na to związek partnerski – uzupełnia Krzysiek.

Pani Tisserant spogląda oburzona na Latkowskiego, który odpowiada jej przelotnym, bardzo perfidnym uśmiechem. „Milion dolarów” z kolei dalej rozkminia ważny dla niego wątek:

– Jeśli śmierdzi, to muszę się mieć na baczności, bo mam wrażliwe podniebienie. Ale ja znam tę taktykę, widziałem ją w praktyce podczas turnieju w rumuńskim Sculeni. W jednej walce zawodnik odklepał po pierwszym headlocku, bo przeciwnik nie mył się przez trzy tygodnie i dwa dni.

– Headlocki Franko faktycznie słyną z efektywności, ale nigdy bym się nie domyślił, że to z tego powodu – przyznaje uczciwie Krzysiek. – Wychodzi na to, że znaleźliśmy brakujący element układanki, Sergiusz.

Cassandra jest absolutnie zniesmaczona przebiegiem rozmowy.

– Panowie, pozostaje mi zatem życzyć wam powodzenia w konfrontacji z żywiołami, które rozbudziliście właśnie na własne życzenie. Sergiusz, czy masz jakieś ostatnie słowo dla swoich przeciwników na kilka dni przed walką? Czy chciałbyś może zaakcentować, że na koniec dnia to jest tylko biznes, że coś was mimo wszystko łączy, że walczycie w tej samej branży, dzielicie te same trudy?

Sergiusz spogląda na Cassandrę, zadziera gniewnie nos i bez cienia wątpliwości odrzuca koło ratunkowe:

– Jeśli stoicie mi na drodze, to nie jest to biznes, tylko osobista potwarz i wyrucham wam za to żony, siostry i matki. Jesteście statystami w mojej branży – możecie sobie dzielić trudy, ja zamierzam mnożyć zyski. Czy coś nas mimo wszystko łączy? Na „Krwawej Majówce” moje jaja na pewno połączą się z waszymi twarzami.

Sergiusz wieńczy swoje promo, zdejmując dresową bluzę Gucci i naprężając mięśnie.

– Książę Lewantu, drodzy państwo! – wykrzykuje triumfalnie Krzysiek, a Cassandra Tisserant wywraca oczami i usuwa się z kadru.

 

Akt IV: Prawdziwość dla gry

 

Kilka dni później. Znajdujemy się na podwąbrzeskiej wsi – a konkretnie na podwórku u pana Romana, lokalnego gospodarza i promotora pro wrestlingu. Podwórko jak podwórko – jest na nim murowany dom, jakaś studnia, dwie stodoły, dwa stare ciągniki marki Ursus. Daleko w tle, pod rozłożystą jabłonią, widzimy backyardowy ring.

Sergiusz stoi przy studni w swoim pstrokatym dresie Gucci, a towarzyszy mu rozglądający się nerwowo Krzysiek. Perspektywa kilkutygodniowego obozu treningowego w takich okolicznościach napawa menadżera głębokim niepokojem. Mężczyźni ruszają niemrawo w stronę ringu, bo nikt nie wyszedł ich przywitać.

– No przecież na tę matę ptaki pewnie srają, ty tu chcesz trenować? A amortyzacja w ringu? Połamiesz się przy pierwszym supleksie.

– Jakie połamiesz? – Sergiusz w odpowiedzi napręża biceps, który prawie rozsadza rękaw jego bluzy. – To jest moja amortyzacja. Luksusy demoralizują, Krzysiek. Taki Bidam – wschodnia mentalność, on na pewno jest z tych, którzy mają w domu złoty sracz. Jak się dobrze zahartuję, to walka z tymi wszystkimi gogusiami będzie spacerem po parku.

W tle widzimy, że z drewnianego wychodka przy stodole wychodzi akurat jakaś masywna postać. Zagadkowy mężczyzna z wąsem pogwizduje, a potem krzyczy w kierunku przybyszy:

– Sergiusz, walczysz zaraz z Niuńkiem o flachę!

„Milion dolarów” w mgnieniu oka zrywa z siebie bluzę Gucci i zaczyna się rozciągać. Oniemiały Krzysiek podnosi z ziemi torbę sportową, którą jego nakręcony podopieczny rzucił byle gdzie. Zaraz potem przychodzi Niuniek, czyli na oko dwudziestoletni byczek, syn pana Romana, który wita się z Sergiuszem i daje mu cukierka.

– A wpisze mi pan tę walkę w Cagematchu, panie Romanie? – pyta Sergiusz. – I jeszcze tych kilka zaległych…

– Wpiszę, wpiszę, nic się nie bój – odpowiada pan Roman i podaje menadżerowi dłoń.

Krzysiek spogląda najpierw na Sergiusza, potem na Niuńka, potem na jego starego, wreszcie na ten obraz nędzy i rozpaczy, określany mianem ringu. Widać, że kończy mu się cierpliwość.

– Seruś, ciebie do końca popierdoliło? Chodź, idziemy góry zdobywać, światy przenosić. Wystarczy już walk z menelami. Zwrócisz dres, wynajmiemy normalną salę, normalny ring. Trzeba mieć nadzieję, że…

Sergiusz przestaje się rozciągać i spogląda menadżerowi w oczy:

– Co to jest za Nadzieja, o której tyle opowiadasz? Dasz mi do niej numer? Do „Krwawej Majówki” będę pościł jak Mike Tyson, tak jak pan Roman doradził, ale dzisiaj chciałbym jeszcze poruchać.

– Nadzieja to to takie pojęcie abstrakcyjne, wyraz. To jest dobra rzecz, może najlepsza ze wszystkich. Chodzi o to, żebyś wierzył, że zwycięstwo jest w twoim zasięgu.

Sergiusz wywraca oczami, potem drapie się po policzku, potem porusza szczęką w lewo i prawo.

– To co ty mi jebiesz za farmazony od tylu dni? Mam mieć nadzieję? Moje zwycięstwo jest pewne i niepodważalne. Rucham tę twoją nadzieję. Wyrucham też przypadek, bo jesteśmy w federacji postępowej, wyrucham wiarę, motywację i co tam sobie jeszcze wymyślisz. Wszystkich wyrucham i rozjebię! Liczy się tylko zwycięstwo!

Sergiusz rzuca się z dzikim rykiem na Niuńka i powala go double leg takedownem. Krzysiek i pan Roman stoją nieopodal – menadżer raczej bez entuzjazmu patrzy, jak po sekwencji zapasów amatorskich Sergiusz odpala back body drop i posyła młodego na absurdalną wysokość.

– Skąd w nim tyle energii? – pyta nieoczekiwanie Krzysiek. – Jest jakiś nieswój, nie?

– Cukier krzepi, co tu dużo mówić – odpowiada rzeczowo pan Roman. – Mój syn przywozi z Niemiec takie cukierki. Kolorowe, masz pan na nich serduszko albo kwiatuszek. Jak dla mnie za mało słodkie, ale oni młodzi, to niech po swojemu robią. To pewnie jakieś bio. Jak mój Niuniek się ich raz ojadł, to zrobił swantona z dachu tej stodoły. Na glebę, a nawet z nikim wtedy nie walczył. Do dzisiaj powłóczy po tym nogą. Mówili mi później chłopaki, że to się nazywa prawdziwość dla gry i ja się z nimi zgadzam, panie Latkowski. To jest właśnie profesjonalny pro wrestling.

Krzysiek słucha tego wywodu i obserwuje, jak nabuzowany Sergiusz raz za razem odbija się od lin – w pustym ringu, bo Niuniek leży na trawie i trzyma się za kręgosłup.

– Może pan by z nim powalczył, co? Warunki fizyczne ma pan trochę jak Franko.

– Nie, oj nie, panie Latkowski – rechocze w odpowiedzi pan Roman. – Ja, podobnie jak Rzeźnik, najlepsze lata mam już dawno za sobą.

Edytowane przez PercAngle
  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • PercAngle

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Jest fanem Babymetal?
    • Jeffrey Nero
      1. Divine Dominion (Megan Bayne and Lena Kross)  2. Boom & Doom ("Big Boom!" A.J. and Q. T. Marshall) and The Conglomeration (Mark Briscoe, Orange Cassidy, and Roderick Strong) (with Big Justice)  3. Death Riders (Claudio Castagnoli, Daniel Garcia, and Wheeler Yuta) 4. Konosuke Takeshita 5. Cage and Cope (Adam Copeland and Christian Cage) 6. Jericho, The Hurt Syndicate (Bobby Lashley and Shelton Benjamin), and The Elite (Kenny Omega, "Jungle" Jack Perry, Matt Jackson
    • MattDevitto
      W MEX szykuje się ciekawy wrzesień: - w AAA 2 noce TripleManii: 11/09 i 13/09, - w CMLL Aniversario 18/09.
    • PercAngle
      Skazani na Wąbrzeźno   Akt I: Telewizja reality   Znajdujemy się na drewnianej kładce, która biegnie wzdłuż brzegu Jeziora Zamkowego w malowniczym Wąbrzeźnie. Krzysztof Latkowski idzie umiarkowanie pewnym krokiem, obcasy jego eleganckich lakierków postukują miarowo o deski. Menadżer odwraca się co chwilę i posyła nerwowe uśmiechy do obiektywu kamery; mężczyzna ewidentnie prowadzi gdzieś ekipę filmową. – Mówię wam, chłopaki, on gdzieś tutaj jest. Filmowcy na bezpłatn
    • KyRenLo
      Dwie nowe walki w karcie. Becky w obronie tytułu: Oba vs. Brock 2:
×
×
  • Dodaj nową pozycję...