Status Samoa Joe, Nigel McGuinness urlopowany... (zobacz)
Gwiazda NXT na Raw? Kurt Angle wróci do WWE? ... (zobacz)
Danny Havoc nie żyje... (zobacz)

AttitudePL na Facebook AttitudePL na YouTube AttitudePL na Twitter Nasz kanał RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
W Jakie Gry Teraz Gracie...
Autor Wiadomość
aRo 
Main Eventer



Wrestler: Keith Lee, Big E, Owens, Otis
Wiek: 26
Dołączył: 18 Lip 2010
Posty: 4583
Podziękował: 57
Podziękowano mu 208 razy w 51 Postach
Skąd: Śląsk
Wysłany: 2020-05-09, 00:37   


Ukończyłem 3 główne Akty każdą postacią i Akt dodatkowy jedną z nich - tyle mi wystarczy. A są jeszcze poziomy Wyniesienia. Jest co robić.

To karcianka w bardzo ciekawym wydaniu. Wybieramy postać (od której zależy, jakie karty będziemy otrzymywać później i z jakim bonusem zaczniemy), a potem mamy do pokonania kilka losowo generowanych map z różnymi zdarzeniami - i możemy sami sobie wybrać ścieżkę. Łatwiejszą bądź trudniejszą, jasną lub nieprzewidywalną. A po drodze pokonujemy potwory, zbieramy nowe karty i relikwie, odwiedzamy sklepy, uczestniczymy w losowych zdarzeniach, walczymy z bossami... I na początku przegrywamy, a przy kolejnych podejściach powoli zaczynamy rozumieć, co robimy źle i jak powinno się grać. I to wciąga. Mimo oczywistej dawki losowości mamy bardzo dużo kontroli nad tym, co się dzieje - może się zdarzyć, że nasza talia trafi na ścianę w postaci bossa jakby gotowego na taki zestaw, ale w większości przypadków nie ma się poczucia, że to gra jest niesprawiedliwa. To się udało.

Wszystkich rodzajów kart, wrogów i przedmiotów trochę jest - po wielu partiach zacznie się dostrzegać powtarzalność w pewnych aspektach, ale to nie przeszkadza. Aż chce się próbować znowu i znowu. Cztery postacie, którymi gra się zupełnie inaczej - wybierając na zmianę, nie znudzicie się szybko. Taki syndrom "Jeszcze Jednej Gry". A są też wymienione na początku Wyniesienia, czyli podbijanie poziomu trudności, aż 20 razy na każdego bohatera... Fani maksowania będą w niebie.

W sumie jedyny minus, który dla wielu może być mało istotny - ten opcjonalny, sekretny etap. Krótki, ale bardzo trudny i zrobiony tak, że w praktyce trzeba się na niego przygotowywać od samego początku gry i mieć trochę szczęścia, bo końcowy boss jest specyficzny i wieloma taliami wygrać się po prostu nie da. Co niweluje zabawy w testowanie nowych rzeczy. Jak komuś zależy, by zobaczyć wszystko, kolejne gry pod kątem przejścia tego "dodatku" mogą napsuć krwi i w końcu zacząć wkurzać. A bez tego była po prostu fajna zabawa. To trzeba traktować jako bonus, nie główny cel - sami twórcy też to sugerują, bo śmierć w tym czwartym akcie nie wlicza się w statystyki. Samo wejście tam jest liczone jako wygrana. Ale czy każdy to tak potraktuje? No nie wiem.

Poza specjalnym, niedostępnym zazwyczaj etapem, którego wielu może nawet nie zobaczyć, nie mam grze chyba nic do zarzucenia. Bardzo wciągająca, premiująca myślenie, dająca dużo kontroli mimo losowości. Satysfakcjonujące połączenie.



Twórcy doskonale wiedzą, jak zrobić platformera, w którym kontrolę nad postacią po prostu się "czuje". Problematyczne na początku, pod koniec nie ma problemów. Tak było z "Super Meat Boyem", tak jest i tutaj. A jednocześnie kompletnie inaczej.

Sterowanie jest nawet prostsze. Odpada "sprint", więc mamy tylko ruchy w lewo/prawo, skok i szybsze spadanie. I coś nowego, łapanie się krawędzi - bo odbijania od ścian znanego z SMB nie ma. Mało? Tak. Ale to wystarcza. Nie trzeba więcej, liczą się poziomy. A tych jest całe zatrzęsienie. Licząc te dodatkowe, ponad 600 ekranów. Zróżnicowany ogrom. Mamy podstawowe plansze, w dodatku najeżone sekretami. Ponad 100 poziomów, po których okazuje się, że... to połowa drogi i dostajemy coś na kształt "Dark World" z Meat Boya, ale tak bardzo pozmieniane, że często nawet nie czuć, że to "reskin". Coś nowego. I dopiero potem widzimy koniec. Albo i nie, bo jak się zbierze wszystkie znajdźki, jest dodatkowy etap. A po drodze znaleźć można też wejścia na sekretne etapy. A tam są kartridże z jeszcze innymi levelami, gdzie na dodatek fizyka jest ciut inna. Mówiłem, że jest tego dużo?

Ale trzeba też pamiętać, że poziom trudności z czasem drastycznie rośnie. Część główną pewnie da radę przejść każdy z odrobiną samozaparcia, choć trzeba pamiętać o tych "opcjonalnych" znajdźkach, bo na sam koniec pojawia się... limit żyć zależny od tego. Według mnie - zbędny. Choć ja zbierałem wszystko i szczerze mówiąc, nawet nie zauważyłem, że coś ubywa po zgonach, tyle tego było. Ale jak ktoś szedł w "minimalizm" - może mieć problem.

A te kartridże to już w ogóle momentami poziom masochistyczny. Te najprostsze mają limit 20 żyć. Potem są takie, które dają tylko 1 życie na kilka plansz. I w końcu takie, gdzie ilość szans jest nieograniczona, ale do przejścia jest 10 wyjątkowo trudnych ekranów. A jak komuś mało, jest Super Mega Cart i Tower of Ascension... Pierwszy łączy 90 plansz z pierwszych kartów, dokłada 10 nowych i daje 40 żyć na wszystko, z rzędu. A drugi to w sumie 31 plansz - 4 połączone etapy, które wcześniej były do pokonania na 1 życiu, a tu nie dość, że naraz, to jeszcze z czymś ekstra na finiszu. Ile się tu naprzeklinałem... Zależało mi, by przejść wszystko. I mam za złe twórcom, że niektóre poziomy są za taką ścianą teoretycznie nie do ruszenia. Dać je osobno, by każdy mógł pograć, a "wyzwanie" zostawić reszcie.

Cóż, takie gry są pod konkretnych ludzi. Takich, którzy będą próbowali ile wlezie, by stać się lepszym. I mimo wieeeelu nerwów w końcu wygrają, co da wielką satysfakcję. I ja się w to wliczam. To jest świetne uczucie - najpierw nie dajesz sobie rady z kilkoma planszami z rzędu, by potem bez zgonów przejść kilka całych etapów jeden za drugim i zobaczyć, jakie postępy się tu dokonały. Premiowanie doświadczenia, nie ma miejsca na przypadek. Lubię to. A mimo to dalej mi przeszkadza, że nie mogłem tych ostatnich poziomów po prostu przejść, bez marnowania czasu na poprzednie w kółko. Nawet jak dało to w końcu satysfakcję.

Co jeszcze? Animacja jest OK, a utwory w tle - cudo. Tak, to jest po prostu zremixowana muzyka klasyczna. Ale niczego więcej nie trzeba. Pasuje idealnie. W jakimś wywiadzie padło, że to była decyzja "na szybko", by nie tracić czasu na oryginalne nuty. Świetna decyzja. Nawet jeśli przypadkowa - lepiej się chyba nie dało.

A jakieś minusy? Hmm... O "schowanych" poziomach już wspomniałem. Poza tym czasem ciężko zrozumieć, kiedy postać chwyci się krawędzi, a kiedy zginie na kolcach nad nią. Kwestia precyzyjności w takiej grze, bardzo ważna. Jednak taki manewr prawie nigdzie nie jest koniecznie wymagany, więc można odpuścić. Jeszcze jedno - w głównych etapach nie ma opcji wyboru konkretnej planszy, trzeba grać etapami. Co oznacza, że jak się coś pominie na poziomie 20, lecimy wszystkie 20 od nowa. A w SMB tego nie było. Niby tutaj są jasno połączone ze sobą i stanowią całość, ale i tak nie rozumiem, co za problem dać taką opcję.

Ogółem: jedna z najlepszych gier dla fanów wymagających platformerów. Masa zawartości, masa zabawy. I potencjalnie masa nerwów.
_________________
...bo jeden Straight Edge na forum to zdecydowanie za mało.
Typer WWE 2018 - 3 miejsce
Typer NXT 2018 - 1 miejsce
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Google
 
Copyright © 2001-2010 Attitude      Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group