Babatunde o występie na gali Evolve 129, 130 ... (zobacz)
Zapowiedź ROH Best in the World 2019 w ROHCas... (zobacz)
Heyman i Bischoff w nowych rolach, gala EVOLV... (zobacz)

AttitudePL na Facebook AttitudePL na YouTube AttitudePL na Twitter Nasz kanał RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
W Jakie Gry Teraz Gracie...
Autor Wiadomość
aRo 
Main Eventer



Wrestler: Big E, Owens, Otis
Wiek: 25
Dołączył: 18 Lip 2010
Posty: 4295
Podziękował: 57
Podziękowano mu 208 razy w 51 Postach
Skąd: Śląsk
Wysłany: 2019-01-31, 22:57   


Kiedyś - exclusive na PlayStation. Teraz - na każdej większej platformie. Wreszcie każdy ma szansę nadrobić klasyki. A warto, bo to nadal dobre platformery. Pewnie, dziś wychodzą ciekawsze, znacznie bardziej rozbudowane zręcznościówki. Ale to, że jamraj nie posiada dziesiątek możliwych ruchów/akcji, nie oznacza, że gry z nim są dziś złe. Były w końcu projektowane w oparciu o obecne możliwości postaci. Nie czuć potrzeby na potrójne skoki, salta, ultra ataki i inne takie. Poziomy są zaprojektowane pod to, co było dostępne. I nadal gra się w nie przyjemnie.

Krótko o każdej części wchodzącej w skład trylogii:
Crash 1 - pierwsza, najbardziej uboga. Za to najtrudniejsza - może dlatego najbardziej mi się podobała? Poziomy były pomysłowe i wystarczająco zróżnicowane, by się nie nudzić aż do samego końca. Od początkowych, gdzie spokojnie mogliśmy nauczyć się podstaw, po potrafiące wkurzyć co niektórych perełki typu The High Road. Nie uważam, że jest zbyt ciężko. Wystarczająco trudno, by etapy stanowiły wyzwanie, ale wszystko jest spokojnie wykonalne. Dodajmy do tego niezłych bossów. Bardzo dobrze się bawiłem. Z nowości w trylogii - możliwość zapisu co poziom, ważna zmiana, bo system w oryginale był fatalny. Jeśli chodzi o minusy - są związane z remasterem, niestety. Kolizje. Na mostach na najbardziej znienawidzonych przez graczy planszach jeszcze bardziej utrudniają. Postać potrafi się ześlizgnąć do dziury, stojąc przy krawędzi. Trzeba się przyzwyczaić (nie jest też całkiem źle - biegać po linach też się da bez ześlizgnięcia, jest to do opanowania). No i time triale. Ta gra nie była pomyślana z myślą o speedrunach. Dodano je trochę na siłę, w przeciwieństwie do kolejnych gier serii.

Wspomnijmy jeszcze o Stormy Ascent, dodatkowym poziomie, ponoć usuniętym z podstawki ze względu na to, że był za trudny. Może nie uważam, że to koszmarnie trudny level, ale sporo graczy ma problemy z oryginałem, więc decyzja słuszna. Nic trudniejszego w trylogii nie znajdziecie. Jak dla mnie ten poziom był ekstra. Testuje zręczność jak żaden inny. A pod koniec jest taki fajny fragment, który sprawia wrażenie niewykonalnego. Wyobrażam sobie, ilu ludzi porzuciłoby grę, gdyby był w podstawce. Całość na duży plus!

Crash 2 - ta część podobała mi się chyba najmniej. Zaznaczę, że to nie jest zła gierka, ale będę trochę wredny. Nowe ruchy Crasha przez większość czasu są zbędne (a o slide jumpie można się nigdy nie dowiedzieć). Etapy nie zachwycają. Zimowe są szczególnie słabe i irytujące. Trochę czuć powtarzalność przy tych podobnych tematycznie. Nawet hub nie ma startu do mapki z jedynki. Bossowie są okrutnie nijacy i banalni, a ten ostatni jest wręcz żenujący. Ogółem: może nie grało mi się źle, ale od reszty gra się wyróżnia na minus.

Crash 3 - dużo lepiej. Nowe wizualia bardzo odświeżające, poziomy są ciekawsze niż u poprzednika, jest sporo nowinek gameplayowych, w tym m.in. nurkowanie, wyścigi, latanie... Zdobywamy też trochę nowych zdolności - choć te, trzeba przyznać, w większości dodano trochę na siłę, bo mocniejszy body slam czy dłuższe obracanie się (atak) zmieniają tyle co nic. Za to strzelanie(!) czy wolniejszy spadek w powietrzu już mają sens. Nie ma tu minusów z dwójki. Jak mam się czegoś czepić - tych specjalnych etapów (typu wyścigi) jest całościowo trochę za dużo, wolałbym więcej standardowego platformowania. No i miło by było, gdyby z poziomu huba dało się dostać do każdego poziomu... Bo dwa ukryte takich wejść nie mają i by je powtórzyć, trzeba wejść przez inny level. A kwestia ich znalezienia? Jeden jest przyjemnie zasygnalizowany, a drugi to absurd wymagający wpakowania się w coś, co przeważnie musisz omijać - mega durny pomysł. Ale to drobnostki. Dobra gra.

Tu też pojawił się dodatkowy etap, Future Frenzy - jednak nie ma porównania ze Stormy Ascent. Trudny, szczególnie na tle całej trzeciej części (najprostsza z trylogii), ale bez przesady.

Jako fan platformówek nie mogłem sobie odmówić przejścia tych "legend". Poza problemami z kolizjami odnowione zostały po mistrzowsku, wyglądają prześlicznie i nie doświadczyłem przy tym żadnych spadków płynności, a mój komputer nie należy do najmocniejszych. I choć dziś nie wyróżniają się niczym poza oprawą, nadal warto po te gierki sięgnąć. Choć widzę ich wady, szczególnie w dwójce, bawiłem się świetnie i zdobyłem wszystkie achievementy. Wmawiałem sobie, że odpuszczę próby czasowe, bo po co przechodzić wszystko dwukrotnie... Dla zabawy. Nawet Stormy Ascent. W sumie spędziłem przy tej trójcy 40 godzin i śmiało polecam platformerowym wyjadaczom.
_________________
...bo jeden Straight Edge na forum to zdecydowanie za mało.
Typer WWE 2018 - 3 miejsce
Typer NXT 2018 - 1 miejsce
 
 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Piper | Rock | Punk
Wiek: 31
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 10535
Podziękował: 71
Podziękowano mu 778 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2019-02-02, 08:11   

Cieszę się, że EA zdecydowało się wypuścić demo Anthem, bo już wiem, że nie chcę z tą grą żadnego kontaktu. Sama mechanika gry mnie nie przekonuje, a obawy przed pełną wersją, która mogłaby oferować liczne kiepskie misje mnie skutecznie odstrasza. Leć, zniszcz serie mobów, leć dalej by spotkać kolejnych. Przerabiałem w demie, widziałem na licznych materiałach - podziękuję. Do tego wcale tak wygodnie mi się tym czymś nie latało (nawet na padzie). Kwestia wprawy, wiadomo, ale w pojedynkę ta gra nie ma nic do zaoferowania.
_________________

 
     
Pavlos 
Main Eventer



Wrestler: Edge, The Undertaker, HHH, Y2J
Wiek: 26
Dołączył: 02 Kwi 2012
Posty: 3729
Podziękował: 432
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Warszawa
Ostrzeżeń:
 1/3/4
Wysłany: 2019-02-16, 15:58   



Return of the Obra Dinn to detektywistyczna przygodówka rozgrywana z perspektywy pierwszoosobowej. Produkcję opracował Lucas Pope, czyli twórca m.in Papers, Please i The Republia Times. Tytułowy Obra Dinn to potężny statek handlowy, który w 1802 roku wyruszył z londyńskiego portu na długi rejs do Azji z dwustoma tonami cennych towarów na pokładzie. Miał dotrzeć do Przylądka Dobrej Nadziei w ciągu sześciu miesięcy, a następnie kontynuować dalej swoją podróż. Niestety, nigdy nie dopłynął do tego punktu i po krótkich poszukiwaniach frachtowiec uznano za zaginiony. Ku zaskoczeniu wszystkich, sześć lat później, 14 października 1808 roku, Obra Dinn zawinął do portu w Londynie. Jego żagle były uszkodzone, a na pokładzie nie było żywej duszy. Gracze wcielają się w agenta ubezpieczeniowego pracującego dla Kompanii Wschodnioindyjskiej. Bohater musi dostać się na statek i ustalić, co tak naprawdę się wydarzyło. Kluczową rolę w odkrywaniu prawdy odgrywa dziennik kapitana, który najpierw trzeba jednak odszukać.

Twórca przyjemnego Papers Please powrócił i zaoferował mi coś, co lubię - zabawę w detektywa. Grę już przeszedłem w sylwka, ale dopiero teraz zebrało mi się na napisanie czegoś o tym małym wytworze elektronicznej rozrywki. Jesteśmy Panią detektyw wysłaną na okręt pełen załogi złożonej z zarówno Brytyjczyków jak i ludzi pochodzących z innych obszarów Zjednoczonego Królestwa, którzy zostali zmasakrowani podczas swojej podróży przez podwodne bestie. Oczywiście intryga jest o wiele głębsza, ale naturalnie to już sami musimy odkryć. Jak dla mnie jedna z oryginalniejszych produkcji zeszłego roku. Sama oprawa wizualna przypomina nam stare czasy, które mogą pamiętać nie liczni na tym forum. Utrzymana w konwencji 3D z kamerą z oczu bohaterki, ale zrealizowana w totalnie old-schoolowym, pikselowym stylu pierwszych ekranów. Możemy sobie zmienić w opcjach nawet kolorystykę czy wolimy grać np. w fiolecie (Commodore), lubimy "zgniłą" zieleń jak za Macintosha czy dajmy na to czystą czerń i biel pod monitory LCD. Jest kilka ciekawych opcji. Coś o rozgrywce... Mała gierka nie prowadząca nas za rączkę i zmuszająca do węszenia w każdy róg. Bardzo fajna mechanika, gdzie mamy do dyspozycji nasz dziennik, który otrzymaliśmy od (jeszcze) tajemniczej osoby mającej związek ze statkiem. Zapisujemy tam spostrzeżenia, co się stało z każdym członkiem załogi, którego najpierw musimy korzystając ze wskazówek i wspomnień pełnych dialogów zdemaskować. Trzeba dopasować narodowość i miano do zdjęcia. Aby to zrobić chodzimy po statku i "skanujemy" zwłoki, które zabiorą nas do wspomnienia gdzie czeka na nas rekonstrukcja wydarzeń w postaci rozmów i jednego kadru z miejsca zdarzenia. Tam musimy zwrócić uwagę na pozostałe rzeczy, które mogą nas... Zabrać do kolejnego zdarzenia, wcześniejszego, co czasem potrafi nami nieźle zamotać i już nie wiemy czy jesteśmy w realnym świecie czy we wspomnieniu, a może we wspomnieniu ze wspomnienia. :twisted: Wbrew pozorom, po głębszych namysłach większość z nas nie powinna mieć problemu ukończenia gry nawet w te 6 godzin. Gra jest stosunkowo krótka i pod koniec kiedy określimy całe zajście według własnych spostrzeżeń możemy opuścić statek. I tutaj pojawia się jedna rzecz, na która mógłbym zwrócić uwagę. Gra nas nie wypuści ze statku póki poprawnie nie określimy losu całej załogi. Oznacza to, że produkcja wymusza na nas bycie bezbłędnym detektywem, który na koniec gry dowie się jedynie, co zaszło dalej. Szkoda, ponieważ autor nie postarał się o nieliniowość i więcej zakończeń albo chociaż uświadomienie nas o błędach podczas śledztwa, których żeby skończyć grę po prostu nie możemy popełnić. I to chyba jedyna rzecz, którą zrobiłbym inaczej.


"+"
- oryginalna, pikselowa grafika w stylu komputerów z lat 90 z możliwością zmiany kolorystyki
- przyjemna, intrygująca muzyczka
- ciekawa historia zmuszająca nas do myślenia i niekiedy po prostu "strzelania", aby dowiedzieć się, co się z daną osobą stało
- fajny motyw z dziennikiem wydarzeń i wizualizacją ich poprzez wspomnienia członków załogi

"-"
- mogłaby być ciut dłuższa i dawać możliwość opuszczenia okrętu z błędną interpretacją zdarzeń

Mimo wszystko potrafię wybaczyć tę liniowość w końcówce. Robiła to jedna osoba i po raz kolejny pokazała, że jest człowiekiem z fajnymi pomysłami w głowie. Gra bez dużej promocji dobrze radzi sobie na steam, co mnie cieszy, że ludzie potrafią docenić mniejsze, oryginalne produkcje. Jeżeli ktoś ma dzień wolny i siłę główkować jak najbardziej polecam.

Ocena: 5-/5
_________________
Typerowa zabawa:
I miejsce - Liga Mistrzów 2015/2016
III miejsce (Ex æquo z użytkownikiem filomatrix) - Euro 2016
III miejsce - Euro 2012
 
     
maly619 
Main Eventer



Wrestler: Ziggler, The Undertaker, Tomko
Wiek: 30
Dołączył: 29 Sty 2007
Posty: 4528
Podziękował: 40
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: K-Koźle
Wysłany: 2019-02-21, 09:47   

Wracam do tematu The Division i Yakuzy 0 o których pisałem jakiś czas temu.

Zadziwiająco sporo czasu grałem w The Division. Zadziwiająco, bo jak teraz pomyślę to gra jest bardzo monotonna i grałem w nią tylko dlatego, że działają na mnie te wszystkie sztuczki Ubisoftu :D . Miałem nawet taki moment w grze, gdzie chciałem już ją olać, bo misje fabularne (które są tylko poboczną aktywnością) miałem już zrobione, a reszta aktywności to po prostu bieganie po mieście i robienie serii podobnych misji. Problem w tym, że wbiłem maksymalny, 30 lvl i gra wskoczyła w fazę endgame'u dając nam dodatkowe misje, nowe typy ekwipunku i całą masę lootu (oczywiście losowego). Wtedy znów dałem się wciągnąć w te macki i znów sporo w to grałem.
Ostatecznie muszę jednak przyznać że gra jest średnia i jeśli chcielibyście w nią grać, to najlepiej w co-opie. Wtedy zabawa jest najlepsza, bo przeciwnicy ze sporymi paskami życia nie są tak irytujący gdy muszą się zmierzyć z siłą ognia idącą z paru stron.

Po grze Ubisoftu wskoczyłem do Yakuzy. Gra akcji z otwartym światem, która mogłaby wielu osobom skojarzyć się z serią GTA, ale to jednak coś zupełnie innego. Przede wszystkim w Yakuzie poruszamy się z buta lub taksówkami jako quick travel. Samochodami nie pojeździmy. Nie ma co też liczyć na wielkie strzelaniny, demolki i wybuchy. Broń palna wprawdzie istnieje, ale dużo skuteczniejsza jest walka wręcz przy użyciu różnych stylów walki których się uczymy. Zresztą gra bardzo poważnie traktuje zabójstwo. Nie jest tak jak w GTA, gdzie zabijamy tysiące osób i nic z tego nie wynika. Tu zabójstwo to naprawdę big deal.
Również miejsca po których się poruszamy są dużo mniejsze niż w GTA. Jednak mniejsze wcale nie znaczy gorsze, bo tu miasta rzeczywiście żyją, a sam ich klimat jest świetny.
Oczywiście jest to gra japońska, więc są tu elementy które odrzucą osoby uczulone na japońszczyznę. Cała masa aktywności pobocznych jest przedstawiana bardzo "over the top", czasem wręcz cringe'owo.
Nie wspomnę o różnych misjach pobocznych, jak np. dawanie porad pannie pracującej w burdelu (?) sado-maso, albo rozbicie gangu nastolatek sprzedających swoją bieliznę :D
Jeśli jednak przebrniemy przez to wszystko, albo w ogóle nam to nie będzie przeszkadzać to dostaniemy klimatyczną grę ze świetną, bardzo wciągającą fabułą. Wcale nie jestem jakoś bardzo daleko fabularnie, bo na razie skupiłem się na misjach pobocznych, ale już jestem bardzo zaintrygowany jak dalej potoczą się losy naszej dwójki bohaterów (bo jest ich dwóch).
 
 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Piper | Rock | Punk
Wiek: 31
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 10535
Podziękował: 71
Podziękowano mu 778 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2019-02-21, 19:57   

Ja próbowałem się przekonać do Metro za sprawą nowego Exodus. Najwyraźniej jestem dziwny, ale ta seria w ogóle mnie nie rusza, a toporność mnie odrzuca. Wiem, że jest ona podyktowana ciężkim, postapokaliptycznym klimatem, ale to nie dla mnie - tak po prostu. Próba wkręcenia się nową odsłoną nie mogła się udać. Ta gra zagra na emocjach tych, którzy już przeżyli dwie wcześniejsze odsłony z Artjomem - a od jedynki się odbiłem całkiem niedawno (kolejny już raz). To jedna z tych gier, wokół której słyszysz szum, jaka to jest dobra, ale samemu nigdy nie jesteś w stanie zacisnąć zęby i tego doświadczyć.

Utrudnia mi to Fifa - w którą gram coraz mniej, Monster Hunter World - w którym jeszcze trochę bydlaków do zabicia zostało, i Apex Legends, który jest dla mnie zdecydowanie najlepszym battle royalem na rynku. Do tego jest darmowy, więc każdy powinien przetestować. Gra jest o wiele bardziej dynamiczna, z bardzo dobrym systemem strzelania. Jak wyszła, to dałem szansę i PUBG i Fortnitowi. Jeden jest obrzydliwie wolny i toporny, a po drugim rzygałem tęczą. Apex wciąga i ma szybsze rundy. Granie z obcymi w 3-osobowym składzie (tylko taki tryb dostępny na ten moment) jest przyjemne, bo system oznaczania wrogów, broni, punktu zbiórki, jest bardzo intuicyjny. Tak proste i skuteczne, że poprzednicy powinni się wstydzić z braku takiej komunikacji.

Yakuzę próbowałem - nie dla mnie. Dla tych, którzy też się odbili, obowiązkową pozycją jest stare Sleeping Dogs, jako alternatywa łącząca GTA z japońskim klimatem i walkami na gołe pięści.
_________________

 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Piper | Rock | Punk
Wiek: 31
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 10535
Podziękował: 71
Podziękowano mu 778 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2019-03-07, 17:31   

Próbowałem swoich sił w The Occupation, przygodówkowym thrillerze. Buduje on całkiem przyjemną atmosferę, by po drodze zabić Cię mechaniką rozgrywki. Jak gram w coś 20min, a czuje się zmęczony, to chyba nie jest dobrze? Nie chwyciła fabuła tak mocno, żeby zaciskać zęby i się pocić.
_________________

 
     
aRo 
Main Eventer



Wrestler: Big E, Owens, Otis
Wiek: 25
Dołączył: 18 Lip 2010
Posty: 4295
Podziękował: 57
Podziękowano mu 208 razy w 51 Postach
Skąd: Śląsk
Wysłany: 2019-03-15, 03:04   


Po raz trzeci ginąłem raz za razem. Po raz trzeci czułem, że staję się z czasem coraz lepszy. Po raz trzeci mogłem poczuć ogromną satysfakcję po trudnych starciach. Po raz trzeci poczułem ogromną pustkę po ujrzeniu napisów końcowych. Trzy razy tak, przechodzicie do czołówki moich ulubionych gier.

Już tyle napisano o Soulsach, że chyba każdy wie, jak to wygląda. Skupmy się na zmianach. Znów lekko namieszano przy statystykach postaci. System walki nadal jest genialny, każe operować staminą zamiast bezmyślnie nawalać, ale tym razem bardziej stawia na mobilność - jest szybciej, przeciwnicy są bardziej agresywni, rolle zużywają mniej energii i można ich robić zauważalnie więcej niż kiedyś. Ewolucja, nie rewolucja. Prawidłowo, ta druga nie była potrzebna. Najważniejsza zmiana dotyczy magów - pasek skupienia działa jak mana (wojownicy też czasem z niej korzystają do ataków specjalnych). No i można rozdzielić Estusy na odnawiające życie lub skupienie.

Reszta niewiele się różni. Co absolutnie nie jest minusem - chciałem Soulsy, dostałem Soulsy. Można się trochę przyczepić budowy mapy, bo w większości miejscówki ułożone są liniowo, przez co nie ma tylu ciekawych skrótów między poziomami (parę razy też jesteśmy przenoszeni niczym do Anor Londo w jedynce, więc nawet zwykłych połączeń brakuje), no i trochę za dużo tu bagien jak na mój gust. Ale to nadal nieźle skonstruowane lokacje.

Niektórzy twierdzą, że najlepszą rzeczą w DS jest historia świata, do której trzeba się dokopać, czytając strzępki informacji gdzie się da. Jednak i bez tego, choć trochę tracąc, da się grać. Biorąc pod uwagę to, co każdy zobaczy, można powiedzieć, że daniem głównym są bossowie. I tutaj FromSoftware nie zawiodło. Jak w dwójce większość szybko wypadała z pamięci (tak naprawdę podobali mi się tylko Rycerz Oparów i Sir Alonne, a są z DLC), tak tutaj mamy naprawdę ciekawy zestaw. Warto wspomnieć o Gundyrze, Stróżach Otchłani, Tancerce, Pontyfiku, Lorianie... W sumie każdy jest jakiś, co jest ogromnym plusem. To też pierwsza gra z trylogii, gdzie końcowy boss nie zawodzi. A wypada też wspomnieć o rywalach opcjonalnych. Bo gdzieś w grze czai się niejaki Bezimienny Król. Nie tylko walka, cała otoczka wokół niego - to moje ulubione starcie ze wszystkich trzech gier. Nie jest idealne (gdyby tak nie trzeba było powtarzać fragmentu na starcie...), ale nic nie jest bliżej.

Tak naprawdę jedynym poważnym minusem, jaki można grze zarzucić, są problemy sieciowe. Niby nie trzeba w ogóle spotykać innych graczy (czy to zapraszać do pomocy, czy bronić się przed najeźdźcami), jednak gdy to nastąpi, bardzo prawdopodobne, że zaatakują też lagi. Stoczyłem trochę potyczek i chyba tylko raz wszystko wyglądało w porządku.

...no i trylogia ukończona. Zostaje pustka. Jak w mojej głowie, kiedy myślę, jak skończyć ten tekst. Lecz poza nią jest też ogromna satysfakcja. Czuję, że skończyłem coś wybitnego. Piękne zakończenie jednej z lepszych trylogii w dziejach gier.

Ashes of Ariandel
Malowany świat Ariandel może budzić skojarzenia z pewną lokacją z "jedynki", ale głównie z nazwy i białych okolic. Można go podsumować stwierdzeniem "w grupie siła". Przeciwników jest mnóstwo i prawie zawsze jest ich co najmniej kilku. A jak się już trafią pojedynczy rycerze, są wyraźnie mocniejsi niż takie pospolite wilki. Zwiedzanie mapy nie było zbyt przyjemne. Co do bossów, bo to dla wielu najważniejszy element - są 2 sztuki, z czego jednego nazwałbym najprostszym bossem w DS3, a drugiego - najtrudniejszym. Nie ma jak balans. Pod kątem "fajności" drugiego przyrównałbym trochę do Bezimiennego Króla - choć otoczka dużo gorsza, podobne jest to, że walka w ostatniej fazie jest ekstra, a poprzednie tylko niepotrzebnie zabierają czas. Ale warto się przemęczyć dla tej jednej walki.

The Ringed City
Dodatek dużo większy i lepszy niż poprzednik. Dwa spore obszary, ciekawsi pomniejsi przeciwnicy (niektórzy potrafią zirytować, ale łatwo większość ominąć), no i zestaw czterech bossów. Choć walka w kościele jest specyficzna i nie każdemu musi podejść, tak ogniste demony są niezłe, a Midir i Gael to czołówka całej trzeciej części. Jak mam się czepiać - monstra zwane Aniołami były wyjątkowo irytujące i sprawiały wrażenie, jakby miały po prostu przedłużyć eksplorację na siłę - nie było to potrzebne. To jednak drobnostka. Świetne DLC.


Podobały mi się poprzednie gry ze Styxem, choć były dalekie od ideału. Of Orcs and Men nie było do końca przemyślane pod kątem gameplayu, a mimo to wciągnęło mnie i z czasem bawiło coraz bardziej. W Master of Shadows ork Arkail poszedł w odstawkę i dostaliśmy niezłą, choć zabugowaną skradankę z ciekawą historią. Shards of Darkness z kolei... nie jest grą złą, ale według mnie najmniej ciekawą z całej trójki.

Może gdyby skupiono się po prostu na zrobieniu sequela, poprawie słabostek poprzedniczki, byłoby super. To nadal dobra skradanka. Ma niezłe mapy, które dają wiele możliwości na wykonanie zadań i dostanie się z punktu A do B. Wielkich zmian tu nie ma. Najciekawszą jest nowa zdolność do odblokowania, pozwalająca zamienić się miejscem z klonem. Reszta się aż tak nie wyróżnia - może poza craftingiem, bo jest dla niego osobne drzewko rozwoju i pozwala montować różne pułapki. Problem w tym, że większość to rzeczy przydatne tylko dla zabójców, a ja lubię w skradankach... skradanie. I staram się nie zabijać, więc nowe zabawki testowałem z ciekawości na innym zapisie i już do nich nie wracałem. Z różnic na plus - krasnoludy w późniejszych misjach nie są tak wkurzające, jak elfy w MoS.

Jeśli chodzi o wady - mam wrażenie, że nic się nie zmieniło od poprzedniczki. Powtarzanie tych samych map w paru misjach, rozmaite błędy, bezsensowne z punktu widzenia architekta haki na ścianach. Człowiek liczy, że kolejne gry będą lepsze, a tu nie dość, że nie ma poprawy, to jeszcze można twórców posądzić o regres. Pamiętam, że bardzo nie pasowała mi końcówka starszego Styxa, która zmuszała do walki. Tu nie ma czegoś takiego, ale dowalono nam dwóch "bossów". Choć w sumie pasują do reszty bardziej, bo polegają na przekradaniu się między ścianami, są zwyczajnie kiepskie. Fabuła też mnie za bardzo nie interesowała, a w pozostałych grach z serii była mocnym punktem.

Mam wrażenie, że ten ostatni minus spowodowany jest nowością w postaci co-opa. Może uznano, że historia nie jest tak ważna, jak gra się w dwójkę? No dobra, przebolałbym, w końcu najważniejsza jest grywalność. Niestety, jest pewien problem. Tryb ten jest trochę niedorobiony. Mój kompan narzekał, że czasem nie pokazują mu się cele misji, co skutecznie utrudniało grę. Nie dostawał też osiągnięć. Ale najgorszy jest system wczytywania. Z jakiegoś powodu gra zapisuje jedynie pozycję hosta. Śmierć działa tu tak, że po paru sekundach można się odrodzić obok kompana - to jest w porządku. Jednak po wczytaniu zapisu (a w tego typu grach save & load jest na porządku dziennym) partner znika. I musi zaczynać grę obok mnie. Myślisz sobie, że można się rozdzielić podczas przeszukiwania miasta? Jeden błąd i jeden z was będzie musiał pokonywać drogę na nowo. Fatalny pomysł.

Moje odczucia związane z grą najlepiej podsumowałaby ocena "mieszane". W sumie bawiłem się nieźle, zwłaszcza w trybie współpracy, jednak nie podoba mi się fakt, że stare bolączki nadal tu są, a do tego mamy nowe. Jeśli powstanie kolejna gra w tym świecie, oby była lepsza.
_________________
...bo jeden Straight Edge na forum to zdecydowanie za mało.
Typer WWE 2018 - 3 miejsce
Typer NXT 2018 - 1 miejsce
 
 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Piper | Rock | Punk
Wiek: 31
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 10535
Podziękował: 71
Podziękowano mu 778 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2019-03-17, 21:31   

aRo napisał/a:
...no i trylogia ukończona.


Czas na Sekiro? Ja czekam. W między czasie męcze Devil May Cry 5. Całkiem przyjemny slasher, który niestety mocno obniżył poziom trudności poprzedniczek. Pamiętam, że DMC3 było kiedyś wymagającym tytułem, a piątka na ten moment przechodzi się sama. Z tego co słyszałem, niewiele się zmieni na późniejszych poziomach. Czekam na Dante, bo ani nie jestem wielkim fanem Nero (choć bardzo się starają, żeby był klonem Dante), ani gameplayu, jaki niesie ze sobą V. Sama postać jest w porządku, ale chodzenie w slasheru gościem, który sam nie walczy, to mało atrakcyjny temat. Walka z pierwszym bossem V, to jeden wielki chaos, w którym tylko mashowałem przyciski.

EDIT: Fabuła jest przyzwoita, choć fatalnie wróży ewentualnej 6 odsłonie, ale stanowczo za mało dobrych dialogów Dantego z potworami. DMC3 wciąz jest dla mnie najlepszą częścią. Ba, nawet jeden z fajniejszych bossów najnowszej części, to praktycznie klon z DMC3
_________________

Ostatnio zmieniony przez N!KO 2019-03-19, 19:20, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
aRo 
Main Eventer



Wrestler: Big E, Owens, Otis
Wiek: 25
Dołączył: 18 Lip 2010
Posty: 4295
Podziękował: 57
Podziękowano mu 208 razy w 51 Postach
Skąd: Śląsk
Wysłany: 2019-03-17, 22:28   

W Sekiro chętnie zagram, ale pewnie dopiero po jakiejś sporej obniżce, chyba że okaże się megahitem. W międzyczasie może ogarnę jakieś "klony" Soulsów. Mam Lords of the Fallen i The Surge, może nie będzie tragedii 8) Nioha też może kiedyś złapię.

Dla odmiany po tych mrocznych klimatach postawiłem na... bajkową platformówkę. Trafiło na Yooka-Laylee. Pierwszy świat jest OK, dalej jeszcze nie sprawdzałem, ale słyszałem, że szybko się kończą twórcom pomysły i może być bieda.
Póki co mogę jeszcze dodać, że mamy tu chyba najgorszy "voice acting" w historii gier :twisted: Ten, kto wpadł na pomysł dodania tych dźwięków do dialogów, powinien zostać zwolniony.
_________________
...bo jeden Straight Edge na forum to zdecydowanie za mało.
Typer WWE 2018 - 3 miejsce
Typer NXT 2018 - 1 miejsce
 
 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Piper | Rock | Punk
Wiek: 31
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 10535
Podziękował: 71
Podziękowano mu 778 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2019-03-18, 07:37   

aRo napisał/a:
Mam Lords of the Fallen i The Surge, może nie będzie tragedii Nioha też może kiedyś złapię.


O nie, nie, nie. Od NiOha powinieneś zacząć, chociaż wiem, że pewnie drogo krzyczą za niego :wink: Zdecydowanie najlepszy soulslike (poza trylogią :wink: ) Z dwóch pozostałych wolałbym Lordsów, bo Surge to w ogóle mnie nie ruszyło.
_________________

 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Piper | Rock | Punk
Wiek: 31
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 10535
Podziękował: 71
Podziękowano mu 778 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2019-03-24, 21:10   

Pierwszy kontakt z Sekiro zaliczony. Czuć tu ducha Soulsów, a raczej czuć, że spłodziło to From Software. Jednak na tym i na ogniskach podobieństwa się kończą. System walki wywrócili do góry nogami, przez co na nowo próbujemy się odnaleźć w nowym otoczeniu. Może przesadzam, może jeszcze się nie przestawiłem, ale to cholerstwo jest o wiele trudniejsze od Dark Souls :P Nie mogę się przestawić na ten ultra defensywny sposób walki, gdzie każdy cios musi być wyważony. I to nawet bardziej, niż miało to miejsce z pilnowaniem wytrzymałości w najpopularniejszej trylogii tego studia. Fabularnie na razie mnie nie grzeje, klimat jest niezły, ale to nie jest miłość od pierwszych minut jak przy DkS. Liczyłem na lepszy model skradania, ale jeszcze jest szansa, że ciche zabójstwa z moich wyobrażeń zostawiają na rozwój postaci. Na pewno nie odstawie tego szybko. Z racji zamiłowania do poprzednich gier, będę sporo Sekiro wybaczał. Będzie mi musiało totalnie zbrzydnąć, żebym nie skończył :wink:
_________________

 
     
DRF

Dołączył: 01 Wrz 2018
Posty: 31
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Wysłany: 2019-03-24, 23:15   

Gram sobie obecnie w Sekiro, i jestem zadowolony. Wkoncu, po 25 latach udało im sie zrobic nie chujowy system walki, który jest irytująco toporny by sztucznie podnieść irytujący poziom trudnosci. Tutaj liczy sie TYLKO skill, i to jest zajebiste. Podoba mi sie zmiana przedstawiania fabuły, w koncu normalne cutscenki, zamiast słabych, sztucznych dialogów z soulsów. Narazie pograłem z 5 godzin, ale odczucia jak najbardziej pozytywne, a Soulsami ogólnie gardze. Polecam w sumie każdemu.
 
     
aRo 
Main Eventer



Wrestler: Big E, Owens, Otis
Wiek: 25
Dołączył: 18 Lip 2010
Posty: 4295
Podziękował: 57
Podziękowano mu 208 razy w 51 Postach
Skąd: Śląsk
Wysłany: 2019-03-28, 17:32   


Twórcy gier z serii Trine postanowili zrobić własną Magickę. Szkoda, że wyszła gra pod niemal każdym względem gorsza.

Zacznijmy od plusów: jest nawet ładnie. To chyba tyle.

Fabuła kończy się na "znajdź pergaminy". Jest tylko pretekstem, by zmusić do przejścia ponad 30 poziomów wypełnionych potworami i... prawie niczym więcej. Są bardzo nijakie i puste. Nie liczcie na niespodzianki czy easter eggi. Poza schematem "idź-walcz-idź..." mamy zbieranie piórek (5 na level, większość nawet nie jest ukryta) i opcjonalnych skrzynek dających doświadczenie lub czapkę. No i kilka pustych beczek do zniszczenia z nudów. Żadne urozmaicenie. Dopiero na przedostatnim poziomie pojawił się ciut ciekawszy side quest - nie dało się więcej? A, jak chcecie zbierać wszystko, radzę się dobrze rozglądać, bo nie ma tu czegoś takiego jak wybór poziomu - będzie trzeba grać od nowa.

Walka - Magicka, w której nie mamy żywiołów do wyboru, zamiast tego każda postać ma całe 3 ataki, przydzielone odgórnie. Pokonując bossów, dostajemy do wyboru 1 z 3 losowych zaklęć, więc trochę się nasz repertuar powiększa. Ale dużo zależy od szczęścia, bo wiele czarów jest wyraźnie gorszych od reszty (pociski > promienie), a do tego wypadałoby wybierać różne żywioły - ogień, woda, elektryczność, życie, śmierć (+ para, jednak to cały jeden czar u zablokowanej postaci i atak końcowego bossa), bo potem wielu wrogów ma odporności (zdarza się więcej niż jedna) i jeśli mamy pecha, zostanie atakowanie laską. Z bliska, zadająca śmieszne obrażenia, a przeciwnicy nie stoją, nie patrzą, tylko leją. Jest tak sobie.

Wspomniałem o bossach - większość jest tak słaba, że nie mogę sobie ich teraz przypomnieć. A choć jest ich niewielu, jeden z nich to... zestaw przeciwników ze zwykłych poziomów. Jedyny godny zapamiętania rywal to ten ostatni - ale tu z kolei trochę przegięli z trudnością. Odporność na wszystko, trzeba niszczyć totemy, by mieć szansę coś zdziałać, a w międzyczasie obrywamy kombinacją nawet sześciu czarów obszarowych. Bardzo męczące w co-opie, powodzenia dla grających solo.

Niby zbieramy doświadczenie, ekwipunek i nowe postacie. Niestety, to pierwsze ponoć pozwalają rozwijać postać, ale skille dają tak małe bonusy, że postać na 40 poziomie i tak może spokojnie polec w starciu z poziomem 1. Czapki to sprawa wyłącznie kosmetyczna (to mi nie przeszkadza), laski działają podobnie jak umiejętności - niby coś dają, nie zmieniają prawie nic. W rozwijaniu mogłoby pomóc np. jakieś znaczące podnoszenie punktów życia, bo mamy ich śmiesznie mało przez całą grę. A co do postaci - różnią się tylko początkowymi zaklęciami, do tego nie można ich zmienić w trakcie kampanii, więc mało kto będzie się bawił więcej niż dwoma startowymi. Świetny pomysł.

A jeśli chcecie grać ze znajomymi, to dobra rada: komenda /kick "nick" na czacie (o, jest powód, by go użyć!) służy do wyrzucania niechcianych przybyszów. Bo nikt nie pomyślał, by dać inną możliwość. Że są prywatne serwery? Jak gracie po raz pierwszy, to tak. Ale wątpię, że skończycie całość za jednym posiedzeniem. A po wczytaniu gry... serwer staje się publiczny i nic z tym nie zrobicie. Taki drobny błąd. Którego twórcy nigdy nie naprawią, sądząc po ich postach na forum na Steamie. Miło.

Jak komuś mało, jest jeszcze tryb areny. Warto zajrzeć na moment, bo tu można sobie dobrać dowolne 2 czary do startowego kompletu. I przekonać się, jak wielu nie zobaczyliście w trybie przygody. Tyle rzeczy jest tu niepotrzebnie poukrywanych.

Magicka była przeceniana setki razy. Nie widzę powodu, by zagrać w 9P zamiast niej. Żadnego.
_________________
...bo jeden Straight Edge na forum to zdecydowanie za mało.
Typer WWE 2018 - 3 miejsce
Typer NXT 2018 - 1 miejsce
 
 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Piper | Rock | Punk
Wiek: 31
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 10535
Podziękował: 71
Podziękowano mu 778 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2019-04-02, 20:44   

Jak ktoś jest z Clementine od początku, to jest sobie winien finał. Walking Dead S4 E4 ma w sobie emocjonalne momenty. Atakują w środku, z zaskoczenia, więc mogą nie odcisnąć takiego piętna jak te najważniejsze z serii (no dobra, wiadomo, że chodzi o koniec 1 sezonu), ale czasu poświęconego na Walking Dead nie żałuje. Mieli kilka topornych odcinków, ale jako całość dało mi sporo emocji - to tu najważniejsze.

... Można się skupić na Sekiro - kozak gra :wink:
_________________

 
     
Michcio 
Upper Midcarder
KingOfNewsStyle



Wrestler: Nakamura, Rollins, Omega, DB
E-fed: MichcioPL
Wiek: 29
Dołączył: 25 Kwi 2013
Posty: 1288
Podziękował: 33
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Białystok
Wysłany: 2019-04-03, 21:34   

Jak ktoś ma na Steamie pierwszą część Borderlands, to Steam powinien po zainstalowaniu zupgrade'ować grę do wersji GOTY (jeśli nie macie któregoś albo żadnego z czterech DLC), a także w bibliotece powinien pojawić się Wam do pobrania remaster pierwszej części tej serii (Borderlands GOTY Enhanced), który miał swoją premierę dzisiaj.

Dodatkowo, posiadacze Borderlands 2 oraz The Pre-Sequel na PC, jak i całej The Handsome Collection na PS4 oraz Xbox One. dostali patcha, który dodał obsługę rozdzielczości powyżej 1080p oraz tekstury Ultra HD.
_________________
Redaktor Roku 2015
One Half of Wrestling Polska User of the Year Tag Team Champions 2017 :)
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Google
 
Copyright © 2001-2010 Attitude      Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group