Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Wszyscy przeciwko wszystkim

Vaclav serwuje dawkę srogiego wpierdolu na Krwawej Majówce

Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  1 938
  • Reputacja:   7
  • Dołączył:  25.09.2004
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Klasyczny

 

Półmrok rejestrowany przez kadr kamery nie jest podkreśleniem jakiejś dołującej atmosfery. Wynika po prostu z ciemnego koloru, w jakim pokolorowano ściany bliżej nieokreślonego przybytku. Na wspomnianych ścianach znajdują się plakaty oznajmiające skład i daty koncertów jakichś bliżej nieznanych kapel. Wszystkie łączy fakt amatorskiego wykonania i nadgryzienia przez ząb czasu. Na dole kadru znajduje się plastikowe krzesło ogrodowe, jakie można zakupić w każdym sklepie ze sprzętami ogrodowymi. Zaś w jego najbliższym sąsiedztwie postawiono… drewnianą szpulę, jaką używa się do nawijania kabla przy wszelkiej maści robotach drogowych wymagających położenia elektryki. Sama szpula jest postawiona pionowo, by pełnić rolę prowizorycznego stolika. Nagle, jak wymaga tego zwyczaj panujący w EWF, zza kadru wyłania się ustawiona bokiem do niego postać. Mężczyzna ubrany jest w glany, krótkie bojówki opstrzone szarym wzorem urban camo oraz czarny t-shirt. Zapuszczona broda kontrastuje z płaskim irokezem (jaki nosi Chuck Liddell). Osobnik spokojnym krokiem dochodzi do krzesełka i wygodnie się na nim rozsiada, co ustawia go frontem do kamery. Dopiero teraz widać, że w dłoni wcześniej niewidocznej z racji ustawienia trzyma zamkniętą butelkę Perły Chmielowej. Po chwili w mózgownice widzów kopniakiem realizacji uderza fakt, że ową postacią jest… Vaclav! Wróg ludu przystawia górę butelki do lekko roztwartych ust, by oderwać zamontowany na niej kapsel przy użyciu własnego uzębienia. Następnie wypluwa kawałek metalu, trafiając nim prosto w obiektyw kamery, a następnie ląduje on na podłodze z charakterystycznym brzdękiem. Vaclav bierze firmowego Big Łyka, przez co widzowie mogą przyjrzeć się wzorowi na jego koszulce. Składa się on z grafiki kastetu, gdzie w otwory na palce wpisano litery W - R - Ó - G, zaś w dolnym otworze zawarto napis LUDU. Po chwili butelka Perły uderza w blat, niby w stoliku, z głośnym stuknięciem.

Vaclav: Czasy się zmieniają, ale Vaclav zawsze jest w ringu, spuszczając srogi wpierdol tym gorzej sytuowanym w życiowym łańcuchu pokarmowym. Słabsi stanowią pożywkę dla silniejszych, a proces trawienny przebiega wszędzie tam, gdzie można zamachnąć się pięścią lub nogą. Pora przypomnieć wszystkim o niepodważalnym niczym smak Perły fakcie, że nie ma takich granic obyczajowych, czy też regulaminowych, których bym nie przekroczył. Na pełnej kurwie i z niepdoważalną intencją zgniecienia wszystkich jak opróżnioną puszkę po piwie. I nie ma ku temu lepszej okazji niż nadchodząca Krwawa Majówka.

Były pretendent do głównego pasa EWF zażywa kolejnego łyka Perły. 

Vaclav: Battle Royal? To brzmi jak coś z gierki dla gównażerii, gdzie każdy może wziąć udział. Wystarczy zadeklarować swój udział. Musicie jednak zdać sobie sprawę: nie dopisujecie się do liście uczestników, ale na liście gatunków zagrożonych wpierdolem, srogim. Normalnie można by założyć, że przyszłość każdego z was stoi pod znakiem zapytania, ale w tym przypadku wasza przyszłość leży przygnieciona pod podeszwami moich butów. Brudna, zmieszana z kurzem i pyłem podłoża, w które sam ją wgniotłem. Niewarta nawet splunięcia na nią, bo nawet nie myślę pozbawić się posmaku Perły z moich, by tego dokonać. Nie jest tego warta. Żaden z was nie jest tego wart. Jesteście tylko pieprzoną statystyką, na którą składa się lista ofiar, których jedyną zbrodnią było to, że znaleźli się na mej ścieżce do mistrzostwa EWF, ścieżce wytoczonej przez mój wkurw. Utwardzonej rozbitymi głowami wszelkiej opozycji i z kierunkowskazami nakreślonymi przelaną krwią. U jej kresu jest należne mi trofeum, wywalczone prawem pięści. To ja byłem ostatnim, który przytwierdził łopatki Crazyego do ziemi na jedną, dwie, trzy sekundy. To ja wyniosłem go na kopach do granic jego fizycznych możliwości. Więc niech nikt się nie łudzi, że z nowym rozdaniem wszyscy startujemy z tej samej pozycji. Nie, przysłowiowa żółta - jak mocz popuszczony przez was w rynny nogawek waszych spodni na myśl o fizycznej konfrontacji ze mną - koszulka lidera należy do mnie. Sięgnięcie po swoje to dla mnie tylko kwestia czasu i bezpieczniej dla wszystkich dookoła, by to nastąpiło szybciej niż później. Chociaż kogo ja próbuję oszukać? I tak macie przejebane. Jedyna różnica w tym, czy, zbierając oklep, będziecie mogli spojrzeć na mistrzowski pas. Dla wielu będzie to jedyna okazja, by znaleźć się w jego najbliższym otoczeniu, ale łapy będziecie trzymać przy sobie, już ja o to zadbam, poprawiając ukształtowanie waszych facjat czubami glanów.  

Po wypowiedzeniu tych słów Vaclav schyla się, by postukać palcem w czub jednego ze swoich butów. Towarzyszy temu stukot twardej powierzchni. Czas na więcej promili we krwi.

Vaclav: Upragniona przez was szansa na spełnienie mistrzowskich ambicji jest niczym innym jak wyrokiem śmierci zatwierdzonym, podpisanym i co najważniejsze, wykonanym przeze mnie. Cztery strony ringu są dla was czterema ścianami celi na bloku śmierci, a moje kroki odmierzają czas pozostały do zaimplikowania każdemu z was śmiertelnej dawki przemocy. Nie będzie to krótkie ukłucie, po którym nastąpi natychmiastowa ulga. Moja ręka zacisnięta wokół waszych szyi będzie niczym pętla odcinająca dopływ życiodajnego tlenu do mózgu, a ja będę szubienicą, na której wszyscy zawiśniecie, zanim bezceremonialnie zdeponuję wasze ciała poza obszarem ringu w masowej mogile przegrywu. Będę ostatnią osobą, jaką zobaczycie przed krótką podróżą, zaczynającą się nad górną liną i zakończoną twardym lądowaniem na glebie. Zbliżę się do każdego z was na tyle, by widzieć swoje odbicie w waszych oczach w chwili, gdy zdacie sobie sprawę z tego, że wasze marzenia, ambicje oraz aspiracje legły w gruzach. Niestety, nie będę miał możliwości uczynić tego, gdy rozbijecie się o chłodną posadzkę areny. Gdy jeden po drugim będziecie dziękować losowi, że nasze spotkanie nie zakończyło się trwałym kalectwem w wyniku niefortunnego lądowania na głowie, to skierujcie swoje kroki do siedziby zarządu. Tam złóżcie wypowiedzenia zachowując resztki zdrowia, a może nawet i marnego żywota. Bo następnym razem możecie zaliczyć kurs na najbliższy oddział intensywnej terapii, gdzie będziecie stanowili materiał ćwiczebny dla personelu medycznego w kwestii wypełniania aktu zgonu. 

Wróg ludu bierze kolejny haust piwa, aż strumyk złocistego trunku spływa mu po brodzie. 

Vaclav: Biało przed oczami zrobi się każdemu po wyłapaniu przysłowiowego “gonga” w ryj. Ale skoro jesteśmy przy białym, to nie sposób pominąć starego znajomego, Psycho. Pierdolona gwiazda napędzana melanżem, lansem i baunsem? Komu ma to zaimponować, nastoletnim smarkom z fryzem na brokuła oglądającym tego typu treści na Tik Fucku, lub innym syfie dla zombiaków z wyjebaną pamięcią krótkotrwałą? By kogoś stłamsić, nie potrzebujesz przepłaconych ciuchów dzierganych azjatyckimi ręczkoma w jakiejś klitce zlepionej z resztek produkowanego przez skośnookich cłamu, do których następnie ktoś przylepi jakiś chujowy emblemat, by frajernia przepłacała grube dolary za złudne poczucie luksusu. Do tego wystarczy sprawna para rąk (Vaclav unosi tylko prawą pięść, gdyż w lewej dłoni dzierży napoczętą Perłę). Hiszpański, Japoński, Polski, czy chuj wie jeszcze jaki zaimportowany do EWF ryj obija się tak samo. W masce, czy bez niej. A jak już zaznajomię swoje piąchy z geografią twej facjaty, to cieknącą krwią z twoich ust i nosa sporządzę mapę wyszczerbionego ryła i okolic na białym wdzianku. I możesz sobie powtarzać, jak bardzo jesteś nie do złamania, jak zajebiście silną masz psychikę. Do złamania ciebie wystarczy połamać ci jedną z nóg lub uszkodzić kark i wszystkie kontrolki na kokpicie Air Force 666 zgasną jak twoja świadomość po zaaplikowanej dawce wpierdolu w srogim wariancie. Skończy się fikanie w ringu, a w perspektywie i poza nim. Bez swoich podniebnych ewolucji jesteś tylko białym tłem arkusza strony, na którym historię napisze zwycieżca, czyli ja. I nie będzie to relacja z grubego melanżu, a zapiski koronera sporządzającego twój akt zgonu. Sporządzony językiem, który jest dla mnie ojczystym, zaś ty musisz dorobić sobie z setkę ozdobników, by jakoś to brzmiało — języku przemocy. A przemówię do ciebie krótko, prosto i bez niedomówień z połamanymi kończynami jako punktami interpunkcyjnymi i kontuzjowanym kręgosłupem jako kropką. Wspomniałem wcześniej - bez swoich fikołków w ringu zostajesz z niczym, biel lansu ustępuje powszechnej, nudnej szarości. I tak będzie z twoją codziennością, gdy kontuzjowana noga uniemożliwi wspięcie się na najwyższą linię twoich możliwości, a przeszywający ból karku sprowadzi cię na dno bezsensownej egzystencji. Staniesz się jedną, może nawet pierwszą ofiarą, po ciałach których wjedę po należny mi tytuł mistrza EWF. Tobie zostanie kąt pokoju w jednym ze swoich hoteli, gdzie może dokonasz żywota popijając nie whiskacza, a własne wymioty wypchnięte miksem rudej z pigułami. 

I znów ubywa Perły w szklanym opakowaniu.

Vaclav: Od nadzianego mam przejść do niedojebanego? Sergiusz, zwietrzyłeś interes w pro wrestlingu? Chcesz żyć jak wspomniany przed chwilą białas? Te pragnienie ci minie, gdy tylko przeprowadzisz ogląd jego zwłok z poziomu podłogi hali. Jak dobrze pójdzie, to wylądujesz obok niego i zanim stracisz przytomność, zdążysz się przypatrzeć, że pieniądze nie dają szczęścia, tylko luksus. A ten i tak nie ochroni cię przed wpisaniem personaliów w rubryce ofiara w formularzu ze zeznaniem rozboju, jakiego na tobie dokonam. Wchodząc ze mną do ringu, jesteś jak typ, który zabłądził w nieznanej dla siebie części miasta po zmroku i właśnie skręcił w niewłaściwą uliczkę. Tym gorzej dla ciebie, że uliczka jest ślepa, a o tej części miasta ludzie wolą nie mówić, a lokalna prasa wspomina tylko w kronice kryminalnej. Zostaje ci tylko odwrócić się i spojrzeć na swego oprawcę, który przywita cię czerstwym chlebem swojej piąchy i solą twoich przelanych w agonii łez. W twoim interesie jest nie wchodzić mi w drogę, nawet nie spoglądać w moją stronę. Zbawienne dla twego zdrowia i życia byłoby, gdybyś wstrzymał oddech, tak, bym nie musiał ci w tym pomóc. Zlanie się z tłem zwiększa twoje szanse na uniknięcie adaptacji do panujących warunków srogiego wpierdolu. A najbardziej intrafnym posunięciem byłoby opuszczenie szeregów nieodległych czasowo klientów branży pogrzebowej, przez pomyłkę zwanych rosterem EWF, i znalezienie sobie innej profesji. Koperta zawierająca twój kontrakt z organizacją powinna zawierać stosowne oznaczenie: “Bycie zawodnikiem EWF jest obarczone ryzykiem wpierdolu, srogiego”. Może wtedy zastanowiłbyś się dwa razy, zanim postanowiłeś stać się mimowolnym dawcą organów. O ile po masażu metalowymi czubami moich glanów będzie z nich jeszcze jakikolwiek pożytek.

Vaclav: Hania, Hania, Hania, jesteś do zajebania, lub jebania. Albo do obu tych celów, jeszcze nie wiem. Dotychczas w ringu i w najbliższych okolicach dane było mi masakrować facjaty wyłącznie facetów, zaś kobiety brały współudział w innych aktywnościach fizycznych przeze mnie inicjonowanych, jeśli wiesz, o co mi chodzi, wink, wink. Z pewnością nie wiesz, na co się piszesz, pojawiając się na Krwawej Majówce w roli innej niż widz albo fanka do zaliczenia na zapleczu niczym game achievement. Wnuczka Szakala? Wnuczka? Niby Szakal, a rozmnożył się niczym karaluch. I podczas naszej ostatniej konfrontacji wgniotłem go w ziemię niczym brudnego karalucha. Szkoda tylko, że jego czaska nie wydała tego charakterystycznego chrupnięcia, tego samego, co gdy chitynowy pancerz pęka pod naciskiem ciężaru. Ale spokojnie, co się odwlecze, srogiemu wpierdolowi nie ucieczę. Jeszcze zdążę załatwić staremu Szakalowi meldunek w parku sztywnych. Z dobroci serca tobie załatwię obok. Po co kopać dwa groby, skoro można złożyć was w masowej mogile, obok pozostałych ofiar? Mógłbym również cię przeprosić, Haniu, że świat wrestlingu jest inny od wyobrażeń zbudowanych na kanwie drogiego dziadusia, ale tego nie zrobię. Nawet nie dlatego, że słowo “Przepraszam” nie znajduje się w moim słowniku, ale również z tego prostego powodu, że jest on jeszcze gorszy niż normalnie, gdy ja jestem jego bijącym sercem. I słowo “bijącym” podkresliłbym krwawą kreską. Tu nie będzie miejsca na żadne fair play, sportową rywalizację opartą na “szybciej”, “wyżej”, “mocniej”. Cała przestrzeń ringu wypełni niezastopowany akt agresji mego autorstwa, gdzie pozostałym uczestnikom wyznaczono role ofiar. Skoro mamy równouprawnienie, to ja będę napastnikiem dystrybuującym wpierdol po równo. Brawo, mała, będziesz miała rolę przyswoić sobie rolę odgrywaną przez wiele kobiet na całym świecie - ofiarę przemocy. Ale spokojnie, na siniaki i lima remedium będzie stanowiła chłodna posadzka hali, na której niechybnie wylądujesz. Może nawet postaram się być delikatny i nie nabić ci większej opuchlizny wokół oczu, tak byś w szpitalu mogła kultywować swoje nowe hobby – ornitologię. Pierwsze zdjęcia ptaka w naturalnym habitacie rozsuniętego rozporka wyślę ci sam, tak na rozgrzewkę przed moją wizytą. 

Ostatnie łyki Perły, Vaclav z dezaprobatą patrzy na pozostałą na dnie pianę.

Vaclav: Za co lubisz Rzeźnika? Ja nikogo nie lubię. Bo niby czemu miałbym przywiązywać uwagę do kogokolwiek, jak wszyscy znaczą dla mnie mniej, niż kolejne łyki złocistego napoju? I ty, Franko, nie stanowisz wyjątku. Dla ciebie rywalizacja ze mną to był szczytowy punkt kariery, dla mnie był to przystanek pomiędzy butelkami Perły, kacem i klinem. Poprawka – drobny przystanek, który pozostawił mniejsze wrażenie niż orzeszki, które mogłem wtedy zjeść do Perły Export albo Chmielowej. A skoro tego nie pamiętam, to czemu miałbym pamiętać o tobie? Kiedy regularnie spuszczasz wpierdol w srogim wydaniu, to po jakimś czasie twarze wszystkich ofiar zlewają się w jedno. Co w twoim przypadku jest jeszcze łatwiejsze, z racji noszenia maski, co upodabnia cię do modelu z jakiegoś edytora postaci. Chociaż gdy myślę o tobie, to powinno być raczej - worka treningowego. Zaznajomiłem swoją pięść z twoją gębą zarówno w kraju, jak i za jego granicami, czasami nawet przetestowałem twardość twej głowy przy użyciu różnych narzędzi, które nawinęły mi się pod rękę. Ja wiem, że każdy wpierdol kończył się innym wzorem siniaków, otarć oraz okaleczeń pokrywających twoje ciało i mogło to stanowić dla ciebie jakąś atrakcję. Ale nie znudziło ci się to? Bo mi z pewnością… Nie! Jak mogłoby mnie się znudzić zadawanie fizycznego bólu i psychicznego cierpienia innym? Spuszczony wzrok ofiary, przytłoczony ciężarem niezrealizowanych ambicji, jest dla mnie niczym wygrana w piwnej zdrapce — miłym bonusem. A ty najwidoczniej lubisz mi zapewniać ten bonus. Inni mogliby powiedzieć, że jesteś konsekwentny i zdeterminowany w dążeniu do swoich celów. Jak dla mnie, to jesteś tempym chujem, który nie wie, kiedy ma dość. Ale to już problem twój, twoich znajomych i kogokolwiek, kto będzie musiał pomagać ci w rehabilitacji oraz codziennej egzystencji z granicami nakreślonymi przez zadane ci obrażenia. A propos obrażeń, to tu jest kolejna różnica między nami. O ile wiadomo, że jako Mecenas Extremy nie mam sobie w niej równych, to nawet w twej płaszczyźnie sportów chwytanych mam więcej do powiedzenia. Albo raczej - do połamania. Połamania kończyn dźwigniami, czy odcięcie ci dopływu krwi, lub tlenu do mózgu duszeniem, które sprawdzi się lepiej od twej maski ze składu BDSM. Jeżeli kręcą cię tego typu sprawy, to będziesz tym pasywnym, uległym, na którym dam upust całej swej żądzy przemocy. Tylko gdy będziesz krztusił się własną krwią z domieszką wybitych zębów pamiętaj, że tu nie ma hasła bezpieczeństwa. Będę cię okładał tak długo, aż uznam, że już wystarczy. Problemem dla ciebie i twoich bliskich może być fakt, że mi nigdy nie wystarczy, zwłaszcza gdy idzie o cudze cierpienie. I może składasz jakieś plany stawiania oporu, ale serio? Chcesz stawać w parterowe szranki, będąc zapaśnikiem? Jestem w stanie przeciwstawić twe własne ciało przeciwko tobie, rozwalając stawy, czy też rozrywając ścięgna w akompaniamencie twoich wrzasków. Ewentualnie pozbawić cię czucia w kończynach, a nawet w całym ciele poprzez wywarcie presji na kark tak silnej, że twój układ nerwowy zdecyduje, że lepiej się wyłączyć niż być przewodnikiem takiego impulsu cierpienia. Taka ewentualność pozwoli ci uniknąć odczucia impetu, jaki będzie towarzyszył twej wyprawie poza obszar ringu, gdy przyjdzie twa kolej na zejście na dalszy plan wydarzeń, gdyż pas nie jest dla ciebie. Ani kogolowiek innego - on jest wyłącznie dla mnie. 

Vaclav wstaje, chwytając szyjkę butelki, i uderza nią w kadr kamery, przez co pojawia się charakterystyczna pajęczyna.

Filmik promujący udział  Vaclava w gali “Krwawa Majówka”.

Kadr ukazuje stary, odrapany budynek z rampą dostawczą biegnącą wzdłuż jego ściany. Sama ściana jest pomazana wszelkiego rodzaju grafitti, wszędzie walą się porozrzucane śmieci: od plastikowych butelek z napojami i opakowań po przekąskach typu chipsy i dania restauracji fast foodowych, po rozbite butelki i pozgniatane puszki po różnych markach piwa. Po wspomnianej wcześniej rampie powolnym krokiem przechadza się Vaclav. Dla wzmocnienia efektu zaaplikowano filtry czernobieli oraz jakości rodem z kamer VHS.

Vaclav (głos zza kadru): Liczycie na słoneczną Majówkę? W tym roku pogoda wam nie dopisze. Nad głowami wielu zawisną chmury niepokoju,

Zoom in na Vaclava.

Vaclav: To nie burzowy grzmot mąci ciszę i wasz spokój, a moje kroki. Zbliżam się do was z każdą sekundą, by z brutalną szczerością piąchy w ryj sprowadzić was do poziomu gleby, gdzie wasze miejsce.

Kamera “prześlizguje się” po porozrzucanych śmieciach.

Zmiana kadru na stojącego na rampie Vaclava, skierowanego do kamery, która filmuje go lekko od dołu.

Vaclav: Żyjecie w naiwnym przeświadczeniu, że wasze miejsce jest na wyłożonym złotem szczycie, gdy tymczasem w rubryce adres macie wpisane “dno”, na którym wylądujecie z innymi, podobnymi do was przegrywami. 

Wróg ludu skopuje z rampy aluminiowy grill jednorazowy, który rozbija się o ziemię. 

Vaclav: I będę wam przypominał o tym stanie rzeczy do skutku, najlepiej śmiertelnego, dla was. A jeśli idzie o złoto, to zaraz pokażę wam jedyne złoto, na jakie możecie liczyć przy okazji zbliżającej się Majówki.

Vaclav wymownie chwyta za rozporek. Obraz się wyczernia. Słychać tylko odgłos otwieranego zamka błyskawicznego i pryskającej cieczy. Na ekranie pojawia się krwawy napis:

EWF PPV Krwawa Majówka, 31.05.2025 (Poznań) 

 

 



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  • Odpowiedzi 2
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Vaclav

    2

  • Grishan

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  529
  • Reputacja:   23
  • Dołączył:  17.08.2010
  • Status:  Online
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

Kiedyś miałem taką zasadę, że nie oceniałem tekstów swoich najbliższych rywali, ale mi przeszło jakoś tak w czasach HVW. Tworzymy niewielki "Fight Club" i mam wrażenie, że dbałość o ruch w interesie jest wskazana. W najgorszym razie zostanę posądzony o bycie chujkiem, który wbija rywalom szpile poza erpem. :classic_tongue:

Powyższy erp to, że tak to ujmę, klasyczny Wróg Ludu w swojej pełnej, obrzydliwej krasie. Szorstki, brutalny, bezkompromisowy. Dobry. Jego najmocniejsza część to (tradycyjnie już) precyzyjne opisy tego, co Vaclav zamierza zrobić swoim rywalom. Jest raz lepiej, innym razem gorzej, ale to w tym właśnie aspekcie zawiera się większość siły tego tekstu. 

Czy są minusy? No, trochę się znajdzie. :) 

Po pierwsze, mam wrażenie, że już to parę razy czytałem. I dosyć często była to ciekawsza lektura, niż w przypadku tego akurat erpa. Nie mam nic przeciwko powtarzalności (moje własne teksty są często oparte na dosyć podobnym schemacie; no i ogólnie taka "powtarzalność" to jeden z wyznaczników indywidualnego stylu), po prostu w tym akurat przypadku brakuje mi tego "błysku", pierdolnięcia... czy jak to tam nazwać. 

Po drugie: nie odniosłeś się w tekście do Bidama ani do Księcia. Niby te ogólne tyrady o spuszczaniu wpierdolu każdemu i w każdej sytuacji jakoś to ratują, ale skoro zająłeś się osobno Psycho, Sergiuszem, Hanią i Frankiem, to takie olanie wyżej wymienionych podchodzi pod lekceważenie przeciwnika.   

Po trzecie: nie będzie po trzecie. Sporadyczne literówki nawet wpisują się w "szorstki" klimat erpa, a tak poza tym to mam coraz większe wątpliwości w temacie oceniania tekstów gościa, który jest w tym biznesie dłużej niż ja. :D Więc może po prostu puszczę to, zanim zmienię zdanie co do sensowności swoich działań. :D 


  • Posty:  1 938
  • Reputacja:   7
  • Dołączył:  25.09.2004
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Klasyczny

Bidam i Książę nie oddali rpów i na tym etapie odpuściłem sobie pisanie o nich. 

Literówki - zwyczajne lenistwo spowodowane rutyną. Jak człowiek siedzi służbowo przy kompie, to potem stara się ograniczyć screen time do niezbędnego minimum. 

Co do powtarzalności - taki styl i urok. Przytoczę Bully Raya - nikt nie ogląda Dudleyów dla technicznej wirtuozerii, wszyscy chcą rozbitych stołów. I tego się trzymaliśmy. Więc trzymam się tego, co pozwoliło zawędrować w okolice ME i spinować Crazyego.

Dzięki za opinie. Stażem bym się nie przejmował, zwłaszcza, gdy sam już nabiłeś konkretną cyfrę na liczniku. 

Edytowane przez Vaclav

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • KyRenLo
      Saturday Night's Main Event XLIV: Opener: Jak na starcie, w którym były Jade\B-Fab, czy Michin to naprawdę dobrze się to oglądało. Mam wrażenie, że był to najdłuższy pojedynek tej gali i wcale on mi się nie dłużył. Ostatecznie tak jak pisałem wyżej, co nasuwało się samo Jade zgarnęła wygraną, odliczając Ripley, ażeby była iluzja dla fanów, iż Ripley da się z tego pasa skroić, ale my wiemy, że tak nie będzie. 8/10 na zachętę. Becky vs. Sol: Żal, że Panie nie dostały tak n
    • Vaclav
      Bidam i Książę nie oddali rpów i na tym etapie odpuściłem sobie pisanie o nich.  Literówki - zwyczajne lenistwo spowodowane rutyną. Jak człowiek siedzi służbowo przy kompie, to potem stara się ograniczyć screen time do niezbędnego minimum.  Co do powtarzalności - taki styl i urok. Przytoczę Bully Raya - nikt nie ogląda Dudleyów dla technicznej wirtuozerii, wszyscy chcą rozbitych stołów. I tego się trzymaliśmy. Więc trzymam się tego, co pozwoliło zawędrować w okolice ME i spinować Crazy
    • Grishan
      Nigdy nie byłem fanem Twoich tekstów, bo w większej dawce mnie po prostu męczą; oznacza to, że chyba nie nadaję się do rzetelnego ich oceniania, jako że nie jestem w tym temacie do końca obiektywny. Niemniej, pewne rzeczy po prostu muszą być napisane:  - Jest bardzo udany początek, po którym miałem takie "co jest, kurna? Na stare lata zaczęły mi pasować teksty tego gościa?"  Później był ciąg dalszy i pojawiło się znajome zmęczenie, jednak ten początek uważam za bardzo dobry.  - Jest mo
    • Bastian
      Jade Cargill, Michin & B-Fab kontra Rhea Ripley, Charlotte Flair & Alexa Bliss - bardzo przyjemny - jak na WWE - opener, ale z łatwym do przewidzenia wynikiem. Skoro nie było pasa na szali, do przewidzenia było, że heelowa ekipa wygra, a Jade Cargill odliczy Ripley, aby istniał cień prawdopodobieństwa, że w Turynie złoto wróci do "The Storm". Becky Lynch kontra Sol Ruca - zwykle w kartach SNME były cztery niezbyt długie walki. Jak zobaczyłem, że tutaj jest ich 5, pomyślałem, że jedn
    • Grishan
      Kiedyś miałem taką zasadę, że nie oceniałem tekstów swoich najbliższych rywali, ale mi przeszło jakoś tak w czasach HVW. Tworzymy niewielki "Fight Club" i mam wrażenie, że dbałość o ruch w interesie jest wskazana. W najgorszym razie zostanę posądzony o bycie chujkiem, który wbija rywalom szpile poza erpem.  Powyższy erp to, że tak to ujmę, klasyczny Wróg Ludu w swojej pełnej, obrzydliwej krasie. Szorstki, brutalny, bezkompromisowy. Dobry. Jego najmocniejsza część to (tradycyjnie już) precyz
×
×
  • Dodaj nową pozycję...