Babatunde o występie na gali Evolve 129, 130 ... (zobacz)
Zapowiedź ROH Best in the World 2019 w ROHCas... (zobacz)
Heyman i Bischoff w nowych rolach, gala EVOLV... (zobacz)

AttitudePL na Facebook AttitudePL na YouTube AttitudePL na Twitter Nasz kanał RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
W Jakie Gry Teraz Gracie...
Autor Wiadomość
aRo 
Main Eventer



Wrestler: Big E, Owens, Otis
Wiek: 26
Dołączył: 18 Lip 2010
Posty: 4368
Podziękował: 57
Podziękowano mu 208 razy w 51 Postach
Skąd: Śląsk
Wysłany: 2019-08-17, 23:26   


Jak zdefiniowałbym "dobrą grę cyfrową"? Powinna dawać rozrywkę, mieć ciekawe mechaniki, być względnie przejrzysta (logiczne zagadki - jeśli są niezbędne do ukończenia fabuły, twórcy zwykle nie bez powodu tworzą je tak, by jakieś 90% graczy było sobie w stanie z nimi poradzić)... Grafika i muzyka to bonus, fabuła - zależy od rodzaju gry. Brzmi dobrze? Niby tak, ale potem wychodzi taki Hellblade. Coś, co mnie wciągnęło i chciałbym polecić, a jednocześnie nie spełnia żadnego z wymogów, które sam określiłem.

Bo jakby ten tytuł analizować w porównaniu z innymi typowymi grami, nie mógłbym polecić go nikomu. Tu nie ma mowy o "rozrywce", klimat jest ciężki i jak ktoś szuka sposobu na miłe spędzenie wolnego czasu, nie tędy droga. Mechanicznie nie powala, sterowanie bywa toporne. Walka u podstaw jest OK, jednak jej system daje bardzo mało możliwości, a rodzajów przeciwników też jest malutko. A starcia potrafią się ciąąąąągnąć i zaczynają irytować. Poza nimi mamy głównie chodzenie i zagadki środowiskowe. Te potrafią zaskoczyć. Szukanie znaków - naprawdę kreatywny zamysł i za pierwszym razem trudno tego nie docenić. A potem można dojść do wniosku, że jest to trochę... głupie. Jeszcze później pojawiają się fragmenty wymagające "skupienia" (zagadki i walki) - tu z kolei przystępność jest zerowa. Jedna rzecz, że gdybym nie sprawdził wcześniej klawiszologii, nie załapałbym, co mam zrobić. Druga, że przy takiej zagadce ze zniszczonymi schodami nawet to może nie wystarczyć, bo trzeba wpaść na to, czego chcą twórcy. Gra prawie niczego nie uczy, radź sobie sam. Szczególny popis tej wizji to ostatnia bitwa. Postaram się nie zdradzić zbyt wiele, ale przewrażliwionym na punkcie spoilerów radzę przeskoczyć do kolejnego akapitu. Otóż ta gra wymaga od nas zrobienia czegoś, czego żaden gracz z automatu nie zrobi. A podpowiedź, jaką podaje, to coś, co przez całą grę mieliśmy ignorować, by w ogóle tutaj dojść. Gdybym mógł tu coś zmienić, nasilałbym te "podpowiedzi" z czasem. Bo jak nie wpadniesz na rozwiązanie, możesz grać... w nieskończoność. Gdyby w innej gierce stworzyć taką łamigłówkę, zostałaby zmiażdżona przez krytyków - zakładając, że jakimś cudem w ogóle by się w wersji 1.0 znalazła.

Inna sprawa, że ta końcówka naprawdę ma sens. I choćby dlatego nie powinno się oceniać tego tak samo jak innych gier. Bo ilu rzeczy bym się nie czepił, nie zmieniłbym tu nic. Niesamowite przeżycie. Ciężkie, ale takie ma być. To historia postaci cierpiącej. Psychoza, schizofrenia... A jednym z celów twórców było to, byśmy mogli się choć trochę poczuć jak ta postać. Włącznie z chorobą psychiczną. Nieustannie słyszymy "głosy w głowie" (KONIECZNIE grać w słuchawkach!). Widzimy dziwne rzeczy. Nie wiemy, co jest prawdziwe, a co nie. I tak do samego końca. Nawet zakończenie można różnie interpretować. Produkcja genialna i jedyna w swoim rodzaju, wciągnęła mnie swoim klimatem już na samym początku i przez 8 godzin nie wypuszczała ze swoich łap. Mimo irytujących fragmentów i dłużyzn.

Wypada też wspomnieć o słynnym tekście, przez który wielu bało się zagrać, a jego przesłanie zostało, niestety, zabite. To też trochę spoiler, ale z początku i prawie każdy go zna. "And all progress will be lost". Jedno zdanie, które wywołało szum w sieci. Przez które wielu interesowało się tylko tym aspektem, olewając resztę. Oderwane od kontekstu sprawia, że skupiamy się nie na tym, na czym powinniśmy. O co tu chodzi? Znowu: jak ktoś nie grał, przejdźcie do kolejnego akapitu, bo warto to zrozumieć samemu. Cóż, Senua ma problemy. Paranoja. Obłęd. I ten jeden fragment o usunięciu save'a ma nam zafundować część tych przeżyć. Nadmierna ostrożność przez coś, co tak naprawdę nam nie zagraża. Kolejny genialny motyw. Zniszczony przez to, że... to gra. I wszyscy podeszli do problemu tak, jakby to zrobili w innych grach.

Dodam jeszcze parę minusów - momentami napisy są słabo zsynchronizowane z wymawianymi kwestiami. Do tego w niektórych fragmentach można odczuć spadek ilości klatek na sekundę. Ale to w sumie drobnostki. Bledną przy tym, co dobre. Albo nawet bardziej niż dobre. Jeszcze tego nie napisałem - udźwiękowienie to mistrzostwo świata.

To jest produkcja wyjątkowa. Inna niż wszystkie. Jeśli nie zraża was to, co pisałem o rozgrywce i szukacie czegoś jedynego w swoim rodzaju - bardzo polecam.



Kolejna produkcja Hamster on Coke - czyli kreatywna gra logiczna. Minimalistyczna, bardzo prosta w założeniach, a jednocześnie wciągająca. Nie da się tu nudzić - jak po paru poziomach myślisz, że wiesz wszystko, pojawia się jakaś nowa mechanika. I tak aż do końca. To tylko 2 godziny, ale naprawdę polecam fanom łamigłówek, szczególnie że cena jest bardzo niska.



Ten interaktywny film (bez QTE, tylko wybieranie kwestii) jest o tym, jak wiele może się w życiu zmienić podczas jednej nocy. Przyjemna historyjka, którą możemy pchnąć w różne strony naszymi decyzjami. Nie będę tu zdradzał szczegółów, bo materiału jest niewiele - trzeba samemu się przekonać. Powiem tylko, że dużą rolę gra tu porcelanowa miseczka. I jak jesteście uczuleni na filmowe głupotki, w pewnym momencie na pewno zacznie to śmieszyć. Ale ogólnie bawiłem się nieźle. Jedno przejście zajęło mi 70 minut. Mniej niż przeciętny film kinowy.

Minusy? Nie licząc paru błędów w polskim tłumaczeniu (i dodam, że ktoś nie ma pojęcia, gdzie się stawia apostrofy), jest tylko jeden - spory, jeśli lubisz kończyć gry w 100%. Po przejściu gry i poznaniu któregoś z zakończeń nadal brak możliwości wyboru rozdziału, a kiedy gramy od nowa - nie da się przewijać fragmentów, które już się widziało. Pewnie po to, by wydłużyć czas spędzony przy króciutkiej grze. Słabe zagranie. Na szczęście są poradniki na Steamie, które podpowiadają, jak najszybciej zobaczyć wszystko, co ważne - zajmie to niecałe 3 godziny, nadal mało. A jak komuś nie zależy na osiągnięciach, lepszym wyjściem będzie sprawdzenie pozostałych (w sumie 7) zakończeń w sieci.
_________________
...bo jeden Straight Edge na forum to zdecydowanie za mało.
Typer WWE 2018 - 3 miejsce
Typer NXT 2018 - 1 miejsce
 
 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Piper | Rock | Punk
Wiek: 31
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 10568
Podziękował: 71
Podziękowano mu 778 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2019-08-21, 19:08   

Ciężko mi ugryźć temat Remnant From The Ashes. Prześladowała mnie obietnica Soulslike shootera, ale nie do końca się to sprawdziło. Jasne, walka, a głównie bossowie, są wymagający, jak w wymienionej ( <3 ) grze. Dalej musisz zwracać uwagę na staminę, która może okazać się kluczowa do przeżycia. Niestety, w Soulsach świat urzeka, tutaj mocno odpycha. Jakieś to korytarzowe, mocno przeciętne. Jakby generator poziomów za tym stał (notabene rozstawienie przeciwników jest losowe). Podobnie ma się sprawa ze NPCami i całym wątkiem fabularnym, który nie ma prawa porwać absolutnie nikogo. Strzela się super, więc tylko na tym gra zapewni trochę satysfakcji. Raczej polecam poczekać na promocje i koniecznie namówić kogoś do wspólnej gry. Gra solo jest dość smutna.
_________________

 
     
maly619 
Main Eventer



Wrestler: Ziggler, The Undertaker, Tomko
Wiek: 30
Dołączył: 29 Sty 2007
Posty: 4554
Podziękował: 40
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: K-Koźle
Wysłany: 2019-08-22, 10:48   

U mnie rządzi i dzieli Kingdom Come: Deliverance. Przez tę grę kompletnie odłożyłem Switcha i nie gram w nic innego (na liczniku 123h). Dużo się pisało o tej grze i o jej specyficznych i trudnych mechanikach. Szczerze mówiąc to wszystko było mocno przesadzone. Fakt, w grze jest mechanika brudzenia się ubioru, snu, głodu. Jest to jednak zrobione na tyle dobrze że nie odrzuca i nie męczy.
Tak samo mechanizm zapisu gry - jeśli chcesz zapisać grę w obojętnie jakim momencie, musisz wypić specjalny eliksir. Ta mechanika też została mocno zdemonizowana. Jasne, miałem parę momentów gdzie musiałem wracać od zapisu sprzed kilku godzin - tyle że była to tylko i wyłącznie moja wina.
Zrażenie się wymienionymi (ale i innymi - np. walką) mechanikami to duży błąd. Dla mnie Kingdom Come to jedna z lepszych gier RPG ostatnich lat. Wystarczy się jej nauczyć i zaakceptować to co troszkę inne od tego co już znamy.

[ Dodano: 2019-08-22, 11:13 ]
A w sumie dorzucę do wpisu jeszcze dwie gry.
Obie niby zupełnie inne, a jednak bardzo podobne: EVERSPACE i Road Redemption

Everspace to rougelike w kosmosie. Dosyć typowa gra tego typu ze wszystkimi znanymi już elementami. Skaczemy po kolejnych układach, zdobywamy hajs, surowce i przedmioty i próbujemy przeżyć. Układy są generowane losowo, im dalej tym coraz większe wyzwania przed nami, a po śmierci ulepszamy nasz statek i startujemy od nowa.
W tle jest jakaś fabuła, ale szczerze mówiąc nie zawracałem sobie nią głowy.
U mnie idealnie się sprawdziła na krótkie posiedzenia. Jeden wylot aż do śmierci i zmiana gry. Na dłużej mogłoby zmęczyć. Polecam jednak, bo to jedno z fajniejszych kosmicznych "latadeł" w jakie grałem w ostatnim czasie.


Road Redemption ma nam przypomnieć o klasyku Road Rush, czyli grze w której jeździsz motorem i masz możliwość bicia rywali. Nowa wersja została jednak zmieniona w rougelike'a (to ten wspólny element obu gier). Podobnie jak tam, wyruszasz na kolejne losowo generowane misje i musisz przeżyć. Po każdej misji wykupujesz ulepszenia i zdobywasz expa który możesz wykorzystać do ulepszeń po swojej śmierci. Rozgrywka równie szybka i dynamiczna co Everspace, ale niestety dużo mniej zbalansowana.

Eversprace wydawał mi się we wszystkim uczciwy. Jeśli zginąłem, to dlatego że wyraźnie nie miałem szans, albo sam się wpakowałem w tarapaty. Tutaj na początku gra się bardzo przyjemnie i wygrywa etapy bez problemu, aż nagle poziom trudności skacze tak bardzo, że zaczynasz się irytować. Do tego zdobywane doświadczenie leci bardzo wolno i żeby jakoś wyraźnie podnieść swoją siłę musiałbyś sporo grindować. To mocno odrzuca od gry.
 
 
     
aRo 
Main Eventer



Wrestler: Big E, Owens, Otis
Wiek: 26
Dołączył: 18 Lip 2010
Posty: 4368
Podziękował: 57
Podziękowano mu 208 razy w 51 Postach
Skąd: Śląsk
Wysłany: 2019-09-02, 21:05   


Szukałem czegoś w stylu Soulsów. Mimo pewnych podobieństw LotF to nie to, czego chciałem... ale tragedii nie było.

Pierwsza różnica to fakt, że jest tu wyłożona na stół fabuła i wykonujemy misje. Inna sprawa, że historia nie jest ani trochę ciekawa i trudno to śledzić z zaangażowaniem. Przez to najważniejsza będzie mechanika. A tu jest średnio i porównań do serii From Software się nie da uniknąć. Podnoszenie poziomu działa tak samo, tylko statystyk jest mniej. Są odpowiedniki estusów i ognisk. W walce musimy dbać o staminę. Różnice? Jest duuuuużo wolniej. Nawet przy niskim udźwigu i szybkich broniach. Z ciężkimi w ogóle sobie nie wyobrażam tego przechodzić. Przeciwnicy nie zaczekają, aż się zamachniesz. Inna sprawa - przewroty nie dają chwili nieśmiertelności, trzeba dosłownie uniknąć ciosu - to akurat jest w porządku. Największy problem stanowią rywale z tarczami, których jest tu mnóstwo - polecam nauczyć się szarżowania z tarczą, znacznie ułatwia walki, a jest skuteczne nawet z malutkim puklerzem w łapie (i pozwala przebijać niektóre ściany). Jest tu jeszcze jedna fajna rzecz: mnożnik zdobywanego doświadczenia. Czym dłużej gramy bez zgonów czy odwiedzania "ognisk" (wielkie kryształy), dostajemy więcej punktów. Zaliczając checkpointy, można wybrać, czy po prostu zrobić save'a, nie odnawiając niczego, czy może odzyskać stracone zdrowie i odnowić eliksiry, w zamian zerując mnożnik. Świetny pomysł.

A co jest z grą nie tak? Małe zróżnicowanie wrogów. Bossowie są banalni (połowę pokonałem za pierwszym podejściem, tylko jeden wymagał więcej niż trzech, a to tylko dlatego, że jego specjalny atak obszarowy zabija natychmiast i nie zdążyłem wymyślić, jak go uniknąć - podpowiem, że zwykłe ściany nie chronią), mają paski życia podzielone na segmenty, po których zachodzi mało zmian, tylko przeciągają starcia, bo po zbiciu fragmentu niektórzy dostają chwilę nieśmiertelności. Są specjalne warunki, których spełnienie daje lepsze nagrody za pokonanie ich, jednak w samej grze nie znajdziecie konkretnych informacji, więc bez przeczytania o tym w sieci zaliczenie ich zależy od szczęścia. Poziomy, choć naprawdę ładne, są bardzo liniowe - dosłownie raz można trafić na bossa poza kolejnością, odwiedzając pewną lokację wcześniej, ale że i tak trzeba tam potem pójść, sensu ma to niewiele... Do tego obecny jest backtracking, szykujcie się na przemierzanie tych samych miejsc wielokrotnie. A "szybkiej podróży" twórcy postanowili niestety nie implementować. Dodam jeszcze, że niby jest parę zakończeń i jeszcze więcej wariantów zależnych od niektórych misji pobocznych... ale końcowy film to tylko pokaz slajdów, nic ciekawego.

Całość można skończyć w 10-15 godzin. Nie za dużo, szczególnie porównując do Soulsów. Mimo tylu rzeczy, które mi nie pasowały, bawiłem się nieźle, w tym czasie nie zdążyłem się wynudzić. Warto dać szansę, szczególnie że teraz często można kupić grę w bardzo niskich cenach.



Bardzo krótki dodatek. Malutka mapa, obrotowy labirynt. Szukając wszystkich zakamarków, można się zasiedzieć... ale wygląda to tak monotonnie, że nie miałem ochoty. Wrogowie w środku są irytujący. Odnalezienie drogi do centrum i ubicie bossa zajęło mi godzinę. Ten ostatni jest nawet ciekawy, ale problem w tym, że 3 z 4 faz są prawie identyczne i odkrycie metody na wygraną w pierwszej (co było fajne) kończy nowości, potem klepiemy to samo. A ostatnia faza jest żenująco prosta. Od biedy poleciłbym to tylko w jakimś większym pakiecie, ewentualnie z dużą zniżką. Tak z 90% minimum. Domyślna cena to gruba przesada.



Czy powinno się polecać niedokończone produkcje? Raczej nie. Ale tutaj zrobimy wyjątek.

To przygodówka (może bardziej: interaktywny film), która się wyróżnia swoją innością. Japońskie dzieło - ale nie powinno odrzucić ludzi mających uczulenie na rozmaitą "mangowość". Historia wciąga (nie chcę nic zdradzać, bo jednak mało tego), postacie nie są byle jakie, a całość wygląda i brzmi stylowo. Świetny jest motyw z informacjami na temat każdego interaktywnego elementu otoczenia, gdy najedziemy na niego myszką - to takie idealne przyprawienie tej detektywistycznej sałatki. Są też sekwencje QTE, bardzo proste, ale naprawdę dobre - i zabawne. Sam ciąg fabularnych scen jest dość krótki, za to przeszukiwanie wszystkiego, czytanie każdego dialogu, zaliczanie dodatkowych zadań... spokojnie zajmie kilka dodatkowych godzin. A który fan przygodówek by sobie to odpuścił?

Minusy? Przede wszystkim stamina - niby rozumiem, jaki to miało cel (część zżywania się z postacią, jak ruchy, które wykonujemy myszą przy robieniu czegokolwiek), ale konieczność regeneracji po przeszukiwaniu szafek czy po długich dialogach w grze przygodowej jest irytująca. Druga sprawa - jeśli chcecie grę wymaksować, przygotujcie się na zbieranie tych samych rzeczy w kolejnych odcinkach. Epizody dzieli między sobą może minuta, a i tak trzeba na nowo ogarnąć wszystko, choć zmian jest niewiele. A jak już są - np. nowe magazyny na półkach w domu - to nie do końca mają sens, bo niby kiedy miała ta zmiana nastąpić? A na koniec... Trudno się skupić na oglądaniu scen podczas QTE, kiedy patrzymy na strzałki, a nie to, co w tle - a jak wspomniałem, te sceny są ekstra.

Tak czy siak, warto poświęcić te parę godzin. Chyba że naprawdę nie lubicie zostawiać niedokończonych spraw. Cliffhanger jest perfidny, a kontynuacji prawdopodobnie nigdy nie zobaczymy.



Niektórzy nazywają Dark Soulsy "szajsem", bo nie potrafią przejść pierwszego bossa. Nie mają argumentów. Jeśli chcecie pokazać im, jak wygląda coś, co jest NAPRAWDĘ szajsem, proszę bardzo: Dark SASI. Soulslike, w którym skopano niemal wszystko i ciężko znaleźć jakiegokolwiek plusa. Gdybym ja miał jakiegoś wskazać... Nie wiem, może humor? Niezamierzony, biorący się z bugów wszelkiej maści i rosyjskiego dubbingu. Nic innego mi do głowy nie przychodzi.
_________________
...bo jeden Straight Edge na forum to zdecydowanie za mało.
Typer WWE 2018 - 3 miejsce
Typer NXT 2018 - 1 miejsce
 
 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Piper | Rock | Punk
Wiek: 31
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 10568
Podziękował: 71
Podziękowano mu 778 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2019-09-03, 13:49   

aRo napisał/a:
Szukałem czegoś w stylu Soulsów. Mimo pewnych podobieństw LotF to nie to, czego chciałem... ale tragedii nie było.


Sekiro? :grin:

W sumie nie ma drugich Soulsów, a "gatunek" soulslike wypluwa tylko kolejne nieudane próby. Teraz wypada obserwować Code Vein, które kiedyś zapowiadało się jako fajna alternatywa, ale im bliżej premiery, tym bardziej tracę zainteresowanie.

-------------

Skończyłem ostatnio Dark Pictures Man of Medan, ale mimo fajnego klimatu, zawiodłem się. Za mało było ważnych decyzji do podjęcia. Mówię o takich z gatunku życia i śmierci. Zrobisz to, to ktoś tam umrze, itd. Zginęły mi dwie postaci z pięciu, ale tylko dlatego, że olałem Quick Time Eventy. Domniemam, że mogłem bardzo łatwo uratować wszystkich, co mnie średnio bawi w takich grach. Jeszcze jakby te wszystkie QTE stały się naprawdę wymagające, że trudno jest przeżyć - to spoko, to akceptuje. Ale to zazwyczaj banalne wciśnij "X". Poproszę takie coś, że żeby przeżyć będę musiał wykonać coś porównywalnego z -

Odnośnik do Youtube
_________________

 
     
aRo 
Main Eventer



Wrestler: Big E, Owens, Otis
Wiek: 26
Dołączył: 18 Lip 2010
Posty: 4368
Podziękował: 57
Podziękowano mu 208 razy w 51 Postach
Skąd: Śląsk
Wysłany: 2019-10-09, 10:50   


Serial "South Park" wciąż jest nadawany i nic nie wskazuje na to, by to się miało zmienić. Od dobrych paru lat nie śledzę go na bieżąco. Zdarzało mi się sprawdzić pojedyncze odcinki, kojarzę znane motywy i fragmenty, to tyle. A mimo to w nowej grze czułem się jak u siebie, nic nie wydawało się obce.

A to ważne, bo jeśli ktoś nie jest fanem serii Parkera i Stone'a, czy też ma inne poczucie humoru, nie ma tu czego szukać. Wątpię, że ktoś taki w ogóle będzie czytał o Fractured But Whole (czy o poprzedniczce, Kijku Prawdy), ale warto o tym wspomnieć. Bo produkcja broni się głównie tym humorem. Najlepiej bawiłem się podczas przerywników filmowych. Poza nimi mamy, cóż, grę. Taką średnią, bym powiedział.

Największą nowinką jest nowy system walki. Lepszy niż ten z Kijka? Według mnie tak. Dobry? Nie do końca. Założenia ma niezłe. System turowy, możemy się wreszcie poruszać po planszy, ataki mają różny zasięg - można tu trochę kombinować. No, przynajmniej kiedy dostajemy nowego towarzysza. Bo każdy ma 4 ciosy (w tym 1 specjalny) i nic się w tej kwestii nie zmienia do końca. Szybko zaczynamy robić to samo i kolejne starcia robią się nużące. A jest ich sporo. Czym bliżej końca, tym bardziej irytujące. Zróżnicowania nie widać, do tego niektóre animacje są o wiele za długie. Ciosy specjalne są ekstra, niektóre genialnie wymyślone, ale czar mija, jak się je ogląda piąty raz i nie ma opcji przyspieszenia/mijania.

Takie przeciąganie to największa bolączka całości. Zbędne podbijanie czasu na ukończenie. Poza natłokiem starć są też inne rzeczy. Na przykład chodzenie po mapie. Ta nie jest malutka. Co prawda mamy tu szybką podróż, ale miejsca, do których można się przenieść, są rozłożone fatalnie. Prawie zawsze trzeba trochę przejść, by się gdzieś dostać. Inny przykład? Dodatkowe akcje, które odblokowujemy wraz z pchaniem fabuły do przodu. Dzięki nim można się dostać w niedostępne z początku miejsca. Jak ich użyć? Otworzyć specjalny tryb z "kursorem", namierzyć miejsce, wybrać akcję, przytrzymać przycisk i czekać, potem podejść do konkretnego miejsca, gdzie trzeba stanąć, obejrzeć animację, krótkie QTE, kolejna animacja. Za pierwszym razem - ujdzie. Za każdym kolejnym już wnerwia. A na dodatek w ostatnich misjach mamy do odpalania po kilka takich akcji z rzędu...

Dodam jeszcze jedną wadę. Choć gra wygląda jak typowy odcinek SP, co teoretycznie każe myśleć, że wymagania nie będą wysokie, nic z tych rzeczy. Mój sprzęt znajduje się mniej więcej między wymaganiami minimalnymi i zalecanymi. Przez 95% czasu gra działa elegancko. Niestety są momenty, w których ilość klatek drastycznie spada i nie do końca wiem, dlaczego. Chodzi np. o pewien konkretny atak z drzewka Zabójcy, który wcale nie wygląda lepiej niż inne. Czy o przywołanie klona, kiedy w innych wypadkach w walce jest dużo więcej postaci i wszystko działa jak należy. Część filmików pod koniec też zaczęła się ciąć. Nie mam pojęcia, o co tu chodzi.

Chciałbym też ostrzec, gdyby jakimś cudem ktoś nie przepadający za serialem i czarnym humorem nadal chciał spróbować. W jednej z ostatnich misji jest bardzo mocny moment. Chory wybór. Nie podam szczegółów, żeby komuś nie strzelić spoilerem, ale gdyby w innej grze kazano zrobić coś takiego, zostałaby ostro rozjechana przez ludzi. To nie jest twór dla każdego.

Tyle rzeczy mi nie pasuje, a jednak to ukończyłem. Humor twórców do mnie przemawia i to głównie on trzyma przy historii, jest masa momentów, w których łatwo się uśmiechnąć. A żeby nie było, że tylko gnoję mechanizmy - zbieranie znajomych na Coonstagrama przez robienie selfiaków jest OK, jest sporo śmieci do zebrania i pochowane sekrety, można trochę posiedzieć nad postacią jak się zbierze nowe stroje, których jest sporo. Jest też coraz więcej mocy, do tego artefakty zwiększające statystyki, dodatkowe przedmioty dające bonusy lub przywołania w starciach, prosty crafting... I to wszystko jest fajne.

Krótko: lubisz South Parka i masz Kijek Prawdy za sobą? FBW też polubisz. W innym wypadku nie masz tu czego szukać.
_________________
...bo jeden Straight Edge na forum to zdecydowanie za mało.
Typer WWE 2018 - 3 miejsce
Typer NXT 2018 - 1 miejsce
 
 
     
Pavlos 
Main Eventer



Wrestler: Edge, The Undertaker, HHH, Y2J
Wiek: 26
Dołączył: 02 Kwi 2012
Posty: 3780
Podziękował: 433
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Warszawa
Ostrzeżeń:
 1/3/4
Wysłany: 2019-10-09, 22:58   



Utrzymana w bardzo mrocznej stylistyce gra akcji, która łączy w sobie elementy przygodówki, chodzonej bijatyki oraz skradanki z popularnym komiksowym superbohaterem w roli tytułowej. Batman: Arkham Asylum jest dziełem studia deweloperskiego Rocksteady, twórców Urban Chaos: Riot Response. Fabuła Arkham Asylum nie nawiązuje bezpośrednio ani do pełnometrażowych filmów ani do komiksów, choć czerpie z nich wyraźne inspiracje. Warto dodać, że za opracowanie scenariusza odpowiada Paul Dini, czyli jeden z autorów serialu Batman: The Animated Series. Akcja omawianej gry rozpoczyna się niedługo po tym jak Batmanowi po raz kolejny udaje się pojmać Jokera i doprowadzić złoczyńcę do tytułowego zakładu dla obłąkanych. Wkrótce po przybyciu Joker ucieka, a na dodatek okazuje się, że całość była częścią misternie opracowanego przez niego planu. Sterując postacią Batmana musimy doprowadzić do ponownego uwięzienia wszystkich zbiegłych przestępców. Ciekawostką jest to, że w trakcie rozgrywki oprócz Jokera spotykamy także wiele innych postaci charakterystycznych dla omawianego uniwersum. Są to między innymi Victor Zsasz, Killer Croc, Harley Quinn i Poison Ivy (Trujący Bluszcz).

Tak macie mnie. Skorzystałem jak ostatni cebulak z daru dla powodziań od znienawidzonego Epica. Możecie mnie teraz jechać za wspieranie nic nie wartej korporacji żerującej na naiwnych dzieciakach za pomocą przereklamowanego, kreskówkowego Battle Royal. :twisted: Słyszałem wiele dobrego o tych gierkach. Nigdy jakoś fanem superbohaterów nie byłem. Do dzisiaj ledwo odróżniam DC od Marvela, ale z tych dwóch to już wolę poważniejszego Marvela. Batmana lubię od dzieciaka, kojarzę go z dosyć mrocznych kreskówek z czasów dzieciństwa (głównie jego i Spidermana). W końcu wykorzystałem szansę, że dają z friko i postanowiłem spróbować. Dodatkowo podgrzał atmosferę najnowszy film z wymalowanym na ryju psycholem, który całe życie próbuje zlikwidować Pana "Nietoperza". Ukończyłem i muszę powiedzieć, że bawiłem się generalnie dobrze. Wciągnęła mnie historia rywalizacji z Jokerem, który od początku trafiając do izolowanego pierdla dla wszelkiej maści świrów i mutantów widać już w momencie złapania przez Batmana miał plan B (bądź to był właśnie jego plan żeby dać się chwytać). Gra stoi fabułą. Muszę powiedzieć, że kreacja czarnych charakterów jest wykonana bardzo dobrze. Te same głosy, kojarzone z postaciami od zawsze, psychopatyczna osobowość samego Jokera, który przygotował dla nas nie lada wyzwanie, naiwna i powalona Harley Quinn, która oddałaby życie za swojego świrniętego kochanka, który raczej poza mała ochotą na poklepanie tyłka nie zwraca na nią szczególnej uwagi czy Poison Ivy. Zielonka od roślinek faktycznie cieszy oko i jest dosyć pociągająca mimo tych korzonków zamiast żył. Na swojej drodze spotkamy jeszcze więcej rywali jak Stracha na wróble, Krokodyla czy mięśniaka Baine'a. Każdy z nich jest w pewnym momencie tak jakby bossem pewnej części gry, którą przygotował dla nas pajac w fioletowym gajerku. Czeka nas mnóstwo walki również z pomniejszymi rywalami. Bijąc ich po mordzie zyskujemy punkty doświadczenia, których liczba rośnie za wykonane combosy niestety ograniczające się jedynie do kilku chwytów na krzyż i nieprzerwanego ciągu trafionych ciosów. Nie jest to ciężkie, jedynym problemem są nieco silniejszy rywale z nożami lub paralizatorami, którym musimy najpierw przywalić łokciem pod szczenę, aby wytrącić z równowagi, bo "czysty" cios od razu nie wejdzie. Są też zmutowane karki, których pokonać musimy sprytem rzucając w odpowiednim momencie Batarangiem w łeb i zmuszając do przywalenia w ścianę lub wejścia w pułapkę. Potrafią być wyzwaniem zwłaszcza jeśli w pobliżu jest też chmara mniejszych przeciwników. I tutaj mogę powiedzieć też coś o gadżetach. W trakcie postępów z czasem odblokowujemy więcej urządzeń potrzebnych do przedostania się w niedostępne miejsca na starcie gry. Jest tego sporo, bo krążymy po całej wyspie. Do dyspozycji mamy plac główny, z którego możemy dojść do każdego innego skrzydła ośrodka - więzienie, szpital, ogród, kanały, posiadłość dyrektora czy kryjówka Batmana. Każde z nich jest wypełnione co raz to nowszymi przeszkodami w ramach postępów w rozgrywce. Niestety wiąże się to z bardzo dużym back trackingiem. Te same miejsca odwiedzimy wiele razy jeżeli chcemy zrobić fabułę na 100%. Aby był w tym jakiś cel twórcy umieścili masę "znajdziek" dających jak taśmy z przesłuchań najgroźniejszych więźniów, kamienie z symbolem skarabeusza, które pozwolą nam posłuchać "kronik Arkham". Historii opowiadanej przez Amadeusza Arkhama o danym miejscu i rzucającej światło na postać założyciela tej wyspy. Ponad to jest masa trofeum do zdobycia, które także dodadzą nam informacji o innych postaciach ze świata superbohatera nie pojawiających się w grze. Tzw. Riddler's Trophies. Każda część budynku zawiera zagadkę pozostawioną przez jednego z najinteligentniejszych rywali Batsa - Riddlera. W tym celu mając jedno zagadkowe zdanie musimy odnieść do czego się odnosi i czasem nie jest to łatwe. Raz chodzi o odbicie w lustrze, innym razem o np. portret na ścianie albo jakiś eksponat w posiadłości będący gadżetem jakiejś postaci z uniwersum, a czasem może chodzić o detal jak np. nazwa stacji radiowej wyświetlanej na odbiorniku czy kartka z szafki. Tego jest sporo i choć czasem męczące to daje satysfakcję i co najważniejsze fajne ciekawostki o świecie wykreowanym przez Marvela. Jeśli ktoś opanował walkę i główną historię zawsze może popróbować sił w trybie wyzwań, które wszystkie można odblokować jedynie kończąc fabułę ze znalezieniem wszystkich sekretów.

"+"
- grafika, która może się ciut zestarzała, ale nadal bogata w detale związane z sekretami czy szczegółami typu ubytek skrawka materiału na pelerynie po każdym etapie
- dobra fabuła, kreacja postaci, mroczna, izolowana od świata wyspa, pełna powaleńców czyhających na biednego Batmana
- udźwiękowienie, dobrzy aktorzy głosowi kojarzeni z owymi postaciami oraz muzyka
- masa sekretów, które pozwolą nam poznać historię miejsca jak i innych ludzi z uniwersum ze szczegółami takimi jak numer komiksu z przed 90 lat w którym zadebiutowali
- nierozłączne gadżety kojarzone choćby z serialu animowanego bez których Batman to pół Batmana

"-"
- uważam, że kilka postaci mogłoby być ukazane częściej lub w ogóle pokazanych
- duża ilość rzeczy do znalezienie wymaga gadżetów dostępnych w późniejszych etapach gry, aby się do nich dostać, co skutkuje back trackingiem
- walka mogłaby być nieco bardziej rozbudowana o jakieś dodatkowe chwyty

Jako pierwsza część serii muszę powiedzieć, że wyszło naprawdę solidnie. Ukłon w stronę twórców przede wszystkim za to jak wykreowany został świat z postaciami. Jak dla mnie solidny kawał bijatyki akcji z elementami zręcznościowymi z małymi minusami, które na dłuższą metę nie odbierają przyjemności z rozgrywki. Na pewno ogram też pozostałe części i zobaczę czy faktycznie zaliczyli regres czy może nie będzie tak źle.

Ocena: 4/5
_________________
Typerowa zabawa:
I miejsce - Liga Mistrzów 2015/2016
III miejsce (Ex æquo z użytkownikiem filomatrix) - Euro 2016
III miejsce - Euro 2012
  
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Google
 
Copyright © 2001-2010 Attitude      Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group