Walka wycofana z karty Double or Nothing?... (zobacz)
Scarlett Bordeaux odejdzie z Impact Wrestling... (zobacz)
Zawodnik 205 Live w Bellatorze?... (zobacz)

AttitudePL na Facebook AttitudePL na YouTube AttitudePL na Twitter Nasz kanał RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
Jakie płyty polecacie?
Autor Wiadomość
Streetovs
Main Eventer
pijana małpa



Wiek: 35
Dołączył: 30 Sty 2005
Posty: 4525
Podziękował: 37
Podziękowano mu 255 razy w 176 Postach
Skąd: zona verde
Wysłany: 2017-05-09, 08:02   


Odnośnik do Youtube


Nowy Nocturnal Mortum, to kolejna dwka dobrego BM, ukraińcy trochę odeszli od elementów progresywu a szkoda ( choc pojawia sie lekko, jak tez i lekko folk, ale jest tego mniej niz na wcześniejszych płytach), ale dalej są ciekawe aranżacje i solówki. Jest jak zwykle troche sieki, troche wolnych kawałków, co tu dużo pisać czołówka europejskiego BM inie schodzi z tej czołówki, album niezły choć słabszy od poprzedniego.

7/10
_________________
„Jeśli nie mogę do tego tańczyć, to nie jest moja rewolucja” E.Goldman
 
     
-Raven- 
Living Legend



Wrestler: Hitman,Steen,Trent Acid,Foley
Dołączył: 12 Sty 2005
Posty: 9076
Podziękował: 21
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2017-05-22, 01:10   

Streetovs napisał/a:
Nowy Nocturnal Mortum, to kolejna dwka dobrego BM, ukraińcy trochę odeszli od elementów progresywu a szkoda ( choc pojawia sie lekko, jak tez i lekko folk, ale jest tego mniej niz na wcześniejszych płytach), ale dalej są ciekawe aranżacje i solówki. Jest jak zwykle troche sieki, troche wolnych kawałków, co tu dużo pisać czołówka europejskiego BM inie schodzi z tej czołówki, album niezły choć słabszy od poprzedniego.

7/10


Potwierdzam. Naprawdę dobra płyta, choć po wyjebanym w kosmos "Voices of Steel", czuje się jakby Ukraińcy trochę spiłowali pazurki i złagodzili brzmienie. Wszystko jest tu bardziej wygładzone i nie ma już aż tyle tego 'brudu" oraz "chropowatości", które charakteryzowały ich poprzednie płyty. Pomimo to, Nokturnal Mortum to nadal klasa sama dla siebie i ich wydawnictwa można łykać w ciemno, bo to zajebista dawka black metalowej jazdy z licznymi folkowymi smaczkami, które sprawiają, że ta "potrawa" smakuje jeszcze bardziej.

Też bym ocenił tą płytę na 7/10, choć po kolejnych przesłuchaniach nota może skoczyć w górę.
_________________
Lepiej nic nie mówić i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.
Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa...

 
     
Ronnie 
Midcarder


Wrestler: CM Punk, Edge, D-Bryan
Wiek: 21
Dołączył: 06 Gru 2010
Posty: 904
Podziękował: 23
Podziękowano mu 56 razy w 15 Postach
Skąd: Częstochowa
Wysłany: 2017-10-24, 23:41   



Heaven Upside Down

Po dwóch latach od wydania poprzedniego krążka Blady Cesarz powraca z nowym albumem. Nowa płytka wiele już przeszła, pierwotnie zapowiadana na 14 lutego pojawiła się ostatecznie na rynku 6 października. Manson dodał kilka utworów i przede wszystkim zmienił tytuł - zamiast " Say10 " pojawiło się " Heaven... "
Wokalista zawiódł nieco w kwestii hucznie zapowiadanego powrotu do hardcorowego Mansona, agresji i energii znanej z klasycznych płyt. Niektórzy powiedzą, że to źle, według mnie to fantastycznie - utwór który chyba najbardziej nawiązywał do starych płyt, czyli " We know where you fucking live" jest moim zdaniem po prostu przeciętny. Ani zły, ani dobry, ot zwykły utwór jakich wiele. Ciekawiej robi się przy " Tattoed in Reverse" które według mnie jest ulepszoną wersją Mansona z The Pale Emperor. Chyba w takiej muzyce Manson aktualnie czuje się najlepiej. Na starość nieco zwalnia tempo, ale poziom jest wciąż bardzo wysoki. To już jest inny Manson i inna muzyka, ale płytę zdecydowanie polecam :)
_________________

 
     
jakub97sc 
Upper Midcarder



Wrestler: Skończyli się wszyscy
Dołączył: 14 Kwi 2010
Posty: 1087
Podziękował: 22
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Sosnowiec
Ostrzeżeń:
 1/3/4
Wysłany: 2017-12-21, 00:08   

Jakiś czas temu wyszły dwie płytki live, na które miałem chrapkę. Przesłuchałem ostatnio na Spotify. Jedna słabiutka, druga bardzo ok.

Najpierw zawód, czyli live Alter Bridge z O2 w Londynie. O jaka mizeria, Chryste Panie. Fanem jestem olbrzymim, dwa razy na żywo miałem okazję usłyszeć. Cenię, szanuję, Tremontiego wręcz ubóstwiam, bo gość jest dla mnie jak Kirk Hammett XXI wieku (z adekwatną przypadłością brzmieniową), ale spadek formy jest bardzo widoczny. Oczywiście Myles Kennedy wciąż pozostaje jednym z najlepszych wokalistów i writerów w świecie rocka, ale jego wokal już nie ma mocy. Oczywiście większość wyciąga, ale nabrał paskudnej maniery a'la Shakira, pazur się skończył i brzmi to mocno przeciętnie. Tremonti zaś stwierdził, że pierdoli czyste granie i zapomina notorycznie o wyłączaniu przesteru. Doszło nawet do tego, że w jego sygnowanej kaczce jest wbudowany distortion (czy tao overdrive) i - jak sam stwierdził - jest w stanie zagrać koncert z tym jednym jedynym efektem. No cóż... Pomijając fakt, że ballady z przesterem brzmią jak stolec, Myles nijak nie spuszcza tego wrażenia wokalem, to jeszcze smród wzmaga FATALNY mix. Gitara rytmiczna głośniej od prowadzącej (zabieg mający na celu zatuszowanie fuszerki Tremontiego), Metalingusa nawet nie puszczajcie - bez wokalu nie zgadniecie co to jest. Setlista właściwie bez błysków - po prostu poprawna. Podsumowanie ich trasy promującej nowy album (jak na złość - mocno średni). Zawód totalny...

...który trochę poprawiłem odsłuchując Live At Brixton Part 2 od Bulletów. Kapela, która prawdopodobnie zajmuje drugie miejsce wśród najbardziej hejtowanych zespołów rockowych i rozczarowała swoim ogłoszeniem na Impact Feście. A jednak sentyment został i słucha się ich dobrze. Wokal Matta może nie wrócił, ale jest mocny. Wyciąga, screamuje, no nie pierdoli się chłopok w tańcu. Normalnie uznałbym live za jeden z wielu, ale... No właśnie - ALE! Pociski dla Walentynki grali w Brixton jakieś 10 lat do tyłu i zrobili tam jeden z najlepszych koncertów, jaki widziałem na DVD. No i sentyment over 9000 się odpalił. I co jest piękne - to brzmi! To wszystko brzmi świetnie! Dwupłytowa edycja, dwie noce, dwie setlisty, niecałe 30 utworów i SENTYMENT. Można by rzec, że idealnie odtworzona playlista z hitami z pierwszych dwóch płyt bije na łeb standardową tourową setlistę. Niby tak jest, ale to wcale nie oznacza, że ten zwyczajny zestaw wypadł źle.

W życiu bym nie powiedział, że BFMV przebije pod jakimś względem AB. A jednak przebił, przejechał wręcz walcem. Ogólnie mam fetysz do albumów z live'ów, czy też oglądania samych koncertów na YT. Do Brixton lubiłem wrócić, teraz mam dla porównania wersję po 10 latach i też będę o niej pamiętał. Zespoły lubią to miejsce - lajwik również nagrało tam Pendulum (notabene całkiem zajebisty) :)
_________________

 
     
filomatrix 
Main Eventer



Wrestler: Ambrose, Havoc, Hendrix
Wiek: 32
Dołączył: 31 Paź 2011
Posty: 2229
Podziękował: 338
Podziękowano mu 46 razy w 8 Postach
Skąd: Mazowsze
Wysłany: 2017-12-21, 10:59   

W październiku AB grali w Warszawie. Po tym opisie widzę, że dobrze że nie miałem ciśnienia na ten koncert. Dziwne, że Tremonti się opierdziela. On miał/ma (?) w planach nagranie kolejnej solowej płyty. W związku z tym pytanie, czy on kładzie lachę tylko na AB, czy na wszystko.
_________________
"Jeśli mówisz do Boga, jesteś osobą religijną. Jeśli Bóg ci odpowiada, jesteś chory psychicznie"
House M.D. S02E19
 
     
jakub97sc 
Upper Midcarder



Wrestler: Skończyli się wszyscy
Dołączył: 14 Kwi 2010
Posty: 1087
Podziękował: 22
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Sosnowiec
Ostrzeżeń:
 1/3/4
Wysłany: 2017-12-22, 23:54   

filomatrix napisał/a:
W październiku AB grali w Warszawie. Po tym opisie widzę, że dobrze że nie miałem ciśnienia na ten koncert.

I tu jest zabawna kwestia - bo będąc tam obecnym czułem się kapitalnie. Wokale na miejscu, było czuć mięcho i w ogóle. Setlista była wyborna. Byłem na AB dwukrotnie. Co prawda ani razu nie trafiłem na mój ulubiony utwór - Brand New Start - ale za to w Wawie dostałem coś, na co większość fanów AB spuściłaby się z marszu, tj. Shed My Skin.

filomatrix napisał/a:
Dziwne, że Tremonti się opierdziela.

Pisząc, że Mark złapał Hammettowego bakcyla miałem na mysli to, że chłop efektami przykrywa własne brzmienie i płynność. Od jakiegoś czasu śmiać mi się chce, że to Mark powinien śpiewać, a Myles grać :) Wokal Tremontiego w Water Rising jest genialny, a jego chórki równo od 2008 roku nie spadły nawet o pół klasy :)

filomatrix napisał/a:
On miał/ma (?) w planach nagranie kolejnej solowej płyty.

2018 rok. Podobnie zresztą jak solowy album Mylesa ;) Bardziej się jednak nastawiam na nowego Tremonstera, bo singiel Kennedy'ego był imo rozczarowujący.

filomatrix napisał/a:
czy on kładzie lachę tylko na AB, czy na wszystko.

Lacha to złe słowo, ale chłop ewidentnie zbłądził tą zabawą w rzeźnika. Pardon, ale jakikolwiek przester w Blackbirdzie to jest plaskacz na ryj dla słuchaczy. Druga sprawa - Tremonti we własnej kapeli pisze utwory przeciętne. Wychodzi mu mniej więcej co czwarty. Inaczej - co czwarty brzmi inaczej. A tak to mamy riff na galopie i tonę przesteru :/ Nie sądzę, żeby nowy album miał przynieść coś przełomowego, ale liczę na chociaż jeden utwór na poziomie tytułowego "Dusta" :)
_________________

 
     
filomatrix 
Main Eventer



Wrestler: Ambrose, Havoc, Hendrix
Wiek: 32
Dołączył: 31 Paź 2011
Posty: 2229
Podziękował: 338
Podziękowano mu 46 razy w 8 Postach
Skąd: Mazowsze
Wysłany: 2018-04-22, 13:29   

Polacy dużo emigrowali, więc jest spore prawdopodobieństwo, że w jednym czy drugim zespole znajdą się osoby z polskimi korzeniami. Jest też tak, że pewne motywy w muzyce powracają w mnie lub bardziej zmienionej formie...a to, co chcę opisać nie jest pełnowymiarową płytą, tylko podwójną EPką.

Greta Van Fleet, to amerykański zespół grający muzykę rockową. W zespole są trzej bracia Kiszka (Josh, Jake i Sam), a także Danny Wagner. Ich twórczość, wielu określa jako nowe wcielenie Led Zeppelin i faktycznie coś na rzeczy jest. Brzmią rzeczywiście bardzo podobnie, a i wizerunek sceniczny jakoś mocno nie odbiega od tego, z epoki hipisów.

From the Fires to wydana 10 listopada 2017 EPka, która zawiera cztery utwory z pierwszej EPki Black Smoke Rising (wydanej kilka miesięcy wcześniej), a także nowy materiał. Płyta długogrająca ma wyjść jeszcze w 2018.

Nie jest to długie (bo trwa nieco ponad 30 minut), a i słucha się tego przyjemnie. Polecam. Moja ocena 8/10.


Odnośnik do Youtube
_________________
"Jeśli mówisz do Boga, jesteś osobą religijną. Jeśli Bóg ci odpowiada, jesteś chory psychicznie"
House M.D. S02E19
 
     
kajetan79 
Jobber



Wrestler: Undertaker,The Rock ,Cesaro
Wiek: 40
Dołączył: 17 Sty 2013
Posty: 142
Podziękował: 4
Podziękowano mu 5 razy w 5 Postach
Skąd: Czestochowa
Ostrzeżeń:
 2/3/4
Wysłany: 2019-05-11, 17:36   

Amon Amarth – Berserker (2019)

Jeden z najpopularniejszych zespołów grających viking metal, wydał swój kolejny album. Mówię oczywiście o szwedzkim Amon Amarth. Płyta nosi tytuł Berserek i została wydana 3 maja 2019 roku. Czy jest lepszy od Jomsviking? Czy Amon Amarth wrócili znowu do pełnej formy? Jeśli jesteście ciekawi moich wrażeń odnośnie do ich najnowszego krążka, serdecznie zapraszam.

Pierwszy Fafner’s Gold rozpoczyna się bardzo spokojną, wręcz łagodną partią gitar. Pojawiają się oczywiście breakdowny oraz melodyka typowa dla Amonów. Choć pod sam koniec wreszcie jest strike deathowo, zarówno jeśli chodzi o perkusję i riffy. Pojawia się też krótka deklamacja. Początek płyty bardzo dobry. Drugi Crack the Sky gitarowo jest bardzo zbliżony do heavy metalu. Czy to dobrze? Trudno powiedzieć, jest to coś innego. Dodającego na pewno dynamiki do tej kompozycji. Mjölner, Hammer of Thor będący oczywiście o słynnym młocie Thora, brzmieniowo nie różni się zbytnio od poprzedniej kompozycji. Choć, nie moment, zastosowano w połowie utworu, dość interesujące przejście, co jednak go nie uratowało.

Shield Wall rozpoczyna się iście bojowo, riffy gitar tak dobrze współgrają z perkusją, że trudno je usłyszeć. Tytuł tu idealnie pasuje. Słynna bojowa formacja wikingów, bo do niej nawiązuje ten utwór. Dla mnie jest po prostu genialna. Wszystko, co musi zawierać tzw. przebój Amonów, ta kompozycja posiada w 100 procentach. Stawiam w ciemno, iż, będzie mocnym kandydatem do przyszłej set listy koncertowej zespołu na lata.

W Valkyria bardzo podkreślony został bas, dynamika też jest zastosowana. Riffy też są dobre, ale szału u mnie nie ma. Choć partie pianina na koniec, jestem ciekaw w sumie po co. Gitarowy początek w Raven’s Flight, który dla osoby niebędącej za pan brat z metalem może ,okazać się elektroniczny, lecz wcale taki nie jest. Potem konkretne breakdowny. Jest moc. Tu akurat heavy metalowe riffy idealnie równoważą ciężką perkusję. Do tego jedna z najlepszych solówek na płycie.

Ironside to kompozycja o legendarnym Bjornie Żelaznobokim. Spokojny wstęp, a potem wejście, którego raczej się nie spodziewałem, gdyż okazały się, lżejsze niż przewidywałem. Breakdowny też są, ale też gorsze niż zakładałem. Szkoda. Natomiast The Berserker at Stamford Bridge dopiero po upływie połowy, nabiera odrobiny rozpędu. Gdyż przejścia oraz breakdowny są wreszcie znośne. Nie pomogła nawet dość niezła solówka na końcu. Oj słabo panowie.

When Once Again We Can Set Our Sails też nie jest zły. Jest dobry. Zawiera też godną uwagi solówkę. W przypadku Skoll and Hati mam podobnie, choć ta kompozycja jest szybsza, oparta na bardziej thrashowych riffach. Przedostatni Wings of Eagles też jest w miarę ok. Ostatni jak to w zwyczaju Amon Amarth, najdłuższy utwór na płycie, czyli Into the Dark, ma bardzo pompatyczny początek, potem staje się cięższy, z dobrymi przejściami oraz riffami. Plus należy się za to, że, nie jest on sztucznie wydłużony, jak to czasem bywało, dokładnie na trzech poprzednich albumach. Jak początek tak i koniec jest epicki, dzięki fortepianowi oraz skrzypcom. Chyba wreszcie wiem, po co one były.Podsumowując owy krążek. Ogólnie jak go przesłuchałem, mam wrażenie, iż, poziom został utrzymany. Co to znaczy? Oprócz The Berserker at Stamford Bridge oraz Valkyria, które są dla mnie nieporozumieniem. Serio. Jak dla mnie, jeśli zespół, nie umieściłby ich na płycie, nie straciłby, a wręcz zyskał. Wiele utworów jak na Amonów jest po prostu dobrych, bądź czasem ,,ni dobrych ni złych” (Crack the Sky, Ironside). Jednak jak zwykle moimi ulubieńcami są te, które w jakimś stopniu urywają pewna część ciała. Pierwszym w kolejności, jest niebędący singlem, Shield Wall, istna petarda koncertowa. Drugim jest elektryzujący do czerwoności, Raven’s Flight, udowodniając, iż, heavy metal z death metalem może współistnieć na jednej kompozycji, która może wpisać się, w kanon przyszłych przebojów koncertowych tego zespołu. Dajcie znać, co Wy sądzicie o najnowszym krążku Amon Amarth. Ja biorąc wszystkie wady i zalety, swoją opinię, mogę wyrazić w jednej ocenie. Odpowiadając na początkowe pytanie, Berserk jest inny odrobinę od Jomsviking, ale czy lepszy? Trudno powiedzieć, choć pod kątem liczby moich ulubionych kompozycji z poprzedniego albumu, ten jest nieco uboższy.

8/10
_________________

 
     
-Raven- 
Living Legend



Wrestler: Hitman,Steen,Trent Acid,Foley
Dołączył: 12 Sty 2005
Posty: 9076
Podziękował: 21
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2019-05-11, 20:59   

kajetan79 napisał/a:
Dajcie znać, co Wy sądzicie o najnowszym krążku Amon Amarth. Ja biorąc wszystkie wady i zalety, swoją opinię, mogę wyrazić w jednej ocenie. Odpowiadając na początkowe pytanie, Berserk jest inny odrobinę od Jomsviking, ale czy lepszy? Trudno powiedzieć, choć pod kątem liczby moich ulubionych kompozycji z poprzedniego albumu, ten jest nieco uboższy.


Znam muzę Amona, choć zdecydowanie nie na wyrywki (mam ich całą dyskografię na kompie, ale są ich płyty, których jeszcze nie przesłuchałem, albo przesłuchałem tylko raz czy dwa). Co do Berserka to na razie zdążyłem przesłuchać go tylko raz, ale jako całokształt (nie, nie będę się rozpisywał o poszczególnych kawałkach. Nie po jednym przesłuchaniu płyty) wydała mi się całkiem w pytę i ogólnie od początku do końca bardzo przyjemnie mi się tu słuchało szwedzkich Wikingów. Nie jestem na tyle oblatany w ich muzie aby porównywać Berserka do wcześniejszych dokonań Amon Amarth, ale wiem że do tej płyty jeszcze pewnie nie raz wrócę, co już jest całkiem niezłą dla niej rekomendacją :wink:
_________________
Lepiej nic nie mówić i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.
Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa...

 
     
Ghostwriter 
Main Eventer



Wrestler: HBK, Hitman, Macho Man
Dołączył: 19 Sie 2010
Posty: 3030
Podziękował: 41
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: stamtąd
Wysłany: 2019-05-13, 10:43   

U nas w Forcie Gerharda ostatnio Sabaton nagrał teledysk do "Fields of Verdun", który promuje płytę "The Great War" wychodzącą w lipcu. Wcześniej nie słuchałem, ale jako, że mogłem poznać tych kolesi, a nawet zagrać w video, to z miejsca stałem się fanem. :twisted:

A teraz siląc się na obiektywizm: jak dla mnie spoko. Poczytałem trochę o tym zespole opinii fanów i zdążyłem się zorientować, co - wedle starych wyjadaczy - jest u nich be, a co cacy (że pierwsza płyta itp.). Sam z heavymetalowych klimatów lubię Motorhead i Iron Maiden, ale w młodszych kapelach, a tym bardziej szwedzkich nie orientuję się w ogóle. Na razie łyknąłem "The Last Stand" i generalnie jest ok. Oni w ogóle mają dużo kawałków łatwo wpadających w ucho. A z najświeższych "Bismarck" wg mnie jest mega. ;)
_________________

 
     
-Raven- 
Living Legend



Wrestler: Hitman,Steen,Trent Acid,Foley
Dołączył: 12 Sty 2005
Posty: 9076
Podziękował: 21
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2019-05-14, 00:18   

Ghostwriter napisał/a:
Na razie łyknąłem "The Last Stand" i generalnie jest ok. Oni w ogóle mają dużo kawałków łatwo wpadających w ucho.


Sabaton, to kapela grająca muzę podobnie (nie mylić z "podobną") jak AC/DC, Motorhead czy np. Manowar. Po prostu robią swoje od lat i maja swój niepodrabialny (złośliwi mawiają, że to jest wtórność) styl, którego nie zmieniają i który ciężko pomylić z czymkolwiek innym (słyszysz muzę i jeżeli nawet nie znasz tej płyty, a samą kapelę słyszałeś kiedykolwiek wcześniej, to z biegu odgadniesz, że to ich kawałek).
Obadaj sobie Bart płytkę "Art of War", bo jak dla mnie to jest naprawdę fajna (plus jeden kawałek - "40:1" - dotyczy polskich Żołnierzy w bitwie pod Wizną), jeżeli ktoś lubi tego typu muzę. Poza tym, Sabaton musi być kapitalny na koncertach, bo kawałki nagrywane właśnie na nich - tak jak nie znoszę płyt live - miażdżą jajca, zwłaszcza poprzez interakcje kapeli z fanami.
_________________
Lepiej nic nie mówić i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.
Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa...

  
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Google
 
Copyright © 2001-2010 Attitude      Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group