Kto zastąpił Andrade na WM 36? AJ Styles o wa... (zobacz)
Czołowe gwiazdy nieobecne na nagraniach Wrest... (zobacz)
Kolejne uczestniczki Ladder Matchu, walki zap... (zobacz)

AttitudePL na Facebook AttitudePL na YouTube AttitudePL na Twitter Nasz kanał RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
W Jakie Gry Teraz Gracie...
Autor Wiadomość
tetrus 

Wrestler: tetrus
Dołączył: 13 Mar 2016
Posty: 3
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2019-04-16, 09:43   

Pillars of Eternity II Deadfire - wersja turowa. Trochę przeraża mnie rozbudowanie scenariusza i liczba misji.
_________________
http://sanitas.wroclaw.pl/
 
 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Piper | Rock | Punk
Wiek: 32
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 10590
Podziękował: 71
Podziękowano mu 778 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2019-04-27, 21:44   

Tak jak ufam w ciemno From Software, tak pewniakiem u mnie w gatunku bijatyk jest Neatherrealm. Ich nowy Mortal Kombat 11, to kolejny solidny kawałek kodu, który nie olewa graczy solowych. Fabuła może i jest esencją kina klasy B (bo jak inaczej w MK), ale zapewnia rozrywkę na parę ładnych godzin. Wszelkie wieże i krypty, którymi zdobywamy skórki mnie mało interesują, to też hejt ludzi za niekończący się grind mnie nie dotyczy. Bawię się w rankingowe gry online. Tam naturalnie jest sporo trudniej, ale nic tak nie cieszy jak zdominowanie żywego gracza.
_________________

 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Piper | Rock | Punk
Wiek: 32
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 10590
Podziękował: 71
Podziękowano mu 778 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2019-05-17, 18:17   

A Plague Tale Innocence, to gra, w której opowiadana historia jest jedynym wabikiem dla zainteresowanych. Jak napiszę, że mi nie siadła, to mógłbym na tym skończyć :) Mechanika gry, w której skradamy się między strażnikami (debilami) i unikamy szczurów niosących śmierć, jest tak łopatologiczna, że aż męcząca. W zasadzie to przechodzi się samo. Męczył mnie już pierwszy rozdział, a jest ich tu sporo więcej. Nie dotrwałem do końca - sprawdziłem ending na YouTube, żeby przekonać się czy nie omija mnie przypadkiem jakaś niebywała opowieść, ale nic na to nie wskazuje :wink: Jak kogoś nie zauroczy ten nietypowy duet (a szczególnie mały), to w zasadzie nie ma tu czego szukać.
_________________

 
     
maly619 
Main Eventer



Wrestler: Ziggler, The Undertaker, Tomko
Wiek: 30
Dołączył: 29 Sty 2007
Posty: 4588
Podziękował: 40
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: K-Koźle
Wysłany: 2019-05-17, 19:07   

Aktualnie stałem się posiadaczem Nintendo Switcha, więc męczę gierki na to. Najbardziej oczywiście Zeldę, Let's Go Eevee i... Fitness Boxing :D
Z tego ostatniego można się śmiać, ale bawię się naprawdę świetnie przy użyciu kontrolerów ruchowych, a pierwsze dni z grą nawet kończyłem z zakwasami na następne dni.

Za to przed Switchem sporo grałem w Assassin's Creed Origins. Wiele osób mówiło że ta gra to powiew świeżości dla serii. Jeśli serio tak jest, to cieszę się że nie grałem w poprzednie części (poza pierwszą, którą chyba nawet przeszedłem). Gra to typowe Ubisoftowe "ściąganie" znaczników z mapy. Oczywiście świat jest zrobiony świetnie, jest bardzo klimatycznie. Lubię starożytny Egipt, więc zapewne to mnie trzymało przy grze przez tak długo okres czasu.

Spojrzałem jeszcze na listę gier w które grałem i o którym mógłbym coś jeszcze napisać. No i mamy No Mans Sky. Gra która została zjechana z góry na dół po premierze, a którą coraz więcej osób zaczęło chwalić przy okazji kolejnych patchy. No i analogicznie do Assassyna, no nie mogę się zgodzić. Mechanika zbierania surowców i budowania swojej bazy jest całkiem spoko. Problem w tym, że nigdy nie czułem że mam w tym jakiś konkretny cel, a eksploracja wcale nie daje tyle frajdy ile się na początku spodziewałem.

Także stwierdzam że troszkę mnie te PCtowe granie zawodzi ostatnio i chyba dobrze że wpadł ten Switch, bo w co ja bym grał (odpowiedź: pewnie w PESa).
 
 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Piper | Rock | Punk
Wiek: 32
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 10590
Podziękował: 71
Podziękowano mu 778 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2019-05-18, 15:04   

Rage 2 przywodzi na myśl Dooma. To w sumie najlepszy komplement, jaki może usłyszeć FPS. Feeling strzelania jest tam genialny. Problem w tym, że poza strzelaniem (o ile w strzalnce można psioczyć na inne rzeczy) jest tu dość ubogo. Moja przygoda z Rage 2 skończyła się tak, że... zainstalowałem Dooma :twisted:
_________________

 
     
Pavlos 
Main Eventer



Wrestler: Edge, The Undertaker, HHH, Y2J
Wiek: 26
Dołączył: 02 Kwi 2012
Posty: 4119
Podziękował: 488
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Warszawa
Ostrzeżeń:
 1/3/4
Wysłany: 2019-05-24, 23:52   



Metro Exodus to pierwszoosobowa strzelanka osadzona w postapokaliptycznych realiach. Stanowi ona trzecią odsłonę cyklu opartego na powieściach Dmitrija Głuchowskiego, po grach Metro 2033 oraz Metro: Last Light. Wszystkie trzy produkcje opracowało ukraińskie studio 4A Games. W grze powracamy do postapokaliptycznej przyszłości, w której ludzką cywilizację zniszczyła globalna wojna atomowa, i ponownie wcielamy się w znanego z poprzednich części Artema. Akcja rozpoczyna się w roku 2035, kilka miesięcy po wydarzeniach z Metro: Last Light. Próbując dowiedzieć się, czy ludzkość przetrwała gdziekolwiek poza Moskwą, protagonista i jego towarzysze broni z zakonu Spartan odkrywają rządowy spisek, wskutek czego zostają zmuszeni do opuszczenia tuneli metra i ruszenia w świat. Bohaterowie przemierzają Rosję na pokładzie pociągu Aurora, szukając wolnego od radiacji i mutantów miejsca, w którym mogliby zacząć nowe życie.

I tak o to po latach oczekiwań, problemach z budżetem, kryzysem w kraju jak i odwiedzinach Putina na Krymie ukraińskie studio przeniosło się do nowej siedziby na Malcie gdzie ruskie mogły im skoczyć i wydali długą oczekiwaną, ostatnią część swojej słynnej serii gier "postapo" na podstawie jak na ironię ruskiego pisarza o ruskich. :twisted: Znowu wcielamy się w Artioma, który po uratowaniu pozostałych przy życiu rodaków chroniących się w Moskwie przed wojną domową między neonazistami i komuchami wpada w obsesje znalezienia godnego miejsca do życia na powierzchni i odbudowania cywilizacji. Jak się zapewne łatwo domyślić jego zapędy wplątują bohaterów w kłopoty. Jak się okazuje faktycznie nie tylko w innych miejscach w Rosji, ale również na świecie (Polska też częściowo przetrwała) jest życie na powierzchni, co dowództwo społeczności metra ukrywało. Bohater razem ze swoją żonką Anią i jej ojcem oraz swoim dowódcą Pułkownikiem "Młynarzem" podpierdziela z bazy opancerzony pociąg i z resztą nowo poznanych postaci ucieka w poszukiwaniu miejsca do życia poza ciemnymi tunelami podziemi. I tutaj wchodzi w grę największa zmiana w stosunku do poprzednich gier. Poniekąd otwarty świat, który możemy dowolnie zwiedzać wykonując zadania główne i jak i poboczne. Zwiedzamy mroźne okolice Wołgi, pustynie w Kazachstanie, zalesione tereny Uralu czy zrujnowany i napromieniowany Sewastopol, gdzie poczujemy się w końcu jak w poprzednich odsłonach serii. Do tego dochodzi również nieco bardziej rozbudowany crafting. Trzymamy na sobie plecak, do którego chowamy znalezione surowce mające dwa typy - fizyczne, czyli skrawki metali, drewna ogólnie materiały oraz chemiczne, do których zaliczają się zebrane przez nas stare piguły, bandaże, czy świecące, napromieniowane grzybki, które będą nam świecić z oddali chyba przez całą grę. :twisted: Te pierwsze służą do tworzenia amunicji, broni miotanych (noże, granaty, Mołotowy) i dodatkowych slotów w pancerzu na magazynki bądź przedmioty do rzucania, natomiast drugie do robienia apteczek, filtrów oraz pomagają nam w bardzo ważnym aspekcie - czyszczeniu wyposażenia. Im więcej błota na naszej giwerze tym jest mniej celna i naturalnie się zacina. Do dyspozycji mamy kilka rodzajów broni, które znajdujemy w trakcie swojej podróży - stary, dobry kałach, jego ulepszona wersja "Bulldog", Gatling jako pseudo Minigun, rewolwer, znana z poprzednich odsłon samoróbka - pistolet maszynowy "Sobaka", oraz shotgun "Szambler", czy nowy rodzaj strzelby w postaci pistoletu A-Shot, także snajperka Valve. Do tego dochodzą bronie specjalne. Od ziomka z załogi dostajemy również starego znajomego - "Tichara". Cicha strzelba na srebrne kule z mechanizmem pompowania ciśnienia powietrzem oraz "Helsinga" - kuszę, która po ulepszeniu zadaje naprawdę srogie obrażenia i jest idealna do likwidowania najsilniejszych mutantów, ale dostępna dopiero od połowy gry. Każdą giwerę możemy solidnie ulepszyć korzystając ze znalezionych w trakcie podróży części. Są one bardzo przydatne, ale nie łatwe do znalezienia. Zwykły powiększony magazynek leży w starej kanciapie przy szkielecie także trzeba zaglądać w każdy kąt. Dla graczy, którzy wszędzie węszą nie powinno być z tym problemu. Dodatków jest sporo i możemy się troszkę z naszym ekwipunkiem pobawić. Ciężka, długa lufa, celownik optyczny, większy "bębenek" na 10 pocisków i tak o to nasz rewolwer, z którym zaczynamy przygodę zmienia się w użyteczną snajperkę. Magazynek bębnowy, większa lufa i nasz Kałach jest teraz RPK. Opcji jest naprawdę sporo i to się chwali. W trakcie eksploracji napotkamy mnóstwo "znajdziek", które łatwo przeoczyć jak zapiski mieszkańców, listy czy pocztówki, które bohater sobie wiesza nad łóżkiem. W trakcie eksploracji musimy znajdować bezpieczne miejsce gdzie możemy się przespać i popracować nad ekwipunkiem. Regiony pełne bandytów łatwiej zwiedzać w nocy, jednak trzeba pamiętać, że gdy zapada zmrok wychodzą na żer mutanty ze zdwojoną liczebnością także nigdy nie jesteśmy bezpieczni. Tutaj przejdę chyba do gameplayu. Podobnie jak w poprzednich odsłonach mimo większych połaci terenów gra dalej często zmusza nas do cichego skradania, które czasem może nużyć. Ponad to produkcja dalej ma system kary. Dobre uczynki przybliżają nas do dobrego zakończenia. O ile w starych "Metrach" było ciężej, bo trzeba było robić pierdoły typu zagrać na gitarze czy odmówić prywatnej sesji striptizerce tak tutaj musimy po prostu unikać zabijania wszystkich. Może to czasem irytować gdyż placówki są spore, a oprócz bandytów na swojej drodze napotkamy również zmuszonych do pracy dla nich niewolników. Zarówno jedni jak i drudzy od razu strzelają gdy nas zobaczą tak jeżeli chcemy uzyskać Happy End i nie przyczynić się do śmierci towarzyszy to musimy likwidować tylko tych pierwszych, a resztę ogłuszać. Ponad to w grze pojawiła się możliwość, aby ostatni przy życiu przeciwnik się poddał. Zabicie go również skończy się utratą karmy. W jednych misjach "dobrych" przeciwników jest łatwiej odróżnić, a w niektórych trudniej także gra zmusza nas do cichego działania i ogłuszania większości wrogów. Do potworów możemy strzelać do woli, jednak trzeba pamiętać, że głośne strzały mogą zwabić całe watachy ghuli, zmutowanych wilków czy innego ścierwa, które na otwartej przestrzeni zeżrą nas żywcem. Sama historia jak dla mnie spoko. Oczywiście znalezienie swojego miejsca na ziemi to nie wszystko. W poszczególnych lokacjach musimy oddawać przysługi ziomkom. Między misjami mamy podróże pociągiem gdzie dla immersji możemy pogadać, posiedzieć, zapalić papierosa i wysłuchać rozmów członków załogi. W trakcie naszej przygody spotkamy siłacza Stiepana, brodatego twardziela, z miękkim sercem, Amerykanina Sama, który w czasach pokoju pracował w ambasadzie USA i tak się zaprzyjaźnił z Rosjanami, że w razie ponownego konfliktu pewno, by strzelał do swoich, Kazacha Damira, który z czasem rozumie swoje pochodzenie i za wszelką cenę chce uratować zdziczałych rodaków, którzy na pustynnych rafineriach zostali zniewoleni i sprowadzeni do roli zwierząt przez łowców głów i bandziorów, bawidamka i podrywacza Aloszę, speca od broni Tokariewa, najmłodszego w drużynie Kniazia, który wydaje się otwarty i sympatyczny oraz cały czas docina innym, inżyniera Jermaka, który w podzięce za pomoc i wyciągnięcie z pierdla na stacji dba nam o pociąg, Idiotę, gościa, nad wyraz inteligentnego i ciągle filozofującego, który sam nadał sobie ironiczny przydomek, mechanika Kriesta oraz medyczkę Katię i jej mała córeczkę Nastię. Postacie może nie są wyraziste jak w RPGach, ale to w końcu FPS. Mimo wszystko da się ich polubić. Z każdym mamy interakcje, z czasem powiedzą nam o sobie więcej, gdy do nich zagadamy. Z tym pogramy na gitarze, z tym się napijemy, temu pomożemy w przysypywaniu węglą, a żonkę przytulimy. 8) Jeżeli ktoś lubi się wczuwać i immersyjne pierdoły powinien być zadowolony. Historia tradycyjna dla metra, mroczna, z wesołymi, momentami, smutnymi, z akcją i chwilami wytchnienia. Nawet dobre zakończenie nie obędzie się bez małej tragedii, co powinno ruszyć każdym graczem, który jakoś zżył się z postaciami. W każdej recenzji trzeba również skrytykować, ponieważ nie ma gry doskonałej. Co kuleje tutaj? Częściowo mechanika. Niestety widać, że mimo małej fuzji i dawką Euro od Maltańczyków gra technicznie dalej ciut kuleje. Poza problemami z optymalizacją, którą miało wiele ludzi na mocnych sprzętach jest często topornie. Artiom potrafi zaciąć się na kamyczku, czasem nie umie wskoczyć na drewnianą belkę i wpadnie do wody. To, jednak nie jest największym mankamentem gry. Nie lubicie "back trackingu" w grach? Tutaj będziecie o niego prosić. Gra jest niestety mocno ograniczająca naszą postać. Wspaniałym przykładem jest tu mały kanion w mapie pustynnej. Na początku możemy zwiedzić to miejsce i je opuścić. Niestety nie możemy wejść głębiej do jaskini. Wchodzimy tam dopiero podczas questa z przyjacielem. Nasza postać jak się okazuje potrafi wskoczyć na małą skałkę choć wcześniej nie mogła. Kiedy wykonamy zadanie powrót do miejsca jest naszą zgubą. Raz kiedy znowu tam wejdziemy nasza postać nie będzie znowu potrafiła wskoczyć gdziekolwiek. Gdy nam się jakimś cudem uda wdrapać na pomost i tak nie opuścimy lokacji, bo zablokuje nam drogę niewidzialna ściana. Jako, że w grze mamy tylko checkpointy i szybki zapis, jeżeli zapiszemy w środku oraz gra również nam zrobi tu save musimy zacząć rozdział od nowa. :/ Gra jest miejscami w opór oskryptowana i odwiedzenie tego samego miejsca nie wchodzi w drogę. Sławny glitch z latarnią morską mówi sam za siebie.

Odnośnik do Youtube

Z innych rzeczy bywały problemy z AI. Wrogom potrafiła kilka razy zaciąć się animacja, bandyci wariowali kiedy zaatakowały ich mutanty, niektórzy przeciwnicy stepowali metr nad ziemią z powodu złego renderowania. W ostatnim etapie, podziemiach pełnych anomalii i promieniowania zabrakło trochę konsekwencji. Przez całą grę nie mogliśmy znaleźć filtrów do maski, a gdy przychodzi miejsce gdzie owe przedmioty zużywają się jeden za drugim, co chwilę znajdujemy nowe na półce. Niepotrzebnie zmarnowałem surowce na robienie nowego zestawu skoro małe skarby leżą na ziemi. Sprawia to również, że ostatni etap robi się stosunkowo łatwy nawet na najtrudniejszym poziomie. Również nowy rodzaj przeciwnika będący wynikiem eksperymentów wojska - ślepe, potężne goryle, potrafiące wabić ludzi ludzkim głosem i wywołujące anomalię oraz halucynacje swoją napromieniowaną powłoką. Sposób w jaki bestia została przedstawiona był naprawdę świetny. Mamy zwidy, widzimy unoszące się w powietrzu szkielety i walizki, nasz zegarek, wskaźnik promieniowania szaleje, filtry zużywają się w kilka sekund, gdy 20 metrów przed nami widzimy wielkie, trzymetrowe bydle. Nawet mamy achievement za przejście lokacji bez zabijania ich. Wszystko super, bo przywodzi na myśl "cienie" z pierwszego metra. Problem w tym, że owe stwory padają po... Dwóch bełtach z kuszy. Serio? Ja czaje, że jest to najsilniejsza broń w grze, ale jednak powinny być to gruboskórne sukinsyny, w które powinniśmy wyładować 50 % swojej amunicji. Już "bibliotekarze" w 2033 były trudniejsze.

"+"
- grafika
- muzyka
- historia
- atmosfera zaszczucia zwłaszcza w ostatnich etapach pokazująca, że własnie taki klimat jest dla tej produkcji najlepszy
- różnorodne, duże lokacje (jest burdel i są cycki :twisted: )
- da się polubić postacie
- mnóstwo małych czynności dla immersji podczas przerywników miedzy misjami
- system craftingu prosty, ale całkiem spoko
- sporo broni i modyfikacji ekwipunku
- system karmy został okrojony i uproszczony. Teraz wystarczy właściwie nie zabijać "dobrych" przeciwników jak niewolnicy zmuszeni do walki. Jest kilka dobrych uczynków typu znajdź misia dla dziewczynki, ale mają mniejsze znaczenie. Mnie nie przeszkadzało choć mogło, by być więcej takich rzeczy

"-"
- przy premierze kulała optymalizacja
- pomniejsze glitche i błędy graficzne
- nieco toporne sterowanie
- nieodpowiednio zaprojektowane ograniczenia lokacji, które mogą nawet popsuć rozgrywkę (jedna jaskinia prowadząca do pewnej lokacji potrafi dosłownie zniknąć, co poskutkuje tym, że robiąc krok w przód spadniemy w nicość)
- brak konsekwencji w ostatnim etapie
- gra stawia na usilne skradanie, więc jeżeli zależy nam na dobrym zakończeniu to może to być troszkę uciążliwe przy grze FPS

Generalnie bawiłem się dobrze. Widać, że jest to gra robiona z myślą o zwieńczeniu historii. Niestety rzuca się też w oczy mniejszy budżet i sporo technologicznych niedoróbek związanych ze zmianą aranżacji poziomów. Do tego mam mieszane uczucia. Były momenty gdzie bawiłem się dobrze, czasem otwarte tereny męczyły, a ostatni etap klimatem pokazał, że do tej serii najbardziej pasują, jednak wąskie, ciemne tunele. Oczywiście nie oznacza to, że gra jest słaba. Chcieli zrobić coś świeżego, nowego w swoim uniwersum. Może się to komuś przyzwyczajonemu do 2033 i Last Light nie podobać. Mnie nie raziło. Chętnie zagram w zapowiedziane już dwa dodatki fabularne, które będą traktować o naszym "Jankesie" oraz pewnej postaci, która za swojego życia przyczyniła się do uratowania naszej lubej, ale o tym już przekonacie się jak zagracie. Warto.

Ocena: 4/5
_________________
Typerowa zabawa:
I miejsce - Liga Mistrzów 2015/2016
III miejsce (Ex æquo z użytkownikiem filomatrix) - Euro 2016
III miejsce - Euro 2012
 
     
aRo 
Main Eventer



Wrestler: Keith Lee, Big E, Owens, Otis
Wiek: 26
Dołączył: 18 Lip 2010
Posty: 4528
Podziękował: 57
Podziękowano mu 208 razy w 51 Postach
Skąd: Śląsk
Wysłany: 2019-06-03, 13:40   


Gra z gatunku tych, których raczej nie powinno się ruszać solo. Nastawiona na fizykę rozgrywka, w której kontrolowanie postaci może być większym wyzwaniem niż faktyczne zagadki. Ktoś mógłby napisać, że lepiej się to ogląda niż gra.

Za to w co-opie sprawa wygląda inaczej. Dziwne sytuacje zaczynają bawić, a nie irytować. No i więcej ludzi to więcej pomysłów na grę. A poziomy, których jest 10, dzięki tej fizyce da się często przejść na wiele sposobów. I w szukaniu metod jest cała zabawa. Bo o fabule nie ma mowy, plansze są ze sobą połączone wg kolejności ich powstawania, innej historii nie ma. Rozwiązywanie łamigłówek typu "jak przejść dalej" i nic ponadto. Wystarczą na jakieś 6 godzin, dłużej jeśli spróbujemy zdobyć wszystkie osiągnięcia. A potem można zajrzeć do warsztatu Steamowego, gdzie jest sporo nowych etapów do pobrania. Więc jeśli gra się spodoba, powinna wystarczyć na długo.


Kolejny HOG Artifexu. Albo je lubisz, albo nie. Gameplay się nie zmienia. Tu mogę dodać, że klimat (steampunk) i historia podeszły mi bardziej niż w poprzednich grach studia. Fajna otoczka, niezbyt trudne zagadki - przyjemne parę godzin. Z rzeczy innych niż w większości HOGów - dodatkowe robaczki do znalezienia na planszach, miły dodatek. Błędy? Widziałem drobne literówki w notatniku, ale to tyle. Nic utrudniającego zagadki, a zdarzały im się takie niespodzianki. Polecam!


Kolejny HOG Artifexu. Krótszy niż zwykle, niezbyt ciekawy fabularnie. Miałem też wrażenie, że zbyt często muszę przechodzić po kilka plansz wte i wewte, co sztucznie przedłużało i tak krótką grę. Brakuje też dodatkowej historii, jakie zwykle twórcy dodawali po zakończeniu. Miałem też problem ze znalezieniem jednego przedmiotu (podpowiem, że chodzi o "pierścień", którego bym chyba pierścieniem nie nazwał). Ale zagadki są na standardowym poziomie - jeśli lubicie HOGi, to warto, tym bardziej że gra często ląduje w bundlach za grosze.


Kolejny HOG Artifexu. Kontynuacja, choć znajomość poprzedniczki nie jest wymagana. Te historie i tak są dodane tylko po to, by jakoś połączyć ze sobą te wszystkie zagadki, a przynajmniej takie mam wrażenie... Choć w tym wypadku nie jest najgorzej, da się to śledzić bez zgrzytania zębami, a fragment z łączeniem dowodów to fajny bonus. Łamigłówki są standardowo na niezłym poziomie, błędów nie ma lub nie zwróciłem na żaden uwagi. Przeszkadzał mi tylko jeden fragment (nie przesuniesz skrzyni, bo w środku jest 6 książek - aż tak ją obciążały?), ale może to moje czepialstwo. Jak zwykle: jak lubiliście poprzednie ich gry, to tę też mogę polecić.


Trzecia gra z serii, zgodnie z nazwą dzieje się pomiędzy dwoma poprzednimi. Nie łączy ich ze sobą, choć pojawiają się w niej postacie z jedynki, więc coś do historii wnosi. Przede wszystkim: poznajemy losy Jacka z dwójki, można powiedzieć: genezę potwora. A kontrolujemy nowe postaci... choć nie tylko. Bo można grać Claptrapem, co może być główną atrakcją lub głównym minusem, bo to taki nieprzewidywalny support. Niezależnie od skutków posiadania go w ekipie, ciekawy. A najlepszy ogółem jest klon Jacka z DLC, polecam.

Problem w tym, że to najsłabsza odsłona, jeśli chodzi o gameplay. Kosmos wprowadza niepotrzebne spowolnienie akcji i pilnowanie ilości tlenu (no, poza Clapem), dając w zamian... dłuższe skoki z użyciem tego tlenu. Mimo to i tak często trzeba używać znajdowanych skoczni, by się gdzieś dostać. Słaba wymiana. Przez to wszystko gra z początku wydaje się wyjątkowo nudna. Z czasem da się przyzwyczaić i nie jest tragicznie. Sam podchodziłem do gry dwukrotnie, za pierwszym razem porzucając produkcję po paru godzinach. Teraz mogę potwierdzić, że czym bliżej końca, tym lepiej. Pojawiają się też najlepsze side questy, nawiązujące m.in. do Gwiezdnych Wojen, czy... Łowcy Krokodyli. Tak.

Ogółem: warto spróbować, np. jako wprawkę przed nadchodzącą trójką, jednak powtórzenie "dwójki" może być lepszym wyborem.


Miał być wielki powrót platformerów w stylu Banjo-Kazooie. Był hype. Była zbiórka pieniędzy. Zrzuciło się baaaaardzo dużo osób (nie czekajcie do końca napisów, nie warto). Zebrano mnóstwo pieniędzy. I tu się pojawia pytanie: na co to wszystko poszło? Bo, niestety, jest biednie. I nie chodzi tylko o fabułę, którą oleję, bo nie ma o czym pisać. To i tak nie jest coś, co dyskwalifikuje zręcznościówki.

Moje wrażenia:

Hub jest wielki. Nie ma tu zbyt wiele do roboty, więc to trochę dziwne.

Pierwszy poziom: trawiasty/starożytny. Możemy szukać piórek, stron (do odblokowywania etapów) i różnych innych znajdziek - trochę tego jest. Mamy też NPCów, dla których robimy misje, np. Kartos zabierający nas na przejażdżkę wagonikiem, Dr. Puzz dająca możliwość przemiany, czy Rextro, u którego możemy pograć w minigierkę. Jest też wąż, u którego kupujemy nowe ruchy. Podczas podróży spotykamy przeciwników, których równie dobrze mogłoby w większości nie być, bo się niczym nie wyróżniają, tylko wypełniają puste obszary. Jak już zbierzemy co się dało, można powiększyć świat w zamian za kilka znalezionych stron, by odblokować nowe części mapy, w tym bossa, który nie jest zbyt trudny do pokonania, choć długość walki może irytować.

Wielkość huba zaczyna wydawać się zbędna. Niby poukrywano tu parę stron, ale to wiele nie daje.

Drugi poziom: lodowy. Możemy szukać piórek, stron (do odblokowywania etapów) i różnych innych znajdziek - trochę tego jest. Mamy też NPCów, dla których robimy misje, np. Kartos zabierający nas na przejażdżkę wagonikiem, Dr. Puzz dająca możliwość przemiany, czy Rextro, u którego możemy pograć w minigierkę. Jest też wąż, u którego kupujemy nowe ruchy. Podczas podróży spotykamy przeciwników, których równie dobrze mogłoby w większości nie być, bo się niczym nie wyróżniają, tylko wypełniają puste obszary. Jak już zbierzemy co się dało, można powiększyć świat w zamian za kilka znalezionych stron, by odblokować nowe części mapy, w tym bossa, który nie jest zbyt trudny do pokonania, choć długość walki może irytować.

Jaki ten hub jest wielki.

Trzeci poziom: bagno. Możemy szukać piórek, stron (do odblokowywania etapów) i różnych innych znajdziek - trochę tego jest. Mamy też NPCów... dobra, już chyba rozumiecie. Powtarzalne to wszystko. Jakieś drobne zmiany się pojawiają, ale wszystko się sprowadza do jednego. Na początku to nie przeszkadza, potem męczy. Zacząłem się zastanawiać, czy nie dać sobie spokoju.

Hub irytuje. Tu dodam, że czasem by przejść dalej, trzeba rozwiązać quiz ze świata gry. Tak bardzo niepotrzebne.

Czwarty poziom: kasyno. Ten, którym, jak dobrze pamiętam, reklamowano grę przed premierą. I słusznie - jest zdecydowanie najciekawszy. Najlepszy pomysł, spoko wykonanie. Tutaj się ożywiłem, bardzo mi się spodobało. Na tyle, że aż mi się zachciało grę wymaksować. Wróciłem na poprzednie poziomy i zebrałem brakujące znajdźki. Tak mnie jakoś naszło. Pomogło też posiadanie większości odblokowanych ruchów - jest przyjemnie, nie to co na starcie. Czepiłbym się w kasynie tylko ukrycia bossa, bo jak ktoś nie ma już ochoty na powtarzanie opcjonalnych misji, jak ta w wagoniku, to go... nie znajdzie.

Po co ten hub jest taki wielki?

Piąty poziom: kosmos/morze/coś takiego. Największe rozczarowanie. Polecam od razu powiększyć go stronami, bo bez nich jest taka bieda, że aż się dziwię, że to weszło do gry w takiej formie. Nie chce mi się tego komentować. Posklejane byle co, bo obiecali 5 poziomów. W sumie... na karcie Kickstartera widzę 6. Może liczyli ten wielki hub.

Przed wejściem do finałowej walki jest fajny skrót do poziomu 2. Szkoda, że w takim, a nie innym miejscu. Cieszyłbym się bardzo, gdybym mógł go zauważyć wcześniej...

No i na koniec mamy bossa. Jeśli liczyć każdą zmianę w walce, nie przypominam sobie innego starcia mającego tak dużo faz chyba w żadnej grze. Konieczność powtarzania wszystkiego potrafi wkurzyć. Marne zakończenie.

Cóż... Gdybym miał wystawiać ocenę, byłaby gdzieś w środku skali, może minimalnie ponad. Bo jednak to skończyłem, zebrałem wszystko, co się dało. I był moment, kiedy się naprawdę świetnie bawiłem. Szkoda, że inne fragmenty to zepsuły. Wyszedł przeciętniak, co przy danych przytoczonych na początku szczególnie boli. Można zagrać, jak się zaliczyło wszystkich lepszych przedstawicieli gatunku.


W związku z tym, że chciałem ukończyć tytuł w co-opie, a co za tym idzie: trzeba się było zgrać z innymi czasowo, ukończenie fabuły zajęło mi... 1,5 roku. Ale czy to źle? Ciągle się narzeka, że gry są za krótkie, a ta mi wystarczyła na kawał czasu. A gdybym zechciał się pobawić w trybie mistrza gry, miałbym co robić do końca życia.

Choć to druga część, znajomość jedynki nie jest wymagana, to różne historie (oczywiście znajdą się smaczki, które docenią fani oryginału). Tutaj zaczynamy uwięzieni w Forcie Radość, by potem, nie zdradzając zbyt wiele, zbliżać się stopniowo ku tytułowej Boskości. A grać będziemy drużyną złożoną z czterech postaci (da się też postawić na Samotnego Wilka). I tu mam mały zgrzyt. Lubię tworzyć własne postaci. Problem w tym, że dostajemy do wyboru kilka innych, stworzonych przez twórców. Z własną historią i serią questów. Niby można zrobić swojego bohatera i resztę dołączyć do niego, ale będzie odstawał swoją nijakością i brakiem sensu. Tyle dobrze, że ci gotowi herosi są naprawdę interesujący i warto zmieniać drużynę co jakiś czas (bo jest ich ponad czterech), by poznać wszystkich.

Fani papierowych RPGów powinni być zadowoleni. Mamy sporą dowolność w wyborze praktycznie wszystkiego. Postacie budujemy jak tylko chcemy. Questy głównej linii fabularnej mają często więcej niż jeden sposób na ich zaliczenie, sama ucieczka z pierwszej mapy to kilka opcji. Jest sporo misji pobocznych, takich naprawdę fajnie pomyślanych, aż chce się je robić. Wszystkie informacje o zadaniach są w dzienniku, który nie mówi wprost, co zrobić - trzeba pomyśleć, doceniam. NPCów też można traktować jak się chce. Powyrzynać (co kto lubi), pomagać im, obrażać, przekupić dla poprawy humoru po tym, jak się im wyrządziło krzywdę... Kradzież też wchodzi w grę. A jak się ktoś zorientuje, że mu coś zniknęło, może podbiec i kazać opróżnić kieszenie. Może nawet nie dać się przekonać, że nic nie masz - wtedy by uniknąć walki, można mu dać łapówkę. Najlepiej kiedy wcześniej wyciągnęło się od niego właśnie pieniądze, by tutaj "oddać" część, a wzięło się więcej. Normą jest tutaj zagadywanie kogoś jedną postacią i okradanie drugą, po czym przerzucenie fantów na trzecią, daleko stąd. Zbrodnia doskonała.

W walce też jest masa możliwości. Nie tylko w wyborze oręża - przede wszystkim umiejętności. Zamiast dostawać nowe z poziomem, kupujemy/znajdujemy księgi, które ich uczą. Fakt, że trochę ogranicza tu poziom wymaganej zdolności (no i ilość komórek pamięci, bo nie możemy używać jednocześnie nieskończonej liczby umiejek), więc coś tu od poziomu zależy, ale ładując np. 1 punkt w Hydrozofię, możemy poznać wszystkie wodne czary, które tyle wymagają. I wybrać sobie, czy potrzebujemy wszystkich, czy tylko niektórych. I w dowolnym momencie zmienić to wszystko. Za darmo. Nawet podstawowe statystyki można zresetować w niemal dowolnym momencie. To wystarczająca zachęta do testowania czego się da.

Starcia są rozgrywane w turach i możliwe akcje do wykonania mają koszt w Punktach Akcji. Od statystyk zależy, ile metrów przejdziemy za 1 PA, jak i ile ataków przeprowadzimy. RPGowy standard. Jeśli chodzi o różnice względem pierwszego Original Sin, przede wszystkim: tarcze fizyczne i magiczne. Teraz dobieranie ataków do wrogów ma większe znaczenie. Widziałem narzekania, że przez to się wszystko wydłużyło i jest mniej ciekawie, ale ja nie miałem żadnego problemu tego typu. Bawiłem się świetnie. Poza znanymi już seriami umiejętności pojawiła się nowa: Polimorfia. I polecam przetestować ją każdemu, bo są tu zdecydowanie najciekawsze skille. Kurzy Pazur przyda się praktycznie zawsze, a sztuczki z wyższych poziomów są nawet trochę przegięte w porównaniu do innych mocy. Chyba ostatnia zmiana: zmniejszenie średniej puli PA. Zazwyczaj są 4 na rundę, zwykłe ataki kosztują 2, a trzeba doliczyć ruch, z umiejkami też jest różnie. Niektóre talenty mogą czasem pozwolić dobić do 6-7 PA na rundę, ale albo trwa to krótko, albo daje spore minusy (Szklana Armata daje stałe 6 PA w zamian za to, że pancerz nie broni przed różnymi efektami - absolutnie nie warto). Brakuje mi sytuacji z jedynki, gdzie Łotrzykiem mogłem dobić nawet do 15 PA - fakt, tam koszta akcji były zwykle większe, więc jakoś się to wyrównuje, ale i tak miałem wrażenie, że mogłem więcej. Może to tylko moje czepialstwo.

Wypada też wspomnieć o masie dostępnego ekwipunku i grzebaniu w statystykach, craftingu, jeszcze raz o swobodzie, ładnej oprawie graficznej, naprawdę dobrej muzyce (sporo utworów utkwiło mi w głowie)... Trudno mi znaleźć coś, czego mógłbym się poważnie przyczepić. Może zdarzały się pojedyncze bugi, jednak nic na tyle poważnego, by mi zepsuło zabawę. Może fabuła z czasem okazuje się niezbyt wyjątkowa, ale grało się tak przyjemnie, że mi to nie przeszkadza. Brakuje mi gry w papier-kamień-nożyce podczas kłótni w dialogach, choć rozumiem, czemu tu tego nie ma. Jeszcze jakiś minus, hmm... Niech będzie, że biedne DLC. Sir Lora, dodatkowa postać, która tyra za drużyną. Wiewiórka na kocim szkielecie, która chce ocalić świat przed Wielkim Żołędziem. Byłoby zabawnie, gdyby wiązał się z tym jakiś quest... Jednak kompletnie nic się z tym nie dzieje. NPC tylko łazi i co jakiś czas daje nowe przepisy do craftingu. Mało dialogów, brak czegoś więcej. Dostałem to w bonusie za darmo, więc nie mam w sumie co narzekać, ale teraz trzeba za to dopłacić - nie warto.

To jeden z najlepszych eRPeGów, w jakie grałem. Może nie tyle pod względem historii, co jako całość. A już na pewno idealny dla miłośników kooperacji. Około 100 godzin kampanii + możliwość prowadzenia bądź brania udziału w sesjach RPG w osobnym trybie, co wystarczy na kolejne setki. Nic tylko grać.
_________________
...bo jeden Straight Edge na forum to zdecydowanie za mało.
Typer WWE 2018 - 3 miejsce
Typer NXT 2018 - 1 miejsce
 
 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Piper | Rock | Punk
Wiek: 32
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 10590
Podziękował: 71
Podziękowano mu 778 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2019-06-04, 19:25   

Od dwóch nowości nie mogłem się odbić szybciej. Draugen, mimo dobrych zapowiedzi, okazało się symulatorem chodzenia, którymi w znacznej większości rzygam (What Remains of Edith Finch jest najlepszy), a Warhammer Chaosbane okazał się tam podrzędnym hack'n'slashem, pełnym liniowości i braku klimatu, że głowa bolała od samego patrzenia. Ten drugi przykład przynajmniej od początku nie rokował i podchodziłem do niego z dużą niepewnością. Słusznie.

Męczę sobie World War Z z kumplem, bo Epic zrobił mega wyprzedaż i da się to łyknąć za 29zł. Gra daję odrobinę satysfakcji, ale jakbym ją kupił za pełną cenę premierową, to bym sie załamał. Poza motywem hordy, nadającej fajnego klimatu, nie ma tu absolutnie nic. Model strzelania jest przyzwoity i .... tyle. To naprawdę koniec. Taki przeciętniak przy którym się uśmiechniesz. 29zł powinien kosztować na starcie. Solo nawet nie podchodzić. Tylko przez sieć, bo boty to porażka.
_________________

 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Piper | Rock | Punk
Wiek: 32
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 10590
Podziękował: 71
Podziękowano mu 778 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2019-06-08, 15:27   

Hasła, że Journey, to najlepsza gra ever są mocno na wyrost. Rozumiem, że to doświadczenie artystyczne, gdzie króluje klimat, historia i muzyka, ale mnie w tą emocjonalną podróż nie byli w stanie zabrać. Oczekuje od gier czegoś innego najwyraźniej. Gra dostępna na Epic Game Store za 20zł, także można sprawdzić bez starty finansowej. Ale to i tak za krótka zabawka za tą cenę. Kupiłem Heavy Rain i Beyond Two Souls, bo też zmierzają na PC, ale akurat ta pierwsze była na moich radarach odkąd debiutowała na PlayStation. Czekam na premierę. Obie po 29zł. Trzecia gra studia Quantic Dreams - Detroit - też zmierza na blaszaki. Pewnie nie przejdę obojętnie.
_________________

 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Piper | Rock | Punk
Wiek: 32
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 10590
Podziękował: 71
Podziękowano mu 778 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2019-06-17, 16:56   

Ze Switcha na PC trafił Octopath Traveler. Nie ukrywam, jak jRPG ma dobry system walki i fajną fabułę, to potrafię się mocno wkręcić. Octopath wybrnął z pierwszego zadania, którym są turowe batalie, ale wyrżnął na historii. Tych jest 8, każda z dostępnych postaci ma swoją, jednak żadna nie jest jakoś wybitnie ciekawa. A i grind z losowymi walkami potrafi srogo zniechęcić do podrożowania po mapach. Walki z mobami to zwyczajna strata czasu. Dobrze mi się w to grało do czasu, a potem żałowałem, że kiepska fabuła nie była w stanie mnie zatrzymać na dłużej. Czekamy na remaster Final Fantasy VII, bo grałem w to wiele lat temu i na dobrą sprawę nie pamiętam już nic.
_________________

 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Piper | Rock | Punk
Wiek: 32
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 10590
Podziękował: 71
Podziękowano mu 778 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2019-06-25, 19:32   

Na jakiejś liście "gry, które przegapiłeś", trafiłem na SteamWorld Quest: Hand of Gilgamech, połączenie turowej walki z karcianką, w świecie robotów. Malowana grafika jest bardzo przyjemna, dialogi (choć tylko czytane) wypadają przyzwoicie, a walka jest miodna. Świetnie mi się w to grało. Ustawiasz sobie skład, a potem masz sporo możliwości ułożenia ich talii. Od tego zależy cała taktyka walki. Gra ma prostą konstrukcję, ale wciąga. Widać, że to budżetowa produkcja i z tym wiąże się jeden, bardzo duży minus. Powtarzalność przeciwników. Mnie niesamowicie irytowało, kiedy nowym wrogiem okazywał się ten sam z nową skórką. Szkoda, że nie poszli w różnorodność, bo gra by była o wiele lepsza.
_________________

 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Piper | Rock | Punk
Wiek: 32
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 10590
Podziękował: 71
Podziękowano mu 778 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2019-06-27, 18:34   

Niby mnie ciekawi ten cały Lovecraftowy świat Cthulhu, ale co złapie o grę do tego nawiązującą, to się odbijam. Takie Dark Corners of Earth wspominam miło, a każda kolejna próba mnie prędzej czy później odrzuca. Sinking City może bezpośrednio do stwora nie nawiązuje, ale inspiracje są ogromne (to miało być nowe Call of Cthulhu, ale po zawirowaniach stworzyło je inne studio, a oni zachowali kod i dokończyli grę). Pod kątem detektywistycznej opowieści jest nieżle. Całkiem przyjemnie składało mi się fakty i prowadziło śledztwo. Z czasem jednak miałem coraz bardziej wyjebane na główny wątek, a walka z potworami w tej grze, to okropne gówno. Coś, co skutecznie mnie namówiło na uninstall. Sorry, ale stary Silent Hill był przystępniejszy od tego ustrojstwa. Włączyłem sobie ending na YouTube (bo mam to w zwyczaju u gier, od których się odbijam) i w sumie się tylko upewniłem, że decyzja o rezygnacji była słuszna.

... Wolę cisnąć w filmowe Heavy Rain, na które czekałem 9lat. Zawsze chciałem w to zagrać i wreszcie dotarło na PC. Więcej się nie wypowiadam, bo dopiero liznąłem temat i jestem na samym początku. Jajec na razie nie urywa.
_________________

 
     
aRo 
Main Eventer



Wrestler: Keith Lee, Big E, Owens, Otis
Wiek: 26
Dołączył: 18 Lip 2010
Posty: 4528
Podziękował: 57
Podziękowano mu 208 razy w 51 Postach
Skąd: Śląsk
Wysłany: 2019-06-30, 18:37   


Kolejna gra autorów To The Moon - i sumie ma takie same wady i zalety. Mimo bardzo słabego gameplayu (naprawdę wolałbym to obejrzeć jako film), broni się historią. I humorem - jest masa zabawnych tekstów rozluźniających atmosferę. Co jest dobre, bo opowieść o, jak by nie patrzeć, umieraniu nie jest przez cały czas wesoła. Może tym razem nie ma tak mocnej końcówki jak TTM, ale choć nie do końca podobało mi się, w jaką stronę to wszystko poszło, to film na zakończenie, z tą muzyką... Jak nic wycisnął łzy niejednemu. Warto poświęcić te 4 godzinki, przyjemnie spędzony czas.


Po wielu latach odkopałem pudełko z grą i zmierzyłem się z platformówką, która mnie kiedyś pokonała. Zachęciło mnie wrzucenie dwójki na Steama i materiał Archona na YT - tu dodam, że usłyszałem tam, że gra jest spokojnie do przejścia w 2 godziny. Nie, nie jest.

Najbardziej przeszkadza archaiczne sterowanie. Nie ma możliwości biegania na boki, tylko obracanie się. Mamy też skok i ataki rękawicami/ogonem. Z walką miałem drobny problem: ciężko mi było ocenić zasięg łap Kao i często trafiałem w powietrze zamiast we wroga. A jak chciałem podejść bliżej, dla pewności, to obrywałem. Co jeszcze? Trzeba zwrócić uwagę na system checkpointów - dostajemy flagi, które sami stawiamy na planszy, by wrócić w to miejsce po zgonie. I warto o tym pamiętać, bo niektóre poziomy są bardzo długie. Przez co też trudno ocenić, gdzie najlepiej zostawić flagę.

Plansz jest 30, w tym 5 bossów (proste) i parę etapów "jeżdżonych". O ile motorówkę w miarę łatwo kontrolować, tak jazda na snowboardzie potrafiła mnie porządnie wkurzyć i nigdzie nie utknąłem na tak długo, jak tutaj. A mała ilość żyć też nie pomaga. Znów archaiczny element - zamiast po prostu powtarzać w kółko level, co kilka porażek wychodzisz do menu i wczytujesz, co niepotrzebnie przedłuża wszystko. Co do zwykłych map - są w porządku, w większości przyjemne platformowanie, choć są wyjątki - były ze 2 labirynty, gdzie wszystko jest do siebie zbyt podobne i nie wiadomo, gdzie trzeba iść. Czasem można też znaleźć teleport do bonusowego fragmentu - tu z kolei problem może mieć ktoś, kto chciałby grę wymaksować i zdobyć wszystkie monety, bo tak. Te z bonusów nie są wliczone w pulę, którą widzimy na mapie przy wyborze poziomu, więc nawet pomijając skarby, z bonusem możemy mieć w sumie więcej znajdziek niż być powinno - zebranie np. 80/50 monet nie powinno dziwić.

Jeśli coś dziś nie przeszkadza, to oprawa. Muzyka wpada w ucho, a grafika, choć kanciasta, nie kłuje oczu - to serio nie wygląda strasznie. Mimo to nie wiem, czy bym mógł dziś grę polecić. Jest mnóstwo lepszych wyborów, więc jak nie ukończyliście wszystkich innych zręcznościówek na kupce wstydu, może lepiej nie wracać do tych czasów?


Polski klasyk zawitał na Steama. Wreszcie każdy może legalnie zagrać za śmieszne pieniądze (a nawet dało się za darmo).

Gdyby można było grę jakoś krótko podsumować... Rayman 2. Kiedyś mnie to tak nie raziło w oczy, a teraz dostrzegam tyle podobieństw, że wątpię, że to przypadek. Poruszanie się jest podobne, lock na przeciwniku - postać rusza się tak samo, podnoszenie ciężkich rzeczy (tu - szyszki) też to przypomina. Motyw ze statkiem i uwięzionymi zwierzakami. I te beczki spadające w dwóch kolumnach. Nawet menu i pasek ładowania... Oczywiście całość to nie jest zwykła kopia, wystarczająco się odróżnia. No i jak już kopiować, to od najlepszych. Trudno mieć twórcom za złe.

Gra się przyjemnie, poziomy są ładnie zbudowane, jest trochę rzeczy do znalezienia. Walka nie irytuje, bossowie są w porządku. Kary za błędy nie ma poza powrotem do punktu kontrolnego, a tych jest masa. Całość wygląda i brzmi dobrze. Jak mam się na siłę przyczepić, to lot pelikanem dało się zrobić lepiej. I wypatrzyłem dwa babolki w napisach. Jeden - brak słowa w jednym z pierwszych dialogów z papugą (a 1. wyraźnie je słychać w dubbingu, 2. w wersji przed Steamem to słówko było w napisach, ale z błędem - nie tak się poprawia!), drugi - "od" zamiast "do" w opisie ostatniej minigry (tu trzeba mieć wszystkie kryształy w grze, więc wielu tego nie zobaczy). Takie drobnostki. Poważnie zirytować może tylko brak opcji powrotu do checkpointa z poziomu menu, kiedy chcemy maksować grę. Zebranie ostatnich monet na zjeździe ze snowboardem może być problematyczne, a że tam nie ma się jak zabić, trzeba powtarzać całość...

Warto zagrać, bo, w przeciwieństwie do jedynki, gameplay nijak się nie zestarzał.
_________________
...bo jeden Straight Edge na forum to zdecydowanie za mało.
Typer WWE 2018 - 3 miejsce
Typer NXT 2018 - 1 miejsce
 
 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Piper | Rock | Punk
Wiek: 32
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 10590
Podziękował: 71
Podziękowano mu 778 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2019-07-03, 19:48   

Fuck, mam trochę mieszane odczucia co do Heavy Rain. Chyba w mojej głowie powstał naprawdę nieosiągalny obraz tej gry. Za bardzo chciałem w to zagrać. Jak wychodziła, to była rewolucyjna, ale z czasem pojawiło się wiele lepszych interaktywnych gier tego typu. Life is Strange (Sezon 1), Walking Dead (Sezon 1) i Wolf Among Us (Sezon 1) zjadają Heavy Rain na śniadanie pod kątem emocji. Początek HR jest mega nudny. W zasadzie gra rozkręca się na ostatniej prostej, ale objawienie zabójcy było mocno naciągane. Niby zaskakujące, ale grubymi nićmi szyte. Wywołało raczej zgrzyt. Koniec końców postaci mnie mocno irytowały i zgarnąłem chyba najgorsze zakończenie z możliwych :twisted: Skończyłem z mieszanymi odczuciami. Trochę frajdy miałem, ale liczyłem na coś lepszego.
_________________

 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Piper | Rock | Punk
Wiek: 32
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 10590
Podziękował: 71
Podziękowano mu 778 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2019-07-24, 18:49   

Po Heavy Rain przyszedł czas na Beyond Two Souls. Słyszałem, że ta gra nieco odstaje i jest wyraźnie słabszą pozycją tego studia, ale lubię interaktywne przygodówki. Zazwyczaj oferują emocje. Przyznaje, że w Beyond o emocje było mi ciężko. Gra dawała mi frajdę z kierowania "niewidzialnym przyjacielem", ale niezwykle irytowała sekwencjami walki i innymi ucieczkami (taki akcyjniak tandetny). Miałem wrażenie, że to bardziej film akcji, niż coś, na co będę mógł wpłynąć decyzjami w ciekawych dialogach. Może się mylę. Wiem jednak, że się nie przekonam jak jest naprawdę, bo dawno żadna gra mnie tak nie zirytowała :P Zrobiłem wyjdź do pulpitu i odinstaluj. Podczas jednej ze scen ucieczki i żmudnej bijatyki z policją, zaatakowały mnie policyjne psy. Kazali mi z nimi walczyć i znienawidziłem główną bohaterkę tak mocno, że dalej mam wyjebane, co tam się miałoby stać. W trakcie sceny jeszcze poszła pauza i 10sekund później nie było gry :-x
_________________

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Google
 
Copyright © 2001-2010 Attitude      Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group