MJF z title shotem, niespodziewany występ na ... (zobacz)
Nowi mistrzowie na Raw, walki na SummerSlam, ... (zobacz)
WWE zapowiada debiut stajni, Blanchard wkrótc... (zobacz)

AttitudePL na Facebook AttitudePL na YouTube AttitudePL na Twitter Nasz kanał RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
WWE PPV - Backlash 2020 (zapowiedź, dyskusja, spoilery)
Autor Wiadomość
Pavlos 
Main Eventer



Wrestler: Edge, The Undertaker, HHH, Y2J
Wiek: 27
Dołączył: 02 Kwi 2012
Posty: 4197
Podziękował: 488
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Warszawa
Ostrzeżeń:
 1/3/4
Wysłany: 2020-05-20, 19:33   WWE PPV - Backlash 2020 (zapowiedź, dyskusja, spoilery)

WWE PPV - Backlash 2020


14 czerwca 2020


Orlando, Floryda

Performance Center




The Greatest wrestling match Ever








Karta:






The Greatest Match Ever

Single match
Edge vs Randy Orton






WWE Championship:

Single match
Drew McIntyre vs Bobby Lashley






Universal Championship:

2v1 Handicap match
Braun Strowman (c) vs The Miz & John Morrison






US Championship:

Single match
Apollo Crews (c) vs Andrade






RAW Women's Championship:

Single match
Asuka (c) vs Nia Jax






Women's Tag Team Championship:

Triple Threat Tag Team match
Sasha Banks & Bayley (c) vs Alexa Bliss & Nikki Cross vs The IIconics






Single match
Jeff Hardy vs Sheamus
_________________
Typerowa zabawa:
I miejsce - Liga Mistrzów 2015/2016
III miejsce (Ex æquo z użytkownikiem filomatrix) - Euro 2016
III miejsce - Euro 2012
Ostatnio zmieniony przez Pavlos 2020-06-16, 21:03, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
Killaz 
Jobber



Wrestler: CM Punk, Kenny Omega
Wiek: 24
Dołączył: 27 Sie 2012
Posty: 151
Podziękował: 0
Podziękowano mu 1 razy w 1 Postach
Skąd: Niemcy
Ostrzeżeń:
 1/3/4
Wysłany: 2020-06-14, 11:50   

W karcie brakuje Sheamusa z Hardym. Jako ze z nudow sobie lukne w nocy na gale to napisze cos, ostrzegam ze nie ogladam zadnych tygodniowek wiec wiem mniej wiecej o co chodzi z niusow.

Womens TT: Saszka i Bejli dopiero co wygraly tytuly wiec nie bedzie emocji jesli chodzi o wynik. Nie wiem na jakim poziomie stoja walki babek ale tu chyba zle nie bedzie. Moj typ: Banks i Bayley

Raw womens: czemu ta nieszczesna Jax jest tak czesto kolo pasa? Tak lubia ryzykowac kontuzje mistrza? Pojedynek bedzie nudny i bez emocji, przerwa na dwojeczke. Moj typ: Asuka

US championship: nie lubie Apollo, typowy gosc w majtach robiacy fikolki. Mam nadzieje ze wygra Andrade ale raczej tak nie bedzie. Ich starcie bedzie raczej niezle. Moj typ: Apollo

Sheamus vs Hardy: wielu twierdzi ze ich feud jest zbyt kontrowersyjny i nie powinien miec miejsca. Z tego co czytalem, wydaje mi sie on dobry. Moim zdaniem raczej nie ma innej opcji niz wygrana Hardyego. Walka bedzie napewno niezla. Moj typ: Hardy

Universal: nienawidze handicapow o singlowy pas, glupio sie to oglada i wynik jest z gory jasny. Szkoda Miza i Morrisona, taki swietny team musi byc miesem dla nudnego Strowmana. Tak jakby w rosterze nie bylo nikogo z kim by mogl walczyc, n. p Black. Moj typ: Strowman

WWE championship: Drew wygra i tyle, dablju jest zadowolone z jego postawa jako mistrz przez co moze on liczyc na dlugi reign (z czego sie bardzo ciesze). Lashley jest dla mnie nudny i powinien walczyc o glowny pas najwyzej w TNA. Moj typ: McIntyre

Orton vs Edge: tak to podpromowali ze czekam na to najbardziej, podobno bylo to naprawde dobre wiec raczej panowie nie zawioda. Nie wiem kto wygral ostatnim razem. Mam nadzieje ze tutaj wygra Edge. Moj typ: Edge
_________________
AEW! AEW! AEW! AEW! AEW! AEW! AEW! AEW! AEW!
 
     
aRo 
Main Eventer



Wrestler: Keith Lee, Big E, Owens, Otis
Wiek: 26
Dołączył: 18 Lip 2010
Posty: 4644
Podziękował: 57
Podziękowano mu 208 razy w 51 Postach
Skąd: Śląsk
Wysłany: 2020-06-15, 12:08   

W kickoffie nawet niezła, krótka walka o pas US. Apollo broni, bez niespodzianek, za to pomógł mu Owens.

Opener ma rozgrzewać. Tu rozgrzać mogły, nie wiem, widoki? Babki nie szalały. Mistrzynie bez zmian - pod kątem walk w NXT to najlepszy wybór.

Hardy z Szajbą "tygodniówkowo", nic z tej walki nie zapamiętam. Wygrana heela dyskusyjna, dziwię się że to jeszcze nie koniec.

Asuka i Jax poza ringiem, double countout... Czyli więcej Nii w przyszłości, fuck.

Piosenka Miza i Morrisona może być highlightem tej gali. Choć pokazali ją już w The Bump i w kickoffie.
No nie popisali się intelektem w tym handicapie. Jedyne co może z tego wyjść to feud TT partnerów, którego nie potrzebujemy. Braun niszczący tagi - then, now, forever.

W walce Drew z Lashleyem najlepszy był moment przed gongiem - szkoda, że niewiele z niego wynikło. Koniec z Laną tragiczny. Nic tam nie wyszło. Akcja w ringu OK, ale co z tego.

Wikingowie i SP zaczęli się lać na parkingu, bo tak. Przy okazji rozwalając pojazd Brauna. Z przyjacielskiej rywalizacji zrobiła się wojna na zapleczu, gdzie Erik i Ivar chcieli ruszyć w mistrzów z toporem i kulą do kręgli. Zrobili cinematica kompletnie z dupy i niepasującego do reszty. No sory, ale czemu nagle chcą się pozabijać? :?
...ważniejsze pytanie: czemu Tozawa przyjechał z motocyklowym gangiem Ninja? :? I czemu wiking ma moc przyciągania mięcha do łapy? Tutaj NIC nie miało sensu. Dawno nie widziałem większych głupot. I mówi to gość, któremu generalnie pasują te filmiki, dziwactwa, Broken Universe itd. U Hardasa chociaż są jakieś zasady, nawet jak to nierealistyczne. Tutaj było po prostu głupio i niedorzecznie. Jeszcze skończyliśmy potworem w śmieciach. Nie mam słów.

ME... To była dobra walka. Z podbitym dźwiękiem, byś czuł, że jest tam masa ludzi (co jest niby spoko, jednak jak widzę pustkę wokół, to jest dziwnie) i z dodatkowymi rzutami kamery, których i tak jest normalnie za dużo. Cóż, sami się uwalili. Nie wiem, czy ktoś by narzekał na ten pojedynek, gdyby nie dali mu tej debilnej nazwy GREATEST EVER. Co najwyżej najlepsza na tej gali, co niewiele mówi. Dobra, może trochę za długa, no i tyle. Dziwne było jeszcze, jak zaczęli w siebie ładować akcjami innych. Kill Switch i Pedigree można zrozumieć, ale Rock Bottom był z czapy. Orton wygrywa i czekamy pewnie na tiebreakera - oby bez dziwactw.
_________________
...bo jeden Straight Edge na forum to zdecydowanie za mało.
Typer WWE 2018 - 3 miejsce
Typer NXT 2018 - 1 miejsce
 
 
     
Rogos 
Midcarder



Wrestler: Edge|Punk|Hardy|Black
Wiek: 22
Dołączył: 13 Lut 2012
Posty: 649
Podziękował: 2
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Chełmno
Wysłany: 2020-06-15, 15:48   

Słowo o oprawie. Fajne promo na początek gali i zaraz przed główną walką, ale muzyka z Króla rozrywki pasowała tam jak pięść do oka. Musical ładny, ale tu mamy mordobicie.

Jeff Hardy vs Sheamus
Jest tu jakieś story, nawet niezłe, chociaż jak zwykle maksymalnie płytkie i ze zmarnowanym potencjałem. Sama walka mi się podobała. Tu widać to co podczas niedawnej walki Hardy vs Cesaro. Matche starej gwardii są inne. Przebieg, selling, psychologia - to wszystko jest prostsze, a jednocześnie bardziej złożone. Dominacja Sheamusa, fajne maltretowanie Jeffa, kontra tu, kontra tam, hope spot i koniec. Proste i skuteczne. Żadnego wydziwiania – sam poprawny wrestling.

Edge vs Randy Orton
Panowie zrobili robotę mikrofonową jeśli chodzi o podbudowę tej walki, a o hasełku „Greatest” i tak dalej powiedziano w necie już wiele. Generalnie to jest kwintesencja tego co stało się z wrestlingiem – do ringu nie wchodzi się po to, żeby pobić przeciwnika, najlepiej możliwie jak najszybciej albo najdotkliwiej – liczy się to, żeby zrobić „dobrą” walkę. Dziwna podbudowa nie przeszkodziła mi w kupieniu tego zestawienie jako walki bardzo wysokiej rangi. Z takim składem to nie mogło się nie udać. Czekałem na to.
Walka kapitalna. Ona tak kontrastuje z tym co robi się w dzisiejszym wrestlingu, że to głowa mała. To była walka – cały czas w zwarciu, cały czas w ofensywie, jak nie jeden, to drugi. Żadnego nadstawiania się i czekania w dziwnych pozycjach, aż przeciwnik skoczy. Dużo zrobiły szczegóły – gierki, zmyłki, spojrzenia, mimika, reakcje po kick-outach, selling – o to w tym wszystkim chodzi. Zapamiętałem jeden Superplex, po którym Edge prawie umarł. Albo DDT z lin, po którym zgasł. Albo sprawdzanie stanu uzębienia. Czyż nie lepiej ogląda się to niż napieprzanie salt po Piledriverach? Tyle było tu prób strzelenia finishera, że spodziewałem się, że gdy już jakiś padnie, będzie koniec (nie licząc cudzych, czyli Killswitcha, Pedigree i Rock Bottom, które nie wiem skąd się tam wzięło). Było kilka kickoutów, w tym jeden po dwóch Spearach, co może było zbędne, bo jednak akcja zawsze traci tak na wartości. Kropka nad i w postaci Punt Kicka zrobiła wrażenie. Z zastrzeżeń – można było uciąć parę minut, a i gdyby story było bardziej rozwinięte, oglądałoby się to jeszcze lepiej. W każdym razie dawno nie oglądało mi się wrestlingu tak dobrze. To jest coś, co chcę widzieć częściej.

Jeśli kogoś nie interesowała historia ani aktorzy, to pewnie mu się nie podobało. Gdy kończyłem przygodę z NJPW też nudziły mnie na śmierć ich epickie main eventy. Myślę, że nawet w takim przypadku, każdy powinien docenić stronę „techniczną”, bo panowie przypomnieli jak ma wyglądać wrestling.

W ogóle jednak oglądaniu wrestlingu służy ograniczanie jego ilości. Olewanie ścierwa, oglądanie samego mięcha (jeśli już jakieś jest, a i to oczywiście kwestia subiektywna) i zabawa przednia.
_________________
I Miejsce - Typer NXT 2017
 
     
BPG 
Jobber



Wrestler: Roderick Strong
Wiek: 30
Dołączył: 02 Lip 2019
Posty: 166
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Wysłany: 2020-06-15, 18:50   

Ale kurwa gówno. Naprawde miałem dobre nastawienie do tej gali i wszystko było nieźle do czasu walki Boba. Walczysz sobie o mistrzostwo świata i nagle z dupy wychodzi sobie Twoja żona od tak pogadać. Spłycony temat do dna, kompletna padaka.

Ale to co zrobili ze SP i Vikingami to już przebiło wszystko. Na ostatniej tygodniówce współpracowali a tu nagle z dupy browl a potem seria "śmiesznych" inaczej wydarzeń ..

Niestety po tej walce zwymiotowałem i Ortona nie obejrzałem .. :-x
 
     
DashingNoMore
Upper Midcarder



Dołączył: 15 Lip 2013
Posty: 1336
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Ostrzeżeń:
 1/3/4
Wysłany: 2020-06-16, 00:01   

Edge vs Randy Orton
To, że nie miałem totalnie żadnych oczekiwań co do tej walki oraz to, że nie wsiadłem do tego hype trainu napędzanego przez WWE... było najlepszą rzeczą jaką mogłem sobie zrobić. Czy był to najlepszy pojedynek w historii. No nie... ale wciąż była to kapitalna walka. Najlepszy w historii może nie... ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że był to najlepszy pojedynek w WWE w ostatnich latach(nie licząc oczywiście NXT). Jest to całkiem łatwe do uzasadnienia... po prostu zobaczyliśmy pojedynek, jakiego w WWE nie było od lat. Była tam historia, była tam dramaturgia, były rzeczy, które nagradzają widza za to, że przywiązujesz uwagę do tego co się dzieje na ekranie. To się naprawdę nie dzieje teraz w WWE często... jedynym produktem WWE w którym można się tego spodziewać jest teraz NXT. Zdecydowanie przeskoczyli moje oczekiwania i zdecydowanie był to pojedynek do którego wrócę.
Dla mnie jako wieloletniego fana nie była to najlepsza walka w historii... ale widzę scenariusz w którym jakiś dzieciak ogląda tą walkę z wypiekami na twarzy tak jak ja oglądałem starcie HBK'a z Undertakerem na Wrestlemanii 25. Naprawdę to widzę. Czapki z głów dla Edge'a i Ortona... postawili im niemożliwe do osiągnięcia zadanie ale zrobili drugą najlepszą rzecz jaką mogli. Szkoda, że reszta gali ssała pałkę ;P
 
     
-Raven- 
Living Legend



Wrestler: Hitman,Steen,Trent Acid,Foley
Dołączył: 12 Sty 2005
Posty: 9254
Podziękował: 21
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2020-06-16, 22:43   

1. Triple threat damskich tagów - o dziwo, całkiem przyjemny opener. Nic co by jakoś na dłużej miało zapaść mi w pamięć, ale cały czas coś tam się działo, walka nie była zbyt długa i pomimo z góry wiadomych zwyciężczyń, oglądało się to całkiem spoko. Nie wkurwiały mnie nawet lewe ringowo Australijki, a to już spory plus :D Jak na walkę-rozgrzewkę przed galą, to dla mnie starcie spełniło swoje zadanie.

2. Sheamus vs. Hardas - niby sklecili ten feud na jakichś w miarę ciekawych podwalinach (a nie na zasadzie: "hej, chcę Ci skopać dupsko, bo uważam, że jestem najlepszy!"), a samą walkę odjebali po mega sztampie, gdzie silniejszy heel dominuje przez 90% czasu, mniejszy face ma swoją chwilę reaktywacji... tylko po to, żeby heel "zaskakująco" go jednak ujebał :roll: No, Vinnie, takie rzeczy to na tygodniówki, chłopie.
Coś ciekawszego zaczęło się dziać dopiero pod sam koniec, kiedy poleciały finiszery, ale było już za późno żeby odratować tego ringowego trupa.
Jeżeli miałbym szukać tu jakichś pozytywów w negatywach, to chyba byłoby to, że jednak dość zaskakująco pozwolili pojechać Rudolfowi czysto (!!!) Narcos'a, który ponoć miał być przecież mocno pushowany.

3. Asuka vs. Jax - sama walka jakaś powalająca nie była, ale trudno jej odmówić dość logicznego bookingu, gdzie mniejsza Aśka cały czas sprytem próbowała wykiwać Najkę i zapiąć jej jakiegoś suba, a ta demolowała jej wszystkie plany swoją zwierzęcą siłą fizyczną.
Finisz zapodali kompletnie z dupy, robiąc z Jax typowego "osiłka bez mózgu". Sędzia wylicza laski poza ringiem do "8". Nia ma Japonkę na ramionach i zamiast wbijać razem z nią do ringu, aby ocalić swoją szansę na przejęcie pasa, rozwala rywalkę dalej poza ringiem, a sędzia dolicza w tym czasie do "10" i ogłasza double count out :roll: Ringowy Napoleon z tej Jax, nie ma co! :twisted:

4. Miz & Morrison vs. Strowman - jedyne co tu było fajne, to ten kawałek nagrany przez Miza z Morrisonem. Był mocno bekowy, a i wokalnie wyszło to całkiem spoko jak na laików w tej materii. Justin Bieber może się czuć zagrożony :twisted:
W ringu było już słabiej. Tag Team niczym ratlerki - usiłowali "kąsać" Bronka "po piętach", a ten przyjmował wszystko na klatę, po czym garował upierdliwców.
Przyznam szczerze, że liczyłem na więcej tarć w tagu, w kwestii tego kto spinuje Strowmana i przejmie Złoto, a tutaj tylko raz Miz'owi puściły nerwy, przez co finalnie pretendenci umoczyli. Szkoda, bo skoro na emocje nie można było tu liczyć (domy można było stawiać na wygraną Brązowego), to mogli chociaż pójść w rozrywkowe waśnie partnerów.

5. McIntyre vs. Lashley - mocno rozpisali Bobika, ale skoro nie miał szans na przejęcie pasa, to chociaż dali mu podominawać nad Szkotem. Niestety Robsona poniosło i odwalił takiego kiksa poza ringiem, że gdyby Drew desperacko nie przyasekurował się rękami, to zjebałby się prosto na łeb i mógłby skończyć na wózku (kiedy się wyślizgnął rywalowi i spierdolił z jego barków na glebę). Fatalnie to wyglądało.
Fajne były te motywy, kiedy panowie przez dłuższy moment poszli w submission wrestling usiłując poddać przeciwnika. Zawsze coś innego niż demolka power moves'ami.
Finisz z Laną mocno sztampowy. Bidula ma pecha do "mężów", bo chyba kolejny "rozwód" jej się szykuje :twisted:

6. Street Profits vs. Viking Raiders - ten segment (bo walką trudno to nazwać) i jego ocena będzie mocno uzależniona od nastroju oglądającego i ilości promili krążących w jego żyłach :D Zamiarem było tu odjebanie czegoś mocno cringe'owego, bazującego na humorze niskich lotów, co wyluzowałoby widzów, mających już za sobą kilka piwek i 2/3 tej - nie najwyższych lotów - gali, przed main eventem, zapowiadanym jako wrestlingowe objawienie stulecia. Skłamałbym jeżeli powiedziałbym, że kilka razy tutaj nie śmiechłem. Jasne, było to zdrowo pojebane i zawierało motywy rodem z najbardziej żenujących komedii z dawnych lat (ten najazd wojowników ninja :D czy atak mackowatego potwora w śmietniku :D ), ale jeżeli wyłączyło się na trochę mózg i zaakceptowało konwencję - momentami szło się trochę pośmiać, co było przecież głównym celem tej całej popeliny.
To czego mi tu zabrakło, to to, żeby na sam koniec pojawił się jeszcze Strowman i "pogodził" całą czwórkę wspólnym wpierdolem, za zniszczenie mu samochodu :wink:

7. Edge vs. Orton - nie była to oczywiście najlepsza wrestlingowa walka jaką widziałem w życiu (szczerze mówiąc widziałem sporo lepszych), ale jak na obecny poziom produktu Vince'a to była wręcz zajebista (i zdecydowanie ciekawsza niż starcie tej dwójki z WrestleManii).
Świetna psychologia ringowa i umiejętność opowiedzenia historii przez zawodników (kiedy chociażby w detalach usiłowali sobie nawzajem udowodnić, że jeden jest lepszy od drugiego i zna lepiej przeciwnika niż ten jego), do tego doszły niezłe kontry, dramaturgia i wysoki poziom ringowy. To używanie cudzych finiszerów nie było od czapy. Miało to pokazać desperację walczących i to, że muszą sięgać po niestandardowe dla nich akcje, żeby tu wygrać.
Dobry finisz i użycie w końcu tego mitycznego Punt Kicka (Randal często się do niego zabiera, ale nigdy nie udaje mu się go odpalić), który faktycznie jest tego typu "bronią masowej zagłady", że spokojnie Edge mógł bez wstydu dać się po czymś takim odklepać.
Jeżeli do czegoś miałbym się tu przyczepić to długość pojedynku. Jakby go trochę skrócili, to walka tylko zyskałaby na tym, tym bardziej, że momentami tempo mocno siadało (wiadomo, że Panowie to już nie jakieś młodzieniaszki) i przy tak długim dystansie, pod koniec stawało się to dość mocno odczuwalne.
Wynik 1-1 w rywalizacji i teraz to chyba - jak już Adaś wykuruje zerwanego tricpesa - widziałbym zwieńczenie tej trylogii w jakimś Iron Man Matchu.

Reasumując - gdyby podsumować tą galę jednym stwierdzeniem, to można by napisać, że było to starcie Edge'a z Ortonem i jakieś wysrywy przed nim :D Main event mocno zdominował całą resztę, ale patrząc na poziom tego co nam tutaj Vinnie zaserwował, nie było to zbyt trudne. Dobrze, że przynajmniej nie szarpali się na jakieś dystanse maratońskie pokroju 4 godzin :wink: Moja ocena: 3=/6 (w końcu 1/3 całej gali to kozacki main event).
_________________
Lepiej nic nie mówić i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.
Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa...

 
     
Pavlos 
Main Eventer



Wrestler: Edge, The Undertaker, HHH, Y2J
Wiek: 27
Dołączył: 02 Kwi 2012
Posty: 4197
Podziękował: 488
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Warszawa
Ostrzeżeń:
 1/3/4
Wysłany: 2020-06-16, 23:06   

Kickoff - US Championship: Andrade vs Apollo Crews (c)
Krótko, ale treściwie. Niezłe starcie z wiadomym rezultatem. Oczywiście WWE nie może sobie darować wepchania jakiejś walki do Kickoffu nawet jeżeli karta główna jest malutka. :roll:

Ocena: 2+/5

Pierwsza walka - Women's Tag Team Championship: Alexa Bliss & Nikki Cross vs The IIconics vs Sasha Banks & Bayley (c)
Również szybko poszło i nie było niczego godnego zapamiętania. Do bólu przeciętny pojedynek również ze spodziewanymi zwyciężczyniami.

Ocena: 2/5

Druga walka - Jeff Hardy vs Sheamus
Tak nisko w karcie? Przynajmniej pierwsza szansa na rozgrzanie widza. Nie pykło. Jak dla mnie zamulacz z mocną przewagą Irlandczyka, którego dominacja niestety nie była zbytnio emocjonująca. Plus w tym, że wygrał, samemu udało mu się przetrwać 2 finishery rywala. Ten feud dopiero się zaczął, więc może na ER dostaną jakieś ciekawe. NDQ

Ocena: 2+/5

Otis zaznacza cały czas, że ma walizkę. O tyle dobrze.

Trzecia walka - RAW Women's Championship: Nia Jax vs Asuka (c)
Do przewidzenia, że rozpiszą to na zasadzie "Dawida z Goliatem". Nia trochę porzucała Japonką i nawet nie zauważyła, że są poza ringiem. Walka nic specjalnego, wynik taki aby nie poszkodował żadnej ze stron.

Ocena: 2/5

MVP znowu dobrze wypada w gadce. Lana się nie darła. Całe szczęście. :twisted:

Czwarta walka - Universal Championship: The Miz & John Morrison vs Braun Strowman (c)
Piosenka pierwszym mocnym plusem tego PPV. :D
Ponownie krótko. O wiele krócej niż podejrzewałem. Pojedynek też bez rewelacji. Strowman zaorał w krótkim czasie dwójkę przeciwników. Miz powinien się cieszyć, że chociaż z pomocą kolegi zaserwował Skull Crushing finaly.

Ocena: 2/5

Nawet pasuje Stylesowi ten pas. Szkoda tylko, że jest to niszowy tytuł.

Piąta walka - WWE Championship: Bobby Lashley vs Drew McIntyre (c)
Bez szału. Ciężki brawl gdzie najbardziej emocjonujące były chyba Speary Lashleya. Jeszcze do zakończenia wykorzystali Lanę. Teraz to Bobby powinien ją na dobre kopnąć w ta zgrabną rzyć.

Ocena: 2+/5

Generalnie również wcześniej podobały mi się te głupoty z SP i "Wkingami", ale tutaj pojechali. Nawet nie chodzi o to, że po prostu zaczęli się ot tak nawalać, bo rozwalenie szyby w aucie Brauna czy czy kula do kręgli nawet spoko, ale ni cholery nie pasowało to do niczego. Nie było nawet zapowiedziane jakoby mieliby się pojawić na tym PPV. Z kolei Tozawa z zamaskowanym nigeryjskim koszykarzem, którego niedawno WWE pozyskało i przyciąganie mięsa siłą woli to już w ogóle chyba rozpisane po mefedronie. Nie powiem, że nie uśmiechnąłem się w kilku momentach, ale w całokształcie było to zbyt dziwne.

Szósta walka - Randy Orton vs Edge
Pierwsza rzecz, która mi się rzuciła w oczy i uszy to zapowiedź zawodników z plakietką "MSG", a potem wyraźnie podbity dźwięk widowni. Jak się wciągnęło w to starcie i nie zwracało uwagi, że hala jest pusta to faktycznie o dziwo efekt działał na wyobraźnie.
Nie była to najlepsza walka w historii. Ale była bardzo dobra i jedyna, którą warto zobaczyć na tym PPV. Zdecydowanie przebili to, co pokazali na WM'ce. Tamto wielu się podobało mnie przynudzało, ale tutaj wszystko grało. Bardzo mi się podobało jak budowali napięcie, a potem zaczęli się nokautować finisherami. Nawet Pedigree i Rock Bottom się trafiły. Plus duży za końcówkę z zakazanym Punt kickiem i wyszeptanym "I told you" do ucha Edge'owi. Szkoda tylko, że musiało się to wszystko skończyć kontuzją Kanadyjczyka. Nie wiem czy to nie za dużo, że po powrocie dali "Oportuniście" 2 pojedynki trwające grubo ponad 30 minut. Jeżeli wina leży w kopniaku na koniec to tym gorzej. :/ Ja nie wiem jak można było dopuścić do tak poważnego urazu na gali, która była nagrywana poza ekranami telewizorów. :?

Ocena: 4/5

"+"
- bardzo dobra walka wieczoru, która może i nie była tak jak reklamowano "najlepszą walką w historii", lecz widać, że porządnie do tego przysiedli
- na Kickoffie bawiłem się lepiej niż na głównej karcie, lol
- Od biedy jeszcze mogę wskazać na klip muzyczny Miza i Morrisona

"-"
- zbyt pojechali z głupotami w i tak wciśniętym na siłę brawlu Street Profits z Viking Raiders
- praktycznie cała karta prócz ostatniego pojedynku krótka i bez historii
- kontuzja Edge'a

Słabe PPV. Poza starciem dwóch ikon i Kickoffie nic innego mnie nie zaintrygowało. Brawl między Tag Teamami lekko przesadzony tymi głupotami. Chumorystycznie dla mnie show uratowali dwójka "hey, hey, ho, ho".

Ocena Końcowa: 2+/5
_________________
Typerowa zabawa:
I miejsce - Liga Mistrzów 2015/2016
III miejsce (Ex æquo z użytkownikiem filomatrix) - Euro 2016
III miejsce - Euro 2012
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Google
 
Copyright © 2001-2010 Attitude      Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group