Oglądalność Raw i nieobecni, Velveteen Dream,... (zobacz)
ROHCast #172 - Marty Scurll o #speakingout pr... (zobacz)
Zwolnienia i zawieszenia po aferze Speaking O... (zobacz)

AttitudePL na Facebook AttitudePL na YouTube AttitudePL na Twitter Nasz kanał RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
WWE PPV - WrestleMania 36 (zapowiedź, dyskusja, spoilery)
Autor Wiadomość
urbino 
Midcarder



Wrestler: Scurll/Shibata/Ishii/Chuckie T
Wiek: 22
Dołączył: 16 Cze 2011
Posty: 820
Podziękował: 19
Podziękowano mu 8 razy w 4 Postach
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2020-04-05, 15:37   

Z ciekawości jak przy obecnych okolicznościach będzie wyglądać "największa gala roku" odpaliłem Wrestlemanię.

USA i Szkocja vs Japonki oraz Elias vs Corbin
Nie wiem co gorsze. Zarażenie się koronawirusem, czy oglądanie tych dwóch walk? Tego pierwszego nie doświadczyłem, ale w razie czego dam znać. Na szczęście najgorsze już za nami, idziemy dalej.

Becky vs Shayna
Bardzo fajnie było. Widać i słychać było, że panie nie szczędziły sobie ciosów i kopnięć. Tylko wynik zamartwia. Ale skoro Becky wygrała, czy to oznacza powrót Rondy w najbliższym czasie?

Sami "Fidel" Zayn vs Daniel Bryan
Sami pocipoheelował troszkę na początku, ogólnie spoko, choć końcówka taka z dupy mocno.

Ladder Match
Gdyby gala odbywała się w normalnych okolicznościach to mielibyśmy złoto. Nie odmawiam żadnemu z zawodników tego, że nie dali z siebie wszystkiego walcząc przed nikim. Swoją drogą końcówka tak przewidywalna, ale Morrisonowi coś trochę nie wyszło i słabo to wyglądało. Miałem nadzieję, że w tej walce dwóch gości zgarnie po jednym pasie i to oni będą nowymi mistrzami drużynowymi. A co? Jak się bawić, to się bawić :P

KO vs Rollins
Skoro i tak w połowie zrobili z tego No DQ, to nie mogli tak od razu? Nie mielibyśmy tego durnego przestoju, który tą walkę może nie zabił, ale troszkę poddusił. Byśmy wtedy dostali porządną walkę, a nie walkę, durny przestój i drugą walkę :???: A szkoda, bo obie części były na wysokim poziomie.


Mojo, ty chuju, czemu nie dałeś Gronkowskiemu wygrać gównopasa?


Goldberg vs Braun
Więc promowali walkę Goldberga z Romkiem praktycznie do przedwczoraj, pomimo tego, że wszyscy wiedzieli, że Romek nie wystąpi, potem z dupy stwierdzili, że Braun zostanie pretendentem i wygra pas dwa lata po tym jak postać Strowmana przestała kogokolwiek obchodzić? XD
Typowe Dablju jest typowe.
Ale przenajmniej był fajny spam finiszerami.


Boneyard Match
W main evencie Wrestlemanii dostaliśmy coś co wygląda jakby Broken Matt robił w Lucha Underground. Nigdy nie sądziłem, że coś takiego napiszę, ale to była prawda. I co lepsze? To był najlepszy moment tego dnia. Było to milion razy lepsze, niż wszystkie walki Takera jakie stoczył na ostatnich pięciu Wrestlemaniach. Dostaliśmy powrót Badassa,szkoda tylko, że wjechał przy muzie Metallici, a nie Rollin', czy American Bad Ass. Dostaliśmy parę mistycznych sztuczek Takera, dostaliśmy morderstwo "na żywo". WWE, chcę więcej czegoś takiego.


Ogólnie to było sympatyczne. Czekam na część niedzielną.

Edit: A właśnie, zapomniałem o najwazniejszym.

Seth Rollins vs Wielki Krab z wideo na początku show
1000 gwiazdek. Najlepsza walka ever.
_________________
"You're just a boy in a man's world. And I'm a man who loves to play with boys" - Kurt Angle

1x WrestleCircus Sideshow Champion
 
     
CzaQ 
Upper Midcarder



Wrestler: Mox, DIY, Zyga, Edż, Punk, Y2J
Wiek: 29
Dołączył: 24 Lip 2008
Posty: 1540
Podziękował: 25
Podziękowano mu 1 razy w 1 Postach
Skąd: czewa
Ostrzeżeń:
 1/3/4
Wysłany: 2020-04-05, 16:50   

Biedamania część pierwsza Day 1

Idąc klimatem WMki - spiraciłem galę :twisted:

1. TT kobiet - Kabuki vs Bliss i Cross
No to dojebali.. świetny match na początek żeby rozgrzać publikę... oh wait. :D
Mieli taką sposobność do poprawek, edycji i zaniechania botchy... nic nie zaradzili xD
Już nawet nie wspomnę o powolnym elbow dropie Kairi gdzie sędzia zanim ona wyskoczyła i doleciała mógłby doliczyć do 8 :D Azjatki w końcu pozbywają się pasów, a my żenady...
Długie męczące i chujowe. Prawie jak Doom Eternal :D
1*

2) Elias vs Baron Korbin
King nothing zaczyna przemową i wideopaczką, która dziwnym trafem nie pojawiła się przed walką... Gruby Rollins jednak się pojawia! Dochodzi do walki... która nawet na podrzędne PPV się nie nadawała. Kojarzycie w CD-Action dział Kaszanka Zone? Ta walka by się tam znalazła. Powolnie, drętwo, chujowo.
Za grosz chemii i mało skilla i cyk mamy takie coś. Na tygodniówke albo main event z takim gównem.
1*

3) Beczka vs Szayna
Chciały się pozabijać i co? Tak naprawdę skipnąłem to gówno. Wyjebane. Wynik i przebieg wiadomy, ale serio rollup? A była fighterka UFC zamiast podnieść łopatki jak idiotka leży? :lol: Panie idź pan w chuj.

4) IC Sami vs Daniel
2 ringowych kocurów, to nie może się nie udać... no nie wyszło. Boże co oni tam, odpierdalają. Tam już nie ma pasji, nie ma tego czegoś. Panowie wbili po czeki-breki i nara. Taką kaszane odjebać mając taki skill... wstyd. Do tego Sami wygrał, więc chyba Bryan faktycznie zostanie part-timerem tak jak obiecywał. Karku jakoś bardzo nie oszczędzał co dziwi. A ta beznadziejna stajnia dalej istnieje..
1,5*

5) Triple threat ladder match o pasy tt sd - Mori bez Amy vs Kofi vs Uso
Panowie się starali i ringowo nie ma do czego się doczepić za bardzo, ale jednak ten brak publiki chyba najbardziej zabolał tę walkę. Na pewno lepiej by się to oglądało przy reakcjach. Tak to wyszło poprawnie i tylko poprawnie. W sumie zastanawiałem się kiedy WWE odjebie taki myk w końcówce.. padło na dzisiaj i głupio wyszło.
3*

6) Owens vs Rollins
No pany za bardzo się nie postarrały i jak zobaczyłem DQ po tak krótkim czasie to się zdziwiłem. Myślałem, że jebne. Kevin jednak ma moc przywracania matchy (Rob, gdzie jesteś?) i panowie trochę bardziej się postarali. Gdyby nie pierwsza część to byłoby lepiej, tak to wyszło też poprawnie. Kilka fajnych akcji, niezły końcowy spot. Nic co by z butów wyjebało. 3*

Mojo zostaje miszczem 24/7. Myślałem, że Gronk ma pod wdziankiem sędziowskie paski, ale jednak z dupy tam się wzięła sędzina. Czyżby storylajn na jutro się szykował między "hostami"?

7) Universal Goldberg vs Daun
Ja pierdole. Nawet nie będę opisywał. 4 pierwsze walki tej wykwintnej gali były zjebane, ale to było rozkurwiające. Zero logiki czy czegokolwiek. Festiwal finisherów z zerową psychologią/czymkolwiek i do tego zwycięzca z dupy. Strongman to chyba będzie lizać fiuty potomkom Romana za to.
-5*

8) Boneyard match AJ Styles vs Andrzej
Fajne wejścia, nawet Meta była i miks grabarza z amerykańskim złodupcem. Sam przebieg taki jak takie nagrane rzeczy - wypadło bardzo spoko, bo mieli dużą sposobność edycji. Kiedy Taker padł myślałem nad dwiema rzeczami - ni chuja albo teleportuje się za Stylesem znikąd albo wróci Kane, który mu pomoże, bo przeciwnik też ma OC (nie mylić z lepszym wrestlerem od tej dwójki, czyli Orange Cassidym :) ). Stało się to pierwsze, choć ta druga myśl mi przeszła jeszcze raz przy zakapturzonych jobbersach. Ogólnie fajnie się oglądało, dało rozrywkę i wynik ten co powinien. Ciekawe co Firefly Fun House match na to?
Akurat jak to oglądałem wszedł ojciec i mówi, że za to, że odwiedził dziadka na cmentarzu policjant chciał mu wjebać 1k golda mandatu :D Pojebani.
Typowa walka ala Hardy Compound czy House of Horror (tak, ta walka nie była zła, wolę ją od jakiegokolwiek singles matcha Braya lub Ortona, a jak się ich połączy to już w ogóle). Specyficzna, ale udana. Jak dla mnie walka dnia.
3,75*

Straszne gówno wyszło. Pół karty można spokojnie przewinąć żeby zacząć oglądać od okej pojedynku o pasy tt z naiwną końcówką, Rollo z Kevinem - cz.2 iść się wysrać i wrócić na main event.
3 poprawne walki na 9. Brawo Winczenzo. A najlepsza walka to nagrywany na cmentarzu brawl :D

Straszne gówno. Jutro ważniejszy, miejmy nadzieje lepszy dzień. Później analna iza dnia drugiego.
_________________
"Życie jest za krótkie by oglądać walki z tygodniówek" ~Konfucjusz, 1867, kolorwane.
 
     
Emcz 
Jobber


Wiek: 21
Dołączył: 24 Lis 2016
Posty: 107
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Wysłany: 2020-04-05, 21:12   

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że to najgorsza Wrestlemania w historii jak narazie. Performance Center nie zastąpi areny albo stadionu, a Gronk i Mojo nie zastąpią publiczności. W takim PC nie da się przekonać fanów, że to wyjątkowa gala kiedy są na niej walki ze słabymi podbudowami na poziomie kiepskiej tygodniówki, a może i live eventu jak walka o pasy TT kobiet albo Corbin- Elias. Największy zawód to Sami Zayn- Daniel Bryan. Zestawienie fajne, kojarzące sie z takimi klasykami o pas IC jak Savage- Steamboat albo Piper- Hart ale zawiedli niesamowicie. Początek walki fajny nawet dający nadzieje na coś bardzo fajnego, a potem finish bardzo prosty, tygodniówkowy. Ladder Match naprawde słabo się oglądało, akcje wyglądały niesamowicie asekuracyjnie i ogólnie miałem wrażenie, że jest tam dla nich po prostu ciasno. Tymi którzy zbierają dobre recenzje zasłużenie są Undertaker i AJ Styles. Naprawde fajna walka, a to, że była w takiej formie jak Deletion Hardyego pomogło Takerowi zaprezentować się naprawde spoko. A AJ jakby nie patrzeć jaka jest ta Wrestlemania to ma na papierze jej Main Event.

O walce Strowmana i Goldberga to kiedyś się będzie pisało felietony i tworzyło dokumenty, bo to było po prostu... no nie mam słowa żeby to określić. 3 speary, a potem 4 powerslamy i nara...

Myślę, że wiele osób liczyło, że WWE nawet pod ścianą, bez publiczności, być może z dużymi problemami jak to wszystko bezpiecznie przeprowadzić i z takiej sytuacji wybrnie obronną ręką ale cóż nie udało się i pozostaje liczyć, że pandemia szybko minie i wszystko wróci do normy.
 
     
CzaQ 
Upper Midcarder



Wrestler: Mox, DIY, Zyga, Edż, Punk, Y2J
Wiek: 29
Dołączył: 24 Lip 2008
Posty: 1540
Podziękował: 25
Podziękowano mu 1 razy w 1 Postach
Skąd: czewa
Ostrzeżeń:
 1/3/4
Wysłany: 2020-04-05, 23:33   

Dzień drugi, analna iza karty. Oczekiwań brak po dzisiaj...

Na preshow mamy dostać uwaga! uwaga! Zajebistą walkę godną main eventu WM lub Arabów.. tak!....
Liv Morgan vs Natalya :? Jedyne po co można włączyć ten pojedynek to popatrzeć na Morganke albo zlukać jak powoli zapełnia się stadion...a, nie, sorry. :D

Pozostałe walki, na ten poważniejszy, lepszy dzień. Pójdziemy lustrzanym odbiciem dnia dzisiejszego - może tak samo pojadą kolejnością.

DO dyspozycji mamy :
WWE Title Match
Drew McIntyre vs. Brock Lesnar (c)

WWE NXT Women's Title Match
Charlotte Flair vs. Rhea Ripley (c)

Fatal 5-Way Elimination Match for the SmackDown Women's Title
Lacey Evans vs. Sasha Banks vs. Naomi vs. Tamina Snuka vs. Bayley (c)

RAW Tag Team Titles Match
Angel Garza and Austin Theory vs. The Street Profits (c)

Firefly Fun House Match
John Cena vs. "The Fiend" Bray Wyatt

Last Man Standing Match
Edge vs. Randy Orton

Bobby Lashley vs. Aleister Black

Otis vs. Dolph Ziggler

W dniu pierwszym na opener poszły panie z TT, więc tutaj obstawiam panie z NXT titlem. A więc :

1) NXT Women's title Ryja Ripley vs Szarlotte.
Na pewno spodziewam się akcji lepszej niż w którejkolwiek z dwóch walk pań z dnia pierwszego.
Lubię Ellen, ale jej zwycięstwo jest niepewne - w końcu córa Flaira to córa Flaira, nieraz wygrywała z dupy. I w dodatku miało niedawno urodziny... spóźniony prezent? Nieee, myślę, że brutalność zatryumfuje - w końcu musi uporać się z nową pretendetką na NXT ;)
TYP : Rhea Ripley

Dzień pierwszy, pojedynek drugi to Korba-Elias, więc singiel... tu może być
2) Otis vs Dolph Ziggler
Lubię obu. Otis za bardzo singlowo się nie pokazał, ale jest bardzo rozrywkowy i miło się go ogląda i mu się kibicuje. A Zyga to Zyga - jeden z najbardziej niedocenianych zawodników o świetnym ring skillu. Szkoda, że zjechał swoje szanse. Tak jak w walce wyżej - może wygrać ktokolwiek. Pewnie większość będzie za grubciem, ale coś mi się zdaje, że to będzie dłuższe story z wahaniami Mandy, więc wygrać musi heel.
TYP : DOLPH ZIGGLER

Trzecia byłą walka kobiet o pas RAW, więc teraz odpowiednik
3) Pas kobiet SD - Fatal 5 way
W takich walkach, szczególnie na WM gdzie jest festiwal gównowyników (ekhm Braun ekhm) może wygrać każdy - na przykładzie chociażby zeszłorocznych IIconics, którym mało kto dawał szanse.
Nie będę w mniejszości jeśli powiem, że ruszy story Bejli z Saszą i to ta druga wygra przez przypięcie kogoś/poddanie kogoś z pozostałych uczestniczek. Potem będą problemy z "przyjaźnią" (znowu..) i niepewny feud, który przerodzi się w intensywną rywalizację.
TYP : SASZETKA

Czwarty był pas IC, odpowiednika, więc US nie ma, ale dajmy tu domniemanego uczestnika o nieudaną walkę o pas Stanów, więc :
4) Aleister Black vs Bobby Lashley
Wiemy jak obaj są bookowani. Black mocarnie, a black... róznie :D Mogą pojechać nietypowym wynikiem (zawsze gdzieś to robią na WM kilka razy, a teraz pewnie w szczególności jak mamy 2 dni), ale raczej nie tutaj. Heyman jest zwolennikiem Tomka, więc powinien wygrać. Walka może być różna.. zależy od chemii. Ali się zazwyczaj stara, więc jeśli to nie będzie squash, a chyba nie będzie, to można liczyć na okej pojedynek.
TYP : ALEISTER BLACK

piąte były pasy TT SD, więc tu pasy TT RAW
5) RAW TT - Street Profits vs Angel Theory
W sumie nie ma co tu dywagować, bo wynik jest na 99% pewny (1% na zjebalność W), a przebieg? Mamy 4 niezłych/dobrych zawodników, więc może coś wyjść, ale biorąc pod uwagę, że mało kto się stara podczas tych walk bez publiki to może wyjść biednie niczym tygodniówka. Liczę, że Austin będzie chciał się pokazać jak najlepiej jako przybysz z NXT. Zdałnione Private PArty ugra.
TYP : STREET PROFITS

Szósty znowu był singiel, który potem przekształcono z jakiegoś względu na mocy Keva w NO DQ, a jak NO DQ toooooo
6) LAST MAN STANDING match - Edge vs Orton
Najlepsza podbudowa, oldschool, psychologia ringowa. To tu jest/będzie. Dalej pytanie jak Randy'emu się będzie chciało i na ile Adaś może sobie pozwolić, choć widząc jego deklaracje, że chce się odkuć za 9 lat i dać dobry pojedynek to w przeciwieństwie do zakłamanych słów Kofiego jemu wierzę. Powinno wyjść dobrze, nie poziom Gargano-Ciampa, ale dobrze. Wbrew pozorom wynik może iść w obie strony. Wiadomo jestem za moim ulubieńcem i ogólnym faworytem, więc Edżem, ale wiemy jak jest na WM (choćby Szejn-Miz...). Pytanie tylko czy Adam może pozwolić sobie na porażkę przy ograniczonym czasie i takiej chęci rywalizowania z szerokim wachlarzem zawodników tj. teasowany na RR zombie AJ?
TYP : EDGE

Siódmą walką był Wordl title match, a main eventem walka nagrana wcześniej w dziwnej lokacji - w tamtym wypadku cmentarz. Tu podejrzewam będzie na odwrót, więc zamiana!

7) Firefly fun house match - Wyatt vs Cena
Jestem w mniejszości, ale byłem za tym, że podczas ich ostatniego starcia na WM to Joshua był górą - po prostu nie trawię Braya i nie wiem co ludzie w nim widzą, bo na pewno nie ring skill, a jak tak... to kurwa przejrzyjcie na oczy, bo w życiu nie zrobił ponad powiedzmy 5 dobrych singles matchy. A Cena to Cena - jednak twarz federacji, kwadratowa, bo kwadratowa, ale twarz :D I tak też jestem sercem dzisiaj za Johnnym Pricem. Niech już udupi Fienda, bo on też zbrzydł. Postać fajna, ale boooking i walki... meh.
Obstawiam, że możemy bawić się podobnie jak w main evencie dnia pierwszego, a więc rozrywkowo i fajnie, ale tym bardziej, że tu też nie wiemy czego się spodziewać. :D Liczę na tą walkę.
TYP : JOHN CENA

8 ) WWE title Drew vs Brock
Ponoć Lesnar lubi Szkota, więc nie oleje go jak Ambrose'a czy setki innych z Rico na czele i postara się zrobić przynajmniej 10minutową strawną walkę. Obstawiam wygraną McIntyre'a, może nawet wyjdzie przy Broken Dreams, ale teraz bez publiki to już nie ma takiego znaczenia. Jeśli faktycznie wygra to W strzeliło sobie w kolano przepowiadając to dokumentem o nim - zwieńczonym głównym tytułem.
Liczę na festiwal finisherów, brawl i dziwny booking jak zwykle bywa u Lesia czy TheBilla.
TYP : DREW MCINTYRE

Tyle czasu, WM 2-dniowa, a brakuje gwiazd. Gdzie Rico? Mógł być... po promowanym Rowanie akurat płakać nie będę, ale szkoda paru osób.
Najbardziej wkurwiające w tym wszystkim jest brak Takeovera, który wessałby ten event dupą.
Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma... zobaczymy jutro. Jedno jest pewne - ten dzień MUSI być lepszy niż tamten. W każdym razie życzę miłego oglądania skurwesyny, a ja obejrzę ze znajomymi jutro po pracy (uuu nielegalne zgromadzenie :> ).
_________________
"Życie jest za krótkie by oglądać walki z tygodniówek" ~Konfucjusz, 1867, kolorwane.
 
     
-Raven- 
Living Legend



Wrestler: Hitman,Steen,Trent Acid,Foley
Dołączył: 12 Sty 2005
Posty: 9244
Podziękował: 21
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2020-04-06, 01:06   

Dzień 1

1. Kabuki Warriors vs. Bliss & Cross - tygodniówkowy poziom emocji + chujowy klimat ze względu na pustą halę (Skosinki fajowo odgrywają swoje wariackie gimmicki, ale te ich krzyki w pustym pomieszczeniu były z gatunku żenująco-śmiesznych). Ciężko mi się było w to wkręcić. Mimo wszystko brak dopingujących ludków zabił mnóstwo klimatu. Brak też było tu jakiejś większej dramaturgii i jeszcze ten zjebany finisz (kurwa, przecież to było z odtworzenia, a więc można było poprawkę machnąć), gdzie Alka skacząc z narożnika, trafiła rywalkę nie na korpus, ale w nogi. Zmiana Mistrzyń po czymś takim to dla mnie jedno wielkie "Meh".

2. Corbin vs. Elias - co się stanie jeżeli połączy się dwóch zawodników cierpiących na syndrom Wyatt'a? (dobrych enterteinerów, ale takich, co to im bycie ringowymi magikami nie grozi) Ano wyjdzie nam taka właśnie walka. Przydługa i nieangażująca widza, bo i angażować czym nie bardzo miała. Finisz też odwalili po Corbino-standardzie, czyli Baron próbuje wydymać Freda, a finalnie Fred dyma jego. Serio coś takiego na WrestleManii? Tym bardziej, że ponoć taka perełka jak Cesaro z Gulakiem planowana jest do wpierdolenia w gówniany kick-off? :roll:

3. Lynch vs. Beszler - buehehe, ale ten Vince musi słabo płacić tym swoim gwiazdom, skoro nawet taka Beczka musi przed walkami dorabiać sobie na boku jako TIR-ówka :twisted: A tak na serio, żenujący był ten przyjazd TIR-em. Kumam, że w normalnych warunkach Linczująca wjebałaby się nim na rampę i błby efekt "WOW!", ale tutaj w najlepszym razie wyglądało to jakby ktoś ją podwiózł pod halę na stopa :twisted: Mogli sobie po prostu odpuścić ten motyw.
Sama walka była całkiem niezła i przy pełnej hali byłaby jeszcze lepsza. Obie zawodniczki zostały rozpisane bardzo mocno, często się kontrowały i ogólnie starcie potrafiło wkręcić. Szkoda tylko, że miejsce na karcie spoilerowało, że na 99% Gryzelda dzisiaj nie sięgnie po pas (gdyby Beczka miała jobnąć po takim title run'nie, to wrzuciliby to przynajmniej w co-main event), co też się stało. W kwestii finiszu też mogli postarać się o coś bardziej finezyjnego niż klasyk z walk zawodników mających za akcję kończącą duszenie zza pleców.

4. Zayn vs. Daniel - Ex-Generico to obok Trutha jeden z największych spierdolonych przez VincMaca talentów. Gościa można do bólu nienawidzić jako heela i na zabój kochać jako face'a :wink: Szkoda, że tu poszli w tanią komedyjkę, która była kompletnie nieśmieszna i nie pozwoliła zawodnikom pokazać choćby 20% swoich ringowych możliwości. I jeszcze ten kretyński finisz, gdzie Dragon skacząc z narożnika nadziewa się na wyciągniętą nogę Zayna, komentatorzy drą się "Helluva Kick!!!" (chociaż koło tego nawet to nie leżało) i mamy czysty pinfall, po którym Danielson wychodzi na miękką faję, bo moczy po takim wysrywie :roll:
Kolejne gówno na Największej Gali Roku.

5. Kingston vs. Uso vs. Morrison - jedna z tych walk, które najbardziej ucierpiały na braku widzów, bo każdy spot i bump (a było ich sporo) wywoływałby masowe wytryski, a tutaj towarzyszyła im smutna cisza :sad:
Sama walka była niezła, choć z przyczyn o których pisałem powyżej, mocno ucierpiał klimat tego gimmick matchu. Sporo się działo, były spoty, były bump'y i było dość sprytnie pomyślane zakończenie, gdzie Morrison na farcie wygrywa walkę. Ogólnie fajnie mi się to oglądało, chociaż pewien niedosyt jednak pozostał (mimo wszystko, nie będzie to starcie do którego chciałbym kiedyś powrócić).

6. Rollins vs. Owens - "... i to jest właśnie ten moment kiedy pojawia się Rollek, cały ubrany na biało" :twisted:
Pierwsza walka, której kuriozalnie pusta hala tylko pomagała, ponieważ tacy zawodnicy ringowo obronią się zawsze, a panująca cisza, pozwalała tylko lepiej słyszeć tekściory jakimi obaj zawodnicy się chętnie obdzielali :wink:
Solidne ringowo starcie, na szczęście kontynuowane, kiedy zawisło nad nim widmo DQ. Mocarny finalny bump, tylko Rollek dość chujowo sprzedał tego kończącego Stunnera (kompletnie nie podskoczył). Ogólnie może to kwestia wypitych przeze mnie kilku podwójnych rumów z colą, ale nie nudziłem się tu ani trochę :wink:

7. Strowman vs. Goldberg - przed tą walką, pamiętając formę Goldiego ze starcia z Takerem, obawiałem się o życie Strowmana, jeżeli The Bill będzie mu miał wykonać Jackhammera :D Na szczęście nie było takiej konieczności. Nie wiem co Vince obiecał GoldBergerowi za taki job, gdzie Braun wziął na klatę jego liczne Speary, zmartwychwstał, a później dojebał go jak gwóźdź do dechy, swoimi Powerslamami. Pewnie miał jakieś jego sex-taśmy ze zwierzętami i zaszantażował ZłotoGórca :twisted:
Miał jobnąć Pięknemu, ale w wyniku zawirowań, musiał się podłożyć main eventowemu joberowi, który w końcu na farcie doczłapał się do Złota. Pewnie Braun będzie miał tak długi run z pasem jak długo nie opanują Koronki w USA. Później przyjdzie El Romualdo i weźmie co swoje.

8. Styles vs. Taker - AJ wjeżdżający w karawanie i w trumnie, przy muzie Undertkera, to chyba najlepszy myk z tego dzisiejszego dnia WM-ki. Normalnie śmiechłem :D Szkoda, że Styles przyjechał tą bryką tylko po to, żeby się podłożyć legendzie na jego firmowej gali...
Taker wjeżdżający na cmentarz na Harley'u, w gimmicku American Bad Assa i przy muzie Metallici, to drugi mocny myk tego dnia. Pod kątem "wejściówek" to była jedyna "gra wstępna" tego dnia, warta grzechu :wink: No raczej Becky-TIR-ówka w tej materii nie podskoczy :twisted:
Dalej niestety już było tylko gorzej, bo dostaliśmy siermiężny brawl w quasi-horrorowej oprawie made in WWE i z takową też muzą (sic!!!) w tle. To po to wyszli z cartoonowego gimmicku Takera, żeby teraz pokazać go jako Bikera, który i tak potrafi się teleportować i władać ogniem??? :roll: Niestety zawartość gówna w gównie była tu zbyt duża żebym potrafił przyjąć tego scata na klatę. Oby tylko jutro Cena z Wyatt'em nie poszli tą drogą...

Ogólne podsumowanie gali wysmaruję jutro, jak już zaznam kolejnej porcji tego wyśmienitego produktu zaserwowanego nam przez Don Vinniego. Dziś tylko 3 walki na 8 były godne uwagi. Jak na Największą Galę Roku, nawet montowaną bez publiki, to moje jajca nadal tkwią spokojnie w mosznie. Nic ich dziś nie urwało.

C.D.N.
_________________
Lepiej nic nie mówić i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.
Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa...

 
     
Pavlos 
Main Eventer



Wrestler: Edge, The Undertaker, HHH, Y2J
Wiek: 27
Dołączył: 02 Kwi 2012
Posty: 4181
Podziękował: 488
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Warszawa
Ostrzeżeń:
 1/3/4
Wysłany: 2020-04-06, 06:07   

06.04

Kickoff: Natalya vs Liv Morgan
O ile wczoraj jakoś ta pustka w niektórych momentach pomagała głównie w pojedynku Setha z KO, bo było słychać rzucanie w siebie odzywkami to tutaj nie pomagało. Te nadmierne grzeczności naczelnej mentorki zaplecza Natalyi były nie do kupienia.
Sama walka? Mogłoby jej nie być czyli jak praktycznie każdego Preshow. Liv wygrała i tyle dobrego.

Ocena: 2/5

Pierwsza walka - NXT Women's Championship: Charlotte Flair vs Rhea Ripley (c)
Tego to chyba mało kto się spodziewał. Naprawdę uwalili obie laski z NXT i dali pas brandu żółtych córce Flaira? :/ Nie cieszy mnie ten rezultat. Smarują jej jak tylko mogą.
Ringowo było całkiem nieźle. Jedna nie odpuszczała drugiej, nie było większych przestojów, choć motyw kontuzjowanej giry został zaimplementowany. Całe szczęście, że nie nadużywały tego. Australijka szybko po tym się podniosła i tylko przy następnych akcjach reagowała grymasem dając do zrozumienia, że odczuwa problem z girą, który jednak wcale nie był na tyle duży żeby leżała 20 minut na glebie, ale wystarczający, by Charlotte to wykorzystała i zakończyła pojedynek dźwignią.

Ocena: 3-/5

Druga walka - Aleister Black vs Bobby Lashley
Aleister dostaje "skina" z wersji beta WWE 2K20, a Bobby założył długie gacie. Powiew świeżości. :roll: e Lana była u boku czarnego i założyła ostrą czerwień. 8) Miłe dla oka, ale niestety nie dla ucha. W momencie pierwszej próby pinu przez Blacka myślałem, że mi bębenki rozsadzi. :twisted:
Walka dodana ot tak, bo tak. O dziwo nawet mi się podobało. Tempo było, nie zamulali, głównie dzięki Blackowi. Jak na starcie, które #nikogo mogło być gorzej.

Ocena: 2+/5

Głosowałem na Sashę w typerze. Są pogłoski, że może zdradzić Bayley tylko czy możemy mówić o zdradzie w kontekście walki każda na każdą?

Gronkowski teraz zamiast hostować galę będzie latał za jobber title. No spoko. :roll:

Trzecia walka - Dolph Ziggler vs Otis
Sonya przy Zigglerze, Mandy nie ma na starcie. Coś się stanie. :twisted:
Stało się to, że w kluczowym momencie weszła i zapewniła wygraną grubaskowi. Mocno przewidywalny happy end. Właściwie nie byłem pewien od początku jak to rozegrają, ale obecność Sonyi przy Zigglerze już mnie mocno naprowadzała na właściwy tor. Sam pojedynek też nie był najgorszy.

Ocena: 2+/5

Czwarta walka - Randy Orton vs Edge
Chciałbym powiedzieć wisienka na torcie. Walka, na którą chyba wszyscy głównie czekali. Aż płakać mi się chciało widząc entrance Edge'a bez fajerwerków po powrocie (potem płakałem na poziomem walki). Do tego jeszcze wszedł pierwszy po to żeby dostać RKO z zaskoczenia jeszcze przed rozpoczęciem walki. Obawiałem się, że Orton będzie mozolnie obijał rywala aż ten jakoś się wymknie i przejmie inicjatywę. Niestety to, co otrzymaliśmy zawiodło na całej linii. Obeszli chyba całe PC obijając się o stoły, ściany, podłogi, samochody i co czego tam nie było próbując grać na emocjach, ale nic to nie dało. Byłem zmęczony wręcz oglądaniem tego. Dostali ponad pół godziny i zamulali tylko po to, aby Edge w pseudo emocjonalnym momencie przywalił leżącemu rywalowi z łbem położonym na krześle drugim krzesłem czyli wykonał wrestlingową "gilotynę" jedną z ostatecznych broni w świecie WWE. Jedyne, co tu było ciekawe to wejście Edge'a na kraty w sali biznesowej i zeskoczenie łokciem na Ortona. LMS w ostatnich latach jako stypulacja budzi wśród wielu negatywne uczucia i niestety ta walka obnażyła słabości. To był wręcz OGROMNIE zmarnowany potencjał. Ja wiedziałem, że nie będą szaleć z uwagi na Copelanda, ale to było po prostu nudne. Po jakiś 20 minutach już straciłem rachubę i zacząłem się tylko zastanawiać kiedy to się skończy. Wciąż mając tylko nadzieję, że Rated R tego nie uwali. Jeżeli łzy Adama coś świadczą i jakimś cudem obaj znowu skrzyżują siły to może jeszcze to wybaczę. Póki, co jak to powiedział Randy "NO, NO, NO, NO, NO".

Ocena: 2/5

Grupa przebierańców rzuciła się na Mojo i Gronkowski skończył z 24/7. Chyba już nie będą się kumplować.

Piąta walka - RAW Tag Team Championship: Austin Theory & Angel Garza vs The Street Profits
W każdym możliwym momencie pokazują jak Dawkins odstaje od Forda. Nie dość, że w ringu i na mikrofonie to jeszcze ten drugi zapewniał jakiekolwiek emocje i wygraną. Przynajmniej się ruszali. Już tym zasłużyli sobie na wyższą ocenę niż "Żmija" i Kanadyjczyk.
Sytuacja po walce może zwiastować szansę dla Bianci. Pomogła swojemu mężusiowi w tarapatach. Po prostu kocham jak ten gdzie momenty kiedy Vega atakuje z innymi Forda, a gdy przybywa druga dupa ratując Monteza to chłopy stoją jak kołki i czekają aż Angelo ruszy tyłek z pod ringu. :twisted:

Ocena: 2+/5

Szósta walka - SmackDown Women's Championship: Sasha Banks vs Lacey Evans vs Tamina vs Naomi vs Bayley (c)
Najpierw Rollins, potem Rhea, a teraz Bayley. WWE tworzy na specjalne okazje ekipę białych Power Rangersów. :twisted:
Tamina łatwo zmarnowała swoją "wielką" szansę. Od początku wszystkie laski miały ją na celowniku i o ile kilka razy udawało jej się umknąć, a nawet nabrać Sashę (swoją drogą taki trochę głupi motyw z tym "żółwikiem") to w końcu poległa przygnieciona wszystkimi rywalkami. :roll:
Nie wyobrażałem sobie Naomi eliminującej Sashę poprzez Submission i faktycznie to się nie stało. Dzięki Bayley skończyło się na odwrót. Tutaj plus za podtrzymywanie sojuszu tej dwójki, co z kolei szybko się przerodziło w kłopoty. Przy próbach wyrzucenia Lacey Bayley 2 razy zwaliła i przez nią wypadła Banks. Udało im pograć lekko na emocjach aż przez moment zastanawiałem się czy faktycznie, aby Lacey nie dostanie życiowej szansy. Końcówka mocno krzywdząca dla blondyny, ale widać była tylko wstępem do następnej fazy niekończącego się story z dwiema przyjaciółkami. Generalnie nie było to najgorsze, ale zmęczenie materiału i brak publiki nie pomaga. Śmiem zaryzykować stwierdzenie, że publika byłaby i tak "martwa" w tej walce.

Ocena: 3-/5

Siódma walka - John Cena vs "Diabeł" Bray Wyatt
that was some good ACID trip nigga. :twisted: Co tu się od Vince'owało? :shock: Muszę powiedzieć, że to było naprawdę dobre. Chyba pojechali na motywie ukazującym moc Braya. Fiend wjechał mocno na umysł Jaskowi i przeprowadził go przez własną historię w WWE z domieszką pobocznych smaczków i chyba wiadrem LSD. :twisted: Bekowa lalka Vince'a z ciętym językiem, debiut Johna, nawiązanie do Nikki Bella i "Rutless Aggression", motyw lat 80 z pakowaniem ciężarkami oraz intro WCW i koszulka NWO. Jak dla mnie wygryw obok Taker vs P1.
Nie była to walka tylko totalnie wyreżyserowany segment z lekkim humorkiem i nawiązaniami do przeszłości obu zawodników posypana smaczkami. Taka bitwa umysłów zakończona, jednak pinem. Jeszcze ten Tytus. :lol:

Brak oceny, ale jak dla mnie jeden z lepszych zdecydowanie momentów PPV. Podwyższy średnią.

Ósma walka - WWE Championship: Drew McIntyre vs Brock Lesnar (c)
Nie mogło to trwać długo. Nie powinno również zaskoczyć. Dwóch koksów wymieniło się finisherami i w zasadzie tyle. Po prostu kolejna walka Lesnara na WM'ce z twardym kandydatem, którego przeznaczeniem było pobicie bestii.

Ocena: 2/5

Podsumowanie całości

"+"
- jak dla mnie bekowy i powalony w pozytywnym znaczeniu Firefly House
- reżyserowana walka ala LU w wykonaniu Takera i Stylesa z mieszanką gimmickową Callawaya
- Seth Rollins z KO dali najlepszy pojedynek dnia pierwszego
- drabiny o TT Championship SmackDown również trzymało ringowy poziom
- mimo, moim zdaniem złego wyniku Charlotte z Rheą dały najlepszy pojedynek drugiego dnia
- dziewczyny o mistrzostwo kobiet u niebieskich też się wyróżniły

"-"
- Edge i Orton to zbyt długa popelina, która rozczarowała chyba wszystkich
- porażka Shayny z Becky, która widocznie miałą jedynie jeszcze bardziej wzmocnić rudą przed powrotem Rondy
- nie wiem po co Charlotte pas NXT
- walki wieczoru obu dni to schematyczne wymiany finisherów
- wycofanie w ostatnich chwilach Romka i Miza przez, co Braun zostaje bohaterem z przypadku, a walka o pasy TT niebieskich straciła połowę potencjało, choć szczęśliwie się obroniła ringowo

Wydaje mi się, że dzień pierwszy był ogólnikowo lepszy. Dzień drugi przyniósł nam też dobre momenty, lecz również największe rozczarowanie. Wszelkie emocje dzisiaj zabił totalnie moim zdaniem nie udany pojedynek Edge'a z Ortonem. Szczęśliwie pocieszył mnie motyw Ceny i Wyatta. WM'ka jako całość cierpiała z powodu braku publiki, małej areny, pośpiesznej zmiany wielu planów. Moje oczekiwania zmalały nie mal do zera i po tym, co dostałem powiem, że nie jestem do końca rozczarowany. Ringowo w większości było ok. Dostaliśmy kilka naprawdę dobrych starć oraz dwie "walki" w bardzo nietypowej aranżacji, które w mojej opinii były spoko. W obecnej sytuacji na świecie powiem, że mogło być gorzej. Oczywiście wielu powie, że mogło być lepiej zwłaszcza jeżeli widowisko było reżyserowane tydzień przed premierą. Zgodzę się, lecz przecież nie mówię, że było to wiekopomne dzieło. Na swój sposób Mania historyczna, jedyna w swoim rodzaju, ale niech lepiej taka zostanie na wieki i obyśmy nie dożyli następnej może jeszcze gorszej pandemii.

Ocena końcowa: 3-/5
_________________
Typerowa zabawa:
I miejsce - Liga Mistrzów 2015/2016
III miejsce (Ex æquo z użytkownikiem filomatrix) - Euro 2016
III miejsce - Euro 2012
 
     
DashingNoMore
Upper Midcarder



Dołączył: 15 Lip 2013
Posty: 1335
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Ostrzeżeń:
 1/3/4
Wysłany: 2020-04-06, 09:40   

Wrestlemania 26 Night 2

1. NXT Women's Championship Match: Rhea Ripley(c) vs Charlotte Flair
Na otwarcie drugiego dnia WM'ki dostaliśmy pojedynek, który wpierniczył cały pierwszy dzień z butami. Świetny pokaz wrestlingu od tych dwóch Pań. Dostały dużo czasu bo ponad 20 minut i zrobiły z nim co należy. Przyczepić na dobrą sprawę mogę się tylko Riptide na początku walki - nie przyniosło to wiarygodnego near-falla a obydwie obroniły się koniec końców poziomem ringowym, bez potrzeby spamienia finisherami. Drugi minus to zwycięstwo Jabłecznikowej, której mistrzostwo kobiet NXT nie jest potrzebne. Co dalej? Będzie broniła mistrzostwa na Raw? Czy może wróci do złoto-czarnych w celu podniesienia ratingów? Moim zdaniem lepszym pomysłem było danie wygranej Ripley no ale cóż... prawdę mówiąc i tak nie spodziewam się długiego reignu. Jedynym prawdziwym pytaniem jest to kto Flairównej ten pas zabierze... Bianca?

2. Aleister Black vs Bobby Lashley
Bobik w rajtkach :D .
Walka, której w ogóle tu nie powinno być. Dostali 8 minut... niby niewiele ale ostatecznie i tak zabrali z show 15 minut i po co? Nikogo to nie interesowało, walczyli o pietruszkę. Odpowiednia osoba wygrała ale ogółem to polecam przewinąć.

Gronk chce być 24/7 Championem... ma chłop ambicje.

3. Otis vs Dolph Ziggler
Pierwsza singlowa walka Zigglypuffa na WM'ce. Trochę ciężko to ogarnąć umysłem, wiedząc ile już w tej federacji siedzi.
Ringowo chujnia ale walkę i tak trzeba było odbębnić. Wiadomo na co wszyscy czekali... pay off. Przyszła Mandy, zaatakowała Sonyę i pomogła Otisowi wygrać. Trochę lazy booking ale Ziggler dostał wpierdol, Otis zaruchał... biere.

4. Last Man Standing Match: Edge vs Randy Orton
Mam mieszane odczucia co do tego pojedynku. Prawdę mówiąc nie wiem czy mogło być lepiej. To Last Man Standing Match... Last Man Standing Match w pustym Performance Center. Zrobili z tym najlepsze co mogli zrobić... tzw. brawl przenoszący się po całym budynku gdzie finał wydarzył się daleko poza ringiem. Nie odważę się na ocenienie tego pojedynku, ostatecznie końcówka dostarczyła mi emocji, opowiedzieli mi historię i sam nie zabookowałbym tego lepiej. Może skróciłbym to o 10 minut ale wciąż ciężko ogląda się LMS'a w którym nie ma odgłosów przerywających ciszę - nie ma emocji fanów. Przykro, że pierwsza walka Edge'a po powrocie odbyła się w takich warunkach... ale niestety nic nie można na to zaradzić. On the plus side... Edge bez wątpienia jest w życiowej formie. Te wszystkie podskoki do drążków i siatek oraz elbow dropy na stoły wykonywał jak młodzieniaszek.

5. Raw Tag Team Championship Match: Street Profits(c) vs Angel Garza & Austin Theory
Skip... znaczy... ja obejrzałem... ale Wam polecam skipnąć. Nic nie stracić. A i szczerze mówiąc... Montez Ford zaczyna mnie wkurwiać. Zaczynam mieć trochę dosyć jego pajacowania.

6. SmackDown Women's Championship Fatal 5 Way Elimination Match: Bayley(c) vs Sasha Banks vs Lacey Evans vs Naomi vs Tamina
Zanim przejdę do walki to chce odhaczyć jedną rzecz. Nie dość, że Cole od miesięcy próbuje nam wcisnąć kit, że reign Bayley nigdy nie został przerwany i trwa już ponad 300 dni to jeszcze teraz pierdoli głupoty o tym, że Przytulaśna jest pierwszą kobietą, która trzymała mistrzostwo kobiet Raw, SmackDown i NXT gdy Charlotte dokonała tego o wiele wcześniej. Prawda jest w rzeczywistości dużo mniej kolorowa... reign Bayley jest chujowy, jest o niczym i aby wydawał się ludziom jakiś, promują go statystykami po to aby podkreślić jaki on jest historyczny... szkoda, że nie jest.
Przechodząc do walki... dostały zaskakująco dużo czasu i pokazały się zaskakująco dobrze. Oczywiście były botche bo no... nie oszukujmy się, jedynymi kobietami na poziomie w tym starciu były Sasha i mistrzyni ale i tak było lepiej niż oczekiwałem. Nawiązanie do Team BAD... powiem szczerze, kompletnie zapomniałem o istnieniu tej stajni więc jakby tego nie zrobili to nie miałbym do nich żadnego problemu :twisted: . Tamina wyleciała pierwsza - jak należy, coś tam podziało się na linii Banks-Bayley(ale na feud wciąż się nie nakręcam bo jak wiemy - w WWE nie możemy mieć dobrych rzeczy) i jeśli już do czegoś mam się przyczepić to do tego, że końcówka z Bayley i Lacey była za długa. Poza tym było jak najbardziej poprawnie. Ale zabierzcie już pas Przytulaśnej.

7. Firefly Funhouse Match: Bray Wyatt vs John Cena
Co ja właśnie obejrzałem xD? Ludzie w internetach piszą, że było to lepsze niż Boneyard Match... no mi osobiście Boneyard Match podobał się bardziej. Przynajmniej przypominał pojedynek gdy to było totalną abstrakcją. Nie zrozumcie mnie źle... podobało mi się. Wycieczka po karierach Wyatta i Ceny, nawiązania do rzeczy zakulisowych o których wiedzą tylko bardziej obeznani i tona śmiechu. Kiczowate, głupie ale dobre :D . A na koniec przybył Fiend i zmiótł Jasia z planszy jak jobbera. Cena odpokutował swoje grzechy, Wyatt ma pierwsze zwycięstwo na WM'ce i wygrywając wyglądał jak potwór. Balans we wszechświecie został zachowany.

8. WWE Championship Match: Brock Lesnar(c) vs Drew McIntyre
Tak mnie naszło przy oglądaniu tej walki... w innych federacjach walki o główne mistrzostwa to długie, wykańczające, epickie batalie w których mistrz mierzy się z pretendentami w starciach, które z biegiem czasu nazywane będą klasykami. Zarówno pierwszego jak i drugiego dnia WM'ki dostajemy walki o główne pasy i obydwie są spamem finisherami. Chciałbym aby ten okres się już skończył... brakuje mi jakiejś porządnej walki o główne złoto w WWE. Poza tym, o poziomie ringowym nie ma co mówić... bez oglądania można się domyślić jak walka przebiegła. Najważniejszy jest finał a finał jest odpowiedni... Drew mistrzem WWE. Pierwszy reprezentant Brytyjczyków z mistrzostwem WWE. Kończę WM'kę z bananem na ryju, jak znam życie(i WWE) to pas pewnie do Borka jeszcze wróci ale oby nieprędko.

Podsumowując Wrestlemanie... wielka szkoda, że nie odbyła się ona na stadionie bo czysto poziomem - była to najlepsza WM'ka ostatnich lat. Nie żartuje. Dostaliśmy bardzo dobry ladder match, bardzo dobry No DQ Match, świetny Boneyard Match, świetną walkę o mistrzostwo kobiet NXT, emocje w walce Edge'a z Ortonem, coś totalnie nie z tej ziemi w Firefly Funhouse a skończyliśmy z odpowiednim mistrzem WWE. Okoliczności zrobiły swoje, niestety ta Wrestlemania nie będzie wspominana tak dobrze jak być powinna, pierdol się koronawirusie.

A kolejnym PPV będzie Money in the Bank... matko boska MitB w Performance Center... płacze.

PS: Jakby ktoś chciał mi pomóc z problemem niedziałających pogrubień, pochyleń, podkreśleń i ogółem wszystkiego na forum... to pw xD.
 
     
BPG 
Jobber



Wrestler: Roderick Strong
Wiek: 29
Dołączył: 02 Lip 2019
Posty: 162
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Wysłany: 2020-04-06, 09:54   

A więc postanowiłem zakończyć kariere oglądacza WWE. Większości się wszystko w miare podobało, szukacie jakiś plusów. Ja nie potrafię odnaleźć żadnego plusa. Było to dla mnie gówniane od początku do samego końca, usnąłem 3 razy podczas tych 2 dni co i tak uważam za niezły wyczyn.

Ciężko to coś nazwać WM. Dziwny twór z logiem WM wyświetlonym na ekranie ...
 
     
aRo 
Main Eventer



Wrestler: Keith Lee, Big E, Owens, Otis
Wiek: 26
Dołączył: 18 Lip 2010
Posty: 4617
Podziękował: 57
Podziękowano mu 208 razy w 51 Postach
Skąd: Śląsk
Wysłany: 2020-04-06, 11:51   

Liv vs Natalya w kickoffie się odbyło. Wygrała fajniejsza.

Pas NXT na start - wyszło całkiem nieźle. Z początku zerkałem jednym okiem, potem zaczęło mi się podobać. Dostały masę czasu i to wykorzystały. Oglądało się lepiej niż większość wczorajszej karty, jest progres.
Tylko ten wynik... Nie za bardzo wiem, co dalej z tym zrobić. Dopiero skończyliśmy Terror Shayny i już kolejny? W NXT nie ma wiarygodnych rywalek dla Flairówny, a jak Rhea szybko odzyska, to będzie durne nabijanie statystyk. Nie widzę dobrego wyjścia. Obawiam się bullshitu na miarę Strowmana ze wczoraj (i nie chodzi o długość walki).

Black i Lashley też, o dziwo, nie najgorzej. Fakt, że było dosłownie 0 story i trudno nie mieć wywalone, ale czysto ringowo było w miarę OK, nie przewinąłem! Końcówka z Black Mass outta nowhere podczas biegu do Speara niezła. Wygrał ten, co powinien.

Otis nahajpowany, Zyga zawodowy heel. Oni chyba najbardziej ucierpieli na braku publiki. Tu reakcja byłaby zacna, a tak momentami wyglądało dziwnie. Jeszcze ten koniec... Interwencja i "bullshity" w kontekście story były w porządku, wszystko pasowało. I cmok na koniec <3

Edge miał na spodniach ten design pokazany w 24 na Networku :)
Orton jako kamerzysta zaczyna od RKO Outta Nowhere, najs! Do tego LMSa wykorzystali całe PC i chwała im za to. Coś jak Ciampa i Gargano w NXT. Masa narzędzi, to i spoty pomysłowe. I przy tej "surowości" wszystkiego nawet mnie nie bolało to tradycyjne liczenie za każdym razem, jak ktoś leży. Ciekawi mnie, po co nad stołem w jednej sali konferencyjnej była ta siatka :twisted: Poniewierali się, było na co popatrzeć. Finisz to nie żaden wielki spot, ale przy tym, co się działo na tygodniówkach - idealny. Edge ewidentnie chciał dodać od siebie coś z aktorstwa i to trochę starcie ubarwiło. A czy całość to ideał? Nie, przy tym wolnym tempie spokojnie mogliby skrócić to o jakieś 10 minut, jak nie lepiej, bo jednak trochę odjechali z długością. Wiem, czepialstwo.

Randomy gonią Mojo, Gronk na nich skacze i zgarnia pas 24/7. Meh. Ale w tej grupie był Babatunde! POLAK NA WM! :twisted:

Jak mowa o randomach - walka o pasy TT Raw. Krótkie, więc w sumie strawne, ale emocji zero. I po co ten beatdown po wszystkim? Serio chcemy to kontynuować? Jeszcze Bianca wbiła na pomoc mężowi. Wolałbym, by to była jednorazowa akcja, bo pomysł na debiut jest lipny.

Gronk champem, więc nie może hostować? LOL. I nowym hostem został Titus O'Neil. Co to w ogóle są za pomysły? :twisted:

Wejście Taminy dziwnie znajome. Cisza jak zwykle :twisted:
Cole mówi, że Sasha i Bayley prawie wyeliminowane, a mistrzyni do niego "No we didn't" :twisted: Zaplusowała.
Jestem zaskoczony, że dalej pamiętają takie coś jak Team B.A.D.
Trzeba było WSZYSTKICH, by wywalić Taminę! Najważniejsze, że poleciała pierwsza i mieliśmy spokój. Druga Naomi, w sumie śmiesznie, bo wydawała się najpoważniejszym kandydatem, póki jeszcze nie zrobili wieloosobówki. Potem... Sasha. Najciekawsza możliwa końcówka poszła się... Bayley vs Lacey. Całość oglądało mi się nawet przyjemnie, tylko to 1v1 mnie już kompletnie nie interesowało. Champ broni z pomocą wywalonej wcześniej psiapsióły. Może też na zasadzie "ja ci zabiorę pas, nie ona". Jak to doprowadzi w przyszłości do feudu - spoko.

Już miałem psioczyć, że po co John wchodzi na arenę, ale zaraz to naprostowali. RUTHLESS AGGRESSION :twisted: You can look, but you can't touch :twisted: Saturday Night Main Event i to promo :twisted: Stop, za dużo tego, by wymieniać - koniec spoilerów. Firefly Fun House match trzeba zobaczyć. Powalona przebieżka po karierze Ceny (Wyatta w sumie też). Ciężko to nazwać walką, ale jako komediowy/poważny segment - mistrzostwo świata. Kopalnia złota. I coś zupełnie innego niż wczorajszy Boneyard match.

Drew w niecałe 5 minut poskładał Lesnara. Trochę przegięli z kickoutami, ale poza tym wyglądało to dużo sensowniej niż Braun wczoraj. Dobry moment, gość z 3MB uwala Brocka w ME WM - tu najbardziej boli, że arena jest pusta. Chyba wolałbym, by akurat z tym zaczekali do "normalności".

Ogółem: druga noc nieporównywalnie lepsza jako całość, warto obejrzeć - za to nadal najlepszy był dla mnie wczorajszy "pojedynek" Styles/Taker.
_________________
...bo jeden Straight Edge na forum to zdecydowanie za mało.
Typer WWE 2018 - 3 miejsce
Typer NXT 2018 - 1 miejsce
 
 
     
Rogos 
Midcarder



Wrestler: Edge|Punk|Hardy|Black
Wiek: 22
Dołączył: 13 Lut 2012
Posty: 635
Podziękował: 2
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Chełmno
Wysłany: 2020-04-06, 15:41   

Jeszcze na chłodno o pierwszym dniu. Opener to poziom tygodniówki, Korba wychodzący na ring i pokazujący filmik to samo, samej walki nie widziałem. Becky i Shayna… ciągle mam w głowie porównanie do Rousey vs Flair no i nie, to nie było godne WM-ki. Zayn vs Bryan to znowu tygodniówka, a tam potencjał był duży. Ladder Match w pełnym składzie pewnie mógłby otworzyć normalną WM-kę, reszta karty wpasowałaby się w środek – przymykając oko na podbudowę tych walk (albo jej brak). Wychodzi na to, że połowa to tygodniówka, a druga połowa powiedzmy WrestleMania w PC.

Dzień drugi.

Charlotte Flair vs Rhea Ripley
Jakoś tam było to podbudowane, fajne promo przed walką, fajna obsada. Na początku brak atmosfery mnie zniechęcił, ale szybko mi się poprawiło. Podobał mi się motyw z Charlotte stojącą tyłem do wchodzącej Ripley. To oczywiście najlepsza walka kobiet tej WrestleManii (konkurencja była żadna). Tym razem obijanie kończyny było efektowne. Wynik był nieoczywisty, ja stawiałem na Flarę i trafiłem. Absolutnie mi to nie przeszkadza – uważam, że to ciekawsze rozwiązanie. Już wyczuwam to powszechne oburzenie, które przeczytam w necie.
Jeszcze powiem, że dziewczyny przesadziły ze ścieżką dźwiękową. Za dużo okrzyków i jęków. Na pustej hali to się nie sprawdza i wychodzi lekki cringe. Nie mówiąc o tym, że momentami z boku to pewnie brzmiało jak ostre porno.

Aleister Black vs Bobby Lashley
Panowie nigdy obok siebie nie stali – tyle o podbudowie. Efektowne wdzianko Blacka. Sama walka była przyzwoita, ale to tygodniówka, no i przede wszystkim walka z dupy. Nie na WrestleManię. Tyle w tym dobrego, że Aleister zmieścił się w karcie.

Otis vs Dolph Ziggler
Konsekwentnie prowadzone story, tu wszystko miało sens. Przegryw zabiegający o względy takiej Mandy to niby samograj, ale ten Otis w ogóle do mnie nie przemawia. Mandy i Zyga to jest para! Wszystko poprawnie, ale największym plusem całego przedsięwzięcia był strój Rose. Następny w kolejce mixed tag team.

Edge vs Randy Orton
Edge to największy przegrany w tej całej sytuacji. Miał być przepiękny powrót na stadionie, a nic z tego nie wyszło. To była najlepiej podbudowana walka całej Manii. Poczynając od Royal Rumble Matchu, tam każdy element zagrał, Orton dał z siebie 300%, Edge nie stracił formy, ich segmenty były kilka poziomów wyżej niż cała reszta - zdecydowanie był to kaliber WrestleManii.

Selling! Porządne punche. Mimika. Gestykulacja. Szczegóły, zwłaszcza po stronie Edge’a. I ktoś mi powie, że dzisiejsi wrestlerzy są najlepsi w historii. Dajcie se spokój, wrestling to nie akrobatyka. Uważam, że panowie wykorzystali niesprzyjające okoliczności wzorowo. To był zupełnie inny poziom. Ciekawe jak by to wyglądało na stadionie, gdzie na pewno nie poszliby na back. Na pewno byłoby mniej „filmowo”, czy kameralnie. Cóż, tego się nie dowiemy, ale pewne w tym wszystkim jest jedno – ta walka zostanie zapamiętana. Już nie mogę się doczekać kolejnego feudu Edge’a. Chcę zobaczyć to samo aktorstwo w ringu, z publicznością. Wow.

A po tym jakieś śmieciowe tag teamy i Bianki jak by to była tygodniówka.

Bray Wyatt vs John Cena
Cena powiedział, że nie wystąpi na gali, gdy schodził na back, na rampę wyszedł Fiend, spojrzał na Johna, wskazał na logo WM-ki, Jan przyjął wyzwanie. Nie wiem co było bardziej absurdalne – Cena nagle, od ręki, zmieniający zdanie, czy może diaboł, który wychodzi na stage i wskazuje na logo WrestleManii? W sumie znam odpowiedź – diaboł. Na szczęście reszta podbudowy nie była zła - Fun House zawsze trzyma poziom, Cena też raz czy dwa miał mikrofon, a ostatnia minuta SD przed WM to najfajniejszy element tego feudu. No i tu kawał roboty odwalił star power. Do tego do kontekstu dochodziła WM 30 (w ogóle promo tamtej walki a tej, to jak niebo a ziemia – takie czasy).

Sam segment – spodziewałem się jednak czegoś na kształt walki, a nie dna Hardych jeziora reinkarnacji. Niby urocze, ale zawód. Dobrze się bawiłem w obecności Bray’a bagniaka. I co, że niby Wyatt wygrał walkę? Czy to w ogóle była walka?

Brock Lesnar vs Drew McIntyre
Main event. Na stadionie byłby klimat. Pierwsza sprawa – zaczynam mieć powyżej uszu tego spamu finisherami i odkopywania po nich. Po co one w ogóle istnieją? To było takie rozszerzone Goldberg vs Strowman. Idź pan w chuj. Szkoda, że Szkotowi przypadł taki bieda moment.

Nie czuję się jakbym obejrzał WrestleManię. Utrzymuję, że był to klimat gloryfikowanego live eventu. I to w wersji eksperymentalnej. Masa walk z tygodniówki. Jakby odciąć tłuszcz i zostawić samo czyste mięso… wychodzi karta normalnej WM-ki. Ale substytutu stadionu nie ma. Z jednej strony mam wrażenie, że nie było to takie złe, że na pewno nie była to topka najlepszych WrestleManii, ale na dnie też nie ma dla niej miejsca. Z drugiej strony – walki godne WM policzyć można na palcach jednej ręki kiepskiego stolarza. A było ich 16.

Wiem, że nic nie wiem. Myślałem, że wyszło lepiej niż się spodziewałem, ale jednak nie mam pewności.
_________________
I Miejsce - Typer NXT 2017
 
     
Arkao 
Main Eventer



Wiek: 22
Dołączył: 22 Lip 2012
Posty: 4390
Podziękował: 31
Podziękowano mu 3 razy w 2 Postach
Skąd: Kołobrzeg
Ostrzeżeń:
 1/3/4
Wysłany: 2020-04-06, 15:51   

Chciałem poruszyć tutaj tylko temat walki Styles - Taker i Wyatt - Cena. Dla mnie to jest jakiś żart. Wrestling nie może iść w stronę jakiejś fantastyki i magii, a już na pewno nie na Najważniejszej gali roku. Teleporty, jakieś pojebane akcje w tym segmencie Wyatta. Co to w ogóle jest. Mamy rok 2020, a nie 1990 i nie można tego zmieniać. Wszystko tym psują, bo jak w wrestlingu łamiesz 4 ściane to staje się on tylko udawaną bijatyką akrobatów
_________________
Progres Roku 2014
User Roku 2017
Redaktor Roku 2017
Progres Roku 2017
Tekst Roku 2017
WTF Roku 2017
 
     
TylkoLesnar

Dołączył: 23 Maj 2017
Posty: 13
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Wysłany: 2020-04-06, 16:06   

Tak jak mówisz, tego nie da się traktować jako walk wrestlingowych xD

wyobraźcie sobie, że taker jeszcze nie przegrał walki na WM i streak dalej jest liczony. już widzę kłótnie ludzi, którzy zastanawiają się czy ten film ze stylesem liczyć jako walkę do streaku czy jako co xD
 
     
Tester 
Jobber



Wiek: 24
Dołączył: 26 Paź 2013
Posty: 89
Podziękował: 1
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Wysłany: 2020-04-06, 16:39   

> 2020
> bierz wrestling na poważnie

współczuję XD
 
     
Antenelles 


Wiek: 30
Dołączył: 06 Kwi 2014
Posty: 36
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Ostrzeżeń:
 1/3/4
Wysłany: 2020-04-06, 17:03   

Arkao napisał/a:
Chciałem poruszyć tutaj tylko temat walki Styles - Taker i Wyatt - Cena. Dla mnie to jest jakiś żart. Wrestling nie może iść w stronę jakiejś fantastyki i magii, a już na pewno nie na Najważniejszej gali roku. Teleporty, jakieś pojebane akcje w tym segmencie Wyatta. Co to w ogóle jest. Mamy rok 2020, a nie 1990 i nie można tego zmieniać. Wszystko tym psują, bo jak w wrestlingu łamiesz 4 ściane to staje się on tylko udawaną bijatyką akrobatów


No i poruszyłeś :) możesz się wylogować.
Wole oglądać takie coś ;) niż zamulajace walki.

Styles - Taker i Wyatt - Cena to najlepsze walki tego roku, chociaż tej drugiej walką nazwać nie można to i tak jest to najlepsze co było można zobaczyć w tym roku.
Gwarantuje, że do tych 2 rzeczy będzie się wracać latami, bo po prostu było to dobre co potwierdzają opinie, komentarze fanów i krytyków.
 
     
BPG 
Jobber



Wrestler: Roderick Strong
Wiek: 29
Dołączył: 02 Lip 2019
Posty: 162
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Wysłany: 2020-04-06, 17:50   

Po prostu trzeba się pogodzić, że wrestling który większość z nas kochała odszedł i nie wróci a już napewno nie w dablju.

Teraz to produkt nastawiony dla innego grona odbiorców. W AEW starają się wrócić do tej starej dobrej szkoły jednak np. dla mnie bracia Rhodes stają się mocno niestrawni
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Google
 
Copyright © 2001-2010 Attitude      Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group