Babatunde o występie na gali Evolve 129, 130 ... (zobacz)
Zapowiedź ROH Best in the World 2019 w ROHCas... (zobacz)
Heyman i Bischoff w nowych rolach, gala EVOLV... (zobacz)

AttitudePL na Facebook AttitudePL na YouTube AttitudePL na Twitter Nasz kanał RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
Impact Wrestling Slammiversary XVII PPV
Autor Wiadomość
aRo 
Main Eventer



Wrestler: Big E, Owens, Otis
Wiek: 26
Dołączył: 18 Lip 2010
Posty: 4408
Podziękował: 57
Podziękowano mu 208 razy w 51 Postach
Skąd: Śląsk
Wysłany: 2019-07-06, 11:47   Impact Wrestling Slammiversary XVII PPV



Data: 7 lipca 2019
Miejsce: Dallas, Texas

Karta:

Impact World Championship:
Brian Cage (c) vs Michael Elgin



Knockouts Championship - Monster's Ball:
Taya (c) vs Havok vs Rosemary vs Su Yung



X Division Championship
Rich Swann (c) vs Johnny Impact



Tag Team Championship 3-Way:
The North (c) vs The Rascalz vs LAX



First Blood Match:
Killer Kross vs Eddie Edwards



RVD vs Moose


Sami Callihan vs Tessa Blanchard


TJP's Open Challenge
_________________
...bo jeden Straight Edge na forum to zdecydowanie za mało.
Typer WWE 2018 - 3 miejsce
Typer NXT 2018 - 1 miejsce
 
 
     
marcel 
Upper Midcarder



Wrestler: AJ Styles
Wiek: 27
Dołączył: 15 Lis 2010
Posty: 1827
Podziękował: 233
Podziękowano mu 309 razy w 66 Postach
Wysłany: 2019-07-07, 20:39   

Rzadko się tutaj wypowiadam i nie planuję wrócić do regularnego pisania. Po prostu szkoda mi aRo, że pisze sam do siebie. Swoją drogą była konieczność zakładania tematu o PPV, kiedy w temacie o Impact jest taka posucha? Myślę że nie.

Jestem pozytywnie nastawiony na Slammiversary. Gala ma bardzo dobrą podbudowę. Karta na papierze prezentuje się bardzo dobrze, ale mogą to łatwo zjebać rozstrzygnięciami w niektórych walkach.
Przede wszystkim Moose nie może przegrać z No Job Robem. Mam nadzieję, że nie powrócą czasy promowania emerytów kosztem młodych talentów.
Wygrana Tessy to też byłby bullshit. Mocno w nią wierzą i nie ma co się dziwić, ale Sami musi wygrać jakiś feud. Przy dobry bookingu da się tutaj wyjść z sytuacją win-win.
Jestem też ciekaw jak rozpiszą ME. Elgin przy kontuzji Cage'a musiał ciągnąć feud samemu i o dziwo wyszło mu to dobrze. Cage nie może uwalić przy swojej pierwszej obronie pasa skoro jest tak mocno promowany. No ale na monstera rozpisują też Elgina, więc śmierdzi tu brakiem rozstrzygnięcia. Rozwalą się poza ringiem, żeby ochronić obydwu.
Wadzi mi zmiana mistrza dwa dni przed PPV. Jeśli LAX szykują się do odejścia to nie mogli poczekać z przerzuceniem pasów do samej gali? Rascalz mogą czuć się wydymani. Walka się obroni, ale takie rzeczy kują. Dezmond Xavier coś nie ma szczęścia, bo wcześniej uciekł mu tron w X Division.
Inne walki też zapowiadają się spoko. W X Division trzeba zmienić mistrza. Impacta trzeba odstawić na razie od głównego pasa i do lotników nadaje się w sam raz, a do tego Johnny Bravo to złoto. Edwards vs Kross to przede wszystkim wyjebane segmenty, w ringu może być już gorzej, ale mają stypulację, więc mogą się tym obronić. Kobitki też chętnie obejrzę dzięki stypulacji. Nie zawiedźcie oczekiwań, bo zeszłoroczne Slammy było ekstra.
_________________
"Even the man with three H's would be proud of the way we buried this young, promising talent." - Broken Matt Hardy (Total Nonstop Deletion 15.12.2016)
 
     
Rogos 
Midcarder



Wrestler: Edge|Punk|Hardy|Black
Wiek: 22
Dołączył: 13 Lut 2012
Posty: 501
Podziękował: 2
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Chełmno
Wysłany: 2019-07-08, 12:00   

Openerek jak to openerek. Poskakali i do domu. Rozgrzewka odbębniona.

Strata pasów tagów przez LAX chyba potwierdza ich odejście z fedki. Porażka na jakimś podrzędnym evencie to jedno, ale do tego dochodzi ta krótka walka i pin na Ortizie. Wygląda to tak, jakby faktycznie odstawili ich już na półkę. The North z pasami to dobry wybór.

Podczas oglądania First Blood cały czas gadali, że jak tylko ktoś zacznie krwawić skądkolwiek, to walka się skończy, no i myślałem sobie, że łatwo tam o zbotchowaną końcówkę. Fragment walki chyba mi uciekł, bo moje źródło było nieco wadliwe. Całość była spoko, ale oczekiwałem czegoś więcej i nieco dłużej. W obliczu doniesień o niezadowoleniu Krossa znowu mam wrażenie, że odbębnili, odstawili go na półkę i idą dalej. Fajna końcówka z wykorzystaniem Kenny’ego 2.0. Zawsze to coś innego niż blade job. A, no i Kross wyglądał świetnie.

Walką Moose’a i RVD w ogóle się nie jarałem, ale trzeba im oddać, że dali radę. Nie było to nic niezwykłego, ale spokojnie dało się oglądać. Ogólnie nie przepadałem za Moosem, ale w tym gimmicku Flaira przekonał mnie do siebie. Fajnie się prowadzi i dobrze gada (ostatnie promo przed Slammi).

Monster’s Ball był bardzo dobry. W porównaniu do tego, co przez ostatnie lata robił Abyss to nawet świetny, bo wszystkie ostatnie walki tego typu wyglądały tak samo. Znowu nasuwa mi się myśl, że to jest i zawsze była mocna dywizja kobiet i nie jest potrzebna żadna gadka o „rewolucji”. Ciekawe co dalej. Taya skradła zwycięstwo, Havoc i Yung niby są prowadzone przez Mitchella, ale porozumienia tam nie ma i obok wciąż pozostaje Rosemary.

Swann i Impact nie mogli zawieść. Podoba mi się to, że do X-Division zawitał ktoś z mocnym nazwiskiem. Liczyłem nawet na triumf Johnny’ego, ale Swann z pasem mi nie wadzi.

Cage i Elgin. Za specjalnie za nimi nie przepadam, szczególnie za Elginem, ale twarda walka dwóch dużych chłopów zawsze jest fajna. Nie ma co tu się rozwodzić, będzie kontynuacja, a do gry dołączył trzeci osobnik – Rhino, bo to na pewno był Rhino. Inwazji ECW ciąg dalszy.

Main event. Dziwny wybór, ale pierwszy intergender, tworzenie historii, bla bla bla – wiadomka. W sumie taki dobór walki wieczoru w ogóle mi nie wadzi, bo, nie oszukujmy się, miejsce Callihana jest na szczycie, a Tessa to najlepszy female wrestler tego pokolenia – powiedziałem. Co najważniejsze, nic tu nie było wymuszone, bo było story. Blanchard fizycznie wyglądała tam jak milion dolców, a w samej walce przez cały czas była garowana, więc booking był taki, jaki być powinien. W tych swoich zrywach wyglądała dobrze, walczyła o życie, ale ostateczna porażka była nieunikniona. Ogólnie to była cholernie dobra walka! Zdecydowanie przerosła moje oczekiwania i z tej perspektywy widzę, że to był dobry materiał na main event. Sammi to druga po Gail osoba, która oddała Tessie honory. Subtelnie, ale jednak. Inwestują w nią, będzie szkoda, jak im ucieknie na większą scenę.

Slammiversary nie było wybitne, ale było dobre, a może nawet trochę ponad to. Bawiłem się znacznie lepiej niż przy Stomping Grounds i Fyter Fest (albo właściwie to w ogóle się bawiłem ;-) ). A swoją drogą, było bardziej „extreme” niż będzie na tym Extreme Rules, które jest za rogiem :razz: . Ogólnie dobra robota Impact, fedko numer 1.
_________________
I Miejsce - Typer NXT 2017
 
     
aRo 
Main Eventer



Wrestler: Big E, Owens, Otis
Wiek: 26
Dołączył: 18 Lip 2010
Posty: 4408
Podziękował: 57
Podziękowano mu 208 razy w 51 Postach
Skąd: Śląsk
Wysłany: 2019-07-08, 13:08   

Ekstra propsik dla Callisa, który mnie często rozwala swoim komentarzem :D

-TJP vs Trey vs Jake Crist vs Willie Mack- Jedyne starcie bez historii, za to idealne na opener. Dynamiczne, bez przestojów, rozgrzewające publikę. Wymyślili kilka fajnych kombinacji. A najlepsze było to teasowanie Tower of Doom, które skończyło się duuużo lepszym spotem. Willie wygrywa - faworyt publiki, więc na plus.

-Rascalz vs LAX vs The North- Pech. Było bardzo dobrze, jeszcze lepiej niż w openerze, szykowała się potencjalna walka gali... a potem Santana doznał kontuzji. Reszta pocisnęła to do końca w niezłym stylu, ale ewidentnie się pospieszyli. Szkoda, przez to jest "tylko" dobrze.

-Kross vs Edwards- Trochę kolorku na twarzy i Killer Kross wygląda jeszcze groźniej niż normalnie :shock: Jak na First Blood Match przystało, solidnie się nawalali. Spoko było, tylko zabrakło mi większej ilości akcji, które mogłyby wywołać krwawienie. Największy plus to końcówka - poświęcenie Kenny'ego, by zrobić Krossowi krzywdę. I wyglądało to naprawdę paskudnie, udało się.

-Moose vs RVD- Cóż, Rob to dziadek. Albo zarąbiście gra twarzą, albo po prostu był wycieńczony przez większość czasu. Raczej to drugie. Choć trzeba przyznać, że dał radę trochę przyspieszyć w drugiej połowie i w sumie nic nie schrzanił. A Moose to atleta i jak na swoje rozmiary jest cholernie zwinny, więc dodawał to, czego brakowało. Low blowa bym odpuścił, ale to mało ważne. Najważniejsze, że Moose to ugrał! I że poza początkiem nie kładli widzów do snu, co jest sukcesem.

-Su Yung vs Havok vs Rosemary vs Taya- Zapowiedź Jamesa Mitchella na start - pierdoła, a robi klimat. Monster's Ball uratował to zestawienie. Sporo się działo, sporo rzeczy poszło w ruch. Dziwi mnie tylko, że największa Havok nie wzięła na siebie praktycznie nic. Było lądowanie na drabinie, stomp na pinezki, lot na stół za ringiem... Najwięcej się nacierpiała Rosemary, potem Su. Nawet Taya brała udział choćby w tej akcji ze stołem, a Havok... po prostu tam była. Chyba tylko po to, by zrobić tego tombstone'a z lin na pinezki na końcu. Chociaż tyle. Spoko wyszło.

-Impact vs Swann- Zaczęło się średnio, bo Johnny wziął sobie do serca, że jest tym złym i cisnął ciągle typowymi heelowymi zagrywkami. Na szczęście dla nas szybko się z nich wystrzelał - bo jak potem zaczęli "normalnie" walczyć, to było widać, jakie to ringowe kozaki. Szczyt Dywizji X nie bez powodu. Póki co showstealer. Zaskoczyło mnie, że Swann obronił - ale po tej końcowej kombinacji kickout byłby absurdem, co jak co.

-Elgin vs Cage- Wiedziałem, że będzie dobre, ale nie że aż tak. Hoss fight najwyższego sortu. Gdyby wszyscy heavyweighci byli w stanie się tak ruszać, świat byłby lepszy. A ci utrzymali zajebiste tempo przez 15 minut i nie było tu nawet jednego słabszego momentu. Elgina można nie lubić za wiele rzeczy, ale nie za postawę w ringu. Można się na siłę dowalić, że Cage jakby na siłę sprzedawał ten ból pleców, ale po co. Chciałbym kontynuacji... a chyba jej nie doczekam, bo w Elgina po walce wjechał Rhyno (nie powiedzieli tego, ale kto inny to mógł być?).
No i jeszcze jedno - w związku z miejscem w karcie obstawiałem jakiś no contest, by to pociągnąć, a tu zwykły finisz. To powinien być ME.

-Callihan vs Blanchard- To nie powinien być ME. No, skoro mamy ten komentarz z głowy - dobra, emocjonująca walka. Zrobili dokładnie to, co powinni. Tessa wychodzi z PPV jako killerka, a jednocześnie nie udupili Samiego, który wygrać to po prostu musiał. No i to przekazanie kija na koniec - zdobycie szacunku największego chuja w rosterze to rzadkie osiągnięcie.

Jak dla mnie - drugi rok z rzędu Slammi to kandydat na Galę Roku.
_________________
...bo jeden Straight Edge na forum to zdecydowanie za mało.
Typer WWE 2018 - 3 miejsce
Typer NXT 2018 - 1 miejsce
 
 
     
HBK Fan 
Jobber



Wrestler: HBK Moxley Rollins Charlotte
Wiek: 24
Dołączył: 03 Sty 2015
Posty: 87
Podziękował: 1
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Zagłębie
Wysłany: 2019-07-08, 23:07   

TJP vs Willie Mack vs Trey Miguel vs Jake Crist

Trochę zaskoczył mnie ten fatal 4-way, bo miał być open challenge TJP. Chyba, że to był ten open challenge. Nieistotne. Generalnie całkiem solidny opener. Rozgrzać nie rozgrzali, ale może być. Podobało mi się nawet.

The North vs The Rascalz vs LAX

Krótko strasznie, być może przez kontuzję jednego z zawodników zdecydowali się skrócić ten pojedynek, a szkoda, bo przez ten czas, co widziałem ich pojedynek, zapowiadało się na bardzo dobry spektakl. :roll: Ale cóż: zdrowie jednak najważniejsze. The North bronią pasów i dobrze, bezsensu byłoby im odbierać je po dwóch dniach.

Killer Kross vs Eddie Edwards

Fajne promo przed walką. Ciekawy feud z całkiem fajnymi segmentami prowadzącymi do tej walki, a walka też całkiem fajna z ciekawą końcówką, w której Edwards łamie swój ukochany kendo stick by wywołać krwawienie u przeciwnika i wygrać walkę. Ciekawe zakończenie. Kupiłem to.

Moose vs Rob van Dam

Do tej walki żadna walka mnie jeszcze nie zanudziła, ale też nie zachwyciła. Ot, całkiem spoko walki. Jednak ta niestety była nudna, mocny przeciętniak, ale raczej to nie było zaskoczenie. Rob van Dam to dziadek i ciężko od niego oczekiwać jakiś wielkich fajerwerków. Jednak mimo tego i tak pokazał, że jeszcze trochę potrafi. :)

Jessica Havok vs Rosemary vs Su Yung vs Taya Valkyrie

Jak przed chwilą napisałem, że jeszcze żadna walka mnie nie zachwyciła, tak w tym momencie to się zmieniło. Bardzo dobra walka, nie wiem na ile sytuacje ratował tu gimmick match, ale czy to ma jakieś znaczenie. Najważniejsze, że wczułem się w tę walkę, świetnie się ją oglądało. Kilka ciekawych spotów. Pojawienie się pinezek mnie nie zaskoczyło, bo już jeden z odcinków Impact mi to zaspoilerował. :D Taya obroniła, może być. Chociaż osobiście kibicowałem Rosemary. :P

Rich Swann vs Johnny Impact

Kolejny dobry pojedynek, początek trochę niemrawy, ale potem pokazali kwał dobrego wrestlingu. Dobrze się to oglądało. Przyznam, że wynik mnie zaskoczył, sądziłem, że Impact to wygra.

Michael Elgin vs Brian Cage

Dobry feud prowadzący do tej walki. A sama walka to moim zdaniem najlepsza na tej gali. Spotkało się dwóch mięśniaków, ale mięśniaków z dobrymi ring-skillami, i wyszedł z tego świetny pojedynek. Cieszę, że Brian Cage obronił tytuł, mam wrażenie, że jeszcze nie pokazał wszystkiego co potrafi jako mistrz :smile: Ale chyba każdy wiedział, że zamaskowany gość to Rhyno. :P

Sami Callihan vs Tessa Blanchard

Jak nie lubię jakoś intergender matchy. Tak Impact sprawiło, że ze wszystkich walk na tej gali najbardziej czekałem na tą. :D Chociaż nie wiem, czy jako main event to nie jest lekka przesada. Ale dobra, już się nie będę czepiać. Sama walka uważam, że była bardzo dobra. Booking tej walki też bardzo dobry. Większość czasu Sami garował Tesse, a ona od czasu do czasu wyprowadzała groźne kontry. Ale nie na tyle groźnie, aby Tessa mogła to wygrać. Tak to powinno wyglądać. Generalnie ja uważam, że Sami Callihan powinien iść po pas. Gość jest świetny i póki co to mój kandydat na heela roku. :twisted: Aczkolwiek zachowanie po walce mało heelowskie, ale wg mnie świetnie to wyglądało. Takie jakby oddanie szacunku, że mu się postawiła i być może zaskoczyła, że była taka twarda. :grin:

Podsumowując: Pierwsza połowa gali niezła, druga bardzo dobra. Nie było to Slammiversary, aż tak świetne jak to zeszłoroczne, ale dalej było to dobre PPV, dla którego warto było poświęcić swój czas.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Google
 
Copyright © 2001-2010 Attitude      Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group